Prokuratura chce dla Jakuba Żulczyka pięciu miesięcy prac społecznych. Chodzi o znieważenie prezydenta

Na 10 stycznia Sąd Okręgowy w Warszawie wyznaczył wyrok w procesie pisarza Jakuba Żulczyka oskarżonego o znieważenie prezydenta Andrzeja Dudy. Prokuratura domaga się przeprosin oraz pięciu miesięcy ograniczenia wolności w postaci prac społecznych; obrona chce uniewinnienia. Sprawa dotyczy wpisu na portalu społecznościowym z listopada 2020 r., w którym – komentując wpis prezydenta Andrzeja Dudy po wyborach prezydenckich w USA – Żulczyk nazwał go „debilem”. Śledztwo w tej sprawie rozpoczęło się po zawiadomieniu osoby prywatnej. Akt oskarżenia wpłynął do warszawskiego Sądu Okręgowego pod koniec marca ub.r.

Na pierwszej, listopadowej rozprawie pisarz nie przyznał się do zarzutu znieważenia prezydenta. Tłumaczył, że wpis miał być wyrazem krytyki i zaniepokojenia działaniami Andrzeja Dudy – te, zdaniem Żulczyka, „narażały na szwank międzynarodową reputację Polski”.

W środę w charakterze świadka sąd przesłuchał językoznawcę Michała Rusinka, który sporządził opinię filologiczną dotyczącą wpisu Żulczyka. Jak przekonywał, wpis należy potraktować w kategorii felietonu nacechowanego hiperbolizacją. Podkreślał też, że dla formy tej charakterystyczna jest subiektywna ocena sprawy przez autora. Po krótkim przesłuchaniu proces zakończył się, a strony przeszły do wygłaszania mów końcowych.

Pierwsza głos zabrała prokuratura, która wniosła o wymierzenie pisarzowi kary 5 miesięcy ograniczenia wolności w postaci wykonywania prac społecznych w wymiarze 20 godzin miesięcznie. Oprócz tego – po uprawomocnieniu się wyroku – Żulczyk miałby opublikować przeprosiny na Facebooku. Jak wskazano, powinny tam widnieć co najmniej przez miesiąc.

– Trzeba przyznać, że prezydent jest często narażony na ostrzejszą krytykę niż inne osoby niebędące osobami publicznymi. Nie oznacza to, że może być ona dowolna i bez ograniczeń – argumentowano. Zdaniem prokuratury nie można twierdzić, że pociągnięcie Żulczyka do odpowiedzialności karnej ogranicza jego wolność słowa, bowiem w sprawie nie chodzi o samą krytykę, a o sposób jej wyrażenia. W opinii prokuratora wyrok uniewinniający będzie oznaczał zgodę na wulgaryzację debaty publicznej.

Obrona przekonywała natomiast, że do znieważenia prezydenta w ogóle nie doszło, a Żulczyk powinien być uniewinniony. Adwokaci zwracali uwagę na znikomą szkodliwość społeczną czynu oraz fakt, że do skazań w sprawach o znieważenie głowy państwa dochodziło, gdy obelżywe słowa padły bez żadnego kontekstu. Jak wskazywali, pisarz ewentualnie mógłby być oskarżony o zniesławienie, które jest ścigane z oskarżenia prywatnego.

– Jeśli rzeczywiście prezydent Andrzej Duda czuje się pomówiony przez Jakuba Żulczyka o to, że intelektualnie nie dorasta do funkcji prezydenta, to ma ku temu specjalny tryb. Nie ma jednak podstaw do tego, by urząd prokuratorski, w imieniu Rzeczypospolitej, oskarżał Jakuba Żulczyka o znieważenie głowy państwa – mówił mec. Krzysztof Nowiński.

„To nie jest napis na płocie”

– „Andrzej Duda jest debilem” to nie jest napis na płocie, to nie jest napis na murze Pałacu Prezydenckiego – wskazywał z kolei inny z obrońców mec. Grzegorz Kucharski. Jak mówił, chodzi o fragment dłuższej, choć „mocno krytycznej wypowiedzi”. – Prokuratura nie ma racji w tym, że to sformułowanie jest wyjęte z kontekstu – podkreślił. Jak wskazał, kontekstem jest postępowanie prezydenta Andrzeja Dudy w związku z wygranymi wyborami prezydenckimi przez obecnego prezydenta USA Joe Bidena.

Sam Żulczyk podkreślił natomiast, że jego krytyczny stosunek do obecnych władz do Polsce nie jest tajemnicą, jednak to, czy „prezydent Duda jest osobą bardziej mądrą czy mniej mądrą”, niekoniecznie ma znaczenie dla jego sprawy. Jak wskazywał, znaczenie ma za to „możliwość krytyki i władzy i wyrażania sprzeciwu”.

– Jakie mamy możliwości działania, kiedy władza zachowuje się źle, głupio, kiedy kłamie? Czy władza może nas pouczać, w jaki sposób możemy ją krytykować? – pytał. Podkreślił przy tym, że w żaden sposób nie czuje się osobą prześladowaną, bo byłoby to obraźliwe w stosunku do ludzi, którzy faktycznie cierpią z tego powodu.

– Moją sprawę traktuję bardziej jako kłopot – trochę śmieszny, trochę straszny, a trochę istotny. Istotny, gdyż wierzę, że ta sprawa jest pewnym papierkiem lakmusowym, jednym z wielu drobnych testów, podczas których sprawdzamy jako społeczeństwo nasze możliwości obywatelskiego oporu – mówił.

 – Stojąc przed sądem za słowa, które napisałem na Facebooku, czuję się jak poddany, jak petent, jak członek ciemnego ludu, który władzę ma jedynie wielbić, bo od tego władza przecież jest. Nie uważam tak. W demokratycznym społeczeństwie (…) to władza jest dla nas, ma nas reprezentować, ma nam pomagać, a my mamy prawo, nawet obowiązek reagowania, gdy ta władza działa przeciwko naszym interesom – nawet kosztem bon tonu, savoir vivre’u, ładnej polszczyzny i dobrego wychowania – podsumował pisarz.

Wpis Jakuba Żulczyka

Po wyborach prezydenckich w USA w 2020 r. prezydent Andrzej Duda napisał na Twitterze: „Gratulacje dla Joe Bidena za udaną kampanię prezydencką; w oczekiwaniu na nominację Kolegium Elektorów Polska jest zdeterminowana, by utrzymać wysoki poziom i jakość partnerstwa strategicznego z USA”. Wpis ten skomentował pisarz Jakub Żulczyk.

„Nigdy nie słyszałem, aby w amerykańskim procesie wyborczym było coś takiego, jak »nominacja przez Kolegium Elektorskie«. Biden wygrał wybory. Zdobył 290 pewnych głosów elektorskich, ostatecznie, po ponownym przeliczeniu głosów w Georgii, zdobędzie ich zapewne 306, by wygrać, potrzebował 270. Prezydenta-elekta w USA »obwieszczają« agencje prasowe, nie ma żadnego federalnego, centralnego ciała ani urzędu, w którego gestii leży owo obwieszczenie. Wszystko co następuje od dzisiaj – doliczenie reszty głosów, głosowania elektorskie – to czysta formalność. Joe Biden jest 46 prezydentem USA. Andrzej Duda jest debilem” – napisał na Facebooku.

Pisarz oskarżony jest z art. 135 par. 2 Kodeksu karnego, który przewiduje karę do 3 lat więzienia. Sąd wyznaczył termin wydania wyroku na przyszły poniedziałek, 10 stycznia.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Będzie komisja śledcza w „sprawie Pegasusa”?

„Uważam, że jeżeli takie twierdzenia się pojawiają, to sprawa wymaga wyjaśnienia; od tego jest parlament, żeby tego typu sprawy były wyjaśniane w parlamencie” – powiedział prezydent Andrzej Duda, odnosząc się do sprawy Pegasusa. Nie wykluczył, że tą sprawą powinna się zająć komisja śledcza.

Prezydent był w poniedziałek gościem Polsat News oraz portalu interia.pl. W internetowej części rozmowy Andrzej Duda został zapytany o sprawę oprogramowania Pegasus, którym – według amerykańskiej agencji prasowej Associated Press – inwigilowany był senator KO Krzysztof Brejza, adwokat Roman Giertych i prokurator Ewa Wrzosek. – Od tego jest parlament, żeby tego typu sprawy były wyjaśniane w parlamencie – ocenił prezydent.

Podczas rozmowy nie wykluczył, że tą sprawą powinna się zająć komisja śledcza. – Jeżeli taka będzie decyzja posłów, jeżeli taka będzie decyzja parlamentu, jeżeli są takie twierdzenia. Nic nie słyszałem, żeby były jakiekolwiek dowody na tę okoliczność, żeby była jasność. Ja żadnego dowodu na tę okoliczność nie widziałem i mogę z całą odpowiedzialnością powiedzieć, że nigdy nie miałem żadnej korespondencji w tej sprawie. Nigdy nikt ze mną na ten temat nie rozmawiał, w związku z powyższym jestem za tym, żeby absolutnie te sprawę wyjaśnić – podkreślił.

– Uważam, że jeżeli takie pojawiają się twierdzenia, to sprawa wymaga wyjaśnienia. Zwłaszcza, jeżeli tego typu twierdzenia dotyczą prokuratora, który prowadził jakąś sprawę. Zdumiewające były te informacje dla mnie, bo tak jak mówię, ja nigdy o tym nie słyszałem i nigdy też nie miałem żadnych dokumentów, które o czymś takim mogłyby stanowić, w związku z powyższym uważam, że sprawę trzeba wyjaśnić, skoro takie twierdzenia są – zaznaczył.

Na pytanie czy powinna się tą sprawą zająć komisja ds. służb specjalnych czy komisja śledcza powiedział, żeby „zostawić to Sejmowi i posłom, bo to oni zdecydują”.

– Powtarzam jeszcze raz. Jest chociażby w Sejmie komisja do spraw służb specjalnych, która – jeżeli są wątpliwości – w pierwszej kolejności mogłaby się tym zająć – dodał prezydent.

Amerykańska agencja prasowa Associated Press podała, że działająca przy Uniwersytecie w Toronto grupa Citizen Lab poinformowała, że senator KO Krzysztof Brejza był w 2019 roku inwigilowany za pomocą opracowanego przez izraelską spółkę NSO Group oprogramowania Pegasus. Według Citizen Lab do telefonu Brejzy włamywano się 33 razy w okresie od 26 kwietnia 2019 r. do 23 października 2019 r. Wcześniej Citizen Lab informowała, że inwigilowani przy pomocy Pegasusa mieli być także adwokat Roman Giertych i prokurator Ewa Wrzosek.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Abp. Sławoj Leszek Głódź nie straci państwowych orderów. „Jednogłośna” decyzja kapituły

Nie będzie wniosku do prezydenta Andrzeja Dudy o odebranie abp. Sławojowi Leszkowi Głódziowi państwowych odznaczeń. Tak zdecydowała Kapituła Orderu Odrodzenia Polski – informuje „Gazeta Wyborcza”.

29 marca Nuncjatura Apostolska w Polsce wydała specjalny komunikat dotyczący arcybiskupa seniora Sławoja Leszka Głódzia. Watykan zdecydował się nałożyć na duchownego nakaz zamieszkania poza terenem archidiecezji gdańskiej. Zakazał mu również uczestniczenia w jakichkolwiek publicznych celebracjach religijnych i spotkaniach świeckich na terenie archidiecezji gdańskiej oraz polecił wpłacić z osobistych funduszy odpowiedniej sumy na rzecz Fundacji św. Józefa, z przeznaczeniem na działalność prewencyjną i pomoc ofiarom nadużyć. Kary te związane są z tuszowaniem nadużyć seksualnych na terenie podległych mu diecezji.

W kwietniu Kapituła Orderu Odrodzenia Polski wystąpiła do Nuncjatury Apostolskiej o przekazanie materiałów w sprawie zarzutów o ukrywanie przez arcybiskupa przestępstw seksualnych popełnianych przez księży. Jak dowiedziała się trójmiejska „Gazeta Wyborcza”, na niejawnym posiedzeniu kapituła zdecydowała, że nie wystąpi do prezydenta o pozbawienie Głódzia państwowych odznaczeń. Nuncjusz apostolski w Polsce abp Salvatore Pennacchio – jak ustaliła „Wyborcza” – przesłał bowiem lakoniczne pismo, w którym wyraził stanowisko, że zasług, za które duchowny został wyróżniony, nie należy łączyć ze sprawami oskarżeń o tuszowanie przestępstw seksualnych.

„Kapituła Orderu Odrodzenia Polski jednogłośnie postanowiła nie występować z wnioskiem do prezydenta w trybie art. 36 ustawy o orderach i odznaczeniach o pozbawienie pana arcybiskupa Głódzia wcześniej nadanego orderu” – poinformował „Wyborczą” prof. Wiesław Johann, kanclerz kapituły.

Przypomnijmy, to prezydent może podjąć decyzję o pozbawieniu orderu lub odznaczenia. Następuje to w dwóch przypadkach: jeżeli nadanie orderu lub odznaczenia nastąpiło w wyniku wprowadzenia w błąd lub osoba odznaczona dopuściła się czynu, wskutek którego stała się niegodna wyróżnienia. Może to zrobić z własnej inicjatywy lub na wniosek kapituły. Oznacza to, że nic jeszcze nie jest przesądzone w tej sprawie, ponieważ opinia kapituły jest tylko sugestią dla głowy państwa.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Andrzej Duda potępił zamachy w Kabulu

Polski prezydent potępił zamachy terrorystyczne w Kabulu i zapewnił o wsparciu dla „amerykańskich i afgańskich przyjaciół”. Wyraził także współczucie dla bliskich ofiar zamachów. W ataku, za które odpowiedzialność wzięło tzw. Państwo Islamskie, zginęło co najmniej 90 osób, w tym 13 amerykańskich żołnierzy.

Prezydent Andrzej Duda potępił zamach terrorystyczny przed lotniskiem w Kabulu i wyraził solidarność z Amerykanami i Afgańczykami. Co najmniej 90 osób zginęło, a ponad 150 zostało rannych w wyniku eksplozji w pobliżu lotniska w Kabulu. Wśród ofiar jest 13 amerykańskich żołnierzy. Talibowie poinformowali, że zginęło też co najmniej 28 bojowników.

„Potępiam w najostrzejszy sposób ohydne ataki na lotnisku w Kabulu, które skutkowały dziesiątkami ofiar, w tym żołnierzami naszej sojuszniczej armii USA” – napisał prezydent. Zapewnił, że modli się za rodziny osób dotkniętych tym „aktem tchórzostwa”. „Polska wspiera naszych amerykańskich i afgańskich przyjaciół” – napisał.

Do przeprowadzenia zamachu przyznał się odłam tak zwanego Państwa Islamskiego. Do ataku doszło w miejscach, w których tysiące Afgańczyków czekały, aby móc wejść na lotnisko i ewakuować się z kraju. Zamachowcy zdetonowali ładunki wybuchowe w dwóch miejscach – przy jednym z wejść do portu lotniczego i w pobliżu hotelu, gdzie przyjmowano wnioski o ewakuację.

Także szef polskiej dyplomacji Zbigniew Rau złożył kondolencje po zamachu w stolicy Afganistanu. „Jestem oburzony i głęboko zasmucony dzisiejszym zamachem terrorystycznym na lotnisku w Kabulu. Łączę się w żałobie z rodzinami poległych amerykańskich żołnierzy i Afgańczyków, rannym życzę szybkiego powrotu do zdrowia. Polska stoi zdecydowanie u boku swoich sojuszników w walce przeciwko terrorowi”- napisał na Twitterze minister Rau.

Prezydent Stanów Zjednoczonych Joe Biden przekazał kondolencje rodzinom ofiar i zapowiedział odwet na organizatorach zamachów. Podtrzymał zasadność decyzji o wycofaniu wojsk z Afganistanu i poinformował o kontynuowaniu ewakuacji.

Talibowie, którzy w połowie sierpnia przejęli kontrolę nad Kabulem twierdzą, że to obecność amerykańskich wojsk doprowadziła do zamachu. – Gdy tylko obce wojska wyjadą, nie będzie już takich sytuacji – powiedział Abdul Kahar Balkhi.

Anonimowy dyplomata NATO z kolei stwierdził, że talibowie powinni przeprowadzić śledztwo w sprawie działalności odłamu tak zwanego Państwa Islamskiego w Kabulu. W ostatnich tygodniach uwolnili bowiem z więzień wiele osób. Ponoszą więc odpowiedzialność za bezpieczeństwo w kraju.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

20-letnia Wiktoria K. winna znieważenia Andrzeja Dudy

Sąd w Zielonej Górze uznał 20-letnią Wiktorię K. winną znieważenia prezydenta Andrzeja Dudy. Zdecydował jednocześnie o warunkowym umorzeniu postępowania karnego wobec kobiety. Wcześniej sąd zdecydował, że policja, zatrzymując 20-latkę, działała nielegalnie.

Jak podaje „Fakt”, we wtorek Sąd Okręgowy w Zielonej Górze wysłuchał mów końcowych prokuratora i obrońcy Wiktorii K. Prokuratura podkreślała, że 20-latka znieważyła urzędującego prezydenta, a nie tylko ubiegającego się o ten urząd kandydata. Jednocześnie wniosła o warunkowe umorzenie postępowania karnego, mając na uwadze skruchę kobiety, jej młody wiek i niekaralność.

Obrona przekonywała, że do znieważenia doszło na wiecu wyborczym, na którym Andrzej Duda przebywał prywatnie. Wnosiła o uniewinnienie 20-latki lub warunkowe umorzenie postępowania.

„Fakt” podaje, że sąd uznał Wiktorię K. winną znieważenia, a jednocześnie warunkowo umorzył postępowanie karne. W uzasadnieniu podkreślono, że nie ma wątpliwości co do znieważenia prezydenta. Sędzia stwierdził, że Andrzej Duda był na wiecu urzędującym prezydentem.

– Nikt nie chciałby, żeby do niego zwracano się takimi słowami – mówił sędzia.

Wyrok nie jest prawomocny.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

39-latek zatrzymany pod zarzutem znieważenia Andrzej Dudy

Policjanci namierzyli i zatrzymali 39-latka z powiatu rybnickiego, który na jednym z portali internetowych zamieścił obraźliwy wpis dotyczący prezydenta Andrzeja Dudy. Usłyszał on zarzut publicznego znieważenia głowy państwa, za co może grozić kara do trzech lat więzienia.

Zatrzymanie autora wpisu to efekt wspólnych działań funkcjonariuszy zwalczających cyberprzestępczość z katowickiej komendy wojewódzkiej oraz z Biura do Walki z Cyberprzestępczością Komendy Głównej Policji – podał we wtorek (22 września) zespół prasowy śląskiej policji. Przedstawiciele komendy wojewódzkiej w Katowicach przypominają, że policjanci zwalczający cyberprzestępczość nieustannie monitorują zachowania użytkowników w internecie.

„Śledczy reagują na wszelkie niebezpieczne oraz niezgodne z prawem działania w sieci. Często ich działania ratują ludzkie życie oraz bronią osób, których prawa łamane są w cyberprzestrzeni. Warto zaznaczyć, że wolność słowa ma swoje granice, a są nimi sytuacje, w których naruszane są m.in. prawa innych osób lub przepisy karne, które bezwzględnie należy przestrzegać” – zaznacza policja.

Zatrzymany internauta – jak podają policjanci – w swoim wpisie nie przebierał w słowach, publicznie kierował obelgi i wulgarne słowa pod adresem łowy państwa. „Jego wypowiedź nie miała nic wspólnego z kulturalnym wyrażeniem swojej opinii i naruszała obowiązujące przepisy” – dodają.

Na obraźliwy wpis w sieci trafili śledczy KGP, którzy powiadomili kolegów z Katowic. Ci wkrótce zatrzymali 39-latka z powiatu rybnickiego. Mężczyzna usłyszał zarzut z art. 135. par 2. Kodeksu karnego, który stanowi, że „kto publicznie znieważa Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, podlega karze pozbawienia wolności do lat trzech”. Podejrzany został objęty policyjnym dozorem. Śledztwo w tej sprawie prowadzi Prokuratura Rejonowa w Rybniku.

Policjanci przypominają, że każde działanie w internecie pozostawia ślad. „Praktyka pokazuje, że nikt w cyberprzestrzeni nie jest anonimowy, a poczucie bezkarności osób łamiących prawo w sieci jest tylko pozorne. Wszelka niezgodna z obowiązującymi przepisami działalność w wirtualnym świecie wiąże się dla użytkowników z taką samą odpowiedzialnością, jak w innych przypadkach, a niektóre przestępstwa lub ich formy kwalifikowane odnoszą się głównie do czynów popełnionych w przestrzeni internetowej” – dodaje policja.
Źródło info i foto: interia.pl

Rosjanie nabrali Andrzeja Dudę. Śledczy badają sprawę

Pałac Prezydencki potwierdza autentyczność nagrania opublikowanego w sieci rozmowy rosyjskich youtuberów, podających się za sekretarza generalnego ONZ António Guterresa z prezydentem Andrzejem Dudą – dowiedzieli się dziennikarze RMF FM. Służby podległe ministrowi koordynatorowi wyjaśniają okoliczności pojawienia się w sieci rozmowy.

Sprawdzane ma być przede wszystkim, jak to możliwe, że przypadkowym osobom udało się osobiście połączyć z prezydentem. Analizy wymagają procedury. Wyjaśnione musi być też, co zawiodło, a także kto do tego dopuścił. Kolejna sprawa, to intencje autorów materiału – czy chodzi tylko o internetowy żart, czy może była to akcja inspirowana przez rosyjskie specłużby i obliczona na skompromitowanie prezydenta tuż po reelekcji.

Dlaczego nasze służby nie ochroniły Andrzeja Dudy? Jak usłyszał reporter RMF FM, nie ma praktyki, by służby podległe ministrowi koordynatorowi sprawdzały rozmówców telefonicznych prezydenta. Nie ma takich mechanizmów i nie za bardzo wyobrażam sobie takie prewencyjne działania – powiedział mój rozmówca. Kontrola prewencyjna mogłaby nastąpić jedynie na wniosek kogoś z kancelarii – dodał.

O czym była rozmowa?

W rozmowie z osobą podszywającą się pod sekretarza generalnego ONZ Andrzej Duda tłumaczy m.in. jak wygląda sytuacja epidemiologiczna w Polsce. Podkreśla, że w naszym kraju epidemia jest pod kontrolą. Podpuszczany przez youtubera przyznaje, że być może źródłem koronawirusa w Polsce są Ukraińcy. Podkreśla jednak, że to trudne do rozwikłania.

Podczas rozmowy pojawia się też temat osób LGBT. Żartowniś wskazuje, że Donald Tusk poskarżył się António Guterresowi, że Andrzej Duda dyskryminuje osoby nieheteronormatywne. Duda wypiera się tego i twierdzi, że Donald Tusk po prostu go nie lubi.

Internauta podszywający się za sekretarza generalnego ONZ porusza też temat pomników Armii Czerwonej w Polsce. Dopytuje Dudę, czy polski prezydent nie chciałby odzyskać Lwowa i innych terenów, które niegdyś należały do Polski. „Nie, żadna polityczna polska siła w Polsce nie ma takich postulatów” – odpowiada prezydent.

Youtuber opowiada też, że Rafał Trzaskowski kontaktował się z sekretarzem generalny ONZ i powiedział mu, że to on wygrał wybory. Duda reaguje zdziwieniem. Opowiada też, że wybory były uczciwe.

Z treści wynika, że rozmowa odbyła się pomiędzy niedzielą a poniedziałkowym wieczorem, bo prezydent mówi o tym, że czeka jeszcze na ogłoszenie przez PKW oficjalnych wyników wyborów.
Źródło info i foto: interia.pl

Mężczyzna ułaskawiony przez prezydenta zarzucał córce kłamstwo. Sąd nie miał wątpliwości dotyczących jego winy

Mężczyzna, skazany w 2013 roku za wieloletnie znęcanie się nad córką i molestowanie jej od 11. roku życia, którego w marcu tego roku ułaskawił prezydent Andrzej Duda, nigdy nie przyznał się przed sądem do winy: twierdził, że jego konkubina i córka kłamią – donosi „Rzeczpospolita”, która w ubiegłym tygodniu nagłośniła sprawę ułaskawienia. Gazeta podkreśla równocześnie, że sądy dwóch instancji nie miały wątpliwości co do jego winy.

Przypomnijmy, mężczyzna skazany został na 4 lata więzienia za znęcanie się nad bliskimi i molestowanie seksualne córki. Karę odbył w całości, na wolność wyszedł w 2015 roku. Za to jednak, że w trakcie odbywania kary złamał zakaz kontaktowania się z pokrzywdzonymi – dzwonił do nich i wysłał co najmniej 12 listów – został skazany na rok więzienia. Również tę karę odbył w całości – a po opuszczeniu zakładu karnego w marcu 2018 roku zamieszkał razem z pokrzywdzonymi – choć zakaz zbliżania się do córki i jej matki miał go obowiązywać przez 6 lat od dnia opuszczenia więzienia po pierwszym wyroku.

To sprawiło, że kurator sądowy zawiadomił prokuraturę o złamaniu zakazu. Wtedy konkubina mężczyzny i ich córka – obecnie już dorosła – zwróciły się do prezydenta z prośbą o ułaskawienie, czyli skrócenie zakazu zbliżania.

Zarzucał córce i konkubinie kłamstwo, składał wnioski o przebadanie ich wariografem

Według dzisiejszej publikacji „Rzeczpospolitej”, która powołuje się na sądowe wyroki, mężczyzna nigdy nie przyznał się przed sądami do winy, a konkubinie i córce zarzucał kłamstwo.

W cytowanym przez gazetę uzasadnieniu prawomocnego wyroku, jaki zapadł przed Sądem Apelacyjnym w Gdańsku w 2013 roku, czytamy: „Oskarżony bezsprzecznie był agresorem w domu, wykorzystując przewagę fizyczną, często stosował wobec nich (partnerki i córki – red.) przemoc, znieważał je i zastraszał”.

Obrońca mężczyzny złożył apelację, całkowicie odrzucając dowody jego winy, a w czasie procesu dwukrotnie – jak podaje „Rz” – składał wnioski o przebadanie konkubiny i córki wariografem, bowiem podważał ich prawdomówność.

Dziennik cytuje argumentację obrońcy: „Oskarżony nie przyznaje się do popełnienia zarzucanych mu czynów i nigdy nie doprowadzał (…) do innych czynności seksualnych. Być może zbyt surowo traktował (…) wyzywając ją od ‘głąbów’, jednak tak prymitywnie rozumiał proces wychowawczy (…). Potwierdzają to opinie sądowo-psychiatryczne i psychologiczno-seksuologiczne, w których stwierdzono u A. W. zaburzenia psychiczne i uzależnienie od alkoholu przy jednoczesnym braku zaburzeń preferencji seksualnych pod postacią parafilii”.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Rodzina mężczyzny ułaskawionego przez Andrzeja Dudę apeluje

Nie milkną echa wokół tematu ułaskawienia przez prezydenta mężczyzny, który molestował swoją córkę. TVP Info dotarło do ofiar – konkubiny i molestowanej córki – sprawcy. – O to prosiliśmy i to pan prezydent spełnił. Dajcie spokój normalnym ludziom, dajcie żyć – zaapelowały. Konkubina sprawcy w rozmowie z TVP Info (materiał wyemitowały też Wiadomości) podkreśliła, że apel do prezydenta o ułaskawienie dotyczył jedynie zakazu zbliżania się mężczyzny do rodziny.

– To był apel do prezydenta o ułaskawienie zakazu zbliżania się. Żadnego innego. Wyłącznie to. O nic więcej nie prosiliśmy, tylko żeby zniósł zakaz zbliżania się, żebyśmy mogli być rodziną. O to prosiliśmy i to pan prezydent spełnił. Dajcie spokój normalnym ludziom, dajcie żyć – zaapelowała.

Kobieta zaznaczyła też, że ma pełne zaufanie do partnera. – W 100 proc. Jakbym mu nie ufała, nie byłoby tego. Każdy popełnia błędy. Zmienił się, udowodnił to. Trochę czasu to trwało, by odbudować zaufanie i i odbudowaliśmy zaufanie, ufamy sobie. Żyjemy jak normalna rodzina i chcemy żyć jak normalna rodzina. Nie boję się, że coś się stanie – oznajmiła.

Matka ofiary dodała też, że jest wdzięczna prezydentowi za zniesienie zakazu.

– Jestem wdzięczna panu prezydentowi, że zniósł zakaz, że pozwolił nam normalnie żyć. Przez parę miesięcy tak było, ale teraz, przez tą nagonkę, to będzie niemożliwe. To była polityczna zagrywka, a my jesteśmy jej ofiarami. My, zwykli ludzie, jesteśmy ofiarami. Po to pisaliśmy pisma, żeby razem zamieszkać. Dostał drugą szansę. Popełnił błąd, ale zrobił wszystko, by go naprawić. My to widziałyśmy. Razem żyliśmy, pracowaliśmy i było dobrze – wyznała matka ofiary.

Dziennikarze TVP Info rozmawiali także z samą pokrzywdzoną. Pełnoletnia dziś kobieta przyznała, że wybaczyła ojcu.

– Gdybyśmy nie zaufały i nie przebaczyły, całej sprawy by nie było. Myślałam, że wszystko będzie dobrze, a tu nagle takie „bum”, wszystko wraca. To coś nie do uwierzenia. Ludzie, którzy dopuścili się ujawnienia tego wszystkiego, naprawdę nie zdawali sobie sprawy z naszego punktu widzenia. Że to jest zagrywka polityczna, że chcieli oczernić pana prezydenta. My po prostu dostaliśmy tzw. strzał w łeb – wyznała.

TVP Info w swoim materiale zmieniło głosy ofiary i jej matki, a ich twarze zostały zamazane.

Afera wokół prezydenckiego ułaskawienia

Przypomnijmy. W marcu 2020 roku prezydent zastosował prawo łaski wobec mężczyzny, który odsiedział wyrok za znęcanie się nad konkubiną i córką, w tym za seksualne molestowanie córeczki. Dzięki podpisowi prezydenta wygasł sądowy zakaz zbliżania się kata do ofiar. Prezydent Duda i jego ministrowie tłumaczyli, że w tej sprawie „gwałtu nie było”, a do ułaskawienia doszło nie tylko na prośbę przestępcy, lecz także jego konkubiny i pełnoletniej dziś córki. Prezydent Andrzej Duda i jego otoczenie przekonują, że w rodzinie doszło do autentycznego pojednania i działał na prośbę jego rodziny.

Informację o ułaskawieniu podała „Rzeczpospolita”, natomiast Fakt dotarł do akt sądowych sprawy. Nasza publikacja wywołała olbrzymią medialną burzę. Ujawniliśmy, że ułaskawiony Piotr C. (53 l., dane zmienione – red.) był przez lata rodzinnym katem. Po pijaku wszczynał domowe awantury, w czasie których znęcał się nad partnerką i córeczką. Bezbronne dziecko wykorzystywał seksualnie, w sposób wielokrotny i długotrwały. Tak uznały ponad wszelką wątpliwość sądy. Sądy obu instancji nie znalazły dla niego żadnego usprawiedliwienia i skazały na 4 lata więzienia i 6 lat zakazu kontaktowania się i zbliżania do ofiar. Zza krat mężczyzna wyszedł w kwietniu 2015 roku i od razu zaczął łamać zakaz zbliżania się do córki i żony. Trzy lata później zwrócił się o akt prezydenckiej łaski, żeby bez przeszkód kontaktować się z ofiarami.

Chcielibyśmy podkreślić, że w naszych publikacjach konsekwentnie chroniliśmy anonimowość rodziny, nie podawaliśmy nazwy miejscowości, z której pochodzi, a także zmieniliśmy inicjały zarówno sprawcy, jak i pokrzywdzonych.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Kontrowersje wokół ostatniego ułaskawienia dokonanego przez Andrzeja Dudę

28.06.2020 Strzelce Wizyta kandydata na prezydenta Andrzeja Dudy fot. Andrzej Iwanczuk/REPORTER
n/z: Andrzej Duda

Kolejna gazeta opisała sprawę ułaskawienia osoby skazanej za gwałt przez Andrzeja Dudę. Starający się o reelekcję prezydent dokonał jej przed końcem swojej kadencji. „Faktowi” udało się dotrzeć do akt sądowych. 

– W miniony wtorek „Rzeczpospolita” poinformowała, że „14 marca prezydent ułaskawił aż siedem osób – to rekord – w tym skazaną za uszkodzenie ciała (łaska dotyczyła wpłaty na cel społeczny) i nietrzeźwego rowerzystę recydywistę. A także – i to rzadkość – osobę skazaną za zgwałcenie małoletniego krewnego” – napisano w gazecie. Tą sprawą zajęła się także redakcja „Faktu”.

Fakt: Duda ułaskawił pedofila

Michał Szczerba, poseł KO na Twitterze opublikował zdjęcie pierwszej strony piątkowego „Faktu”. Tabloid opisał temat kontrowersyjnego ułaskawianie osoby skazanej za gwałt przed Andrzeja Dudę.

„Trzymał córkę, bił po twarzy i wkładaj jej rękę w krocze. Panie Prezydencie, jak Pan mógł ułaskawić kogoś takiego?” – taki tytuł nosi tekst „Faktu” o ułaskawieniu mężczyzny skazanego za gwałt.

Jak czytamy na stronie fakt.pl, redakcji udało się dotrzeć do wyroków mężczyzny, którego ułaskawił Andrzej Duda. Według informacji tabloidu wielokrotnie molestował on swoją córkę. Skazany miał wszczynać awantury rodzinne, znęcać się nad swoją partnerką, a także córką. Dziewczynka nie miała ukończonych 15 lat, kiedy skazany zaczął ją molestować seksualnie.

„Przytrzymywał ją, bił ręką w twarz, a drugą ręką dotykał w jej krocza. Do tego zmuszał ją do wykonywania posuwistych ruchów na swoim członku” – czytamy na stronie „Faktu”.

Ostatni w tej sprawie wyrok wydał sąd apelacyjny w 2013 roku. Stwierdzono w nim, że oskarżony wykorzystywał seksualnie córkę przez „stosunkowo długi okres” i robił to wielokrotnie ze znaczną częstotliwością. Skazany nie przyznawał się do winy, jednak zeznał, że kładł się i spał z dziewczynką.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl