„Gang pruszkowski” przed sądem. 1698 stron aktu oskarżenia

Andrzej Z. ps. Słowik, Leszek D. ps. Wańka oraz Janusz P. ps. Parasol to główni oskarżeni mającego ruszyć dzisiaj przez Sądem Okręgowym w Warszawie, procesu gangu pruszkowskiego i ochranianej przez niego grupy oszustów wyłudzających VAT. W ławach oskarżonych zasiądzie 50 osób, a prokuratura chce wezwać 69. Samo odczytanie, liczącego 1698 stron, aktu oskarżenia może zająć nawet kilkanaście godzin!

Proces pruszkowskich bossów, ich pomagierów oraz oszustów wyłudzających VAT ma się rozpocząć w poniedziałek w sali 252, największej w stołecznym sądzie okręgowym. Przewinęło się przez nią większość znanych, bardziej lub mniej, członków gangów z Warszawy i okolic. Na razie wyznaczono 33 terminy rozpraw. Proces poprowadzi sędzia Piotr Maksymowicz.

W ławach oskarżonych zasiądzie 50 osób, a prokuratura chce wezwać 69 świadków i odczytać zeznania kolejnych 99 osób. Materiał dowodowy w sprawie to ponad 300 tomów akt głównych oraz ponad 400 tomów załączników. Akt oskarżenia liczy zaś 1698 stron. Odczytanie go może zająć prokuratorowi kilkadziesiąt kilkanaście godzin.

Zamiana referenta

Pierwotnie referentem sprawy był, od 9 września 2019 r., sędzia Krzysztof Ptasiewicz. Przestał nim być 19 grudnia, po tym jak w połowie grudnia cofnięto mu nagle delegację do sądu okręgowego. Według „Rzeczpospolitej” decyzję taką podjęła wiceminister sprawiedliwości Anna Dalkowską, po tym jak sędzia odrzucił wnioski prokuratury o zastosowanie aresztu w „pewnej sprawie karnej o sygn. XVII 246/19”.

Wymieniona sprawa dotyczy właśnie gangu pruszkowskiego. Z ustaleń tvp.info wynika, że sędzia Ptasiewicz wydał postanowienia o możliwości zmiany tymczasowego aresztowania na poręczenie majątkowe – po uiszczeniu określonej kwoty poręczenia. I tak Andrzej Z. ps. Słowik miał zapłacić 400 tys. zł, Leszek D. ps. Wańka – 200 tys. zł, Janusz P. ps. Parasol – 120 tys. zł, Krzysztof O. ps. Kręcony – 150 tys. zł. Termin uiszczenia poręczeń minął 6 grudnia. Do tego dnia, tylko za Leszka D. wpłacono wymaganą sumę i odzyskał on wolność.

Sprawę warunkowego uchylenia aresztów ujawnił 20 listopada portal tvp.info. Co ciekawe, sędzia Ptasiewicz uważany jest przez stołecznych prokuratorów za „dobrego i rzetelnego” przedstawiciela Temidy.

Powrót do przeszłości

Portal tvp.info opisywał część przestępstw, za które mają odpowiedzieć pruszkowscy mafiosi. Jednym z nich była próba wymuszenia miliona złotych haraczu od jednego z przedsiębiorców we wrześniu 2014 r. Zmuszanie biznesmenów do przekazywania gangsterom firm czy płacenia „za ochronę”, to rzeczywistość lat 90. Wtedy to niewiele osób decydowało się na współpracę z wymiarem sprawiedliwości. W XXI wieku wiele się zmieniło. Zastraszany przez bossów przedsiębiorca nie bał się zawiadomić policji.

Mafiosi odpowiedzą także za przestępstwo, o którym zapewne woleliby zapomnieć. Według prokuratury w czerwcu 2016 r. chcieli okraść rosyjskich gangsterów handlujących narkotykami, ale pomylili samochody i napadli na ojca z dwoma synami. W ataku mieli wziąć udział: „Słowik”, „Wańka” wraz z synem Adamem K. oraz „Parasol”. Bossowie usłyszeli prokuratorskie zarzuty uszkodzenia ciała i usiłowania rozboju. Gangsterzy twierdzą, że są niewinni.

W 2016 r. grupa pruszkowska zrabowała kilkadziesiąt kilogramów bursztynu o wartości 440 tys. zł, ukradła także dwóm kolekcjonerom zegarki o łącznej wartości ponad miliona złotych.

„Pruszków” bierze się za VAT

Według prokuratury nowy gang „Słowika”, bo to jego śledczy wskazują jako lidera grupy, działał od września 2014 r. do września 2018 r. Przez kilkanaście ostatnich miesięcy boss kierował nim zza krat, m.in. przy pomocy swojej konkubiny. Gang miał zajmować się przestępstwami gospodarczymi, oszustwami podatkowymi, rozbojami, handlem narkotykami czy podrabianiem dokumentów. Śledczy zarzucają także gangsterom handel kokainą.

Na trop pruszkowskich gangsterów wpadli funkcjonariusze CBŚP i śledczy prokuratury regionalnej ze Szczecina, rozpracowując grupę, która wyłudzała podatek VAT. Na jej czele miał stać Sebastian W. Gang działał w latach 2012-2107, a na jego działalności Skarb Państwa miał stracić blisko 193 mln zł.

Z grupą tą, zdaniem śledczych, związali się w 2013 r. „Słowik” i „Wańka”. – Ich rola polegała na zapewnianiu środków pieniężnych w funkcjonowanie tej grupy, zapewnianiu ochrony interesów majątkowych grupy, w tym związanych z rozliczeniami na tle konfliktów z innymi grupami przestępczymi – poinformowała Prokuratura Regionalna w Szczecinie po skierowaniu akt oskarżenia w listopadzie 2018 r.

Drugi gang rozpracowany przez śledczych to już typowa gangsterska ekipa, na czele której miał stać Andrzej Z. ps. Słowik. W jej skład wchodzili m.in. Leszek D. ps. Wańka, Janusz P. ps. Parasol, Krzysztof K. ps. Kręcony, Artur R. ps. Pinokio, Adam K. ps. Młody Wańka czy Sebastian F. Do ekipy tej należeli byli członkowie kilku stołecznych gangów poza „Pruszkowem”, m.in. grupy ożarowskiej i mokotowskiej.
Źródło info i foto: TVP.info

Żory: dziadek zgwałcił 12-letnią wnuczkę. Gotowy akt oskarżenia

Do Sądu Rejonowego w Żorach trafił akt oskarżenia przeciwko 58-letniemu mężczyźnie. Według prokuratury zgwałcił on swoją 12-letnią wnuczkę. W przeszłości miał także wykorzystać seksualnie swoją córkę. 30 czerwca ubiegłego roku, 58-latek od rana pił alkohol. W nocy zakradł się do łóżka 12-letniej wnuczki, która nocowała u dziadków. Położył się obok niej i wykorzystał ją seksualnie. Wybudzona ze snu dziewczynka przerażona uciekła do babci – informuje portal nowiny.rybnik.pl.

Dwa dni później rodzice dziewczynki, którzy dowiedzieli się o tym, co się wydarzyło w domu dziadków 12-latki, zawiadomili o wszystkim policję.

– 3 lipca śledczy przeprowadzili pierwsze czynności. Dziewczynkę przesłuchano w obecności biegłego psychologa. Na podstawie zeznań dziecka i opinii specjalisty stwierdzono, że istnieje duże prawdopodobieństwo, że doszło do wykorzystania seksualnego osoby małoletniej – powiedziała portalowi nowiny.rybnik.pl prok. Edyta Hraciuk-Tomecka z Prokuratury Rejonowej w Żorach. Podejrzanego poddano badaniom psychiatrycznym. Stwierdzono, że w momencie popełniania przestępstwa był całkowicie poczytalny.

Mężczyzna – jak informuje portal nowiny.rybnik.pl – przyznał się do winy. Tłumaczył się, że był pijany. Grozi mu od 2 do 12 lat więzienia. – Na procesie wystąpię raczej o karę bliską górnej granicy, bo czyn był drastyczny. Rodzina przeżywa ogromną traumę. Tego rodzaju przestępstwa bolą szczególnie, gdy ich sprawcami są osoby najbliższe – przyznała portalowi prok. Hraciuk-Tomecka.

Według ustaleń „Dziennika Zachodniego”, w trakcie śledztwa także dorosła córka mężczyzny oskarżyła ojca o gwałt, którego miał się na niej dopuścić w latach 90., gdy była jeszcze nieletnia. Mężczyzna początkowo usłyszał zarzut także w tej sprawie, ale ostatecznie ten wątek śledztwa umorzono.

– Sprawę umorzono z powodu przedawnienia – poinformowała prokurator.

58-latek od lipca przebywa w areszcie tymczasowym.
Źródło info i foto: wp.pl

Jest nowy akt oskarżenia wobec Józefa Piniora

Prokuratura przesłała do sądu akt oskarżenia m.in. wobec b. senatora Józefa Piniora dotyczący podejrzeń uzyskania wynagrodzenia za nieprzeprowadzone wykłady oraz podania nieprawdy w oświadczeniach majątkowych – poinformowała w czwartek PAP Prokuratura Krajowa.

Jest to kolejny akt oskarżenia wobec byłego senatora – w lipcu zeszłego roku do sądu trafiło oskarżenie wobec Piniora i czterech innych osób dotyczące podejrzenia popełnienia przestępstw o charakterze korupcyjnym.

Jak przekazała PK, 28 grudnia ubiegłego roku Wielkopolski Wydział Zamiejscowy Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Poznaniu skierował do warszawskiego sądu rejonowego akt oskarżenia wobec Piniora i 15 innych osób.

W tej sprawie b. senator został oskarżony o pięć czynów, które miał popełnić w latach 2013-2015. Chodzi o podejrzenie wyłudzenia 5 tys. zł za nieprzeprowadzone wykłady. „Zarzucono mu doprowadzenie Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego Oddział we Wrocławiu do niekorzystnego rozporządzenia mieniem (…) w kwocie 5 tys. zł. Józef P. czynu tego dopuścił się wspólnie i w porozumieniu z Michałem Sz. Zawarł z nim umowę o dzieło, na mocy której miał przeprowadzić cykl wykładów w ramach podyplomowych studiów na Uniwersytecie Ekonomicznym we Wrocławiu. Jak ustalili prokuratorzy, wykłady te nie zostały przeprowadzone, natomiast P. uzyskał z tego tytułu wynagrodzenie” – poinformowała prokuratura.

Były senator mówił przed rokiem „Głosowi Wielkopolskiemu”, że do tego zarzutu, tak jak i do wcześniejszych, odniesie się w trakcie procesu. W rozmowie z mediami zaprzeczał, by miał dopuścić się jakiegokolwiek przestępstwa.

„Ponadto Józef P. został oskarżony o cztery czyny, które polegały na złożeniu w latach 2013-2015 fałszywych oświadczeń majątkowych zawierających nieprawdziwe dane, co do zobowiązań pieniężnych o wartości powyżej 10 tys. zł. W toku postępowania prokuratorzy ustalili, że P. nie wykazał w oświadczeniach w 2013 i 2014 r. pożyczek w wysokości po 40 tys. zł. Natomiast w dwóch oświadczeniach z 2015 r. nie podał trzech pożyczek w łącznej kwocie 70 tys. zł” – dodała PK. Tymczasem – jak zaznaczyła prokuratura – w tym okresie Pinior jako senator „był zobowiązany do złożenia oświadczenia majątkowego na podstawie ustawy o wykonywaniu mandatu posła i senatora”.

Jak poinformowano – oprócz byłego senatora i Michała Sz. – akt oskarżenia objął także asystenta Piniora Jarosława Wardęgę, któremu zarzucono 11 czynów korupcyjnych i jedno oszustwo, oraz 13 innych osób, które – według prokuratury – miały udzielić asystentowi korzyści majątkowych w zamian za pośrednictwo w załatwieniu spraw.

W odniesieniu do Wardęgi prokuratura podała, że „oskarżony powoływał się na wpływy w instytucjach państwowych i samorządowych, takich jak: Urząd Miejski we Wrocławiu, Urząd Miasta Jeleniej Góry, Urząd Kontroli Skarbowej w Opolu, Zarząd Transportu Miejskiego dla Miasta Stołecznego Warszawy, Agencja Nieruchomości Rolnych Oddział Terenowy we Wrocławiu, Regionalna Dyrekcja Lasów Państwowych we Wrocławiu i inne”. „W toku postępowania prokuratorzy ustalili, że W. podjął się pośrednictwa w załatwieniu prowadzonych przez te instytucje spraw w zamian za korzyści majątkowe w postaci pieniędzy w łącznej kwocie ponad 100 tys. zł” – przekazano.

„W. został ponadto oskarżony o wprowadzenie w błąd dwóch osób i doprowadzenie ich w maju 2014 r. do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w kwocie 3 tys. zł. W zamian za powyższą kwotę zobowiązał się on uzyskać prywatną opinię sądowo-lekarską z dziedziny neurologii, która miała być przedłożona w postępowaniu spadkowym. Prokuratorzy ustalili, że Jarosław W. nie miał możliwości uzyskania takiej opinii” – zaznaczyła PK.

Józef Pinior i Jarosław Wardęga (zgodzili się na podawanie nazwisk) zostali zatrzymani wraz z innymi osobami pod koniec 2016 r. Były senator usłyszał zarzuty korupcji i płatnej protekcji. W grudniu 2016 r. poznański sąd prawomocnie oddalił wniosek prokuratury o jego aresztowanie. Pinior od początku deklaruje, że udowodni w sądzie swą niewinność. – Zrobię wszystko, żeby wyjaśnić wszystkie okoliczności tej sprawy – zapewniał.

W związku z aktem oskarżenia z lipca 2018 r. na 17 grudnia w sądzie rejonowym we Wrocławiu był wyznaczony termin pierwszej rozprawy. Proces jednak nie ruszył, gdyż Wardęga nie odebrał korespondencji sądowej i wypowiedział pełnomocnictwa swoim dotychczasowym obrońcom. Sąd postanowił wyznaczyć datę kolejnego posiedzenia w tej sprawie na 11 lutego.

W tamtej sprawie Pinior został oskarżony o przyjęcie korzyści majątkowej w kwocie co najmniej 40 tys. zł w zamian za załatwienie w Ministerstwie Infrastruktury i Rozwoju oraz w Komendzie Głównej Państwowej Straży Pożarnej w Warszawie korzystnego rozstrzygnięcia sprawy Tomasza G., biznesmena inwestującego na Dolnym Śląsku. Do popełnienia tego przestępstwa miało dojść w 2015 r. O współudział został też oskarżony Wardęga.

Pinior i jego asystent zostali wtedy również oskarżeni o przyjęcie w 2015 r. obietnicy korzyści majątkowej w postaci 20 tys. zł oraz przyjęcie korzyści majątkowej w kwocie odpowiednio 6 tys. zł i 5 tys. zł. Według prokuratury w zamian za te pieniądze oskarżeni podjęli się załatwienia koncesji na wydobywanie kopalin i powoływali się na wpływy w instytucjach państwowych i samorządowych.

Józef Pinior to jeden z historycznych liderów dolnośląskiej Solidarności w latach 80. Po 1989 r. był związany z różnymi formacjami lewicowymi. W latach 1998-1999 był wiceszefem Unii Pracy. W 2004 r. z ramienia Socjaldemokracji Polskiej dostał się do Parlamentu Europejskiego. W 2011 r. jako bezpartyjny kandydat został senatorem z listy PO. Zarówno w PE, jak i w Senacie angażował się m.in. w wyjaśnianie sprawy więzień CIA w Polsce. W 2015 r. przegrał wybory do Senatu.
Źródło info i foto: TVP.info

Włochy: 10 punktów aktu oskarżenia w sprawie Guerlina Butungu

Dziesięć punktów liczy akt oskarżenia w sprawie 20-letniego Kongijczyka Guerlina Butungu, domniemanego szefa gangu, który pod koniec sierpnia napadł na polskich turystów w Rimini – podały włoskie media. Jutro Butungu stanie przed sądem. Wszystko wskazuje na to, że imigrant z Konga, który przed dwoma laty otrzymał prawo pobytu we Włoszech z powodów humanitarnych, zostanie osądzony w błyskawicznym, uproszczonym trybie.

Jego proces rozpocznie się niespełna miesiąc po aresztowaniu. Pod koniec września Butungu zmienił strategię i przyznał się do brutalnego ataku na dwoje Polaków, w tym gwałtu, oraz seksualnej napaści na transseksualistę z Peru. Wcześniej odpierał wszystkie zarzuty. Wytoczenie mu błyskawicznego procesu umożliwił fakt, że przyznał się do winy.

W akcie oskarżenia, oprócz ataku i dwóch gwałtów w nocy z 25 na 26 sierpnia, wymieniono również napaść seksualną na kobietę pochodzenia etiopskiego, partnerkę Włocha z Lombardii. Oboje zostali w nocy z 11 na 12 sierpnia zaatakowani przez ten sam gang, do którego należało także trzech nieletnich – pochodzący z Maroka bracia i Nigeryjczyk. Trójka ta została osadzona w Bolonii i stanie przed trybunałem dla nieletnich.

Guerlin Butungu oskarżony jest także o kradzież zegarka i aparatu fotograficznego należących do dwojga Polaków. Ten czyn został zakwalifikowany jako rozbój z użyciem przemocy, bo Polak został skopany i dotkliwie pobity butelką.

Kolejne punkty aktu oskarżenia dotyczą spowodowania obrażeń ciała u polskiej pary, napaści i rozboju oraz spowodowania obrażeń ciała u transseksualisty z Peru, a także dokonanej przy współudziale trzech nieletnich kradzieży telefonu komórkowego. Wśród zarzutów jest też napad z 11 sierpnia, w trakcie którego Butungu ukradł telefon komórkowy i portfel z 200 euro innemu turyście w Rimini.

Wcześniej, zanim zarzuty zostały rozszerzone o dwa dodane obecnie rozboje, prokuratura informowała, że Butungu teoretycznie grozi kara do około 20 lat więzienia. Guerlin Butungu zostanie przewieziony do sądu w Rimini z więzienia w pobliskim mieście Pesaro. Polskich turystów, którzy po pobycie w szpitalu powrócili do kraju, przed sądem w Rimini reprezentować będzie włoski pełnomocnik.
Źródło info i foto: onet.pl

Dwóch mężczyzn z Göteborga skazanych na dożywocie za terroryzm

Obywatele Szwecji 32-letni Hassan Al-Mandlaw i 30-letni Al Amin Sultan skazani na dożywocie za przestępstwa terrorystyczne po dwóch morderstwach w Syrii.

„Sąd Rejonowy uznał, że prokuratorowi udało się udowodnić, że dwóch oskarżonych mężczyzn wzięło udział w morderstwach i powinni być traktowani jako wspólnicy” – mówi wyroku. Dzisiaj, orzekając w pierwszej szwedzkim przypadku wobec osób podejrzanych o udział w terroryzmu Państwa Islamskiego w Syrii. Dwaj mężczyźni Hassan Al-Mandlaw i Al Amin Sultan zostali oskarżeni o morderstwo i przestępstwa terrorystyczne, morderstwa i zbrodnie prawa międzynarodowego. W Göteborgu sąd wydał wyrok skazujący dwóch mężczyzn na dożywocie za przestępstwa terrorystyczne. Dowody prokuratora podczas procesu wskazały to wideo z wojny w Syrii, na którym widać, jak zamaskowani sprawcy wykonują wyrok na dwóch więźniach przez podcięcie im gardeł. Według aktu oskarżenia jeden film dowodowy łączy obu obywateli Szwecji z morderstwem. – Oni nie trzymał noża, ale jest zamieszany w tę zbrodnię – powiedział Agnetha Hildning Qvarnström podczas procesu w Göteborgu

Brutalne zabójstwo w Rakowiskach – jest akt oskarżenia

To była wyjątkowo bezwzględna i brutalna zbrodnia, dokonana z pełną premedytacją – taki obraz wyłania się z aktu oskarżenia w sprawie Zuzanny N. i Kamila M. To oni w nocy z 12 na 13 grudnia zeszłego roku zamordowali rodziców chłopaka. Prokuratura Okręgowa w Lublinie skierowała do sądu akt oskarżenia przeciwko nastolatkom.

Data zbrodni była dokładnie zaplanowana – 13 grudnia Zuzanna M. miała brać udział w festiwalu poezji w Krakowie. Poznani kilka miesięcy wcześniej ludzie, zapewnili parze transport. Żeby zagwarantować sobie alibi, Kamil N. dojeżdżając do Krakowa wysłał matce SMS-a, że prawie dojechali. Potem Zuzanna M. stwierdziła jednak, że muszą wrócić do Rakowisk po laptopa. Gdy wrócili, wtedy zamordowali śpiących rodziców chłopaka.

Matka i ojciec Kamila N. otrzymali po kilkadziesiąt ciosów nożem. Zabójcy po dokonaniu zbrodni wsiedli do samochodu i ostatecznie pojechali do Krakowa. O tym, że zabiją i w jaki sposób to zrobią, wiedzieli już na przełomie listopada i grudnia. Pod koniec maja biegli uznali, że Kamil N. może odpowiadać przed sądem; chłopak jest w pełni poczytalny. Obserwacja psychiatryczna trwała 8 tygodni. Wcześniej taką samą opinię wydali biegli w sprawie Zuzanny M.

Zuzanna M. i Kamil N. to uczniowie liceów w Białej Podlaskiej. Byli parą. Jak wyjaśniali – rodzice chłopaka nie akceptowali ich związku. Wpadli na pomysł zamordowania małżonków, oglądając filmy przepełnione przemocą i agresją. Badania ich krwi wykazały, że kilka godzin przed zabójstwem zażywali marihuanę. Nie byli pod wpływem alkoholu ani amfetaminy.

Sprawcy zostali oskarżeni o tzw. zabójstwo kwalifikowane, z art. 148 par 3 kk, ze względu na działanie z zamiarem bezpośrednim pozbawienia życia więcej niż jednej osoby – podkreśliła rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Lublinie Beata Syk-Jankowska. Oskarżonym grozi kara od 12 lat więzienia, 25 lat więzienia, albo dożywocie.
Żródło info i foto: RMF24.pl

Gotowy akt oskarżenia dla 63-latka, który podpalił dwie kobiety

Jest akt oskarżenia 63-latka, który pół roku temu podpalił dwie pracownice ośrodka pomocy społecznej w Makowie w Łódzkiem. Obie kobiety zmarły. Mężczyźnie grozi dożywocie. Prokuratorzy uwzględnili w akcie oskarżenia opinię biegłych lekarzy psychiatrów, którzy stwierdzili, że w chwili ataku na kobiety mężczyzna miał częściowo ograniczoną poczytalność. 63-latek może być jednak sądzony za podwójne zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem. Grozi mu dożywocie.

Do tragedii doszło w grudniu ubiegłego roku. Mężczyzna wtargnął na teren Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Makowie z co najmniej trzema plastikowymi pojemnikami z benzyną. Wylał benzynę na urzędniczki, po czym podpalił je. Oskarżony zamknął drzwi od zewnątrz i dodatkowo przytrzymywał je, uniemożliwiając kobietom opuszczenie pokoju. Jedna z kobiet zmarła na miejscu, druga – po trzech dniach – w szpitalu.

Napastnik został szybko zatrzymany i tymczasowo aresztowany. Jak ustalili śledczy, 63-latek doraźnie korzystał z pomocy ośrodka, wnioskował też o umieszczenie go w domu pomocy społecznej. GOPS wydał jednak decyzję odmowną, którą utrzymał w mocy sąd administracyjny. W rozmowie z jednym ze świadków oskarżony żalił się, że ośrodek rzekomo nie chce mu pomóc. Zdaniem śledczych, świadczyć to może, że napastnik działał z premedytacją, realizując z góry założony plan.
Żródło info i foto: RMF24.pl

„Frog” stanie przed sądem

– Prokuratura Okręgowa w Płocku skierowała do sądu akt oskarżenia przeciwko Robertowi N. – poinformował portal tvn24.pl Dariusz Korneluk, szef Prokuratury Apelacyjnej w Warszawie. Frog odpowie m.in. za sprowadzenia bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu lądowym.

W trakcie śledztwa prokuratorzy postawili Robertowi N. ps. „Frog” dwa zarzuty dotyczące sprowadzenia bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu lądowym. Pierwszy dotyczy szaleńczego rajdu po Warszawie, drugi – brawurowej ucieczki przed policją po kieleckiej obwodnicy w lutym ubiegłego roku.

Z nadmierną prędkością

O Frogu zrobiło się głośno, gdy w czerwcu w internecie pojawił się film nagrany kamerą umieszczoną w aucie. Na filmie widać, jak mężczyzna, pędząc ulicami Warszawy, wjeżdża na skrzyżowanie na czerwonym świetle, prowadzi auto z dużą prędkością slalomem między innymi pojazdami, a także ściga się z motocyklistami. W przypadku wcześniejszej jazdy z nadmierną prędkością trasą Jędrzejów-Kielce Robert N. miał zmuszać innych kierowców do gwałtownego zjeżdżania i zmian kierunku jazdy oraz nie reagować na sygnały policji, która chciała go zatrzymać.

Po rajdzie ulicami Warszawy, z którego nagranie trafiło do internetu, Frogiem zainteresowała się policja. Został on zatrzymany w czerwcu w mieszkaniu koło Mielna, gdzie się ukrywał. Podstawą zatrzymania była jednak nie jazda autem, ale podejrzenie o kilka przestępstw kryminalnych, w tym oszustwa i przestępstwa gospodarcze. W tym samym czasie na terenie woj. podlaskiego policja odnalazła i zabezpieczyła bmw, którym Frog jeździł po Warszawie. Ustalono też, że Robert N. wynajmował mieszkanie w Krakowie, gdzie policja znalazła m.in. duplikat prawa jazdy, pałkę policyjną, broń gazową i amunicję.Żródło info i foto: tvn24.pl