Kasjerka CBA wyprowadziła miliony. Nie stawiła się w więzieniu

To jeden z najgłośniejszych skandali w służbach ostatnich lat. Kasjerka przywłaszczyła 9,2 mln zł z funduszu CBA i została za to skazana. Do odbywania kary jednak się nie zgłosiła – informuje „Rzeczpospolita”. Gazeta przypomina, że „Katarzyna G., sprawczyni największego skandalu finansowego w służbach specjalnych ostatnich lat, za wynoszenie służbowych pieniędzy została skazana na sześć lat i cztery miesiące pozbawienia wolności, jej mąż hazardzista dostał osiem lat”.

„Ekskasjerka, która w kwietniu wyszła z aresztu, miała wrócić do więzienia. Ale, jak ustaliła »Rzeczpospolita«, tego nie zrobiła” – czytamy.

Sekcja prasowa Sądu Okręgowego w Warszawie przekazała dziennikowi, że Katarzyna G. została wezwana do stawiennictwa we właściwej jednostce penitencjarnej w terminie do 22 sierpnia. Dodała, że „obrońca skazanej złożył wniosek o odroczenie i wstrzymanie wykonania kary”.
Źródło info i foto: businessinsider.com.pl

8 lat więzili syna i zamykali go w klatce

Kiedy policjanci wdarli się do mieszkania w Haderze, spodziewali się, że znajdą tam zwłoki dwojga 60-latków. Zamiast tego odkryli troje żywych ludzi. Dziecko oficjalnie „nie istniało”.

W czwartek funkcjonariusze izraelskiej policji zapukali do drzwi jednego z mieszkań w Haderze. Do interwencji doszło w związku z donosem sąsiadów, którzy skarżyli się na utrzymujący się od dłuższego czasu smród. W środku okazało się, że sześćdziesięcioletni imigranci, pochodzący prawdopodobnie z Rosji, nie tylko żyją, ale ukrywają w mieszkaniu trzecią osobę – 14-letniego syna, który oficjalnie nie istniał.

Zamykali go w klatce

Policjanci ostatecznie weszli do mieszkania oknem. Tam natychmiast zostali zaatakowani przez lokatorów. Szybko ich unieruchomili i zaczęli rozglądać się po pokojach. Wtedy zobaczyli 14-letniego chłopca – czytamy w izraelskim dzienniku „Haaretz”.

Małżeństwo, które mieszkało w Haderze od ośmiu lat, nigdy nie poinformowało urzędu o narodzinach syna. Chłopiec nie wychodził z domu i nie chodził do szkoły. W mieszkaniu znajdowała się również amatorsko wykonana klatka, w której okazjonalnie był zamykany.

„Wyglądał jak zombie”

Jeden z sąsiadów opowiadał w lokalnym radiu, że widział raz chłopca. Miał stać w oknie i „wyglądać jak zombie z horroru”. Mężczyzna powiedział, że poinformował o tym służby. – Widziałem jego oczy. Patrzył w taki sposób, jakby wołał o pomoc – relacjonował.

W chwili interwencji policji, nastolatek miał na sobie zbyt małe ubrania i nieuczesane włosy. W rozmowie z pracownikami społecznymi chłopiec utrzymywał, że nic mu nie jest. Opowiedział im też, że zazwyczaj sypiał w łóżku z rodzicami i całe dnie spędzał w domu. 60-latkowie mieli go też raz na dwa tygodnie wyprowadzać w nocy na dziedziniec. Spędzał wtedy na powietrzu do 30 minut.

Rodzice uważają, że są niewinni

Rodzice nie przyznali się do znęcania się nad synem. W czasie przesłuchania utrzymywali, że nie mógł opuszczać domu z uwagi na poważne problemy zdrowotne – czytamy na portalu Independent. – Chłopiec jest chory. Zrobiliśmy wszystko, żeby nie wychodził na zewnątrz i nie zarażał się chorobami – miała podkreślić matka.

Wygląda jednak na to, że to rodzice mieli problemy. Mieszkanie było kompletnie zawalone, wskazując na to, że są patologicznymi zbieraczami.

– Wiele w życiu widziałem – powiedział reporterom „Haaretz” lokalny polityk Yitzhak Buzaglo. – Od 20 lat pracuję w urzędzie miasta, ale nigdy nie trafiłem na nic podobnego – przyznał.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Wałbrzych: 74-latek molestował 8 i 12-latkę

74-letni mieszkaniec z Wałbrzycha jest podejrzewany o pedofilię. Mężczyzna miał molestować dwie dziewczynki w wieku 8 i 12 lat. Kazimierz G. usłyszał już zarzuty. Decyzją sądu został na trzy miesiące aresztowany. Kazimierz G. skorzystał z „gościnności” rodziców dziewczynek i mieszkał z nimi przez kilka miesięcy w Nowej Rudzie, koło Wałbrzycha.

Do molestowania dziewczynek miało dochodzić od stycznia do kwietnia tego roku. Podejrzany dotykał siostry i groził, że jeżeli komukolwiek o tym powiedzą, to zostaną oddane do domu dziecka. Mężczyzna usłyszał zarzut doprowadzenia małoletnich poniżej 15. roku życia do poddania się innym czynnościom seksualnym, oraz wpływanie groźbą na zeznania świadków. Mężczyzna przyznał się do pierwszej części zarzutów.

Decyzją sądu został aresztowany na trzy miesiące. Śledztwo prowadzi Prokuratura Rejonowa w Kłodzku. 74-latek był już wcześniej karany. Dwukrotnie usłyszał wyrok za przestępstwa związane z pedofilią.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Ogromne odszkodowanie za lata spędzone w szpitalu psychiatrycznym

Przed katowickim sądem rusza sprawa o gigantyczne odszkodowanie dla Krystiana Brolla. Obrońca 72-letniego mężczyzny chce dla niego aż czternastu i pół miliona złotych. Sąd Najwyższy orzekł, że Broll niesłusznie spędził ponad osiem lat w rybnickim szpitalu psychiatrycznym.

Krystian Broll trafił do szpitala psychiatrycznego po tym, gdy ktoś pomówił go o rzekome groźby karalne. Nigdy do tego się nie przyznał i uważał, że wszystkie dowody były w jego sprawie spreparowane. Jako inżynier budowlany miał odkryć oszustwo przetargowe i dlatego ktoś mu w ten sposób zaszkodził.

Mimo to biegli uznali, że jest niepoczytalny. Teraz domaga się odszkodowania za zmarnowanie ponad ośmiu lat życia. Równie wysokich odszkodowań chcą dochodzić dwaj inni pacjenci szpitala w Rybniku. Jeden z nich spędził tam aż jedenaście lat.
Żródło info i foto: Radio ZET.pl

8 godzin trwało przesłuchanie Michela Platiniego

Aż osiem godzin trwało przesłuchanie zawieszonego na osiem lat szefa Europejskiej Unii Piłkarskiej Michela Platiniego przed Komisją Odwoławczą Międzynarodowej Federacji Piłki Nożnej – FIFA. – Jestem zadowolony z przebiegu spotkania – powiedział Francuz.

Platini oraz prezydent FIFA Joseph Blatter zostali wyłączeni z wszelkiej działalności futbolowej w związku z podejrzanym przelewem dwóch milionów franków szwajcarskich z FIFA na konto Francuza. Obaj działacze utrzymują, że to wynagrodzenie za pracę, którą Platini wykonał dla światowej federacji kilkanaście lat temu, a umowa była ustna. Komisja Etyki uznała te tłumaczenia za „mało przekonujące” i zawiesiła ich na osiem lat.

Decyzja podjęta

Platini nie pojawił się wówczas na przesłuchaniu w swojej sprawie, ponieważ był przekonany, że decyzja i tak została już podjęta.

– Tym razem zostałem naprawdę wysłuchany przez ludzi, którzy są częścią piłkarskiej rodziny i wiedzą, jakie są jej problemy – podkreślił szef UEFA, który w związku z karą wycofał się z zaplanowanych na 28 lutego wyborów na prezydenta FIFA. Przesłuchanie zakończyło się ok. godz. 21.

Decyzja Komisji Odwoławczej może zostać ogłoszona jeszcze w tym tygodniu. Jeśli i ten wyrok nie będzie korzystny dla Platiniego, Francuz może odwołać się do Trybunału Arbitrażowego ds. Sportu w Lozannie (CAS).

Wysoka grzywna

Powodem dyskwalifikacji działacza były też inne wykroczenia, takie jak przyjmowanie wartościowych prezentów czy zachowanie niezgodne z kodeksem FIFA. Nałożono na niego grzywnę w wysokości 81 tysięcy dolarów.

We wtorek na przesłuchaniu ma się stawić Blatter. Komisja Etyki zapowiedziała, że jeśli znajdzie dowody na korupcję, będzie domagać się dożywotniego zawieszenia. – Nie obchodzi mnie, czy będę mógł kontynuować polityczną karierę w futbolu. Mam 60 lat, dokonałem już sporo. Chcę walczyć z niesprawiedliwością – zaznaczył Platini.

Co ze Szwajcarem?

Przeciwko Blatterowi toczy się też postępowanie szwajcarskiej prokuratury. Platini jest w nim „kimś pomiędzy świadkiem a podejrzanym”. UEFA nie wyznaczyła na razie tymczasowego prezydenta. Zapowiedziała, że wstrzyma się z tym do czasu zakończenia postępowania apelacyjnego.
Żródło info i foto: TVP.info

Nowe informacje odnośnie zatrzymania poszukiwanego Piotra K.

28-letni Piotr K., pseudokibic Wisły Kraków jest podejrzany o zabójstwo i usiłowanie zabójstwa. Do wydarzeń miało w 2007 r. w Kielcach. Po meczu doszło do bójki między kibicami Wisły Kraków i Korony Kielce. K. miał podbiec do stojącego na pobliskim skrzyżowaniu samochodu i przez otwarte okno zadać kilka ciosów ostrym narzędziem 22-letniemu kibicowi Korony. Chłopak zmarł tuż po przewiezieniu do szpitala. Policja zatrzymała kilku podejrzanych o udział w bijatyce, ale Piotr K. uciekł z kraju.

Pod okiem policjantów

Za podejrzanym wydano Europejski Nakaz Zatrzymania, w akcję włączył się Interpol. Wreszcie po ośmiu latach brytyjska policja zatrzymała K. Początkowo informowano, że do ujęcia doszło w Londynie, lecz brytyjska prasa dotarła do szczegółów akcji.

Piotr K. został zatrzymany w małym mieście Devizes między Londynem a Bristolem. W Devizes mieszka niecałe 12 tysięcy osób. To mniej więcej tyle, co w podwarszawskiej Górze Kalwarii. K. pracował w lokalu jednej z sieci fast foodów, który znajduje się kilkaset metrów od siedziby głównej policji hrabstwa Wiltshire policji. Z relacji mediów wynika, że policjanci często jadali w tym miejscu lunch. K. był poszukiwany od ośmiu, a w Devizes mieszkał prawdopodobnie od czterech lat. Przez ten czas miał być regularnym bywalcem miejscowej siłowni.

Mężczyzna został zatrzymany w czasie pracy 13 stycznia, co potwierdziła policja i rzecznik sieci fast foodów.

Piotr K. miał postawione zarzuty już w 2008 r.

Prokuratura Okręgowa w Kielcach przedstawiła mu zarzuty zaocznie już w 2008 r. Jest to konieczne w przypadku, gdy podejrzany jest poszukiwany listem gończym. Za pseudokibicem wydano również Europejski Nakaz Zatrzymania, w akcję włączył się Interpol. – Piotr K. został umieszczony na policyjnej top liście najbardziej niebezpiecznych polskich przestępców – mówił Mariusz Ciarka. – Policjanci od pewnego czasu wiedzieli, że poszukiwany może przebywać w Wielkiej Brytanii, o czym poinformowano brytyjskie organy ścigania – dodał. Gdy tylko Piotr K. trafi do kraju, prokuratura przedstawi mu zarzuty „fizycznie”.

„Synu, jeszcze nieraz zasiądziemy wspólnie do lektury Żeromskiego”

„Synu, prosimy Cię, oddaj się w ręce policji. Jest oczywiste, że stała się rzecz straszna nie tylko dla tamtej Rodziny. My też cierpimy”, pisała matka Piotra K. Kobieta kilka miesięcy po zajściu zamieściła w mediach list. „Pamiętaj, nie jesteś sam, masz najbliższych, którzy nigdy Cię nie opuszczą. Nie wierzymy, byś chciał kogoś świadomie skrzywdzić. Sprawę trzeba wyjaśnić do końca. Synu, jeszcze nieraz zasiądziemy wspólnie do lektury Żeromskiego”.

O zatrzymaniu Piotra K. w Londynie media donosiły w lipcu ubiegłego roku. Szybko okazało się jednak, że doszło do pomyłki. – Otrzymaliśmy zdjęcie i nie potwierdzamy, że jest to poszukiwany przez nas Piotr K. – tłumaczył wówczas TVN24 Mariusz Ciarka. „Dziennik Polski” tłumaczył, że przyczyną błędu mogło być właśnie zdjęcie. Śledczy dysponowali tylko jedną, czarno-białą fotografią, która według dziennika pochodzi sprzed 2005 r.
Żródło info i foto: Gazeta.pl

Michel Platini i Joseph Blatter zawieszeni na 8 lat

Komisja Etyki FIFA zawiesiła na osiem lat szefa Światowej Federacji Piłki Nożnej Josepha Blattera i szefa UEFA, Michela Platiniego. Blatter będzie musiał dodatkowo zapłacić 50 tysięcy franków szwajcarskich kary, a Platini 80 tysięcy. Obaj działacze są oskarżeni o korupcję: Blatter o wręczenie, a Platini o wzięcie łapówki w wysokości 2 milionów franków szwajcarskich w 2011 roku. Miało to być honorarium Platiniego za prace na rzecz FIFA w latach 1998-2002. Blatter i Platini zapowiedzieli już wcześniej, że będą się odwoływać do Międzynarodowego Trybunału Arbitrażowego do spraw Sportu CAS.
Żródło info i foto: Dziennik.pl

Białoruski szpieg skazany w Polsce nie będzie odbywał wyroku na Białorusi

Skazany na 7 lat więzienia za szpiegostwo obywatel Białorusi nie będzie odbywał kary w swym kraju. Dzisiaj Sąd Okręgowy w Warszawie uznał niedopuszczalność prawną przekazania Aleksandra Lianiuki do odbycia reszty kary w Republice Białorusi. Lianiuka został prawomocnie skazany za to, że pozorując przez 8 lat współpracę wywiadowczą z b. Wojskowymi Służbami Informacyjnymi, jako białoruski agent przekazał im bezwartościowe informacje – czym wyłudził 319 tys. dolarów i 18 tys. euro.

Dzisiaj SO rozpoznawał wniosek skazanego o przekazanie reszty kary do wykonania w Republice Białorusi. Lianiuka został doprowadzony na posiedzenie przez policję. Sąd zdecydował o utajnieniu posiedzenia; dziennikarze nie mogli nawet wejść na salę. Prokurator nie chciał ujawnić PAP, jaki wniosek w sprawie przedstawiła sądowi Prokuratura Okręgowa w Warszawie.

– Sąd wskazał, że przestępstwo z art. 130 par. 1 Kodeksu karnego, za które m.in. Aleksander L. został skazany, jako czyn godzący w bezpieczeństwo zewnętrzne Polski, nie jest przestępstwem według prawa białoruskiego – przekazała PAP sędzia Ewa Leszczyńska-Furtak, rzeczniczka SO ds. karnych. – Tym samym przekazanie kary do wykonania byłoby sprzeczne z umową między Rzeczpospolitą Polską a Republiką Białorusi sporządzoną 26 października 1994 r. w Mińsku o pomocy prawnej i stosunkach prawnych w sprawach cywilnych, rodzinnych, pracowniczych i karnych – dodała.

Art. 130 Kk stanowi: „Kto bierze udział w działalności obcego wywiadu przeciwko Rzeczypospolitej Polskiej, podlega karze pozbawienia wolności od roku do lat 10”. Polsko-białoruska umowa przewiduje możliwość przekazania skazanego do odbycia kary w drugim państwie m.in. gdy dany czyn jest karalny również w drugim państwie lub byłby karalny sądownie, gdyby został popełniony na jego terytorium. Przejęcie wykonania kary jest niemożliwe m.in., jeżeli czyn jest uważany przez umawiającą się stronę za przestępstwo polityczne lub wojskowe lub gdy zdaniem strony wykonanie orzeczenia zagrażałoby suwerenności lub bezpieczeństwu albo pozostawałoby w sprzeczności z podstawowymi zasadami prawa tego państwa.

Jak podawała w czerwcu br. stacja „Biełsat”, szef białoruskiego KGB Walery Wakulczyk mówił, że Lianiuka był „zwyczajnym oszustem i zdrajcą”. – Mówić o tym, że to szpieg jest bez sensu – oświadczył.

W maju br. Lianiuka został prawomocnie skazany przez Sąd Apelacyjny w Warszawie na 7 lat więzienia za to, że od 1999 r. do 2007 r. „pozorował oddawanie usług wywiadowczych RP” przez dostarczanie podrobionych lub przerobionych dokumentów oraz doprowadzenia WSI do „niekorzystnego rozporządzenia mieniem”. SA utrzymał taki wyrok SO z grudnia 2014 r., choć zarazem zmienił ustalenie SP, że nie działał on w ramach obcego wywiadu. Na wniosek Prokuratury Apelacyjnej w Warszawie SA uznał, że Lianiuka działał w ramach „gry operacyjnej białoruskiego wywiadu przeciwko Polsce”.

Według obu sądów Lianiuka świadomie przekazywał takie nieprawdziwe informacje, jak np. wiadomość o rzekomych agentach białoruskich, uplasowanych w najważniejszych instytucjach państwa polskiego oraz o działalności siatki szpiegów białoruskich w Polsce. Zmusiło to WSI do „nieefektywnych działań operacyjnych”. Ponadto Lianiuka przekazał fałszywą listę oficerów białoruskich służb specjalnych oraz inne rzekome tajne dokumenty Białorusi, m.in. o jej siłach zbrojnych – w istocie były to przerobione materiały ogólnodostępne, pochodzące m.in. z czasów ZSRR.

By się uwiarygodnić w oczach WSI, Lianiuka przedłożył im sfałszowane zaświadczenie o ukończeniu kursu służb specjalnych Białorusi – było to przerobione zaświadczenie KGB ZSRR, na którym widniał m.in. herb ZSRR. Według sądów oskarżony ujawnił białoruskiemu wywiadowi metody pracy i obszary zainteresowania wywiadu WSI.

Jak ujawnił SO, współpraca Lianiuki z WSI – oraz krótko ze Służbą Wywiadu Wojskowego (zastąpiła ona WSI, rozwiązane przez rząd PiS) – trwała do 2007 r. W 2011 r. nawiązał on jeszcze kontakt z SWW, od której chciał wyłudzić pieniądze w zamian za rzekome materiały tajnych służb Białorusi (m.in. o rzekomym Polaku z nimi współpracującym). SWW nic mu jednak nie zapłaciła, a wkrótce po kontakcie z jej oficerem, Lianiuka został w listopadzie 2011 r. zatrzymany i aresztowany. Od tego czasu przebywa w polskim areszcie.

Akt oskarżenia wpłynął do SO w lutym ub.r., a tajny proces ruszył w czerwcu ub.r. Jako świadkowie anonimowi zeznawali w nim oficerowie służb specjalnych RP. Koniec kary przypada 15 listopada 2018 r. Pod koniec roku skazany nabierze prawa do wystąpienia o przedterminowe warunkowe zwolnienia z reszty kary.

5 listopada przed warszawskim SO ma ruszyć niejawny proces innego obywatela Białorusi Jurija K., oskarżonego o udział w działalności wywiadowczej przeciw Polsce. Odpowiadającemu z aresztu oskarżonemu grozi do 10 lat więzienia.

Według rocznego raportu ABW „kierunek polski pozostaje jednym z priorytetów działalności służb specjalnych Białorusi. Są one ukierunkowane na „poszukiwanie rynków zbytu na towary białoruskie, firm gotowych inwestować w ich kraju, a także możliwości uzyskiwania środków z programów pomocowych UE”. Ponadto interesują się one polskim sektorem zbrojeniowym, wojskiem i systemami bezpieczeństwa wewnętrznego.

W 2009 r. Sąd Okręgowy w Warszawie, po tajnym procesie, skazał na pięć lat i sześć miesięcy więzienia obywatela Białorusi Siergieja Monicza. Sąd uznał, że za pieniądze chciał on zdobyć tajne informacje o polskim MSZ. Monicza zatrzymano w 2006 r. na Litwie na wniosek Polski, która zażądała jego ekstradycji, na co zgodził się litewski sąd. Monicz twierdził, że padł ofiarą prowokacji polskich służb.
Żródło info i foto: onet.pl

Funkcjonariusz policji okazał się złodziejem

Przez osiem lat w szeregach mazurskiej policji dzielnie łapał przestępców. Aż w końcu koledzy ze służby jego zakuli w kajdanki. Emil T., policjant z Komendy Powiatowej w Piszu (woj. warmińsko-mazurskie), został złapany na gorącym uczynku, gdy próbował kraść kable telefoniczne. Teraz grozi mu więzienie. Za to, co zrobił, wyrzucony zostanie też z policji

– Dyżurny w Piszu dostał zgłoszenie, że ktoś kradnie kable koło Rucianego Nida – opowiada o tej akcji nasz informator. – Jakie było nasz zdziwienie, gdy się okazało, że to nasz kolega. Zatrzymaliśmy go. Zachowywał się, jakby był pod wpływem środków odurzających, poza tym miał przy sobie broń – relacjonuje przebieg zdarzeń.

Emil T. na przesłuchaniu tłumaczył, że niczego niczego nie chciał ukraść, tylko… „ścigał pod ziemią – akurat tam gdzie leżały kable telefoniczne – przestępców”. Ale prokurator nie uwierzył w takie wyjaśnienia i od razu postawił policjantowi zarzuty. Mężczyzna nie doczeka też mundurowej emerytury – została wszczęta procedura wydalenia go z szeregów policji.

– To kwestia kilku najbliższych dni, kiedy zostanie on usunięty z naszych szeregów. Miejsce sprawców przestępstw jest w więzieniu i mamy nadzieję, że ta sprawa będzie miała taki finał – mówi Anna Fic, rzecznik prasowy KWP w Olsztynie. Za to, co zrobił, Emil T., może iść za kraty nawet na osiem lat, bo swoim działaniem mógł spowodować zagrożenie życia i zdrowia wielu ludzi.
Żródło info i foto: Fakt.pl

Ofiara pedofila przerywa milczenie

Pedofil nie czai się tylko w internecie albo czatuje na ulicy. Najczęściej okazuje się nim ktoś bliski, nawet członek rodziny. Życie Łukasza (19 l.) zamienił w horror jego kuzyn, który zaczął go gwałcić, kiedy ten miał zaledwie 8 lat. Chłopiec przeżywał piekło przez dwa lata! Ofiara dopiero po latach zdecydowała się wyjawić prawdę. – Dlaczego o tym mówię? Dotąd milczałem. Dziś uważam, że ci, których spotkało to samo, co mnie, powinni otwierać oczy innym – tłumaczy skrzywdzony młodzieniec.

Łukasz i jego oprawca mieszkają w tej samej wsi pod Jarosławiem na Podkarpaciu. Wszystko zaczęło się, gdy chłopiec miał 8 lat. Wtedy jego 16-letni kuzyn zaczął go gwałcić. Działał jak klasyczny pedofil. Przekonał dziecko do siebie zwierzętami, bo wiedział, że je bardzo kocha. Potem szantażował i zastraszał, aby nikomu nic nie mówiło.
Żródło info i foto: Fakt.pl