Jaką karę poniesie 42-latek za podpalenie punktu szczepień?

Policja z Lublina zatrzymała mężczyznę podejrzanego o podpalenie w sierpniu ub. r. punktu szczepień w Zamościu. – To dobitny sygnał, że każde przestępstwo będzie ukarane. To też jasny sygnał dla pewnego środowiska, które dziś walczy już na innym polu ideologicznym i może próbować podejmować podobne działania – skomentował aresztowanie minister zdrowia Adam Niedzielski, dziękując służbom za skuteczne działania. W poniedziałek polska policja podała na Twitterze, że policjanci z Lublina zatrzymali podejrzanego o podpalenie w nocy z 1 na 2 sierpnia 2021 r. budynku Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej i mobilnego punktu szczepień w Zamościu.

Jak wynika z komunikatu policji, zatrzymany podejrzewany jest o popełnienie również innych przestępstw.

Minister zdrowia Adam Niedzielski dziękuje policji

„Dziękuję i gratuluję skuteczności w dochodzeniu @PolskaPolicja. To dobitny sygnał, że każde przestępstwo będzie ukarane” – skomentował działania służb szef Ministerstwa Zdrowia Adam Niedzielski.

„To też jasny sygnał dla pewnego środowiska, które dziś walczy już na innym polu ideologicznym i może próbować podejmować podobne działania” – dodał we wpisie na Twitterze minister.

Do pożarów w mobilnym punkcie szczepień, ustawionym na Rynku Solnym w Zamościu, a także w budynku powiatowej stacji sanitarno-epidemiologicznej przy ul. Peowiaków doszło w nocy z 1 na 2 sierpnia ub. r. Zniszczone zostało wnętrze kontenera, gdzie był mobilny punkt szczepień i jedno z pomieszczeń w siedzibie sanepidu.
Źródło info i foto: interia.pl

Szwecja: Policja wciąż szuka zaginionej Polki Beaty Ratzman

Policja w Malmö w Szwecji wciąż nie traci nadziei na odnalezienie przy życiu 32-letniej polskiej matki małych dzieci Beaty Ratzman. Szwedzkie władze policyjne szukają teraz odpowiedzi w rodzinnym kraju Beaty, Polsce. Między innymi odbywa się kilka przesłuchań. Jednocześnie policja po raz kolejny apeluje do społeczeństwa o pomoc z informacją o wieczorze, kiedy zniknęła.

32-letnia matka małych dzieci mieszkająca w Malmö została zgłoszona jako zaginięcie wieczorem 24 września tego roku. W Dniu Deb Beatę podobno widziano w towarzystwie męża po pięćdziesiątce. To także mąż jest podejrzany o przymusowe uprowadzenie matki małego dziecka. Został aresztowany przez policję dziewięć godzin po ostatnim spotkaniu Beaty.

Mąż został aresztowany przez policję w Malmö, jest podejrzany o porwanie – ale zawsze zaprzeczał, że jest zaangażowany w przestępstwo.

W momencie zniknięcia para rozstała się. Beata szukała także mieszkania chronionego u męża. Zaledwie kilka tygodni przed zaginięciem Beata zgłosiła mężowi m.in. napaść. Złożyła również wniosek o zakaz zbliżania się dla męża, wniosek, który został odrzucony przez prokuratorów.

W ostatnich tygodniach policja intensywnie poszukiwała matki małych dzieci w różnych miejscach poza Malmö. Wcześniej pojawiły się też informacje, że na stacji benzynowej w pobliżu terminalu promowego w Ystad znaleziono torbę z dokumentami tożsamości matki malucha. W torbie musiał się również znaleźć zablokowany telefon komórkowy i karta kredytowa z nazwiskiem Beaty. To właśnie w stronę Polski policja kieruje część swojego zainteresowania – kraju, w którym urodziła się Beata i który wyjechała do nowego życia w Szwecji.

Policja apeluje o więcej wskazówek od społeczeństwa i chce, aby ci, którzy coś widzieli lub słyszeli, nie tylko w Malmö, skontaktowali się z policją.
Źródło info i foto: PoszukiwaniMagazyn.pl

Jest petycja do papieża ws. polskich księży. „Niemoralni, nietykalni i nieopodatkowani”

Adam N. i Witek M. w 2019 roku złożyli petycję do papieża Franciszka ws. Tadeusza Rydzyka. Wówczas apelowali o to, by papież zakończył działalność duchownego. Teraz do sieci trafił ich kolejny apel – „Franciszku, twój kler i Episkopat zaniżają standardy moralne w Polsce”.

„Czy wymagamy zbyt wiele, oczekując od Kościoła Katolickiego, że będzie stosował zasady etyki chrześcijańskiej i utrzyma standardy moralne, które nie będą drastycznie niższe niż obowiązujące w świeckich instytucjach?” – pytają autorzy petycji.

Adam N. i Witek M. opublikowali w internecie petycję, którą skierowali do papieża Franciszka. W ich opinii, elity polskiego kleru „zachowują się tak, jakby porzuciły wartości chrześcijańskie na rzecz: dóbr materialnych, zaszczytów, władzy politycznej i bezkarności”.

„Twój kler lojalność wobec księży pedofili i pomnażanie majątku postawił ponad prawo i moralność. Korzystając z konkordatu, umowy Polski z Watykanem, księża w Polsce unikają świeckiego wymiaru sprawiedliwości. Kary nakładane na kler przez Episkopat, sądy biskupie oraz Watykan są symboliczne i nieprzestrzegane przez biskupów. Zamiast pokuty jest spektakl medialny mający stworzyć złudzenie sprawiedliwości instytucji Kościoła” – piszą autorzy petycji.

Z petycji dowiadujemy się również, że zdaniem jej autorów, biskupi sieją w społeczeństwie nienawiść i wykorzystują podziały polityczne do tego, by skłócać Polaków – jednocześnie gardząc kobietami i mniejszościami.

Autorzy petycji zwracają również uwagę na tuszowanie pedofilii w kościele. „Odpowiedz nam szczerze, czy sprawiedliwą karą dla nauczyciela pedofila byłoby przeniesienie do innej szkoły a chroniącego go dyrektora do pracy w innym województwie? Nie? W takim razie, dlaczego za pedofilię, ukrywanie pedofilii i molestowanie seksualne Watykan zastosował następujące kary wobec kleru: „wygnanie” z diecezji do luksusowej rezydencji, przeniesienie na emeryturę opłacaną przez polskich podatników (katolików oraz niekatolików), pośmiertne odebranie pierścienia? Świeccy urzędnicy, nauczyciele, policjanci czy sędziowie utraciliby pracę, prawo wykonywania zawodu i zostali skazani na kary więzienia za podobne czyny” – zwracają się do papieża Franciszka autorzy petycji.

Chcą również, by kościół odpowiednio ukarał pedofilów. „Oczekujemy od Ciebie sprawiedliwości: usunięcia zdemoralizowanych biskupów ze stanowisk, wyznaczenia im w ramach pokuty życia w ubóstwie, w oddalonych od cywilizacji klasztorach, nakazania im rozdania majątku prywatnego pokrzywdzonym (zadośćuczynienia za krzywdy) i usunięcia pedofili ze stanu duchownego – kto chce „pasterza” pedofila lub sojusznika pedofili?” – pytają.

Autorzy petycji przywołują zdarzenie z 2015 roku, kiedy to biskupi uniewinnili księdza pedofila, uznając, że wykorzystywany seksualnie przez księdza dziewięciolatek był „wspólnikiem w grzechu cudzołóstwa”. Jednak sprawiedliwości stało się zadość, gdyż sąd świecki skazał go na więzienie. „Dlatego oczekujemy, że nakażesz Episkopatowi niezwłoczne przekazanie wszystkich dokumentów dotyczących przestępstw kleru (w tym i finansowych) sądom świeckim” – piszą Adam N. i Witek M.

Petycja ws. Tadeusza Rydzyka zdobyła 100 tys. podpisów

Adam N. i Witek M., w 2017 roku utworzyli petycję, w której napisali, że „Tadeusz Rydzyk, zakonnik używający katolicyzmu jako narzędzia do zdobywania pieniędzy i władzy jest przykładem patologii występującej w polskim Kościele katolickim”. Wówczas zarzucali, że media redemptorysty są wspierane przez polską partię rządzącą, którą duchowny otwarcie popiera i bierze aktywny udział w polskiej polityce. Autorzy petycji do papieża Franciszka ws. o. Tadeusza Rydzyka zebrali 100 tys. podpisów. List ten został przekazany papieżowi.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Zaginął profesor Roman Dziergwa. Policja apeluje o pomoc

Policja apeluje o pomoc w sprawie zaginięcia profesora Romana Dziergwy. Poznański naukowiec poinformował rodzinę, że wyjeżdża na konferencję naukową we Włoszech. Nie dotarł jednak na miejsce. Pracownik Wydziału Neofilologii Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu od prawie tygodnia nie nawiązał kontaktu z rodziną. 24 lipca prof. Dziergwa poinformował bliskich, że wyjeżdża na konferencję naukową do Włoch, jednak nie dotarł na miejsce.

„Miał jechać pociągiem przez Wrocław, Wiedeń, Rzym. W Wiedniu mógł się wybrać na zwiedzanie miasta, ponieważ miał tam kilkugodzinny pobyt” – poinformował Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu we wpisie na Facebooku.

Prof. Dziergwa to 65-letni mężczyzna, szczupłej budowy ciała. Ma ok. 186 cm wzrostu, często nosi czapkę z daszkiem oraz granatową, cienką kurtkę.
Źródło info i foto: interia.pl

Apel rodziców Ramana Pratasiewicza

Mieszkający we Wrocławiu rodzice Ramana Pratasiewicza, zatrzymanego w niedzielę w Mińsku przez białoruskie władze, w wywiadzie dla agencji AFP apelują do społeczności międzynarodowej o „uratowanie syna”. „On nie zrobił nic złego” – przekonuje jego matka Natalia.

Natalia Pratasiewicz mówi w wywiadzie dla francuskiej agencji, że nie spała od dwóch nocy, ściskając telefon w dłoniach, w nadziei, że dostanie wiadomość od syna. – Proszę, błagam, wzywam całą społeczność międzynarodową, aby go uratowała – apeluje.

„Oni go zabiją”

– To tylko reporter, to tylko dzieciak… Proszę, uratujcie go. Oni go zabiją – dodaje.

46-letnia Natalia i jej mąż 48-letni Dzmitry uważają, że ich syn może przebywać w areszcie białoruskich tajnych służb. „Prawnik próbował się z nim dzisiaj spotkać, ale nie mógł. Nadal nie wiemy, czy on tam jest, jaki jest jego stan, jak się czuje” – mówi Dzmitry, były wojskowy.

– Jednym ze sposobów, w jaki nasze władze stosują tortury, jest nieinformowanie rodziny o tym, gdzie przetrzymywani są krewni – podkreśla.

Rodzice Ramana Pratasiewicza pozostają w bliskim kontakcie z matką jego partnerki Sofii Sapiegi, studentki prawa w Wilnie, która została wraz z nim aresztowana w niedzielę w Mińsku.

Według rodziców białoruskiego opozycjonisty w przekazie wideo, opublikowanym w poniedziałek przez białoruskie władze, wyraźnie widać było ślady pobicia ich syna. Dzmitry zwraca uwagę, że jego syn wyglądał na wyjątkowo zdenerwowanego, miał braki w uzębieniu i siniaki po lewej stronie twarzy i szyi.

– Film był wyraźnie wyreżyserowany. Został nakręcony pod presją i nie można uwierzyć w to (co syn mówi na nagraniu – red.), ale przynajmniej pokazuje to, że nasz syn żyje – mówi.

Rodzina przeprowadziła się do Polski

Rodzice Ramana przeprowadzili się do Polski w ubiegłym roku, po stłumieniu protestów, które miały miejsce na Białorusi po zakwestionowanych wyborach prezydenckich w sierpniu 2020 roku.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Apel do Władimira Putina ws. zdrowia Aleksieja Nawalnego

Na łamach francuskiego dziennika „Le Monde” ukazał się apel o zapewnienie Aleksiejowi Nawalnemu pomocy lekarskiej w więzieniu. Do prezydenta Rosji Władimira Putina zwrócili się w tej sprawie laureaci literackiej nagrody Nobla, naukowcy i światowej sławy aktorzy i pisarze, między innymi Swietłana Aleksiejewicz, J.K. Rowling, Ian McKellen, Ralph Fiennes i Timothy Snyder.

Autorzy opublikowanego w sobotę listu zwracają uwagę na szybko pogarszający się stan zdrowia Aleksieja Nawalnego. Jak podkreślali, odbywający wyrok w kolonii karnej opozycjonista, „wymaga pilnej uwagi lekarzy”. Zauważają również, że Nawalny cierpi na bóle pleców, traci czucie w kończynach, ma silny kaszel i gorączkę.

W treści apelu przypomniano, że Nawalny domaga się, by zezwolono mu na badanie przez wskazanego przez niego lekarza i że takie prawo przysługuje mu jako obywatelowi Rosji. Wskazano również, że z powodu odmowy pod koniec marca opozycjonista rozpoczął głodówkę. List nie odnosi się w żaden sposób do działalności politycznej Nawalnego.

Apel w sprawie Nawalnego

Wśród około 70 sygnatariuszy apelu do Władimira Putina znalazło się pięcioro laureatów literackiej nagrody Nobla: Swietłana Aleksijewicz, John Maxwell Coetzee, Louise Glueck, Herta Mueller i Orhan Pamuk. Dołączyli do nich znani aktorzy, jak Benedict Cumberbatch, David Duchovny, Ralph Fiennes, Ian McKellen, Jude Law, Kristin Scott Thomas. Pod listem podpisało się także wielu pisarzy i dziennikarzy, m.in.: Salman Rusdie, J.K. Rowling, Anne Applebaum, Etgar Keret, a także historyków zajmujących się Rosją, jak Simon Sebag Montefiore i Timothy Snyder.

Apel ukazał się dzień po tym, jak lekarze, u których leczył się Nawalny, zwrócili się z listem otwartym do władz więziennych, prosząc o dopuszczenie ich do opozycjonisty.

Prośbę, skierowaną do szefa Federalnej Służby Więziennej (FSIN) Aleksandra Kałasznikowa, podpisali lekarze kilku specjalności, między innymi kardiolog, neurochirurg i okulista. Medycy uzasadnili swój apel tym, że wyniki analiz lekarskich Nawalnego mocno się pogorszyły. Świadczy to – ich zdaniem – o początku niewydolności nerek i o tym, że stan ich pacjenta zbliża się do krytycznego.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Stan Nawalnego pogarsza się. Jest apel Białego Domu

Wadim Kobziew, adwokat Aleksieja Nawalnego, który uskarżał się na silne bóle pleców i nóg, powiedział w środę agencji Interfax, że lekarze stwierdzili u niego dwie przepukliny kręgosłupa. Nawalny zaczyna też tracić czucie w rękach. „Wzywamy władze rosyjskie do podjęcia wszelkich niezbędnych działań” – powiedziała rzeczniczka Białego Domu Jen Psaki.

Druga prawniczka Nawalnego, Olga Michajłowa, w niezależnej stacji Dożd również poinformowała o wykryciu u opozycjonisty dwóch przepuklin, ale nie podała, gdzie są zlokalizowane. Powiedziała, że jedna z nich jest trudna do wyleczenia, a neurolog, z którym konsultowała się organizacja Nawalnego, stwierdził, że leczenie zaordynowane w więzieniu jest nieskuteczne.

31 marca Nawalny rozpoczął strajk głodowy, by zaprotestować przeciwko – jak to określił – złej opiece medycznej w kolonii karnej w Pokrowie w obwodzie włodzimierskim, gdzie odbywa wyrok pozbawienia wolności. We wtorek szefowa związku zawodowego lekarzy Anastazja Wasiljewa została zatrzymana przez policję po tym, jak próbowała dostać się do więzienia, by porozmawiać z lekarzami.

Nawalny skarży się od dłuższego czasu na problemy ze zdrowiem – ból kręgosłupa i prawej nogi, a także na pozbawianie go snu. W nocy jest budzony przez funkcjonariusza służb więziennych, który co godzinę sprawdza, czy Nawalny, uznany za „więźnia skłonnego do ucieczki”, jest na miejscu.

Rosyjska państwowa służba więzienna oświadczyła, że Nawalny otrzymuje wszelką potrzebną pomoc medyczną.

Współwięźniowie chorzy na gruźlicę

W poniedziałkowym poście na Instagramie Nawalny przekazał, że u trzech z 15 osób, z którymi przebywa w celi, zdiagnozowano gruźlicę, przewlekłą chorobę zakaźną, która rozprzestrzenia się drogą kropelkową. Dodał, że ma silny kaszel i gorączkę 38,1 stopni Celsjusza. W poniedziałek państwowe służby penitencjarne poinformowały, że Nawalny trafił do więziennego oddziału sanitarnego po badaniu, które wykazało u niego „objawy choroby układu oddechowego, w tym wysoką gorączkę”.

Michajłowa powiedziała w środę, że gorączka Nawalnego spadła, ale nadal kaszle i jest osłabiony strajkiem głodowym.

– Niepokoją nas doniesienia o pogarszającym się stanie zdrowia Nawalnego. Wzywamy władze rosyjskie do podjęcia wszelkich niezbędnych działań w celu zapewnienia mu bezpieczeństwa. Dopóki przebywa w więzieniu, za jego zdrowie odpowiada rosyjski rząd – powiedziała w trakcie konferencji prasowej rzeczniczka Białego Domu Jen Psaki.
Źródło info i foto: interia.pl

Arcybiskup Sławoj Leszek Głódź zostanie pozbawiony stopnia generalskiego?

Pozbawiać stopnia generalskiego może tylko wyrok sądu – powiedział PAP prezydencki rzecznik Błażej Spychalski, poproszony o komentarz do pojawiających się w mediach apeli, by prezydent Andrzej Duda pozbawił abp. Sławoja Leszka Głódzia stopnia generalskiego.

W mediach pojawiły się apele o to, by prezydent Andrzej Duda odebrał stopień generalski abp. Głódziowi. Wpis na Twitterze umieścił m.in. Mirosław Różański, były Dowódca Generalny Rodzajów Sił Zbrojnych, który pytał w nim prezydenta, „czy osoba tuszująca ohydne zbrodnie pedofilskie jest godna posiadać stopień generalski, nawet pozostając w stanie spoczynku?”.

Do sprawy odniósł się w rozmowie z PAP prezydencki rzecznik Błażej Spychalski. Apeluję, by przed wystosowywaniem tego typu próśb zapoznać z obowiązującym się w Polsce prawem. Pozbawić stopnia generalskiego może tyko wyrok sądu – podkreślił.

Jak dodał, „tym bardziej dziwi” wypowiedź Różańskiego, „który powinien doskonale wiedzieć, jakie jest w tym zakresie obowiązujące prawo”.

W poniedziałek nuncjatura apostolska w Polsce poinformowała, że w wyniku zakończonego dochodzenia Stolica Apostolska podjęła w stosunku do abp. Sławoja Leszka Głódzia m.in. nakaz zamieszkania poza archidiecezją gdańską, zakaz uczestniczenia w jakichkolwiek publicznych celebracjach religijnych lub w spotkaniach świeckich w archidiecezji gdańskiej i nakaz wpłaty z osobistych funduszy odpowiedniej sumy na rzecz Fundacji św. Józefa, z przeznaczeniem na działalność prewencyjną i pomoc ofiarom nadużyć.

Przeprowadzone postępowanie – jak wynika z komunikatu nuncjatury apostolskiej w Polsce – dotyczyło sygnalizowanych zaniedbań abp. Sławoja Leszka Głódzia w sprawach nadużyć seksualnych popełnionych przez niektórych duchownych wobec osób małoletnich oraz innych kwestii związanych z zarządzaniem archidiecezją”.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Abp. Stanisław Gądecki: Skrzywdzonym nie zabraknie wsparcia wspólnoty Kościoła

Skrzywdzeni mają prawo liczyć na to, że na długiej i trudnej drodze zdrowienia nie zabraknie im także wsparcia całej wspólnoty Kościoła – zaznaczył przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski abp Stanisław Gądecki. W pierwszy piątek wielkiego postu w Kościele katolickim przypada Dzień Modlitwy i Pokuty za Grzech Wykorzystania Seksualnego Małoletnich.

„Konferencja Episkopatu Polski podejmuje tę duszpasterską inicjatywę w odpowiedzi na apel papieża Franciszka zawarty w »Liście do Ludu Bożego«” – zaznaczył abp Gądecki w informacji przekazanej przez biuro prasowe episkopatu.

Przypomniał, że w tym roku dzień ten przebiegnie pod hasłem: „Wspólnota ze zranionymi”. Przewodniczący KEP wskazał, że „poprzez tę inicjatywę, w którą angażują się także duchowni zgromadzeń zakonnych i wspólnoty parafialne w całej Polsce, wyraża się po raz kolejny solidarność z pokrzywdzonymi”. 
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Pracownicy sanepidu apelują do GIS ws. wystawianych mandatów. „Po co nakładamy mandaty, które i tak są anulowane?”

Szefowa sanepidowskiej „Solidarności” w piśmie do GIS skarży się na zniewagi i szykany, jakie spotykają pracowników sanepidu podczas kontroli otwartych mimo obostrzeń biznesów. „Żądamy podjęcia w trybie pilnym działań w celu zabezpieczenia pracowników” – wzywa Dorota Walczak.

Radio ZET dotarło do pisma, które szefową sanepidowskiej „Solidarności” napisała do Krzysztofa Saczki pełniącego w zastępstwie obowiązki Głównego Inspektora Sanitarnego. Pismo zostało wysłane 25 stycznia.

„Po co nakładamy mandaty, które i tak są anulowane?” – pyta szefowa sanepidowskiej „Solidarności” w wysłanym do GIS piśmie. „ Uważamy, że aby realizować nasze zadania polegające na zachowaniu bezpieczeństwa sanitarno-epidemiologicznego w kraju należy wreszcie uporządkować wszystkie akty prawne, by działania były skuteczne, nasza praca bezpieczna, a wydawanie poleceń pracownikom miało sens” – dodaje.

Szefowa sanepidowskiej „Solidarności”: Pracownicy są szykanowani i poniżani

Walczak zwraca też uwagę na liczne problemy i zagrożenia, które spotykają pracowników sanepidu w związku z przeprowadzanymi kontrolami. W piśmie prosi o podjęcie pilnych działań w związku z tym, że pracownicy stacji są „znieważani, wyśmiewani, szykanowani i poniżani” podczas kontroli.

„Nie wyrażamy zgody i nie pozwolimy, by przedsiębiorcy mogli tworzyć listy pracowników łamiących prawo, by każdy pracownik, który złamie prawo realizując czynności na podstawie nielegalnego rozporządzenia premiera miał zostać napiętnowany, a listy miały posłużyć przedsiębiorcom i prawnikom w przygotowaniu pozwów, które pozwolą pociągnąć te osoby do odpowiedzialności a także napiętnować w ich środowiskach” – pisze Walczak.
„ Żądamy podjęcia w trybie pilnym działań w celu zabezpieczenia pracowników” – można przeczytać w piśmie.

Jak ustalił reporter radia Maciej Bąk, związkowcy z sanepidu w zeszłym tygodniu spotkali się w tej sprawie z szefostwem GIS. Jednak na razie w sprawie miały nie paść żadne konkretne deklaracje.
Źródło info i foto: Wprost.pl