Alarm bombowy na pokładzie samolotu lecącego z Lotniska Chopina do Madrytu

Samolot lecący z portu lotniczego im. Fryderyka Chopina do Madrytu musiał zawrócić do Warszawy. Lotnisko otrzymało informacje o zagrożeniu na pokładzie. Maszyna o 10:27 wylądowała w stolicy.

– Lotnisko Chopina odebrało informację o rzekomym zagrożeniu na pokładzie samolotu lecącego z Warszawy do Madrytu – poinformowały służby prasowe PLL LOT.

Według danych przewoźnika na pokładzie znajdowało się 156 pasażerów i 7 członków załogi. Zgodnie z procedurami podjęto decyzje o powrocie na lotnisko wylotu.

– Samolot zawrócił do Warszawy. Po wymianie załogi i sprawdzeniu bagaży, rejs będzie kontynuowany tym samym samolotem – przekazał PLL LOT.

Przewoźnik zapewnił, że nie było to lądowanie awaryjne, choć podjęto odpowiednie środki bezpieczeństwa.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Alarm bombowy na pokładzie samolotu Ryanair lecącym z Dublina do Krakowa

– W samolocie Ryanaira lecącym z Dublina do Krakowa i zmuszonym w niedzielę wieczorem do lądowania w Berlinie nie wykryto żadnego niebezpieczeństwa – poinformowała AFP rzeczniczka berlińskiej policji. Pasażerowie – zapasowym samolotem – wylądowali w Polsce o 4:30 – ustalił Polsat News.

– Policja w trakcie badania samolotu nie wykryła żadnego niebezpieczeństwa – powiedziała agencji AFP rzeczniczka berlińskiej policji.

– Pasażerowie mogli wznowić lot do Polski na pokładzie zapasowego samolotu – dodała, nie podając żadnych szczegółów na temat przyczyn awaryjnego lądowania.

Według dziennika Bild Zeitung było to zagrożenie bombowe, które w związku z tym okazało się bezpodstawne.

Awaryjne lądowanie

Samolot przewożący 160 osób wylądował o godzinie 20:08 czasu lokalnego (18:08 GMT) na pasie startowym lotniska Berlin-Brandenburg, na południu stolicy Niemiec. Jak podają niemieckie media, bagaż pasażerów został umieszczony na płycie lotniska w celu przeszukania przez psy, a samolot otoczony był licznymi wozami policyjnymi i strażackimi.

– Samolot firmy Ryanair poprosił o awaryjne lądowanie i natychmiast uzyskał zezwolenie – powiedział dziennikowi Bild rzecznik lotniska Jan-Peter Hack, wyjaśniając, że pasażerowie zostali wprowadzeni do terminalu, gdzie otrzymali posiłek i napoje.

W lipcu 2020 roku samolot Ryanair lecący na tej samej trasie Dublin-Kraków musiał awaryjnie lądować w Londynie w następstwie zgłoszenia zagrożenia bombowego, które również okazało się bezpodstawne.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Mińsk: Zatrzymano nie tylko Ramana Pratasiewicza

epa09223072 (FILE) Police officers detain a journalist Roman Protasevich attempting to cover a rally in Minsk, Belarus, 26 March 2017 (reissued 23 May 2021). A Ryanair flight from Athens, Greece to Vilnius, Lithuania, with Belarus’ opposition journalist Roman Protasevich onboard, has been diverted and forced to land in Minsk on 23 May 2021, after alleged bomb threat. Protasevich was detained by Belarusian Police after landing, as Belarusian Human Rights Center ‚Viasna’ reports and Lithuanian President Gitanas Nauseda demanded immediate release of Protasevich. EPA/STRINGER *** Local Caption *** 53411871
Dostawca: PAP/EPA.

Samolotem linii Ryanair relacji Ateny-Wilno, który lądował w niedzielę awaryjnie w Mińsku, nie odleciało po starcie z Mińska do Wilna sześć osób – poinformował na komunikatorze Telegram były białoruski minister i dyplomata Pawał Łatuszka.

Samolot lecący z Aten lądował awaryjnie w Mińsku po informacji o bombie na pokładzie. Linie Ryanair poinformowały, że polecenie lądowania otrzymały od kontrolerów lotów na lotnisku w Mińsku. Informacja o bombie po sprawdzeniu samolotu nie potwierdziła się. Jednak w Mińsku zatrzymany został i wyprowadzony z samolotu żyjący na emigracji opozycyjny aktywista Raman Pratasiewicz, który poszukiwany był przez białoruskie organy ścigania listem gończym.

Teraz okazuje się, że nie tylko Pratasiewicz pozostał w stolicy Białorusi. Jak informuje były białoruski minister i dyplomata Paweł Łatuszka, z Mińska do Wilna nie odleciało dwóch obywateli Białorusi i czterech obywateli Rosji – napisał Łatuszka. Nie jest jasne, czy wśród tych osób uwzględnia on Pratasiewicza.

Radio Swaboda podaje natomiast – za niewskazanym kanałem na komunikatorze Telegram – że na pokładzie samolotu zabrakło również dziewczyny Ramana Pratasiewicza.

Na lotnisku w Mińsku poinformowano, że na pokładzie jest 123 pasażerów. Z kolei strona litewska podała informację o prawie 170 pasażerach z 12 krajów. Ponad 90 wśród tych pasażerów to obywatele Litwy. Po ponad siedmiogodzinnym postoju w Mińsku samolot odleciał do Wilna, gdzie wylądował w niedzielę ok. godz. 21:25. 
Źródło info i foto: Rado ZET.pl

Alarm bombowy na pokładzie samolotu linii lotniczych Aeroflot. Lądowanie w USA

Samolot rosyjskich linii lotniczych Aeroflot musiał awaryjnie lądować na międzynarodowym lotnisku JFK w Nowym Jorku. Piloci maszyny otrzymali informację, że na pokładzie znajduje się bomba  –  podały lokalne media. W samolocie znajdowało się około 250 pasażerów. Policja prowadzi dochodzenie po tym, jak samolot pasażerski linii Aerofłot lecący z Moskwy musiał awaryjnie lądować z powodu alarmu bombowego. Funkcjonariusze z nowojorskiego Port Authority, który zarządza portami lotniczymi i inną infrastrukturę transportową, potwierdzili, że maszyna rosyjskiej linii przyleciała na lotnisko JFK tuż przed godz. 16 czasu miejscowego.

Fałszywy alarm bombowy na pokładzie Aeroflotu

Po tym, jak samolot typu Boeing 777-300ER bezpiecznie wylądował w Nowym Jorku, wszyscy pasażerowie musieli jak najszybciej opuścić pokład. Policja dokładnie przeszukała maszynę, ale nie znaleziono żadnych materiałów wybuchowych – poinformowała lokalna telewizja NY1. Na szczęście nikomu z 250 pasażerów, których ewakuowano, nic się nie stało. 
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Bułgarzy chcą aresztu dla Polaka, który wywołał awaryjne lądowanie samolotu

Prokuratura okręgowa w bułgarskim mieście Burgas domaga się tymczasowego aresztowania 67-letniego Polaka, którego zachowanie doprowadziło w ubiegłym tygodniu do awaryjnego lądowania polskiego samolotu w Bułgarii. Mężczyzna został zwolniony za poręczeniem majątkowym, ale może wrócić za kraty. Samolot Airbus A320 ze 161 osobami na pokładzie, należący do czarterowych linii lotniczych Small Planet i lecący z Warszawy do Hurghady, wylądował w Burgas w ubiegły czwartek rano, ponieważ jeden z pasażerów zawiadomił o bombie na pokładzie. Na kilka godzin zamknięto lotnisko. Na pokładzie nie znaleziono ładunku, po kilku godzinach pasażerowie odlecieli do Hurghady innym samolotem.

Żarty po alkoholu

O bombie poinformował 67-letni polski turysta. Przyznał, że pił alkohol. Informacje o tym, co dokładnie wydarzyło się, są sprzeczne. Według jednego ze stewardów Polak miał powiedzieć, że ma bombę. Według adwokata Polaka, Dimo Todorowa, jego klient nie groził, a tylko komentował sytuację z rosyjskim samolotem, który kilka dni wcześniej został wysadzony w powietrze nad Synajem. – Cała sprawa jest nieporozumieniem – twierdzi adwokat.

Polak przeprosił przed sądem za sytuację, którą spowodował, i stwierdził, że nie zgadza się z zarzutem, że groził bombą.

Nawet 15 lat więzienia

Po wylądowaniu samolotu Polaka zatrzymano na 72 godziny. W niedzielę sąd w Burgas zwolnił go z aresztu i nałożył kaucję w wys. 5 tys. lewów (2 564 euro). Zakazał mu też opuszczenia Bułgarii. Za przestępstwo, które zarzuca się Polakowi, bułgarski kodeks karny przewiduje od 3 do 15 lat pozbawienia wolności. Oprócz tego mężczyzna może ponieść koszty finansowe awaryjnego lądowania i wysłania drugiej maszyny po turystów. Są one szacowane przez linie lotnicze na ok. 130 tys. zł.
Żródło info i foto: TVP.info

67-letni Wojciech M. wyszedł z bułgarskiego aresztu. Grozi mu od 3 do 15 lat więzienia

Polak, który 19 listopada podczas lotu do Hurghady poinformował o bombie na pokładzie maszyny i spowodował awaryjne lądowanie na lotnisku w Burgas, został wypuszczony z bułgarskiego aresztu po wpłaceniu kaucji. Za fałszywy alarm o bombie grozi mu od 3 do 15 lat więzienia. 67-letni Wojciech M. wyszedł z aresztu w bułgarskim Burgas po wpłaceniu 5000 lewów (ok. 10 tys. zł). 19 listopada podczas lotu z Warszawy do Hurghady w Egipcie 67-latek powiedział stewardesom, że ma przy sobie ładunek wybuchowy. Później przyznał, że to był tylko kiepski żart, przeprosił, ale było już za późno. Teraz grozi mu od 3 do 15 lat więzienia. Władze linii lotniczych Small Planet zapowiedziały, że obciążą go kosztami przymusowego lądowania i podstawienia nowego samolotu – prawdopodobnie mężczyzna będzie musiał zapłacić co najmniej 130 tys. zł.

Mniej niż 0,5 promila

Badania wykazały, że mężczyzna miał we krwi mniej niż 0,5 promila alkoholu. Prokurator Krasimira Katerliewa podkreśliła, że w przypadku Polaka „nie można mówić o silnym zatruciu alkoholowym, w którym człowiek mówi lub działa w sposób niekontrolowany”. Według bułgarskich mediów Polak wielokrotnie przepraszał za swój „błąd i głupi żart” i „bardzo żałuje swojego czynu”.

Alarm bombowy

Airbus A320 ze 161 osobami na pokładzie, należący do polskich czarterowych linii lotniczych Small Planet, lecący z Warszawy do Hurghady, wylądował w Burgas o godz. 5.48 (godz. 4.48 czasu polskiego). Tamtejsze lotnisko natychmiast zamknięto. Alarm bombowy ogłoszono, kiedy samolot znajdował się w bułgarskiej przestrzeni powietrznej. Pasażerowie opuścili maszynę i zostali wprowadzeni do sali tranzytowej lotniska, gdzie sprawdzono ich dokumenty i bagaże. Z Sofii sprowadzono ekipę służby operacyjno-technicznej bułgarskiego MSW, która skontrolowała samolot. Linie lotnicze Small Planet wysłały drugi samolot, który przyleciał do Burgas i przewiózł pasażerów do Hurghady.
Żródło info i foto: tvn24.pl

Zatrzymano sprawcę fałszywego alarmu

Na podwarszawskim lotnisku Modlin awaryjnie lądował samolot, lecący z Oslo. Na pokładzie maszyny miał być podejrzany pakunek. Samolot bezpiecznie wylądował na lotnisku w Modlinie, a jego pasażerowie zostali ewakuowani. Na pokładzie było około 168 osób. Na miejscu jest 12 wozów strażackich. Przedstawiciele lotniska zapewniają, że maszyna jest w pełni sprawna.

Powodem awaryjnego lądowania samolotu miał być podejrzany pakunek na pokładzie, do którego nikt się nie przyznawał. Instrukcje w takim wypadku wyraźnie mówią o konieczności awaryjnego lądowania. Niemal w tym samym czasie na lotnisku w Modlinie miało miejsce drugie zdarzenie. Na terminalu była ewakuacja z powodu pozostawionego bez opieki bagażu. Ta akcja też została już zakończona. Właściciel się znalazł, bagaż nie zawierał materiałów niebezpiecznych.

Na lotnisku nie ma już utrudnień. Samoloty lądują normalnie, starty są lekko opóźnione – mówi Radiu ZET Magdalena Bojarska, rzeczniczka portu Modlin. Dodaje, że samolot został zaparkowany w takiej odległości, żeby nie zakłócić pracy całego lotniska.
Żródło info i foto: Radio ZET.pl

Tajemniczy przedmiot w samolocie

Na pokładzie samolotu lecącego do Budapesztu znaleziono podejrzany ładunek! Samolot z Warszawy do Budapesztu musiał zawrócić na warszawskie lotnisko Okęcie. Jak nieoficjalnie dowiedzieli się dziennikarze RMF FM, na pokładzie znaleziono przedmiot, do którego nie przyznaje się żaden z pasażerów. Maszyna musiała zawrócić do Warszawy, ponieważ takie są procedury w przypadku znalezienia podejrzanego pakunku.

Samolot LOT-u wystartował ze stolicy o godz. 11. Kilkanaście minut później na jego pokładzie znaleziono przedmiot, który nie należał do żadnego z pasażerów. – Pilot podjął decyzję o zawróceniu na lotnisko – mówi Przemysław Przybylski, rzecznik lotniska.

Samolot lądował na lotnisku im. Chopina w Warszawie w asyście wszystkich służb ratowniczych, które postawiono w stan gotowości. Zostały też ściągnięte karetki pogotowia. Po wylądowaniu i ewakuowaniu pasażerów przeszukano pokład samolotu. Okazało się, że w pakunku znajduje się … laptop. Najprawdopodobniej zostawił go tam ktoś z pasażerów.
Żródło info i foto: Fakt.pl