Brutalne pobicie kierowcy autobusu w Poznaniu

Poznański sąd uznał dwóch oskarżonych za winnych pobicia kierowcy autobusu w październiku ubiegłego roku i skazał ich na karę bezwzględnego więzienia. Muszą również zapłacić odszkodowanie pobitemu kierowcy, który był w stanie wrócić do pracy dopiero trzy miesiące po zdarzeniu. Pod koniec października 2021 roku w autobusie linii nr 169 w Poznaniu doszło do brutalnego zdarzenia. Autobusem poruszało się dwóch mężczyzn i dwie kobiety. Byli wulgarni i głośni. Doszło nawet do przemocy. Jeden z mężczyzn uderzył przypadkowego pasażera. Kierowca Tadeusz postanowił zatrzymać autobus i zwrócić mężczyznom uwagę. Ci jednak, zamiast się uspokoić, zaatakowali go – opisywaliśmy w październiku w Gazeta.pl.

Kierowca został tak ciężko pobity przez dwóch napastników, że doznał poważnych obrażeń twarzy i groziła mu utrata wzroku. Na szczęście udało mu się wrócić do zdrowia, a po trzech miesiącach znów zasiadł za kierownicą autobusu.

Jednego z napastników zatrzymano dzień po zdarzeniu, a drugiego – kilka dni później. Mikołaj S., który był prowodyrem całego zajścia oraz Mikołaj M. usłyszeli zarzut pobicia kierowcy autobusu MPK. Mikołaj S. usłyszał również zarzut naruszenia nietykalności cielesnej jednego z pasażerów oraz pobicia kierowcy autobusu miejskiego – informował „Głos Wielkopolski”. W środę 4 maja ruszył ich proces.

Obaj mężczyźni wcześniej byli karani za różne przestępstwa. Za pobicie kierowcy, chcieli dobrowolnie poddać się karze roku i sześciu miesięcy, ale zdaniem kierowcy Tadeusza, nie była to wystarczająca kara.

Mikołaj S. został skazany na karę łączną dwóch lat i ośmiu miesięcy więzienia. Sąd ogłosił również, że jest zobowiązany do zapłaty 10 tys. zł zadośćuczynienia dla kierowcy i 500 zł dla pasażera, którego uderzył. Drugi oskarżony, Mikołaj M. został skazany na karę dwóch lat więzienia oraz został zobowiązany przez sąd do zapłaty 5 tys. zł zadośćuczynienia dla pobitego pana Tadeusza.

– Chciałem wyrazić swoją skruchę i z całego serca prosić pana o przyjęcie przeprosin. Czasu niestety nie cofnę, ale gdybym tylko mógł, to nie dopuściłbym do tego, co się wydarzyło tamtego feralnego dnia. Wiem również, że bólu i cierpienia, jakie pan przeszedł, również nie jestem w stanie odebrać. Przepraszam i proszę o wybaczenie – mówił jeden ze sprawców.

– Ja tym panom przebaczam. Uważam, że ci oskarżeni to są biedni ludzie pod względem emocjonalnym, psychicznym, skoro zrobili taki błąd. Jest też kwestia społeczna, że wchodzą ludzie do autobusu – w tym momencie jako bandziory – i biją pasażerów i jeszcze kierowcę, który wiezie ich do jakiegoś celu. To jest absurd – mówił w sądzie pobity kierowca Tadeusz, cytowany przez „Głos Wielkopolski”.

Jak podaje Onet, kierowca autobusu Tadeusz po wyjściu z sali powiedział, że przyjmuje przeprosiny od swoich oprawców. – Wybaczam im to, co mi zrobili. […] Nie mam do nikogo urazu. Mogę jeździć dalej, uśmiechać się do ludzi – powiedział.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Rusza proces kierowcy autobusu, który runął z wiaduktu

We wtorek, 2 lutego, odbędzie się pierwsza rozprawa przeciwko Tomasza U., kierowcy niesławnego autobusu, który runął z S8. Mężczyzna, będąc pod wpływem narkotyków w czerwcu 2020 r., spowodował śmiertelny wypadek na moście Grota-Roweckiego. Po długim śledztwie prokuratura sporządziła akt oskarżenia. Mężczyźnie grozi do 12 lat więzienia.

Do wypadku doszło w czwartek, 25 czerwca 2020 roku, kilka minut po godz. 13. Autobus linii 186 dzierżawiony przez niemiecką spółkę Arriva jechał przez Bielany w kierunku pętli Szczęśliwice. W pewnym momencie przebił bariery energochłonne i spadł z wiaduktu trasy S8 na Wisłostradę. Jedna osoba – pasażerka autobusu – zginęła na miejscu, a 17 osób zostało przetransportowanych do szpitali. Pięciu osobom udzielono pomocy medycznej na miejscu.

Początkowo mówiono, że przyczyną wypadku autobusu w Warszawie było zasłabnięcie kierowcy. Potem jednak w kabinie znaleziono amfetaminę. Jak się okazało, Tomasz U. wziął ją chwilę przed rozpoczęciem zmiany. Straty w mieniu oszacowano na około 1,3 miliona złotych. Tomasz U. przyznał się do zarzucanych mu czynów i wyraził skruchę.
Źródło info i foto: se.pl

Mali: Atak islamistów na autobus. Ponad 30 ofiar

Co najmniej 31 osób zginęło w piątek w ataku dżihadystów na autobus w środkowej części Mali. Pasażerowie zostali wywleczeni z autokaru i rozstrzelani. Pojazd został spalony w pobliżu Bandiagary w regionie Mopti. Według przedstawiciela lokalnego parlamentu z okręgu Bandiagary, który w rozmowie z agencją AFP wolał zachować anonimowość, wśród ofiar są też kobiety i dzieci.

Chociaż żadna z lokalnych organizacji paramilitarnych nie przypisała sobie piątkowego ataku, to władze Mali zakładają, że za zamachem stali dżihadyści lub bojownicy powiązani z Państwem Islamskim.

– Uzbrojeni mężczyźni otworzyli ogień do pojazdu, przestrzelili opony i zaczęli strzelać do ludzi – powiedział Moulaye Guindo, burmistrz pobliskiego miasta Bankass. Dodał, że autobus ten kursuje na tej trasie dwa razy w tygodniu.

Według agencji Reutera na miejscu ataku znaleziono najpierw 25 zwęglonych ciał w strawionym przez ogień pojeździe. Grupy ekstremistów w Mali są szczególnie aktywne na północy kraju. Ich działalność stopniowo rozprzestrzeniła się też na rejony w środkowej części kraju oraz na sąsiednie państwa: Niger i Burkinę Faso.

Ataków na żołnierzy malijskich i francuskich oraz urzędników państwowych dokonują islamistyczne grupy rebelianckie, powiązane z Al-Kaidą i Państwem Islamskim. Ich akcje doprowadziły do śmierci kilku tysięcy osób, a setki tysięcy ludzi zostało zmuszonych do opuszczenia swoich domów. Wojskowy zamach stanu, do jakiego doszło w Mali w 2020 r. nie doprowadził do przerwania spirali przemocy w tym kraju. Przeciwnie – ataki sił terrorystycznych nasiliły się.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Louisville: Strzelanina na przystanku szkolnego autobusu. Śmierć 16-latka

Tragedia w Louisville w USA. Nieznani sprawcy ostrzelali przystanek szkolnego autobusu. Nie żyje 16-letni chłopiec, dwóch innych nastolatków jest rannych. Do tragedii w Louisville doszło w środę ok. 6.30 lokalnego czasu. Na przystanku na szkolny autobus oczekiwała spora grupa nastolatków, gdy nagle podjechał do niego szary jeep.

Auto z impetem wjechało na chodnik. Jadący nim napastnicy otworzyli ogień do stojących na przystanku nastolatków, a potem odjechało.

Ciężko ranny został 16-letni chłopak. – Moja matka jako pierwsza udzielała mu pomocy, przyciskała ręcznik do rany, z której lała się krew – opowiada serwisowi wave3.com jeden z nastolatków. 16-latek został przewieziony do szpitala. Niestety, lekarzom nie udało się go uratować. Chłopak zmarł.

Kule zraniły także 13-letniego chłopca i 14-letnią dziewczynę. Na szczęście ich obrażenia nie zagrażają życiu. Na razie nie udało się zatrzymać sprawców strzelaniny. Policja opublikowała w mediach społecznościowych zdjęcie ciemnoszarego jeepa i zwróciła się do miejscowej społeczności o pomoc w jego odnalezieniu.

Burmistrz Louisville Greg Fischer stwierdził, że strzelanina naruszyła „świętą przestrzeń”, czyli strefę przeznaczoną dla uczniów. – Nastolatek, który powinien być dzisiaj w szkole, nigdy już tam nie będzie – powiedział i dodał, że 16-latek był 145 ofiarą zabójstwa w Louisville w tym roku. Lokalna policja wiąże strzelaninę z działalnością młodocianych gangów w tym mieście.
Źródło info i foto: wp.pl

Są wyniki sekcji zwłok 19-latki zabitej przez kierowcę autobusu w Katowicach

Prokuratura podała wyniki sekcji zwłok 19-latki przejechanej przez autobus w Katowicach. – Przyczyną zgonu były bardzo rozległe, wielonarządowe obrażenia, zarówno wewnętrzne, jak i zewnętrzne, które doprowadziły do zatrzymania krążenia – przekazano. Kierowca autobusu został w niedzielę aresztowany pod zarzutem zabójstwa.

– Według wstępnych wniosków po sekcji zwłok, przyczyną zgonu były bardzo rozległe, wielonarządowe obrażenia, zarówno wewnętrzne, jak i zewnętrzne, które doprowadziły do zatrzymania krążenia – powiedziała Monika Łata z zespołu prasowego Prokuratury Okręgowej w Katowicach.

Jak dodała prokurator, na potrzeby śledztwa zostanie przygotowana zapewne jeszcze opinia toksykologiczna. Pełna, pisemna opinia biegłych zostanie przygotowana prawdopodobnie w najbliższych tygodniach.

Tragedia w centrum miasta

Do tragedii doszło w sobotę przed godz. 6 rano niedaleko przejścia dla pieszych u zbiegu ulic Mickiewicza i Stawowej – w ścisłym centrum Katowic. Na dostępnym w mediach społecznościowych amatorskim nagraniu widać, jak kierowca autobusu najeżdża na grupę młodych ludzi, z których część uczestniczyła w bójce na pasie ruchu. Nastolatka znika pod kołami pojazdu, który ciągnie ją przez kilkadziesiąt metrów, zaś jeden z mężczyzn jest popychany przez jadący autobus, inni uciekają na boki, a następnie biegną za odjeżdżającym pojazdem.

31-letni kierowca Łukasz T. w niedzielę usłyszał zarzut zabójstwa 19-latki, a także zarzuty usiłowania zabójstwa dwóch innych osób, które były na torze jazdy autobusu. Został aresztowany na trzy miesiące. Jak opisywała prokuratura, w swoich wyjaśnieniach podejrzany częściowo przyznał się do przedstawionego zarzutu i stwierdził, że obawiał się o swoje życie i zdrowie; bał się, że zostanie zaatakowany przez grupę ludzi, dlatego ruszył autobusem. Jak oświadczył, absolutnie nie chciał nikogo przejechać, i że gdyby miał taką świadomość – że kogoś przejechał – to zatrzymałby się i udzielił pomocy.

Kierowcy – jak wyjaśniał śledczym – wydawało się, że ktoś z grupy stojącej po obu stronach autobusu kopie w drzwi pojazdu. Kiedy drzwi te miały się otworzyć, kierowca zamknął je i odniósł wrażenie – mówił w prokuraturze – że osoby z obu stron będą atakować autobus, dlatego ruszył. Słyszał też, że coś uderzyło w szybę. Gdy odjechał (już po potrąceniu nastolatki), myślał, że biegnące za autobusem osoby (krzyczące, że ktoś jest pod autobusem) ścigają go, by zaatakować.

Jak podała w poniedziałek prokuratura, badania toksykologiczne wykazały, że kierowca autobusu miał w organizmie trzy rodzaje leków – antydepresyjnych i przeciwbólowych. Nie stwierdzono w jego organizmie narkotyków ani alkoholu.

Zbiórka pieniędzy

Okoliczności bójki, jaka odbywała się w sobotni poranek na ulicy Mickiewicza, będą przedmiotem innego postępowania – materiały dotyczące tego wątku zostały w poniedziałek wyłączone ze sprawy śmierci 19-latki. 19-letnia Barbara Sz. mieszkała w Świętochłowicach, miała dwoje małych dzieci – w internecie zorganizowano zbiórkę pieniędzy na ich rzecz. W miejscu sobotniej tragedii pojawiły się znicze, ktoś przyniósł też misia i pluszowe serce.
Źródło info i foto: interia.pl

31-letni kierowca autobusu z zarzutem zabójstwa 19-latki oraz usiłowaniem zabójstwa dwóch innych osób

31-letni kierowca katowickiego autobusu, który w niedzielę usłyszał zarzut zabójstwa 19-latki i usiłowania zabójstwa dwóch innych osób, został tymczasowo aresztowany; w areszcie spędzi najbliższe trzy miesiące – zdecydował Sąd Rejonowy Katowice-Zachód. Sąd przychylił się do wniosku śledczych z Prokuratury Rejonowej Katowice-Północ, którzy wniosek o tymczasowe aresztowanie argumentowali przede wszystkim obawą matactwa oraz grożącą podejrzanemu wysoką karą – nawet dożywotniego więzienia.

Mężczyzna usłyszał zarzut dokonania zabójstwa 19-letniej Barbary Sz. oraz usiłowania zabójstwa dwóch innych osób, które znajdowały się przed autobusem w chwili, gdy kierowca ruszył. Zatrzymany krótko po wypadku 31-latek został przewieziony do Prokuratury Rejonowej Katowice-Północ w niedzielę krótko przed 10.30; po godzinie 14.00 jego przesłuchanie dobiegło końca. Mężczyzna składał wyjaśnienia – ich treść nie jest na razie znana.

Wcześniej policja przekazała prokuraturze dotychczas zgromadzony materiał dowodowy, m.in. zebrane dotąd zeznania świadków oraz ustalenia poczynione dzięki nagraniom wypadku – zarówno tym z monitoringu, jak i tym wykonanym smartfonami przez świadków.

Kierowca autobusu zaprzecza, by świadomie kogoś przejechał

Łukasz T., przesłuchany w charakterze podejrzanego, częściowo przyznał się do przedstawionego zarzutu i stwierdził, że obawiał się o swoje życie i zdrowie; bał się, że zostanie zaatakowany przez grupę ludzi – zarówno z prawej, jak i z lewej strony; dlatego ruszył autobusem – poinformowała w niedzielę prok. Monika Łata z zespołu prasowego Prokuratury Okręgowej w Katowicach.

Podejrzany stwierdził, iż nie miał świadomości, że kogokolwiek potrącił autobusem, że kogokolwiek ma pod kołami autobusu. Chciał dojechać do zajezdni, ponieważ – jak wyjaśnił – tam miał czuć się bezpiecznie, ponieważ tam miała być ochrona – dodała prokurator.

Przyznając się częściowo do postawionych zarzutów, Łukasz T. potwierdził, że ruszył autobusem w grupę ludzi, zrobił to jednak – jak wyjaśniał – bardzo wolno.

Natomiast stwierdził, że absolutnie nie chciał nikogo przejechać, i że gdyby miał taką świadomość – że kogoś przejechał – to oczywiście zatrzymałby się i chciałby udzielić pomocy – relacjonowała prokurator.

Kierowcy – jak wyjaśniał śledczym – wydawało się, że ktoś z grupy stojącej po obu stronach autobusu kopie w drzwi pojazdu; drzwi te miały się otworzyć – kierowca zamknął je i odniósł wrażenie – mówił – że osoby z obu stron będą atakować autobus. Słyszał też, że coś uderzyło w szybę. Gdy odjechał (już po potrąceniu nastolatki), myślał, że biegnące za autobusem osoby ścigają go, by zaatakować.

Śledczy czekają obecnie na wyniki badań toksykologicznych, jakim poddano krew pobraną od podejrzanego, a także na wyniki sekcji zwłok Barbary Sz., która zginęła pod kołami autobusu. Kierowcy postawiono też zarzut usiłowania zabójstwa dwóch innych osób – kobiety i mężczyzny – które znajdowały się na torze jazdy pojazdu. Udało im się uciec i nie odniosły obrażeń.

Ustalono, że podejrzany uczestniczył wcześniej w ośmiu kolizjach drogowych – do części z nich doszło, gdy kierował autobusem. Jako kierowca pracował od 10 lat.

Jak doszło do wypadku?

Do wypadku doszło w sobotę przed szóstą rano opodal przejścia dla pieszych w pobliżu zbiegu ulic Mickiewicza i Stawowej – w ścisłym centrum Katowic. Na dostępnym w mediach społecznościowych amatorskim nagraniu widać, jak kierowca autobusu najeżdża na grupę młodych ludzi, z których część uczestniczyła w bójce na pasie ruchu. Nastolatka znika pod kołami pojazdu, który ciągnie ją przez kilkadziesiąt metrów, zaś jeden z mężczyzn jest popychany przez jadący autobus, inni uciekają na boki.

Za zabójstwo i usiłowanie zabójstwa grozi kara do 25 lat więzienia lub dożywocie.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Irlandia Północna: Kolejny dzień zamieszek w Belfaście. „To nie jest protest. To jest wandalizm i próba zabójstwa”

Podczas środowych zamieszek w Belfaście uprowadzono, a następnie spalono autobus miejski – poinformowała północnoirlandzka policja. Protestujący zaatakowali też funkcjonariuszy i poturbowali relacjonującego protesty reportera dziennika „Belfast Telegraph”.

Uczestnicy protestów w Irlandii Północnej uprowadzili autobus, obrzucili go butelkami z benzyną, a następnie podpalili pojazd. Do zdarzenia doszło w zachodniej części Belfastu, w cieszącej się nie najlepszą sławą lojalistycznej dzielnicy Shankill, około godziny 18 miejscowego czasu.

Wcześniej uczestnicy zamieszek obrzucali kamieniami i butelkami z benzyną funkcjonariuszy policji, a także podpalali na ulicach opony i kosze na śmieci. Jak poinformował fotoreporter „Belfast Telegraph” Kevin Scott, w trakcie pracy został zaatakowany od tyłu przez dwóch mężczyzn, którzy go poturbowali i uszkodzili jego aparat fotograficzny.

Policja wezwała do unikania okolic, w których trwają zamieszki, i poinformowała o zamknięciu bram w płotach oddzielających dzielnice protestanckie od katolickich. Zaniepokojenie sytuacją w Irlandii Północnej wyraził w środę wieczorem brytyjski premier Boris Johnson. „Jestem głęboko zaniepokojony scenami przemocy w Irlandii Północnej, zwłaszcza atakami na PSNI (policję północnoirlandzką – przyp. red.), która chroni ludzi i przedsiębiorstwa, atakiem na kierowcę autobusu i napaścią na dziennikarza. Drogą do rozwiązywania różnic jest dialog, a nie przemoc czy przestępczość” – napisał na Twitterze.

Jak podała we wtorek policja, od początku zeszłego tygodnia w zamieszkach obrażenia odniosło 41 funkcjonariuszy. Ostrzegła ona, że grupy przestępcze odpowiedzialne za podsycanie zamieszek wciągają w nie nawet kilkunastoletnie dzieci. Wśród 10 aresztowanych do tej pory osób byli 13- i 14-latek.

Spór o łamanie restrykcji w czasie pogrzebu lidera IRA

– To nie jest protest. To jest wandalizm i próba zabójstwa. Te działania nie reprezentują ani unionizmu, ani lojalizmu. Są one zawstydzające dla Irlandii Północnej i służą jedynie odwróceniu uwagi od prawdziwych sprawców łamania prawa z Sinn Fein. Moje myśli są z kierowcą autobusu – oświadczyła szefowa północnoirlandzkiego rządu Arlene Foster.

Nawiązała ona do bezpośredniej przyczyny trwających od kilku dni zamieszek. Jest nią zeszłotygodniowa decyzja północnoirlandzkiej prokuratury, by nie postawić nikomu zarzutów w związku z pogrzebem wysokiego rangą bojownika Irlandzkiej Armii Republikańskiej (IRA), w którym – mimo restrykcji przeciwepidemicznych – uczestniczyło około dwóch tysięcy osób, w tym 24 polityków Sinn Fein.

Decyzja ta spotęgowała napięcie wśród północnoirlandzkich unionistów i lojalistów, czyli zwolenników utrzymania prowincji w składzie Zjednoczonego Królestwa. Od kilkunastu tygodni coraz głośniej wyrażają oni niezadowolenie z protokołu w sprawie Irlandii Północnej, który jest częścią umowy o brexicie i który faktycznie stworzył granicę celną między nią a pozostałą częścią Zjednoczonego Królestwa.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Nowe nagranie ws. pasażera z hulajnogą w Jeleniej Górze. Mężczyzna podał swoją wersję

Grzegorz Gąska wsiadł do autobusu w Jeleniej Górze z elektryczną hulajnogą. Po tym, jak nie chciał wyjść z pojazdu, siłą wyprowadziła go policja. Działo się to na oczach jego niepełnoletnich córek. Funkcjonariusze twierdzą, że mężczyzna był agresywny i wulgarny, a przewoźnik dodał, że czuć było od niego alkohol. W rozmowie z Polsat News zatrzymany mówi, jak według niego przebiegła interwencja.

Do zdarzenia doszło w niedzielę 30 sierpnia około godziny 21:00 w Jeleniej Górze. Kierowca miejskiego autobusu wezwał policję do pasażera Grzegorza Gąski, który wsiadł do pojazdu z dwoma córkami w wieku 8 i 14 lat.

MZK: szofer wyczuł alkohol. Mężczyzna zaprzecza

35-latek chciał przewieźć hulajnogę elektryczną, co jest niezgodne z regulaminem przewoźnika. Taki jednoślad posiada bowiem akumulator, który w przypadku ewentualnego rozszczelnienia lub wybuchu stwarza zagrożenie dla innych pasażerów.

– Ponadto, szofer wyczuł od niego alkohol, a po drugie stwierdził, że ten człowiek jest pobudzony – wyjaśnił Polsat News Zbigniew Rzońca, rzecznik MZK w Jeleniej Górze.

Spółka pokazuje także nagrania z monitoringu, na których widać, jak Gąska wlewa jakiś płyn do butelki z napojem, a także skacze w miejscu przeznaczonym dla stojących pasażerów. Mężczyzna zaprzeczył, że w tamtym dniu pił alkohol. – Dzień wcześniej tak, ale to nie miało znaczenia. Skorzystałem z komunikacji miejskiej, ponieważ rozładował się akumulator w hulajnodze i chciałem dostać się do domu – tłumaczył.

Sporny przebieg interwencji

W pewnym momencie kierowca zatrzymał autobus i poprosił 35-latka o wyjście. Ten odmówił, powołując się na regulamin MZK. Wtedy szofer wezwał policję. Gdy mundurowi zjawili się na miejscu, nie przebadali Grzegorza Gąski alkotesterem. Nie wiadomo więc, czy pasażer faktycznie wsiadł do autobusu pod wpływem alkoholu i czy płyn, który wlewał do butelki, również był „wyskokowy”.

Policja zapewniła, że interwencja początkowo przebiegała spokojnie. – Funkcjonariusze wielokrotnie informowali go o tym, że może kontynuować jazdę bez hulajnogi, bądź też z nią wysiąść – mówiła podinsp. Edyta Bagrowska z Komendy Miejskiej Policji w Jeleniej Górze.

Pod koniec, jeden z policjantów powiedział Gąsce, że ma „wziąć hulajnogę i wysiąść”, a dyskusja „jest skończona”.

– Ale mogę zadać pytanie? – powiedział 35-latek.

– Nie, proszę pana – odparł funkcjonariusz, po czym wraz z kolegami siłą wyprowadził mężczyznę z miejskiego autobusu i obezwładnili go na chodniku.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Pod Charkowem ostrzelano autobus. Są ranni

Na trasie między Kijowem i Charkowem w pobliżu miasta Lubotyn ostrzelano autobus, są ranni – podał w czwartek portal Hromadske. Informację o rannych potwierdziła rzeczniczka policji obwodu charkowskiego Ołena Barannyk.

– Na razie nie mogę powiedzieć, czy strzelano w autobus, czy ludzie wyszli i stało się to na zewnątrz. Miejscowa policja już jest na miejscu, wyjaśniane są szczegóły – powiedziała portalowi.
Źródło info i foto: TVP.info

Ukraina: Terrorysta z Łucka poddał się. Zakładnicy wolni

Uzbrojony terrorysta, który przez ponad 12 godzin przetrzymywał zakładników w autobusie w Łucku, poddał się i został zatrzymany przez ukraińskie służby specjalne. Uwolniono wszystkich pasażerów. Zakładnicy zostali uwolnieni po szturmie sił bezpieczeństwa na autobus, który był transmitowany w telewizji. W chwili szturmu słychać było wybuch, po czym zakładnicy zaczęli wychodzić z autobusu. Rano we wtorek na telefon alarmowy wpłynęło zgłoszenie w sprawie tego, że mężczyzna, który ma przy sobie broń i ładunek wybuchowy, zabarykadował się w autobusie w centrum Łucka.

Służby zabezpieczyły teren zdarzenia. Na miejscu słychać było strzały, a w szybach pojazdu widać ślady po kulach – relacjonowały media. Służba Bezpieczeństwa Ukrainy zaapelowała do mieszkańców o pozostanie w domach lub miejscach pracy. Mieszkańcy budynków, stojących przy Placu Teatralnym, gdzie znajduje się autobus z zakładnikami, zostali poproszeni o opuszczenie lokali. Wyjaśniono, że napastnik ma broń i może strzelać w kierunku okien.

Wiceszef MSW Anton Heraszczenko przekazał agencji, że napastnik kilka razy strzelał w kierunku drona, wykorzystywanego na miejscu zdarzenia przez SBU. Wyrzucił także z pojazdu niezidentyfikowany przedmiot, który wybuchł – dodał wiceminister. Zaznaczył, że w wybuchu nikt nie został ranny.

Policja poinformowała, że jeden z funkcjonariuszy ok. godz. 19 (18 w Polsce) zaniósł do pojazdu wodę.

Heraszczenko przekazał, że mężczyzna nazywa się Maksym Krywosz. Wcześniej poinformował, że przedstawił się on funkcjonariuszom jako Maksym Płochoj.

Ukraińska redakcja BBC podaje, że w mediach społecznościowych na profilu osoby z takim imieniem i nazwiskiem można przeczytać następujący wpis: „Państwo zawsze było i jest głównym terrorystą. Jest ze mną dużo ludzi, (mam) broń automatyczną, dwie bomby, trzecia jest w ruchliwym miejscu w mieście”. Napastnik napisał, że żąda, by najwyżsi przedstawiciele władz i Kościołów oraz oligarchowie nagrali wideo, na których nazwą się terrorystami i opublikowali je w mediach społecznościowych.

Mężczyzna był w przeszłości karany. Władze zdementowały podaną wcześniej przez media informację w sprawie tego, że był przymusowo leczony psychiatrycznie. Interfax-Ukraina pisze, powołując się na MSW, że był on dwukrotnie skazany. Według doradcy szefa MSW Zoriana Szkiriaka mężczyzna urodził się w Rosji w 1975 roku i był sądzony m.in. za rozbój.

Portal Wołynski Nowyny pisze, że Maksym Płochoj to pseudonim, pod którym mężczyzna wydał książkę „Filozofia przestępcy”. Publikację, zawierającą wątki autobiograficzne, napisał, kiedy odbywał kary pozbawienia wolności – pisze Interfax-Ukraina, powołując się na lokalne media.

SBU poinformowała agencję Interfax-Ukraina o wszczęciu postępowania z artykułu dotyczącego zamachu terrorystycznego w związku z wydarzeniami w Łucku.
Źródło info i foto: Dziennik.pl