Opublikowano listę agentów FSB w Europie

Ukraińskie służby podały do wiadomości publicznej pełne dane 620 pracowników Federalnej Służby Bezpieczeństwa, zaangażowanych w działania szpiegowskie na rzecz Rosji na terenie całej Europy. „Rosyjscy funkcjonariusze FSB, zaangażowani w przestępczą działalność państwa-agresora w Europie. Lista zarejestrowana pod adresem: Moskwa, ul. Bolszaja Łubianka” – brzmi oficjalny komunikat w tej sprawie, opublikowany na stronie Ministerstwa Obrony Ukrainy.

Wywiad wojskowy Ukrainy ujawnił m.in. imiona, nazwiska, miejsca pracy (centrala FSB w Moskwie lub oddziały regionalne), numery paszportów, kart SIM, kart kredytowych, daty oraz miejsca urodzenia osób „uczestniczących w przestępczej działalności na terytorium Europy”. W zestawieniu znalazły się też ich poprzednie adresy zameldowania, informacje na temat kart SIM, modemów i numerów rejestracyjnych pojazdów.

Już 15 marca ukraiński wywiad opublikował listę 667 rosyjskich żołnierzy, służących w 50. pułku artylerii samobieżnej 42. Dywizji Strzelców Zmotoryzowanych (formacja stacjonuje w mieście Szali w Czeczenii) i biorących udział w inwazji na Ukrainę. W ocenie wywiadu są to wojskowi, którzy „popełniają zbrodnie wojenne przeciwko narodowi ukraińskiemu”. W komunikacie sztabu podkreślono, że wszystkie osoby winne tych czynów zostaną postawione przed sądem i poniosą odpowiedzialność karną.
Źródło info i foto: wp.pl

Hakerzy zaatakowali Totolotek. Mogło dojść do wycieku danych

​Totolotek zaatakowany przez hakerów. Jak poinformowała firma zajmująca się zakładami bukmacherskimi, przestępcy mogli uzyskać dostęp do „archiwalnych danych” – chodzi o loginy, adresy mailowe, numery telefonów czy adresy zamieszkania klientów. Do ataku doszło 30 września 2021 roku. Jak podaje Totolotek, w jego wyniku „doszło do zaszyfrowania części archiwalnych danych, dotyczących okresu sprzed 22 lipca 2019 roku”. Systemy zostały odłączone od sieci.

Hakerzy mogli uzyskać dostęp „do danych osobowych części klientów” Totolotka. Firma przyznaje, że chodzi o loginy, adresy email, numery telefonów, imiona, nazwiska, numery dowodów osobistych, numery PESEL, adresy zamieszkania czy numery rachunku bankowego. Totolotek zapewnił, że poinformował o tym swoich klientów, a zdarzenie „nie ma wpływu na bieżącą działalność operacyjną”.

O sprawie poinformowano policję, Urząd Ochrony Danych Osobowych oraz CERT – zespół do reagowania na zdarzenia naruszające bezpieczeństwo w internecie. Totolotek zapewnia, że podjął „niezbędne działania”, by podobne zdarzenia nie miały miejsca w przyszłości.

Niebezpiecznik.pl podaje, że Totolotek został „trafiony ransomwarem”, czyli wirusem wymuszającym okup. Portal przekonuje, że sytuacja jest poważna, gdyż ze zdobytymi danymi łatwiej można np. wyłudzić pożyczki lub skraść tożsamość.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Portugalia: Bankier poszukiwany listem gończym. W tle wątek z Polski

„Poszukiwany od końca września międzynarodowym listem gończym portugalski bankier Joao Rendeiro korzystał z polskich adresów oraz skrzynki mailowej na polskiej domenie” – wynika z ustaleń portugalskiej policji, na które powołuje się lizbońska telewizja RTP. Jak wskazali śledczy, były prezes Portugalskiego Prywatnego Banku (BPP) przed swym niespodziewanym zniknięciem kupił bilety lotnicze w liniach Easy Jet na trasie Lizbona-Londyn, podając dwa różne adresy zamieszkania, oba w Polsce.

Portugalska policja ustaliła jednak, że poszukiwany nie podróżował w tym czasie i nie skorzystał z biletów lotniczych kupionych na 12 i 30 września. Dodatkowo potwierdzono, że Rendeiro korzystał ze skrzynki mailowej na polskiej domenie.

Ucieczka bankiera

Pod koniec września Rendeiro na swoim blogu ogłosił, że uciekł z Portugalii, gdyż nie zgadza się z zasądzonym mu 3,5-rocznym wyrokiem więzienia za nadużycia podczas kierowania BPP, który w 2010 r. został zmuszony do ogłoszenia bankructwa. Określił orzeczenie sądu w Lizbonie jako “krzywdzące”, a swoją ucieczkę uznał za “sprawiedliwą formę obrony”.

Niebawem po ogłoszeniu ucieczki przez bankiera portugalski wymiar sprawiedliwości wystawił za Rendeiro międzynarodowy list gończy, a także nakazał zajęcie jego mienia, m.in. dzieł sztuki.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Adresy ważnych polityków zniknęły z sieci

Warszawski Sąd Okręgowy usunął informacje o miejscu zamieszkania prezesa PiS i innych polityków. Wcześniej twierdził, że to niemożliwe – podaje w piątek „Rzeczpospolita”. Gazeta wskazuje, że do niedawna każdy mógł sprawdzić, pod jakim adresem mieszkają najważniejsi politycy w Polsce – wystarczyło zajrzeć na stronę Sądu Okręgowego w Warszawie.

– Chodzi o rejestr partii politycznych, dostępny na stronie sądu – podkreśla „Rz” i wskazuje, że znajdowały się tam imiona, nazwiska i adresy osób wchodzących w skład organów uprawnionych w statutach do reprezentowania poszczególnych partii na zewnątrz oraz do zaciągania zobowiązań majątkowych.

Adresy najważniejszych osób w państwie

– Dotyczyło to wszystkich około 90 ugrupowań zarejestrowanych w Polsce. Jednak w przypadku PiS nazwisk było wyjątkowo dużo, bo aż 36 – zauważa gazeta. Jak wyliczono, oprócz danych prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego można było znaleźć tam prywatne adresy m.in. premiera Mateusza Morawieckiego, marszałek Sejmu Elżbiety Witek, szefa MSWiA Mariusza Kamińskiego czy ministra obrony Mariusza Błaszczaka. W przypadku PO w rejestrze były np. adresy tylko dwóch osób, a w przypadku Nowej Lewicy (dawniej SLD) – trzech.

Dziennik przypomina, że Sąd Okręgowy uzasadniał to tym, że musi trzymać się sztywnych przepisów ustawy o partiach politycznych. Klub PiS wniósł więc nowelizację tej ustawy, która przewiduje, że ewidencja wraz z tekstami statutów partii politycznych będzie jawna z wyłączeniem informacji o adresach.

– 24 czerwca Sejm uchwalił ustawę, jednak czekają ją jeszcze prace w Senacie. Mimo to adresy zdążyły już zniknąć ze strony warszawskiego sądu. A wraz z nimi skasowano nawet nazwiska partyjnych liderów. Jak to możliwe, skoro dotąd przepisy były rzekomo sztywne? Sekcja prasowa Sądu Okręgowego w Warszawie informuje, że stało się tak wskutek decyzji prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych – podaje „Rzeczpospolita”, wskazując, że od 2019 roku stanowisko to piastuje Jan Nowak, były wieloletni radny PiS.

Sąd ma wątpliwości co do działań UODO

Gazeta informuje, że decyzję wydano w konsekwencji skargi jednej z osób, których adresy umieszczono w ewidencji.

„Rz” – cytując sekcję prasową sądu – podaje, że w decyzji prezes UODO nakazał prezesowi Sądu Okręgowego w Warszawie usunąć adres zamieszkania skarżącego oraz udzielił upomnienia. Z uwagi na powyższe prezes Sądu Okręgowego w Warszawie zarządzeniem z dnia 14 czerwca zlecił anonimizację rejestru.

– Wobec technicznych uwarunkowań systemu informatycznego, z uwagi na potrzebę niezwłocznego wykonania decyzji, usunięto dane osobowe z rejestru – dodaje.

Dziennik zauważa, że sprawa może jednak mieć ciąg dalszy, bo sąd ma wątpliwości co do działań UODO.

– Sąd Okręgowy w Warszawie analizuje decyzję prezesa UODO i rozważa skargę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego, na co ma 30 dni od doręczenia decyzji – informuje sekcja prasowa, cytowana przez „Rz”.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Paweł Wojtunik komentuje wyciek danych funkcjonariuszy

– Jeśli w ten sposób wyciekają dane funkcjonariuszy, czyli osób, które powinny być szczególnie chronione, to jak mają się czuć pozostali obywatele? – mówi w rozmowie z money.pl były szef CBA i dyrektor CBŚ Paweł Wojtunik, komentując wyciek danych funkcjonariuszy państwowych służb.

Dane 20 tys. pracowników państwowych służb, w tym policji i CBŚP, Służby Ochrony Państwa czy Straży Granicznej wyciekły do internetu. Udostępnił je pracownik Rządowego Centrum Bezpieczeństwa.

Plik z danymi udostępniono w popularnym serwisie umożliwiającym wizualizację danych. Wyciek zauważył użytkownik tego serwisu, który szukał informacji na temat szczepień. Prawdopodobnie plik był listą osób zapisanych na szczepienia. Zawierał m.in. adresy, telefony i numery PESEL.

– To absolutny skandal – powiedział w rozmowie z money.pl były szef CBA i dyrektor CBŚ Paweł Wojtunik. – Jeśli w ten sposób wyciekają dane funkcjonariuszy, czyli osób, które powinny być szczególnie chronione, to jak mają się czuć pozostali obywatele?

Wyciek danych jest bardzo niebezpieczny, bo mając adresy, telefony czy numery PESEL oszuści mogą posłużyć przestępcom.

– Wypłynięcie numerów PESEL jest rzeczą niespotykaną i absolutnie niedopuszczalną, bo mając taki numer można wziąć kredyt – mówi Wojtunik.

Jednak w przypadku funkcjonariuszy ujawnienie takich informacji jest szczególnie groźne, bo jeśli poznają je przestępcy, mogą np. zaplanować zemstę, albo skutecznie zablokować działania policji.

– Mam nadzieję, że na tej liście nie było pracowników operacyjnych, czy funkcjonariuszy pracujących pod przykryciem – mówi Wojtunik. – Ale jeśli byli, to jest to pełna dekonspiracja i zagrożone może być nawet życie tych osób.

Zdaniem Wojtunika służby powinny teraz zrobić wszystko, żeby załatać dziury w zabezpieczeniach.

– Te dane każda ze służb powinna trzymać u siebie. Zupełnie nie rozumiem, po co w ogóle Rządowemu Centrum Bezpieczeństwa była taka lista. Czy RCB prowadzi kronikę funkcjonariuszy, którzy się szczepią? – mówi były szef CBA. – To stawia pod znakiem zapytania zabezpieczenia, jakie mają w tej chwili służby.

Politycy interweniują

Skandalem sprawę wycieku danych nazywa także poseł KO Maciej Lasek, który był gościem wtorkowego wydania programu „Newsroom” Wirtualnej Polski.

– Gdybyśmy spojrzeli na historię, to takie rzeczy się po prostu nie zdarzały. To pokazuje degrengoladę zarządzania polskimi służbami. Rząd już sobie tak naprawdę nie radzi z niczym. To skandal, który stawia nas w gronie krajów trzeciego świata – powiedział Lasek.
Źródło info i foto: Money.pl

Kolejna wpadka ABW

ABW przez pomyłkę ujawniło swoje tajne dane. Lista adresów placówek służb specjalnych pojawiła się w opublikowanej przez agencję dokumentacji przetargu na dostawę energii elektrycznej. Jak donosi „Super Express”, poza jawnymi adresami delegatur ABW w dokumentacji pojawiły się również adresy niejawne. Wszystkie dane znalazły się na liście adresów, do których dostarczona ma być energia elektryczna.

Wpadka ABW. Służby odkryły „przykrywki”

Wśród adresów ujawnionych przez ABW znalazły się siedziby cywilnych instytucji, które oficjalnie nie mają żadnego powiązania ze służbami specjalnymi. Może to oznaczać, że były to jedynie „przykrywki” dla działalności kontrwywiadowczej. Ich dekonspiracja może stanowić zagrożenie ze strony służb wywiadowczych innych krajów. Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego dostrzegła popełniony błąd i usunęła dokumentację ze swoich stron. Plik był jednak dostępny wystarczająco długo, by móc wpaść w niepowołane ręce. SE zapytał ABW o przyczyny tej sytuacji.

„Ogłoszenie o zamówieniu przetargowym (…) zostało zamieszczone zgodnie z procedurą i na podstawie przepisów ustawy Prawo zamówień publicznych. Postępowanie prowadzone jest w trybie przetargu nieograniczonego. W załączniku do ogłoszenia przetargowego znalazły się adresy budynków, którymi gospodaruje ABW. Agencja zarządza wieloma obiektami, których lokalizacje nie są – bez istotnego powodu – udostępniane opinii publicznej. Podanie dokładnej lokalizacji obiektu, do którego dostawca powinien dostarczyć energię elektryczną miało, z naszej perspektywy, uprościć procedurę przetargową i skrócić czas postępowania” – czytamy w odpowiedzi dla dziennika.
Źródło info i foto: wp.pl

Strzelce Opolskie: Policjant za pieniądze przekazywał dane ofiar wypadków. Grozi mu 10 lat więzienia

Policjant Andrzej Sz. usłyszał zarzuty. Chodzi o przekazywanie danych ofiar wypadków w zamian za łapówkę. Teraz grozi mu 10 lat więzienia. Jak podaje portal nto.pl, funkcjonariusz od ponad dwóch lat przeczesywał policyjne bazy danych, by zbierać informację o ofiarach wypadków. Szukał zdarzeń nie tylko z powiatu strzeleckiego, ale także z całej Polski.

– Oskarżony pozyskał w ten sposób informacje o ok. 2100 osobach. To imiona, nazwiska, adresy, a także informacje dotyczące rodzaju obrażeń – informuje Stanisław Bar, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Opolu.

Śledczy ustalili, że Andrzej Sz. miał przekazywać dane dwóm braciom – Rafałowi i Dariuszowi K. z Raciborza, którzy prowadzą kancelarię zajmującą się odszkodowaniami. Policjant przyjął co najmniej 2,5 tys. złotych w formie łapówki.
Źródło info i foto: wp.pl

42-letnia kobieta zatrzymana za fałszywe alarmy bombowe

Policjanci z VIII Komisariatu zatrzymali 42-letnią kobietę. Trzykrotnie zadzwoniła na numer alarmowy podając adresy lokali w których miał być podłożony ładunek wybuchowy. Kobieta usłyszała już zarzuty.

Na numer alarmowy 112 zadzwoniła anonimowo kobieta informując, że na jednym z osiedli w centrum Nowej Huty jest podłożony ładunek wybuchowy. Kilka minut po zgłoszeniu, na numer alarmowy ponownie zadzwoniła zgłaszająca, która chcąc uzupełnić lokalizację podłożenia bomby, podała konkretny adres. Nim dyżurny zdążył odłożyć słuchawkę, telefon zadzwonił ponownie. Tym razem kobieta podała kolejny adres, gdzie miał znajdować się podłożony niebezpieczny ładunek. Policjanci pojechali pod podane adresy, aby przeprowadzić rozpoznanie minersko-pirotechniczne.

Podane informacje nie potwierdziły się, jednak ze względu na dużą liczbę osób, które przebywały w tym rejonie funkcjonariusze podjęli szczególne środki ostrożności i wykonali wszelkie możliwe działania mające na celu zapewnienie bezpieczeństwa dla osób przebywających w podanym rejonie. Jednocześnie policjanci zajęli się ustalaniem danych kobiety, która zawiadamiała o ładunkach wybuchowych.

Namierzenie zgłaszającej nie było łatwe. Kobieta w obawie przed ujawnieniem chciała dokładnie ukryć swoją tożsamość. Podczas wnikliwej pracy policjantów kryminalnych jeden z mundurowych podczas analizy głosu zgłaszającej rozpoznał, że głos może należeć do mieszkanki Nowej Huty, która często telefonicznie zgłaszała różne interwencje. Typowanie policjanta było strzałem w dziesiątkę. Sprawczynią okazała się być 42-letnia kobieta. Funkcjonariusze ustalili, że w dniu zgłoszenia kobieta spożywała alkohol. Po kłótni z mężem, zdenerwowana zadzwoniła na numer alarmowy i zgłosiła podłożenie ładunku wybuchowego, podając poszczególne adresy lokali, w których jej mąż lubił spędzać czas i grał na maszynach hazardowych.

Kobieta została zatrzymana we własnym mieszkaniu, a na widok policjantów nie kryła zaskoczenia. Została doprowadzona do prokuratury, gdzie usłyszała zarzuty.
Żródło info i foto: Policja.pl

Sky News przekazało dokumenty zawierające dane 22 tysięcy dżihadystów IS

Dziesiątki tysięcy dokumentów zawierających nazwiska, adresy, numery telefonów i dane kontaktowe rodzin osób, które dołączyły do szeregów Państwa Islamskiego, zostały przekazane Sky News. Telewizja twierdzi, że materiały te przekazał jej były już członek ISIS.

Osobą, która – według Sky News – przekazała dokumentację, jest mężczyzna używający nazwiska Abu Hamed. To były członek Armii Wolnej Syrii, który wstąpił w szeregi ISIS. Niedawno opuścił terrorystyczną organizację, a skradzione akta przekazał dziennikarzowi Sky News na terenie Turcji. Twierdzi on, że bojownicy Państwa Islamskiego opuścili swoją kwaterę główną w syryjskim mieście Raqqa i przenieśli się w głąb pustyni.

Dokumenty te są w głównej mierze formularzami, jakie muszą wypełniać rekruci, którzy chcą wstąpić w szeregi ISIS. Zawierają dane obywateli 51 krajów. Nowi członkowie odpowiadają w nich na 23 pytania, między innymi o grupę krwi, nazwisko panieńskie matki czy poziom znajomości prawa szariatu.

Sky News na swoich stronach internetowych twierdzi, że o wszystkim powiadomił brytyjskie władze. Ministerstwa spraw wewnętrznych i zagranicznych na ten temat milczą. Niektóre z dokumentów mają zawierać informacje na temat bojowników ISIS zamieszkujących różne rejony Europy Północnej, Stanów Zjednoczonych, Kanady, a także Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu.

Część pojawiających się w dokumentach nazwisk jest znana służbom. Jest w nich wymieniony na przykład Abdel-Majed Abdel Bary, były raper z zachodniego Londynu, który opublikował na Twitterze swoje zdjęcie, na którym trzyma w ręku odciętą głowę.

Inne nazwisko pojawiające się w dokumentach to Junaid Hussain, informatyk ISIS pochodzący z brytyjskiego Birmingham, który zginął w ataku drona w sierpniu zeszłego roku.

Jeden z dokumentów zatytułowany jest „Męczennicy”. Zawiera szereg nazwisk osób, gotowych do przeprowadzenia samobójczych zamachów terrorystycznych. Richard Barrett, były ekspert od spraw terroryzmu w MI6, napisał na Twitterze, że dane te to nieoceniona wiedza dla analityków na temat tego, kto dołącza do Państwa Islamskiego.
Żródło info i foto: RMF24.pl

Policja przygotowuje „mapę gwałcicieli”

Komendant główny policji przygotuje mapę zagrożeń przestępstwami na tle seksualnym. Poznamy nie tylko nazwę miejscowości, ale także ulicy, na której mieszka skazany za pedofilię lub gwałt. Mapa ma być publicznie dostępna – informuje „Dziennik Gazeta Prawna”. Zdaniem ekspertów pomysł wcale nie poprawi bezpieczeństwa, za to doprowadzi do samosądów i wywoła falę wzajemnych oskarżeń.

– Gdybym był właścicielem nieruchomości położonej na takiej ulicy, pozwałbym Skarb Państwa za utratę jej wartości. Czy naprawdę chcemy tworzyć getta i prowadzić do degradacji biznesowo-społecznej całych dzielnic? Do tego przecież ten pomysł prowadzi – ocenia adwokat Zbigniew Krueger.
Żródło info i foto: TVP.info