Ponad 700 zatrzymanych na protestach w Mińsku

W Mińsku zatrzymano ponad 700 uczestników opozycyjnej akcji protestu. To rekord zatrzymań na Białorusi w tym miesiącu. Wśród zatrzymanych w Mińsku znajdują się miss Białorusi z 2008 roku Wolha Chiżynkoua, wicemistrz olimpijski w dziesięcioboju Andrej Krauczanka, znany aktor dziecięcy z białoruskiej „Dobranocki” Alaksandr Żdanowicz, lekarka Iryna Markieława i kilku dziennikarzy, którzy wykonywali swoje obowiązki służbowe.

Zamknięte przez władze Centrum Obrony Praw Człowieka „Wiasna” do godzin wieczornych ustaliło nazwiska ponad 700 zatrzymanych osób. Niezależne media pokazują nagrania, jak demonstranci byli po zatrzymaniu bici, ciągnięci po asfalcie, czy stawiani na kolana z podniesionymi rękoma. Widziano również, jak zatrzymanych demonstrantów zabierały karetki pogotowia.

Do zatrzymań protestujących dochodziło również w Brześciu, Homlu, Pińsku, Wołkowysku i innych białoruskich miastach. Mija trzeci miesiąc protestów białoruskiej opozycji, która domaga się odejścia prezydenta Aleksandra Łukaszenki.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Szwecja: Nastolatkowie godzinami torturowani i pogrzebani żywcem

Sceny jak z filmu grozy rozegrały się na cmentarzu w miejscowości Solna w Szwecji. Dwaj nastolatkowie byli godzinami torturowani, a na koniec pogrzebani żywcem. Prawdopodobnie tak mieli zginąć. Życie uratował im przechodzień, który zaalarmował policję. Dwaj chłopcy, których nazwisk i wieku szwedzkie media nie ujawniają, zostali w sobotę późnym wieczorem zaczepieni na ulicy Solny przez 21- i 18-latka. Ci chcieli sprzedać im narkotyki.

Ponieważ chłopcy odmówili kupna, zostali zaciągnięci przez swoich oprawców na pobliski cmentarz. Tam zaczęła się ich gehenna, która została przerwana dopiero następnego dnia rano przez osobę odwiedzającą groby bliskich. Przechodzień zobaczył, co się dzieje i zawiadomił policję. 21- i 18-latek zostali zatrzymani. Jak pisze gazeta „Aftonbladet”, bandyci najpierw swoje ofiary zgwałcili. Ponadto chłopcy zostali poddani trwającym 10 godzin torturom. Byli bici i cięci po nogach nożami. Na koniec oprawcy kazali im się rozebrać do naga i położyć w wykopanym grobie, który zaczęli już zasypywać.

Na szczęście na cmentarzu pojawiła się przypadkowa osoba, która widząc, co się dzieje, zadzwoniła na numer alarmowy policji. Kiedy służby przyjechały na miejsce, chłopcy byli przytomni. Do dziś są w szpitalu. Bandyci zostali zatrzymani. Jak się okazało, są znani z policyjnych kartotek za kradzieże, posiadanie narkotyków i podpalenie.

Starszy z nich, 21-latek w lipcu został skazany z to, że w grudniu zeszłego roku rzucił koktajlem mołotowa w budynek pewnej firmy. Został zatrzymany i osadzony w areszcie, który opuścił po procesie. Miesiące spędzone w areszcie zaliczono mu bowiem na poczet kary, ponieważ w chwili popełnianie przestępstwa miał 20 lat. Zgodnie ze szwedzkim prawem dziś jako 21-latek trafiłby na dwa lata do więzienia.
Źródło info i foto: RMF24.pl

CBŚP zatrzymało członków gangu. Napadali udając funkcjonariuszy policji

Funkcjonariusze CBŚP przy wsparciu policjantów rozbili zorganizowaną grupę przestępczą, której członkowie podejrzani są o brutalne rozboje i kradzieże z włamaniami. Łupem padały głównie pieniądze oraz wartościowa biżuteria. Pokrzywdzeni, którzy nie chcieli wydać swojego dorobku byli bici. Według świadków przestępstw, napastnicy używali elementów wyposażenia policyjnego.

Policjanci z Zarządu w Krakowie Centralnego Biura Śledczego Policji, pod nadzorem Prokuratury Okręgowej w Nowym Sączu, prowadzą od początku 2019 roku śledztwo dotyczące zorganizowanej grupy przestępczej. Członkowie tej grupy są podejrzani o brutalne napady rabunkowe w województwach: śląskim, małopolskim, świętokrzyskim i wielkopolskim.

Zatrzymano 14 osób

Z ustaleń śledczych wynika, iż grupa działała w latach 2016-2018. Wówczas mogło dojść do co najmniej 20 napadów rabunkowych. Członkowie grupy podejrzani są również o dokonanie co najmniej 50 kradzieży z włamaniem. Ofiary były typowane wśród osób majętnych, zajmujących się m.in. handlem walutami, złotem, nieruchomościami czy też takie, które z różnych względów mogły posiadać większą ilości gotówki w miejscu zamieszkania. Łupem padały głównie pieniądze i wartościowa biżuteria. Z relacji ofiar wynika, że napastnicy byli wyposażeni m.in. w odzież z napisami „Policja”, „CBŚ”, lub identyfikatory indywidualne funkcjonariuszy. Posiadali przy sobie broń palną lub gazową, paralizatory, kajdanki, opaski zaciskowe, łomy czy taśmy klejące. Po napadzie odjeżdżali często samochodem swoich ofiar.

W wyniku przeprowadzonych na terenie niemal całego kraju realizacji zatrzymano łącznie 14 osób. Działania zostały przygotowane i zrealizowane w sposób niezwykle precyzyjny, ponieważ mężczyźni byli podejrzani o dokonywanie przestępstw w sposób bezwzględny, a dodatkowo istniało przypuszczenie, że mogą posiadać broń. Aby wyeliminować jakiekolwiek ryzyko do akcji włączyli się policjanci z zespołów specjalnych kilku zarządów CBŚP. Podczas działań prowadzonych na przestrzeni kilku tygodni zabezpieczono 6 jednostek broni palnej, kilkadziesiąt sztuk amunicji oraz środki odurzające i substancje psychotropowe. Zabezpieczono mienie w łącznej wartości około 730 tys. zł.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Zmuszali nieletnich chłopców do prostytucji. Padli ofiarami handlu ludźmi

Bici, poniżani, zmuszani do prostytucji. Tak wyglądało życie kilkudziesięciu chłopców z Polski. Padli ofiarami handlu ludźmi i zostali sprzedani do agencji towarzyskich dla homoseksualistów w niemieckim Essen. Reporterzy „Superwizjera” TVN dotarli nie tylko do ofiar, ale i do organizatorów procederu, którzy jak dotąd nie ponieśli żadnej kary. Essen, serce Zagłębia Ruhry. Tutaj przez 13 lat w jednym z bloków funkcjonowała agencja towarzyska dla homoseksualistów. Według polskich i niemieckich śledczych wykorzystano tu co najmniej 29 chłopców z Polski.

Werbunek w parku

Bulwersująca sprawa bierze swój początek w parku przy Panoramie Racławickiej we Wrocławiu, w miejscu, w którym można było spotkać prostytuujących się młodych chłopców. W 2002 roku zaczął tu przychodzić Tadeusz Ł., używający pseudonimu „Tabaza”. Ten były kontroler biletów wrocławskiego MPK od niedawna pracował u Hansa M., psudonim „Max”, który prowadził nielegalną agencję towarzyską dla homoseksualistów w niemieckim Essen. „Tabaza” odpowiadał za werbunek. Wśród prostytuujących się w parku chłopców szukał chętnych do wyjazdu za granicę i pracy w agencji.

– To było miejsce, tak jakby, pierwszej rozmowy. Czyli, co, kto potrzebuje i po ile. Czy loda, czy jakieś dłuższe spotkanie, czy ogólnie seks – wspominał Marek, jeden z pokrzywdzonych. – Ja znam przynajmniej 15-20 osób, które tutaj przesiadywały – dodawał.

Marek był jednym z pierwszych chłopców, którzy zostali zwerbowani do pracy w Essen. Do Niemiec trafił w 2002 roku. Po nim do agencji Hansa M. przywożono kolejnych chłopców i młodych mężczyzn z wrocławskiego parku.

– „Tabaza” mnie namawiał przez pół roku, żebym zrobił dowód osobisty, bo wiedział, że go nie mam, byłem wtedy niepełnoletni. Przed szesnastymi urodzinami wyrobiłem dowód osobisty za zgodą mamy. Po czym „Tabaza” się dowiedział, że mam już dowód. Zaczął organizować mój wyjazd – relacjonował Marek. – Jak to „Tabaza” powiedział: „połączysz przyjemne z pożytecznym, czyli generalnie będziesz uprawiał seks i będziesz za to zarabiał pieniądze” – dodawał.

Jak podkreślił, jego sytuacja nie była wtedy „zbyt ciekawa”. – Mamie powiedziałem, że jadę po prostu jako opiekun do dzieci do Niemiec – przyznawał. Po jakimś czasie chętnych do pracy w agencji zaczęło brakować. Jednak „Max” i „Tabaza” nie zamierzali rezygnować z dochodowego biznesu. Zaczęli oszukiwać nastolatków.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Ruszył proces Katarzyny W. i jej konkubenta. Oskarżeni są o usiłowanie zabójstwa 2 dzieci

W Sądzie Okręgowym w Koszalinie rozpoczął się proces matki dwóch chłopców i jej konkubenta oskarżonych o usiłowanie zabójstwa dwójki dzieci i znęcanie się nad nimi ze szczególnym okrucieństwem. Sąd wyłączył jawność procesu. W poniedziałek na salę rozpraw sądu w Koszalinie doprowadzeni zostali z aresztu: Katarzyna W. i Marek K. Prokuratura Regionalna w Gdańsku oskarża oboje o usiłowanie zabójstwa dwóch synów kobiety, znęcanie się nad nimi ze szczególnym okrucieństwem, spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu i narażenie na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia. Mężczyzna przed sądem odpowiada też za okrutne gwałty na chłopcach, którzy mieli wówczas 7 i 9 lat.

Przewodniczący składu sędziowskiego Waldemar Katzig, na wniosek stron, wyłączył w całości jawność rozprawy.

Jawność rozprawy mogłaby naruszać interes prywatny małoletnich osób pokrzywdzonych, ich dobra osobiste. A także zważywszy na charakter zarzucanych czynów i okoliczności ich popełnienia, prowadzenie jawne mogłoby podważać dobre obyczaje, w szczególności chodzi tu o okoliczności związane ze sferą życia intymnego uczestników postępowania oraz drastyczne okoliczności zdarzenia – uzasadniał sędzia Katzig.

Do przestępstw miało dochodzić od stycznia do marca 2016 r., gdy chłopcy wraz z matką i jej konkubentem mieszkali w hostelu prowadzonym przez Ośrodek Wspierania Dziecka i Rodziny w Drawsku Pomorskim.

„Chłopcy byli brutalnie bici pięściami, pasem i różnymi przedmiotami, kopani, rzucani o meble i o ściany”

Według ustaleń śledztwa, chłopcy byli brutalnie bici pięściami, pasem i różnymi przedmiotami, kopani, rzucani o meble i o ściany. Chłopców przetrzymywano przez wiele godzin w wannie z zimną wodą, zmuszano do jedzenia surowego mięsa czy zlizywania jedzenia z podłogi. Dzieci wożono w bagażniku samochodu, kazano im przez wiele godzin klęczeć z podniesionymi rękami i biegać nocami po polu. Znęcał się głównie Marek K., jednak za przyzwoleniem matki chłopców.

Dochodziło do tego, kiedy Katarzyna W. i jej dzieci byli objęci nadzorem kuratora sądowego, opieką psychologiczną i pedagogiczną. Policję zawiadomić mieli dopiero lekarze, gdy młodszy z chłopców trafił do szpitala w krytycznym stanie. Nie uwierzyli matce, że został pobity przez rówieśników.

Śledztwo, decyzją Prokuratury Krajowej, od kwietnia 2017 r. prowadziła Prokuratura Regionalna w Gdańsku, która przejęła je od drawskich śledczych. To ona zgromadziła dodatkowy materiał dowodowy, który pozwolił we wrześniu 2017 r. na zmianę zarzutów i w styczniu 2018 r. na oskarżenie pary o usiłowanie zabójstwa dzieci i mężczyzny o gwałty na chłopcach.

Katarzyna W. i Marek K. śledczym przyznali się do znęcania nad chłopcami, natomiast do usiłowania zabójstwa i gwałtów – nie. Oboje od marca 2016 r. przebywają w areszcie. Grozi im dożywocie.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Prokuratura oskarżyła matkę i konkubenta o znęcanie się i gwałcenie dwójki chłopców

Gdańska prokuratura oskarżyła matkę dwójki chłopców i jej partnera mieszkających w Drawsku Pomorskim o usiłowanie zabójstwa dzieci i znęcanie się nad nimi ze szczególnym okrucieństwem. Konkubenta oskarżono też o okrutne gwałty na chłopcach mających wówczas 7 i 9 lat.

Jak poinformował w poniedziałek Maciej Załęski, rzecznik prasowy Prokuratury Regionalnej w Gdańsku, która prowadziła śledztwo w tej sprawie, akt oskarżenia został skierowany do Sądu Okręgowego w Koszalinie.

Matkę dwójki chłopców i jej życiowego partnera oskarżono o usiłowanie zabójstwa, psychiczne i fizyczne znęcanie się ze szczególnym okrucieństwem nad dziećmi, spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu oraz narażenie dzieci na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia. Za takie czyny grozi nawet dożywotnie więzienie.

Kazali dzieciom siedzieć w zimnej wodzie

Jak poinformował Załęski, z ustaleń dokonanych w trakcie śledztwa wynika, że matka i jej konkubent znęcali się nad dziećmi od stycznia do marca 2016 r. Chłopcy mieli wówczas 7 i 9 lat. „Dzieci były nie tylko wyzywane, brutalnie bite i kopane, ale również zmuszane do różnych zachowań, które niewątpliwie stanowiły formę maltretowania i znęcania się ze szczególnym okrucieństwem, takich jak długotrwałe siedzenie w zimnej wodzie” – poinformował Załęski.

„Działania oskarżonych cechowała wyjątkowa brutalność. Charakter, ilość i rodzaj obrażeń wskazują na to, że sprawcy, działając z zamiarem ewentualnym, czyli przewidując możliwość i godząc się na to, usiłowali pozbawić życia pokrzywdzonych” – poinformował też Załęski. Dodał, że dzieci były również wielokrotnie „zmuszane do czynności seksualnych”.

Załęski dodał, że oskarżeni „w bardzo ograniczonym zakresie przyznali się do popełnienia zarzucanych im czynów, kwestionując zamiar zabójstwa”. Wyjaśnił, że mężczyzna „nie przyznał się do popełnienia przestępstw przeciwko wolności seksualnej małoletnich”.

Od połowy marca 2016 r. matka i jej konkubent przebywają w areszcie, a dzieci – pod specjalistyczną opieką lekarską i psychologiczną w jednej z placówek opiekuńczo-wychowawczych.

Zmuszano ich do jedzenia surowego mięsa
Do pastwienia się nad dziećmi miało dochodzić, gdy chłopcy wraz z matką i jej konkubentem mieszkali w hostelu prowadzonym przez Ośrodek Wspierania Dziecka i Rodziny w Drawsku Pomorskim, a kobieta i jej dzieci byli objęci nadzorem kuratora sądowego, opieką psychologiczną i pedagogiczną. Policję zawiadomić mieli dopiero lekarze, gdy młodszy z chłopców trafił do szpitala w krytycznym stanie. Nie uwierzyli matce, że został pobity przez rówieśników.

Według ustaleń śledztwa chłopcy byli brutalnie bici pięściami, pasem i różnymi przedmiotami, kopani, rzucani o meble i o ściany. Chłopców przetrzymywano też przez wiele godzin w wannie z zimną wodą, zmuszano do jedzenia surowego mięsa i potraw z pikantnymi przyprawami, a także zlizywania z podłogi jogurtu. Dzieci wożono też w bagażniku samochodu, kazano im przez wiele godzin klęczeć z podniesionymi rękami i biegać nocami po polu. Jak zaznaczył Załęski, nad dziećmi znęcał się głównie mężczyzna, natomiast wina kobiety polegała głównie na przyzwoleniu na takie traktowanie chłopców.

Gwałty ze szczególnym okrucieństwem?

Zanim sprawa trafiła do gdańskiej prokuratury, śledztwo w tej sprawie prowadziła Prokuratura Rejonowa w Drawsku Pomorskim. W 2016 r. oskarżyła ona matkę oraz jej konkubenta o psychiczne i fizyczne znęcanie się ze szczególnym okrucieństwem nad dwoma synami kobiety. W marcu 2017 r. koszaliński sąd – na wniosek prokuratury, zwrócił jej sprawę do uzupełnienia.

Na początku kwietnia 2017 r., decyzją Prokuratury Krajowej, śledztwo zostało przeniesione do Prokuratury Regionalnej w Gdańsku. We wrześniu 2017 r. prokurator tej jednostki zmienił kwalifikację prawną czynów zarzucanych podejrzanym. Obok znęcania się, zarzucił im usiłowanie zabójstwa dzieci, a mężczyźnie – gwałty ze szczególnym okrucieństwem na 7-latku i jego starszym o dwa lata bracie.

Jak wyjaśnił Załęski, zmiana zarzutów była efektem wielu nowych dowodów, jakie pozyskała gdańska prokuratura. Rzecznik dodał, że w toku postępowania oprócz obszernej dokumentacji medycznej, pozyskano zeznania licznych nowych świadków, w tym lekarzy i pielęgniarek opiekujących się pokrzywdzonymi i aktualnych wychowawców z placówki opiekuńczej.

Załęski poinformował, że badania konkubenta matki chłopców wykazały „zaburzenia osobowości w sferze seksualnej, które mogą być istotne w kontekście ustalenia motywów działania sprawców”.
Źródło info i foto: interia.pl

Brutalne przesłuchania i tortury gejów w Czeczenii

W Czeczenii uruchomiono obóz koncentracyjny dla homoseksualistów. To pierwsze takie miejsce od czasów Hitlera, gdy w podobnych obozach przedstawiciele mniejszości seksualnych byli bici i torturowani za pomocą prądu. Aktualnie w kaukaskiej Republice Czeczenii trwają polowania na gejów. Jak donoszą lokalne media, zatrzymano już 100 mężczyzn. Z relacji świadków wynika, że trzech z nich straciło życie podczas przesłuchań.

Rosyjska gazeta „Nowaja Gazieta” powołując się na relacje świadków, poinformowała już o dokładnym miejscu przetrzymywania zatrzymanych mężczyzn. Zarzutom zaprzecza rzecznik prezydenta Czeczenii Razmana Kadyrowa. Na serię pytań ze strony mediów odpowiedział, że w jego kraju gejów nie ma. – Nie można zatrzymywać i prześladować kogoś, kogo po prostu nie ma – komentował.

Tortury i brutalne przesłuchiwania

Jak donosi „Nowaja Gazieta”, w 40-tysięcznej miejscowości Argun w Czeczenii utworzono tajne więzienia przypominające obozy koncentracyjne. Jest już w nich ponad 100 mężczyzn, którzy w małych pokojach są bici, brutalnie przesłuchiwani i torturowani. – Ci, którym udało się uciec, podczas przesłuchiwań, informowali, że czeczeńscy mundurowi próbowali uzyskać nazwiska i adresy innych homoseksualistów – podaje Codziennik Feministyczny. Z kolei brytyjski dziennik powołując się na rosyjskie media informuje, że tylko w ostatnim tygodniu podczas przesłuchiwań zmarły trzy osoby.

– Homoseksualiści zostali wyłapani z mieszkańców miasta i przewiezieni do specjalnych placówek. Nasza organizacja robi wszystko, aby wydostać ich z tych obozów. Inni geje w obawie przed złapaniem, opuścili już region w którym mieszkali – mówi o sprawie Svetlana Zakharova z organizacji Russian LGBT Network. – Ci, którym udało się uciec z obozu w Argun opowiadali, że byli przetrzymywani w grupowych celach po około 30-40 osób. Czeczeńscy mundurowi biorą ich po kolei na brutalne przesłuchania. Są rażeni prądem i bici. Niektórym nie udaje się przeżyć takich przesłuchań – relacjonowała Zakharova. Inny więzień, któremu udało się uciec, mówił, że zanim został złapany przez czeczeńską milicję musiał co miesiąc przekupywać służby tysiącami rubli. W końcu też trafił za mury obozu.

Amnesty International rozkłada ręce

– Jedyne co możemy zrobić to próbować wpływać na rosyjski rząd, aby zmienił tę sytuację. Homoseksualiści w Czeczenii traktowani są bardzo źle i zazwyczaj w obawie o swoje życie boją się rozmawiać o swojej sytuacji – mówił Alexander Artemyev z rosyjskiego oddziału Amnesty International. Władza posunęła się o krok dalej i drastycznymi środkami próbuje usunąć niepasujący im element społeczeństwa. Wydarzenia, jakie mają miejsce w Czeczenii nie istniały na świecie od niemal 90 lat. Rosyjskie organizacje pozarządowe starają się nagłośnić światu zdarzenia z Argun.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Bułgaria: przypadki brutalnych ataków na imigrantów

Organizacja Human Rights Watch (HRW) poinformowała o wielu przypadkach przymusowego odsyłania migrantów do Turcji, ograbiania ich i używania przemocy fizycznej przez bułgarskich policjantów. HRW podaje, że migranci zgłosili 59 przypadków przymusowego odsyłania z Bułgarii do Turcji w okresie od marca do listopada 2015 roku; 26 uchodźców poskarżyło się, że byli bici przez policjantów i gryzieni przez policyjne psy.

„Wszystkim oprócz jednego uchodźcy ludzie opisani jako funkcjonariusze bułgarskich organów sił porządkowych zabrali rzeczy osobiste, w niektórych przypadkach grożąc im bronią, po czym zmusili ich do przejścia na turecką stronę granicy” – poinformowano w oświadczeniu.

HRW wezwała władze bułgarskie do pilnego podjęcia działań w celu powstrzymania bezprawnego traktowania ludzi, którzy szukają ochrony. Podkreślono, że winnych takiego traktowania należy pociągnąć do odpowiedzialności. Rzeczniczka bułgarskiego MSW podkreśliła, że takie traktowanie ubiegających się o azyl w żadnym wypadku nie jest polityką Bułgarii wobec migrantów i zapewniła, że każdy zgłoszony przypadek niewłaściwego traktowania jest badany. – Nie mamy takiej polityki i nie tolerujemy tego. Badamy każdy sygnał – powiedziała.

W ubiegłym roku do Bułgarii dotarło ponad 30 tys. nielegalnych imigrantów, prawie trzy razy więcej niż w 2014 roku. Jednak tylko nieliczni decydują się na pozostanie w tym najbiedniejszym kraju UE; większość udaje się do bogatszych państw zachodnich.
Żródło info i foto: wp.pl

Zatrzymano Polaka, który zabijał w Austrii i Szwecji

29-letni mężczyzna podejrzany o podwójne zabójstwo w Austrii został zatrzymany w Niemczech. Był także poszukiwany przez policję w Szwecji w związku z zabójstwem mężczyzn z Saltholmen pod Göteborgiem. Mężczyzna, o którym austriackie media piszą Dariusz Paweł K., został zatrzymany w poniedziałek na dworcu kolejowym w niemieckim Dusseldorfie. Był poszukiwany za brutalne morderstwo popełnione 21 maja na starszym małżeństwie w Austrii. Para w wieku 75 lat została znaleziona martwa w swojej willi w Wiedniu. Sekcja zwłok wykazała, że było to wyjątkowo brutalne morderstwo. Starsi ludzie byli wielokrotnie bici, kopani, a na koniec ugodzeni nożem. Oprawca wyciął na ciele kobiety łacińską sentencję „Tantum ergo”. Śledczy natrafili na jego trop, kiedy pobrał pieniądze z bankomatu, używając karty kredytowej zamordowanej pary.

Także Szwedzi podejrzewają go o morderstwo, którego miał dokonać pod koniec kwietnia podczas włamania do wilii w bogatej dzielnicy Saltholmen pod Göteborgiem. Austriacka “Kronen-Zeitung” pisze, że Dariusz Paweł K. miał zabić także w Holandii.

Żródło info i foto: Gazeta.pl

Napady na Polaków na granicy

Tysiące Polaków przekraczają granicę i jeżdżą do obwodu kaliningradzkiego w Rosji, by kupić tańsze paliwo. Coraz częściej jednak stają się ofiarami napaści, podczas których wymuszane są na nich haracze. Kolejne incydenty po rosyjskiej stronie to kolejne powody do niepokoju i zadania dla śledczych. Są już pierwsze aresztowania w tej sprawie. Materiał „Faktów” TVN. Według relacji polskich kierowców, mówiący po rosyjsku napastnicy żądali od nich pieniędzy za ochronę. Kiedy odmawiali, byli zastraszani i bici.

– Zaczął mówić do mnie po rosyjsku. Powiedziałem, że go nie rozumiem, to mnie uderzył z pięści w skroń. Miałem otwarte drzwi, wsiadłem szybko do samochodu, wtedy zobaczyłem, że z przodu stoi trzeci mężczyzna, który celuje do mnie z krótkiej broni – relacjonuje jeden z poszkodowanych kierowców.

Chcieli pieniędzy – 100 euro za zgodę na wjazd na ich teren. Przez miesiąc. Scenariusz za każdym razem jest podobny. Do polskich kierowców w okolicach przejścia granicznego Grzechotki-Mamonowo podjeżdża grupa napastników. Padają okrzyki po rosyjsku. I żądanie opłaty.

– Podchodzą i mówią: „albo dajesz 100 euro, albo będziemy cię nękać” – opowiada jeden z Polaków.

Gdy kierowca odmawia, w ruch idą pięści, pałki, bywa, że broń pneumatyczna.

– W jednym przypadku był to nóż, którym pocięto opony samochodu. W drugim przypadku była to pałka, kij bejsbolowy – mówi Rajmund Kobiela z prokuratury rejonowej w Braniewie.

Napady kryminalne

Polscy śledczy we wszystkich sprawach związanych z wymuszaniem haraczy czekają na materiał dowodowy z Rosji. Kluczowe mogą być nagrania z monitoringu. Ale nie tylko. – Prosimy wszystkich pokrzywdzonych, a także świadków takich sytuacji o kontakt z policją albo prokuraturą – mówi podinsp. Anna Fic z Komendy Wojewódzkiej Policji w Olsztynie. Polscy kierowcy, którzy jeżdżą do obwodu kaliningradzkiego, mówią, że czują niechęć Rosjan. Z kolei rosyjskie portale, relacjonując incydenty, w których ucierpieli Polacy, za każdym razem podkreślają, że to napady na tle kryminalnym. Wskazuje na to także polska policja.

– Nie mamy informacji, by zdarzenia, o których mówimy mówimy, czyli wymuszenia rozbójnicze, miały jakiekolwiek podłoże narodowościowe, nacjonalistyczne. Absolutnie nie – mówi podinsp. Katarzyna Balcer z Centralnego Biura Śledczego Policji.

Noty dyplomatyczne

Na razie udało się zatrzymać czterech mężczyzn. Jeden Polak i Rosjanin, którzy są podejrzani o udział w wymuszeniach rozbójniczych, zostało aresztowanych na trzy miesiące. – Będziemy egzekwować od władz obwodu kaliningradzkiego to, żeby chronić bezpieczeństwo Polaków i integralność ich własności. To sprawa ważna i symboliczna – podkreśla szef MSZ Grzegorz Schetyna. Polski MSZ wysłał w tej sprawie do władz rosyjskich dwie noty dyplomatyczne.
Żródło info i foto: tvn24.pl