Gang wyłudził dane od tysięcy osób. Brali na ich konto pożyczki

Od marca 2014 r. do października 2016 r. małżeństwo z Kołobrzegu popełniło, według prowadzącej postępowanie Prokuratury Regionalnej w Katowicach, 4005 przestępstw związanych z nielegalnym pozyskiwaniem danych osobowych, wystawianiem fikcyjnych ogłoszeń o pracę oraz wyłudzaniem pożyczek. Akt oskarżenia trafił już do Sądu Okręgowego w Koszalinie.

Mechanizm procederu był prosty: zdobyć dane niezbędne do założenia rachunku bankowego, otworzyć taki i pobrać na konto nieświadomej osoby pożyczkę. Żeby pozyskać dane małżeństwo zamieszczało w necie atrakcyjnie wyglądające oferty pracy. Zainteresowani zobligowani byli do przekazania danych, adresu zamieszkania, numerów telefonów, PESEL i temu podobnych szczegółów… wymaganych przez banki. Czerwone światełko nie zapaliło się odpowiadającym na ogłoszenia nawet wtedy, gdy wyczytali, że do podania o pracę dołączyć trzeba także… skan dowodu osobistego. Aż trudno uwierzyć, że małżeństwo wyłudziło w takiej sytuacji w sumie pożyczek „tylko” na nieco ponad 480 tys. zł.

„Oboje podejrzani przyznali się do popełnienia zarzucanych im przestępstw i złożyli wyjaśnienia korespondujące z ustaleniami śledztwa. W toku postępowania dokonano zabezpieczenia majątkowego na ich mieniu na kwotę 240 tys. zł poprzez ustanowienie hipoteki na nieruchomości. W stosunku do jednego z podejrzanych, na wcześniejszym etapie śledztwa, sąd zastosował tymczasowe aresztowanie. Aktualnie prokurator zdecydował się wolnościowe środki zapobiegawcze w postaci dozoru policji, poręczenia majątkowego w wysokości 100 tys. złotych oraz zakaz opuszczania kraju połączony z zatrzymaniem paszportu.” – poinformował w czwartek (8 listopada) Waldemar Łubniewski, rzecznik Prokuratury Regionalnej w Katowicach. Małżeństwu grozi do 8 lat więzienia.
Źródło info i foto: se.pl

Zamieszki w Hongkongu

Hongkońska policja użyła gazu łzawiącego przeciwko prodemokratycznym demonstrantom, którzy protestowali przed siedzibą władz. Wcześniej szef rządu Leung Chun-ying wzywał, by ludzie nie brali udziału w – jak to określił – „nielegalnej” manifestacji. Leung po raz pierwszy zabrał głos, od poniedziałku, kiedy to rozpoczął się protest, głównie studentów i wykładowców akademickich, przeciwko narzuconym przez Pekin zasadom wyboru szefa lokalnej administracji w 2017 r. Protestujący domagają się ponadto podjęcia publicznych konsultacji na temat demokratycznych reform.

Jak zapowiedział Leung, wybory odbędą się, jak planowano, ale władze wkrótce rozpoczną nowe konsultacje na temat reformy systemu wyborczego. Nie określił jednak żadnych ram czasowych zapowiadanych konsultacji – zauważa agencja Reutera.

Pierwsze stanowisko Chin

Po raz pierwszy też w sprawie oficjalnie wypowiedziały się Chiny. Władze w Pekinie sprzeciwiają się wszelkim – jak to określono – „nielegalnym zachowaniom” w Hongkongu, które podkopują społeczną stabilizację. Rzecznik chińskiego Biura do spraw Hongkongu i Makau poinformował, że rząd centralny w pełni popiera zgodne z prawem działania hongkońskiego rządu.

Trwający od tygodnia protest miał być wstępem do większej akcji zaplanowanej na 1 października przez grupę Occupy Central, która zapowiedziała, że tego dnia urządzi siedzący wiec w dzielnicy finansowej Hongkongu, co może spowodować jej paraliż. Jednak – jak pisze portal BBC News – grupa Occupy Central, dołączywszy do studentów, przyspieszyła swoją akcję najwyraźniej po to, aby wykorzystać impet studenckich protestów przed siedzibą władz.

Obietnica autonomii

Hongkongowi, który w 1997 r. został zwrócony Chinom przez Wielką Brytanię, obiecano szeroki zakres autonomii, w tym politycznej, w ramach ukutej przez byłego przywódcę ChRL Denga Xiaopinga zasady „jeden kraj, dwa systemy”. Tymczasem hongkońscy zwolennicy demokracji ostrzegają, że Pekin stara się stopniowo zacieśniać kontrolę polityczną nad regionem.

Jednym z tego przejawów ma być ich zdaniem sposób wybierania szefa lokalnej administracji w 2017 roku. Po raz pierwszy w historii mieszkańcy Hongkongu będą mogli wyłonić szefa administracji w wyborach powszechnych, działacze wskazują jednak, że wybór będzie zawężony do dwóch-trzech kandydatów zatwierdzonych uprzednio przez wierny władzom w Pekinie komitet nominacyjny.

Utrzymywanie kontroli nad domagającym się swoich praw Hongkongiem staje się dla rządu centralnego sporym wyzwaniem – zauważa Reuters. Pekin obawia się, że prodemokratyczne apele w Hongkongu i pobliskim Makau (należącej do Chin dawnej portugalskiej kolonii) rozszerzą się na część kontynentalną kraju, zagrażając władzy partii komunistycznej.
Żródło info i foto: Gazeta.pl

Bydgoszcz: bójka w barze

Prawdopodobnie jeszcze dziś zarzuty usłyszy dwóch mężczyzn i kobieta, którzy brali udział w bójce. Pijani klienci baru z azjatyckim jedzeniem pobili w niedzielę właściciela lokalu oraz interweniującego policjanta w cywilu, który był po służbie. – „W jednym z bydgoskich barów na Starym Mieście doszło do awantury pomiędzy osobami, które się tam znajdowały. Na całą tę sytuację próbował zareagować właściciel lokalu. Niestety zakończyło się tym, że został pobity” – przekazał Przemysław Słomski z policji w Bydgoszczy.

Zareagował policjant w cywilu

W tym samym czasie w barze prywatnie przebywał policjant w cywilu, który zainterweniował. Również został pobity – doznał obrażeń głowy i oka. Jak przekazał Słomski, po całym zajściu zatrzymano dwóch mężczyzn i kobietę. Byli nietrzeźwi. Odpowiedzialni za burdę w lokalu prawdopodobnie jeszcze dziś usłyszą zarzuty.
Żródło info i foto: tvn24.pl

Prokuratura wciąż nie wie, kto stał za Marcinem P.

Rok po bankructwie Amber Gold prokuratura wciąż nie wie, kto stał za Marcinem Plichtą. Nie sprawdza urzędników, którzy do przekrętu dopuścili, ani pracowników Amber Gold, którzy w nim brali udział. Ale zaczyna się pościg za ludźmi oszukanymi przez Plichtę. Fiskus chce opodatkować to, co stracili. W dwadzieścia pięć tomów akt postępowania upadłościowego, prowadzonego przez sąd gospodarczy w Gdańsku, powpinane są dziesiątki listów od ofiar firmy Marcina Plichty. Pisane odręcznie, w większości starannie wykaligrafowane. H. z Opola pisze, że wpłacił do Amer Gold dwieście tysięcy. Żona chora na serce, syn na kręgosłup. „Chciałem zaprzeczyć, że usługi zdrowotne w Polsce są bezpłatne. Błagam sędziego o spowodowanie wypłacenia na moje konto 100 tysięcy zł. Serdeczne Bóg zapłać” – pisze H. Żródło info i foto: Newsweek.pl

„MI5 podłuchiwał polityków na G20”

Brytyjskie służby specjalne w tarapatach. Jak pisze gazeta „The Guardian”, brytyjski wywiad podsłuchiwał i nagrywał zagranicznych polityków i urzędników, którzy brali udział w dwóch spotkaniach grupy G 20 w Londynie w 2009 roku. Monitorowano nie tylko rozmowy telefoniczne, ale i maile. „The Guardian” opiera swoje rewelacje na wyznaniach Edwarda Snowdena – analityka, który ujawnił zawrotny zasięg inwigilacji elektronicznej prowadzonej na całym świecie przez amerykańską Narodową Agencję Bezpieczeństwa. Brytyjski monitoring miał być prowadzony przez agencję podległą wywiadowi MI5, której działania zatwierdzał rząd ówczesnego premiera Gordona Browna. Żródło info i foto: Dziennik.pl

Rafał N. i Bartłomiej K. – „Wzięliśmy mefedron i piliśmy alkohol”

Podczas przesłuchania Rafał N. i Bartłomiej K. mówili, że pili alkohol i brali mefedron. To silny narkotyk, który powoduje pobudzenie, euforię, ale także zaburzenia pamięci i halucynacje. Był sprzedawany jako dopalacz, po znowelizowaniu ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii od 25 sierpnia 2010 r. jest na liście substancji zakazanych. – „To narkotyk, który młodym ludziom zastępuje amfetaminę” – mówi Marek Grondas, terapeuta z Monaru. – „Pobudza i wywołuje euforię. Kiedy przestaje działać, pojawiają się lęki, dziwne myśli i ogólny niepokój. Silnie uzależnia. Coraz więcej pacjentów zgłasza się do naszej przychodni właśnie z powodu problemów z mefedronem. Mefedron jest nielegalny, ale – jak mówią fachowcy – na czarnym rynku pozostały ogromne ilości narkotyku, z czasów, kiedy był stosowany w dopalaczach. Żródło info i foto: Gazeta.pl