44-latek skazany na 9 lat więzienia. Zmuszał żonę do jedzenia odchodów dzieci. Dzieciom kazał znęcać się nad matką

W poniedziałek sąd w Utrechcie skazał 44-letniego mężczyznę na karę dziewięciu lat pozbawienia wolności za wyjątkowo bestialskie znęcanie się nad rodziną. Mężczyzna między innymi zmuszał dzieci do bicia swojej matki. Z informacji niderlandzkich mediów wynika, że mieszkająca w Utrechcie w Holandii rodzina była terroryzowana od 2007 r., jednak dopiero po tym jak w czerwcu ubiegłego roku żona została ugodzona nożem w udo, sprawa została zgłoszona na policję.

Z sądowego protokołu wyłania się makabryczny obraz życia ze zwyrodnialcem. Mężczyzna nie tylko bił żonę i dzieci, ale także zmuszał te ostatnie, aby znęcały się nad matką. Ta z kolei musiała pić i jeść odchody własnych dzieci.

Zasądzony wyrok był wyższy o rok od kary, jakiej domagał się prokurator.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Hiszpania: Matka wyrzuciła dziecko do śmietnika. Została skazana na 9 lat więzienia

Sąd w Lizbonie skazał w czwartek na 9 lat pozbawienia wolności 22-letnią kobietę za wyrzucenie swojego dziecka do śmietnika w listopadzie 2019 roku. Noworodek przeżył dzięki pomocy dwóch bezdomnych.

– Chłopiec nie zmarł tylko dzięki szczęśliwemu zbiegowi okoliczności. Jego matka działała bowiem z pełną świadomością i premedytacją, chcąc je pozbawić życia – stwierdził w orzeczeniu sąd, wyjaśniając, że wrzucenie noworodka do kontenera na śmieci zimą było próbą zabicia człowieka.

Sąd wskazał, że okolicznością łagodzącą nie może być fakt, że podczas popełnienia przestępstwa kobieta była osobą bezdomną i mieszkała w jednym z namiotów na ulicy lizbońskiej starówki.

Matka nie okazała skruchy

Zgodnie z aktami procesu kobieta ukryła ciążę zarówno przed swoją rodziną, jak i ojcem dziecka. O tym, że jest w ciąży nie wiedziały również osoby bezdomne dzielące z nią namiot. Urodziła dziecko bez niczyjej pomocy w okolicach stołecznego dworca kolejowego Santa Apolonia, po czym umieszczonego w torbie foliowej noworodka wrzuciła do kontenera na śmieci.

Przed śmiercią dziecko uratowali dwaj bezdomni, którzy usłyszeli płacz noworodka. Po bezskutecznym poszukiwaniu matki wśród kobiet na terenie nielegalnego obozowiska dla bezdomnych, mężczyźni wezwali służby medyczne oraz policję.

Portugalskie media wskazują, że skazaną kobietę sąd „potraktował stosunkowo łagodnie”. Przypominają, że prokuratura domagała się kary ponad 12 lat więzienia. Oskarżyciele wskazywali, że matka po porzuceniu chłopczyka nie wykazała żadnego przejawu żalu za popełniony czyn, ani skruchy, a także deklarowała, że „nie chce mieć z dzieckiem nic wspólnego”.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Prokuratorzy chcą do 9 lat więzienia dla byłego doradcy Trumpa Rogera Stone’a

Prokuratorzy federalni zwrócili się do sądu w Waszyngtonie o skazanie Rogera Stone’a, lobbysty i byłego doradcy Donalda Trumpa, na karę od 7 do 9 lat więzienia. Wyrok ma zostać ogłoszony w przyszłym tygodniu. Roger Stone został aresztowany przez FBI w styczniu ubiegłego roku, po czym zwolniony za kaucją.

W listopadzie ława przysięgłych uznała go za winnego wszystkich siedmiu stawianych mu zarzutów. Był on oskarżany m.in. o składanie fałszywych zeznań przed Kongresem w sprawie ingerencji Rosji w wybory w USA w 2016 roku, nakłaniania świadków do składania fałszywych zeznań i utrudnianie działania wymiaru sprawiedliwości.

Był on też oskarżony o zaangażowanie w upublicznienie maili Hillary Clinton i innych Demokratów podczas kampanii przed wyborami prezydenckimi w USA w 2016 roku, w których Clinton rywalizowała z Trumpem. Dwóch współpracowników Stone’a zeznało, że współpracował on z Julianem Assange’em, założycielem portalu WikiLeaks, który upublicznił tę korespondencję.

Roger Stone – pracownik i powiernik Donalda Trumpa

Roger Stone przez kilka dekad, z przerwami, był doradcą, pracownikiem i powiernikiem Donalda Trumpa. W 1998 roku, gdy pracował w Waszyngtonie jako lobbysta na rzecz kasyn należących do Trumpa, jako pierwszy zasugerował mu, by ubiegał się o prezydenturę.

W sztabie wyborczym Donalda Trumpa Stone pracował tylko w początkowej fazie kampanii prezydenckiej i oficjalnie odszedł z niego już w połowie 2015 roku. W praktyce jednak nadal wspierał późniejszego prezydenta, na przykład oczerniając jego rywali.

67-letni Stone jest doświadczonym strategiem Republikanów; pracował już dla prezydenta Richarda Nixona, którego podziwia na tyle, że ma na plecach wytatuowany jego portret. Zasłynął z bardzo kontrowersyjnych metod działania i – jak przypominają agencje – często nazywa siebie „brudnym oszustem”. Przylgnęły do niego również inne przydomki, jak „słynny wojownik” czy „kłamliwy gaduła”.
Źródło info i foto: onet.pl

48-letni Polak skazany przez brytyjski sąd na 9 lat więzienia za przemyt kokainy

48-letni Polak został w poniedziałek skazany na dziewięć lat więzienia za próbę przemytu do Wielkiej Brytanii 14 kilogramów kokainy o wartości ok. 700 tys. funtów. O wyroku poinformowała brytyjska Narodowa Agencja ds. Zwalczania Przestępczości (NCA).

Mężczyzna został zatrzymany w sierpniu w porcie w Dover, gdy podczas rutynowej kontroli brytyjska straż graniczna znalazła pod jego łóżkiem kabinowym 14 jedno kilogramowych pakunków zawierających kokainę. Narkotyk był zapakowany w pudełka po żywności.

Powtórzył błędy brata

W trakcie przesłuchania Piotr C. przyznał się do schowania pakunków, ale przekonywał, że myślał, iż zawierają papierosy. Tłumaczył, że miał dostarczyć je na jeden ze zjazdów z autostrady M20, gdzie byłyby odebrane przez jego współpracowników.W toku śledztwa odkryto, że dokładnie ta sama ciężarówka została wykorzystana w styczniu 2016 roku do próby przemytu 5 kg marihuany przez brata zatrzymanego Polaka. Został on wówczas skazany na 20 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu.

Jak powiedziała Deborah Cook, szefowa operacji śledczych NCA w porcie w Dover, „jest jasne, że C. nie wyciągnął wniosków z doświadczeń brata i w efekcie musi się liczyć z dłuższym okresem za kratkami”.

– Pracując z kolegami ze służby granicznej, jesteśmy zdeterminowani, aby przeszkodzić w działalności zorganizowanych grup przestępczych, które zajmują się przerzutem narkotyków, a jednym ze sposobów na to jest łapanie i karanie przemytników takich jak C. – dodała.

Polacy przemycają narkotyki i broń

Do skazania mężczyzny doszło dzień po przekazaniu przez NCA informacji o aresztowaniu w piątek w Dover dwóch innych Polaków. Próbowali oni przemycić do Wielkiej Brytanii 20 sztuk broni palnej, 1000 sztuk amunicji, a także 300 kg metamfetaminy, 50 kg ketaminy, 50 kg kokainy i 10 kg heroiny. Łączna wartość przewożonych narkotyków została oszacowana przez śledczych na 7,5 mln funtów. 31-letni Łukasz K. i 32-letni Rafał A. stanęli w poniedziałek przed sądem w Margate w południowo-wschodniej Anglii, gdzie wyznaczono im termin rozpoczęcia rozprawy na 8 października. Do tego czasu pozostaną w areszcie.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Śmiertelne pobicie w Sanoku. Nie żyje 31-latek. Sprawca skazany

Andrzej L. (†31 l.) zmarł po bestialskim pobiciu w Sanoku na Podkarpaciu. Kiedy czekał na autobus zaczepił go Alan B. (30 l.) i po krótkiej pogawędce nagle zaatakował. Z zupełnie z bezsensownego powodu: bo ofiara nie była z miasta.

Andrzej pracował w piekarni i mieszkał z rodzicami w pobliskim Srogowie. – Chodził na nocne zmiany, kończył nad ranem. Tego dnia dzwoniłam do niego i pytałam: „kiedy będziesz?” Odparł, że wstąpi tylko do fryzjera. To były ostatnie jego słowa – opowiada zdruzgotana matka.

Andrzej został napadnięty niedaleko marketu Carrefour przy ul. Traugutta. Otrzymał serię silnych ciosów w twarz. Kiedy padł nieprzytomny na ziemię, napastnik przeniósł go w pobliże rzeki San. Na koniec sprawca okradł ofiarę, zabierając komórkę i portfel z drobnymi.

Zakrwawiony mężczyzna przeleżał całą noc w zaroślach. Gdy go znaleziono, lekarze byli bezradni. Pacjent miał potężnego krwiaka mózgu, złamany nos, a jego ciało było wychłodzone do 22 stop. C.

– Bandzior nie dał synowi żadnych szans. W szpitalu powiedzieli, że gdyby choć 4 godziny wcześniej do nich trafił, może dałoby się go jeszcze odratować – mówi z płaczem matka.

Andrzej zmarł 12 czerwca ubiegłego roku. W zeszły czwartek w Sądzie Okręgowym w Krośnie zapadł wyrok. Alan B. za rozbój i spowodowanie śmierci został skazany na 9 lat więzienia i 10 tys. zł nawiązki dla rodziców ofiary.

– Oskarżony był już karany za podobne przestępstwo. Nie znajduję dla niego żadnych okoliczności łagodzących – mówił sędzia, który zwrócił uwagę, że mężczyzna nawet nie przeprosił rodziców zmarłego.

– Za co miałem przepraszać, ja tego nie zrobiłem – burknął Alan B., słuchając wyroku. Podczas procesu twierdził, że Andrzej sam się przewrócił i uszkodził, a on chciał mu pomóc, stąd krew na jego ubraniu. Odwołał swoje zeznania ze śledztwa. A z tych materiałów wynika, że pobił ofiarę, bo okazało się, że pochodzi spod Sanoka, a nie z miasta, jak myślał.

Na orzeczeniu była matka skazanego. Również wyrażała swoje niezadowolenie, czym poirytowała sędziego i została wyproszona z sali.
Źródło info i foto: Fakt.pl

41-letni Polak skazany za gwałt w Wielkiej Brytanii skarży się na złe warunki w więzieniu

Okrucieństwo tego człowieka nie zna granic. Zaatakował młodą dziewczynę, wciągnął ją na teren katedry w Chelmsford (Wielka Brytania) i zgwałcił. 41-letni imigrant z Polski spędzi 9 lat za kratami. Gwałciciel skarży się na złe warunki w celi, a jego prawnik twierdzi, że oskarżony padł ofiarą więziennej przemocy.

41-letni Jarosław W. wyemigrował do Wielkiej Brytanii, gdzie pracował jako sprzątacz w restauracjach. Na początku kwietnia br., kiedy kończył swoją zmianę zobaczył idącą ulicą pijaną młodą kobietę opuszczającą pobliski bar. Polak wykorzystał jej stan i zaatakował. Wciągnął kobietę na teren kościoła w Chelmsford w Wielkiej Brytanii, po czym zgwałcił.

Gwałciciela zatrzymano następnego dnia (3 kwietnia br.). Wszystko dzięki kamerom monitoringu, które zarejestrowały jego twarz. 41-latek na początku utrzymywał, że dziewczyna zgodziła się na seks, jednak brutalna prawda szybko wyszła na jaw.

Absurdalna obrona adwokata gwałciciela

Obrońca Jarosława W. podczas rozprawy prosił o złagodzenie kary, ponieważ twierdził, że oskarżony padł ofiarą przemocy w areszcie, a na dodatek słabo mówi po angielsku i jest to jego pierwszy raz za kratami.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Wysokie wyroki dla członków mafii ożarowskiej

Na 11 lat więzienia skazała stołeczny sąd okręgowy Piotra S. ps. Sajur, bossa gangu ożarowskiego – dowiedział się portal tvp.info. Jego najbliżsi współpracownicy i zastępcy usłyszeli następujące wyroki: Paweł N. ps. Nowas – 9 lat więzienia, a Sławomir S. ps. Sobol i Piotr S. ps. Skiba po 8 lat więzienia. Jeśli wyrok się uprawomocni będzie to oznaczało koniec jednej z najpotężniejszych band stolicy. Z drugiej strony policja obawia się, że po ostatnich skazaniach dla gangu mokotowskiego i grupy „Szkatuły”, w Warszawie może dojść do walki o prymat w kryminalnym podziemiu.

To sądny rok dla największych stołecznych grup przestępczych. W ostatnim kwartale 2016 r. zapadły wyroki wieloletniego więzienia dla kilkunastu szefów trzech, najpotężniejszych zbrojnych band półświatka Warszawy. Na kary od 10 do 15 lat więzienia skazano liderów tzw. Młodego Mokotowa czy grupy Szkatułowej. Przed świętami zakończył się, trwający siedem lat proces 23 oskarżonych członków gangu ożarowskiego, który po upadku „Pruszkowa” przez kilka lat niemal zmonopolizował produkcję i handel narkotykami.

Bossowie skazani

W ławach oskarżonych zasiedli niemal wszyscy najważniejsi „ożarowscy”: boss – Piotr S. ps. Sajur (schwytany niedawno w swej melinie, w której ukrywał się przed odbyciem kary za jedno z licznych przestępstw) oraz jego wspólnicy i zastępcy: Paweł N. ps. Nowas, Sławomir S. ps. Sobol i Piotr S. ps. Skiba.

– W sumie oskarżeni odpowiadali za 207 czynów. W tym kierowanie lub udział w gangu, handel narkotykami, rozboje czy m.in. uprowadzenia. Bardzo mi się podobało uzasadnienie sędzi Aliny Sobczak-Barańskiej, która w interesujący sposób uzasadniała, dlaczego uznała oskarżonych za winnych. Szkoda, że tylko trzech z nich pojawiło się w sądzie na ogłoszenie wyroku – mówi tvp.info prok. Włodzimierz Burkacki, naczelnik Mazowieckiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji w Warszawie, który od ponad dekady rozpracowuje gang ożarowski.

Boss grupy – Piotr S. ps. Sajur został skazany na 11 lat więzienia. Jego najbliżsi i zastępcy usłyszeli następujące wyroki: Paweł N. ps. Nowas – 9 lat więzienia, a Sławomir S. ps. Sobol i Piotr S. ps. Skiba po 8 lat więzienia. Proces bandy trwał siedem lat. Wyrok nie jest prawomocny.

Gang z historią w tle

Podczas pierwszego dużego uderzenia w gang ożarowski w 2008 r. przy zatrzymanych członkach bandy znaleziono ponad 112 tys. euro, ponad 4 tys. dolarów i 241 tys. zł. Zabezpieczono wówczas 19 dobrej klasy samochodów (o wartości ok. 917 tys. zł) i sprzętu elektronicznego o szacunkowej wartości 750 tys. zł. W czasie pierwszej dekady XXI wieku gang ożarowski miał wyprodukować nawet kilka ton czystej amfetaminy i przemycić do Polski nawet kilka ton marihuany.

„Ożarów” pojawił się na mapie polskiego półświatka już w latach 80. za sprawą jego charyzmatycznego lidera Andrzeja Kolikowskiego ps. Pershing. Grupa z podwarszawskiego Ożarowa zaczynała od włamań do sklepów i rozbojów, by w latach 90. zająć się napadami na hurtownie i transporty z przemycanym spirytusem.

Grupa szybko rosła w siłę i w pierwszej połowie lat 90 połączyła się z gangiem pruszkowskim. W ramach jednej grupy, „ożarowscy” cieszyli się dużą autonomią, ale musieli oddawać część zysków do wspólnej kasy „Pruszkowa”. Jednak już pod koniec lat 90. doszło do rozdziału grupy ożarowskiej od silniejszego sojusznika.

W nowe stulecie gang wszedł mocno przetrzebiony i ograniczył się do utrzymania wpływów w części Warszawy. Przed kilku laty gang ożarowski przeniósł część swoich interesów do woj.lubelskiego, głównie do stolicy regionu. Bandyci stworzyli sieć handlarzy i przemytników narkotyków, uruchomili nawet kilka własnych laboratoriów amfetaminowych. Gang ożarowski współpracował także z półświatkiem na Dolnym Śląsku i Pomorzu.

Człowiek z „miasta”

Lider gangu – Piotr S. ma opinię jednego z najmocniejszych ludzi „na mieście”. W lutym 1998 r. przeszedł do historii polskiej policji, jako pierwszy polski przestępca zatrzymany w operacji kontrolowanego zakupu narkotyków. Policjanci udający Polaków z niemieckimi paszportami kupili od gangstera i jego kompanów trzy kilogramy amfetaminy. Za kilogram białego proszku mieli zapłacić prawie 5 tys. dolarów. Narkotyki przyniosła „przykrywkowcom” kurierka. Została zatrzymana. Przy wejściu do hotelu zatrzymano Piotra S. oraz jego kompanów. Boss trafił na siedem lat do więzienia. Gdy wyszedł na wolność, stanął na czele grupy ożarowskiej.

O sile S. świadczy fakt, że z 10 członków gangu ożarowskiego, którzy chcieli się dobrowolnie poddać karze w czasie jednego z procesów, wszyscy się wycofali, gdy dowiedzieli się, że ich towarzysz ma inne zdanie na ten temat. Z kolei jeden ze stołecznych gangsterów zamierzał porwać żonę innego gangstera. W półświatku poszła fama, że miała to być zemsta za to, że boss poderżnął kiedyś gardło temu przestępcy.

Udział w gangu i pirackie oprogramowanie

Piotr S., po początkowym pechu z surowym wyrokiem, miał szczęście do swoich procesów. Przed kilku laty odpowiadał za udział w gangu mokotowskim, podżeganie do zabójstwa mokotowskiego przestępcy, handel narkotykami, pomoc w ukrywaniu „Daxa” a także za… posiadanie nielegalnego oprogramowania.

Najpoważniejsze zarzuty przed sądem upadły. Uznano go za winnego niepowiadomienia o planowaniu zabójstwa, pomocy w ukrywaniu ściganego przestępcy oraz posiadania nielegalnego oprogramowania.

O tym, jak mocne mogą być związki Piotra S. z gangiem mokotowskim świadczy fakt, że w lutym 2007 r. został zatrzymany wraz z bossem „Mokotowa” Zbigniewem C. ps. Dax. Ten ostatni ukrywał się wówczas przed policją i tylko najbardziej zaufane osoby miały do niego dostęp.
Żródło info i foto: TVP.info

Czesław M. usłyszy wyrok

Wyrok w głośnej sprawie byłego prezydenta Olsztyna Czesława M., oskarżonego o molestowanie urzędniczek i zgwałcenie jednej z nich, będącej w ciąży, ogłosi w poniedziałek rejonowy w Ostródzie (woj. warmińsko-mazurskie). Mimo, iż całe postępowanie dowodowe jak i końcowe mowy stron odbywały się za zamkniętymi drzwiami, publikacja samego wyroku będzie jawna – zapowiada rzeczniczka sądu okręgowego w Elblągu sędzia Dorota Zientara w momencie, kiedy sąd orzekający odebrał mowy końcowe.

Oskarżyciel żąda 9 lat więzienia

Ponad tydzień temu w mowie końcowej oskarżyciel publiczny zażądał dla b. prezydenta kary 9 lat pozbawienia wolności. Prokurator chciał także, by sąd zakazał Czesławowi M. zajmowania stanowisk kierowniczych w jednostkach administracji publicznej przez 10 lat oraz by sąd wydał wobec Czesława M. 12-letni zakaz zbliżania się i kontaktowania z główną pokrzywdzoną w sprawie. Oskarżyciel publiczny zażądał również, by wyrok został podany do wiadomości publicznej. Po prokuratorze mowę końcową wygłosił przed sądem b. prezydent, jednak z uwagi na wyłączenie jawności, nie wiadomo jak odniósł się do zarzucanych mu przez prokuraturę czynów. W rozmowach z dziennikarzami podkreślał, że jest niewinny.

Proces toczy się od czterech lat

Już w trakcie procesu, który toczy się przed ostródzkim sądem od 2011 roku okazało się, że część zarzutów, za które b. prezydent Olsztyna Czesław M. był sądzony, uległa przedawnieniu. Chodzi o molestowanie urzędniczek i naruszanie ich praw pracowniczych. Aktualny zostaje zarzut zgwałcenia ciężarnej. Zarzuty molestowania przedstawione Czesławowi M. dotyczą lat 2001–2004. Polska procedura karna przewiduje przedawnienie tych czynów po 5 latach, chyba, że przed ich upływem – tak jak było w tym przypadku – prokuratura przedstawi zarzuty związane z tym przestępstwem.

Po przedstawieniu zarzutów ściganie molestowania wydłuża się o kolejne 5 lat. To oznacza, że część zarzutów stawianych Czesławowi M. przedawniła się już w 2011 r. (czyli w czasie rozpoczynania procesu), a kolejne przedawniły się w 2014 r. W przypadku zarzutu gwałtu, o przedawnieniu można mówić po 15 latach, tak więc ten zarzut wobec b. prezydenta Olsztyna jest aktualny.

Mieszkańcy odwołali prezydenta w referendum lokalnym

Czesław M. był prezydentem Olsztyna od 2001 r. i sprawował ten urząd prawie przez dwie kadencje, do 2008 r., gdy mieszkańcy Olsztyna odwołali go w referendum lokalnym, po wybuchu olsztyńskiej seksafery. Mimo nierozstrzygniętej sprawy przed sądem w Ostródzie w 2014 r., M. wystartował w wyborach samorządowych kandydując na urząd prezydenta. W II turze przegrał rywalizację z obecnym włodarzem miasta Piotrem Grzymowiczem, otrzymując 500 głosów mniej. Został jednak radnym Olsztyna i sprawuje obecnie ten mandat.
Żródło info i foto: TVP.info

Natalia B. usłyszała wyrok

9 lat więzienia zamiast 13 lat – to kara dla matki ze Zduńskiej Woli w Łódzkiem, która tuż po urodzeniu poraniła córkę i wyrzuciła ją na śmietnik. Dziewczynka przeżyła cudem, bo płacz dziecka w koszu na śmieci usłyszeli przypadkowi przechodnie. 25-letnia Natalia B. odpowiedziała przed sądem za usiłowanie zabójstwa noworodka i porzucenie go na śmietniku. Sąd Okręgowy w Sieradzu wcześniej skazał kobietę na 13 lat więzienia. Matka odwołała się od tej decyzji i w poniedziałek Sąd Apelacyjny w Łodzi ogłosił decyzję. Sąd złagodził karę więzienia dla kobiety, a pozostałe ustalenia poprzedniego wyroku utrzymał w mocy.

Ta tragedia rozegrała się marcu 2012 roku na jednym z osiedli w Zduńskiej Woli. Natalia B. urodziła żywą córeczkę w łazience i sama przecięła pępowinę dziecka. Potem kobieta raniła noworodka nożyczkami. Dziecko w koszu na śmieci wyniósł do kontenera na podwórzu 30-letni brat kobiety – Kamil B. Dziewczynka przeżyła cudem, bo płacz dziecka w koszu na śmieci usłyszeli przypadkowi przechodnie.
Żródło info i foto: RMF24.pl

Mariusz B. skazany na dożywocie

Warszawski Sąd Okręgowy skazał na dożywocie 33-latka, który zamordował 4 osoby. To był proces poszlakowy. Ofiary Mariusza B to: 40-letni Zbigniew D., 18-letnia Ola D.(mąż i córka kochanki B), 55-letni Henryk S. (uczestnik kursu tańca, który z tańczył z kochanką B.) oraz ksiądz Piotr, który przed laty miał molestować B.. Motywy zbrodni: finansowe i emocjonalne. Ciał ofiar nie znaleziono do dziś. Sprawa jest bez precedensu. Dowody oskarżenia opierały się na poszlakach. Mariusz B. będzie mógł się ubiegać o przedterminowe zwolnienie po 40 latach. Obrona wnosiła o uniewinnienie B. i jego kuzyna Krzysztofa R., który miał mu pomagać. Krzysztof R. został skazany na 9 lat więzienia. Wyrok nie jest prawomocny. Żródło info i foto: Radio ZET.pl