Prokuratura o zatrzymanym liderze bojówkarzy Wisły Kraków Pawle M. ps. „Misiek”

Paweł M. ps. Misiek, lider bojówkarzy Wisły Kraków, odpowie za kierowanie gangiem chuliganów z Krakowa i Chorzowa, który wprowadził do obrotu kilkaset kilogramów narkotyków. Osławiony kibol miał brać udział także w dwóch brutalnych atakach na kiboli GKS Katowice i Górnika Zabrze, w trakcie których napastnicy używali maczet. „Misiek” jest podejrzany także o udział w szturmie na magazyn na stadionie Gieksy, w czasie którego kibice katowickiego klubu stracili 44 flagi.

Paweł M. ps. Misiek jest podejrzewany przede wszystkim o kierowanie w latach 2016-2017 zorganizowaną grupą przestępczą, w skład której wchodzili chuligani bojówek: „Sharks” (Wisła Kraków) i „Psycho Fans” (Ruch Chorzów). Według śledczych banda miała działać przede wszystkim na terenie Małopolski i Śląska. – Paweł M. brał także udział w dwóch krwawych napadach na kibiców konkurencyjnych drużyn. W grudniu 2016 r. razem z innymi osobami brutalnie zaatakował w Bytomiu jednego z kiboli Górnika Zabrze. Mężczyzna został raniony maczetami. Cudem nie zginął. Drugi atak, bardzo podobny, miał miejsce we wrześniu 2017 r. w Katowicach. Tym razem maczetami poraniono bardzo poważnie szalikowca GKS Katowice. Weryfikujemy teraz informacje wskazujące na udział M. w jeszcze innych podobnych przestępstwach – opowiada tvp.info jeden ze śledczych.

Bossa krakowskich chuliganów obciąża jeszcze atak z maja 2017 r. na ultrasów GKS Katowice. Z ustaleń śledczych wynika, że „Misiek” był wtedy w grupie 20 zamaskowanych szalikowców, którzy dostali się na stadion GKS Katowice, obezwładnili parę ochroniarzy i pobili kilku lokalnych ultrasów przygotowujących oprawę na najbliższy mecz swojej drużyny. Napastnicy złupili wówczas magazyn kibiców Gieksy, zabierając 44 flagi, których wartość wyceniono na 200 tys. zł.

Szalikowcy groźniejsi od klasycznych gangów

Śledztwa przeciwko Pawłowi M. prowadzą dwie jednostki: Śląski Wydział Zamiejscowy Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej oraz Małopolski Wydział Zamiejscowy Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji.
– Dzięki złamaniu solidarności kiboli i przerwaniu zmowy milczenia udało się zebrać materiał dowodowy pozwalający na wyjaśnienie wielu zdarzeń z ostatnich lat, wiązanych z działalnością chuliganów. Sam „Misiek” może się spodziewać kolejnych zarzutów, liczonych raczej w dziesiątkach – mówi śledczy z Prokuratury Krajowej.

„Misiek” został zatrzymany we Włoszech, do których wyjechał w maju 2018 r. na mecz jednej z tamtejszych drużyn. Dzięki temu udało mu się uniknąć zatrzymania w wielkiej obławie, jaką policjanci CBŚP urządzili na Śląsku i w Małopolsce na kiboli Wisły Kraków i Ruchu Chorzów. – To było uderzenie w bandę stworzoną przez członków bojówki „Sharks” oraz „Psycho Fans”. Udało im się zorganizować gang zajmujący się handlem narkotykami, wymuszaniem haraczy oraz pobiciami. W ciągu dwóch lat członkowie gangu wprowadzili do obrotu setki kilogramów narkotyków, głównie marihuany, amfetaminy. Lidem tej bandy był, naszym zdaniem, Paweł M. ps. Misiek, a pomagał mu współpracujący z nim Łukasz L. ps. Lucky – dodaje śledczy z PK.

O „Miśku” zrobiło się głośno, gdy w 1998 r. podczas meczu Pucharu UEFA Wisły z Parmą rzucił z trybun rozkładanym nożem we włoskiego piłkarza Dino Baggio. Za ten czyn został skazany na 6,5 roku, krakowski klub został zaś wyrzucony z europejskich rozgrywek. Później Paweł M. odsiadywał wyroki z pobicie kibica oraz policjanta. W 2013 r. został zatrzymany za kradzież maczety w podkrakowskiej Modliniczce. Co ciekawe, pod market kibol podjechał porsche panamera, należącym do jednego ze sponsorów Wisły Kraków. We wrześniu Jarosław Jabrzyk z TVN ujawnił powiązania „Miśka” i chuliganów Wisły z władzami tego klubu.
Źródło info i foto: TVP.info

Wenezuela: Zakończyła się blokada parlamentu

W Caracas zakończyła się trwająca od rana, 9-godzinna blokada parlamentu, do której doszło po wtargnięciu do budynku bojówkarzy popierających prezydenta Nicholasa Maduro. 350 osób: deputowanych, dziennikarzy i gości opuściło już gmach. 7 osób jest rannych.

O zakończeniu blokady parlamentu, w którym większość mają ugrupowania opozycyjne wobec prezydenta Maduro, poinformował przewodniczący Zgromadzenia Narodowego, Julio Borges. W godzinach porannych do gmachu parlamentu wtargnęła grupa około stu zwolenników prezydenta. Najście zakłóciło specjalne posiedzenie parlamentu z okazji obchodzonego 5 lipca przez Wenezuelę święta niepodległości.

„Chcę spokoju dla Wenezueli”
 
Napastnicy wznosili okrzyki „Niech żyje rewolucja!”, emitowali nagranie z przemówienia poprzednika Maduro – Hugona Chaveza, wykrzykującego „Drżyj oligarchio!” Wdali się też w bójkę z niektórymi parlamentarzystami; siedmiu z nich trafiło do szpitali. Stan deputowanego Americo De Grazia, który został ugodzony w głowę, jest ciężki – pisze agencja Reutera, powołując się na Borgesa.
 
Bojówkarze, którzy okupowali gmach przez dziewięć godzin grozili wyłączeniem dostaw wody i prądu. Na zewnętrz dochodziło do wybuchu petard. Niektórzy byli uzbrojeni w marne pistolety i kije – twierdzi Reuters.
 
W swym przemówieniu podczas parady wojskowej z okazji Święta Niepodległości prezydent Maduro odniósł się do „dziwacznego incydentu z użyciem przemocy w parlamencie” i obiecał przeprowadzenie śledztwa w tej sprawie. – Chcę spokoju dla Wenezueli. Nie zgodzę się na przemoc, ktokolwiek by chciał jej użyć – podkreślił szef państwa.

Po przemówieniu prezydenta dostępu do budynku zaczęło bronić 50 funkcjonariuszy rządowej Gwardii Narodowej.

Oburzenie społeczności międzynarodowej
 
Nowa fala przemocy w Wenezueli, która przeżywa głęboki kryzys gospodarczy i społeczny, wywołała oburzenie społeczności międzynarodowej.
 
W oświadczeniu wydanym przez dyplomację Stanów Zjednoczonych, rzeczniczka Departamentu Stanu Heather Nauert napisała: „fala przemocy, która dotknęła Wenezuelę w dniu, gdy świętuje ona 206. rocznicę uzyskania niepodległości, stanowi zamach na zasady demokratyczne, tak umiłowane przez mężczyzn i kobiety, którzy wywalczyli niepodległość”. Nauert przypomniała, że na władzy wykonawczej w Wenezueli spoczywa obowiązek zapewnienia bezpieczeństwa i niezakłóconego funkcjonowania parlamentu.
 
Do incydentu doszło w czasie, gdy Wenezuela zmaga się z największym od dekad kryzysem gospodarczym i politycznym. W trwających od początku kwietnia antyrządowych protestach, którym towarzyszą starcia z policją i wojskiem, zginęło już 91 osób. Demonstranci oskarżają prezydenta Maduro o zapędy dyktatorskie, domagają się jego ustąpienia i rozpisania nowych wyborów.
 
Pod koniec czerwca Maduro ostrzegł, że w razie obalenia jego rządów on i jego zwolennicy chwycą za broń.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Amerykanie szkolą tysiące bojowników do walki z islamistami

Władze Jordanii przyznały, że na terytorium ich kraju Amerykanie niedawno rozpoczęli zakrojony na szeroką skalę program szkolenia syryjskich bojowników, którzy mają walczyć z dżihadystami Państwa Islamskiego. Instruktorzy z USA mają wyszkolić i uzbroić siły liczące nawet 15 tysięcy ludzi. Nie jest jasne, w jaki sposób Amerykanie chcą kontrolować przeszkolonych przez siebie bojówkarzy i uniemożliwić im zaangażowanie się w syryjską wojnę domową.

Informację o utrzymywanym dotychczas w tajemnicy programie najpierw podała agencja Reutera powołując się na anonimowe źródła, ale niedługo później otwarcie potwierdził jego istnienie rzecznik jordańskiego rządu. Pentagon odmówił komentarza. Według Jordańczyków program był negocjowany już od jakiegoś czasu, ale oficjalnie ruszył dopiero kilka dni temu. W przyszłości szkolenie bojowników ma być prowadzone także w Arabii Saudyjskiej, Katarze i Turcji, przy czym najszybciej ma się rozpocząć w tym ostatnim kraju.

15 tysięcy ludzi do walki z dżihadem

Do udziału w szkoleniu zgłosiło się dotychczas ponad 3750 syryjskich bojowników, a około 400 przeszło wstępną selekcję. W szkolenie ma być zaangażowanych m.in. 350 Amerykanów i w sumie 450 wojskowych z całej koalicji zwalczającej Państwo Islamskie. Przedstawiciele strony amerykańskiej poinformowali anonimowo, że syryjskich rebeliantów przez kilka miesięcy lustrowano, aby upewnić się, że odsiano ekstremistów. Według agencji Reutera plany USA przewidują docelowo wyszkolenie i uzbrojenie ponad 15 tys. ludzi.

Szeroko zakrojony program szkoleń jest uznawany za test strategii prezydenta USA Baracka Obamy wobec Syrii i Państwa Islamskiego, dotychczas krytykowanej przez jego przeciwników za zbyt ograniczony charakter.

Cytowani przez tę agencję przedstawiciele administracji Obamy twierdzą, że celem programu jest jedynie osłabienie Państwa Islamskiego. W grę ma natomiast nie wchodzić wpływanie na przebieg wojny domowej w Syrii, gdzie już od czterech lat trwa rebelia przeciw reżimowi Baszara Asada. Nie jest jednak jasne, jak Amerykanie chcą kontrolować przeszkolonych przez siebie ludzi. Jest możliwe, że przynajmniej część z nich zaangażuje się w wojnę domową, a nie będzie walczyła z dżihadystami.

Oficjalnie Amerykanie tego nie chcą, ale w rzeczywistości na pewno nie będzie to dla nich powodem do wielkich zmartwień. Waszyngton oraz jego główni sojusznicy w regionie, są wrodzy reżimowi Asada i już od kilku lat wspierają umiarkowanych rebeliantów wyposażeniem oraz bronią.
Żródło info i foto: tvn24.pl

Ks. Paweł Witek opowiada o porawniu

Cały i zdrowy ksiądz Paweł Witek wraca do Polski. Donieccy separatyści uwolnili go po negocjacjach prowadzonych przez polskich dyplomatów i duchownych. Ksiądz Witek powiedział, że został zatrzymany wieczorem przed Administracją Obwodową. Był bez habitu, ale z różańcem i to właśnie on wzbudził podejrzenie separatystów. Jeden z nich zażądał od duchownego dokumentów tożsamości. Paweł Witek ich nie miał, starał się przekonać, że jest księdzem katolickim. Nie uwierzono mu jednak. Zawiązano mu oczy, związano ręce i nogi taśmą klejącą, i zawieziono do siedziby zajętej przez bojówkarzy Służby Bezpieczeństwa. Żródło info i foto: wp.pl

Antyterroryści zatrzymali rosyjskich chuliganów

Stołeczni policjanci prewencyjnie zatrzymali rosyjskich bojówkarzy. Ci mieli sprzęt do walki wręcz oraz wąsy i pejsy do kamuflażu. Rozegrane w sobotę mecze Polska – Czechy we Wrocławiu oraz Grecja – Rosja w Warszawie minęły bardzo spokojnie. Doszło jedynie do pojedynczych incydentów. Policja wyciągnęła bowiem wnioski z bójek chuliganów, do których doszło we wtorek przy okazji meczu Polska – Rosja. Wówczas główne siły zgromadzono w okolicach mostu Poniatowskiego. Miały zabezpieczać marsz rosyjskich kibiców. Okazało się jednak, że do bójek nie dochodziło jedynie na trasie przemarszu, ale również w innych miejscach w centrum stolicy. – „Po wtorkowych burdach musieliśmy zmienić nieco taktykę” – przyznaje rzecznik Komendy Głównej Policji, inspektor Mariusz Sokołowski.Żródło info i foto: rp.pl