Pomorze: Zabił i wrzucił zwłoki do szamba

Prokuratura Rejonowa w Słupsku przedstawiła zarzuty Arturowi M., który w sierpniu ubiegłego roku miał zabić swojego sąsiada, a następnie ukryć jego zwłoki w szambie. Mężczyzna został również oskarżony o wywieranie wpływu na świadka zdarzenia. 33-latek przyznał się do winy. Grozi mu kara dożywotniego pozbawienia wolności. Artur M. usłyszał w Prokuraturze Rejonowej w Słupsku zarzuty zabójstwa swojego sąsiada. Oskarżony, 15 sierpnia minionego roku w miejscowości Pobłocie w gminie Główczyce, poprzez uderzenie pięściami w głowę 52-letniego Mariana M., miał spowodować u niego śmiertelne obrażenia w postaci złamania kości sklepienia i podstawy czaszki, a następnie ukryć jego ciało w szambie.

W trakcie śledztwa ustalono, że do morderstwa doszło w domu 33-letniego Artura M. w czasie spotkania towarzyskiego, podczas którego spożywano alkohol. 

– Oskarżyliśmy Artura M. o to, że 15 sierpnia 2021 roku w Pobłociu, w warunkach recydywy, chcąc pozbawić życia Mariana M., wielokrotnie go uderzał nieustalonym twardym narzędziem tępokrawędzistym lub obłym oraz bił pięściami i kopał po głowie. Wywierał także nacisk na szyję pętlą utworzoną z bandaża. Pokrzywdzony doznał wielonarządowych obrażeń, zwłaszcza w okolicach głowy i szyi. Następnie Artur M. wrzucił Mariana M. do zbiornika z płynnymi nieczystościami, powodując jego śmierć w następstwie gwałtownego uduszenia – mówi Magdalena Gadoś, szefowa słupskiej Prokuratury Rejonowej, cytowana przez „Głos Koszaliński”.

Marian M. ostatni raz widziany był wieczorem 14 sierpnia 2021 roku, a więc dzień przed swoją śmiercią. Jego zwłoki zostały wyłowione z szamba na jednej z posesji w Pobłoci niecałe trzy miesiące później – 5 listopada. Oględziny oraz sekcja zwłok wykazały, że mężczyzna został zamordowany. W trakcie śledztwa ustalono, że podejrzanym o morderstwo może być jego sąsiad. Artur M. przebywał wówczas poza granicami kraju, gdzie podjął zaplanowaną wcześniej pracę.

Prokuratura Rejonowa w Słupsku zaocznie wydała postanowienie o przedstawieniu zarzutów Arturowi M. Następnie Sąd Rejonowy w Słupsku zastosował tymczasowe aresztowanie podejrzanego na okres 30 dni. Podjęto również decyzję o poszukiwaniu podejrzanego listem gończym. Mężczyzna został zatrzymany w grudniu 2021 roku, w jednym z pociągów w Lęborku. Podczas pierwszego przesłuchania nie przyznał się do winy.

Podczas posiedzenia aresztowego, które odbyło się po tym, jak Sąd Rejonowy w Słupsku przedłużył areszt wynikający z listu gończego, Artur M. odmówił składania wyjaśnień. Następnie, w trakcie kolejnego przesłuchania w prokuraturze mężczyzna przyznał się do winy. 33-latek opisał dokładnie przebieg zdarzenia oraz co zrobił z ciałem zabitego. Jednocześnie wyraził żal przyznając, że nie wiedział, że jego czyn doprowadzi do takiego skutku.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Artur M. za podpalenie domu byłej partnerki trafi za kratki na 15 lat

Artur M. (26 l.) ze Skomielnej Białej (woj. małopolskie) nie mógł pogodzić się z tym, że rzuciła go ukochana Karolina Ż. (24 l.). W odwecie podpalił dom, w którym mieszkała z rodziną. Za to, co zrobił, trafi do więzienia na długie lata.

Para poznała się w warsztacie samochodowym, który prowadził ojciec Karoliny. Zakochani zaczęli się spotykać. Urodził im się synek. Wszystko zniszczyły narkotyki. Artur miał z nimi problem. Z tego powodu partnerka go zostawiła i wróciła do rodziców. Porzucony mężczyzna nie mógł pogodzić się z jej odejściem.

Dwa lata temu, w kwietniu, podjechał taksówką pod dom, w którym mieszkała Karolina, 2-letni wówczas synek pary, rodzice kobiety i jej rodzeństwo. Łącznie siedem osób. Artur podpalił drewniany taras. Ogień błyskawicznie rozprzestrzenił się na inne pomieszczenia. To cud, że nikt nie zginął. Domownicy w porę się obudzili i zdołali uciec z płonącego budynku.

Rankiem Artur M. znów pojawił się w okolicy. – Zabiję wszystkich, z którymi się spotykała lub spotyka – powiedział do ciotki Karoliny.

Podpalacza zatrzymała policja. Sąd pierwszej instancji za usiłowanie zabójstwa 7 osób skazał go na 15 lat więzienia. Oskarżony odwołał się jednak od wyroku. Niedawno sąd apelacyjny podjął decyzję o podtrzymaniu kary.

– Zapamiętaj dobrze datę mojego wyjścia z więzienia – krzyknął do byłej partnerki Artur, gdy policjanci zakuwali go w kajdanki.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Jest akt oskarżenia ws. wieloletnich gwałtów na trójce sióstr. Na ławie oskarżonych matka i dziadek

Prokuratura Rejonowa w Strzelcach Opolskich skierowała do sądu okręgowego akt oskarżenia w sprawie wielokrotnych gwałtów dokonywanych na trójce sióstr w wieku od 8 do 11 lat. Na ławie oskarżonych zasiądzie matka i dziadek pokrzywdzonych oraz partner matki.

Jak poinformowała Iwona Kanturska z Prokuratury Rejonowej w Strzelcach Opolskich, do czynów opisanych w akcie oskarżenia miało dojść w okresie od 2012 do 2018 roku. Sprawa wyszła na jaw, gdy dzieci trafiły do rodziny zastępczej.

Zamieszczone w akcie oskarżenia zarzuty dotyczą szeroko rozumianej pedofilii i popełnionych ze szczególnym okrucieństwem czynów, jakich oskarżeni mieli dopuścić się wobec trzech dziewczynek.

Oskarżeni to 36-letnia matka pokrzywdzonych, Katarzyna K., ich dziadek – 62-letni Artur M. i 47-letni partner oskarżonej Janusz Cz. Cała trójka jest tymczasowo aresztowana. Oskarżonym grozi do 15 lat więzienia.
Źródło info i foto: TVP.info

Nowe fakty w sprawie tragedii na sali zabaw. Ojciec otruł syna i siebie

Czy Tomasz M. otruł malutkiego Arturka, a później siebie? Na to pytanie muszą odpowiedzieć śledczy. Nieprzytomnego ojca i synka odnaleziono w toalecie sali zabaw na warszawskim Bemowie. Pogotowie zabrało ich do szpitala, gdzie zmarli. Prokuratura zleciła sekcje zwłok ofiar. Są już wstępnie wyniki badań. Co z nich wynika?

Tragedia rozegrała się w niedzielę, 25 listopada w sali zabaw na warszawskim Bemowie. Tomasz M. spotkał się tam z 4-letnim synkiem. Spotkanie nadzorował wyznaczony przez sąd kurator. W pewnej chwili ojciec poszedł z Arturkiem do toalety. Gdy długo nie wracali, kurator wszczął alarm.

35-latka i chłopca odnaleziono w toalecie. Byli nieprzytomni. Tomasza M. długo reanimowano. Nie udało się go jednak uratować. Mężczyzna zmarł. Dziecko trafiło do szpitala, gdzie lekarze walczyli o jego życie. Mimo ich wysiłków, 4-letni Artur także zmarł. – Jesteśmy wstrząśnięci tym, co się stało. To ogromna tragedia. Z całego serca współczuję matce chłopca. Nic nie wskazywało na to, że ten mężczyzna to człowiek z takimi zaburzeniami, nikt z nas nie sprawdza wchodzących rodziców – powiedziała Mariola Prandecka, właścicielka sali.

Wyjaśnianiem okoliczności tragedii zajęła się policja i prokuratura. – Jeszcze w niedzielę, czyli w dniu powzięcia informacji o zdarzeniu został przesłuchany kurator. Został przesłuchany w charakterze świadka, ponieważ postępowanie toczy się obecnie w sprawie. Na razie nie ma podstaw, by komukolwiek przedstawiać zarzuty – powiedziała Fakt24 Mirosława Chyr z Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

W sprawie wszczęto śledztwo. Dotyczy ono trzech wątków. – Pierwszy wątek to zabójstwo dziecka poprzez podanie substancji toksycznej. Drugi dotyczy doprowadzenia Tomasza M. do targnięcia się na własne życie. Trzeci zaś niedopełnienia obowiązków służbowych przez kuratora społecznego, wyznaczonego przez sąd, który był obecny podczas widzenia Tomasza M. z Arturem. Prokuratura zdecydowała się podejść do sprawy wszechstronnie i uwzględnić kontekst życiowy, rodzinny – wyjaśniła nam prokurator Mirosława Chyr.

Czy Tomasz M. otruł syna, a później siebie? W odpowiedzi na to pytanie mają pomóc sekcje zwłok zmarłych. Przeprowadzono je we wtorek, 27 listopada. Są już wstępne wyniki. – Sekcje zwłok Tomasza M. i Artura M. zostały zakończone. Biegły z zakresu medycyny sądowej wskazał, że do zgonu osób doszło na skutek niewydolności krążeniowo – oddechowej – poinformowała Mirosława Chyr. Pozostaje jednak pytanie, co ją spowodowało? – W toku sekcji został pobrany materiał do szczegółowych badań toksykologicznych w celu ustalenia przyczyny zgonu Tomasza M. i Artura M. – dodała prokurator.

Śledczy zlecili badania toksykologiczne. Na ich wyniki trzeba będzie jednak poczekać. Być może nawet kilka tygodni. – Zakres tych badań toksykologicznych będzie szeroki – powiedziała prokurator Mirosława Chyr. Dlaczego? – Są tak zwane standardowe badania, gdzie prokurator zleca ustalenie obecności takich substancji jak alkohol, czy środki odurzające. Tutaj mamy szersze spektrum – dodała.

Kilka dni temu magazyn UWAGA! TVN wyemitował reportaż dotyczący rodziny. Wynika z niego, że mężczyzna miał prokuratorskie zarzuty, dotyczące m.in. uporczywego nękania małżonki i dzieci oraz uprowadzeń rodzicielskich synka.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Sąd utrzymał wyrok dla nastolatków, którzy zrzucili bryłę lodu na autostradę

Bryła lodu zrzucona na autostradę przez trzech nastolatków spowodowała śmierć 46-letniego kierowcy tira. Proces w tej sprawie toczył się już po raz trzeci. Dziś Sąd Apelacyjny w Krakowie utrzymał w mocy poprzedni wyrok: 8 i 7 lat więzienia dla trójki oskarżonych mężczyzn. W marcu br. Sąd Okręgowy w Tarnowie skazał Grzegorza S. na osiem lat więzienia, a Artura M. i Bartłomieja H. na 7 lat pozbawienia wolności.

Sędzia uznał, że mężczyźni dopuścili się zabójstwa z zamiarem ewentualnym – przewidywali tragiczny skutek zrzucenia bryły lodu na nadjeżdżający samochód i godzili się z tym. Dodatkowo sąd zobowiązał każdego z nich do zapłaty po 150 tys. zł dla członków rodziny zmarłego kierowcy.

„Takie zachowania dla zabawy nie będą traktowane pobłażliwie”

Apelacje wnieśli zarówno obrońcy oskarżonych, którzy dowodzili, że nastolatkowie nie mieli zamiaru nikogo zabić i zarzucali sądowi błędy w ustaleniu faktów, jak i pełnomocnik rodziny zmarłego kierowcy, według którego kara jest rażąco niewspółmierna do czynu, a zadośćuczynienie zbyt niskie. Sąd Apelacyjny podtrzymał jednak wyrok sądu pierwszej instancji. Nie podniesiono także kwoty zadośćuczynienia – sąd wziął pod uwagę, że oskarżeni nie są majętni i orzeczono wobec nich kary pozbawienia wolności.

– W tej sprawie, z uwagi na jej bulwersujący charakter, trzeba dać społeczeństwu jasny sygnał, że tego rodzaju zachowania „dla zabawy” nie będą traktowane pobłażliwie, bo mogą doprowadzić do tak tragicznych skutków – mówił sędzia Polański. I dodał, że oskarżeni nie ograniczyli się do rzucenia małej kulki śnieżnej, ale użyli kuli ważącej 29 kg.

Z wyjaśnień nastolatków można było też wnioskować, że byli zainteresowani trafieniem w przednią część samochodu.

Nastolatkowie odpowiadali jak dorośli

Do wypadku doszło 21 lutego wieczorem 2013 r. w miejscowości Biadoliny Radłowskie k. Tarnowa. Kierowca – po tym, jak bryła lodu rozbiła szybę – stracił panowanie nad pojazdem, który wjechał w bariery energochłonne po prawej stronie drogi. Mężczyzna w szoku wyszedł jeszcze z samochodu, ale stracił przytomność. Pomimo reanimacji zmarł. Sekcja zwłok wykazała, że zmarł wskutek wielonarządowych obrażeń klatki piersiowej i brzucha. Miał złamane wszystkie żebra i uszkodzone narządy wewnętrzne.

Po wypadku policja zatrzymała 17-latka i dwóch 16-latków. Wszyscy usłyszeli zarzut zabójstwa z zamiarem ewentualnym. Zdaniem prokuratury, mieli oni świadomość, że zrzucenie bryły lodu o wadze co najmniej 16 kg na autostradę, po której samochody poruszają się z dużą prędkością, może spowodować śmierć kierowcy; powinni byli to przewidywać i się z tym liczyć. Dlatego też powinni odpowiadać przed sądem jak dorośli.
Żródło info i foto: Gazeta.pl

Jest wyrok za śmierć kierowcy trafionego bryłą lodu na autostradzie

Na kary 6, 5 i 4 lat pozbawienia wolności skazał Sąd Okręgowy w Tarnowie trzech nastolatków, którzy w lutym rzucili bryłę lodu na autostradę, powodując śmierć 46-letniego kierowcy tira. Do wypadku doszło 21 lutego wieczorem w miejscowości Biadoliny Radłowskie pod Tarnowem. Kierowca – po tym jak bryła lodu rozbiła szybę – stracił panowanie nad pojazdem i wjechał w energochłonne bariery po prawej stronie drogi. W szoku wyszedł jeszcze z samochodu, ale stracił przytomność. Pomimo reanimacji zmarł. Po wypadku policja zatrzymała 17-latka i dwóch 16-latków. Wszyscy usłyszeli zarzut zabójstwa z zamiarem ewentualnym. Zdaniem prokuratury, mieli oni świadomość, że zrzucenie bryły lodu o wadze co najmniej 16 kg na autostradę, po której samochody poruszają się z dużą prędkością, może spowodować śmierć kierowcy; powinni byli to przewidywać i się z tym liczyć. Dlatego też powinni odpowiadać przed sądem jak dorośli. Prokuratura oskarżyła Grzegorza S., Bartłomieja H. i Artura M. o tzw. zabójstwo z zamiarem ewentualnym. Żródło info i foto: onet.pl

Artur M. utopił teściową w szambie

– „Nie mogłem już dłużej słuchać jej ględzenia. W końcu złapałem za łeb i walnąłem kilka razy o ścianę. Po tym wyszedłem z mieszkania. Kiedy wróciłem na drugi dzień ona dalej leżała pod ścianą więc schowałem ją do wersalki, a kiedy zrobiło się ciemno wieczorem wrzuciłem do szamba” – tak zeznawał 35-letni Artur M. przed prokuratorem. Mówił bez zmrużenia oka. Jakby opowiadał o filmie grozy, a nie o zamordowaniu człowieka. Ewa K. († 49 l.) z Lidzbarka Welskiego (warmińsko-mazurskie), poznała swojego oprawcę kilka lat temu, gdy jej córka, przedstawiła go jako swojego chłopaka. Sylwia (30 l.), poznała go przez znajomych, kiedy pracowała w Ciechanowie. Żródło info i foto: Fakt.pl

Oszuści Anna L. i Artur M. zatrzymani

Kilkadziesiąt kredytów opiewających na sumę kilkuset tysięcy złotych wyłudzono z różnych banków w powiecie mińskim. Policjanci z wydziału do walki z przestępczością gospodarczą zatrzymali kilka osób powiązanych z tym procederem. Do policyjnego aresztu trafiła między innymi 26-letnia Anna L. i 21-letni Artur M. Obydwoje usłyszeli już zarzut wyłudzenia kredytów bankowych. Sprawa ma charakter rozwojowy. Policjanci planują kolejne zatrzymania. Policjanci badają inne wątki przestępczej działalności, w międzyczasie planują też kolejne zatrzymania osób, które mogły mieć związek z oszustwami. Żródło info i foto: Policja.pl