Zarzuty po śmierci 9-latki. Zginęła pod kołami terenówki

Do koszmarnego zdarzenia doszło w Kudowie-Zdroju. Pod kołami terenówki zginęła 9-letnia Zosia. Kierowca i jego pasażer usłyszeli zarzuty. Koszmar wydarzył się w piątek, 29 kwietnia o godz. 18:00 przy ul. Tkackiej w Kudowie-Zdroju. Zosia udała się na spacer z mamą. Potem wraz z koleżanką weszła na pagórek, z którego wspólnie chciały podziwiać pociągi. W pewnym momencie z drugiej strony pagórka wyjechała potężna terenówka. Auto wyskoczyło na wzniesieniu, a chwilę później spadło na Zosię. Druga dziewczynka zdołała uciec.

„Podbiegłam. Mama kucała przy dziewczynce. Inna pani dzwoniła po pogotowie. Dopóki nie przyjechała karetka, zaczęłyśmy z mamą dziewczynki reanimację. Na miejscu interweniowało też Lotnicze Pogotowie Ratunkowe. Reanimacja trwała około godziny, jednak dziewczynki nie udało się uratować” – powiedziała „Faktowi” pani Edyta, świadek tragedii.

Za kierownicą jeepa siedział 23-latek. Rozmówczyni tabloidu spostrzegła, że sam bawił się w tym miejscu, gdy był młodszy. Powinien zatem wiedzieć, że dzieci często się tam pojawiają. Szymon M. i jego pasażer uciekli z miejsca wypadku, ale szybko zostali zatrzymani. „Fakt” ustalił w prokuraturze, że kierowca jeepa usłyszał już zarzut spowodowania wypadku ze skutkiem śmiertelnym i ucieczki z miejsca wypadku.
Źródło info i foto: o2.pl

40-latek zaatakował nożem żonę i córki. Niebawem usłyszy zarzuty

40-latek, który w środę zaatakował nożem swoje dwie córki oraz ich matkę w miejscowości Targonie na Mazowszu, odpowie za trzykrotne usiłowanie zabójstwa. Mężczyzna jeszcze dziś ma usłyszeć zarzuty. Zostało wszczęte śledztwo w sprawie trzykrotnego usiłowania zabójstwa. Przeprowadzono oględziny miejsca zdarzenia. Przesłuchano też kluczowych świadków. Aktualnie będą przygotowywane zarzuty dla zatrzymanego. Będą one ogłaszane w dniu dzisiejszym – poinformował prokurator rejonowy w Ciechanowie Przemysław Bońkowski.

Do awantury doszło w środę o 6 rano w domu jednorodzinnym. Policję wezwali najprawdopodobniej sąsiedzi. Prokuratura potwierdza, że zatrzymany 40-latek to mąż poszkodowanej kobiety i ojciec dwóch rannych dziewczynek w wieku 7 i 9 lat, które zostały poszkodowane. Śledczy nie ujawniają okoliczności zdarzenia, ani szczegółów dot. obrażeń, jakich doznały poszkodowane.

Jeszcze w środę policja podawała, że ranne 7- i 9-latka trafiły w stanie ciężkim do szpitala. Ich matka, która także doznała obrażeń, nie wymagała hospitalizacji.

Rzeczniczka Specjalistycznego Szpitala Wojewódzkiego w Ciechanowie Agnieszka Woźniak przekazała PAP, iż obie dziewczynki miały rany kłute i przeszły tam operacje w trybie pilnym. Ich stan określany był jako stabilny.

Mama w tej chwili przebywa wraz z dziewczynkami na oddziale chirurgii dziecięcej i opiekuje się córeczkami – mówiła w środę po południu rzeczniczka ciechanowskiego szpitala.

Za usiłowanie zabójstwa grozi kara pozbawienia wolności od 8 lat, 25 lat albo kara dożywotniego więzienia.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Brutalna akcja policji w USA. Zakuli w kajdanki i spryskali gazem 9-latkę

Funkcjonariusze policji w Rochester, w stanie Nowy Jork, zakuli w kajdanki i spryskali gazem pieprzowym 9-latkę – podała w poniedziałek CNN. Mundurowi interweniowali na wezwanie o sporze rodzinnym, a dziewczynka protestowała, kiedy ją chcieli wsadzić do samochodu. Funkcjonariusze zostali zawieszeni.

Na nagraniu widać policjantów, w tym jedną kobietę, krępujących dziewczynkę, zakładających jej kajdanki i próbujących wsadzić ją samochodu. Wyrywa się ona, płacze i woła ojca. W pewnym momencie jeden z funkcjonariuszy mówi: „Zachowujesz się jak dziecko”. (…) „Jestem dzieckiem” – odpowiada dziewczynka.

Ponieważ dziewczynka wykonywała poleceń, jeden z funkcjonariuszy spryskał ją gazem pieprzowym. Policja przewiozła następnie ją do szpitala w Rochester, skąd później została zwolniona.

Akcję policji skrytykowały lokalne władze, a jak informuje CNN, na konferencji prasowej p.o. szefowej policji w Rochester Cynthia Herriott-Sullivan przyznała, że sposób, w jaki potraktowali dziewczynkę funkcjonariusze, był nie do przyjęcia.

– Nie zamierzam mówić wam, że spryskanie gazem pieprzowym 9-latki jest w porządku. Tak nie jest. (…) Nie uważam, że takimi jesteśmy jako policja. Zamierzamy wykonać pracę, aby upewnić się, że podobne rzeczy się nie powtórzą – przytacza CNN wypowiedź Herriott-Sullivan.

Według zastępcy szefa policji Rochester Andre Andersona, kiedy w piątek został wezwany patrol, funkcjonariuszom powiedziano, że dziewczynka ma „myśli samobójcze”, mówiła rzekomo, że chce się zabić i chce zabić swoją mamę. Próbowała uciec przed funkcjonariuszami, którzy usiłowali udzielić jej pomocy.

Anderson zwrócił zarazem uwagę, że „nie ma usprawiedliwienia dla tego, co się wydarzyło”. Jak dodał, departament policji dąży do wprowadzenia „zmian kulturowych”.

Do incydentu odniosła się także burmistrz Rochester Lovely Warren. Podkreśliła, że poleciła szefowi policji przeprowadzenie pełnego i dokładnego dochodzenia. Oczekuje na raport w tej sprawie rady odpowiedzialnej za działalność policji miejskiej.

– Z nagrania jasno wynika, że musimy zrobić więcej, aby wspierać nasze dzieci i rodziny – oceniła Warren.
Źródło info i foto: onet.pl

Zwłoki 9-latki i jej ojca znalezione w domu w Orzeszu. Ustalono sprawcę masakry?

Straszliwa zbrodnia rozegrała się w Orzeszu (woj. śląskie). W domu jednorodzinnym znaleziono zwłoki 9-letniej dziewczynki i jej 41-letniego ojca. Przeżyła tylko żona mężczyzny. Kto był mordercą – tego w stu procentach jeszcze nie wiadomo.

Najpierw sąsiedzi zauważyli ogień wydobywający się z poddasza domu przy ul. Pocztowej. Natychmiast na miejsce wezwano policję i straż. Gdy śledczy weszli do środka, odkryli przerażający widok. Odnaleźli zwłoki ojca i jego 9-letniej córki. Szymon Sz. miał na ciele liczne rany kłute. Natomiast u dziewczynki nie było żadnych śladów. Niewykluczone, że została uduszona. Zakrwawiona mama 9-latki, Joanna Sz. (41 l.), leżała na tarasie.

Czy to ojciec rodziny pozbawił życia córeczkę, próbował zabić żonę, a następnie sam popełnił samobójstwo? Sąsiedzi nie mogą w to uwierzyć.

– To się w głowie nie mieści. Byli spokojną rodziną, mili, uśmiechnięci ludzie. On pracował w firmie przewozowej, jeździł na tirach. W tym domu mieszkali od kilku lat. Odkupili go jako ruinę i zrobili z niego perełkę – mówią.

W tej chwili śledczy sprawdzają dwa wątki. Nie wykluczają, że sprawcą masakry był ojciec. Po zabójstwie mógł wzniecić pożar, aby zatrzeć ślady, a sam popełnić samobójstwo. Ale bierze się też pod uwagę inny scenariusz! To żona mogła zabić męża i córkę, a potem próbować odebrać sobie życie.

– Na tym etapie śledztwa każda z wersji jest możliwa. Musimy przesłuchać kobietę i innych świadków. Zabezpieczyliśmy nóż, który mógł zostać użyty jako narzędzie zbrodni – mówi prok. Tomasz Rygiel, szef prokuratury w Mikołowie.

Sekcja zwłok ofiar odbędzie się w czwartek rano.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Ruszył proces 25-letniego Mateusza K. Zgwałcił 9-latkę i zamknął ją w wersalce

9-letnia Sara poszła do znajomego i jakby zapadła się pod ziemię. Jej starszy brat wpadł na jej trop niemal w ostatniej chwili. Zakneblowaną i zgwałconą dziewczynkę znaleziono w wersalce w mieszkaniu Mateusza K. Ledwie oddychała. Właśnie ruszył proces 25-latka.

Przed Sądem Okręgowym w Gorzowie Wielkopolskim ruszył proces Mateusza K., który – zdaniem śledczych – zgwałcił, zakneblował i zamknął w wersalce 9-letnią Sarę. Ze względu na obecną sytuacją epidemiologiczną związaną z koronawirusem, proces toczy się za zamkniętymi drzwiami.

Co dokładnie prokuratura zarzuca mężczyźnie w akcie oskarżenia?

– Mateuszowi K. przedstawiono zarzut usiłowania zabójstwa małoletniej Sary, a także pozbawienia jej wolności ze szczególnym udręczeniem poprzez związanie jej rąk i nóg oraz zaklejenie ust taśmą klejącą, a następnie doprowadzenie przemocą do obcowania płciowego i spowodowanie naruszenia czynności narządów ciała na okres powyżej siedmiu dni – mówił w styczniu Roman Witkowski, ówczesny rzecznik Prokuratury Okręgowej w Gorzowie Wielkopolskim.

Mateusz K. przyznał się do gwałtu na małoletniej i pozbawienia jej wolności. Natomiast nie przyznał się do usiłowania zabójstwa. Grozi mu kara pozbawienia wolności od lat 12, kara 25 lat albo dożywotniego pozbawienia wolności.

Zamiast się leczyć, zapadł się pod ziemię

Mateusz K. to 25-latek, który w 2018 roku opuścił szpital psychiatryczny w Gorzowie Wielkopolskim. Trafił tam po tym, jak brutalnie zaatakował 7-latka. Wówczas biegli orzekli, że w chwili popełnienia przestępstwa był niepoczytalny, dlatego nie mógł odpowiadać przed sądem.

Po pięciu latach biegli stwierdzili, że dalsze leczenie w zamknięciu nie jest konieczne. W oparciu o tę opinię Sąd Rejonowy w Gliwicach zwolnił Mateusza K. Mężczyzna opuścił szpital. – Opinia biegłych była jasna i jednoznaczna. Wynikało z niej, że Mateusz K. może opuścić szpital, dlatego sąd podjął taką decyzję – tłumaczyła sędzia Agata Dybek-Zdyń, rzecznik Sądu Okręgowego w Gliwicach.

Był jeden warunek. Mateusz K. na wolności miał się leczyć pod okiem specjalistów. Miał, ale tego nie robił. Przez 11 miesięcy sąd próbował ustalić, gdzie przebywa mężczyzna i dlaczego nie reaguje na kolejne wezwania na terapię.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Rosja: Zamordował 9-latkę w drodze do szkoły. Ludzie żądają wydania zatrzymanego

Zabójstwo dziewięcioletniej dziewczynki w rosyjskim Saratowie wstrząsnęło lokalną społecznością. Do tragedii doszło w połowie tygodnia. W ostatnich miesiącach zginęło w obwodzie saratowskim czworo dzieci. Władze lokalne obiecują wzmocnienie bezpieczeństwa dróg do wszystkich szkół. 

Do zamordowania dziewczynki przyznał się 35-letni mieszkaniec Saratowa, w przeszłości sześciokrotnie karany za kradzieże i gwałty.

Dziewięciolatka szła 9 października do szkoły przez zaniedbany teren zastawiony garażami. W jednym z nich znajdował się zabójca. Po informacji o zaginięciu dziecka do trwających dwa dni poszukiwań włączyło się wielu mieszkańców – łącznie ponad tysiąc osób. Gdy podano informację o śmierci dziewczynki, tłum pod posterunkiem policji żądał wydania zatrzymanego.

Od początku września było to już czwarte zabójstwo dziecka na terenie obwodu saratowskiego. Przypadki te nie są powiązane, ale zdaniem mieszkańców łączy je brak działań ze strony policji, która nie kontroluje, co robią zwolnieni z więzień recydywiści.

Ludzie mówią też o upadku infrastruktury miejskiej. Od lat w lokalnych mediach zwracano uwagę, że zły stan dróg skłania do chodzenia na skróty przez tereny zastawione szeregiem garaży i inne niezbyt bezpieczne miejsca. Po zabójstwie dziewczynki dziennikarze zauważyli, że trasą, którą szła, nadal chodzą do szkoły inne dzieci.

Mieszkańcy Saratowa opublikowali w internecie kilka petycji o przywrócenie kary śmierci. Ankietę z pytaniem o przywrócenie tego wymiaru kary ogłosiła niższa izba parlamentu Rosji, Duma Państwowa, na portalu społecznościowym Vkontakte. Do soboty rano na ankietę odpowiedziało około 67 tys. osób, 80 pro. z nich poparło karę śmierci za zabójstwo dzieci i pedofilię.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

24-latek, który zgwałcił 9-latkę już wcześniej skrzywdził dziecko

To się nie mieści w głowie! Dla Mateusza K. (24 l.) gwałt na dziewięcioletniej Sarze nie był pierwszym. Wcześniej na Śląsku skatował i zgwałcił chłopca. Przed sądem jednak nie stanął. Uznany za niepoczytalnego, trafił do psychiatryka. Mógł siedzieć tam do dziś, ale równo rok temu biegli stwierdzili, że nie wymaga dalszego leczenia. Ich opinia sprawiła, że niebezpieczny pedofil odzyskał wolność!

Koszmar! Tak można określić treść dokumentów Sądu Rejonowego w Gliwicach dotyczących Mateusza K. Przed oblicze tamtejszej Temidy osiemnastoletni wówczas Ślązak trafił po tym, jak skatował i zgwałcił chłopca. Z dokumentów nie wynika, w jakim wieku było dziecko. Wiadomo natomiast, że sponiewierane wylądowało w szpitalu. Jak to lapidarnie określono w dokumentach, ,,sprawca zadał chłopcu wielokrotne uderzenia”. Jednak nie poniósł za to żadnej kary. Biegli uznali, że jest niepoczytalny. I tak 5 sierpnia 2013 r. gwałciciel wylądował na oddziale psychiatrii sądowej o wzmocnionym zabezpieczeniu szpitala wojewódzkiego w Gorzowie. Pracownicy oddziału zapamiętali go, bo…przypadkowo nosi takie samo nazwisko jak pracujące w administracji małżeństwo. – Określiłbym go jako inteligentnego, wygadanego, ale i nadpobudliwego – mówi pracownik oddziału dziewiątego.
Z gorzowskiego psychiatryka zwyrodnialec wyszedł 28 czerwca ub.r. Jak wynika z dokumentacji sądu w Gliwicach, zdecydowało o tym konsylium lekarskie złożone z dwóch psychiatrów i psychologa. Stwierdzili oni, że pacjent nie wymaga dalszego leczenia szpitalnego i nie zachodzi wysokie prawdopodobieństwo, że może ponownie popełnić czyn przestępczy.

– Zwłaszcza ta druga część orzeczenia zdecydowała o tym, że Mateusz K. opuścił szpital – mówi Agata Dybek, rzeczniczka Sądu Okręgowego w Gliwicach. Ale jak się wkrótce miało okazać, lekarze się mylili, a Mateusz K. wcale nie przestał być groźny. W minioną niedzielę odurzył dziewięcioletnią Sarę tabletkami, potem ją zgwałcił, związał, zakneblował jej usta i uwięził w wersalce. Tylko przypadek sprawił, że dziecko przeżyło ten koszmar. Mateusz K. znów wylądował w areszcie, a wkrótce ponownie trafi przed oblicze biegłych psychiatrów. Co powiedzą teraz?
Źródło info i foto: se.pl

9-latka uwięziona w wersalce. Nowe szczegóły śledztwa

Dlaczego oddała własne dziecko potworowi? Dlaczego nie szukała Sary? Dlaczego zaufała obcemu mężczyźnie? Anna W. (36 l.) miała już dość medialnych domysłów i sąsiedzkich plotek. Wczoraj przerwała milczenie i opowiedziała portalowi gorzowianin.com jak to się stało, że jej córeczka padła ofiarą pedofila, który podstępnie wkradł się w łaski rodziny.

Koszmar! Tak jednym słowem można opisać to, co przeżywają Anna W. i jej dzieci – 9-letnia Sara i 14-letni Boguś. Sara powoli dochodzi do siebie w szpitalu, a jak z niego wyjdzie, trafi tam, gdzie już jest jej starszy brat – do ośrodka opiekuńczo-wychowawczego. Bo o to, co się stało, śledczy obwiniają również ich matkę, dlatego czasowo ograniczono jej prawa rodzicielskie.

Anna W. nie zgadza się z tym. – To nieprawda, że nie obchodziło mnie, co się dzieje z Sarą. Dzwoniłam do niej, a kiedy nie odebrała, od razu pojechałam do mieszkania Mateusza. Powiedział mi, że uciekła mu podczas spaceru. Nie uwierzyłam! Poszłam do domu na wypadek, gdyby Sara wróciła, a szukać jej zaczęli Boguś z kolegą – opowiada.

Dlaczego Sara w ogóle poszła do Mateusza K.? – Znaliśmy go dwa lata. Dzieci bywały u niego, bo dostał od nich na przechowanie trzy szczury. Odwiedzały swoje zwierzaki. Nigdy nic się nie stało. A o przeszłości Mateusza, że był w psychiatryku, nie mieliśmy pojęcia. Gdybym wiedziała, że on miał taka przeszłość, na pewno nie powierzyłabym mu dziecka

O tym, co wydarzyło w mieszkaniu mężczyzny w minioną niedzielę, opowiedziała mamie Sara. – Dał jej jakieś tabletki, a później zgwałcił moją córkę, związał, zakleił jej usta taśma i zamknął ją w wersalce. Udało się jej odkleić taśmę z ust, przez kilka godzin wołała o pomoc, aż w końcu usnęła. Obudziło ją kopanie w drzwi Bogusia.

To starszy bat Sary zawiadomił policję. Usłyszał zza drzwi jej głos i sprowadził pomoc. Drzwi do mieszkania zostały wyważone. – W sama porę, bo Sara już by nie żyła – mówi Anna W.

Gwałciciel został schwytany kilka godzin później. Prokuratura zarzuciła mu gwałt ze szczególnym okrucieństwem na 9-latce i pozbawienie jej wolności ze szczególnym udręczeniem. Decyzją sądu trafił do tymczasowego aresztu.
Źródło info i foto: se.pl

24-latek aresztowany za zgwałcenie i przetrzymywanie 9-latki

Sąd zadecydował w środę o aresztowaniu na trzy miesiące 24-latka podejrzanego o zgwałcenie ze szczególnym okrucieństwem i przetrzymywanie 9-letniej dziewczynki. Dziecko znaleziono w minioną niedzielę w jego mieszkaniu w Gorzowie Wlkp. Było skrępowane, zakneblowane i schowane w wersalce.

O zastosowaniu aresztu wobec podejrzanego poinformował prokurator Bolesław Lendzion z Prokuratury Okręgowej w Gorzowie Wlkp. Dodał, że sąd w pełni podzielił argumentację prokuratora zawartą we wniosku o zastosowanie właśnie takiego środka zapobiegawczego wobec podejrzanego.

Jak przekazał we wtorek naczelnik Wydziału I Śledczego Prokuratury Okręgowej w Gorzowie Wlkp. Mariusz Dąbkowski, podejrzany przyznał się do popełnienia zarzuconych mu przestępstw.

Dwa zarzuty

Ciążą na nim dwa zarzuty. Zarzut zgwałcenia osoby małoletniej i zarzut jej przetrzymywania. W obu przypadkach prokurator przyjął, że sprawca działał ze szczególnym okrucieństwem. 24-latkowi grozi od 5 do 15 lat więzienia.

Podejrzany miał już postępowanie za przestępstwo przeciwko obyczajności seksualnej wobec małoletnich. Zostało one jednak umorzone przez Sąd Rejonowy w Gliwicach z uwagi na niepoczytalność sprawcy. Mężczyzna został umieszczony szpitalu psychiatrycznym, gdzie przebywał od października 2013 r. do czerwca 2018 r., kiedy to sąd na podstawie opinii biegłych wydał decyzję, że może opuścić szpital.

Dąbkowski przekazał, że w przypadku rodziny pokrzywdzonej dziewczynki prokuratura miała także podejrzenia co do zaniedbań w sferze rodzicielskiej o czym został powiadomiony Sąd Rodzinny. Ten tymczasowo wyjął rodzeństwo (dziewczynkę i jej brata – red.) z władzy rodzicielskiej matki i umieścił w innym miejscu.

We wtorek do gorzowskiej sprawy nawiązał minister sprawiedliwości, prokurator generalny Zbigniew Ziobro.

Zmiana kwalifikacji prawnej czynu

– W tej sprawie jako prokurator generalny wydałem polecenie swojemu zastępcy panu prokuratorowi Sierakowi, by objął nadzorem to postępowanie oraz by rozważył zasadność zmiany kwalifikacji prawnej czynu w kierunku zabójstwa z zamiarem ewentualnym – powiedział na konferencji prasowej Ziobro.

Prokurator Dąbkowski pytany o taką możliwość powiedział, że zakładane są różne wersje śledcze i prokuratura nie wyklucza niczego. Dodał, że będzie również sprawdzać, czy podejrzany nie skrzywdził innych dzieci. 9-latkę policjanci znaleźli w niedzielę wieczorem w mieszkaniu w jednym z bloków na gorzowskim Zawarciu. Była skrępowana, zakneblowana i schowana w wersalce. Zatrzymany do sprawy 24-latek jest znajomym matki dziecka.

Śledczy ustalili, że w sobotę matka przekazała mu córkę pod opiekę, a kiedy w niedzielę chciała odebrać od niego dziecko, mężczyzna powiedział kobiecie, że dziewczynka oddaliła się podczas spaceru i nie może jej znaleźć.

Chłopcy usłyszeli niepokojące odgłosy

W te tłumaczenia nie uwierzył 14-letni brat dziewczynki i w niedzielę około godz. 22 wraz ze starszym kolegą poszli do mieszkania wynajmowanego przez mężczyznę w jednym z bloków przy ul. Małopolskiej na gorzowskim Zawarciu. Nikt nie otworzył im drzwi, ale chłopcy usłyszeli dochodzące z wnętrza niepokojące odgłosy, toteż natychmiast wezwali policję.

Po wyważeniu drzwi przez strażaków policjanci znaleźli w mieszkaniu zamkniętą w wersalce 9-latkę. Dziecko było skrępowane i zakneblowane. Dziewczynka miała płytki oddech, pogotowie zabrało ją do szpitala.

Policja natychmiast rozpoczęła poszukiwania mężczyzny, pod którego opieka przebyło dziecko. Około godziny pierwszej w nocy policjanci na pobliskiej ulicy Śląskiej znaleźli 24-latka. Mężczyzna próbował uciekać, ale został szybko zatrzymany.

Śledztwo w tej sprawie prowadzi Prokuratura Okręgowa w Gorzowie.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Gorzów Wielkopolski: 9-latka uwięziona w wersalce. „Policjanci weszli w ostatniej chwili”

W jednym z mieszkań w Gorzowie Wielkopolskim policja znalazła uwięzioną w wersalce 9-latkę. Dziewczynka była zakneblowana i związana, jej oddech był bardzo płytki. – Policjanci weszli tam naprawdę w ostatniej chwili – powiedział nadkom. Marcin Maludy.

Wiadomo, że dziewięciolatka za zgodą 34-letniej matki przebywała od soboty 18 maja w towarzystwie 24-letniego mężczyzny. – To był przyjaciel, którego kobieta obdarzała dużym zaufaniem, stąd powierzenie mu opieki nad dziewczynką – przekazał w rozmowie z Gazeta.pl nadkom. Marcin Maludy, rzecznik prasowy Komendy Wojewódzkiej Policji w Gorzowie Wielkopolskim.

Gorzów Wielkopolski. Dziewczynkę odnaleziono dzięki jej bratu

W niedzielę późnym popołudniem mężczyzna zadzwonił i powiedział, że podczas wspólnego spaceru dziewczynka się oddaliła i nie może jej nigdzie znaleźć. W tę wersję miał nie uwierzyć 14-letni brat. – Chłopiec wraz ze swoim o 3 lata starszym kolegą późnym wieczorem zaczęli jej szukać na własną rękę. Poszli do mieszkania mężczyzny na gorzowskim Zawarciu – powiedział rzecznik.Tam 14-latek zza drzwi usłyszał tłumione głosy. To wzbudziło jego niepokój, dlatego o sytuacji powiadomił policję. Informacje przekazane przez chłopca okazały się przełomowe.

– Kiedy policjanci weszli do mieszkania, spotkali zatrważający widok. W wersalce mieszkania znaleźli zakneblowaną i związaną dziewczynkę. Miała bardzo płytki oddech, więc policjanci weszli tam naprawdę w ostatniej chwili – poinformował nadkom. Marcin Maludy.

Podejrzany zaczął uciekać na widok policjantów

Całą noc trwały oględziny miejsca zdarzenia, policja zabezpieczyła ślady, które będą wykorzystane w postępowaniu przygotowawczym. Jednocześnie prowadzono czynności, które miały doprowadzić do zatrzymania mężczyzny, który mógł być odpowiedzialny za uwięzienie dziewczynki.

– Około godziny 1:00 udało nam się dotrzeć do 24-latka. Na widok policjantów mężczyzna zaczął uciekać, ale został szybko zatrzymany. W tej chwili przebywa w Komendzie Miejskiej w Gorzowie – poinformował rzecznik prasowy. Dodał, że nie zostało jeszcze przeprowadzone przesłuchanie podejrzanego, natomiast przeprowadzono już czynności procesowe z udziałem matki dziewczynki.

– Czekamy na wieści ze szpitala, jeśli chodzi o dziewczynkę. To dla nas bardzo istotna informacja pod kątem procesowym – podkreślił.

Prokurator: Postępowanie będzie się toczyć w dwóch kierunkach

Jak poinformował portal Gazeta.pl prok. Roman Witkowski, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Gorzowie Wielkopolskim, prokuratura na tym etapie postępowania nie przekazuje szczegółowych informacji na temat podejrzanego. Wyjaśnił jednak, że postępowanie będzie prowadzone w dwóch kierunkach.

– Przede wszystkim będzie ukierunkowane pod kątem przestępstwa pozbawienia wolności dziecka przy przyjęciu, że było to działanie ze szczególnym okrucieństwem. Ma ono również wyjaśnić, czy nie doszło do przestępstw wynikających z rozdziału Kodeksu karnego dotyczącego przestępstw przeciwko wolności seksualnej i obyczajności – przekazał prokurator.
Źródło info i foto: Gazeta.pl