Fałszywy alarm bombowy w pociągu

Mężczyzna jadący pociągiem na trasie Gdańsk – Kraków zawiadomił o podłożeniu bomby. Na Dworzec Wschodni w warszawie zostali skierowani pirotechnicy. Okazało się, że alarm był fałszywy. 26-letni mieszkaniec stolicy, który dzwonił na numer alarmowy, został zatrzymany. Jak poinformował rzecznik stołecznej policji nadkom. Sylwester Marczak, do bardzo niebezpiecznej sytuacji doszło w poniedziałek przed południem w jednym z pociągów na trasie Gdańsk – Kraków.

W pewnym momencie jeden z pasażerów zaczął zachowywać się agresywnie. Mężczyzna zaczął wybijać szyby w pociągu. Co spotkało się z reakcją ze strony kierownik pociągu – przekazał rzecznik. Agresor się uspokoił, ale jednocześnie zadzwonił na numer alarmowy, informując o zagrożeniu bombowym.

Zatrzymanie sprawcy

Takie zgłoszenia zawsze traktujemy poważnie. Policjanci na Dworcu Wschodnim zatrzymali mężczyznę, którym okazał się 26-letnim mieszkańcem Warszawy. Skierowani na miejsce pirotechnicy, wykluczyli zagrożenie bombowe – dodał rzecznik warszawskiej policji.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Alarm bombowy na pokładzie samolotu lecącego z Lotniska Chopina do Madrytu

Samolot lecący z portu lotniczego im. Fryderyka Chopina do Madrytu musiał zawrócić do Warszawy. Lotnisko otrzymało informacje o zagrożeniu na pokładzie. Maszyna o 10:27 wylądowała w stolicy.

– Lotnisko Chopina odebrało informację o rzekomym zagrożeniu na pokładzie samolotu lecącego z Warszawy do Madrytu – poinformowały służby prasowe PLL LOT.

Według danych przewoźnika na pokładzie znajdowało się 156 pasażerów i 7 członków załogi. Zgodnie z procedurami podjęto decyzje o powrocie na lotnisko wylotu.

– Samolot zawrócił do Warszawy. Po wymianie załogi i sprawdzeniu bagaży, rejs będzie kontynuowany tym samym samolotem – przekazał PLL LOT.

Przewoźnik zapewnił, że nie było to lądowanie awaryjne, choć podjęto odpowiednie środki bezpieczeństwa.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

ICAO przyjęła raport ws. wymuszonego lądowania samolotu Ryanair. Aresztowano wtedy Ramana Pratasiewicza

Rada Organizacji Międzynarodowego Lotnictwa Cywilnego przekazała swoim 193 państwom członkowskim ustalenia po dochodzeniu w sprawie wymuszonego przez Białoruś lądowania samolotu linii Ryanair w Mińsku w maja 2021 r. W dokumencie stwierdzono m.in., że alarm o bombie na pokładzie samolotu Ryanair był fałszywy.

23 maja 2021 r. białoruskie władze aresztowały lecących tym samolotem niezależnego dziennikarza Ramana Pratasiewicza i jego partnerkę Sofię Sapiegę.

„Rada Organizacji Międzynarodowego Lotnictwa Cywilnego (ICAO) przekazało swój raport ustalający fakty w sprawie wydarzenia dotyczącego lotu FR4978 linii Ryanair w przestrzeni powietrznej Białorusi. Raport przekazano dziś wszystkim 193 państwom członkowskim ICAO, w tym 36 państwom wybranym do Rady ICAO. Przedstawiciele Rady będą formalnie rozważać dalsze działania ICAO w konsekwencji ustaleń raportu podczas spotkania planowanego obecnie na 31 stycznia br.” – poinformowało w poniedziałek biuro prasowe Sekratariatu Generalnego ICAO. 

ICAO: alarm o bombie w samolocie był fałszywy

„Ponieważ ani bomba, ani (jakikolwiek) dowód na jej istnienie nie zostały znalezione podczas inspekcji samolotu przed wylotem z Aten w Grecji, ani podczas przeszukań na Białorusi i Litwie, uważa się, że zagrożenie wybuchem bomby było z założenia fałszywie” – napisano w raporcie, do którego uzyskała dostęp PAP.

Zespół dochodzeniowy ustalający fakty (Fact-Finding Investigation Team – FFIT) opisał wydarzenia, które rozpoczęły się od informacji przekazanej lotowi Ryanair w niedzielę 23 maja 2021 r., chwilę po wejściu lecącego z Aten do Wilna samolotu w przestrzeń powietrzną Białorusi. O 12:30 czasu lokalnego pilot lotu FR4978 usłyszał od kontrolera w Mińsku: „dostaliśmy informację od służb specjalnych, że macie bombę na pokładzie i że może ona zostać aktywowana nad Wilnem” – wynika z transkryptu.

O godzinie 12:25, według władz białoruskich, lotnisko w Mińsku miało otrzymać na ogólną skrzynkę mail w języku angielskim: „My, żołnierze Hamasu, żądamy, by Izrael zaprzestał ognia w Strefie Gazy. Żądamy, by Unia Europejska porzuciła poparcie dla Izraela w tej wojnie. Wiemy, że uczestnicy Delphi Economic Forum wracają do domu 23 maja lotem FR4978. W tym samolocie została umieszczona bomba. Jeśli nie zrealizujecie naszych żądań, bomba wybuchnie 23 maja nad Wilnem. Allahu Akbar”.

Pilot Ryanair podjął decyzję o lądowaniu w Mińsku. Z samolotu wyprowadzono pasażerów, jednym z nich był zaaresztowany wówczas dziennikarz Roman Pratasewicz.

Raport ICAO zwraca uwagę na niejasności i braki w informacjach

Liczący 62 strony raport przedstawia sekwencję zdarzeń, analizę, odniesienia do prawa międzynarodowego oraz konkluzje i wskazania brakujących informacji. Dane przekazało dziesięć państw: Białoruś, Bułgaria, Grecja, Irlandia, Litwa, Niemcy, Polska, Rumunia, Ukraina i Wielka Brytania, a także m.in. organizacje lotnicze.

Raport zwrócił uwagę na niejasności i braki w informacjach. Np. w Mińsku prowadzący dochodzenie nie mieli możliwości rozmowy z kontrolerem lotu, który nadzorował lot Ryanair. „Władze Białorusi poinformowały Zespół, że osoba ta nie wróciła do pracy po wakacjach letnich i nie ma informacji o miejscu jej pobytu, ani możliwości kontaktu”.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Alarm bombowy w kilkudziesięciu wrocławskich szkołach i przedszkolach

Do kilkudziesięciu placówek edukacyjnych w mieście przyszedł e-mail z groźbą zdetonowania „bomby koncentrycznej”. Policja ustala, kto może stać za korespondencją. Jego autor przedstawiał się jako „inżynier CERT Polska”. Przypomnijmy, że to nazwa zespołu powołanego do reagowania na zdarzenia naruszające bezpieczeństwo w internecie. 

– Potwierdzam, że dyrektorzy kilkudziesięciu wrocławskich placówek edukacyjnych dostali wiadomość drogą mailową, że na terenie ich przedszkola albo szkoły podstawowej może się znajdować ładunek wybuchowy – powiedział w rozmowie z „Wyborczą” asp. sztab. Łukasz Dutkowiak z zespołu prasowego Komendy Miejskiej Policji we Wrocławiu.

Funkcjonariusz przyznał, że policja „w tej chwili sprawdza te miejsca” i że do godz. 11:20 tylko w jednej z placówek zarządzono ewakuację. – Tylko jedną nam zgłoszono. Pamiętajmy, że taką decyzję podejmują indywidualnie dyrektorzy – dodał Dutkowiak. 
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Po pięciu godzinach negocjacji policja ujęła mężczyznę, który groził detonacją bomby przed budynkiem Biblioteki Kongresu USA

Po pięciu godzinach intensywnych negocjacji, policja Kapitolu ujęła mężczyznę, który groził detonacją bomby przed budynkiem Biblioteki Kongresu USA. Przypomnijmy, że w czwartek rano przed budynkiem Biblioteki Kongresu pojawił się czarny pickup bez tablic rejestracyjnych. Jego kierowca twierdził, że w samochodzie znajduje się bomba, którą zamierza wysadzić.

Mężczyzna zażądał rozmowy z prezydentem USA Joe Bidenem i zapowiedział nadejście „rewolucji”. Swoje działania relacjonował w mediach społecznościowych, ale film został już usunięty z Facebooka.

Po 5 godzinach negocjacji z tamtejszą policją, udało się ująć 49-letniego kierowcę. To Floyd Ray Rosenberry z Karoliny Południowej. Jak przekazał szef policji Kapitolu Tom Manger, nie wiadomo jeszcze, czy w pojeździe były środki wybuchowe. Jak poinformował, potencjalny zamachowiec zmagał się jednak z problemami osobistymi, w tym ze śmiercią w rodzinie.

Rosenberry przez długi czas prowadził na Facebooku relację na żywo z incydentu. Jak przekonywał, Joe Biden „zabija kraj”. Mężczyzna twierdził też, że nie działa sam i zawarł porozumienie z innymi „patriotami”.

W rozmowach z funkcjonariuszami miał grozić, że jeśli zostanie zastrzelony, ładunek wybuchowy w jego samochodzie zniszczy dużą część Waszyngtonu.
Źródło info i foto: wp.pl

Ewakuacja Biblioteki Kongresu w Waszyngtonie w związku z podejrzeniem bomby

Policja Kapitolu w Waszyngtonie poinformowała w czwartek, że mężczyzna, który groził detonacją bomby pod budynkiem Biblioteki Kongresu USA, poddał się po pięciu godzinach negocjacji i jest pod nadzorem policji. Mężczyzna został zidentyfikowany jako 49-letni Floyd Ray Rosenberry z Karoliny Południowej.

W czwartek rano czasu miejscowego podjechał czarnym pick-upem pod budynek Biblioteki Kongresu USA, twierdząc, że ma bombę złożoną z azotanu amonu, która jest w stanie wysadzić w powietrze dwie przecznice. Jednocześnie twierdził, że może ona wybuchnąć tylko, jeśli on sam zostanie zastrzelony.

Szef Policji Kapitolu Tom Manger poinformował, że nie wie jeszcze, czy w pojeździe były środki wybuchowe. Dodał, że mężczyzna zmagał się z problemami osobistymi, w tym ze śmiercią w rodzinie.

Z transmisji wideo, którą zamieścił w internecie, nie wynika konkretny motyw, którym mógłby się kierować. Mężczyzna domagał się rozmowy z Bidenem, mówił o rozpoczynającej się „rewolucji”, sugerował też, że działa w porozumieniu z innymi „patriotami”.

– Zastrzelicie mnie, to 2,5 przecznicy wyleci w powietrze. Zacznie się rewolucja. Ona tu już jest – mówił w nagraniu. Twierdził, że „Demokraci zabijają Amerykę” i zdawał się domagać się bombardowania Afganistanu.

W reakcji na jego groźby ewakuowano część budynków należących do kompleksu Kapitolu i Biblioteki Kongresu. Osobom przebywającym w innych budynkach w okolicy polecono ukrycie się w swoich biurach.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Alarm bombowy na pokładzie samolotu Ryanair lecącym z Dublina do Krakowa

– W samolocie Ryanaira lecącym z Dublina do Krakowa i zmuszonym w niedzielę wieczorem do lądowania w Berlinie nie wykryto żadnego niebezpieczeństwa – poinformowała AFP rzeczniczka berlińskiej policji. Pasażerowie – zapasowym samolotem – wylądowali w Polsce o 4:30 – ustalił Polsat News.

– Policja w trakcie badania samolotu nie wykryła żadnego niebezpieczeństwa – powiedziała agencji AFP rzeczniczka berlińskiej policji.

– Pasażerowie mogli wznowić lot do Polski na pokładzie zapasowego samolotu – dodała, nie podając żadnych szczegółów na temat przyczyn awaryjnego lądowania.

Według dziennika Bild Zeitung było to zagrożenie bombowe, które w związku z tym okazało się bezpodstawne.

Awaryjne lądowanie

Samolot przewożący 160 osób wylądował o godzinie 20:08 czasu lokalnego (18:08 GMT) na pasie startowym lotniska Berlin-Brandenburg, na południu stolicy Niemiec. Jak podają niemieckie media, bagaż pasażerów został umieszczony na płycie lotniska w celu przeszukania przez psy, a samolot otoczony był licznymi wozami policyjnymi i strażackimi.

– Samolot firmy Ryanair poprosił o awaryjne lądowanie i natychmiast uzyskał zezwolenie – powiedział dziennikowi Bild rzecznik lotniska Jan-Peter Hack, wyjaśniając, że pasażerowie zostali wprowadzeni do terminalu, gdzie otrzymali posiłek i napoje.

W lipcu 2020 roku samolot Ryanair lecący na tej samej trasie Dublin-Kraków musiał awaryjnie lądować w Londynie w następstwie zgłoszenia zagrożenia bombowego, które również okazało się bezpodstawne.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Z kolegami chciał zabić ojca dla pieniędzy. Planowali podłożyć bombę w szpitalu

Dla pieniędzy był w stanie posunąć się do najgorszych rzeczy, nawet zabić własnego ojca. Razem z kolegami próbował go otruć, dotkliwie pobili, a nawet wywołali alarm bombowy. Mężczyzna kilka razy uszedł z życiem. Trójka oprawców wkrótce odpowie za usiłowanie zabójstwa. Dwóch z nich ma jeszcze na sumieniu inną zbrodnię. Wcześniej zabili innego mężczyznę, a jego ciało ukryli pod podłogą altanki działkowej. Grozi im dożywocie.

Prokuratura Okręgowa w Szczecinie zakończyła śledztwo w sprawie dramatycznych zdarzeń, do których doszło na Wyspie Puckiej w Szczecinie. Według ustaleń prokuratury, jeden z podejrzanych, w celu przejęcia majątku swojego ojca, wspólnie z innymi osobami mężczyznami podjął działania mające doprowadzić do jego śmierci.

– W tym celu najpierw z jednym z podejrzanych dodawał do posiłków przyrządzanych i dostarczanych pokrzywdzonemu substancje toksyczne, które miały go otruć, a gdy to nie odniosło pożądanego skutku zlecił zabójstwo ojca innemu podejrzanemu – informuje Alicja Macugowska-Kyszka z Prokuratury Okręgowej w Szczecinie. – Podejrzani opracowali wspólnie plan, w którym każdy z nich otrzymał określone zadania, przy czym uległ on zmianie w związku z niewywiązaniem się przez jednego z nich przydzielonej mu roli.

Jak dodaje rzeczniczka prokuratury, pokrzywdzony mężczyzna został napadnięty przez jednego z podejrzanych, który nieustalonym narzędziem uderzył go w głowę powodując obrażenia ciała w postaci wieloodłamowego złamania kości ciemieniowej z licznymi przemieszczeniami fragmentów kostnych, wyciekiem płynu mózgowego, krwiakiem przymózgowym oraz rozległym krwiakiem wewnątrzczaszkowym, w następstwie których doszło u niego do choroby realnie zagrażającej życiu, przy czym zamierzonego celu nie osiągnięto z uwagi na udzieloną pokrzywdzonemu pomoc medyczną i podjęte skuteczne leczenie.

Bomba w szpitalu

Mężczyźni, w związku z nieosiągnięciem zamierzonego celu, planowali uskutecznić swój plan i ponowić próbę zabójstwa mężczyzny, gdy ten przebywał w szpitalu.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Warszawa: Alarm bombowy na Okęciu

W niedzielę wieczorem na warszawskie Okęcie przyleciał samolot ze Stambułu. Po wylądowaniu służby otrzymały informację, że na pokładzie może być ładunek wybuchowy. Jak się okazało, była to fałszywa wiadomość. Pasażerowie przez cały czas nie wiedzieli, co się dzieje, a o alarmie bombowym dowiedzieli się z internetu. – To nie taka powinna być kolej komunikowania – mówi w rozmowie z Onetem Łukasz Wingert, jeden z uczestników lotu.

– To był lot ze Stambułu do Warszawy. Było sporo ludzi, pokład zapełniony był w ponad połowie. Lot przebiegał spokojnie i gdy wylądowaliśmy w Polsce ok. 17.30, to nic nie wskazywało na to, że coś mogło ewentualnie pójść nie tak. Pierwsze sygnały tego, że mamy do czynienia z niecodzienną sytuacją, zauważyliśmy po tym, gdy przez 40 min. w kółko jeździliśmy po płycie lotniska – mówi Łukasz Wingert.

Polak przyznaje, że po wylądowaniu, pasażerowie wstali, zabrali bagaże i byli gotowi do wyjścia, jednak przez ponad pół godziny nie zostali wypuszczeni z samolotu. – Jeszcze w tamtym momencie sądziłem, że może mieć to związek z obostrzeniami dotyczącymi koronawirusa. Przez ostatni miesiąc przebywałem w Meksyku, więc nie byłem pewien jak wygląda teraz kwestia kontroli i ten przedłużony czas w samolocie tożsamy był dla mnie z koronawirusowymi procedurami. Chociaż nie powiem – pięć wozów strażackich, 20 ambulansów, straż graniczna i 10 radiowozów policji, wydało mi się bardzo dziwne i niepokojące – dodaje.

– Z samolotu wyprowadzili nas wprost do autobusów. Z daleka było widać karetki, policję. Obserwowali nas i robili przy tym zdjęcia. Potem zawieźli nas do jakiegoś pomieszczenia na terenie lotniska, to chyba była sala vipów na Okęciu. Przez dwie godziny nikt nie mówił nam, o co chodzi – mówi mężczyzna.

Łukasz Wingert przyznaje, że początkowo wszyscy sądzili, że być może jest to standardowa procedura w związku ze zwiększonymi obostrzeniami dotyczącymi COVID-19. – Jeszcze w samolocie wypełnialiśmy formularze dotyczące tego, czy mieliśmy kontakt z osobami zakażonymi itp., dlatego wiedzieliśmy, że jest do tego przywiązana bardzo duża uwaga – dodaje.

– Pierwsza czerwona lampka pojawiła się, gdy wręczono nam do wypełnienia formularze dotyczące bagażu. Wtedy zdałem sobie sprawę, że cała ta akcja może mieć związek z podejrzeniem przemytu narkotyków czy właśnie przewożenia materiałów wybuchowych – mówi nam pasażer feralnego lotu.

Łukasz Wingert mówi, że pracownicy lotniska cały czas utrzymywali, że nie wiedzą, o co chodzi. – Około 20.15 dostałem SMS od mojego taty, że w mediach pojawiła się informacja o tym, że w samolocie lecącym ze Stambułu może być bomba. Uważam, że to było bardzo słabe, że o potencjalnym zagrożeniu bombowym dowiedziałem się z internetu, a nie od straży granicznej czy ludzi, którzy się nami opiekowali na lotnisku – przyznaje.

Polak zaznacza, że po ponad dwóch godzinach oczekiwania na jakąkolwiek informację, ludzie byli bardzo zmęczeni. – Tym lotem przyleciało do Polski bardzo dużo ludzi z Afryki, część z nich nie znała ani polskiego, ani angielskiego. Gdy przekazałem im informację o tym, że cała ta sytuacja ma związek z podejrzeniem obecności bomby na pokładzie samolotu, ludzie zaczęli się modlić, wznosić wzrok do góry i dziękować za to, że są bezpieczni. Wszyscy byli w ogromnym szoku. Policja wtedy też zaczęła sprawdzać dowody, pytać co przewozimy i czy wiemy coś na temat tego zagrożenia bombowego – mówi Łukasz Wingert.

Jeśli chodzi o działanie lotniska, Łukasz Wingert przyznaje, że widać było, że takie sytuacje nie zdarzają się często. – Wszyscy biegali i miałem wrażenie, że sami nie wiedzieli w którą stronę. Chociaż w momencie, gdy prawdopodobnie już zostało potwierdzone, że nie ma zagrożenia, to wszystko przebiegało bardzo płynnie. W końcu zaczęli wypuszczać nas dwójkami. Jakby kontroli było mało, to ja jeszcze zostałem zatrzymany na kontrolę celną – mówi.

– To wszystko trwało bardzo długo, bo wylądowaliśmy o 17.30, a nasze bagaże wyjechały o 22.10. Szczęście w nieszczęściu, można powiedzieć. Dobrze, że nic się nie stało, ale nie była to przyjemna sytuacja. Dla mnie najbardziej bulwersujące jest to, że o wszystkim, co się z nami działo, dowiedzieliśmy się jako ostatni. Najpierw informacja poszła do mediów, a dopiero potem do nas. To nie taka powinna była być kolej komunikowania – podsumowuje Łukasz Wingert.
Źródło info i foto: onet.pl

Holandia: Ewakuowano gmach parlamentu w Hadze. Fałszywy alarm bombowy

Holenderska policja ewakuowała w czwartek gmach parlamentu w Hadze i odgrodziła jego teren po informacji o podłożeniu tam bomby. Po sprawdzeniu terenu funkcjonariusze oznajmili, że był to fałszywy alarm. Do ewakuacji doszło przed godz. 18, tuż przed konferencją prasową na temat powyborczych rozmów koalicyjnych w sprawie sformowania nowego rządu. Po nieco ponad godzinie poszukiwań policja poinformowała, że nie znalazła żadnych podejrzanych przedmiotów, a informacje o bombie były fałszywym alarmem.
Źródło info i foto: Dziennik.pl