Dwie pary uprawiały seks na wieży widokowej koło Wolsztyna. Wszystko nagrały kamery, sprawę bada prokuratura

Miejskie kamery zamontowane na wieży widokowej w okolicach Wolsztyna (woj. wielkopolskie) zarejestrowały dwie pary, które uprawiały seks. Nagrania wyciekły do internetu. Sprawę bada już prokuratura, oświadczenie dotyczące incydentu wydał też burmistrz.

Prokuratura Rejonowa w Wolsztynie bada sprawę opublikowania w internecie nagrań, na których widać, jak dwie pary uprawiają seks na wieży widokowej w Świętnie koło Wolsztyna w województwie wielkopolskim – podaje RMF FM. Jak przekazał rzecznik prokuratury, zawiadomienie w tej sprawie wolsztyńscy śledczy otrzymali od burmistrza miasta, Wojciecha Lisa.

Należące do urzędu miasta kamery, na których zarejestrowano uniesienia par, na co dzień mają pilnować bezpieczeństwa i porządku na wieży widokowej. Burmistrz Wolsztyna wydał oświadczenie w tej sprawie.

„Z ubolewaniem potwierdzam fakt, iż do internetu wydostał się fragment zapisu z wewnętrznego monitoringu wizyjnego należącego do Urzędu Miejskiego w Wolsztynie. O powyższym fakcie poinformowałem organy ścigania. Dla dobra sprawy w chwili obecnej nie możemy udzielać żadnych innych informacji”

Zostały już wdrożone niezbędne procedury celem wyeliminowania podobnych incydentów w przyszłości” – napisał.

Jak podaje RMF FM, śledztwo prokuratury może być prowadzone pod kątem art. 191a. Kodeksu karnego, który dotyczy „utrwalania lub rozpowszechniania wizerunku nagiej osoby bez jej zgody”. Grozi za to kara od trzech miesięcy do pięciu lat więzienia, ale wnioski o ściganie musiałyby złożyć osoby poszkodowane.

Z kolei za „dopuszczenie się nieobyczajnego wybryku w miejscu publicznym” grozi kara aresztu, grzywna do 1,5 tysiąca złotych lub nagana.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Małopolska: Policja bada przypadki hejtu wobec nauczycieli w czasie zajęć online

Hejt na nauczycieli prowadzących lekcje online nie pozostanie bezkarny – ostrzega policja. W Małopolsce funkcjonariusze prowadzą już kilka dochodzeń w sprawie znieważenia nauczycieli. Prowadzący zajęcia na platformach internetowych, widzą się i słyszą z uczniami. Jednak wejście do takiej wirtualnej klasy jest dość proste – wystarczy mieć link przesłany przez któregoś z uczniów. W ten sposób do lekcji dołączają hejterzy.

– Te osoby do nauczycieli kierowały wulgaryzmy, znieważały ich, pojawiały się też groźby karalne. Nauczyciele musieli przerywać lekcje i blokować dostęp – wyjaśnia rzecznik małopolskiej policji Sebastian Gleń.

Policja bada trzy przypadki w szkołach podstawowych w Krakowie oraz w szkołach Olkuszu, Chrzanowie i okolicach Bochni.

– Ustalenie sprawców dla policjantów z wydziału cyberprzestępczości nie będzie trudne – dodaje rzecznik małopolskiej policji.

Za znieważanie nauczyciela, który w świetle prawa postrzegany jest jako funkcjonariusz publiczny, grozi kara do 2 lat więzienia.
Źródło info i foto: TVP.info

47-latek krzyczał w autobusie, że ma koronawirusa i właśnie wyszedł ze szpitala. Prokuratura bada sprawę

Fot. Piotr Molecki/East News. Warszawa, 01.11.2019. Swieto Wszystkich Swietych. N/z komunikacja miejska rejonie Starych Powazek.

Prokuratura bada sprawę 47-latka, który w autobusie komunikacji miejskiej wszczął awanturę, a następnie oznajmił innym pasażerom, że ma koronawirusa. Po przewiezieniu mężczyzny do szpitala okazało się, że jest on zdrowy.

Jak poinformowała Anna Wójcik z Komendy Policji w Ursusie, do tego zdarzenia doszło 25 marca w autobusie komunikacji miejskiej w Ursusie. Podczas jazdy jeden z pasażerów wstał i zaczął nerwowo chodzić po autobusie. Następnie zaczął krzyczeć, że jest zarażony koronawirusem i właśnie opuścił placówkę medyczną.

„Kierujący autobusem zatrzymał pojazd i wezwał policję. Przybyli na miejsce funkcjonariusze, przy zachowaniu szczególnych środków ostrożności, ubrani w kombinezony ochronne podjęli interwencję wobec mężczyzny” – przekazała Anna Wójcik.

Na miejscu pojawiła się także karetka, które zawiozła 47-letniego mężczyznę do szpitala. Został on poddany badaniom na obecność SARS-CoV-2. Test okazał się negatywny.

„Policjanci przypominają, że kto, wiedząc, że zagrożenie nie istnieje, zawiadamia o zdarzeniu, które zagraża życiu lub zdrowiu wielu osób, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8” – zaznaczyła Anna Wójcik i dodała, że sprawą 47-latka zajmuje się prokuratura.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Norweska prokuratura bada sprawę strzelaniny w meczecie jako akt terroryzmu

Norweska policja poinformowała, że sobotnia strzelanina w meczecie na przedmieściach Oslo jest badana jako prawdopodobny akt terrorystyczny. – Podejrzany był ksenofobem, chciał siać terror – powiedział na konferencji prasowej zastępca szefa stołecznej policji Rune Skjold.

– Badamy ją jako próbę przeprowadzenia aktu terrorystycznego – powiedział na konferencji prasowej zastępca szefa stołecznej policji Rune Skjold.

Strzelanina w meczecie

W strzelaninie w centrum islamskim al-Nur w Baerum na przedmieściach Oslo jedna osoba została ranna, sprawca został zatrzymany. Ostrzelał on z broni palnej okna oraz drzwi muzułmańskiej świątyni, po czym wdarł się do jej środka. Został obezwładniony przez ludzi zgromadzonych w meczecie, a następnie zatrzymany przez policję. Według przedstawiciela meczetu Irfana Mushtaqa, sprawcą był „biały mężczyzna w hełmie i mundurze”. Lokalna policja twierdzi, że domniemanym sprawcą sobotniej strzelaniny w meczecie jest młody, etniczny Norweg, który mieszka w pobliżu meczetu. Jest on znany służbom ze swojej działalności na skrajnie prawicowych forach internetowych.

W mieszkaniu domniemanego sprawcy znaleziono ciało kobiety

Norweska telewizja TV2 podała, że Norweg miał tuż przed atakiem wyrazić w mediach społecznościowych uznanie dla ataków terrorystycznych na meczety w Christchurch w Nowej Zelandii, do jakich doszło w marcu tego roku. Zginęło wówczas ponad 50 osób. W sobotę wieczorem policja poinformowała, że w mieszkaniu domniemanego sprawcy znaleziono ciało kobiety powiązanej z nim rodzinnie. Jest on podejrzany o jej zabicie.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Koszalin: Prokuratura podała przyczynę tragedii w escape roomie. Wciąż bada sprawę

Prokuratura podała wstępny scenariusz tragedii w escape roomie w Koszalinie. Bezpośrednią przyczyną powstania ognia w escape roomie w Koszalinie był gaz. Wszystkie osoby zmarły w wyniku zatrucia tlenkiem węgla.

– Śledczy wykluczyli instalacje elektryczną jako przyczynę i źródło pożaru i upatrują go raczej w urządzeniach gazowych. Urządzenia były cztery. Na pewno były w poczekalni pokoju gier i to tam najprawdopodobniej rozpoczął się pożar, który odciął pracownika, który miał czuwać nad obecnymi w obiekcie uczestnikami gry od możliwości odblokowania drzwi. Takie są tragiczne wstępne ustalenia – powiedział prokurator Ryszard Gąsiorowski. 

Więcej informacji wkrótce. 

W piątek w tzw. escape roomie w Koszalinie doszło do pożaru, w którym zginęło pięć dziewcząt, uczennic III klasy Gimnazjum nr 9, aktualnie wchodzącego w skład SP nr 18 w Koszalinie. Jeden mężczyzna jest ciężko poparzony. Po pożarze PSP na polecenie ministra spraw wewnętrznych i administracji Joachima Brudzińskiego rozpoczęła kontrole przeciwpożarowe w podobnych obiektach na terenie całego kraju.

Jak poinformowała Straż Pożarna, w pomieszczeniu, w którym znajdował się escape room, było wiele niedociągnięć. Do tragedii doszło przede wszystkim na skutek braku zapewnienia właściwej ewakuacji. Wątek złych warunków i nieodpowiedniego ogrzewania w koszalińskim escape roomie pojawił się też w niektórych komentarzach na Facebooku. O sprawie pisaliśmy w piątek na radiozet.pl.  
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Atak nożownika na dworcu kolejowym w Manchesterze

Brytyjska policja potwierdziła we wtorek, że bada poniedziałkowy atak nożownika na dworcu w Manchesterze w ramach dochodzenia w sprawie ataku terrorystycznego. Poinformowała też, że w związku z incydentem przeszukano pewną lokalizację na obrzeżach miasta.

– Prowadzimy to jako dochodzenie w sprawie ataku terrorystycznego – przekazał szef miejscowej policji Ian Hopkins na konferencji prasowej.

Wcześniej we wtorek policja informowała, że śledztwo w sprawie ataku przejęła jednostka antyterrorystyczna, ale nie wykluczają innego motywu.

Do ataku doszło w poniedziałek wieczorem na dworcu kolejowym Manchester Victoria. Według relacji świadków uzbrojony w długi kuchenny nóż mężczyzna zaatakował kobietę i mężczyznę, oboje w wieku od 50 do 60 lat, a później ranił jednego z interweniujących policjantów. Napastnik został szybko obezwładniony przez funkcjonariuszy i aresztowany.

Według dziennika „Manchester Evening News”, powołującego się na świadków, podczas ataku napastnik krzyczał: „Allah”, ale na razie nie potwierdziły tego władze.

Trzy osoby ranne w ataku są w stanie poważnym, ale ich życiu nie grozi niebezpieczeństwo.

22 maja 2017 roku w Manchesterze doszło do ataku, gdy po koncercie piosenkarki Ariany Grande zamachowiec samobójca wysadził się w powietrze przy wejściu do hali, zabijając 22 osoby i raniąc ponad 120. Do zamachu przyznało się Państwo Islamskie.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Warszawa: Areszt dla 28-latka podejrzanego o molestowanie dwóch 11-letnich dziewczynek

Jakub P. decyzją sądu został aresztowany na 3 miesiące. 28-letni pracownik sklepu jest podejrzany o dopuszczenie się innej czynności seksualnej wobec dwóch 11-letnich dziewczynek. Mężczyzna został zatrzymany przez policjantów w miejscu pracy. Za przestępstwo, którego się dopuścił, grozi mu kara nawet do 12 lat pozbawienia wolności. Policja i prokuratura bada, czy mężczyzna mógł dopuścić się jeszcze innych podobnych przestępstw.

Policjanci z Białołęki interweniowali w jednym z miejscowych sklepów. Zaniepokojona kierowniczka opowiedziała o swoich podejrzeniach wobec jednego z pracowników. Z jej relacji wynikało, że mężczyzna zachowywał się podejrzanie przy młodych dziewczynkach odwiedzających sklep. O swoich obawach opowiedzieli też rodzice dwóch 11-latek.

Policjanci bardzo szczegółowo rozpytali pracowników na okoliczność tego zgłoszenia. Zapoznali się również z nagraniem z monitoringu.

Gdy 28-latek stawił się w pracy został zatrzymany.

Śledczy z komendy przy Jagiellońskiej przygotowali materiał dowodowy, na podstawie którego prokurator przedstawił Jakubowi P. zarzut dopuszczenia się innej czynności seksualnej wobec dwóch małoletnich poniżej lat 15 i zawnioskował do sądu o tymczasowego aresztowanie mężczyzny. Sąd po rozpoznaniu sprawy aresztował 28-latka na trzy miesiące.

Podejrzanemu grozi teraz kara nawet do 12 lat pozbawienia wolności.

Policja i prokuratura nadal pracują nad tą sprawą. Śledczy sprawdzają, czy mężczyzna nie dopuścił się podobnego czynu na innych małoletnich.
Źródło info i foto: Policja.pl

Pomorskie: Pijana policjantka przy samochodzie leżącym w rowie. Sprawę bada prokuratura

Prokuratura Rejonowa w Kartuzach (Pomorskie) ustala szczegóły wypadku drogowego, w którym mogła wziąć udział policjantka. Funkcjonariuszkę zatrzymano pijaną obok samochodu, który leżał na dachu w rowie. Policjantka była poza służbą, a auto było prywatne.

Dyżurny komisariatu w Kartuzach został powiadomiony o zdarzeniu drogowym w miejscowości Dzierżążno. Patrol ruchu drogowego, który przybył na miejsce zastał samochód leżący w rowie – poinformowała st. sierżant Daria Olchowik z Komendy Powiatowej Policji w Kartuzach. Obok auta znajdowała się osoba, która okazała się być policjantką. Po badaniu stwierdzono u niej ponad 2 promile alkoholu w wydychanym powietrzu. Funkcjonariuszka miała powierzchowne obrażenia – dodała.

Sprawę przejęła prokuratura, która bada okoliczności zdarzenia w celu ustalenia, kto kierował pojazdem.

Aktualnie policjantka jest zatrzymana. Ewentualne konsekwencje służbowe wobec policjantki mogą zostać podjęte w poniedziałek w zależności od tego, co ustali i zdecyduje prokuratura – dodała Olchowik.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Polski ksiądz okradł parafię na Florydzie na niemal milion złotych

Łatkę złodziei Polakom chętnie przypinają nasi niemieccy sąsiedzi. Teraz jednak, podobną mogą otrzymać w Stanach Zjednoczonych polscy… księża! Wszystko przez poczynania ojca Henryka Pawelca, który okradł parafię św. Colemana w Pampano Beach na Florydzie na niemal milion złotych!

Henryk Pawelec, według doniesień amerykańskiego „Miami Herald” pracę w parafii na Florydzie miał zacząć trzy lata temu. Od tego czasu, na swoje prywatne potrzeby, przywłaszczył ponad 230 tysięcy dolarów z kościelnej kasy. Jak informuje arcybiskum Thomas Wenski, który opublikował w tej sprawie specjalny list do wiernych, polski ksiądz „celowo zignorował kościelne zasady dotyczące odpowiedniego zajmowania się pieniędzmi parafii”.

O zachowaniu Pawelca, arcybiskupa Wenskiego, miał poinformować jeden z parafian. Jak informuje „Miami Herald”, przełożony odbył już rozmowę z polskim duchownym. Pawelec złożył rezygnację, oddał skradzione pieniądze, a teraz być może będzie się musiał tłumaczyć ze wszystkiego przed sądem. Archidiecezja skierowała bowiem sprawę do prokuratora stanowego.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Policjanci zamiast pomóc mężczyźnie leżącemu przy drodze, wywieźli go do lasu. 36-latek zmarł

– Policjanci z podpoznańskich Pobiedzisk otrzymali zgłoszenie o leżącym na drodze mężczyźnie. Zamiast wezwać pogotowie – wywieźli go do lasu, gdzie mężczyzna zmarł. Jak poinformował rzecznik wielkopolskiej policji Andrzej Borowiak funkcjonariusze zostali wyrzuceni z policji.

O sprawie poinformował rzecznik wielkopolskiej policji mł. insp. Andrzej Borowiak. Jak tłumaczył, w czwartek w podpoznańskich Pobiedziskach zgłoszono zaginięcie 36-latka. Mężczyzna miał wyjść w środę z domu, nie było z nim kontaktu. Sprawę zaginięcia zaczęła badać policja. Dzień później zwłoki mężczyzny znaleziono przy drodze w kompleksie leśnym przy jeziorze Dobre.

– W piątek rano Komendant Komisariatu Policji w Pobiedziskach poinformował, że w dniu zaginięcia 36-latka, była zgłoszona interwencja policjantom, że ten mężczyzna leżał przy ulicy Poznańskiej. (…) Jak się okazało, policjant z trzyletnim stażem służby i policjantka z rokiem służby w policji wzięli tego półprzytomnego mężczyznę, najprawdopodobniej mocno pijanego, i zamiast wezwać pogotowie, czy odwieźć go na izbę wytrzeźwień – zawieźli go do lasu i tam go zostawili; tam również ten mężczyzna zmarł – powiedział Borowiak.

Bezpośrednią przyczyną zgonu był krwiak wewnątrzczaszkowy

– Natychmiast po otrzymaniu tych informacji komendant zgłosił tę sprawę odpowiednim instytucjom m.in. prokuraturze. Policjanci są już formalnie wyrzuceni z policji. Prokuratura zdecydowała o postawieniu im zarzutów niedopełnienia obowiązków i nieudzielenia pomocy, oraz narażenia tego mężczyzny na utratę życia i zdrowia – dodał.

Borowiak tłumaczył, że po sekcji zwłok 36-latka okazało się, że bezpośrednią przyczyną jego zgonu był krwiak wewnątrzczaszkowy. – Co prawda biegły podał, że te obrażenia mogły powstać w wyniku upadku, nie wykluczył też, że z powodu jakiegoś uderzenia, ale z naszych wstępnych ustaleń nie wynika, że ci policjanci mogli coś temu mężczyźnie w tym zakresie zrobić – zaznaczył.

Nieoficjalnie ustalono, że kiedy doszło do zdarzenia, policjantom kończyła się tego dnia służba. Najprawdopodobniej funkcjonariusze chcieli jak najszybciej zakończyć służbę i wrócić do domu.

Sprawę bada policja i prokuratura.
Źródło info i foto: polsatnews.pl