Jakub Banaś: „Celem jest mój ojciec i niezależność NIK”

„W tej sprawie nie chodzi o mnie, a o skuteczne pozbycie się przez rządzący PiS mojego ojca ze stanowiska prezesa NIK” – mówi w RMF FM Jakub Banaś. W ten sposób komentuje swoje zatrzymanie i postawienie mu zarzutów przez prokuraturę.

Według Jakuba Banasia jego zatrzymanie to była zaplanowana operacja medialna, której przekaz skierowany był do opozycji. Zwrócił uwagę, że zaraz po zatrzymaniu go na lotnisku w Krakowie, prokuratura wysłała do Sejmu wniosek o uchylenie immunitetu jego ojcu. Rządzącemu PiS-owi – jak twierdzi Jakub Banaś – chodzi przede wszystkim o to, by opozycja za tym wnioskiem zagłosowała.

To jest presja moralna, medialna na posłach opozycji – żeby zagłosowali za ściągnięciem immunitetu prezesowi NIK. Chodziło o to, żeby zrobić show medialne. Nie ja jestem celem. Ja jestem zwykłą osobą, płotką biznesową. Celem jest mój ojciec i Najwyższa Izba Kontroli – mówi Banaś.

Wracając do swej sprawy powiedział dziennikarzowi RMF FM Krzysztofowi Zasadzie, że nie zgadza się z postawionymi zarzutami. Jak twierdzi, dotację na kamienicę wykorzystał zgodnie z przepisami. VART, który miał wyłudzić wpłacił do Urzędu Skarbowego. Teraz zastanawia się, skąd wziąć 200 tys. zł na poręczenie majątkowe dla siebie i swojej żony, która też usłyszała zarzuty.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Areszt dla prezesa zarządu jednej z radomskich spółek

Sąd Rejonowy w Radomiu zastosował tymczasowe aresztowanie wobec 56-letniego mężczyzny, obecnego prezesa zarządu jednej z radomskich spółek gminnych, podejrzanego o żądanie i przyjmowanie korzyści majątkowych w związku z pełnieniem funkcji publicznej – dyrektora innej jednostki budżetowej. Postępowanie prowadzi Wydział dw. z Korupcją Komendy Wojewódzkiej Policji zs. w Radomiu pod nadzorem Prokuratury Okręgowej w Radomiu.

Z ustaleń śledztwa wynika, że mężczyzna pełniąc funkcję dyrektora jednostki budżetowej w Radomiu żądał, a następnie przyjmował od męża jednej z pracownic, korzyści majątkowych w postaci telefonów komórkowych w zamian za zatrudnienie kobiety w dziale prawnym w ramach umowy o zastępstwo na czas nieobecności pracownika, awansowanie jej na stanowisko Inspektora Ochrony Danych Osobowych, przyznawanie jej nagród pracowniczych oraz sukcesywnego podwyższania wynagrodzenia. Proceder trwał od września 2017 roku do marca 2021 roku.

Mężczyzna został zatrzymany w ubiegłym tygodniu na zlecenie Prokuratury Okręgowej w Radomiu przez funkcjonariuszy Wydziały dw. z Korupcją KWP zs. w Radomiu. Przedstawiono mu zarzuty z art. 228 par 4 k.k. w zb z art. 228 par 1 w zw. z art. 11 par 2 k.k. oraz z art. 228 par 4 k.k. W piątek sąd zastosował wobec podejrzanego tymczasowe aresztowanie. 56-latkowi grozi kara do 10 lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: Policja.pl

Rosyjski opozycjonista opuścił kraj. Boi się aresztowania

Dmitrij Gudkow – były parlamentarzysta i działacz opozycji antykremlowskiej – poinformował, że wyjechał na Ukrainę w obawie przed sfingowaną według niego sprawą karną i możliwym aresztowaniem. Twierdzi, że wydano pozwolenie, aby jego sprawę rozwiązać „wszelkim sposobem”. Gudkow chciał startować w wyborach do rosyjskiego parlamentu. W mediach społecznościowych Gutkow poinformował, że jedzie do Kijowa.

„Kilka zbliżonych źródeł z otoczenia administracji prezydenta (Władimira Putina) poinformowało, że jeśli nie opuszczę kraju, to sfingowana sprawa karna będzie prowadzona nadal, aż do mojego aresztowania. Zezwolono na to, by – jeśli zostanę – kwestię Gudkowa rozwiązać ‚wszelkim sposobem’ – napisał polityk na Facebooku.

Wyraził przekonanie, że sprawa karna, w której ma status podejrzanego została wszczęta po to, by uniemożliwić mu udział w wyborach do niższej izby parlamentu Rosji, Dumy Państwowej, we wrześniu.

1 czerwca Gudkow został zatrzymany na 48 godzin jako podejrzany w sprawie karnej dotyczącej spowodowania strat finansowych na szkodę merostwa Moskwy. Wobec Giennadija Gudkowa – ojca Dmitrija, również byłego parlamentarzysty – także wszczęto sprawę karną, dotyczącą nielegalnego posiadania broni.

Rewizja w mieszkaniu

Portal Meduza podał, powołując się na źródła zbliżone do administracji prezydenta Putina, że pod naciskiem władz Moskwy śledczy nie zdecydowali się na zatrzymanie Dmitrija Gudkowa w areszcie. Jedno ze źródeł oświadczyło, że na wszczęcie sprawy karnej wobec opozycjonisty nalegało MSW Rosji. Z merostwem Moskwy, według tych źródeł, Gudkow miał dość dobre kontakty.

Policja przeprowadziła 1 czerwca rewizję na daczy Dmitrija Gudkowa i w jego mieszkaniu, a także w mieszkaniach jego krewnych i współpracowników – łącznie w 10 miejscach. Udział w przeszukaniach brało 140 funkcjonariuszy.

Działalność opozycjonisty

Dmitrij Gudkow w latach 2011-2012 brał udział w masowych protestach zorganizowanych przez opozycję przeciwko Putinowi. W parlamencie zasiadał w latach 2011-2016. W 2013 roku został wraz z ojcem wykluczony z partii Sprawiedliwa Rosja. Związał się z opozycyjną partią Jabłoko i był jej kandydatem w kolejnych wyborach do Dumy Państwowej, ale nie zdobył mandatu. Zamierzał kandydować ponownie w tegorocznych wyborach do Dumy.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Szef NATO żąda uwolnienia Ramana Pratasiewicza

Sekretarz generalny NATO Jens Stoltenberg potępił władze Białorusi, które w niedzielę zmusiły do lądowania w Mińsku samolot pasażerski lecący z Aten do Wilna. W oświadczeniu szef Sojuszu nawiązał także do aresztowań członków Związku Polaków na Białorusi.

„Zdecydowanie potępiam przymusowe lądowanie samolotu pasażerskiego w drodze z jednej stolicy kraju NATO do drugiej. To oznaczało porwanie samolotu. Obywatele państw sprzymierzonych narażeni zostali na ogromne ryzyko. Jest to rażący atak reżimu w Mińsku w zakresie podstawowych praw demokratycznych i niezależnych mediów” – oświadczył Stoltenberg na Twitterze.

Szef NATO podkreślił, że z zadowoleniem przyjmuje sankcje wobec Białorusi, uzgodnione przez Unię Europejską.

„I żądam natychmiastowego uwolnienia dziennikarza Ramana Pratasiewicza oraz jego towarzyszki Sofii Sapiegi. Jak również wszystkich innych więźniów politycznych, w tym członków Związku Polaków na Białorusi” – zaznaczył.

Zdaniem Stoltenberga potrzebne jest pilne międzynarodowe dochodzenie „w sprawie tego skandalicznego incydentu”.
Źródło info i foto: TVP.info

USA: Nakaz aresztowania piosenkarza rockowego Marilyna Mansona

Policja w stanie New Hampshire w USA wydała w środę nakaz aresztowania piosenkarza rockowego Marilyna Mansona w związku z oskarżeniami o napaść na operatora kamery wideo. Do rzekomego incydentu doszło w roku 2019.

„Departament policji w Gilford ma nakaz aresztowania Briana Hugh Warnera (prawdziwe nazwisko Marilyna Mansona – red.) za dwa wykroczenia, zwykłą napaść w trakcie incydentu z 2019 roku w Bank of New Hampshire Pavilion” – podała policja na Facebooku.

Według agencji Reuters, powołującej się na policję, 18 sierpnia 2019 roku piosenkarz miał tam koncert. Występ nagrywał zlecony przez firmę z New Hampshire operator kamery wideo. Właśnie tam doszło do domniemanego incydentu.

Za wykroczenie Mansonowi grozi kara pozbawienia wolności do roku oraz grzywna w wysokości do 2000 dolarów. Policja oświadczyła, że rzekoma napaść nie była natury seksualnej, a wydanie nakazu aresztowania nie oznacza domniemania winy.

„Niedorzeczne” zarzuty

Stacja NBC podkreśla, że nie wiadomo dokładnie, co się wydarzyło. Adwokat Mansona Howard King, nazwał zarzuty „niedorzecznymi”. Zapewnił gotowość do współpracy z lokalnymi władzami.

„King powiedział »New York Timesowi«, że operator zażądał ponad 35 000 dolarów po tym, jak »niewielka ilość śliny spadła na jego ramię« – podała NBC. Jak dodała adwokat twierdził, że kiedy zwrócił się o dowody wskazujące na jakiekolwiek rzekome szkody, nigdy nie otrzymał odpowiedzi”.

Incydent w New Hampshire jest najnowszą z kontrowersji wokół piosenkarza rockowego. Departament szeryfa hrabstwa Los Angeles powiadomił w lutym o badaniu zarzutów dotyczących przemocy domowej ze strony Mansona. Aktorka telewizyjna i filmowa Evan Rachel Wood oraz trzy inne kobiety podały w lutym w postach w mediach społecznościowych, że piosenkarz znęcał się nad nimi. Zaprzeczył on zarzutom.

Wytwórnia zrezygnowała ze współpracy

W obliczu oskarżeń ze współpracy z Mansonem zrezygnowała wytwórnia płytowa Loma Vista Recordings. Wyjaśniła, że w obliczu „niepokojących zarzutów zaprzestaje dalszej promocji jego ówczesnego albumu ze skutkiem natychmiastowym”. Odwołany został także jego udział w jednym z odcinków serialu telewizyjnego „American Gods”.

W 2009 roku Manson został sklasyfikowany na 19. miejscu listy 50 najlepszych heavymetalowych frontmenów wszech czasów wg. Roadrunner Recors. Do jego przebojów należą m.in. „Putting Holes In Happiness”, „The Dope Show” i „Personal Jesus”. Uważany jest za kontrowersyjną postać.

„Piosenkarz i autor tekstów znany jest z inspirowanych gotykiem czarnych strojów i mocnego makijażu” – zauważył Reuters.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Dziś sąd zdecyduje ws. aresztu Leszka Czarneckiego

W poniedziałek Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia rozpozna wniosek Prokuratury Regionalnej w Warszawie o tymczasowe aresztowanie Leszka Czarneckiego w związku z tzw. Aferą GetBack. Poniedziałkowe posiedzenie sądu, któremu przewodniczyć będzie sędzia Maria Pilśnik, zaplanowane jest na godz. 10. Sąd wniosek Prokuratury Regionalnej w Warszawie o aresztowanie biznesmena rozpoznać miał już 16 października, ale posiedzenie zostało odroczone na wniosek obrońcy Leszka Czarneckiego, mecenasa Jacka Dubois.

Kilka tysięcy tomów akt

Samodzielna Sekcja Prasowa Sądu Okręgowego w Warszawie nie udzielała wówczas szczegółowych informacji dot. argumentacji obrony Czarneckiego, przemawiającej za odroczeniem posiedzenia. Nieoficjalnie PAP dowiedziała się, że miało to związek z zatrzymaniem Romana Giertycha, głównego adwokata biznesmena, którego Centralne Biuro Antykorupcyjne zatrzymało przed gmachem Sądu Okręgowego w Warszawie 15 października w związku z postępowaniem prowadzonym przez Prokuraturę Regionalną w Poznaniu.

Prokuratura wysłała do sądu wniosek o aresztowanie Czarneckiego w sierpniu, ale akta sprawy w tzw. aferze GetBack liczą już kilka tysięcy tomów akt, z których znaczną częścią sąd musi zapoznać się przed podjęciem decyzji o ewentualnym aresztowaniu biznesmena.

Od miesięcy ma się ukrywać za granicą

Według ustaleń organów ścigania, Czarnecki ma od miesięcy ukrywać się za granicą. Zgoda na jego zatrzymanie i aresztowanie potrzebna jest po to, by prokuratura mogła wystąpić o wydanie za nim listu gończego, a następnie także Europejskiego Nakazu Aresztowania, który pozwoli ścigać Czarneckiego poza granicami państwa polskiego. Prokuratura Regionalna postawiła biznesmenowi jeden zarzut, ale „wypełnia on znamiona kilku przestępstw”. Chodzi o prowadzenie sprzedaży obligacji GetBack S.A. w sieci dystrybucji Idea Bank S.A.

„Z ustaleń śledztwa wynika, że Leszek Cz. jako Przewodniczący Rady Nadzorczej Idea Bank S.A. oraz osoba faktycznie nim zarządzająca, poprzez wyrażanie zgody umożliwił zorganizowanie i prowadzenie sprzedaży obligacji GetBack S.A. w sieci Idea Bank S.A., za pośrednictwem którego obligacje GetBack S.A. nabyło blisko 2000 osób za kwotę 731 mln zł. Klienci Idea Bank byli systemowo wprowadzani w błąd, co do bezpieczeństwa zainwestowanych środków, właściwości nabywanego instrumentu finansowego i jego ekskluzywności” – przekazała Prokuratura Regionalna. Dystrybucja obligacji za pośrednictwem Idea Banku była prowadzona bez zezwolenia Komisji Nadzoru Finansowego.

Śledztwo trwa ponad 2 lata

Portal rmf24.pl podał w październiku, że Prokuratura Regionalna dokonała zabezpieczeń na znaczną kwotę na mieniu Leszka Czarneckiego. „Prokuratorzy nie chcą jednak mówić o szczegółach. Jedyne, co usłyszeliśmy, to » kwota jest niebagatelna, robi wrażenie, jednak jest niższa niż suma szkody wyrządzonej klientom banku« ” – podał portal. Z informacji nieoficjalnych źródeł wynika, że może to być równowartość kwoty rzędu kilkudziesięciu milionów złotych, a nawet większa. W sprawie tzw. afery GetBack prokuratura zabezpieczyła w sumie od wszystkich podejrzanych kwotę 400 mln zł.

Śledztwo zostało wszczęte 24 kwietnia 2018 r. po zawiadomieniach przewodniczącego Komisji Nadzoru Finansowego. Postępowanie dotyczy wyrządzenia szkody majątkowej o wielkich rozmiarach, prowadzenia ksiąg rachunkowych wbrew przepisom i podawanie nieprawdziwych informacji. Straty szacuje się nawet na 2,6 mld zł.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Sąd w Lublinie oddalił wniosek o aresztowanie Zbigniewa Stonogi

Sąd w Lublinie oddalił wniosek prokuratury o aresztowanie Zbigniewa Stonogi, któremu śledczy zarzucili przywłaszczenie 253 tys. zł na szkodę prowadzonej przez niego fundacji. Nakazał natychmiastowe zwolnienie podejrzanego. Zbigniew Stonoga, zatrzymany dziś przez śledczych, nie został aresztowany. Sąd Okręgowy w Lublinie poinformował PAP w postanowieniu o nieuwzględnieniu wniosku prokuratury.

Sąd postanowił wniosku prokuratury nie uwzględnić i zarządzić natychmiastowe zwolnienie Zbigniewa S. – powiedziała Barbara Markowska, rzeczniczka Sądu Okręgowego w Lublinie.

Zbigniew Stonoga bez aresztu. Sąd: Nie utrudnia postępowania

W ocenie sądu „co do niektórych czynów zarzucanych Zbigniewowi S. brak jest dużego prawdopodobieństwa ich popełnienia, a w przypadku pozostałych nie występuje zagrożenie surową karą” – wyjaśniała Markowska. Sąd odniósł się też do przesłanki matactwa. Zdaniem śledczych komunikując się przez media społecznościowe Stonoga utrudnia prowadzenie postępowania. W ocenie sądu jest to jednak za mało, by uznać że utrudnia sprawę.

– Prokuratura podnosiła też przesłankę matactwa ze strony podejrzanego, wskazując na posiadanie (przez Stonogę, przyp.) telefonu komórkowego, który wykorzystuje do kontaktu z innymi ludźmi i swojej działalności w mediach społecznościowych. Fakt samego korzystania z telefonu przez podejrzanego nie pozwala zdaniem sądu przyjąć, iż przez to utrudnia postępowanie – tłumaczyła rzeczniczka lubelskiego sądu.

W kolejnej ze spraw Stonogi chodzi o przywłaszczenie 253 tys. zł pochodzących z wpłat darczyńców na konta fundacji, w okresie od października do grudnia 2019 r. Śledczy zarzucają mu działanie na szkodę fundacji swojego imienia oraz uczynienie sobie z tego procederu stałego źródła dochodu, a także pranie pieniędzy.

W warunkach recydywy grozi za nie do 15 lat więzienia.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Warszawa: Protesty na Krakowskim Przedmieściu po aresztowaniu Margot

Na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie trwają protesty po przewiezieniu do aresztu aktywistki Margot. Uczestnicy manifestacji twierdzą, że mają do czynienia z agresją ze strony policjantów. Z kolei rzecznik stołecznej policji podkreśla, że to funkcjonariusze zostali zaatakowani. W piątek sąd na wniosek prokuratury zastosował dwumiesięczny areszt wobec jednej osoby w związku ze sprawą uszkodzenia homofobicznej furgonetki. Chodzi o Margot, aktywistkę grupy Stop Bzdurom, która jest związana m.in. z akcją umieszczenia tęczowych flag na warszawskich pomnikach.

Margot w momencie przybycia policjantów znajdowała w siedzibie Kampanii Przeciwko Homofobii na warszawskim Powiślu. Na miejscu pojawiła się także grupa protestujących. Margot nie została tam jednak zatrzymana i razem z protestującymi przeszła na Krakowskie Przedmieście. Tam aktywistka została doprowadzona do radiowozu i przewieziona do aresztu. Protestujący podjęli próbę blokowania policyjnego auta.

„Pod siedzibą KPH Margot wyszła i dobrowolnie chciała poddać się aresztowaniu. Bezskutecznie. Doszło do niego dopiero wtedy i tam, gdzie można było uczynić pokaz siły opresyjnego państwa, którym staje się Polska” – pisała na Twitterze posłanka Lewicy Agnieszka Dziemianowicz-Bąk.

Z kolei reporter Radia ZET Maciej Sztykiel donosił, że „Policja użyła wobec protestujących przemocy”. Dziennikarz i posłanka KO Magdalena Filiks mieli zostać uderzeni przez funkcjonariuszy. „Nie było ANI JEDNEGO wezwania do rozejścia się. Ani jednego” – wskazywał reporter. „Policja siłą usunęła aktywistów. Mnie przepychano chociaż pokazywałem legitymacje poselską. Siła staje się jedynym argumentem władzy” – relacjonował poseł Lewicy Maciej Gdula.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Zażalenie na tymczasowe aresztowanie Sławomira Nowaka

Złożyliśmy zażalenie na tymczasowe aresztowanie ws. Sławomira Nowaka – poinformował w środę adwokat Antoni Kania-Sieniawski, obrońca byłego ministra transportu podejrzanego m.in. o korupcję w związku z przetargami drogowymi na Ukrainie.

Decyzję o zastosowaniu aresztu tymczasowego na okres trzech miesięcy wobec Nowaka i innego podejrzanego w tej sprawie biznesmena Jacka P. warszawski sąd rejonowy podjął w ubiegłą środę. Wobec Dariusza Z., b. dowódcy „Gromu” zastosowano wówczas areszt warunkowy; jeśli wpłaci on 1 mln zł poręczenia majątkowego, wyjdzie na wolność.

„Zachowując 7 dniowy termin w sprawie Sławomira Nowaka złożyliśmy zażalenie na tymczasowe aresztowanie. Teraz czekamy na termin posiedzenia sądu” – poinformował w środę na Twitterze Antoni Kania-Sieniawski.

Zgodnie z przepisami Sąd Okręgowy w Warszawie ma teraz siedem dni na rozpatrzenie tego zażalenia.

Podejrzenie korupcji

Były minister transportu i były szef ukraińskiej agencji drogowej Ukrawtodor Sławomir Nowak został zatrzymany w ubiegły poniedziałek w związku z podejrzeniem korupcji, kierowania zorganizowaną grupą przestępczą i praniem brudnych pieniędzy. Wraz z nim zatrzymano Dariusza Z. i Jacka P.

Po złożeniu wyjaśnień w prokuraturze Nowak usłyszał zarzut kierowania w okresie od października 2016 r. do września 2019 r. zorganizowaną grupą przestępczą czerpiącą korzyści z korupcji. Były polityk jest podejrzany o żądanie i przyjmowanie korzyści majątkowych i osobistych w zamian za przyznawanie prywatnym podmiotom kontraktów na budowę i remont dróg na Ukrainie, a także o pranie pieniędzy. W efekcie tych przestępstw miał uzyskać 1,3 mln zł.

Zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej

Dariuszowi Z. i Jackowi P. postawiono zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, prania brudnych pieniędzy oraz przyjmowania korzyści majątkowych. Śledztwo w tej sprawie prowadzone jest równolegle przez CBA i Prokuraturę Okręgową w Warszawie, a także Specjalną Prokuraturę Antykorupcyjną w Kijowie oraz Narodowe Antykorupcyjne Biuro Ukrainy. W sprawie toczą się odrębne śledztwa w Polsce i na Ukrainie, a dowodami wymienia się i działania koordynuje specjalnie w tym celu powołany zespół śledczych.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Rodzice aresztowani w związku ze śmiercią miesięcznego Wiktora z Rudy Śląskiej. Usłyszeli zarzuty

O aresztowaniu rodziców podejrzanych ws. śmierci miesięcznego chłopca z Rudy Śląskiej, który w środę zmarł w szpitalu w Katowicach, zdecydował w piątek wieczorem Sąd Rejonowy w Gliwicach. Wcześniej oboje rodzice usłyszeli w Prokuraturze Okręgowej w Gliwicach zarzuty znęcania się nad dzieckiem ze szczególnym okrucieństwem, a także spowodowania urazu, którego skutkiem była jego śmierć.

Jak poinformowała prok. Karina Spruś z gliwickiej prokuratury, sąd przychylił się do wniosku prokuratury o zastosowanie aresztu wobec obojga rodziców. Prokuratura przesłuchała w piątek zatrzymanych jeszcze w środę rodziców Wiktora – 29-letnią matkę i 30-letniego ojca. W piątek rano na podstawie wyników sekcji zwłok podała, że przyczyną śmierci dziecka był rozległy uraz czaszkowo-mózgowy.

Zarzuty dla rodziców

O zarzutach przedstawionych po kilkugodzinnym przesłuchaniu poinformowała w piątek po południu prok. Karina Spruś z gliwickiej prokuratury.

– Matce małoletniego Wiktora przedstawiono dwa zarzuty: pierwszy zarzut dotyczy znęcania się ze szczególnym okrucieństwem nad małoletnim dzieckiem (…). Drugi zarzut dotyczy natomiast udzielania pomocy do zabójstwa małoletniego dziecka – powiedziała prok. Spruś.

Przypomniała, że pierwszy z tych czynów jest zagrożony karą pozbawienia wolności do lat 8, a drugi – podobnie jak samo dokonanie zabójstwa – karą od 8 lat do dożywocia.

– Ojcu przedstawiono dwa zarzuty. Pierwszy zarzut jest zarzutem łącznym: znęcania się ze szczególnym okrucieństwem nad małoletnim dzieckiem i spowodowania u niego urazu czaszkowo-mózgowego, którego skutkiem była śmierć małoletniego dziecka – wskazała prok. Spruś.

– Natomiast drugi z zarzutów dotyczy sprawy z ub. roku, która była prowadzona w Rudzie Śląskiej, a która została przejęta do dalszego prowadzenia przez Prokuraturę Okręgową w Gliwicach – i jest to zarzut spowodowania obrażeń ciała u małoletniej Wiktorii (starszej siostry Wiktora – red.): złamania trzech żeber, naruszających czynności narządów ciała na okres powyżej siedmiu dni – dodała.

Pierwszy z zarzuconych ojcu czynów jest zagrożony karą dożywocia; drugi – karą od 3 miesięcy do lat 5 pozbawienia wolności.

Nie przyznali się do winy

– Oboje podejrzani nie przyznali się do stawianych im zarzutów. W swoich bardzo obszernych wyjaśnieniach przedstawili swoją wersję, natomiast z uwagi na to, że konieczna jest weryfikacja tych wyjaśnień, nie mogę przytoczyć ich szczegółów – zastrzegła prok. Spruś.

Zasygnalizowała, że prowadzący sprawę prokurator złoży jeszcze w piątek do Sądu Rejonowego w Gliwicach wniosek o tymczasowe aresztowanie obojga rodziców. Posiedzenie aresztowe – według ustaleń prokuratury – miałoby się odbyć w sobotę rano. Prokuratura badała już wcześniej i umorzyła postępowanie ws. obrażeń ciała u dziewczynki. Ubiegłoroczna opinia biegłego była niejednoznaczna. Nie wskazała, w jaki sposób mogło dojść do urazu. Teraz to postępowanie wznowiono i połączono ze sprawą śmierci miesięcznego Wiktora.

Pytana w piątek o tę kwestię prok. Spruś zaznaczyła, że nie zna całości materiału w tym postępowaniu i nie wie, czy uzyskano w nim kolejną opinię czy też zreinterpretowano dotychczasową. W tej sprawie sąd uchylił decyzję o umorzeniu wskutek zażalenia wywiedzionego przez kuratora dziecka.
Źródło info i foto: polsatnews.pl