30-latka z Łodzi oszukała ludzi na milion złotych

Łódzka policja zatrzymała 30-latkę, która wyłudziła od ludzi kwotę nawet miliona złotych. Swój „biznes” prowadziła od maja 2020 roku. Policja opisuje, jak wyglądał cały proceder. Kobiecie grozi teraz kara do 8 lat więzienia.

Policjanci z wydziału do walki z cyberprzestępczością z komendy wojewódzkiej w Łodzi, od pewnego czasu wspólnie prokuraturą, prowadzili czynności związane z oszustwami przy sprzedaży internetowej. „W tym konkretnym postępowaniu zebrany materiał wskazuje na to, że 29-letnia mieszkanka Łodzi w okresie od maja 2020 do stycznia 2022 roku, zakładając w sieci fałszywe sklepy, doprowadziła do niekorzystnego rozporządzenia mieniem kilka tysięcy osób z terenu całego kraju wyłudzając kwotę nawet miliona złotych” – podaje Komenda Wojewódzka Policji w Łodzi. Kobieta, na portalach aukcyjnych dawała ogłoszenia oferujące do sprzedaży głównie telefony i konsole do gier, których nie miała. „Generowała etykiety przewozowe i wysyłała puste koperty jedynie ze ścinkami papieru. Potwierdzenie w systemie odbioru powodowało niestety przelanie środków wpłaconych przez kupującego na rachunek wskazany przez oszustkę” – opisuje policja.
Źródło info i foto: se.pl

Turystyka nowym biznesem włoskiej mafii?

Turystyka może stać się nowym biznesem mafii w czasach pandemii i po nich – przewidują eksperci i prokuratura w Palermo. Według tej hipotezy właśnie w ten sektor, głęboko dotknięty przez obecny kryzys, zainwestują prawdopodobnie mafijne klany.

W kolejnym tygodniu walki z pandemią we Włoszech opublikowany został raport „Wpływ koronawirusa na przenikanie przestępczości zorganizowanej do biznesu”. Powstał on w międzyuniwersyteckim włoskim ośrodku badawczym Transcrime. Punktem wyjścia dokumentu są wyniki analiz wskazujące na to, że 10 procent firm w kraju zagrożonych jest bankructwem, jeśli obecny kryzys epidemiologiczny nie zakończy się w tym roku.

Zdaniem autorów raportu istnieje realne ryzyko, że mafijne klany mogą zwrócić uwagę na nowe obszary i sektory, w tym na ponoszącą obecnie ogromne straty turystykę oraz na cały krąg aktywności wokół niej: gastronomię, hotele, transport itp. Jak przypomniano, już są w nich od dawna obecne.

„Potrafią wyszukać każdą okazję”

Prokurator z Palermo Francesco Lo Voi zaakcentował, że mafie mają zdolność wyczuwania atrakcyjnych interesów i przenikania do legalnej gospodarki także dzięki olbrzymim sumom pieniędzy, jakimi dysponują.

Silniejsze organizacje mafijne potrafią wyszukać wszystkie okazje, w których można odnieść korzyści. I to jest coś, co może teraz dotyczyć nie tylko Włoch, ale także innych krajów europejskich pogrążonych w kryzysie, które potem będą musiały się z niego podnieść – stwierdził szef prokuratury w głównym mieście na Sycylii.

Jeden z badaczy i autorów raportu Andrea Carnì wyraził zaś opinię, że jednym z rezultatów obecnej kryzysowej sytuacji może być wzrost społecznego przyzwolenia dla mafii.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Kolejne uderzenie policji w biznes dopalaczy. Zatrzymano 6 osób

Sześć osób podejrzanych o udział w zorganizowanej grupie przestępczej zajmującej się produkcją i handlem dopalaczami zatrzymali policjanci CBŚP. Według szacunków, grupa mogła wprowadzić do obrotu ok. 580 kg substancji odurzających o wartości ok. 14 mln zł.

Śledztwo w tej sprawie prowadzą funkcjonariusze Centralnego Biura Śledczego Policji w Lublinie razem z Lubelskim Wydziałem Zamiejscowym Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej.

Zespół prasowy CBŚP poinformował w środę w komunikacie, że w minionym tygodniu policjanci przeprowadzili kolejną akcję w ramach tej sprawy. Jak podano w komunikacie, „Działania realizowano na terenie kilku województw tj. na Śląsku, Dolnym Śląsku, a także w województwie łódzkim i opolskim. Zatrzymano sześć osób, w wieku od 32 lat do 53 lat”.

Gang działał w latach 2014 – 2018

Zatrzymane osoby zostały doprowadzone do prokuratury, gdzie przedstawiono im zarzuty związane z podejrzeniem sprowadzenia niebezpieczeństwa dla życia lub zdrowia wielu osób poprzez sprzedaż szkodliwych dla zdrowia substancji, udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, a także prania pieniędzy pochodzących z nielegalnej działalności. Trzy osoby zostały tymczasowo aresztowane.

Z dotychczasowych ustaleń śledztwa wynika, że gang działał w latach 2014 – 2018, głównie na Śląsku, Mazowszu, Pomorzu, Lubelszczyźnie, w województwie opolskim, ale również w innych częściach Polski.

Członkowie grupy sprzedawali dopalacze za pomocą firm kurierskich, podając fałszywe dane nadawców. Inne substancje odurzające natomiast były rozprowadzane za pomocą sklepów internetowych. Śledczy szacują, że grupa mogła przeprowadzić nawet kilkadziesiąt tysięcy internetowych transakcji handlowych. Według szacunków, grupa mogła łącznie wprowadzić do obrotu ok. 580 kg nielegalnych substancji odurzających o wartości nawet ok. 14 mln zł.

W toku śledztwa ustalono, że w wyniku zażycia dopalaczy, które wprowadzała do obrotu zorganizowana grupa przestępcza, śmierć poniosły cztery młode osoby wieku 16, 19, 27 i 32 lat.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Afera podkarpacka. Ukraińskie służby interesowały się klientami agencji na Podkarpaciu

Dziennik „Rzeczpospolita” dotarł do zeznań braci Jewgienija i Aleksieja R. z Ukrainy, którzy przez kilkanaście lat prowadzili agencje towarzyskie na Podkarpaciu. Mężczyźni twierdzili, że Służba Bezpieczeństwa Ukrainy interesowała się tym, kto korzystał z usług prostytutek.

Afera podkarpacka ma dwóch głównych bohaterów – braci R., Aleksieja i Jewgenija z Ukrainy. Obydwaj mieszkali od lat 90. w Polsce i prowadzili biznes hotelarski. Jednak po latach wyszło na jaw, że od 2004 do 2017 roku mężczyźni handlowali kobietami i zmuszali je do prostytucji. Obydwaj zostali aresztowani w 2016 roku, ale otrzymali bardzo łagodne kary: skazano ich na rok i półtora roku więzienia. Są już na wolności.

Z zeznań byłego agenta CBA Wojciecha J. wynika, że w agencjach towarzyskich braci R. miały być kamery, a wizyty przeróżnych gości miały być rejestrowane. W ten sposób Ukraińcy mieli w razie czego zabezpieczać się, jeśli ktoś zacząłby interesować się ich przestępczym biznesem. Prokuratura twierdzi jednak, że żadnych taśm nie znaleziono.

Afera podkarpacka. Bracia R. o ukraińskich służbach

Jak informuje „Rzeczpospolita”, bracia R. w 2011 r. w zawiadomieniu złożonym do prokuratury poinformowali, że Służba Bezpieczeństwa Ukrainy od 2007 r. szukała informacji o klientach korzystających z ich agencji towarzyskich. Chodziło w szczególności o polityków i biznesmenów. Według braci R., SBU miała m.in. wzywać w tej sprawie na nieformalne rozmowy ukraińskie tancerki. Ukraińcy mieli twierdzić, że przekazali oficerom SBU blisko milion złotych i jednocześnie nie dali się zwerbować.

W jawnej części akt brakuje informacji, czy polskie służby badały ten wątek i czy zdołały w jakikolwiek sposób potwierdzić prawdziwość zeznań.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Piękna 30-latka zbudowała narkotykowe imperium. Trwają poszukiwania Magdaleny Kralki

Policja poszukuje Magdaleny Kralki, 30-latki, która miała kierować narkotykowym gangiem z Krakowa. Udaje jej się ukrywać prawdopodobnie dzięki pieniądzom, które zarobiła prowadząc nielegalny biznes. – Było ich tyle, że stały na paletach – opowiada dziennikarz Szymon Jadczak w TVN 24.

Magdalena Kralka, 30-latka poszukiwana m.in. czerwoną notą Interpolu, podejrzana jest o kierowanie narkotykowym gangiem. O tym, jak to się stało, że stała się liderką grupy przestępczej opowiadał dziennikarz Szymon Jadczak w TVN 24.

Magda Kralka dorobiła się na narkotykach. „Pieniądze leżały na paletach”

30-latka miała przejąć interes po swoim partnerze, Mariuszu Z. należącym do grupy pseudokibiców związanych z klubem piłkarskim Cracovia. W 2017 roku został on zatrzymany przez policję i trafił do aresztu. Kobieta miała nie brać udziału w działaniach kiboli, a zarządzać „biznesową odnogą kibolskiego gangu”.

Prawdopodobnie udaje jej się skutecznie ukrywać przez policją, dzięki pieniądzom, które zarobiła. – Jeden z ludzi, który zna tych braci i był w domu u Magdy, opowiadał mi, że tam pieniądze stały na paletach. Oni już nie wiedzieli, co z tymi pieniędzmi zrobić – opowiadał Szymon Jadczak. – (Magda) ma ogromne środki, właściwie nieograniczone. Mając takie pieniądze można się ukrywać – dodał.

Wobec kobiety wydano Europejski Nakaz Aresztowania

Małopolski Wydział Zamiejscowy Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Krakowie wydał za Magdaleną Kralką list gończy. Kobieta ścigana jest także na podstawie Europejskiego Nakazu Aresztowania. Jej sprawa otrzymała czerwoną notę Interpolu, co oznacza, że jest uważana za niebezpiecznego przestępcę. Podejrzewana jest o kierowanie grupą przestępczą i powiązania mające na celu popełnianie przestępstw.

Magdalena Kralka ma 30 lat i około 172 centymetrów wzrostu. Jest szczupłej budowy ciała, ma długie proste włosy koloru blond i zielone oczy. Ostatnio zamieszkiwała w Krakowie. Policjanci ostrzegają, że ukrywanie poszukiwanej lub udzielenie pomocy w ucieczce grozi karą pozbawienia wolności do lat pięciu.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Groził śmiercią Zbigniewowi Ziobrze. Dopalaczowy baron miał też innych na celowniku

Oprócz pozbycia się ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry, który stanął na przeszkodzie nielegalnym interesom, Jan S. miał planować zemstę także na innych osobach. „Rzeczpospolita” dotarła do europejskiego nakazu aresztowania wobec bossa branży dopalaczowej.

Nakaz wydany w maju przez wrocławski sąd zawiera łącznie 10 zarzutów dotyczących podżegania do zabójstwa i stosowania gróźb karalnych. Zgodnie z informacjami prokuratury poszukiwany w całej Europie 28-letni S. chciał usunąć ze swojej drogi wszystkich, którzy udaremnili lewy biznes, przynoszący gangowi zyski rzędu miliona złotych miesięcznie.

Kilka dni temu dziennik ujawnił szczegóły śledztwa w sprawie „zlecenia na Ziobrę” i jednego z prokuratorów, do których zabójstwa miał nakłaniać S. Okazuje się, że w podobny sposób miał on zlecić wyeliminowanie trzech policjantów, którzy rozpracowali i skutecznie rozbili dopalaczowy gang.

Z decyzji sądu o ENA wynika, że Jan S. nakłaniał „kilera” (chemika z jego gangu) do zabójstwa trzech funkcjonariuszy policji, wskazując mu użycie do tego celu m.in. „substancji powodujących zawał serca oraz zapaść krążeniową”.

Z informacji „Rz” wynika też, że S. próbował ustalać adresy policjantów tropiących jego interesy, a wiele wskazuje na to, że służyć miał do tego „patent” z wysyłaniem przesyłek na nazwiska funkcjonariuszy. Odebranie przesyłek miało pomóc ustalić, gdzie mieszkają poszczególni policjanci.

Skala rozmachu, z jaką działał gang, w którym Jan S. miał pełnić kluczową rolę, sięgała poza granice kraju. Dopalacze sprzedawane przez sklep S. kupiło w ciągu kilku lat 16 tys. osób.
Źródło info i foto: TVP.info

Rozbito grupę oszustów. Działali metodą „na policjanta”

Trzech młodych mężczyzn – Piotr R. (22 l.), Adrian Z. (22 l.), Patryk Ś. (25 l.) wymyślili sobie „biznes” na którym chcieli zbić kokosy. Szkoda tylko, że nie chcieli zarobić pieniędzy legalnie, a perfidnym oszukiwaniem seniorów metodą „na policjanta”. Na szczęście wpadli w ręce policji i teraz będą mieli dużo czasu, aby wymyślić sobie legalny biznes, bo grozi im nawet 8 lat więzienia.

Ich plan działania był bardzo prosty. Adrian Z. (22 l.) i Patryk Ś. (25 l.) kierowali grupą. Oni też zamykali się w wynajętym mieszkaniu i po kolei dzwonili d osób, których numery telefonów znaleźli w starej… książce telefonicznej. Gdy już im się kogoś przekonać, że są z „policji” i prowadzą tajną akcję przeciwko oszustom wtedy wkraczał do akcji 22-letni Piotr R, który w strukturach gangu był „kurierem”. To właśnie on odbierał pieniądze od ofiar oszustwa.

Tak też miało to wyglądać kilka dni temu. Przestępcy dodzwonili się do 82-letniego mieszkańca Mokotowa. Zgodził się oddać im 20 tysięcy złotych. Z fałszywym policjantem miał się spotkać przy jednym z banków przy Odyńca. Policjanci jednak juz wcześniej namierzyli oszustów i obserwowali całą transakcję. – W okolicach banku do 82-latka podszedł „kurier”, który odebrał od niego kopertę z pieniędzmi. Policjanci zatrzymali go chwilę później – mówi asp sztab Robert Koniuszy z mokotowskiej policji. – Tego samego dnia, do cel trafili Adrian Z. i Patryk Ś. – dodaje policjant.

Przestępcy najbliższe 3 miesiące spędzą w areszcie. Późnej stana przed sądem. Policjanci natomiast sprawdzają jak wiele osób obrabowali. asp sztab Robert Koniuszy z mokotowskiej policji

Byli dobrze zorganizowani

W trakcie przeszukania mieszkania, z którego telefonowali podejrzani, kryminalni znaleźli dwa laptopy, telefon komórkowy, karty SIM, książkę telefoniczną oraz zapiski, na których znajdowało się również nazwisko pokrzywdzonego.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Wielka Brytania: Polak skazany za zmuszanie do niewolniczej pracy

26-letni Polak sprowadził do Wielkiej Brytanii czworo rodaków obiecując dobrą pracę i wysokie zarobki. Gdy przyjechali zmuszał ich do niemal niewolniczej pracy. Został skazany na 1,5 roku więzienia. Według danych ONZ, co 30 sekund kolejna osoba staje się ofiarą handlarzy ludźmi, a „biznes” ten osiąga rocznie ok. 150 mld dolarów.

Czworo dwudziestoparolatków z Poznania przyjechało do położonego na wschód od Londynu Essex w styczniu 2016 roku. Podczas pobytu w Wielkiej Brytanii spali na podłodze w małym pokoju i mieli wydzielane racje jedzenia, a karmiono ich głównie chlebem i zupą.

26-letni Jonatan M., który ich sprowadził, na koniec każdego tygodnia przejmował większą część ich wypłaty, oddając im z niej zaledwie po kilka funtów. Jak tłumaczył, w ten sposób potrącał sobie koszty ich podróży i zakwaterowania.

Po trzech tygodniach udręki Polacy poprosili o pomoc kolegów z pracy i za ich namową zawiadomili policję.

Jego ojciec również usłyszał wyrok

W domu mężczyzny w Londynie przeprowadzono rewizję, a on sam został aresztowany.

– Oskarżony cynicznie wyzyskiwał ofiary z pieniędzy. Oszukał ich obiecując lepsze życie, oferując pracę o stałym wynagrodzeniu, które było wyższe, niż mogli zarobić w Polsce. W rzeczywistości byli zmuszeni do pracy przed długie godziny, a większość wynagrodzenia była im odbierana – mówił lokalnym mediom James Greenaway z policji metropolitalnej.

26-latek przyznał się do handlu ludźmi w celu wykorzystywania ich do pracy i po kilku miesiącach procesu usłyszał wyrok 18 miesięcy więzienia.

Razem z nim sądzony był jego 56-letni ojciec Marek M., który przyznał się do jednego oszustwa. Sąd skazał go na karę 12 miesięcy pozbawienia wolności.

Współczesne niewolnictwo

Według agencji Reutersa, w Wielkiej Brytanii ok. 13 tys. osób jest ofiarami przymusowej pracy, wykorzystania seksualnego i zmuszania do służby oprawcom.

W 2015 roku wprowadzono nowe przepisy zaostrzające kary za współczesne niewolnictwo, m.in. pozwalając na skazywanie winnych na dożywotnie pozbawienie wolności.

W styczniu dwóch Polaków – 35-letni Krystian M. i 38-letni Erwin M. – zostało skazanych na sześć lat więzienia za niewolnicze traktowanie kilkunastu Polaków, których zmuszali do pracy w magazynach sklepów Sports Direct, pozbawiając ich większości pensji. Wcześniej odebrali swoim ofiarom dokumenty tożsamości.

Jak informuje Organizacja Narodów Zjednoczonych, handel ludźmi jest trzecim, po broni i narkotykach, najbardziej dochodowym przestępstwem na świecie i dotyczy każdego regionu świata. Co roku około 2 milionów ludzi pada ofiarą tego przestępstwa, z czego jedna trzecia to dzieci. Obecnie w niewoli żyje 27 mln ludzi. 99 proc. ofiar nie udaje się uratować – wyrwać z niewoli lub odszukać po porwaniu.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Domowy narkobiznes w Toruniu

Narkotykowy domowy biznes prowadziła w Toruniu 58-letnia kobieta wraz z 34-letnim siostrzeńcem. Najwyraźniej szedł dobrze, przynajmniej do czasu, gdy w mieszkaniu pojawili się policjanci. Interes kwitł na Bydgoskim Przedmieściu. 58-letnią kobietą zainteresowali się kryminalni z Komisariatu Policji Toruń Śródmieście.

W trakcie przeszukania jej mieszkania znaleźli kilkanaście zwitków foliowych z białą substancją. W sumie zabezpieczyli blisko 19 gramów narkotyków i wagę elektroniczną. Jak się później okazało, była to amfetamina.

Gdy funkcjonariusze przeszukiwali mieszkanie, przyszedł klient, który nie ukrywał, że chciał kupić narkotyki. Dzięki temu policjanci zyskali dowód, że kobieta nie tylko posiada niedozwolone substancje.

Policjanci ustalili, że pomagał jej 34-letni siostrzeniec. Oboje zostali zatrzymani. Kobieta usłyszała zarzuty posiadania narkotyków i ich udzielania, za co grozi do 10 lat więzienia. Siostrzeniec odpowie za wprowadzanie do obrotu znacznej ilości substancji psychotropowych, za co może trafić nawet na 12 lat za kraty.

Oboje mają policyjny dozór i do czasu zakończenia postępowania będą musieli zgłaszać się trzy razy w tygodniu do komisariatu.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Szczyt w Hamburgu pod specjalnym nadzorem

Dziś w Hamburgu początek dwudniowego szczytu G20 z udziałem przywódców najważniejszych gospodarek świata. Dyskusja ma dotyczyć m. in. konfliktów na świecie i polityki klimatycznej. Liderzy Unii Europejskiej i Japonii polecieli na ten szczyt z uzgodnioną już umową handlową.

Bruksela i Tokio przyspieszyły negocjacje, by jeszcze przed szczytem G20 ogłosić porozumienie w sprawie zbliżenia obu gospodarek. – Unia Europejska i Japonia jadą z przesłaniem wolnego handlu wbrew protekcjonistycznym tendencjom – powiedział premier Japonii Shinzo Abe. To aluzja do działań prezydenta Donalda Trumpa, który jest przeciwny liberalizacji w handlu.

„Zamykanie się nie jest dobre dla biznesu”

– Zamykanie się nie jest dobre ani dla biznesu, ani dla światowej gospodarki, ani dla pracowników – komentował Jean-Claude Juncker. Szef Komisji Europejskiej zapowiedział, że Unia i Japonia przedstawią takie stanowisko w Hamburgu.

Przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk mówił, że na szczycie spyta amerykańskiego prezydenta o stanowisko w sprawie przemytu ludzi z Libii do Europy. – Europa zaproponuje ostre sankcje ONZ wobec wszystkich, którzy mają związek z przemytem nielegalnych migrantów na terenie Libii – powiedział szef Rady.

Chiny i Rosja już poinformowały, że będą przeciwne, Stany Zjednoczone – jak mówił szef Rady – na razie milczą.
Źródło info i foto: TVP.info