Wrocław: Brutalny atak. Policja poszukuje mężczyzny ze zdjęcia

Wrocławska policja opublikowała wizerunek osoby podejrzanej o brutalne pobicie na Wyspie Słodowej. Do ataku doszło 26 maja. Motywami poszukiwanego mężczyzny mogła być nienawiść na tle orientacji seksualnej. Do brutalnego pobicia doszło 26 maja, po tym jak jego ofiara, młody chłopak, przemawiał do zebranych na Wyspie Słodowej ludzi. Po swoim wystąpieniu miał zostać zaproszony do rozmowy prze grupę obecnych tam osób, które zaczęły wypytywać go o orientację seksualną i wyzywać. Kiedy chciał odejść, został zaatakowany i pobity, wskutek czego musiał trafić do szpitala.

Z relacji świadków zdarzenia wynika, że ciosy napastnika były tak mocne, że ofiara miała złamany nos i pęknięty łuk brwiowy. Dodatkowo w czasie ataku, chłopak miał zostać uderzony z dużą siłą wózkiem zakupowym. Na miejsce zdarzenia przyjechała policja, ale sprawcy udało się zbiec.

Po zdarzeniu wrocławska policja wydała oficjalny komunikat prasowy w sprawie poszukiwań sprawcy pobicia. „Policjanci przeanalizowali monitoring znajdujący się w tamtym rejonie, a dokumentację medyczną przekazali biegłemu z zakresu medycyny sądowej, celem oceny odniesionych obrażeń, aby ustalić kwalifikację zaistniałego czynu. Został on zakwalifikowany, jako czyn z art. 157 par. 2 Kodeksu karnego, tj. naruszenie czynności narządu ciała lub rozstrój zdrowia trwający nie dłużej niż 7 dni” – czytamy.

Kolejnym krokiem byłą wspólna decyzja służb i prokuratury o publikacji wizerunku osoby podejrzanej. Zdjęcie mężczyzny zostało opublikowane na stronach Komendy Miejskiej Policji we Wrocławiu. „Osoby posiadające jakiekolwiek informacje dotyczące mężczyzny, którego wizerunek znajduje się w materiale zdjęciowym” apelują mundurowi.

Wszelkie informacje na temat poszukiwanego można przekazać osobiście funkcjonariuszom Komisariatu Policji Wrocław-Ołbin lub pod numerem telefonu 47 87 143 06.
Źródło info i foto: wp.pl

Afganistan: Talibowie zabili pracowników Halo Trust

Ministerstwo spraw wewnętrznych Afganistanu poinformowało w środę o ataku talibów. Ofiary to pracownicy Halo Trust, organizacji zajmującej się rozminowywaniem w Afganistanie. – Talibowie spędzili ich do jednego pokoju i otworzyli do nich ogień – powiedział rzecznik prasowy policji prowincji. Dodał, że 14 osób zostało rannych.

– Talibowie wtargnęli na teren organizacji zajmującej się rozminowywaniem i zaczęli strzelać do wszystkich – powiedział rzecznik prasowy ministerstwa Tarik Arian. Reuters poinformował, że do ataku doszło we wtorek wieczorem w prowincji Baghlan, w której ostatnio toczą się ciężkie walki. Ofiary ataku były pracownikami Halo Trust, największej organizacji zajmującej się rozminowywaniem w Afganistanie.

– Talibowie spędzili ich do jednego pokoju i otworzyli do nich ogień – powiedział rzecznik prasowy policji prowincji Dżawed Baszarat. Dodał, że 14 osób zostało rannych. Do tej pory ani talibowie, ani organizacja nie skomentowali zajścia.

Napięcia między siłami rządowymi i talibami

Po dekadach konfliktu na ziemiach afgańskich pozostało wiele min oraz niewypałów i od obalenia rządu talibów w 2001 r. różne organizacje pracowały nad unieszkodliwieniem niebezpiecznych obiektów.

Wraz z wycofywaniem się wojsk USA i innych krajów NATO, które mają opuścić Afganistan do 11 września, narastają napięcia i walki między siłami rządowymi i talibami. Talibowie walczą z wojskami rządowymi w 26 z 34 prowincji kraju.
Źródło info i foto: tvn24.pl

USA: Raport odnośnie ataku na Kapitol. „Służby nie były przygotowane, zignorowano zagrożenie”

​Policja Kapitolu miała informacje na temat planowanych zamieszek 6 stycznia, ale nie były one rozpowszechniane wewnątrz instytucji. Ani policja, ani żadna ze służb nie miała też żadnego planu ochrony gmachu – wynika z opublikowanego we wtorek raportu Senatu. 127-stronicowy dokument przedstawiony przez połączone komisje Senatu jest wynikiem kilkumiesięcznego śledztwa.

W raporcie stwierdzono, iż „federalna społeczność wywiadowcza – przewodzona przez FBI i Departament Bezpieczeństwa Krajowego – nie ostrzegła o potencjalnej przemocy 6 stycznia”. Zdaniem autorów dokumentu „wywiadowcze oddziały USCP (Policji Kapitolu) nie przekazały posiadanych przez nie pełnych informacji nt. zagrożeń”, a USCP „nie była odpowiednio przygotowana, by zapobiec lub odpowiedzieć na zagrożenia bezpieczeństwa 6 stycznia, co przyczyniło się do wtargnięcia na Kapitol”.

Służby uznały, że zagrożenie nie jest poważne

Dołączone materiały sugerują też, że ani odpowiedzialne za to ministerstwo sprawiedliwości, ani sama policja nie miały żadnego planu na wypadek przemocy. Stało się tak, mimo że USCP od grudnia zbierała informacje na temat planów ekstremistów, w tym planów infiltracji tunelów pod Kapitolem i wtargnięcia do biur parlamentarzystów.

Jak się jednak okazało, informacje zbierane przez analityków nie zostały przekazane ani szefostwu, ani samym policjantom. Nie zrobiła tego też FBI, uważając zagrożenie ze strony sympatyków Donalda Trumpa za mało poważne. Dochodzenie ustaliło również, że nieprzejrzyste procedury biurokratyczne spowolniły odpowiedź na zamieszki i wezwanie na pomoc Gwardii Narodowej.

– Byliśmy źle przygotowani. Nie byliśmy informowani. Zostaliśmy zdradzeni – powiedział senatorom jeden z funkcjonariuszy. – Byłem przerażony, że żaden z szefów nie był z nami w łączności przez radio i nie pomagał nam. Przez godziny krzyki w radiu były okropne, widoki niewyobrażalne i doszło do kompletnej utraty kontroli. Przez godziny żaden z szefów nie przejął dowództwa i kontroli. Funkcjonariusze błagali o pomoc i opiekę medyczną – mówił inny.

„Błędy są oczywiste”

W konkluzjach raportu senatorowie zalecili m.in. całkowitą zmianę struktury dowodzenia i podejmowania decyzji w USCP, zmianę szefa instytucji, wzmocnienie działań wywiadowczych i uproszczenie procedur w sytuacjach nadzwyczajnych.

– Błędy są oczywiste. Wszystko to zostało dobrze podsumowane przez jeden fragment w naszym raporcie, gdzie jeden z funkcjonariuszy zadał tragicznie proste pytanie za pomocą radia: „Czy ktokolwiek ma jakiś plan?”. Niestety, nikt nie miał – powiedziała przewodnicząca komisji regulaminowej Senatu, Demokratka Amy Klobuchar.
Źródło info i foto: interia.pl

40-latek wciągnął 11-latkę w krzaki, związał sznurem. Zatrzymano oprawcę

Nad ranem policjanci zatrzymali w Gdańsku 40-letniego Krzysztofa B. podejrzanego o usiłowanie uprowadzenia 11-letniej dziewczynki. Do przestępstwa doszło w połowie maja. Dziecku udało się uwolnić i uciec. Fakt zatrzymania podejrzanego potwierdził w rozmowie z portalem tvp.info kom. Michał Sienkiewicz z Komendy Wojewódzkiej Policji w Gdańsku.

– Dziś rano zatrzymano osobę podejrzewaną o atak na dziewczynkę – mówi nam policjant.

Zatrzymania dokonano w poniedziałek wczesnym rankiem w Gdańsku. Zatrzymany mężczyzna jest mieszkańcem tego miasta. Został przewieziony do prokuratury, gdzie zostanie przesłuchany i usłyszy zarzuty karne. Rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Gdańsku Grażyna Wawryniuk poinformowała nas, że z zatrzymanym są obecnie przeprowadzane czynności procesowe. Dodała, że więcej informacji prokuratura przekaże dziś w godzinach popołudniowych.

Do próby uprowadzenia 11-latki doszło 12 maja na drodze w pobliżu miejscowości Trutnowy w gminie Cedry Wielkie w woj. pomorskim.

„Wciągnął ją w krzaki, zarzucił jej sznur na szyję i skrępował taśmą. Dziewczynce udało jej uciec. O wszystkim opowiedziała rodzicom, którzy zawiadomili policję” – pisała „Gazeta Wyborcza”.

Mężczyzna jest też podejrzany o atak na kobietę w powiecie malborskim. Do prowadzonej sprawy policjanci zatrzymali również dwóch innych mężczyzn, którzy najprawdopodobniej pomagali w ukrywaniu się 40- latkowi.
Źródło info i foto: TVP.info

Atak nożownika w Chinach. Śmierć 5 osób

Co najmniej pięć osób zginęło, a 15 zostało rannych w sobotę w wyniku ataku nożownika w mieście Anqing w prowincji Anhui na wschodzie Chin – poinformowała lokalna policja. Napastnik, który zaatakował pieszych na ulicy, został aresztowany. Motyw ataku nie jest na razie znany; w sprawie wszczęto dochodzenie.

Chińskie prawo ogranicza sprzedaż i posiadanie broni palnej, a podobne ataki są zazwyczaj przeprowadzane przy użyciu noży lub ładunków wybuchowych domowej roboty. Sprawcy podobnych ataków byli w przeszłości opisywani przez władze jako chorzy psychicznie lub żywiący urazę do społeczeństwa.

W grudniu 2020 roku w wyniku ataku nożownika przed sauną i łaźnią w północno-wschodnich Chinach zginęło co najmniej siedem osób, a siedem zostało rannych. W czerwcu ubiegłego roku w przedszkolu w południowym regionie Guangxi ochroniarz posługujący się nożem ranił co najmniej 39 osób. Sprawca został skazany na śmierć.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Atak nożownika w Bytomiu. Kilka osób rannych

Policja wyjaśnia okoliczności ataku nożem w Bytomiu. Rannych zostało kilka osób. Miało do tego dojść w jednym z mieszkań. Informację dostaliśmy na Gorącą Linię RMF FM. Na razie funkcjonariusze nie ujawniają szczegółów. Potwierdzają jedynie, że taka interwencja miała miejsce.

Wszystko miało się wydarzyć nad ranem w jednym z mieszkań w Bytomiu. Miało tam trwać spotkanie podczas którego cztery osoby zostały zranione nożem. Trafiły do szpitali. Na razie nie wiadomo, czy domniemany sprawca był uczestnikiem tego spotkania, czy też kimś, kto pojawił się na nim niespodziewanie.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Zabójstwo 11-letniego Sebastiana. Ojciec innego dziecka: „Dwa dni wcześniej zamaskowany mężczyzna gonił moją córkę”

W czwartek zamaskowany mężczyzna gonił 11-letnią dziewczynkę w Katowicach. Udało się jej uciec. Do zdarzenia doszło mniej niż kilometr od miejsca, gdzie w sobotę mężczyzna uprowadził 11-letniego Sebastiana, którego później zamordował. Rodzice zgłosili sprawę próby ataku na dziewczynkę na policję. Teraz zastanawiają się, czy mógł tego dokonać ten sam sprawca.

11-letni Sebastian zaginął w sobotę 22 maja. W niedzielę policjanci znaleźli jego ciało i zatrzymali mężczyznę, który przyznał się do porwania i zabójstwa chłopca. Dwa dni przed jego uprowadzeniem w tej samej części Katowic zgłoszono próbę ataku na 11-letnią dziewczynkę. Udało się jej uciec, a rodzice zgłosili to na policję.

Do zdarzenia doszło w czwartek po południu – mówi w rozmowie z Gazeta.pl mieszkaniec Katowic, Krzysztof Kret. On był wtedy w pracy, a zdarzenie zrelacjonowała mu później córka. Tego dnia razem z kolegami bawiła się w okolicy domu, na pustej działce przy ul. Hallera. – Później razem poszli do sklepu, a córka zorientowała się, że zostawiła na działce portfel – powiedział. Dziewczynka wróciła po niego sama.

– „Odwróciła się, a za nią – jak mówiła – stał zamaskowany mężczyzna, sporej postury, w kominiarce, ciemnych spodniach i bluzie. Chciała odejść, zaczęła iść powoli. On zaczął iść za nią. Zaczęła biec, on zaczął biec za nią. Działka była kiedyś ogrodzona, teraz został tylko drut nad ziemią. Ona o tym wiedziała i go przeskoczyła. Ten facet nie wiedział, potknął się o drut i przewrócił. Córka uciekła, pobiegła do koleżanki i kolegi” – mówił. 11-latka najpierw nie mówiła o zdarzeniu rodzicom, ale dowiedzieli się o tym od rodziców koleżanki.

– Pytałem córki, czy może weszli na prywatną posesję, ktoś mógł chcieć ich wygonić. Pojechaliśmy zobaczyć to miejsce, ale działka jest niemal pusta: rozerwany płot, trawa, altanka – powiedział Krzysztof Kret. Był czwartek, późny wieczór. Mężczyzna zadzwonił na policję, gdzie usłyszał, żeby przyjść na komisariat w piątek rano.

– Rano zebraliśmy się z córką, na komisariacie opowiedziała, jak wyglądało zdarzenie. Policjanci spisali notatkę i powiedzieli, że przyjęli zgłoszenie. Rozmowa na tym się skończyła, nie mówili, czy wyślą tam patrol lub zrobią coś innego – opowiedział.

W sobotę wieczorem 11-letni Sebastian wyszedł na plac zabaw obok swojej szkoły przy ul. Grzegorzka. To 900 m w linii prostej od miejsca, gdzie w czwartek ktoś ścigał córkę pana Krzysztofa.

Krzysztof Kret dowiedział się o zniknięciu chłopca. – Jestem strażakiem ochotnikiem, uczestniczyłem w akcji poszukiwawczej od południa w niedzielę aż do jej zakończenia. Gdy spotkałem policjantów, wspomniałem im, że w czwartek jakiś zamaskowany facet gonił moją córkę. Ale oni się zajmowali swoją sprawą – powiedział. – Wieczorem zadzwonili do mnie policjanci z komendy z Sosnowca, z wydziału kryminalnego. Funkcjonariusz powiedział, że dowiedział się o moim zgłoszeniu, pytał o okoliczności – dodał.

Krzysztof Kret w piątek opisał na Facebooku to, co przydarzyło się jego córce. Gdy doszło go uprowadzenia i – jak się okazało – zabójstwa chłopca, pod wpisem wywiązała się dyskusja: czy sprawy mogą być powiązane. Niektórzy komentujący pytali o to na facebookowej stronie śląskiej policji. Profil policji początkowo zaprzeczał, jakoby takie zgłoszenie wypłynęło: „Zaprzeczamy, aby takie zdarzenie w ogóle miało miejsce”. „Być może Pani nie wie, ale nie wszystkie informacje, które pojawiają się w sieci, są prawdziwe. Nasze działania polegają na czymś więcej niż internetowy research” – opisano na jeden z komentarzy.

Później komentarz został jednak edytowany. „Faktycznie potwierdzamy, że w piątek rano policjanci z komisariatu Policji V w Katowicach interweniowali w związku ze zgłoszeniem w opisanej sprawie. Czynności zostały podjęte niezwłocznie. Wcześniejszy błędny przekaz wynikał z opóźnienia w komunikacji pomiędzy administratorem strony internetowej a funkcjonariuszami” – napisano.

Wydział prasowy komendy wojewódzkiej skierował nas do komendy miejskiej w Katowicach, gdzie nie udało nam się dodzwonić. Wysłaliśmy pytania o zgłoszenie i o to, czy policja podejrzewa, że sprawy mogą być powiązane. Czekamy na odpowiedź.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Atak na posterunek służby bezpieczeństwa w Birmie

Bojówki związane z birmańską opozycją zaatakowały w niedzielę posterunek służby bezpieczeństwa w mieście Mongpai (Mobye), zabijając co najmniej 13 funkcjonariuszy. Według birmańskich mediów społecznościowych w podpalonym budynku straciło życie 15 agentów.

Portal informacyjny Irrawaddy zacytował wypowiedź jednego z liderów Sił Samoobrony Narodowej, który powiedział, że posterunek został podpalony, a rany – oprócz policjantów – odniosło w rezultacie starć także dwóch cywilów.

Portal Irrawaddy podaje, że bojówki opozycji wzięły do niewoli czterech funkcjonariuszy. Władze wieloetnicznego stanu Szan, gdzie od lat 60. działa silny ruch niepodległościowy, a Szanowie i Chińczycy stanowią silne mniejszości, nie odniosły się jeszcze do niedzielnych wydarzeń w Mongpai.

Zajścia wpisują się w propagandowy przekaz birmańskiej junty, która twierdzi, że opozycja zrzeszona wokół kierowanej przez noblistki Aung San Suu Kyi Narodowej Ligi na rzecz Demokracji (NLD), która rządziła Birmą od 2016 roku, to terroryści uciekający się do przemocy.

Przeciwnicy junty chcą uwolnienia przywódczyni kraju oraz przywrócenia władzy jej partii NLD, która wygrała wybory parlamentarne w listopadzie 2020 roku, co kwestionują puczyści. W większych miastach Birmy nieprzerwanie prowadzone są pokojowe protesty uliczne. Dochodzi do licznych starć z siłami porządkowymi, które używają do ich tłumienia ostrej amunicji.

Wybory sfałszowane?

Junta twierdzi, że listopadowe wybory były sfałszowane. Zapowiedziała delegalizację NLD. Według opublikowanych na początku maja danych birmańskich aktywistów ze Związku Pomocy Więźniom Politycznym (AAPP) od przejęcia władzy przez wojsko w dniu 1 lutego br. już 766 cywilów zostało zabitych przez siły bezpieczeństwa, a ponad 3700 osób jest przetrzymywanych w aresztach lub nieznanych lokalizacjach.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Holandia: Kolejny atak nożownika w stolicy. Nie żyje jedna osoba

W nocy z piątku na sobotę uzbrojony w nóż mężczyzna zaatakował kilka osób. Jedna z ofiar zginęła na miejscu, a cztery z ranami trafiły do szpitala. Policja aresztowała podejrzanego. Jest nim 29-latek pochodzący z jednej z podamsterdamskich miejscowości. Do zdarzenia doszło w dzielnicy De Pijp w stolicy Holandii. Jak relacjonuje telewizja AT5 około północy policja została poinformowana o ataku, w którym nieznany sprawca pchnął nożem kilka osób.

Zwłoki jednej z nich zostały znalezione pod lokalem sprzedającym kebaby niedaleko Ferdinand Bolstraat. Cztery inne osoby zostały przewiezione do szpitala z nieznanymi obrażeniami. Policja rozpoczęła obławę na podejrzanego z udziałem helikopterów.

Motyw terrorystyczny?

AT5 podaje, że funkcjonariusze specjalnego oddziału interwencyjnego (DSI) zatrzymali 29-letniego mężczyznę, mieszkańca okolicznej miejscowości Amstelveen. Jeszcze nic nie wiadomo o okolicznościach zdarzenia ani motywach sprawcy. – Zakładamy, że ta osoba dokonała ataku – poinformował funkcjonariusz biura rzecznika prasowego stołecznej policji.

Policja poinformowała na Twitterze, że zespół dochodzeniowy prokuratury „rozważa wszystkie opcje, ale obecnie nie ma bezpośrednich wskazań, że istnieje motyw terrorystyczny”.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Pijana kobieta zaatakowała nożem 60-latka na przystanku kolejowym

Do tymczasowego aresztu trafiła 42-letnia kobieta, która na przystanku kolejowym w pow. węgrowskim (Mazowieckie) zaatakowała nożem 60-letniego mężczyznę. 42-latka trakcie sprzeczki z nieznajomym zadała mu nożem kilka ciosów. Jak poinformowała w środę rzeczniczka Komendy Powiatowej Policji w Węgrowie mł. asp. Monika Księżopolska, do zdarzenia doszło w niedzielę na przystanku PKP w Łochowie (pow. węgrowski).

Oboje byli pijani

Jak ustalili policjanci, między nieznajomymi doszło do utarczki słownej, podczas której kobieta wyjęła nóż i dźgnęła nim kilkukrotnie rozmówcę. Jak się okazało oboje byli pijani. Agresorka miała w organizmie 2 promile alkoholu, a zaatakowany przez nią mężczyzna blisko 1 promila.

Mężczyzna trafił do szpitala, a kobieta do aresztu
 
60-latek z obrażeniami ciała został przewieziony do szpitala, a kobieta osadzona w policyjnym areszcie. „Po usłyszeniu zarzutu usiłowania zabójstwa, 42-latka kolejne trzy miesiące spędzi w areszcie, który zastosował sąd jako środek zapobiegawczy” – dodała policjantka.

Za usiłowanie zabójstwa grozi kara więzienia na czas nie krótszy niż 8 lat, kara więzienia 25 lat albo kara dożywotniego pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: polsatnews.pl