Rosja: 55-letni milioner zastrzelił 30-latka. Pomylił go z niedźwiedziem

Rosyjski milioner i polityk, 55-letni Igor Redkin, strzelił w stronę kontenera na śmieci przekonany, że grasuje w nim niedźwiedź brunatny. Okazało się, że biznesmen trafił 30-letniego mężczyznę. Postrzelony zmarł w szpitalu. Do tragicznego zdarzenia doszło 2 sierpnia w miasteczku Ozernowskij na Kamczatce. Redkin opisując sytuację policji przyznał, że chciał zrobić porządek z niedźwiedziem, który terroryzował lokalną społeczność.

– Wziąłem broń, chciałem wystraszyć zwierzę. Znalazłem niedźwiedzia przy jednym ze śmietników po zmierzchu i strzeliłem do niego. Dopiero później dowiedziałem się, że w tym samym czasie został postrzelony jeden z mieszkańców – takie zeznania Redkina przywołuje „The Moscow Times”.

Był pod wpływem?

Ofiara, 30-letni Andreji Tolstopjatow, zmarł w szpitalu, wcześniej identyfikując sprawcę. W ostatni wtorek Redkin sam zgłosił się na policję. Z nieoficjalnych ustaleń wynika, że milioner w noc morderstwa miał być „pod znacznym wpływem alkoholu”. Portal Kam24.ru, powołując się na swoje źródła twierdzi, że mężczyzna prawdopodobnie usłyszy zarzut nieumyślnego spowodowania śmierci zagrożony karą do dwóch lat więzienia.

Według Forbesa Igor Redkin jest jednym z najbogatszych polityków w Rosji. Inwestuje głównie w rybołówstwo i przemysł lotniczy. Jego majątek szacowany jest na ponad 715 mln rubli – 9,7 mln dolarów. W związku ze sprawą podejrzany przekazał, że zawiesił swoje członkostwo w rządzącej krajem partii politycznej Jedna Rosja. Zapowiedział też, że nie zamierza ubiegać się o reelekcję w lokalnym parlamencie.
Źródło info i foto: interia.pl

Biznesmen Zbigniew S. i jego rodzina oskarżeni

Prokuratura Regionalna w Lublinie skierowała do sądu akt oskarżenia przeciwko Zbigniewowi S., jego żonie Iwonie S., synowi Przemysławowi S. i dwóm innym osobom. Dotyczy on działań na szkodę fundacji zarządzanej przez Zbigniewa S. Skazany za liczne przestępstwa i podejrzany o kolejne Zbigniew S. został sprowadzony z Holandii do Polski 2 czerwca na podstawie 7 listów gończych, które wystawiły za nim prokuratury i sądy w kilku regionach kraju. Akt oskarżenia zakończył śledztwo, w którym połączono dwie sprawy prowadzone przeciwko Zbigniewowi S. Jedna z nich dotyczyła przywłaszczenia pieniędzy fundacji i prania brudnych pieniędzy, druga zaś: przywłaszczenia środków podczas pobytu Zbigniewa S. w kasynie.

Zarzut przywłaszczenia ponad 535 tys. zł

W pierwszym wątku postępowania Zbigniewowi S. postawiono zarzut przywłaszczenia powierzonych mu przez darczyńców środków fundacji w wysokości ponad 535 tys. złotych. Pieniądze te miały zostać wykorzystane przez S. niezgodnie z celami statutowymi fundacji. Według ustaleń śledztwa, zostały one przelane z rachunku fundacji na konto spółki kapitałowej, po czym wielokrotnie wypłacano je z bankomatów.

Według prokuratury, Zbigniew S. razem z żoną Iwoną S. oraz synem Przemysławem S. prał brudne pieniądze, by ukryć ich nielegalne pochodzenie. Jak ustalono, przestępstwa tego oskarżeni dokonali za pomocą rachunków bankowych prowadzonych dla jednej ze spółek powiązanych ze Zbigniewem S.

Zbigniewowi S. prokuratura zarzuciła również, że wbrew obowiązującym przepisom nie sporządził sprawozdań finansowych dotyczących działalności fundacji w latach 2016-19.

Żetony do kasyna za 217 tys. zł

W kolejnym wątku postępowania zarzucono Zbigniewowi S. działanie w warunkach recydywy, polegające na przywłaszczeniu środków fundacji. Według śledczych Zbigniew S. miał kilka razy zapłacić za żetony do gry w jednym z warszawskich kasyn kartą przypisaną do rachunku fundacji. Zarzucono mu także pranie brudnych pieniędzy. Jak ustalono, podczas nocnych wizyt w kasynie w grudniu 2019 Zbigniew S. wydał w ten sposób 217 tys. zł na zakup żetonów do gier hazardowych.

S. zarzucono także przywłaszczenie pieniędzy na szkodę fundacji poprzez udzielenie nieoprocentowanej pożyczki na rzecz Edwarda S. oraz dokonanie płatności z konta fundacji na rzecz adwokatów w sprawie niezwiązanej z funkcjonowaniem fundacji.

Aktem oskarżenia objęto też Iwonę S., której zarzucono podrobienie dokumentu i poświadczenie nieprawdy w innym dokumencie. Edward S. został oskarżony o pomocnictwo w przywłaszczeniu środków fundacji przez Zbigniewa S., zaś Sebastian W. – o pomocnictwo w poświadczeniu nieprawdy w dokumencie. Za zarzucone przestępstwa Zbigniewowi S. i Iwonie S. grożą kary łączne do 20 lat więzienia. Przemysławowi S. i Edwardowi S. grożą kary do 10 lat pozbawienia wolności, natomiast Sebastianowi W. do 5 lat więzienia.

Długa lista zarzutów

To kolejne już problemy Zbigniewa S. z wymiarem sprawiedliwości. Na początku czerwca usłyszał zarzuty w Prokuraturze Regionalnej w Warszawie: chodzi o oszustwo z 2011 roku, w wyniku którego S. miał wyłudzić od zadłużonego małżeństwa nieruchomości warte około 5,5 mln złotych. Zbigniew S. nie przyznał się do winy i odmówił składania wyjaśnień.

Prokuratura Okręgowa w Warszawie przedstawiła mu zarzut doprowadzenia dwóch osób do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w kwocie 532 tys. złotych.

Z kolei Sąd Okręgowy w Krakowie poszukiwał Zbigniewa S. w związku z postępowaniem zainicjowanym aktem oskarżenia Prokuratury Okręgowej w Krakowie. S. został oskarżony o popełnienie 15 przestępstw, w tym o wyrządzenie w mieniu szkody w kwocie około 42 mln złotych, o pranie brudnych pieniędzy i oszustwa podatkowe na kwotę około 2 mln złotych.

Ucieczka do Norwegii, później Holandia

W październiku 2020 roku Sąd Rejonowy Lublin-Zachód oddalił wniosek prokuratury o aresztowanie Zbigniewa S. Podejrzany uciekł do Norwegii, gdzie ubiegał się o azyl polityczny. W mediach społecznościowych przekonywał, że w Polsce jest prześladowany i „fałszywie oskarżany przez prokuratury w całej Polsce”, które „nie znajdowały elementarnych walorów dowodowych oskarżeń kierowanych wraz z wnioskami o kolejne aresztowania”.

Z Norwegii S. przeniósł się do Holandii i tam został w styczniu zatrzymany.

Prokuratura Krajowa: W latach 2000-2020 zapadło 28 wyroków skazujących Zbigniewa S.
Prokuratura Krajowa już w październiku 2020 ustosunkowała się do zarzutów o ewentualne polityczne podłoże wszczynanych przeciwko Zbigniewowi S. postępowań.

„Zbigniew S. był skazany m.in. za oszustwa, znieważenia (w tym Prezydenta RP) i zniesławienia, znieważenie osób publicznych, kierowanie gróźb karalnych, składanie fałszywych zeznań, fałszywe oskarżenie, fałszowanie dokumentów, przywłaszczenia, wymuszania zaniechania prawnej czynności służbowej groźbą lub przemocą, naruszenie miru domowego, publiczne nawoływanie do występku lub przestępstwa skarbowego oraz sprowadzenie niebezpieczeństwa katastrofy” – wyliczyła Prokuratur Krajowa.

Z danych przygotowanych przez Dział Prasowy PK wynika, że w latach 2000-20 zapadło 28 wyroków skazujących Zbigniewa S.

„Ostatnio w sierpniu i we wrześniu 2020 r. w sądach w Ostrowi Mazowieckiej, Warszawie i w Zawierciu zapadły trzy nieprawomocne wyroki skazujące Zbigniewa S. na – odpowiednio – 2 lata 6 miesięcy, 1 rok 8 miesięcy i 8 miesięcy pozbawienia wolności” – podała prokuratura.

O przekazaniu Polsce zatrzymanego w Holandii Zbigniewa S. zdecydował holenderski sąd, który – jak podkreślała na początku czerwca Prokuratura Krajowa – „podzielił stanowisko polskiego wymiaru sprawiedliwości o wysokiej szkodliwości czynów podejrzanego”, a także uznał, że czyny te „zostały przez polską prokuraturę dobrze udokumentowane”.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Zabójstwo biznesmena pod Łodzią. Zatrzymano dwoje obywateli Ukrainy

Dwoje obywateli Ukrainy usłyszało zarzuty w sprawie brutalnego zabójstwa na tle rabunkowym przedsiębiorcy w gminie Piątek w województwie łódzkim. – Dwa tygodnie temu do jego domu wtargnęło kilku zamaskowanych napastników – poinformowała Radio ZET Aneta Sobieraj z łódzkiej policji.

Do rozboju zakończonego zabójstwem przedsiębiorcy z Łodzi doszło 4 czerwca w gminie Piątek. Tam mieszkał 53-latek oraz jego 49-letnia żona. Teraz prokuratura i policja poinformowały, że sprawcami są 40-letni obywatel Ukrainy i dwa lata młodsza Ukrainka.

– W garażu, uderzając w głowę, zaatakowali 53-letniego mężczyznę, a następnie w części mieszkalnej pobili i skrępowali jego 49-letnią żonę – przekazała w rozmowie z Radiem ZET Aneta Sobieraj z policji w Łodzi.

Jak przekazał w rozmowie z Polską Agencją Prasową rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Łodzi Krzysztof Kopania, napastnicy wtargnęli na teren nieruchomości około godz. 22.30. Z mieszkania skradziono pieniądze, biżuterię i dokumenty. – Posiadali ze sobą nóż i przedmioty przypominające kije bejsbolowe. Jak następnie ustalono, były to specjalne przystosowane długie i grube trzonki od siekiery. Jako pierwszy zaatakowany został przebywający w garażu 53-latek. W wyniku zdarzenia został on dotkliwie pobity – przekazał prok. Kopania.

W rozmowie z Radiem ZET dodał, że małżeństwo trafiło do szpitala. – Kobieta nie doznała poważniejszych obrażeń, nie udało się natomiast uratować 53-latka, który w następstwie rozległych urazów, szczególnie głowy, zmarł – oświadczył.

Zatrzymany mężczyzna odpowie za zabójstwo, za co grozi mu nawet dożywocie. Kobieta – za pomoc w rozboju może usłyszeć wyrok 15 lat więzienia. Policja szuka jeszcze pozostałych sprawców.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Słowacja: Sąd Najwyższy uchylił wyroki uniewinniające ws. zabójstwa Jana Kuciaka

Słowacki Sąd Najwyższy uchylił wyroki uniewinniające dwie osoby, które były skazane za udział w zamordowaniu dziennikarza śledczego Jana Kuciaka w 2018 r. Biznesmen Marian Koczner i jego wspólniczka Alena Zsuzsova będą ponownie sądzeni przez ten sam skład sędziowski pierwszej instancji.

Koczner i Zsuzova zostali uniewinnieni od oskarżenia o zorganizowanie pośrednictwa w zabójstwie dziennikarza i jego narzeczonej we wrześniu ubiegłego roku. Prezes Izby Karnej SN Peter Paluda w uzasadnieniu stwierdził, że „sąd pierwszej instancji orzekł przedwcześnie i nie ustalił w sposób prawidłowy stanu faktycznego”. Dodał, że nie wziął również pod uwagę pewnych dowodów, na które zwracali uwagę pełnomocnicy rodzin Kuciaków i Kusznirovych.

„Sprawiedliwość zwyciężyła”

W pierwszym postępowaniu wiele rzeczy było ukrywanych lub wręcz pomijanych – powiedziała matka zamordowanej z Kuciakiem jego narzeczonej Martiny, Zlatica Kusznirova. Ojciec Kuciaka, Jozef stwierdził, że decyzja SN jest dla niego wielkim wzruszeniem. Sprawiedliwość wreszcie zwyciężyła. Mam nadzieję, że przypadek zostanie doprowadzony do końca przez sąd pierwszej instancji – oświadczył i zapowiedział, że wspólnie z matką Martiny nadal będą obecni na każdej rozprawie.

Nie jestem ani szczęśliwy, ani rozczarowany – powiedział redaktor naczelny portalu Aktuality.sk Peter Bardy. Dla tego portalu pisał Kuciak i według powszechnej opinii to jego teksty były przyczyną zaplanowanego zabójstwem. Bardy zauważył, że decyzja SN zmyła plamę na honorze słowackiego wymiaru sprawiedliwości.

Jego zdaniem nie ma żadnego niebezpieczeństwa w tym, że sprawę zabójstwa Kuciaka i jego narzeczonej będzie rozpatrywać ten sam skład sędziowski. SN wyraźnie powiedział, gdzie zostały popełnione błędy i nakazał ich naprawę – powiedział.

Koczner odbywa karę wieloletniego więzienia za fałszerstwo weksli. Także Zsuzsova jest w więzieniu za pośrednictwo w innej zbrodni. Skazano ją na 21 lat więzienia, ale ten wyrok jeszcze się nie uprawomocnił.

SN utrzymał w mocy zasądzone w pierwszej instancji kary więzienia dla bezpośrednich wykonawców zabójstwa: Miroslava Marczeka i Zoltana Andrusko.

Zabójstwa Kuciaka i Kusznirovej przed trzema laty spowodowały masowe demonstracje antyrządowe i ostry kryzys polityczny. Z funkcji premiera odszedł krytykowany premier Rober Fico, którego zastąpił na tym stanowisku partyjny kolega Peter Pellegrini.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Bandyci porwali znanego biznesmena z Jaworzna. Zażądali okupu

Biznesmen z Jaworzna został porwany. Zwabiła go była partnerka, która później, wraz ze wspólnikami, zażądała 60 tys. złotych. Następnie w sprawę zaangażowali się Czeczeni. Już przygotowywali się do kolejnego porwania, kiedy do ich mieszkań weszli uzbrojeni funkcjonariusze policji.

Tuż przed Wigilią Bożego Narodzenia 2020 roku na parking przed marketem w Jaworznie został zwabiony 30-letni biznesmen. Miał się tam spotkać z byłą partnerką. Okazało się jednak, że 25-latka nie przyjechała sama. Towarzyszył jej nieznajomy 28-latek.

– „Osoby te zażądały od pokrzywdzonego wydania 25 tysięcy złotych, a następnie, grożąc mu przedmiotem przypominającym broń palną, zmusiły go, aby udał się z nimi samochodem do Krakowa” – informuje prok. Waldemar Łubniewski z Prokuratury Rejonowej w Katowicach.

W ten sposób mężczyzna został uprowadzony. Trafił na teren Małopolski, gdzie pod groźbą wypłacił z bankomatu 5 tys. złotych, które przekazał porywaczom.

– „Duet, powołując się na znajomości u Czeczenów oraz w towarzystwie jednego z nich, zażądał kolejnej sumy pieniędzy w kwocie 60 tys. złotych. Dopiero następnego dnia rano porywacze wypuścili mężczyznę i pozostawili go w Krakowie” – zdradza podinsp. Aleksandra Nowara z Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach.

– „Dali mu również kilka dni czasu na zorganizowanie brakującej gotówki” – dodaje.

Po pewnym czasie 28-latek z Żor, biorący udział w porwaniu, przekazał sprawę swoim znajomym. Chciał spłacić dług. Jednym z nich był Czeczen, który uczestniczył w wymuszeniu gotówki, drugim inny obywatel Rosji.
Źródło info i foto: dziennikzachodni.pl

Zbigniew Stonoga zatrzymany w Holandii. Był poszukiwany ENA

Fot. Stanislaw Kowalczuk/East News. Warszawa 10.06.2015. Konferencja prasowa Zigniewa Stonogi na temat afery podsluchowej n/z: Zbigniew Stonoga

Zbigniew Stonoga zatrzymany w Holandii – dowiedział się portal niezalezna.pl. Poszukiwanemu Europejskim Nakazem Aresztowania biznesmenowi grozi kara do 15 lat więzienia. Wiadomo także, że przepadły poręczenia majątkowe Stonogi w wysokości 400 tys. zł.

Zbigniew Stonoga miał ukrywać się przed wymiarem sprawiedliwości w holenderskiej miejscowości Dordrecht. Biznesmena namierzono dzięki jego aktywności w mediach społecznościowych. Wcześniej Stonoga nie dostał azylu w Norwegii. Tamtejsze władze przekonywał, że jest prześladowany przez polskie służby.

Według informacji portalu niezależna.pl na początku października Sąd Apelacyjny w Łodzi zwolnił Zbigniewa S. z tajemnicy dziennikarskiej. „Sprawa dotyczyła homoseksualisty, który popełnił samobójstwo po tym, jak S. upublicznił nagranie z nim w sieci. S. miał zostać w tej sprawie przesłuchany, ale uciekł do Norwegii, gdzie ubiegał się o azyl” – czytamy.

Przeciwko Zbigniewowi S. prowadzone są prokuratorskie postępowania. Biznesmen podejrzany jest o oszustwa podczas prowadzenia działalności charytatywnej. Tymczasem Sąd Okręgowy w Lublinie wystawił Europejski Nakaz Aresztowania za Stonogą. Wcześniej list gończy za nim wydała Prokuratura Regionalna w tym mieście.

„Sąd najpierw zdecydował się na wolnościowe środki zapobiegawcze, ale zmienił decyzję, kiedy okazało się, że S. uciekł za granicę. W związku z ucieczką stalker Zbigniew S. stracił 400 tysięcy złotych poręczeń majątkowych w dwóch sprawach, jednej prokuratorskiej, jednej sądowej” – informuje niezalezna.pl.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Jest Europejski Nakaz Aresztowania za Zbigniewem Stonogą

Za Zbigniewem Stonogą wydano Europejski Nakaz Aresztowania, ale biznesmen niespecjalnie się tym przejmuje. Zaczął zachęcać do kupowania swoich płyt, kpi też, z jakiego auta będzie korzystał, gdy przyjdzie mu uciekać przed organami ścigania. We wtorek 1 grudnia Sąd Okręgowy w Lublinie wydał za Zbigniewem Stonogą Europejski Nakaz Aresztowania. Kontrowersyjny biznesmen, który od lat udziela się w sieci m.in. poprzez zbiórki na osoby potrzebujące pomocy, ma zarzuty prania pieniędzy i oszustwa przy prowadzeniu działalności charytatywnej. Zarzuty dotyczą lat 2015-2017.

Zbigniew Stonoga przebywa w Norwegii, dokąd uciekł po zatrzymaniu w październiku. Wówczas prokuratura oskarżyła go o przywłaszczenie ponad 250 tys. zł z prowadzonej przez siebie fundacji i „uczynienie sobie ze środków fundacji źródła dochodu”. Te zarzuty dotyczą natomiast tylko kilku miesięcy w 2019 roku.

Zbigniew Stonoga w Norwegii. Zachęca do kupna płyt i wspomina auto

Kontrowersyjny biznesmen niespecjalnie przejmuje się działaniami polskich sądów i wydanym za sobą Europejskim Nakazem Aresztowania. Choć powinien, bo od 2019 roku Norwegowie, pozostając poza UE, zaczęli uznawać ENA.

Zbigniew Stonoga w ciągu ostatnich kilkunastu godzin zdążył już np. zachęcać fanów do kupowania swoich płyt „Pisomania” w cenie 25 zł. „Za kilka dni 6 grudnia i kto wie, co Św. Mikołaj włoży ci pod poduszkę..”. – pisał na Facebooku Stonoga. W innym wpisie Zbigniew Stonoga, który w przeszłości m.in. handlował autami, wstawił zdjęcie Ferrari. Fotografię opatrzył dopiskiem (pisownia oryginalna):

Stare, ale jare F430 – byde nim uciekoł przed eną.
Źródło info i foto: Wprost.pl

Dziś sąd zdecyduje ws. aresztu Leszka Czarneckiego

W poniedziałek Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia rozpozna wniosek Prokuratury Regionalnej w Warszawie o tymczasowe aresztowanie Leszka Czarneckiego w związku z tzw. Aferą GetBack. Poniedziałkowe posiedzenie sądu, któremu przewodniczyć będzie sędzia Maria Pilśnik, zaplanowane jest na godz. 10. Sąd wniosek Prokuratury Regionalnej w Warszawie o aresztowanie biznesmena rozpoznać miał już 16 października, ale posiedzenie zostało odroczone na wniosek obrońcy Leszka Czarneckiego, mecenasa Jacka Dubois.

Kilka tysięcy tomów akt

Samodzielna Sekcja Prasowa Sądu Okręgowego w Warszawie nie udzielała wówczas szczegółowych informacji dot. argumentacji obrony Czarneckiego, przemawiającej za odroczeniem posiedzenia. Nieoficjalnie PAP dowiedziała się, że miało to związek z zatrzymaniem Romana Giertycha, głównego adwokata biznesmena, którego Centralne Biuro Antykorupcyjne zatrzymało przed gmachem Sądu Okręgowego w Warszawie 15 października w związku z postępowaniem prowadzonym przez Prokuraturę Regionalną w Poznaniu.

Prokuratura wysłała do sądu wniosek o aresztowanie Czarneckiego w sierpniu, ale akta sprawy w tzw. aferze GetBack liczą już kilka tysięcy tomów akt, z których znaczną częścią sąd musi zapoznać się przed podjęciem decyzji o ewentualnym aresztowaniu biznesmena.

Od miesięcy ma się ukrywać za granicą

Według ustaleń organów ścigania, Czarnecki ma od miesięcy ukrywać się za granicą. Zgoda na jego zatrzymanie i aresztowanie potrzebna jest po to, by prokuratura mogła wystąpić o wydanie za nim listu gończego, a następnie także Europejskiego Nakazu Aresztowania, który pozwoli ścigać Czarneckiego poza granicami państwa polskiego. Prokuratura Regionalna postawiła biznesmenowi jeden zarzut, ale „wypełnia on znamiona kilku przestępstw”. Chodzi o prowadzenie sprzedaży obligacji GetBack S.A. w sieci dystrybucji Idea Bank S.A.

„Z ustaleń śledztwa wynika, że Leszek Cz. jako Przewodniczący Rady Nadzorczej Idea Bank S.A. oraz osoba faktycznie nim zarządzająca, poprzez wyrażanie zgody umożliwił zorganizowanie i prowadzenie sprzedaży obligacji GetBack S.A. w sieci Idea Bank S.A., za pośrednictwem którego obligacje GetBack S.A. nabyło blisko 2000 osób za kwotę 731 mln zł. Klienci Idea Bank byli systemowo wprowadzani w błąd, co do bezpieczeństwa zainwestowanych środków, właściwości nabywanego instrumentu finansowego i jego ekskluzywności” – przekazała Prokuratura Regionalna. Dystrybucja obligacji za pośrednictwem Idea Banku była prowadzona bez zezwolenia Komisji Nadzoru Finansowego.

Śledztwo trwa ponad 2 lata

Portal rmf24.pl podał w październiku, że Prokuratura Regionalna dokonała zabezpieczeń na znaczną kwotę na mieniu Leszka Czarneckiego. „Prokuratorzy nie chcą jednak mówić o szczegółach. Jedyne, co usłyszeliśmy, to » kwota jest niebagatelna, robi wrażenie, jednak jest niższa niż suma szkody wyrządzonej klientom banku« ” – podał portal. Z informacji nieoficjalnych źródeł wynika, że może to być równowartość kwoty rzędu kilkudziesięciu milionów złotych, a nawet większa. W sprawie tzw. afery GetBack prokuratura zabezpieczyła w sumie od wszystkich podejrzanych kwotę 400 mln zł.

Śledztwo zostało wszczęte 24 kwietnia 2018 r. po zawiadomieniach przewodniczącego Komisji Nadzoru Finansowego. Postępowanie dotyczy wyrządzenia szkody majątkowej o wielkich rozmiarach, prowadzenia ksiąg rachunkowych wbrew przepisom i podawanie nieprawdziwych informacji. Straty szacuje się nawet na 2,6 mld zł.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Ryszard Krauze na wolności. Sąd nie zdecydował o areszcie

Poznański sąd nie aresztował biznesmena Ryszarda Krauze i czterech innych podejrzanych w sprawie wyprowadzenia pieniędzy ze spółki Polnord. „Jestem wolny do dalszych zajęć” – powiedział PAP w sobotę wieczorem biznesmen po wyjściu z gmachu sądu. Głos na Twitterze zabrał też Roman Giertych.

Pomylono przychód ze stratą. Przyniosłem Polnordowi trzy razy bardzo dużo pieniędzy, możliwości zarobienia. A prokurator nie odczytał tego właściwie i pomyślał, że może coś uszczupliłem. Teraz się okazało, że sąd zrozumiał, no i w związku z tym jestem wolny do dalszych zajęć – powiedział PAP Ryszard Krauze po wyjściu z Sądu Rejonowego Poznań – Stare Miasto.

Obrońca biznesmena adwokat Andrzej Jarosław Reichelt przekazał PAP, że sąd nie przychylił się do wniosku prokuratury o tymczasowe aresztowanie zarówno Ryszarda Krauze jak i czterech innych podejrzanych w sprawie wyprowadzenia pieniędzy ze spółki Polnord.

Sąd nie uwzględnił wniosku prokuratury opierając się głównie na przesłance ogólnej. To oznacza, że sąd stwierdził, że nie ma wysokiego uprawdopodobnienia popełnienia czynu – powiedział.

Dodał, że zgodnie z decyzją sądu wobec Krauze nie zastosowano żadnych środków zapobiegawczych. Nie przyznał się do winy, składał bardzo obszerne wyjaśnienia i dzisiaj przyniosło to efekt – wskazał adwokat.

Pełnomocnik podejrzanych Piotra Ś. oraz Sebastiana J. adwokat Rafał Wiechecki podkreślił, że sobotnie postanowienie poznańskiego sądu zostało natychmiast wykonane. Wobec podejrzanych nie zastosowano żadnych środków ani aresztu, ani żadnych poręczeń -zaznaczył.

Moim zdaniem zarzuty są całkowicie bezzasadne. Uważam, że są wyssane z palca i tak naprawdę prokuraturze, według mojej oceny, chodziło tylko i wyłącznie o uderzenie w mecenasa Romana Giertycha oraz pana Ryszarda Krauze (…) z oceny sądu wynika, że nie popełniono żadnego przestępstwa -powiedział.

Ryszard Krauze oraz adwokat Roman Giertych są jednymi z 12 zatrzymanych w czwartek osób podejrzanych o wyprowadzenie i przywłaszczenie łącznie ok. 92 mln zł z giełdowej spółki deweloperskiej Polnord. Przedstawiono im zarzuty dotyczące przywłaszczenia środków spółki oraz wyrządzenia firmie szkody majątkowej w wielkich rozmiarach, a także prania brudnych pieniędzy. Podejrzanym grozi za to do 10 lat więzienia.

W sobotę przed południem prokurator regionalny w Poznaniu Jacek Motawski poinformował, że po wykonaniu czynności procesowych z wszystkimi 12 zatrzymanymi osobami śledczy skierowali do sądu wniosek o tymczasowe aresztowanie pięciu z nich: Ryszarda Krauze, Sebastiana J., Piotra Ś., Piotra W. oraz Michała Ś.

Prokurator dodał, że „po skutecznym” przedstawieniu zarzutów wobec Romana Giertycha zastosowano środki zapobiegawcze w postaci 5 mln zł poręczenia majątkowego, zawieszenia w czynnościach adwokata, zakazu opuszczania kraju, dozoru policji połączonego z zakazem kontaktowania się z pozostałymi podejrzanymi.

Rzecznik prasowy Prokuratury Regionalnej w Poznaniu prok. Anna Marszałek powiedziała w sobotę PAP, że śledczy zastosowali wobec Giertycha poręczenie majątkowe po opinii lekarzy, według których stan jego zdrowia wyklucza w jego przypadku zastosowanie izolacyjnych środków zapobiegawczych. Taka decyzja została podjęta przez prokuratora nadzorującego to śledztwo w oparciu o dokumentację, którą dysponował – wyjaśniła.

W czwartek późnym popołudniem Roman Giertych trafił do warszawskiego szpitala, po tym jak zasłabł w trakcie przeszukiwania jego domu przez funkcjonariuszy CBA.

Wobec pozostałych podejrzanych, tj. Tomasza Sz., Tomasza B., Andrzeja P., Wojciecha C., Andrzeja P. oraz Bartosza P. zastosowano środki zapobiegawcze w postaci dozoru policyjnego i poręczeń majątkowych oraz zakazu opuszczania kraju, a także zakazu kontaktowania się z pozostałymi podejrzanymi. Do chwili nadania depeszy PAP nie udało się uzyskać komentarza Prokuratury Regionalnej w Poznaniu.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Afera GetBack. Prokuratura domaga się aresztowania Leszka Czarneckiego

Przełom w śledztwie w sprawie afery GetBack. Prokuratura chce aresztowania Leszka Czarneckiego. Jak dowiedzieli się reporterzy śledczy RMF FM, w sądzie jest już wniosek prokuratury regionalnej w Warszawie w sprawie znanego biznesmena.

Śledczy prowadzący postępowanie dotyczące afery GetBack znaleźli powód, by postawić zarzuty w sprawie także byłemu właścicielowi GetBack, a także banków, które oferowały obligacje tej instytucji finansowej Leszkowi Czarneckiemu. Jest już postanowienie o postawieniu mu zrzutów. Zatrzymanie Leszka Czarneckiego, twórcy Getin Banku, nie jest jednak możliwe, bo biznesmen przebywa za granicą.

Jeśli jednak sąd zgodziłby się na tymczasowy areszt dla niego, byłaby możliwość wystawienia za biznesmenem listu gończego.

Śledczy na tym etapie nie ujawniają zarzutów. Natomiast według poszkodowanych, były właściciel GetBacku, a później banków, które oferowały obligacje instytucji działającej jak piramida finansowa, także powinien odpowiadać za oszustwo.

NIK zarzuca Komisji Nadzoru Finansowego, że nie wykryła zagrożeń dla rynku i klientów płynących z działania spółki GetBack. Przez pięć lat od jej powstania nie przeprowadziła żadnej kontroli w celu weryfikacji sytuacji finansowej GetBack, a także sprawdzenia, czy prawidłowo wypełnia warunki zezwolenia na działalność. Komisja nie podejmowała żadnych kroków wobec spółki mimo sygnałów o nieprawidłowościach, które otrzymywała. Ostatecznie zdecydowała o kontroli, gdy było już za późno.

„Instytucje państwowe nie zapewniły skutecznej ochrony konsumentów przez niezgodną z prawem działalnością spółki GetBack oraz podmiotów, które oferowały i dystrybuowały jej papiery wartościowe” – ocenił szef Najwyższej Izby Kontroli Marian Banaś.

Historia afery GetBack

Spółka GetBack powstała w 2012 roku i zajmuje się zarządzaniem wierzytelnościami. W lipcu 2017 jej akcje zadebiutowały na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie.

W kwietniu 2018 roku GPW, na wniosek Komisja Nadzoru Finansowego, zawiesiła obrót akcjami GetBacku. Stało się to po tym, jak firma podała, że prowadzi negocjacje z PKO BP oraz Polskim Funduszem Rozwoju ws. finansowania o charakterze mieszanym kredytowo-inwestycyjnym w wysokości do 250 mln złotych. Z komunikatu spółki wynikało, że informację uzgodniono „ze wszystkimi zaangażowanymi stronami” – PKO BP i PFR zdementowały jednak informacje o tym, że prowadzą takie rozmowy. To wywołało reakcję KNF.

W efekcie rada nadzorcza GetBack odwołała ze skutkiem natychmiastowym Konrada K. ze stanowiska prezesa spółki.

Aresztowanie prezesa GetBack

Konrada K. aresztowano. Zarzucono mu popełnienie ośmiu przestępstw, m.in. usiłowanie oszustwa na kwotę 250 mln złotych, wyrządzenie spółce szkody majątkowej w wielkich rozmiarach – sięgających co najmniej ponad 185 mln złotych – i podejmowanie działań zmierzających do utrudnienia postępowania karnego i uniknięcia odpowiedzialności karnej.

Zdaniem prokuratury, w aferze GetBack poszkodowanych może być ponad 10 tysięcy osób fizycznych i blisko 200 firm. Stowarzyszenie poszkodowanych szacuje zaś, że w skali kraju straty poniesione przez obligatariuszy sięgają ponad 2,5 mld złotych.
Źródło info i foto: RMF24.pl