Joe Biden reaguje na wyrok ws. amerykańskiej koszykarki

Amerykańska koszykarka Brittney Griner została skazana przez rosyjski sąd za próbę przemytu narkotyków. Choć zawodniczka przyznała się do winy i tłumaczyła, że doszło do pomyłki, sąd wymierzył jej karę grzywny i karę dziewięciu i pół roku pozbawienia wolności. W uzasadnieniu stwierdził, że popełniła przestępstwo z premedytacją. Rosyjscy funkcjonariusze 17 lutego na lotnisku Szeremietiewo znaleźli w bagażu Britnney Griner – amerykańskiej gwiazdy Women’s National Basketball Association (WNBA) – wkłady do e-papierosów zawierające olej haszyszowy – podaje Agencja Reutera. Koszykarka trafiła do aresztu śledczego, a prokuratura oskarżyła ją o próbę przemytu narkotyków.

Na początku lipca ruszył proces. Griner przyznała się do winy. Podkreśliła, że w USA przepisano jej medyczną marihuanę, co potwierdził lekarz. Wyjaśnienia nie zrobiły wrażenia na rosyjskim wymiarze sprawiedliwości, a liczne próby wyciągnięcia koszykarki z więzienia przez amerykański rząd zakończyły się fiaskiem. Britnney Griner na wyrok czekała prawie miesiąc. Zapadł w czwartek 4 sierpnia.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Ksiądz skazany na 9 lat więzienia za molestowanie seksualne dwóch chłopców

Były rezydent jednej z parafii w Opolu Lubelskim, ksiądz Tomasz F., został po raz pierwszy skazany w kwietniu zeszłego roku. Okazało się jednak, że wyrok wydał niewłaściwy sąd. Teraz, po ponownym rozpatrzeniu sprawy, znów zapadł wyrok skazujący. Ksiądz był oskarżony o molestowanie dwóch chłopców i posiadanie pornografii dziecięcej. Wyrok nie jest prawomocny.

Sąd Okręgowy w Lublinie skazał księdza Tomasza F. na dziewięć lat pozbawienia wolności. Duchowny był oskarżony o wykorzystanie seksualne chłopców w wieku poniżej 15 lat.

Po raz pierwszy wyrok w tej sprawie zapadł w kwietniu 2021 roku, kiedy to Sąd Rejonowy w Opolu Lubelskim skazał duchownego na 10 lat pozbawienia wolności. Uznając go za winnego nie tylko molestowania, ale też posiadania treści pornograficznych z udziałem małoletnich w postaci 371 plików multimedialnych. We wrześniu zeszłego roku tamten wyrok został jednak uchylony, a sprawa trafiła do ponownego rozpoznania. Sąd odwoławczy stwierdził bowiem, że – z uwagi na charakter czynów zarzucanych oskarżonemu – sprawę już w pierwszej instancji powinien rozpatrywać sąd okręgowy, a nie rejonowy.

Kara w systemie terapeutycznym

Wyrok, który zapadł właśnie przed sądem okręgowym, zakłada – zresztą tak jak poprzednio – że ksiądz będzie odbywał karę w oddziale terapeutycznym o określonej specjalizacji.

– Na poczet kary został mu zaliczony okres przebywania w areszcie od 15 listopada 2019 do 10 marca 2022 roku – mówi Anna Stelmach z biura prasowego Sądu Okręgowego w Lublinie.

Oskarżony dostał też dożywotni zakaz zajmowania wszelkich stanowisk, wykonywania wszelkich zawodów i działalności związanych z wychowaniem, edukacją, leczeniem małoletnich lub z opieką nad nimi. Sąd orzekł też 15-letni zakaz zbliżania się do pokrzywdzonych na odległość mniejszą niż 100 metrów i kontaktowania się z nimi. Tomasz F. ma też zapłacić jednemu z chłopców 50 tys. zł, a drugiemu 30 tys. zł tytułem zadośćuczynienia za wyrządzoną krzywdę.

– Postępowanie toczyło się za zamkniętymi drzwiami. Nie ma jeszcze uzasadnienia wyroku. Wniosek o jego sporządzenie został już złożony przez jedną ze stron – zaznacza Anna Stelmach.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Piłkarz Robinho skazany na 9 lat więzienia. Kara za zbiorowy gwałt

Robinho spędzi najbliższe lata w więzieniu. Brazylijczyk został skazany przez Włoski Sąd Najwyższy na dziewięć lat pozbawienia wolności. To kara za gwałt zbiorowy, którego były piłkarz między innymi Realu Madryt dopuścił się w 2013 roku. Brazylijczyk nie ma prawa odwoływać się od wyroku. Sprawa trafiła do sądu w 2014 roku. Robinho wraz z piątką swoich kolegów zostali oskarżeni o napaść na 23-letnią obywatelkę Albanii, która świętowała urodziny w jednej z mediolańskich dyskotek. Ofiara miała być upokarzana oraz wykorzystywana do zaspokajania potrzeb seksualnych.

Saga dobiegła końca.

Robinho skazany Trzy lata później sąd wydał pierwszy wyrok w tej sprawie, uznając grupę mężczyzn winnymi. Już wtedy Robinho został skazany na 9 lat więzienia. Brazylijczyk oraz jego prawnik złożyli jednak apelację, lecz ta w 2020 roku została odrzucona. W międzyczasie światło dzienne ujrzały również rozmowy telefoniczne pomiędzy piłkarzem a jego przyjacielem. Te tylko potwierdziły, że ówczesny piłkarz AC Milan dopuścił się haniebnego czynu.
Źródło info i foto: eurosport.tvn24.pl

Zapadł wyrok ws. wielokrotnego gwałtu na obywatelce Mołdawii

Zapadły prawomocne wyroki ws. wielokrotnego gwałtu na obywatelce Mołdawii. Na kary 8 i 9 lat więzienia Sąd Apelacyjny w Gdańsku skazał w piątek dwóch mężczyzn oskarżonych o to przestępstwo. Po porwaniu kobieta ratowała się skokiem z IV piętra przez okno, doznając poważnych obrażeń. Informację o wyroku przekazała PAP koordynator ds. kontaktów Sądu Apelacyjnego w Gdańsku ze środkami masowego przekazu Joanna Organiak. Jego uzasadnienie z uwagi na charakter sprawy miało charakter niejawny.

Pokrzywdzoną jest 35-letnia obywatelka Mołdawii Swietłana I. Pod koniec maja 2017 r. przyjechała na Pomorze, gdzie miała dostać pracę przy zbiorze owoców. Kiedy się to nie udało, przyjęła ofertę poznanego w Gdyni taksówkarza, który zaproponował jej pokój w zamian za sprzątanie mieszkania.

Według prokuratury, na miejscu mężczyzna zamknął drzwi na klucz, który ukrył. Mołdawianka zaczęła sprzątanie. Mężczyzna zaproponował jej współżycie, na co się nie zgodziła. Wykorzystując przewagę fizyczną i stosując przemoc, Andrzej S. wielokrotnie zgwałcił kobietę. W nocy przyszedł do niego znajomy, Kamil G., i obaj, stosując przemoc, zgwałcili pokrzywdzoną. Nagrali to telefonem komórkowym. Po opuszczeniu mieszkania przez Kamila G. Andrzej S. ponownie dopuścił się gwałtu.

Z ustaleń śledztwa wynika, że ratując się przed przemocą, kobieta wyskoczyła przez okno z mieszkania na czwartym piętrze. Doznała przy tym licznych obrażeń, w tym obrzęku mózgu, pęknięć kości miednicy, złamania nogi i obrażeń wewnętrznych. Trafiła do gdańskiego Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego. Przez miesiąc była nieprzytomna. Gdy odzyskała świadomość, złożyła zeznania.

Historię Swietłany opisała w lipcu 2017 r. „Gazeta Wyborcza”. Według tej relacji kobieta przyjechała do Polski, by zarobić na remont domu, w którym mieszka z trojgiem wychowywanych samotnie dzieci. Na propozycję gdyńskiego taksówkarza, oferującego pokój za sprzątanie, miała się zgodzić po tym, jak bezskutecznie szukała pracy, a noce spędzała w parku. Po tym reportażu Fundacja Gdańska zaczęła zbiórkę pieniędzy na leczenie Mołdawianki. Przez kilkadziesiąt godzin zebrano ponad 253 tys. zł. Kobieta przeszła w gdańskim szpitalu kilka operacji.

W maju 2020 r. Sąd Okręgowy w Gdańsku skazał Andrzeja S. na karę 8 lat więzienia, Kamilowi G. wymierzono karę 9 lat więzienia. Ponadto sąd orzekł wobec Kamila G. środki zabezpieczające w postaci terapii dla sprawców przestępstw związanych z zaburzeniami preferencji seksualnych oraz terapii uzależnienia od środków psychoaktywnych.

Apelację od wyroku sądu niższej instancji wnieśli obrońcy oskarżonych, pełnomocnik oskarżyciela posiłkowego i prokurator. Andrzej S. i Kamil G. byli oskarżeni o zbiorowy wielokrotny gwałt na obywatelce Mołdawii, za co grozi nie mniej niż 3 lata więzienia. Jeden z mężczyzn został też oskarżony o uwięzienie kobiety, co jest zagrożone karą do 12 lat więzienia.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

44-latek skazany na 9 lat więzienia. Zmuszał żonę do jedzenia odchodów dzieci. Dzieciom kazał znęcać się nad matką

W poniedziałek sąd w Utrechcie skazał 44-letniego mężczyznę na karę dziewięciu lat pozbawienia wolności za wyjątkowo bestialskie znęcanie się nad rodziną. Mężczyzna między innymi zmuszał dzieci do bicia swojej matki. Z informacji niderlandzkich mediów wynika, że mieszkająca w Utrechcie w Holandii rodzina była terroryzowana od 2007 r., jednak dopiero po tym jak w czerwcu ubiegłego roku żona została ugodzona nożem w udo, sprawa została zgłoszona na policję.

Z sądowego protokołu wyłania się makabryczny obraz życia ze zwyrodnialcem. Mężczyzna nie tylko bił żonę i dzieci, ale także zmuszał te ostatnie, aby znęcały się nad matką. Ta z kolei musiała pić i jeść odchody własnych dzieci.

Zasądzony wyrok był wyższy o rok od kary, jakiej domagał się prokurator.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Hiszpania: Matka wyrzuciła dziecko do śmietnika. Została skazana na 9 lat więzienia

Sąd w Lizbonie skazał w czwartek na 9 lat pozbawienia wolności 22-letnią kobietę za wyrzucenie swojego dziecka do śmietnika w listopadzie 2019 roku. Noworodek przeżył dzięki pomocy dwóch bezdomnych.

– Chłopiec nie zmarł tylko dzięki szczęśliwemu zbiegowi okoliczności. Jego matka działała bowiem z pełną świadomością i premedytacją, chcąc je pozbawić życia – stwierdził w orzeczeniu sąd, wyjaśniając, że wrzucenie noworodka do kontenera na śmieci zimą było próbą zabicia człowieka.

Sąd wskazał, że okolicznością łagodzącą nie może być fakt, że podczas popełnienia przestępstwa kobieta była osobą bezdomną i mieszkała w jednym z namiotów na ulicy lizbońskiej starówki.

Matka nie okazała skruchy

Zgodnie z aktami procesu kobieta ukryła ciążę zarówno przed swoją rodziną, jak i ojcem dziecka. O tym, że jest w ciąży nie wiedziały również osoby bezdomne dzielące z nią namiot. Urodziła dziecko bez niczyjej pomocy w okolicach stołecznego dworca kolejowego Santa Apolonia, po czym umieszczonego w torbie foliowej noworodka wrzuciła do kontenera na śmieci.

Przed śmiercią dziecko uratowali dwaj bezdomni, którzy usłyszeli płacz noworodka. Po bezskutecznym poszukiwaniu matki wśród kobiet na terenie nielegalnego obozowiska dla bezdomnych, mężczyźni wezwali służby medyczne oraz policję.

Portugalskie media wskazują, że skazaną kobietę sąd „potraktował stosunkowo łagodnie”. Przypominają, że prokuratura domagała się kary ponad 12 lat więzienia. Oskarżyciele wskazywali, że matka po porzuceniu chłopczyka nie wykazała żadnego przejawu żalu za popełniony czyn, ani skruchy, a także deklarowała, że „nie chce mieć z dzieckiem nic wspólnego”.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Prokuratorzy chcą do 9 lat więzienia dla byłego doradcy Trumpa Rogera Stone’a

Prokuratorzy federalni zwrócili się do sądu w Waszyngtonie o skazanie Rogera Stone’a, lobbysty i byłego doradcy Donalda Trumpa, na karę od 7 do 9 lat więzienia. Wyrok ma zostać ogłoszony w przyszłym tygodniu. Roger Stone został aresztowany przez FBI w styczniu ubiegłego roku, po czym zwolniony za kaucją.

W listopadzie ława przysięgłych uznała go za winnego wszystkich siedmiu stawianych mu zarzutów. Był on oskarżany m.in. o składanie fałszywych zeznań przed Kongresem w sprawie ingerencji Rosji w wybory w USA w 2016 roku, nakłaniania świadków do składania fałszywych zeznań i utrudnianie działania wymiaru sprawiedliwości.

Był on też oskarżony o zaangażowanie w upublicznienie maili Hillary Clinton i innych Demokratów podczas kampanii przed wyborami prezydenckimi w USA w 2016 roku, w których Clinton rywalizowała z Trumpem. Dwóch współpracowników Stone’a zeznało, że współpracował on z Julianem Assange’em, założycielem portalu WikiLeaks, który upublicznił tę korespondencję.

Roger Stone – pracownik i powiernik Donalda Trumpa

Roger Stone przez kilka dekad, z przerwami, był doradcą, pracownikiem i powiernikiem Donalda Trumpa. W 1998 roku, gdy pracował w Waszyngtonie jako lobbysta na rzecz kasyn należących do Trumpa, jako pierwszy zasugerował mu, by ubiegał się o prezydenturę.

W sztabie wyborczym Donalda Trumpa Stone pracował tylko w początkowej fazie kampanii prezydenckiej i oficjalnie odszedł z niego już w połowie 2015 roku. W praktyce jednak nadal wspierał późniejszego prezydenta, na przykład oczerniając jego rywali.

67-letni Stone jest doświadczonym strategiem Republikanów; pracował już dla prezydenta Richarda Nixona, którego podziwia na tyle, że ma na plecach wytatuowany jego portret. Zasłynął z bardzo kontrowersyjnych metod działania i – jak przypominają agencje – często nazywa siebie „brudnym oszustem”. Przylgnęły do niego również inne przydomki, jak „słynny wojownik” czy „kłamliwy gaduła”.
Źródło info i foto: onet.pl

48-letni Polak skazany przez brytyjski sąd na 9 lat więzienia za przemyt kokainy

48-letni Polak został w poniedziałek skazany na dziewięć lat więzienia za próbę przemytu do Wielkiej Brytanii 14 kilogramów kokainy o wartości ok. 700 tys. funtów. O wyroku poinformowała brytyjska Narodowa Agencja ds. Zwalczania Przestępczości (NCA).

Mężczyzna został zatrzymany w sierpniu w porcie w Dover, gdy podczas rutynowej kontroli brytyjska straż graniczna znalazła pod jego łóżkiem kabinowym 14 jedno kilogramowych pakunków zawierających kokainę. Narkotyk był zapakowany w pudełka po żywności.

Powtórzył błędy brata

W trakcie przesłuchania Piotr C. przyznał się do schowania pakunków, ale przekonywał, że myślał, iż zawierają papierosy. Tłumaczył, że miał dostarczyć je na jeden ze zjazdów z autostrady M20, gdzie byłyby odebrane przez jego współpracowników.W toku śledztwa odkryto, że dokładnie ta sama ciężarówka została wykorzystana w styczniu 2016 roku do próby przemytu 5 kg marihuany przez brata zatrzymanego Polaka. Został on wówczas skazany na 20 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu.

Jak powiedziała Deborah Cook, szefowa operacji śledczych NCA w porcie w Dover, „jest jasne, że C. nie wyciągnął wniosków z doświadczeń brata i w efekcie musi się liczyć z dłuższym okresem za kratkami”.

– Pracując z kolegami ze służby granicznej, jesteśmy zdeterminowani, aby przeszkodzić w działalności zorganizowanych grup przestępczych, które zajmują się przerzutem narkotyków, a jednym ze sposobów na to jest łapanie i karanie przemytników takich jak C. – dodała.

Polacy przemycają narkotyki i broń

Do skazania mężczyzny doszło dzień po przekazaniu przez NCA informacji o aresztowaniu w piątek w Dover dwóch innych Polaków. Próbowali oni przemycić do Wielkiej Brytanii 20 sztuk broni palnej, 1000 sztuk amunicji, a także 300 kg metamfetaminy, 50 kg ketaminy, 50 kg kokainy i 10 kg heroiny. Łączna wartość przewożonych narkotyków została oszacowana przez śledczych na 7,5 mln funtów. 31-letni Łukasz K. i 32-letni Rafał A. stanęli w poniedziałek przed sądem w Margate w południowo-wschodniej Anglii, gdzie wyznaczono im termin rozpoczęcia rozprawy na 8 października. Do tego czasu pozostaną w areszcie.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Śmiertelne pobicie w Sanoku. Nie żyje 31-latek. Sprawca skazany

Andrzej L. (†31 l.) zmarł po bestialskim pobiciu w Sanoku na Podkarpaciu. Kiedy czekał na autobus zaczepił go Alan B. (30 l.) i po krótkiej pogawędce nagle zaatakował. Z zupełnie z bezsensownego powodu: bo ofiara nie była z miasta.

Andrzej pracował w piekarni i mieszkał z rodzicami w pobliskim Srogowie. – Chodził na nocne zmiany, kończył nad ranem. Tego dnia dzwoniłam do niego i pytałam: „kiedy będziesz?” Odparł, że wstąpi tylko do fryzjera. To były ostatnie jego słowa – opowiada zdruzgotana matka.

Andrzej został napadnięty niedaleko marketu Carrefour przy ul. Traugutta. Otrzymał serię silnych ciosów w twarz. Kiedy padł nieprzytomny na ziemię, napastnik przeniósł go w pobliże rzeki San. Na koniec sprawca okradł ofiarę, zabierając komórkę i portfel z drobnymi.

Zakrwawiony mężczyzna przeleżał całą noc w zaroślach. Gdy go znaleziono, lekarze byli bezradni. Pacjent miał potężnego krwiaka mózgu, złamany nos, a jego ciało było wychłodzone do 22 stop. C.

– Bandzior nie dał synowi żadnych szans. W szpitalu powiedzieli, że gdyby choć 4 godziny wcześniej do nich trafił, może dałoby się go jeszcze odratować – mówi z płaczem matka.

Andrzej zmarł 12 czerwca ubiegłego roku. W zeszły czwartek w Sądzie Okręgowym w Krośnie zapadł wyrok. Alan B. za rozbój i spowodowanie śmierci został skazany na 9 lat więzienia i 10 tys. zł nawiązki dla rodziców ofiary.

– Oskarżony był już karany za podobne przestępstwo. Nie znajduję dla niego żadnych okoliczności łagodzących – mówił sędzia, który zwrócił uwagę, że mężczyzna nawet nie przeprosił rodziców zmarłego.

– Za co miałem przepraszać, ja tego nie zrobiłem – burknął Alan B., słuchając wyroku. Podczas procesu twierdził, że Andrzej sam się przewrócił i uszkodził, a on chciał mu pomóc, stąd krew na jego ubraniu. Odwołał swoje zeznania ze śledztwa. A z tych materiałów wynika, że pobił ofiarę, bo okazało się, że pochodzi spod Sanoka, a nie z miasta, jak myślał.

Na orzeczeniu była matka skazanego. Również wyrażała swoje niezadowolenie, czym poirytowała sędziego i została wyproszona z sali.
Źródło info i foto: Fakt.pl

41-letni Polak skazany za gwałt w Wielkiej Brytanii skarży się na złe warunki w więzieniu

Okrucieństwo tego człowieka nie zna granic. Zaatakował młodą dziewczynę, wciągnął ją na teren katedry w Chelmsford (Wielka Brytania) i zgwałcił. 41-letni imigrant z Polski spędzi 9 lat za kratami. Gwałciciel skarży się na złe warunki w celi, a jego prawnik twierdzi, że oskarżony padł ofiarą więziennej przemocy.

41-letni Jarosław W. wyemigrował do Wielkiej Brytanii, gdzie pracował jako sprzątacz w restauracjach. Na początku kwietnia br., kiedy kończył swoją zmianę zobaczył idącą ulicą pijaną młodą kobietę opuszczającą pobliski bar. Polak wykorzystał jej stan i zaatakował. Wciągnął kobietę na teren kościoła w Chelmsford w Wielkiej Brytanii, po czym zgwałcił.

Gwałciciela zatrzymano następnego dnia (3 kwietnia br.). Wszystko dzięki kamerom monitoringu, które zarejestrowały jego twarz. 41-latek na początku utrzymywał, że dziewczyna zgodziła się na seks, jednak brutalna prawda szybko wyszła na jaw.

Absurdalna obrona adwokata gwałciciela

Obrońca Jarosława W. podczas rozprawy prosił o złagodzenie kary, ponieważ twierdził, że oskarżony padł ofiarą przemocy w areszcie, a na dodatek słabo mówi po angielsku i jest to jego pierwszy raz za kratami.
Źródło info i foto: Fakt.pl