Marcin K. ps. „Belmondziak” ścigany listem gończym

W styczniu 2018 r. Marcin K. ps. „Belmondziak” odzyskał wolność, kiedy sędzia mimo skazania go na trzy lata odsiadki ulitował się nad prośbą podsądnego. Przyrodni brat „Szkatuły”, prosił bowiem o uchylenie aresztu, aby mógł się uczyć. Jak przebiegała jego edukacja, dowiemy się pewnie dopiero wtedy, gdy schwyta go policja. „Belmondziak” nie stawił się bowiem w 2020 r. do odbycia kary, a od 11 miesięcy jest ścigany listem gończym.

47-letni Marcin K. ps. „Belmondziak” vel „Wściekły” to jedna z barwniejszych postaci kryminalnego podziemia stolicy. Choć przyćmiewa go niesława jego przyrodniego brata Rafała S. ps. „Szkatuła”, bossa jednej z największych grup przestępczych w Warszawie, to jednak i on sam dołożył co nieco do kronik policyjnych.

„Szkatuła” ukrywał się przez blisko dekadę (wpadł w 2011 r.) i to „Belmondziak” był jednym z kilku członków bandy, który mógł mieć z nim osobisty kontakt.

– Rafał był bardziej od kombinowania, a Marcin stawiał na argumenty siły. Jest charakterny. Potrafił się postawić grupie mokotowskiej, a z mniejszymi, choć równie znanymi gangami Warszawy i okolic szedł zdecydowanie na konfrontację – mówi jeden ze stołecznych policjantów, który przez lata rozpracowywał bandę „Szkatuły” i „Belmondziaka”.

– To on doprowadził do zrzeszenia mniejszych grup w sprawny organizm – wyjaśnia funkcjonariusz.

Biorąc pod uwagę rangę Marcina K. w półświatku, nie ma chyba wątpliwości, że to stoi na czele przetrzebionej bandy. Sam zaprzecza oczywiście, jakoby miał cokolwiek wspólnego z przestępczością. Siebie zaś widzi jako ofiarę nierzetelnych mediów, w tym piszącego te słowa.

Bez pośpiechu

Dlatego dziwić może, że musiał minąć rok, odkąd gangster nie raczył stawić się do odbycia kary, aby wydano za nim list gończy. Z informacji uzyskanej w Sądzie Okręgowym w Warszawie wynika, że „zarządzenie do policji z poleceniem niezwłocznego doprowadzenia skazanego do zakładu karnego zostało wydane 11 marca 2020 r. Sąd dał policji aż 10 miesięcy na załatwienie sprawy.

Kiedy okazało się, że „Belmondziak” zniknął, 19 stycznia 2021 r. został wydany za nim list gończy. A dopiero na początku września zdjęcie „Belmondziaka” pojawiło się na stronach stołecznej policji z informacją, że poszukują go kryminalni Komisariatu Policji Warszawa-Białołęka.

W komunikacie stróże prawa zaznaczyli, że „ważna jest każda informacja dotycząca ściganego mężczyzny i jego obecnego miejsca pobytu”. Policjanci zwracają się z prośbą do wszystkich, którzy znają miejsce pobytu poszukiwanego, o kontakt pod numerem telefonu 47 723-51-30, 47 723 52 20, za pomocą poczty elektronicznej: dyzurny.kp-bialoleka, ksp.policja.gov.pl. lub z najbliższą jednostką policji.

Droga do wolności

„Belmondziak” cieszy się wolnością od zimy 2018 r, po tym jak w styczniu Sąd Najwyższy uchylił mu areszt. Stało się to niedługo po tym, jak sąd uznał kasację od wyroku Sądu Apelacyjnego w Warszawie, który skazał gangstera na 13 lat więzienia. Była to kara m.in. za handel znacznymi ilościami narkotyków.

Sprawa wróciła do Sądu Okręgowego w Warszawie i toczy się od początku. Sąd Najwyższy uznał, że K. musi wpłacić 150 tys. zł poręczenia majątkowego, co też szybko nastąpiło.

Co ciekawe, na tym posiedzeniu SN obrońca „Belmondziaka” złożył oświadczenie Prezesa Zarządu Fundacji Kamili Skolimowskiej potwierdzające gotowość nawiązania współpracy z Marcinem K.

To był ostatni areszt ciążący na Marcinie K., który za kratami przebywał od 2009 r. Wcześniej udało mu się przekonać sędziego Andrzeja Krasnodębskiego, aby ten też uchylił tak dolegliwy środek zapobiegawczy. Czym przekonał sędziego, znanego z surowych wyroków wobec gangsterów? Rzekomym pędem do wiedzy.

Kiedy 11 grudnia 2017 r. usłyszał wyrok trzech lat więzienia za pomoc w próbie uprowadzenia pewnego złodzieja, przekonywał, że przez areszt nie może korzystać z dobrodziejstwa edukacji za kratami. – Chcę się uczyć. Skończyć jakieś kursy albo liceum – wyjaśniał „Belmondziak”.

Sędzia uznał, że to racjonalny argument i środek zapobiegawczy uchylił. Tyle, że wtedy na gangsterze ciążył jeszcze wspomniany areszt do sprawy narkotykowej.

Gorąca głowa

Na razie niewiele wiadomo o życiu „Belmondziaka” na wolności. Do policjantów i prokuratorów docierały tylko sygnały, że nie zrezygnował z gangsterki. Tym bardziej, że wielu członków bandy było już na wolności. Ale od 2018 r. Marcin K. nie został ani razu zatrzymany za tego rodzaju przestępstwa

Portal tvp.info odkrył jednak, że „Belmondziak” zadebiutował w innej roli – stadionowego chuligana. Będąc zapalonym kibicem Legii Warszawa (wielu członków jego gangu należy Teddy Boys, bojówki drużyny z Łazienkowskiej), pojawił się 1 grudnia 2018 r. na meczu z Koroną Kielce.

Najwyraźniej jednak dał się ponieść emocjom, ponieważ w pewnym momencie wdarł na murawę. Na jego drodze znalazł się porządkowy K.T. „Belmondziak” zadał trzy ciosy pięścią w głowę.

Chwilę potem podbiegł do sektora gości i „prowokował kibiców klubu Korona Kielce do działań zagrażających bezpieczeństwu tej imprezy poprzez wykonywanie przed ich trybuną nieprzyzwoitych gestów”.

Jako że w tumulcie tym brało udział kilka innych osób, osądzenie chuligańskiej akcji zajęło blisko rok. W październiku 2019 r, Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia uznał Marcina K. za winnego wszystkich zarzucanych mu czynów.
Źródło info i foto: TVP.info

Marcin K. ps. „Wściekły”skazany

„Wściekły” – brat „Szkatuły” z dwuletnim zakazem stadionowym i grzywną za awanturę podczas meczu Legii Warszawa z Koroną Kielce w 2018 r. – dowiedział się portal tvp.info. Marcin K., znany także jako „Belmondziak”, został skazany przez Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia za wtargnięcie na murawę, uderzenie porządkowego i prowokowanie kibiców z Kielc.

42-letni Marcin K. ps. „Belmondziak” vel „Wściekły”, jest od lat bohaterem kronik kryminalnych i sądowych. Według policji i prokuratury jest numerem dwa w gangu swojego brata przyrodniego Rafała S. ps. „Szkatuła”.

Z ustaleń prokuratury i CBŚP wynika, że w latach 2008-11 gang „Szkatuły” brał udział w przemycie narkotyków na terenie państw Unii Europejskiej, w tym Polski, i wprowadzaniu ich do obrotu. Chodzi o 3,7 tony marihuany, ponad 500 kg amfetaminy, 300 kg kokainy i blisko 250 kg heroiny.

Jako że „Szkatuła” siedzi w więzieniu, a „Belmondziak” cieszy się wolnością, czekając na rozstrzygnięcia w kolejnych procesach, to on zdaniem śledczych jest bossem. Czemu sam zdecydowanie zaprzecza. Okazało się, że Marcin K. dał się poznać policji i prokuraturze z zupełnie innej strony. Będąc zapalonym kibicem Legii Warszawa (wielu członków jego gangu należy do bojówek tej drużyny), pojawił się 1 grudnia 2018 r. na meczu z Koroną Kielce. Najwyraźniej jednak dał się ponieść emocjom, ponieważ w pewnym momencie miał się wedrzeć na murawę.

Na jego drodze znalazł się porządkowy K. T. „Belmondziak” miał mu zadać trzy ciosy pięścią w głowę. A chwilę potem podbiegł do sektora gości i jak napisano w oficjalnych dokumentach: „prowokował kibiców klubu Korona Kielce do działań zagrażających bezpieczeństwu tej imprezy poprzez wykonywanie przed ich trybuną nieprzyzwoitych gestów”,

Jako że w tumulcie tym brało udział kilka innych osób, osądzenie chuligańskiej akcji zajęło blisko rok. W październiku 2019 r, Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia uznał Marcina K. za winnym wszystkich zarzucanych mu czynów. Decyzją sądu „Belmondziak” ma dwuletni „zakazu wstępu na imprezy masowe obejmujący wszelkie imprezy masowe na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej oraz mecze piłki nożnej rozgrywane przez polską kadrę narodową lub polski klub sportowy poza terytorium Rzeczypospolitej Polskiej”.

Ponadto gangster musi uiścić 3,5 tys. zł grzywny i zapłacić 500 zł zadośćuczynienia pobitemu porządkowemu. Wyrok jest nieprawomocny. Smaczku sprawie dodaje fakt, że zapadł w dniu urodzin Marcina K.

Pęd do wolności i nauki

„Belmondziak” cieszy się wolnością od zimy 2018 r, po tym jak w styczniu Sąd Najwyższy uchylił mu areszt niedługo po tym, jak uznał kasację od wyroku Sądu Apelacyjnego w Warszawie, który skazał gangstera na 13 lat więzienia. Sprawa wróciła do Sąd Okręgowego w Warszawie i toczy się od początku.

Sąd Najwyższy warunkował zwolnienie K. wpłaceniem 150 tys. zł poręczenia majątkowego, co też szybko miało miejsce. Gangster nie może opuszczać kraju i musi się raz na dwa tygodnie meldować na policji.

Co ciekawe, na tym posiedzeniu SN obrońca „Belmondziaka” złożył oświadczenie Prezesa Zarządu Fundacji Kamili Skolimowskiej, potwierdzające gotowość nawiązania współpracy z Marcinem K.

Zdaniem śledczych rozpracowujących gang „Szkatuły”, Marcin K. konsekwentnie dążył do uchylenia ciążących na nim aresztów. Kiedy 11 grudnia 2017 r. usłyszał wyrok trzech lat więzienia za pomoc w próbie uprowadzenia pewnego złodzieja, swój wniosek o uchylenie wspomnianej sankcji motywował „chęcią nauki”.

– Chcę się uczyć. Skończyć jakieś kursy albo liceum – wyjaśniał „Belmondziak”; uchylenie aresztu oznaczało, że może uczyć się zakładzie karnym. Sędzia Andrzej Krasnodębski, znany z surowych wyroków wobec gangsterów, uznał, że ta argumentacja go przekonuje.

Handlarz telefonami

„Belmondziak” został zatrzymany w październiku 2009 r., po ponaddwuletnim ukrywaniu się przed policją. Schwytali go policjanci elitarnej grupy warszawskiego CBŚ, tzw. łowcy głów. To specjalna jednostka pościgowa, której jedynym zadaniem jest polowanie na ukrywających się najgroźniejszych bandziorów. Po niespełna dwóch latach działania, na jej bazie utworzono w centrali CBŚ specjalny wydział pościgowy, nazywany teraz „łowcami cieni”.

Funkcjonariusze znaleźli przy nim i w jego mieszkaniu 72 telefony komórkowe. Przy sobie miał „tylko” 12 aparatów, do najpilniejszych kontaktów. Każdy aparat był używany tylko do kontaktu z jednym konkretnym członkiem gangu. K. nie wiedział, że jego rozmowy były od kilku miesięcy nagrywane, próbował nawet przekonać śledczych, że miał tak dużo aparatów, bo zajmuje się „obwoźnym handlem telefonami”.

Według zeznań skruszonych członków gangu, w grupie obowiązywały bardzo surowe zasady bezpieczeństwa. Telefony, będące na wyposażeniu gangu, były zawsze wymieniane w przypadku zatrzymania jakiegokolwiek członka grupy. Ponadto bez względu na okoliczności telefony były zmieniane średnio co dwa tygodnie.

Z kolei inny świadek przytaczał wypowiedź Marcina Z. ps. „Misiek” o tym, co się działo na spotkaniu z Marcinem K.: „Belmondziak” jak zwykle miał przy sobie z 50 telefonów tak, że nie miał ich nawet jak w samochodzie poukładać”.

Marcin K. starał się być zawsze bardzo ostrożny. Nawet, gdy rozmawiał przez „bezpieczny”, jak mu się wydawało, telefon, nie używał nazw narkotyków. Tylko cyfr, np. trzy dla X, cztery dla Y. Chodziło o liczbę kilogramów dla konkretnego odbiorcy.

K. nie wiedział jednak, że jego wszystkie rozmowy z najbliższymi współpracownikami są podsłuchiwane przez CBŚ. Co ciekawe, funkcjonariusze inwigilujący dziesiątki bandyckich numerów, przypisali „Wściekłemu” niegodnie brzmiący kryptonim „Gucio 180”.

Potwierdzeniem zaangażowania gangstera w handel narkotykami są także jego nerwowe rozmowy z kompanami, kiedy w sierpniu 2009 r. policja zatrzymała handlarzy narkotykami z Dębicy, którzy właśnie zakupili narkotyki od „Szkatułowych”. W ciągu kilkudniowej akcji wpadło kilku członków bandy.

Na wieść o wsypie, „Wściekły” nakazał kompanom „przemeblowanie mieszkań”, „zmianę dyliżansu” i „wybicie z dokumentów”. Chodziło o usunięcie z mieszkań zakazanych przedmiotów, zmianę samochodu oraz dokumentów.

Jednocześnie K. zachował na tyle zimną krew, że kazał osobie odpowiedzialnej za zajęte narkotyki oddać pieniądze. Z nagranych rozmów wynikało, że wpadka była wynikiem „niezachowania ostrożności”.

W imieniu brata

Przez dwa lata „Belmondziak” miał być według prokuratury oficjalnym liderem grupy. Rafał S. „Szkatuła” ukrywał się wówczas tak skutecznie, że policja podejrzewała nawet, iż został dyskretnie zamordowany.

Kierowany przez niego sojusz większości stołecznych gangów oplótł siecią swych powiązań niemal całą Warszawę. Podporządkował sobie bossów i watażków grup z Pragi, Śródmieścia, Żoliborza i niedobitków dawnej mafii mokotowskiej. Aby ta niecodzienna federacja nie rozbiła się o ambicje poszczególnych liderów, mianował ich swoimi kapitanami. Tylko z nimi utrzymywał bezpośrednie kontakty.

Z zeznań świadków wynika, że „Wściekły”, początkowo był „tylko” jednym z ważniejszych członków gangu swojego brata przyrodniego – Rafała S. ps. „Szkatuła”. Skruszeni przestępcy twierdzą, że K. był łącznikiem między koalicją stołecznych gangów a swym krewniakiem. Według śledczych Marcin K. miał przez swoich ludzi kontrolować zbieranie haraczy w stolicy. Gang „opodatkował” właścicieli lawet i holowników, taksówkarzy z centrum stolicy, lichwiarzy z kasyn i Służewca, handlarzy z bazarów Różyckiego Wolumen, a także kilkadziesiąt agencji towarzyskich i sex-shopów.

Pieniądze z „punktów” (tak nazywano miejsca, skąd ściągano haracz) w dużej części trafiały na specjalny fundusz gangu, przeznaczony na pomoc dla uwięzionych lub ukrywających się kamratów. Co ciekawe, z notatek gangsterów wynika, że niektórzy ich kompani dostawali pieniądze nawet przez pięć do ośmiu lat pobytu za kratami.

Gangsterzy szybko rozprawiali się z dłużnikami czy handlarzami niepłacącymi haraczu. Opór właścicieli sklepu wędkarskiego i sex-shopu skończyły się „tajemniczym” spaleniem tych pomieszczeń. Równie brutalnie bandyci przejęli haracze od przydrożnych prostytutek, które znajdowały się pod „opieką” gangu markowskiego. Po prostu skatowali kobiety, aby przez kilka dni nie mogły pracować. Bili jednak tak, aby prostytutki zbyt długo się nie leczyły, tylko mogły zarabiać już dla gangu „Szkatuły”.

Królowie stołecznego podziemia kryminalnego

Gang „Szkatuły” jest uważany przez policję za najbardziej niebezpieczną warszawską grupę przestępczą nowego stulecia. W śledztwie przeciwko członkom bandy ustalono m.in., że grupa kontrolowała 90 proc. stołecznych agencji towarzyskich, tirówki pod Wyszkowem i Górą Kalwarią, handel amfetaminą i heroiną oraz haracze.

Od 2008 r. zaczęło się rozbijanie bandy. Do końca 2010 r. ponad 100 najważniejszych członków gangu Rafała S. trafiło za kraty. 28 maja 2012 r. w czasie wielkiej obławy zatrzymano 45 osób, m.in. członków gangu „Szkatuły” i bojówkarzy warszawskiej Legii, zwanych Teddy Boys 95. Z ustaleń prokuratury i Centralnego Biura Śledczego wynika, że brali oni udział w przemycie i rozprowadzaniu w sumie setek kilogramów marihuany, kokainy i heroiny wartej miliony złotych.

Czołową rolę w narkobiznesie odgrywał aresztowany Arkadiusz K. ps. „Chory”, uważany za zastępcę Rafała S. ps. „Szkatuła”. To on miał koordynować współpracę gangu z „Teddy Boysami”. W 2013 r. policja rozbiła gang Rafała B. ps. „Bukaciak”, uważanego za następcę „Szkatuły”. Na początku grudnia 2013 r. policjanci odkryli w garażu w Konstancinie przestępczy arsenał, zawierający 26 sztuk broni, w tym szturmowe kałasznikowy, skorpiony i pistolety CZ z tłumikami. Arsenał miał należeć wcześniej do grupy „Szkatuły”.

Od września 2013 r. policja i prokuratura zatrzymały blisko 100 osób związanych z tym gangiem.
Źródło info i foto: TVP.info

Zapadł prawomocny wyrok w sprawie „Belmondziaka”

Koniec marzeń liderów gangu „Szkatuły” o bezkarności. Po rocznej batalii sądu apelacyjnego z plagą chorób wśród oskarżonych, zapadł prawomocny wyrok na „wiceprezesa” bandy Marcina K. ps. Belmondziak, jego „oficera” Marcina Z. ps. Misiek i kilku członków gangu. W apelacji podtrzymano 13 lat więzienia dla „Belmondziaka” i 15 lat dla „Miśka” – ustalił portal tvp.info. Przed sądem toczą się jeszcze inne procesy Marcina K., a kilka tygodni temu przedstawiono mu kolejne zarzuty.

– Mogę potwierdzić, że sąd apelacyjny w Warszawie podtrzymał wyrok sądu okręgowego, skazujący m.in. Marcina K. oraz Marcina Z. na kary 13 i 15 lat więzienia. Cieszę się, że w końcu zapadło to rozstrzygnięcie – mówi krótko prok. Dariusz Żądło, który oskarżał w sprawie „Belmondziaka” i spółki.

Prokurator jest oszczędny w słowach, bo nie wspomniał, że „rozstrzygnięcie” zapadło ponad rok po tym, gdy wyznaczono pierwszy termin rozprawy w stołecznym sądzie apelacyjnym i dwa i pół roku po wyroku wydanym przez sąd okręgowy.

Gdy próbowano rozpocząć postępowanie, oskarżeni zaczęli podupadać na zdrowiu. Kolejni podsądni, tuż przed wyznaczonymi kolejnymi terminami rozprawy, przesyłali do sądu zwolnienia lekarskie. I tak przez rok. Doszło do skandalu, który ujawnił portal tvp.info. Okazało się, że zwolnienia od psychiatry, wystawiane w związku z rzekomą depresją „Miśka”, potwierdzała stomatolog, która była na liście lekarzy sądowych. Gdy oskarżonego zbadali lekarze wskazani przez sąd, okazało się, że przypadłości Marcina Z. mogą zniknąć, jeśli sprawa będzie szybko zakończona. Biegli podważyli wcześniejsze opinie lekarzy, z których usług korzystał „Misiek”.

Po publikacji portalu tvp.info minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro wystąpił o objęcie nadzorem tego procesu. Sprawę działań pani stomatolog bada prokuratura.

Przyrodni boss

Marcin K. ps. Belmondziak vel Wściekły, to przyrodni brat Rafała S. ps. Szkatuła, który w latach 2001- 2011 stworzył jedną z najsilniejszych grup przestępczych w centralnej Polsce. Z zeznań świadków wynika, że „Wściekły”, początkowo był „tylko” jednym z ważniejszych członków gangu swojego brata. Odpowiadał za kontakty z innymi bandami, ponieważ „Szkatuła” ukrywał się przed policją. Na przełomie pierwszej i drugiej dekady XXI wieku stał się faktycznym bossem grupy, która siatką powiązań oplotła całą stolicę.

Podporządkował sobie bossów i watażków grup z Pragi, Śródmieścia, Żoliborza oraz niedobitków dawnej mafii pruszkowskiej, a nawet członów śmiertelnych wrogów z „Mokotowa”. Aby ta niecodzienna federacja nie rozbiła się o ambicje poszczególnych liderów, mianował ich swoimi kapitanami. Tylko z nimi utrzymywał bezpośrednie kontakty.

Według śledczych głównym źródłem zarobków „Wściekłego” był handel narkotykami. Marcin K. został skazano m.in. za to, że brał udział w sprzedaży co najmniej 12 kg kokainy, 4 kg marihuany oraz 9 kg heroiny.

Nieoficjalnie śledczy mówią, że to zaledwie niewielka część tego, co w ostatnich latach sprzedała banda „Szkatuły”. Gangster starał się być zawsze bardzo ostrożny. Nawet gdy rozmawiał przez „bezpieczny”, jak mu się wydawało, telefon nie używał nazw narkotyków. Używał tylko cyfr, np. trzy dla X, cztery dla Y. Chodziło o liczbę kilogramów dla konkretnego odbiorcy.

K. nie wiedział jednak, że jego wszystkie rozmowy z najbliższymi współpracownikami są podsłuchiwane przez CBŚ. Co ciekawe, funkcjonariusze inwigilujący dziesiątki bandyckich numerów, przypisali „Wściekłemu” mało groźny kryptonim: „Gucio 180”.

Przestępcze BHP

O tym, jak bardzo ostrożny i jednocześnie zdesperowany był „Belmondziak”, świadczy fakt, że gdy w październiku 2009 r. policyjni antyterroryści chcieli go zatrzymać, ten próbował ich rozjechać.

Przy gangsterze i w wynajmowanym przez niego domu policjanci znaleźli ponad 70 telefonów komórkowych. Każdy z nich był używany tylko do kontaktu z jednym, konkretnym członkiem gangu. K. mówił bezczelnie, że tak duża liczba aparatów wynika z tego, że zajmuje się „obwoźnym handlem telefonami”. W rzeczywistości, 42-letni obecnie murarz-tynkarz z zawodu, był bossem gangu, z którym liczyły się ważniejsze grupy przestępcze w kraju.
Żródło info i foto: TVP.info

Handel narkotykami, próba porwania, handel bronią. To przestępstwa „Szkatuły”, „Belmondziaka” i grupy Bukaciaka

5 osób związanych z tzw. grupą „Bukaciaka” zatrzymali policjanci CBŚP z Warszawy. Kolejne 6 osób, w tym „Szkatuła” i „Belmondziak”, zostało doprowadzonych z aresztów śledczych, by przedstawić im kolejne zarzuty. Wszyscy odpowiedzą za handel narkotykami, a szefowie zorganizowanych grup przestępczych za inne czyny. Śledztwo jest prowadzone pod nadzorem Mazowieckiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Warszawie.

Policjanci warszawskiego CBŚP od kilku miesięcy zbierali dowody na przestępczą działalność członków grup „Szkatuły”, „Belmondziaka” i „Bukaciaka”. W ostatnich dniach funkcjonariusze zatrzymali i doprowadzili w sumie 11 osób do prokuratury, a później sądu.

Najpierw funkcjonariusze CBŚP zatrzymali 4 mężczyzn i kobietę powiązanych z grupą „Bukaciaka”. Do zatrzymań doszło w powiecie pruszkowskim i pod Lublinem. W ręce policjantów wpadli: Andrzej R. ps. Andron (32 l), Dariusz P. ps. Okoń (35 l.), Paweł T. ps. Frajer (34 l), Witold B. (27 l.) i Beata W. (27 l.). Przedstawiono im zarzuty uczestnictwa w obrocie ponad 60 kilogramami kokainy, marihuany i amfetaminy. „Andron” i „Okoń” zostali tymczasowo aresztowani na 3 miesiące, a pozostali będą podpisywać dozór policji.

Następnie z aresztów śledczych policjanci dowieźli 6 kolejnych podejrzanych: Karola B. (30 l.), Krzysztofa M. ps. Mikuś (46 l.), Mariusza K. ps. Kokolino (44 l.), Marcina K. ps. Belmondziak (38 l.), Rafała S. ps. Szkatuła (42 l.) i Roberta P. (46 l.) , którym przedstawiono całe spektrum zarzutów.

Szkatuła wraz z Belmondziakiem, Kokolino i Rafałem P. odpowiadać będą za próbę uprowadzenia dla okupu mieszkańca Warszawy. Do zdarzenia miało dojść w 2002 roku, a wymienieni wraz z innymi osobami chcieli 100 tys. dolarów za uwolnienie mężczyzny, który miał zostać uprowadzony przy stadionie stołecznej Gwardii.

Oprócz tego mężczyźni usłyszeli zarzuty handlu bronią krótką i maszynową, jak również obrotu kokainą. Wszystkich czynów dopuścili się działając w zorganizowanej grupie przestępczej.

Karolowi B. przedstawiono zarzuty obrotu znacznymi ilościami marihuany i amfetaminy. W prowadzonym od 2013 r. śledztwie dotychczas rozliczono 96 podejrzanych, z których 63 zostało tymczasowo aresztowanych. Na przestrzeni tych lat prowadzący śledztwo funkcjonariusze ujawnili zwłoki 4 członków grup przestępczych zabitych przez „kolegów”, zabezpieczyli ponad 40 jednostek broni palnej krótkiej, długiej i automatycznej, zlikwidowali nielegalne laboratorium amfetaminy oraz zabezpieczyli ponad 55 kg amfetaminy i 18 kg marihuany.

Osoby powiązane z grupą, które nie rozliczyły się jeszcze ze swojej przestępczej działalności nie mogą spać spokojnie, gdyż prokuratura i policja zapowiadają kolejne zatrzymania.
Żródło info i foto: Policja.pl

„Belmondziak” skazany na 13 lat więzienia

Na 13 lat więzienia za handel narkotykami i wymuszanie haraczy skazał warszawski sąd okręgowy Mariusza K., ps. „Belmondziak”, uważanego za jednego z liderów gangu kierowanego przez jego przyrodniego brata Rafała S., ps. „Szkatuła” – dowiedział się portal tvp.info. Jego dwaj kamraci – Marcin Z. ps. „Misiek” i Robert Z. ps. „Robercik” – usłyszeli wyroki 15 i 12 lat więzienia. – „Sprawiedliwości stało się zadość, oczywiście jeżeli wyrok się uprawomocni” – skomentował decyzję sądu prok. Dariusz Żądło, który od lat rozpracowuje gang „Szkatuły”. – „Wyroki są niemal zgodne życzeniem oskarżyciela. Oskarżeni tworzyli jedną z najniebezpieczniejszych grup przestępczych w Polsce. Wydając wyrok sąd oparł się na zeznaniach skruszonych członków tej grupy m.in.: Issama Z. ps. „Wiktor” i Marka H. ps. „Hanior”, których słowa zostały uznane za wiarygodne, co jest dobrym prognostykiem w innych procesach członków tej organizacji” – powiedział tvp.info prok. Dariusz Żądło, który od lat rozpracowuje gang „Szkatuły”. Żródło info i foto: TVP.info

Marcin K. przed sądem

Kierowanie gangiem, handel narkotykami, kontrolowanie ściągania haraczy – to najpoważniejsze przestępstwa, o które oskarżony jest Marcin K. nazywany za wygląd „Belmondziakiem”, a z racji charakteru „Wściekłym”. Wierny zastępca i brat cioteczny Rafała S. ps. Szkatuła stanie dzisiaj przed sądem wraz z dziewięcioma kompanami. Po tym jak przed dwoma tygodniami zaczął się proces „Szkatuły” uważanego za najgroźniejszego polskiego przestępcę, oskarżonego o kierowanie gangiem i przestępstwa samochodowe z lat 90, przyszła pora na sądowy debiut jego prawej ręki i krewniaka- Marcina K. ps. Belmondziak. Choć to ten pierwszy pseudonim jest powszechnie znany w półświatku, to jednak wielu członków gangu „Szkatuły” nazywało swojego lidera „Wściekłym” lub „Wściekniętym”. Żródło info i foto: TVP.info

Aresztowano Bułgara, który handlował ludźmi

Policja aresztowała 43-letniego obywatela Bułgarii. Oskarża go o handel ludźmi i sutenerstwo. Mężczyzna był członkiem międzynarodowego gangu, który werbował do pracy w Niemczech młode kobiety. Tam trafiały one do agencji towarzyskich – podaje zw.com.pl
Stręczyciele dostawali za ofiary od dwóch do pięciu tysięcy euro. Gang działał od 2007 roku. Najpierw pod patronatem Andrzeja P. ps Salaput, z którym dzielił się zyskami, a potem Marcina K. ps. Belmondziak.
– „W ostatnim roku coraz więcej kobiet, głównie Bułgarek, trafiało za pośrednictwem grupy do Niemiec” – mówi policjant.Żródło info: zw.com.pl

Mariusz W. ps. „Samara” zatrzymany

Policjanci z Warszawy zatrzymali w Twierdzy Modlin 20-letniego Mariusza W. ps. Samara – podaje Policja.pl
Mężczyzna usłyszał 6 zarzutów m.in. udziału w zorganizowanej grupie przestępczej o charakterze zbrojnym. W mieszkaniu policjanci znaleźli narkotyki, broń gazową i zabezpieczyli na poczet przyszłych kar 500 złotych. Może mu grozić do 10 lat pozbawienia wolności. „Samarę” namierzyli policjanci z terroru kryminalnego i zabójstw KSP. Zorganizowali zasadzkę na jednej z posesji w Twierdzy Modlin. Gdy mieli pewność, że 20-letni Mariusz W. jest w domu, przystąpili do realizacji. Żródło info i foto: Policja.pl

Marcin K. został bossem dzięki bratu

Drobny złodziejaszek, który w cieniu przyrodniego brata Rafała Skatulskiego ps. Szkatuła (36 l.) wyrósł na bossa świata przestępczego. Kochający ojciec, udający eleganckiego biznesmena z farbowaną fryzurą i teatralną treską. Charyzmatyczny cwaniak, który wybuchami złości dorobił się pseudonimu Wściekły. Kim jest Marcin K. ps. Belmondziak (33 l.), szef stołecznych gangów? „Belmondziak” i „Szkatuła” wychowali się w biednej rodzinie na Dolnym Mokotowie w okolicy ulic Gagarina i Czerniakowskiej. Tam też zaczynali swoją przestępczą karierę. Rafał kradł samochody. Marcin zajmował się włamaniami. Z czasem obaj trafili do grupy śródmiejskich gangsterów „Bandziorka”. Tutaj „Belmondziak” zajął się m.in. ściąganiem haraczy od właścicieli komisów samochodowych, za co trafił na dwa lata do więzienia. Żródło info i foto: se.pl

CBŚ zatrzymało Marcina K. ps. „Belmondziak”

Specjalna grupa pościgowa warszawskiego CBŚ zatrzymało jednego z najbardziej poszukiwanych gangsterów stolicy – Marcina K. ps. Belmondziak vel Wściekły. Według policji mafioso od kilkunastu miesięcy przewodził grupie stołecznych gangów, kierując de facto najsilniejszą polską grupą przestępczą. Marcin K. usłyszał zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, czerpania zysków z haraczy ściganych przez żoliborskie gangi oraz handlu narkotykami. Jednak lista przestępstw o jakie podejrzewa go prokuratura będzie z pewnością dłuższa. Żródło info i foto: TVP.info