Zamachowcy z Paryża planowali też atak na lotnisko w Amsterdamie

Zamachowcy, którzy w 2015 roku zabili w Paryżu 130 osób, planowali w tym samym czasie atak na amsterdamskie lotnisko Schiphol. Wynika to z akt procesowych grupy dżihadystów, którzy staną przed sądem w stolicy Francji w najbliższą środę. 13 listopada 2015 roku podczas koncertu amerykańskiego zespołu Eagles of Death Metal terroryści przypuścili szturm na paryską salę koncertową Bataclan. Zginęło wtedy 90 osób. W tym samym czasie doszło do ataków w innych częściach Paryża. W sumie życie straciło 130 osób, a około 400 zostało rannych.

Do ataków przyznało się tzw. Państwo Islamskie. Francuskiej policji udało się zatrzymać 20 osób zamieszanych w te ataki. W środę staną oni przed sądem w Paryżu. Z akt procesowych wynika, że miało również zostać zaatakowane lotnisko w Amsterdamie. Do ataków przyznało się tzw. Państwo Islamskie. Francuskiej policji udało się zatrzymać 20 osób zamieszanych w te ataki. W środę staną oni przed sądem w Paryżu. Z akt procesowych wynika, że miało również zostać zaatakowane lotnisko w Amsterdamie. Tego samego dnia dwóch dżihadystów kupiło bilety autobusowe z Brukseli do Amsterdamu. Jak informuje holenderski dziennik „Het Parool” użyli oni fałszywych nazwisk oraz zapłacili gotówką.

Do ataku na lotnisko ostatecznie nie doszło. Dżihadyści spędzili jednak na nim kilka godzin. Śledczy uważają, że ich wyjazd był związany z planowanym atakiem i „liczą, że w toku postępowania pojawią się dodatkowe dowody” – informuje gazeta.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Coraz więcej ataków na punkty szczepień. Pracownicy chronieni jak funkcjonariusze publiczni

Premier Mateusz Morawiecki zaakceptował objęcie pracowników punktów szczepień ochroną jak funkcjonariuszy publicznych – przekazał we wtorek minister zdrowia Adam Niedzielski. To reakcja na ataki antyszczepionkowców i kierowanie gróźb wobec personelu medycznego.

„Zgodnie z zapowiedzią dziś na posiedzeniu Rady Ministrów omawialiśmy ataki antyszczepionkowców na punkty szczepień oraz kierowanie gróźb wobec personelu medycznego. Premier Mateusz Morawicki zaakceptował objęcie pracowników punktów szczepień ochroną jak funkcjonariuszy publicznych” – napisał na Twitterze minister zdrowia.

O sprawę ochrony medyków po ataku na punkty szczepień w Grodzisku Mazowieckim i Zamościu na początku sierpnia pytany był premier Mateusz Morawiecki.- Takie wydarzenia niestety się jak widać powtarzają. Dlatego wszystkie one będą z jednej strony bardzo surowo karane zgodnie z dzisiejszymi przepisami, ale będziemy prowadzili również działania mające zwiększyć bezpieczeństwo wszystkich tego typu punktów, bo te punkty wykonują bardzo dobrą robotę dla Polski – zapowiedział szef rządu.

Niedzielski tłumaczył wówczas, że objęcie pracowników taką ochroną oznacza, że „każde zagrożenie, każda groźba, każdy akt agresji wobec tych pracowników będzie karany ze szczególną surowością”.

Komendant główny policji gen. insp. Jarosław Szymczyk dodał, że po wydarzeniach w Grodzisku Mazowieckim, decyzją szefa MSWiA Mariusza Kamińskiego zostały wydane polecenia wszystkim komendantom wojewódzkim policji „wzmocnienia zabezpieczenia właśnie tych punktów”.

Lewica chce informacji w Sejmie

Do ataków na punkty szczepień odnieśli się we wtorek na konferencji prasowej politycy Lewicy.

– Wzywamy do zabrania głosu Jarosława Kaczyńskiego już na tym najbliższym posiedzeniu Sejmu i do wygłoszenia informacji wicepremiera ds. bezpieczeństwa w sprawie dotyczącej ochrony punktów szczepień, ochrony infrastruktury medycznej, krytycznej, w sprawie odpowiedzi na pytania, dlaczego nie wzmaga programów, które będą zachęcały do szczepień – powiedział szef klubu Lewicy Krzysztof Gawkowski.

Pismo w tej sprawie szef klubu Lewicy i posłanka Agnieszka Dziemianowicz-Bąk skierowali we wtorek do marszałek Sejmu Elżbiety Witek.

– Jarosławie Kaczyński wystąp w Sejmie i powiedz, jakie działania realizujesz w celu ochrony i wzmocnienia działań dotyczących szczepień – apelował Gawkowski.
Źródło info i foto: interia.pl

Robert Aaron Long skazany. Przeprowadził ataki na azjatyckie salony masażu

Robert Aaron Long został skazany na karę dożywotniego więzienia za przeprowadzenie ataków na azjatyckie salony masażu w Atlancie i okolicach. W ich wyniku zginęło osiem osób. Sąd hrabstwa Cherokee w amerykańskim stanie Georgia nie przewiduje możliwości warunkowego zwolnienia.

Na karę dożywotniego więzienia bez możliwości warunkowego zwolnienia skazany został we wtorek przez sąd hrabstwa Cherokee w amerykańskim stanie Georgia zabójca ośmiu osób, pracujących w azjatyckich salonach masażu w Atlancie i okolicach. Oskarżony Robert Aaron Long przyznał się do winy.

Wyrok dotyczy czterech zabójstw. Long będzie jeszcze odpowiadał w Atlancie za pozostałe cztery.

Ataki na azjatyckie salony masażu

Do zabójstw doszło w marcu. Ich sprawca najpierw zaatakował spa w centrum handlowym w Acworth w hrabstwie Cherokee, około 50 km na północ od Atlanty, gdzie od strzałów z jego broni zginęły cztery osoby. Kilka godzin później do strzelaniny doszło w Atlancie, w dwóch salonach masażu, położonych przy tej samej ulicy. Na miejscu zginęły dwie osoby, trzy ciężko ranne zostały przetransportowane do szpitala, dwie zmarły.

Niedługo potem, około 240 kilometrów na południe od Atlanty, aresztowany został 22-letni Robert Aaron Long z Woodstock, który został oskarżony o wszystkie te ataki i o zabójstwo ośmiu osób. Siedem z nich to kobiety azjatyckiego pochodzenia.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Atak na organizatorów marszu LGBT w Tbilisi. Polak ugodzony nożem

Dziesiątki osób zostało rannych po ataku prawicowych grup, demonstrujących przeciwko planom organizacji „parady godności” LGBT w stolicy Gruzji. Atakowano także przedstawicieli mediów. Rannych zostało kilkudziesieciu dziennikarzy, napastnicy mieli „polować” na przedstawicieli mediów. Gruzińskie media piszą, że ranny został obywatel Polski. W poniedziałek prawicowe grupy sprzeciwiające się paradzie osób LGBT+ w stolicy Gruzji zaatakowały biuro organizatorów, Tbilisi Pride. Napastnicy włamali się do środka i zdewastowali biuro, zrywali tęczowe flagi. Parada została odwołana.

Ponadto zaatakowano dziennikarzy relacjonujących wydarzenia. Według portalu tabula.ge rannych zostało ok. 40 przedstawicieli mediów.

Polak ugodzony nożem

Serwis agenda.ge podaje, że na ulicy zaatakowano obywatela Polski. Mężczyzna miał zostać ugodzony nożem. Wg. relacji napastnik zaatakował go, bo uznał go za osobę homoseksualną. Polski MSZ potwierdził Onetowi, że doszło do takiego ataku i konsul RP jest w kontakcie z poszkodowanym i lekarzami. Ofiara jest w stanie stabilnym.

Organizatorzy oskarżają rząd i kościół

Marsz miał zakończyć Tydzień Dumy osób LGBT w Gruzji. Już wcześniejsze wydarzenia były atakowane przez skrajnych nacjonalistów i grupy określane przez niektóre gruzińskie media jako „proputinowskie”. W ubiegłym tygodniu zatrzymano ponad 20 osób po próbie zakłócenia pokazu filmowego. Organizatorzy Tygodnia Dumy opublikowali oświadczenie, w którym piszą, że „wypowiedziano wojnę społeczeństwu obywatelskiemu, wartościom demokratycznym i europejskiemu kierunkowi” rozwoju kraju. Oskarżyli rząd o niewypełnianie swojego obowiązku ochrony bezpieczeństwa obywateli, wskazując też na odpowiedzialność „prorosyjskich grup” i gruzińskiego patriarchatu.

Podkreślili, ze Ministerstwo Spraw Wewnętrznych miało „wszelkie możliwości zapewnienia bezpieczeństwa uczestnikom Tygodnia Dumy”, a organizatorzy, dyplomaci i organizacje międzynarodowe spotykały się z przedstawicielami resortu, proponując konkretne rozwiązania. „Zamiast skutecznych kroków” urzędnicy państwowy mieli „zachęcać do przemocy”. W obliczu tych wydarzeń, braku ochrony ze strony państwa i „ogromnej fali nienawiści wspieranej przez rząd i patriarchat” zdecydowano o odwołaniu parady.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Kolejne ataki na kościoły w Kanadzie

Dziesięć kościołów zostało pomazanych farbą w Calgary w Kanadzie. W ciągu minionego tygodnia spłonęło też sześć kościołów. Media opisują to jako ostre reakcje na informacje o odnalezieniu ponad tysiąca grobów przy byłych przymusowych szkołach dla Indian. Jak podało miasto Calgary w komunikacie, policja prowadzi dochodzenie w sprawie dziesięciu kościołów, które zostały oblane pomarańczową i czerwoną farbą w nocy ze środy na czwartek i w czwartek rano. W jednym z kościołów wybito okno.

– Odciski dłoni, liczba „215” i inne znaki sugerują, że ten wandalizm był odpowiedzią na groby odnalezione ostatnio przy byłych residential schools. System przymusowych szkół w Kanadzie jest bardzo ciemną kartą naszej historii, zniszczył życia wielu rodzin rdzennych mieszkańców, społeczności i narodów (…) Zważywszy na krzywdy, jakie ten rozdział w historii wyrządził rdzennym narodom w naszej społeczności, zrozumiałe jest, że emocje i napięcia są bardzo silne – napisano w komunikacie.

Miasto Calgary zwróciło przy tym uwagę, że wandalizm „służy tworzeniu dalszych podziałów, strachu i zniszczenia w naszym mieście”. W mediach społecznościowych można już znaleźć wiele wpisów obarczających Indian odpowiedzialnością za zniszczenia kościołów, choć żadne dochodzenie nie wskazało sprawców.

To nie pierwszy taki wypadek, tydzień temu na drzwiach katedry w Saskatoon czerwoną farbą namalowano „we were children” (byliśmy dziećmi), odciśnięte zostały dłonie, również czerwoną farbą. Wcześniej na kościele w Mississauga, w którym proboszcz mówił podczas kazania o „dobrych uczynkach” wobec indiańskich dzieci, pojawiło się graffiti.

W ciągu minionego tygodnia spłonęło też sześć kościołów, ostatni z nich w środę w Morinville w Albercie, na północ od Edmonton. Policja prowadzi dochodzenia.

Masowe groby dzieci

Premier Kanady Justin Trudeau, odnosząc się do przypadków wandalizmu, powiedział podczas piątkowej konferencji prasowej, że „jest to nie do zaakceptowania, jest to niewłaściwe, że widzimy przypadki wandalizmu i podpaleń w całym kraju, w tym – wobec katolickich kościołów”. Dodał, że rozumie gniew odczuwany w wielu społecznościach, ale podpalanie kościołów jest złem. „Nie mogę przestać myśleć o tym, że palenie kościołów oznacza dla wielu ludzi (…) pozbawienie ich miejsca, w którym mogliby mieć czas na żałobę, rozmyślania i poszukiwanie wsparcia” – powiedział premier.

Perry Bellegarde, szef Assembly of First Nations, największej organizacji Indian w Kanadzie, mówił w środę, że „podpalanie rzeczy to nie jest nasz sposób postępowania, naszym sposobem jest budowanie relacji i współdziałanie”. Przewodnicząca Metis Nation w Albercie Audrey Poitras podkreśliła, że miasto Morinville i społeczność przy kościele mają silne związki ze społecznością metyską, a „przemoc i niszczenie nie są drogą w przyszłość w tych trudnych czasach” – cytowały media.

W środę o wynikach badania georadarem, które wskazało na szczątki 182 osób przy byłym budynku szkoły św. Eugeniusza w pobliżu Cranbrook w Kolumbii Brytyjskiej, poinformowała komunikat Indian Kootenay. W ub. tygodniu w prowincji Saskatchewan poinformowano o odnalezieniu 751 nieoznaczonych grobów na cmentarzu przy szkole Marieval. Pod koniec maja br. w Kolumbii Brytyjskiej poinformowała o znalezieniu masowego grobu ze szczątkami 215 dzieci, uczniów Kamloops Indian Residential School.

To właśnie na tych 215 odnalezionych wskazuje komunikat miasta Calgary. Z kolei pomarańczowa farba nawiązuje do pomarańczowego koloru wykorzystywanego przez upamiętniających tragedię przymusowych szkół dla dzieci Indian, Inuitów i Metysów. Kolor pomarańczowy został wybrany w nawiązaniu do opowieści byłej uczennicy residential school, Phyllis Webstad, której po przyjeździe do szkoły odebrano pomarańczową koszulkę podarowaną jej przez babcię właśnie na pierwszy dzień w szkole. W pomarańczowe T-shirty ubrani byli uczestnicy wielu marszów solidarnościowych, które w czwartek, w Canada Day, dzień narodowego święta, przeszły przez wiele kanadyjskich miast.

Kościół katolicki prowadził na zlecenie rządu Kanady ok. 60 proc. przymusowych szkół, pozostałe 40 proc. było zarządzane przez różne kościoły protestanckie. Szkoły istniały przez ok. 150 lat, uczęszczało do nich łącznie ok. 150 tys. dzieci, raport Komisji Prawy i Pojednania z 2015 r. określił działalność tych szkół jako „kulturowe ludobójstwo”.

Trudeau, zgodnie z zaleceniami raportu Komisji, zwrócił się do papieża Franciszka o przyjazd do Kanady i przeproszenie rdzennych mieszkańców za rolę Kościoła katolickiego w prowadzeniu przymusowych szkół. Kościoły protestanckie uczyniły to już wcześniej. Delegacja rdzennych społeczności Kanady uda się do Watykanu w grudniu.
Źródło info i foto: interia.pl

Sprawą cyberataków na Polskę zajęło się NATO

Dzisiaj na spotkaniu ambasadorów NATO Polska przedstawi informację na temat cyberataków. Posiedzenie Rady Północnoatlantyckiej zaplanowane jest na 10. W RMF FM jako pierwsi informowaliśmy, że rząd powiadomił sojuszników z NATO o rosyjskim cyberataku na Polskę. Jak przekonuje Katarzyna Szymańska-Borginon, nie należy się spodziewać zbyt wiele po tym spotkaniu. Nie jest to nadzwyczajne posiedzenie ambasadorów w tej sprawie, ale rutynowe cotygodniowe spotkanie Rady Północnoatlantyckiej, na którym Polska przedstawi sytuację związana z cyberatakami. Nie będzie więc wspólnego oświadczenia Sojuszu w tej kwestii.

Jak tłumaczy RMF FM jeden z dyplomatów NATO, nie jest to tak sama sytuacja, jak odkrycie, że za wybuchem składu amunicji z 16 października 2014 roku w Vrbieticach odpowiedzialna jest Rosja. „Wtedy zginęli ludzie” – wyjaśnia dyplomata.

powiadomił sojuszników z NATO o rosyjskim cyberataku na Polskę.

Cyberatakami na Polskę zajmie się NATO. Dziś posiedzenie w tej sprawie

Jak przekonuje Katarzyna Szymańska-Borginon, nie należy się spodziewać zbyt wiele po tym spotkaniu. Nie jest to nadzwyczajne posiedzenie ambasadorów w tej sprawie, ale rutynowe cotygodniowe spotkanie Rady Północnoatlantyckiej, na którym Polska przedstawi sytuację związana z cyberatakami. Nie będzie więc wspólnego oświadczenia Sojuszu w tej kwestii.

Jak tłumaczy RMF FM jeden z dyplomatów NATO, nie jest to tak sama sytuacja, jak odkrycie, że za wybuchem składu amunicji z 16 października 2014 roku w Vrbieticach odpowiedzialna jest Rosja. „Wtedy zginęli ludzie” – wyjaśnia dyplomata.

Polska poinformuje o zakresie ataku, a następnie sprawą zajmą się odpowiednie komitety ekspertów, którzy sprawdzą zwłaszcza kwestię, czy rzeczywiście za tymi działaniami stoi Rosja, jak utrzymuje polski rząd. Już wcześniej w przekazanym RMF FM oświadczeniu biuro prasowe Sojuszu przekazało, że „eksperci NATO współpracują z polskimi władzami w związku z cyberatakiem, a wszelkie zewnętrzne próby ingerencji w systemy alianckie są niedopuszczalne”.

Polsce oczywiście zależy na podtrzymywaniu sprawy cyberataków na agendzie NATO i Unii. Zwłaszcza teraz w związku z porozumieniem Putina-Bidenem i wyznaczeniem przez nich 16 stref wyjętych spod tego typu działań – niektórym się wydaje, że ze strony Rosji już nie grożą cyberataki. Warszawa daje więc sygnał, że Rosja nadal jest w tej dziedzinie bardzo aktywna.

Co wiemy o cyberataku?

Sprawa cyberataków na polskich urzędników stała się głośna na początku czerwca. Szef kancelarii premiera Michał Dworczyk poinformował wówczas, że hakerzy włamali się na jego oraz jego żony skrzynki mailowe oraz ich konta w mediach społecznościowych. Polityk przekazał na Twitterze, że w związku ze sprawą poinformowane zostały stosowne służby.

Według ustaleń polskich służb, „na liście celów przeprowadzonego przez grupę UNC1151 ataku socjotechnicznego znajdowało się co najmniej 4350 adresów e-mail należących do polskich obywateli lub funkcjonujących w polskich serwisach poczty elektronicznej”.

Służby twierdzą, że dysponują wiarygodnymi informacjami łączącymi działania grupy UNC1151 z działaniami rosyjskich służb specjalnych.

Według Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego i Służby Kontrwywiadu Wojskowego co najmniej 500 użytkowników odpowiedziało na przygotowaną przez autorów ataku informacje, „co istotnie zwiększyło prawdopodobieństwo skuteczności działań agresorów”.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Międzynarodowy Trybunał Karny w Hadze: Zbrodniarz z Darfuru oskarżony

Międzynarodowy Trybunał Karny w Hadze (MTK) postawił 31 zarzutów związanych z popełnieniem zbrodni przeciwko ludzkości jednemu z przywódców milicji urządzających naloty na wsie i miasta w Darfurze, zachodniej części Sudanu. Jest to przygotowanie do pierwszego w historii MTK procesu związanego z przemocą w konflikcie w Darfurze.

Ali Muhammad Ali Abd-Ar-Rahman, znany jako Ali Kuszajb został oskarżony między innymi o morderstwa, stosowanie tortur i gwałty.

Prokuratorzy MTK wskazali go jako „budzącego postrach oraz czczonego” przywódcę milicji dżandżawidzkiej, zbrojnej muzułmańskiej bojówki działającej w Darfurze oraz we wschodniej części Czadu, popełniającego zbrodnie w latach 2003-2004, czyli w momencie największego nasilenia konfliktu.

Zbrodnie przeciw ludzkości

Agencja Associated Press podała, że oskarżony nie odniósł się do zarzutów, ale zespół jego obrońców argumentował, że Abd-Ar-Rahman to nie Ali Kuszajb. Fatou Bansouda, wiceprokurator MTK, powiedziała, że wykaże, że Abd-Ar-Rahman przeprowadził ataki na miasta i wsie i był odpowiedzialny za ponad 300 morderstw oraz grabieże, które zmusiły 40 tys. cywilów do opuszczenia swoich domów.
Źródło info i foto: TVP.info

Ataki na ratowników medycznych. Zespoły karetek kupują gazy pieprzowe i paralizatory

– Gazy, paralizatory są elementem nieformalnego wyposażenia sporej grupy ratowników – mówi cytowany przez Polsat News ratownik medyczny. O atakach na zespoły karetek słyszy się coraz częściej. Teraz ratownicy starają się zabezpieczyć na własną rękę, kupując dostępne materiały do obrony własnej.

Nie tylko leki, opatrunki i sprzęt medyczny, ale i gaz pieprzowy czy paralizatory coraz częściej znajdują się na wyposażeniu karetek. Ratownicy obawiają się ataków – podaje polsatnews.pl.

W Warszawie tylko w kwietniu doszło co najmniej dwóch ataków na ratowników medycznych. We Władysławowie pijany mężczyzna rzucił się na ratowników z japońskim mieczem. We Włocławku przewożony karetką mężczyzna zranił ratownika scyzorykiem. W marcu w Warszawie mężczyzna rzucił cegłą w ambulans wezwany do chorego dziecka – miał to być partner matki pacjenta.

Cytowany przez portal ratownik medyczny ze Szczecina, Wojciech Skotnicki, powiedział, że akty agresji zdarzały się wcześniej, ale od pewnego czasu częstsze jest „zbrojenie się” przez zespoły karetek. – Gazy, paralizatory, już dawno są elementem nieformalnego wyposażenia sporej grupy ratowników. Ja sam zresztą raz zmuszony byłem bronić się przy użyciu gazu – powiedział.

Szkolenia z samoobrony i „cichy alarm”

Inny ratownik powiedział dziennikarzom, że po tym, jak na karatekę rzucił się agresor, kupił gaz pieprzowy, a rozważa też zakup paralizatora i pałki teleskopowej, których używają jego znajomi ratownicy.

Ratownicy mają szkolenia z samoobrony, a czasem także zajęcia z radzenia sobie z agresją pacjentów. W systemie do dokumentacji medycznej jest też specjalny „cichy alarm” – przycisk, który powiadamia dyspozytora o niebezpieczeństwie.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Seria ataków nożem w Londynie

W nocy z piątku na sobotę w południowym Londynie doszło do pięciu ataków z użyciem noża. Jedna osoba zginęła, a dziewięć jest rannych. Brytyjska policja sprawdza, czy zdarzenia te były ze sobą powiązane. Dotychczas nie zebrano dowodów, które by to potwierdzały. Przed godziną 19.00 czasu miejscowego policja została wezwana na Chapman Road w położonej na południu miasta dzielnicy Croydon. Funkcjonariusze odnaleźli tam poszkodowanego, który następnie trafił do szpitala.

20 minut później policja została wezwana do szpitala w południowym Londynie, gdzie trafiło czterech mężczyzn z ranami kłutymi i ciętymi. Jeden z nich odniósł obrażenia zagrażające życiu. Przed godziną 21.00 policjanci otrzymali zgłoszenie również ze szpitala w południowym Londynie – dwóch mężczyzn miało rany kłute, jeden z nich poważne.

Przed godziną 21.00 policjanci otrzymali zgłoszenie również ze szpitala w południowym Londynie – dwóch mężczyzn miało rany kłute, jeden z nich poważne.

25 minut później na Dingwall Road w dzielnicy Croydon zatrzymano mężczyznę podejrzanego o dopuszczenie się ciężkiego uszkodzenia ciała. Jego ofiara – której obrażenia nie są poważne – też została zatrzymana.

Po godzinie 20.00 policja została wezwana na Wisbeach Road, także w dzielnicy Croydon. Funkcjonariusze zastali na miejscu dwóch mężczyzn z obrażeniami kłutymi. Jeden z nich został zabrany do szpitala przed przybyciem policji, a drugi zmarł na miejscu, pomimo udzielonej mu pomocy medycznej.
Źródło info i foto: interia.pl

Singapur: 16-latek planował atak na meczety. Zainspirował go zamachowiec z Christchurch

Władze Singapuru zatrzymały 16-latka, który ich zdaniem szykował się do ataku na dwa meczety. Przygotował już oświadczenie z odniesieniami do zamachowcy, który w 2019 r. zabił 51 muzułmanów w Christchurch w Nowej Zelandii – przekazano.

Chłopak nabył w internecie kamizelkę taktyczną i planował zaatakować ludzi maczetą – przekazał w komunikacie singapurski wydział bezpieczeństwa wewnętrznego (ISD), podała Agencja Reutera.

W oświadczeniu ISD nastolatka określono jako pochodzącego z Indii chrześcijanina, który „sam się zradykalizował”, motywowanego „silną antypatią wobec islamu i fascynacją przemocą” – przekazała agencja AP. Nie ujawniono personaliów zatrzymanego, ponieważ jest niepełnoletni.

16-latek przeprowadził rekonesans w meczetach w pobliżu swojego miejsca zamieszkania, a atak zamierzał transmitować na żywo w internecie. Przygotował już oświadczenia, w których wspominał o prawicowym ekstremiście Brentonie Tarrancie, skazanym na dożywocie za zabicie 51 muzułmanów i ranienie dziesiątków innych w Christchurch.

Aresztowany lub zabity

„Mógł przewidzieć tylko dwa wyniki swojego planu: że zostanie aresztowany, zanim będzie mógł przeprowadzić ataki, albo że wykona plan i zostanie zabity przez policję” – napisał ISD, dodając, że nastolatek planował przeprowadzić atak w rocznicę tragedii w Christchurch, 15 marca.

W jednym z manifestów niedoszły napastnik określił planowany przez siebie zamach jako „masakrę”, „akt zemsty” i „wezwanie do wojny” przeciwko islamowi. Zamachowca z Christchurch opisywał jako „świętego” – podała AP.

16-latek jest najmłodszą osobą schwytaną w Singapurze na mocy pochodzących z ery kolonialnej przepisów bezpieczeństwa wewnętrznego, które zezwalają na zatrzymanie kogokolwiek zagrażającego bezpieczeństwu nawet na dwa lata.

Jest również pierwszą osobą zatrzymaną w tym państwie w związku z prawicowym ekstremizmem. Wcześniej singapurskie władze zatrzymywały natomiast radykalnych islamistów, w tym 17-latka aresztowanego za popieranie Państwa Islamskiego.

Nie jest jasne, jak długo 16-latek spędzi w areszcie. Szef MSW oświadczył, że otrzyma tam wsparcie psychologiczne i będzie mógł kontynuować naukę. Nie zostanie postawiony przed sądem, ponieważ „niczego nie zrobił” – oświadczył minister, cytowany przez singapurską stację CNA.

Nadzieja na resocjalizację

Shanmugam podkreślił przy tym, że singapurskie przepisy pozwalają policji na „szybkie działanie” wobec osób planujących zamachy, podczas gdy w wielu innych krajach „trzeba poczekać, aż coś zrobią, i często jest już wtedy za późno”. Wyraził nadzieję na resocjalizację chłopaka.
Źródło info i foto: TVP.info