Bartłomiej M. ma nowe kłopoty. Odpowie za sprzedawanie wódki bez zezwolenia

02.06.2021 Warszawa Gala charytatywna Collins Charity Fight Night fot. Andrzej Iwanczuk/REPORTER
N/z: Bartlomiej Misiewicz

Bartłomiej M. odpowie przed sądem za reklamowanie i sprzedawanie wódki „Misiewiczówka” bez wymaganego zezwolenia – dowiedziała się PAP. Do Sądu Rejonowego dla m.st. Warszawy trafił akt oskarżenia. Były współpracownik Antoniego Macierewicza i b. rzecznik MON odpowie przed sądem za reklamowanie i sprzedawanie wódki „Misiewiczówka” bez wymaganego zezwolenia – dowiedziała się PAP.

Dochodzenie w tej sprawie prowadziła policja, a akt oskarżenia za pośrednictwem Prokuratury Rejonowej Warszawa-Ochota został skierowany do Sądu Rejonowego dla m. st. Warszawy w Warszawie w dniu 21 maja br.

Bartłomiej M. oskarżony o sprzedawanie wódki „Misiewiczówka” bez zezwolenia

„Sprawa została zarejestrowana, obecnie akta sprawy znajdują się u sędziego referenta celem wyznaczenia terminu rozprawy lub posiedzenia” – podała PAP Samodzielna Sekcja Prasowa Sądu Okręgowego w Warszawie.

Bartłomiejowi M. postawiono zarzuty z ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi. Według oskarżyciela, M. „w okresie od 31 stycznia 2020 roku do 17 września 2020 roku na ogólnodostępnym profilu na portalu Twitter i stronie internetowej publicznie reklamował wódkę +Misiewiczówka+ poprzez zamieszczenie grafiki oraz opisu, w których rozpowszechniał nazwę producenta, znaki towarowe oraz symbole graficzne, służące popularyzowaniu znaków towarowych napoju alkoholowego”. Policja ustaliła, że M. sprzedawał „Misiewiczówkę” bez wymaganego zezwolenia na napoje alkoholowe.

Na stronach reklamujących wódkę informowano, że jest to „pozycja klasy premium białego alkoholu” i „najdelikatniejsza wódka w Polsce”, a „receptura Misiewiczówki oparta jest na starannie pielęgnowanych kłosach pszenicy, bez żadnego opryskiwania i bez dodatków detergentów. Kwintesencją oferowanego produktu jest woda źródlana”.

W 2019 roku M. został zatrzymany przez Centralne Biuro Antykorupcyjne w związku z prowadzonym przez prokuraturę w Tarnobrzegu śledztwem dotyczącym niegospodarności, powoływania się na wpływy oraz fałszowania dokumentów przy okazji zawierania umów przez spółkę PGZ S.A. Spędził w areszcie pięć miesięcy.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

16 oskarżonych ws. dopalaczy. Nie żyją dwie osoby

Do Sądu Okręgowego w Szczecinie trafił akt oskarżenia przeciwko 16 osobom. Prokurator zarzuca oskarżonym popełnienie łącznie 49 czynów, w tym udział w zorganizowanej grupie przestępczej.

Zachodniopomorski Wydział Zamiejscowy Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Szczecinie 18 maja 2021 roku skierował do Sądu Okręgowego w Szczecinie akt oskarżenia przeciwko handlarzom „dopalaczami” – poinformował dział prasowy Prokuratury Krajowej w środę.

Aktem oskarżenia objęto 16 osób, przy czym 7 oskarżonych pozostaje tymczasowo aresztowanych. Prokurator zarzucił oskarżonym popełnienie łącznie 49 czynów, w tym udział w zorganizowanej grupie przestępczej. Akt oskarżenia liczy blisko 900 stron. Na mieniu oskarżonych prokurator dokonał zabezpieczenia w wysokości ponad 250 tysięcy złotych.

Postępowanie było prowadzone z Komendą Wojewódzką Policji w Szczecinie.

Sprzedawali przez internet

Śledczy zarzucił oskarżonym m.in. udział w zorganizowanej grupie przestępczej kwalifikowany z art. 258 par. 1 kk, sprowadzenie niebezpieczeństwa dla życia i zdrowia wielu osób kwalifikowane z art. 165 par. 1 pkt 2 kodeksu karnego oraz tzw. prania brudnych pieniędzy kwalifikowane z art. 299 par. l i 5 kk.

Akt oskarżenia obejmuje również zarzuty dotyczące obrotu substancjami psychotropowymi oraz nowymi substancjami psychoaktywnymi w łącznej ilości ponad 121 kilogramów. Środki te zostały zabezpieczone w toku śledztwa w jednym z magazynów na terenie Kielc, z którego korzystała grupa. W toku postępowania w paczkomatach zabezpieczono ponad 380 przesyłek zawierających dopalacze.

Według ustaleń prokuratury zorganizowana grupa przestępcza działała na terenie całej Polski i dokonywała obrotu dopalaczami za pośrednictwem strony internetowej pasjonat.cc, a po jej zamknięciu stron „Rcmonster.shop”, „Rcmonster.io”, „Bostlab.fun”. Łączna wartość dopalaczy, którymi handlowali oskarżeni wynosiła ponad 10 milionów złotych. Do dystrybucji grupa wykorzystywała paczkomaty, w których dopalacze miały być odbierane. Ponadto korzystała z rachunków bankowych założonych na tzw. słupy, które służyły do dokonywania płatności za dopalacze. Rachunki te oraz rachunki w serwisach do wymiany kryptowalut, służyły do legalizacji uzyskiwanych korzyści majątkowych, a następnie ich wypłacania.

Ofiary śmiertelne

W wyniku działalności grupy zmarła co najmniej jedna osoba ze Szczecina oraz jedna osoba z Radzynia Podlaskiego. Wiele osób w wyniku zażycia dopalaczy było hospitalizowanych.

Prokuratura Krajowa zapowiedziała, że skierowanie aktu oskarżenia nie kończy czynności w tej sprawie. Zachodniopomorski Wydział Zamiejscowy Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Szczecinie nadal prowadzi postępowanie przeciwko 8 osobom, w tym 4 osobom poszukiwanym listami gończymi oraz europejskimi nakazami aresztowania.

Podczas czynności prowadzonych w październiku 2020 roku w Łodzi zatrzymano mężczyznę prowadzącego kantor wymiany walut, którego zadaniem było przyjmowanie kryptowalut z handlu dopalaczami, a następnie wymiana ich na złotówki i wydawanie ich członkom grupy.

Prowadzący kantor faktycznie zajmował się praniem pieniędzy na rzecz członków grupy. Usłyszał zarzuty i został tymczasowo aresztowany. Prokurator zabezpieczył gotówkę w kwocie ponad 2 milionów złotych, ekskluzywne zegarki oraz samochód marki aston martin.

Postępowanie nadal ma wielowątkowy charakter, a prokuratorzy nie wykluczają dalszych zatrzymań – zapowiedziała Prokuratura Krajowa.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Zabójstwo 10-letniej Kristiny z Mrowin. Jest akt oskarżenia

O zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem 10-letniej Kristiny z Mrowin oskarżyła świdnicka prokuratura 23-letniego Jakuba A. Do zbrodni doszło w czerwcu 2019 r. Akt oskarżenia w tej sprawie trafił właśnie do Sądu Okręgowego w Świdnicy.

Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Świdnicy prok. Tomasz Orepuk przekazał, że A. przyznał się do popełnienia zarzucanych mu zbrodni i złożył wyjaśnienia w sprawie. – W trakcie eksperymentu procesowego Jakub A. w sposób szczegółowy przedstawił przebieg zdarzenia, ujawniając okoliczności, które mógł znać tylko sprawca zabójstwa. Informacje te znalazły potwierdzenie w innych dowodach zgromadzonych w sprawie – przekazał rzecznik świdnickiej prokuratury.

Prokurator zarzucił mu również podżeganie innej osoby do dokonania zabójstwa 10-Kristiny – poinformował we wtorek Orepuk.

Ustalenia śledztwa

Według ustaleń śledztwa, 13 czerwca 2019 r. dziewczynka w drodze powrotnej ze szkoły wsiadła do samochodu Jakuba A. Z opinii biegłych psychiatrów badających A. na zlecenie prokuratury wynika, że oskarżony w chwili popełnienia zarzucanych mu zbrodni był poczytalny i może odpowiadać przed sądem za czyny objęte aktem oskarżenia.

– Biegli psychologowie stwierdzili u Jakuba A. zaburzenia osobowości polegające m.in. na dużym nasileniu wrogości i nienawiści wobec otoczenia, a także cechy sadystyczne oraz fantazje o dokonywaniu zabójstw innych ludzi. W ocenie biegłych, stwierdzone zaburzenia osobowości wskazują na wysokie prawdopodobieństwo popełnienia przez oskarżonego podobnych czynów w przyszłości – podał prok. Orepuk.

Akt oskarżenia w tej sprawie trafił do Sądu Okręgowego w Świdnicy. A. grozi dożywocie. 
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Żołnierz kierował gangiem handlującym dopalaczami

Wydział do spraw Wojskowych Prokuratury Okręgowej w Warszawie oskarżył zawodowego żołnierza o kierowanie grupą przestępczą handlującą dopalaczami. Cezary D. i podległe mu osoby, miały na tym zarobić ok. 200 tysięcy złotych. Większość z nich chce dobrowolnie poddać się karze.

Akt oskarżenia został skierowany do Sądu Okręgowego w Siedlcach. 25-letni zawodowy żołnierz Cezary D. miał od października 2019 r. do listopada 2020 r. kierować zorganizowaną grupą przestępczą handlującą dopalaczami. Do jego grupy należeć mieli koledzy, 23-letni Jacek T. i Dominik A., a 20-letnia Adrianna N. miała im kilkukrotnie pomagać. Środki odurzające miały trafiać do „cywilów”, Cezary D. nie handlował dopalaczami w wojsku. Jednak działania operacyjne żandarmerii wojskowej doprowadziły do ustalenia czym trudni się 25-latek po służbie.

– Z ustaleń postępowania wynika, że trzej mężczyźni stworzyli zorganizowaną grupę przestępczą, która kierowana była przez szeregowego Cezarego D. Oskarżeni działali na terenie Siedlec. Zostali oni zatrzymani przez Mazowiecki Oddział Żandarmerię Wojskową, a następnie na wniosek prokuratora Wydziału do spraw Wojskowych Prokuratury Okręgowej w Warszawie zostali tymczasowo aresztowani przez sąd – powiedziała prok. Aleksandra Skrzyniarz, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

Grupa zajmowała się handlem „znacznymi ilościami plastycznej substancji stanowiącej mieszankę trzech nowych substancji psychoaktywnych” oraz środkami psychotropowymi i odurzającymi. Oskarżeni mieli w ten sposób zarobić co najmniej 200 tysięcy złotych. – Kwota ta została zabezpieczona przez organy ścigania w toku czynności procesowych – podała prok. Skrzyniarz.

Wraz z aktem oskarżenia prokurator skierował do sądu wnioski oskarżonych Cezarego D., Jacka T. i Adriannę N. o dobrowolne poddanie się karze. Dominik A. nie przyznał się do winy. Mężczyźni pozostają tymczasowo aresztowani. Grozi im do 12 lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: TVP.info

Proces ws. podżegania do zabójstwa Zbigniewa Ziobry od nowa

Proces Jana S. „Króla dopalaczy” oskarżonego m.in. o podżeganie do zabójstwa ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry, prokuratora i policjantów, którzy rozbili grupę handlującą dopalaczami, będzie toczył się od początku – ustaliła PAP.

Jan S. odpowiada przed Sądem Okręgowym w Warszawie za 14 przestępstw, w tym podżeganie do zabójstwa ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry, prokuratora i policjantów, którzy prowadzili przeciwko niemu śledztwo, a także nakłanianie do nękania funkcjonariuszy i usiłowanie wręczenia im łapówek. Proces w tej sprawie ruszył w grudniu 2020 roku, dotychczas odbyły się trzy rozprawy, a sąd przesłuchał dwóch świadków.

Proces od nowa

Jak dowiedziała się PAP, proces będzie toczył się od początku, bo przewodnicząca pięcioosobowego składu orzekającego w sprawie S. niebawem przechodzi w stan spoczynku.

„W związku ze zbliżającym się terminem przejścia w stan spoczynku sędzi Danuty Kachnowicz, Przewodnicząca XII Wydziału Karnego na podstawie par. 65 ust. 1 Regulaminu wewnętrznego urzędowania sądów zarządziła skierowanie szeregu spraw, w tym sprawy przeciwko Janowi S. do Systemu Losowego Przydziału Spraw celem wylosowania nowego sędziego referenta. Postępowanie zostało przekazane do VIII Wydziału Karnego i będzie rozpoznawane przez sędziego Annę Ptaszek” – podała Samodzielna Sekcja Prasowa Sądu Okręgowego w Warszawie.

Z ustaleń PAP wynika, że zmiana sędziego rozpoznającego sprawę, w której pokrzywdzonym jest Zbigniew Ziobro, uniemożliwiła „Królowi dopalaczy” kontakty telefoniczne i widzenia.

„Dyrekcja aresztu śledczego nie respektuje postanowień wydanych przez sędzię Danutę Kachnowicz, a przecież zmienił się jedynie referent sprawy. Organ nadzorujący jest ten sam i naszym zdaniem zgody na kontakt telefoniczny czy widzenia nie straciły na ważności. Odbieram to jako w pewnym sensie represje, bo naruszane jest podstawowe prawo oskarżonego, czyli prawo do obrony. Nie spotkałem się wcześniej z podobną sytuacją” – powiedział PAP mec. Antoni Kania-Sieniawski, obrońca Jana S.

Jan S. – „król dopalaczy”

29-letni Jan S. nazywany „królem dopalaczy” przebywa od 14 miesięcy w areszcie, obecnie w Areszcie Śledczym w Radomiu, osadzony jest jako więzień niebezpieczny. Do sądu doprowadzany jest w pomarańczowym uniformie, skuty kajdankami zespolonymi, pilnowany przez uzbrojonych w broń maszynową funkcjonariuszy.

Podczas rozprawy przed Sądem Okręgowym Warszawa-Praga, który rozpoznaje sprawę dot. handlu dopalaczami, jego adwokat podkreślał, że oskarżony obecnie „przebywa w zwierzęcych warunkach”. Jan S. dodał, że gdyby jakieś zwierzę przebywało w podobnym miejscu, „obrońcy praw zwierząt wygraliby sprawę”. Swoją celę opisał jako pomieszczenie „bez okna, bez dopływu do świeżego powietrza, z dziurą w ziemi jako latryną”.

Według śledczych, za zabójstwo ministra sprawiedliwości prokuratora generalnego Jan S. oferował 100 tys. zł. Zdaniem prokuratury, chciał w ten sposób doprowadzić do zaniechania prac nad zaostrzeniem kar za produkcję i handel dopalaczami, a samego Ziobrę oskarżał o to, że „zepsuł mu interes”. Mężczyzna prowadził bowiem w Holandii firmę zajmującą się importem i eksportem materiałów chemicznych.

Oskarżony miał planować zabójstwo ministra przy użyciu m.in. materiału wybuchowego, trucizny albo pierwiastka radioaktywnego. Do przyjęcia zlecenia nakłaniał osobę, która – jego zdaniem – potrafiła skonstruować ładunek wybuchowy.

Jan S. miał też podżegać do zabójstwa prokuratora, który prowadził przeciwko niemu postępowanie dotyczące handlu dopalaczami oraz funkcjonariuszy z wydziału narkotykowego Komendy Stołecznej Policji, którzy rozpracowywali grupę przestępczą handlującą dopalaczami. Według prokuratury, miał też nakłaniać do nękania policjantów, podszywając się pod nich na portalach internetowych. Namawiał też do tworzenia fikcyjnych zdjęć i filmów, które miały służyć zdyskredytowaniu śledczego.

Mężczyzna był poszukiwany dwoma listami gończymi, dwoma europejskimi nakazami aresztowania i tzw. czerwoną notą Interpolu. Ostatecznie został zatrzymany na początku stycznia ub.r. w Milanówku pod Warszawą. Akt oskarżenia w tej sprawie trafił do stołecznego sądu w czerwcu 2020 roku.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Mariusz P. oskarżony o „najazd na hotel”

Wywiercił zamki, zajął pokoje i rekwirował meble – takie zarzuty stawia znanemu zawodnikowi MMA właściciel jednego z hoteli w Andrychowie (woj. małopolskie). Prokuratura umorzyła śledztwo, ale sporządzono tzw. subsydiarny akt oskarżenia. Przestępstwo zagrożone jest karą pozbawienia wolności do pięciu lat.

Do zdarzenia, o którym informuje portal wadowice24.pl, doszło w 2018 roku. „Sportowiec ze swoją ekipą wszedł do jednego z hosteli, wywiercił zamki, zajął pokoje i rekwirował meble. Jak twierdził, część biznesu była jego własnością. Udziały do hotelu miał wykupić od byłej żony Andrzeja Kowalczyka (właściciela hotelu – red.)”.

Sportowiec publikował w tej sprawie filmy w mediach społecznościowych. Tłumaczył w nich, że nie doszło do żadnego „najazdu”, ale przyznał, że wymienił część zamków ponieważ klucze do nich miały zaginąć. 

„Klucze zaginęły, więc wymieniłem zamki”

– Jestem pełnoprawnym właścicielem i mogę czerpać korzyści finansowe. Takie jest prawo. Nikt tego nie zmyśla. Kowalczyk nie będzie interpretował prawa jak mu wygodnie. Przez jakiś czas wynajmowałem, a on moich klientów zastraszał. Mój pracownik sprzątał pokoje po gościach i w pewnym momencie mu klucze zginęły – mówił. Jak zapewniał, policja została o tym poinformowana. 

– Wziąłem ze sobą dwóch pracowników, żeby powymieniali zamki, a pan Kowalczyk wezwał policję – dodał.

Zdaniem Kowalczyka Mariusz P. nie ma prawa do zajmowania mienia ponieważ „pomiędzy nim, a byłą żoną nie doszło jeszcze do podziału majątku”, więc sporządził akt oskarżenia. Kodeks postępowania karnego pozwala pokrzywdzonemu złożyć tak zwany subsydiarny akt oskarżenia w sądzie po umorzeniu śledztwa przez prokuraturę.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Publikacja „Gazety Wyborczej” dotycząca Daniela Obajtka. Jest oświadczenie prokuratury

Poniedziałkowa publikacja „Gazety Wyborczej” pt. „O co oskarżono Daniela Obajtka” dotyczy zdarzeń, które nigdy nie miały miejsca. (…) Ich opis znalazł się w akcie oskarżenia, który został przez sąd zwrócony na wniosek prokuratury z uwagi na ułomność materiału dowodowego” – napisała Prokuratura Krajowa w oświadczeniu.

Poniedziałkowa publikacja „Gazety Wyborczej” pt. „O co oskarżono Daniela Obajtka” dotyczy zdarzeń, które nigdy nie miały miejsca. Ich opis znalazł się w akcie oskarżenia, który został przez sąd zwrócony na wniosek prokuratury z uwagi na ułomność materiału dowodowego. Decyzją prokuratora postępowanie przeciwko Danielowi Obajtkowi i czterem innym osobom zostało umorzone. Postanowienie o umorzeniu śledztwa zostało prawomocnie utrzymane przez Sąd Okręgowy w Krakowie, który czynności dowodowe przeprowadzone przez prokuratora ocenił jako skrupulatne, wnikliwe i rzetelne – napisano w oświadczeniu wystosowanym w poniedziałek przez Dział Prasowy Prokuratury Krajowej.

„Śledczy Ziobry umarzają sprawę Obajtka”

Jak podaje poniedziałkowa „GW”, „W akcie oskarżenia, który prokuratura z Ostrowa Wielkopolskiego wysłała w październiku 2013 roku do sądu w Sieradzu, oskarżonych jest ośmiu mężczyzn. Czerech działa w grupie przestępczej Macieja C. Pozostałych, w tym ówczesnego wójta Pcimia i wschodząca gwiazdę PiS Daniela Obajtka, z bandą „Prezesa” łączy oszustwo przy sprzedaży granulatu do produkcji rur PCV i łapówka”. „GW” podaje, że „lista zarzutów jest pokaźna, prokurator zgłasza aż 61 świadków. (…) prokurator zapowiada, że na rozprawie ujawni ponad 160 dowodów – to m.in.: oględziny telefonów oskarżonych, analizy połączeń, protokoły przeszukań, dane bankowe i księgowa, faktury, notatki służbowe, opinie biegłych”.

Do rozpoczęcia procesu Obajtka i grupy Macieja C. nie dochodzi, bo zawsze brakuje kogoś z oskarżonych. Gdy PiS przejmuje w 2015 roku władzę, zmienia przepisy, tak by prokuratura Zbigniewa Ziobry mogła wycofać w 2016 roku akt oskarżenia z sądu. W czerwcu 2017 roku śledczy Ziobry umarzają sprawę Obajtka, który jest już wówczas prezesem państwowego koncernu Energa – pisze „GW”.

„Sąd zarządził natychmiastowe zwolnienie Daniela Obajtka”

W sprawie, której dotyczy artykuł „Gazety Wyborczej” sąd kwestionował pierwotne ustalenia Prokuratury Okręgowej w Ostrowie Wielkopolskim odnośnie Daniela Obajtka już na etapie postępowania przygotowawczego. Prokurator, który zarzucił Danielowi Obajtkowi czyn korupcyjny wnioskował o zastosowanie wobec niego aresztu tymczasowego. Wniosek ten spotkał się z druzgoczącą krytyką Sądu Rejonowego w Ostrowie Wielkopolskim. Sąd zarządził natychmiastowe zwolnienie Daniela Obajtka stwierdzając, że zgromadzony w sprawie materiał dowodowy nie pozwala na przyjęcie, że zachodzi prawdopodobieństwo popełnienia przez Daniela Obajtka zarzucanego mu czynu – podkreśla Prokuratura Krajowa.

W oświadczeniu przypomniano, że w toku postępowania prokurator postawił Danielowi Obajtkowi kolejne dwa zarzuty dotyczące oszustw. Podkreślenia wymaga, że zarówno te zarzuty, jak i zarzut czynu korupcyjnego postawione zostały na podstawie wyjaśnień współoskarżonych, w tym osób karanych. Na dalszym etapie sprawy osoby te wycofały się ze swoich wyjaśnień lub ich wyjaśnienia okazały się sprzeczne ze zgromadzonym materiałem dowodowym – przypominają autorzy oświadczenia.

Pomimo niedostatku materiału dowodowego prokurator skierował w październiku 2013 r. do Sądu Okręgowego w Sieradzu akt oskarżenia przeciwko Danielowi Obajtkowi i innym osobom. Akt ten został zwrócony prokuraturze przez sąd w celu uzupełnienia śledztwa. Wskazane czynności – między innymi przesłuchanie kilkudziesięciu świadków – zostały wykonane. Po przeanalizowaniu uzupełnionego i kompletnego materiału dowodowego prokurator podjął decyzję umorzenia postępowania nie tylko wobec Daniela Obajtka, ale i czterech innych osób. Wskutek złożenia zażalenia decyzja prokuratora została poddana kontroli sądowej. Sąd Okręgowy w Krakowie utrzymał w mocy postanowienie o umorzeniu śledztwa i ocenił, że prokuratura w sposób skrupulatny, wnikliwy i rzetelny przeprowadziła postępowanie dowodowe, dokonując obszernej i szczegółowej oceny dowodów. Sąd w całości przychylił się do oceny faktycznej i prawnej dokonanej przez prokuratora, wskazując na bezzasadność zarzutów skarżącego – napisano w oświadczeniu PK.

Artykuł „Gazety Wyborczej” nie zawiera zatem opisu prawdziwych zdarzeń, a jedynie negatywnie zweryfikowanego aktu oskarżenia. Wszelkie rozpatrywanie opisanych tam rzekomych zdarzeń jako prawdy materialnej jest nieuprawnione. Fikcyjność tych informacji została wykazana zarówno przez prokuraturę, jak i niezawisły sąd. Prokuratura nie kwestionuje prawa dziennikarzy do relacjonowania i opisywania postępowań karnych. Sposób prezentowania biegu postępowania dotyczącego Daniela Obajtka musi jednak budzić sprzeciw. „Gazeta Wyborcza” nie daje czytelnikom możliwości poznania wskazanych powyżej okoliczności. Prezentowane są im szczątkowe, wybiórczo dobrane informacje, nie oddające całego kontekstu sprawy, w tym przede wszystkim zapadłych decyzji sądowych – podkreśla Dział Prasowy Prokuratury Krajowej.

Pełnomocnik Daniela Obajtka: Zaprzeczam zmanipulowanym informacjom

Należy podkreślić, że Daniel Obajtek nigdy nie był oskarżony o współdziałanie z zorganizowaną grupą przestępczą. Ani jeden z zarzutów, przytaczanych przez „GW” nie został potwierdzony, a Daniel Obajtek nigdy nie został skazany wyrokiem jakiegokolwiek sądu. Przeciwnie, to nie tylko prokurator jak sugeruje „Gazeta Wyborcza”, ale przede wszystkim niezawisły sąd oczyścił Pana Daniela Obajtka z wszelkich zarzutów i potwierdził, że zostały one oparte na niespójnych, niejasnych i sprzecznych z innymi dowodami zeznaniach osób, których wiarygodność została oceniona jako znikoma – napisał Maciej Zaborowski, pełnomocnik Daniela Obajtka, przypominając, że chodziło o m.in. wyjaśnienia Macieja C., oskarżonego o kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą zajmującą się np. wymuszeniami z użyciem przemocy, a także Romana L., wielokrotnie prawomocnie skazanego, m.in. za nakłanianie do składania fałszywych zeznań oraz za wyłudzenia z Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych.

Wbrew twierdzeniom opublikowanym przez „Gazetę Wyborczą” niezawisły sąd, przychylając się do finalnych ustaleń prokuratury, potwierdził, że Daniel Obajtek nie tylko nie współdziałał z żadną grupą przestępczą, ale podjęte przez niego decyzje były oczywiście sprzeczne z interesem tej grupy. Dlatego też, już w 2013 roku został zaatakowany pomówieniami przez osoby oskarżone o działanie w ramach zorganizowanej grupy przestępczej, które wcześniej próbowały zastraszaniem wymusić na Danielu Obajtku korzystne dla siebie decyzje. Dzisiaj, tymi samymi pomówieniami usiłuje atakować Pana Daniela Obajtka „Gazeta Wyborcza” w celu zdyskredytowania jego osoby oraz zniszczenia jego dobrego imienia. Świadczy o tym ponowne przytaczanie fałszywych zarzutów, z których został on prawomocnie oczyszczony. Sugerowanie, że Pan Daniel Obajtek miał jakiekolwiek związki z zorganizowaną grupą przestępczą jest manipulacją, zmierzającą do celowego wprowadzenia opinii publicznej w błąd – podkreśla pełnomocnik Daniela Obajtka.

Pełnomocnik przypomina, że sam Maciej C. oświadczył, iż pomówienia, które kierował przeciwko Danielowi Obajtkowi, wynikały wyłącznie z dążenia do złagodzenia jego własnego wyroku. „Osoby obciążające Pana Daniela Obajtka, tymi pomówieniami, usiłowały uzyskać dla siebie jak najniższe wymiary kary. Początkowo to się udało, bo wniosek prokuratora o dobrowolne poddanie się karze m.in. przez Macieja C. uwzględnił Sąd Okręgowy w Sieradzu wyrokiem z dnia 13 stycznia 2015 r. Nieprawidłowości z tym związane dostrzegł jednak nawet ówczesny Prokurator Generalny Andrzej Seremet, czego efektem było wniesienie przez niego kasacji od wyroku łagodzącego kary dla pomawiających Pana Daniela Obajtka osób. Ostateczne rozstrzygnięcie w tej sprawie wydał Sąd Najwyższy, który w sierpniu 2015 r. uchylił wyrok łagodzący kary dla pomawiających Pana Daniela Obajtka osób stwierdzając, że w sposób rażący narusza on prawo” – napisał Zaborowski.

W związku z kolejną publikacją przez „Gazetę Wyborczą” treści naruszających dobra osobiste Pana Daniela Obajtka podjęte zostaną stosowne kroki prawne – zapowiada pełnomocnik w oświadczeniu.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Gruba afera w warszawskim świecie mody. Stał za tym gang pruszkowski

Gang pruszkowski stał za aferą wyłudzeń w warszawskim światku modowym – dowiedzieli się reporterzy śledczy RMF FM. Z ustaleń prokuratury wynika, że jeden z członków „starego zarządu” tej grupy Krzysztof O. uczestniczył w wystawianiu lewych faktur, między innymi dla znanego projektanta mody. Adwokat Łukasza J. tłumaczy, że jego klient został w aferę wmanewrowany.

Krzysztof O. pseudonim „Kręcony” – jak wynika z materiałów śledztwa – miał nakłaniać jednego z przedsiębiorców do wystawiania fałszywych faktur dla kilku warszawskich firm, działających w branży modowej. Wśród nich była spółka znanego projektanta. W przypadku Łukasza J. mowa o 8 fakturach opiewających na blisko 350 tysięcy złotych brutto.

„Kręcony” jest od początku marca ścigany listem gończym. Poza wymuszeniami, których miał się dopuścić z innymi członkami zarządu „starego Pruszkowa”, jest też podejrzany właśnie o pomoc w wyłudzeniach podatków.

Śledztwo w sprawie projektanta mody prowadzone było odrębnie. Akt oskarżenia z początkiem roku trafił do jednego z warszawskich sądów. Łukasz J. jest oskarżony o wyłudzenia VAT oraz pomoc w takich wyłudzeniach, której miał udzielić innej firmie modowej – między innymi przez udostepnienie kontaktu do osoby, która załatwiała lewe faktury.

Adwokat projektanta: Mój klient jest ofiarą

Mój klient jest ofiarą mafii wyłudzającej VAT – mówi adwokat znanego projektanta mody Łukasza J. Jacek Ciepluch. Z jego tłumaczeń wynika, że Łukasz J. miał się dać podpuścić oszustom, został w tę aferę wmanewrowany.

Do firmy projektanta zgłosiła się spółka, która zaoferowała stworzenie nowych kanałów sprzedaży jego towarów. Pobrała za to wynagrodzenie i wystawiła faktury, jednak – jak mówił mecenas Ciepluch – nie odprowadziła podatku. „Gdyby mój klient miał świadomość tego procederu, nigdy nie podjąłby współpracy z tą firmą” – dodał. Zapewnił też, że projektant gdy dowiedział się o sprawie, skorygował swoje zeznania podatkowe i uregulował należność z odsetkami.

Mecenas Ciepluch zapewnia też, że jego klient nie zna Krzysztofa O., a jeśli nawet go widział, nie wie kim jest.

W akcie oskarżenia Łukaszowi J. postawiono zarzut, jakoby miał przekazywać swojej znajomej namiary na firmę, która załatwiała lewe faktury. Mój klient temu zaprzecza, nie zgadzamy się z tym zarzutem – odpowiedział prawnik.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Przed łódzkim sądem stanęli rodzice oskarżeni o usiłowanie zabójstwa 4-miesięcznej córki

O usiłowanie zabójstwa swojej 4-miesięcznej córki, znęcanie się nad nią ze szczególnym okrucieństwem i spowodowanie obrażeń zagrażających życiu oskarżeni są rodzice obecnie rocznej Antosi, którzy stanęli w poniedziałek przed Sądem Okręgowym w Łodzi. Obojgu może grozić dożywocie. W poniedziałek przed łódzkim sądem stanęli rodzice ponad rocznej Antosi. W chwili, gdy u ich dziecka doszło do powstania zagrażających życiu obrażeń, matka Agata K. miała 26 lat, jej partner Kacper J. – 25.

Zespół dziecka potrząsanego

Akt oskarżenia dotyczy wydarzeń, które miały miejsce między wrześniem i grudniem 2019 roku. Na początku grudnia do jednego z łódzkich szpitali zgłosiła się Agata K. wraz ze swoją niespełna 4–miesięczną córką. U dziecka stwierdzono sińce i urazy wewnątrzczaszkowe charakterystyczne dla zespołu dziecka potrząsanego. W trybie pilnym dziewczynka poddana została neurochirurgicznej operacji ratującej życie.

Nie był to pierwszy pobyt dziewczynki w szpitalu. Wcześniej Antosia trafiła tam w październiku, także z urazem wewnątrzczaszkowym. Wówczas również przeszła operację. Po tym zdarzeniu szpital zawiadomił sąd rodzinny, który ustanowił kuratora dla rodziny.

Zarzuty usiłowania zabójstwa

Jak podkreśliła prokurator Monika Tomkowiak z Prokuratury Łódź Bałuty, obojgu rodzicom postawiono zarzuty usiłowania zabójstwa dziewczynki połączone ze szczególnym okrucieństwem; ich działanie doprowadziło u dziecka do choroby realnie zagrażającej życiu.

Matka dziewczynki nie przyznała się przed sądem do postawionych zarzutów. Według niej, do obrażeń u dziewczynki miało dochodzić wtedy, gdy opiekował się nią ojciec, podczas gdy ona sama była nieobecna, np. szukała pracy. Kiedy u dziecka występowały niepokojące objawy, partner miał namawiać ją, by nie korzystała z pomocy medycznej, aby uniknąć oskarżenia o spowodowanie u małej urazów.

Gdy dziecko trafiło już do szpitala, Kacper J. instruował partnerkę, co ma zeznawać i namawiał do wzięcia winy na siebie – kobieta początkowo mówiła w śledztwie, że do obrażeń u dziecka doszło, gdy przewróciła się, niosąc córkę na rękach. Przed sądem odwołała te słowa, twierdząc, że była zastraszana przez partnera.

Miałam wziąć winę na siebie, bo on był karany. (…) Kacper powiedział, że mam nic nie mówić, bo nie chce iść do więzienia, a jak pójdzie do więzienia, to ja tego gorzko pożałuję – zaznaczyła.

Oskarżony ojciec nie przyznał się do usiłowania zabójstwa córeczki, ale zaznaczył, że zdaje sobie sprawę, iż ją skrzywdził i jego czyn jest haniebny oraz zasługuje na karę. Podkreślił, że to on ponosi całą winę za obrażenia powstałe u dziecka. Dodał, że na jego postępowanie miało wpływ uzależnienie od leków.

Oboje oskarżeni kilkukrotnie przyznali przed sądem, że opieka nad małym dzieckiem ich przerosła i „nie dorośli do roli rodziców”.

Kolejna rozprawa w tej sprawie odbędzie się za miesiąc. Ze względu na wysoką karę, grożącą za zbrodnię usiłowania zabójstwa – może to być nawet dożywocie – sąd przedłużył areszt dla obojga oskarżonych.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Donald Trump pozwany w związku z atakiem na Kapitol

Kongresmen Eric Swalwell pozwał Donalda Trumpa, a także jego syna Donalda Trumpa Jr., prawnika Rudy’ego Giulianiego i innych ludzi z otoczenia byłego prezydenta USA. Demokrata oskarża ich o sprowokowanie ataku na Kapitol, do którego doszło 6 stycznia. To kolejny taki pozew.

Swalwell, kongresmen z Kalifornii, był jednym z tzw. menedżerów impeachmentu, którzy przedstawili akt oskarżenia Trumpa podczas procesu w Senacie. Złożony przez niego pozew sądowy przytacza zarzuty zawarte w artykule impeachmentu i dowody przedstawione podczas procesu, opiera się ponadto na ustawie, która miała zapobiegać próbom zastraszania urzędników państwowych i polityków. Jest to tzw. Ku Klux Klan Act – legislacja przyjęta w ramach walki z tą organizacją.

Na mocy tego przepisu Swalwell oskarżył byłego prezydenta i innych pozwanych o spisek w celu złamania praw obywatelskich, a ponadto o podżeganie do powstania.

Szczegóły wniosku
Wniosek, który trafił do sądu w piątek, głosi, że Trump, jego najstarszy syn Donald Trump Jr., prawnik Rudy Giuliani i inni zwolennicy byłego prezydenta wygłaszali „fałszywe i podżegające (do buntu) tezy o sfałszowaniu i kradzieży (wyborów prezydenckich)”, a atak na Kapitol, w którym zginęło pięć osób, był tego „bezpośrednią i przewidywalną konsekwencją”.

Pozew zawiera cytaty z wystąpień i tweetów prezydenta i innych pozwanych.

Reakcja rzecznika Trumpa

Rzecznik Trumpa Jason Miller powiedział, że Swalwell jest „pozbawioną wiarygodności szumowiną” i po nieudanych dwóch próbach impeachmentu próbuje on „atakować naszego największego prezydenta za pomocą kolejnego polowania na czarownice”.

To nie pierwszy raz

W lutym kongresmen z Missisipi Bennie Thompson, również demokrata, pozwał Trumpa, Giulianiego i skrajnie prawicowe ugrupowania, oskarżając ich o spisek mający na celu podżeganie do zamieszek na Kapitolu.

Thompson jest przewodniczącym komisji Izby Reprezentantów ds. bezpieczeństwa wewnętrznego. Wniesiona przez niego sprawa, tak jak pozew Swalwella, trafiła do sądu federalnego w Waszyngtonie. Oskarżone zostały też ugrupowania Proud Boys (Dumni Chłopcy) oraz Oath Keepers (Strażnicy Przysięgi).

Oczekuje się, że jeśli dojdzie do procesu w sprawie tych dwóch pozwów, mogą zostać ujawnione szczegóły i dowody, które nie wyszły na światło dzienne w trakcie procedury impeachmentu w Senacie. Trump może też zostać zmuszony do zeznawania pod przysięgą – podaje Reuters. Jak dodaje, prawnicy byłego prezydenta dotąd starali się nie dopuścić, by składał on zeznania w takiej formie, obawiając się, że zostanie następnie oskarżony o krzywoprzysięstwo.
Źródło info i foto: interia.pl