Waszyngton: Strzelanina na ulicy. Są ofiary

Trzy osoby zginęły w sobotę wieczorem w strzelaninie w północno-zachodniej części Waszyngtonu, a trzy kolejne doznały obrażeń niezagrażających życiu – poinformował szef stołecznej policji Robert Contee. Lokalne radio WTOP News, powołując się na Contee poinformowało, że do strzelaniny doszło tuż przed godz. 20 czasu lokalnego.

Policja ogłosiła, że poszukuje ciemnej hondy accord, którą zauważono w trakcie wydarzenia. Contee poinformował, że sprawcy strzelaniny prawdopodobnie korzystali z tego samochodu.

Policja: strzelało kilka osób

Nie ujawniono tożsamości ofiar, wiadomo jedynie, że są to młodzi ludzie. Zdaniem policji strzelało kilka osób, nie wiadomo jednak jeszcze, czy byli to tylko napastnicy z hondy, czy doszło do wymiany ognia.

– To bardzo frustrujące. O przemocy z użyciem broni mówimy od dłuższego czasu. Wiemy, że ten problem nie jest charakterystyczny tylko dla Waszyngtonu, ale myślę, że to świadczy o ogólnej chorobie naszego społeczeństwa, a tą chorobą jest przemoc z użyciem broni – powiedział Contee.
Źródło info i foto: TVP.info

Jacek Jaworek wciąż nieuchwytny. „Wnuczka słyszała, jak zaczęła się awantura. Byli na kamerkach”

13-letni Gianni jest jedynym ocalałym z masakry w Borowcach niedaleko Częstochowy. Jacek Jaworek, wujek chłopca, ścigany jest za zabójstwo jego rodziców i brata. Wszyscy zginęli od strzałów z pistoletu. Gianni ukrył się przed napastnikiem, a później uciekł przez okno do krewnych. Justyna i Janusz oraz ich synowie Jakub i Gianni byli kochającą się rodziną. Zajmowali murowany dom przy głównej drodze w Borowcach w powiecie częstochowskim. To niewielka wieś otoczona polami i lasami. Znali się jeszcze ze szkoły, urodzili się tego samego dnia. Justyna prowadziła dom, a Janusz zarobkowo kładł kafelki. Przez kilka lat mieszkali we Włoszech. Tam przyszedł na świat ich młodszy syn – Gianni. Po powrocie do Polski zamieszkali w Borowcach, w domu po rodzicach Janusza.

Od kilku miesięcy nie działo się jednak u nich dobrze. Problemy zaczęły się, gdy kilka miesięcy temu sprowadził się starszy brat Janusza – Jacek Jaworek. Miał zostać „na chwilę”, bo pracował za granicą. Jednak pandemia uniemożliwiła mu wyjazdy. Nie zarabiał. W domu miało dochodzić do licznych kłótni i konfliktów. Bracia nie mogli się dogadać w sprawie ojcowizny.

Mieszkańcy wsi opisują Jacka Jaworka jako osobę porywczą, a ostatnio mocno przybitą swoją sytuacją. Mężczyzna ma troje dzieci, jest rozwodnikiem. Niedawno odsiedział dwa miesiące zastępczej kary pozbawienia wolności w związku z niepłaceniem alimentów. Przy kieliszku miał chwalić się znajomym, że ma broń: pistolet i myśliwskiego sztucera.

Jacek Jaworek w nocy z piątku na sobotę wrócił do domu prawdopodobnie pijany. Doszło do awantury. Mężczyzna wyciągnął broń i zacząć strzelać do swoich najbliższych. Z ustaleń Onetu wynika, że najpierw zabił swojego brata. Później bratanka i bratową. Kobieta miała przed śmiercią zdążyć jeszcze zadzwonić po policję.

„Wnuczka słyszała, jak zaczęła się awantura. Byli na kamerkach”

Jak ustaliliśmy, gdy doszło do strzelaniny, 13-letni Gianni nie spał. Rozmawiał ze swoją koleżanką w sieci. Gdy usłyszał strzały i krzyki swoich rodziców i brata, ukrył się w szafie. Kiedy uznał, że jest bezpiecznie, uciekł przez okno do swoich krewnych w sąsiedztwie.

– Moja wnuczka i on są rówieśnikami. Znają się od małego, więc często rozmawiają przez internet, czasem do późna, bo wtedy mają dobre połączenie. Byli na kamerkach, widzieli się. Wnuczka słyszała, jak się zaczęła awantura. Gianni ściszył rozmowę i schował się do szafy. Nawet rozmawiałem z zięciem, czy można to odtworzyć, ale okazuje się, że nie było włączone nagrywanie – relacjonuje w rozmowie z Onetem Witold Kościański, sąsiad zmarłych.

Od pięciu dni trwają poszukiwania Jacka Jaworka. W akcji bierze udział blisko 200 policjantów, psy tropiące oraz drony. Mężczyzna wciąż może być uzbrojony.

Prokurator z Prokuratury Okręgowej w Częstochowie zarządził wczoraj poszukiwanie mężczyzny listem gończym. Wydano też postanowienie o tymczasowym aresztowaniu. 52-latek jest już oficjalnie podejrzany o dokonanie potrójnego zabójstwa w Borowcach.
Źródło info i foto: onet.pl

Bliscy o domniemanym sprawcy potrójnego zabójstwa w Borowcach

Mija już trzecia doba poszukiwań 52-letniego Jacka Jaworka, podejrzewanego o potrójne zabójstwo w Borowcach pod Częstochową. Do zbrodni doszło w nocy z piątku na sobotę w domu jednorodzinnym. Nie żyje małżeństwo oraz ich 17-letni syn. Poszukiwany jest bratem zamordowanego mężczyzny.

Dziś w akcji poszukiwawczej 52-latka, podejrzanego o potrójne morderstwo, ma brać udział około 200 policjantów. W weekend było ich około 100-120. Akcja polega przede wszystkim na przeszukiwaniu terenu w pobliżu miejsca zbrodni oraz na sprawdzaniu sygnałów od mieszkańców nie tylko okolicy. Chodzi o informacje o możliwym miejscu pobytu Jacka Jaworka. Zgłoszenia napływają nie tylko z województwa śląskiego czy łódzkiego, ale także z innych części Polski. Są one weryfikowane, ale na razie żaden sygnał się nie potwierdził.

W akcję poszukiwawczą ma włączyć się również grupa poszukiwawcza z wyszkolonymi psami z Saksonii z Niemiec. Zwierzęta potrafią wyczuć nie zapach pochodzący nie tylko ze śladów z ziemi, ale także z powietrza.

W najbliższym czasie odbędą się m.in. także sekcje zwłok trzech ofiar – małżeństwa oraz ich 17-letniego. Na razie wiadomo, że cała trójka zginęła od strzałów z broni palnej w nocy z piątku na sobotę.

Uratował się drugi, 13-letni syn zamordowanego małżeństwa. Według doniesień Polsat News, przeżył tylko dlatego, że zdążył schować się za kanapą. Kiedy strzały przestały padać, chłopak uciekł z domu i schronił się u rodziny.

Ze wstępnych ustaleń wynika, że na miejscu zbrodni padło kilkanaście strzałów, a poszukiwany 52-letni Jacek Jaworek nie miał pozwolenia na posiadanie broni. Takie informacje przekazała dziennikarce RMF FM Annie Kropaczek Prokuratura Okręgowa w Częstochowie. To ta jednostka będzie prowadziła śledztwo w sprawie zabójstwa.

Wcześniej postępowanie nadzorowała Prokuratura Rejonowa w Myszkowie, ale ze względu na wagę i charakter sprawy zajmie się nią właśnie prokuratura okręgowa.

Co wiemy o Jacku Jaworku?

Jacek Jaworek w ostatnim czasie mieszkał z ofiarami w domu w Borowcach. Według śledczych możliwym motywem zbrodni był konflikt rodzinny. Kuzyn poszukiwanego 52-latka powiedział Polsat News, że „miał on zamiar wrócić za granicę”.

Nie jest powiedziane, że on tę zagranicę porzucił, miał zamiar tam wrócić, ale pandemia spowodowała to, że nie mógł wyjechać, ciągle na to czekał. Jego w Polsce nic nie trzymało. Wrócił do kraju, jak sądzę był uciążliwy, nie miał się gdzie podziać – przyznał kuzyn Jacka Jaworka.

Z doniesień medialnych wynika, iż to pandemia stanowiła przeszkodę dla mężczyzny w wyjeździe za granicę. Dodatkowo 18-letnia córka Jaworka zdecydowała się założyć mu sprawę o alimenty. Problemy finansowe 52-latka miały narastać. Taką wersję wydarzeń potwierdził w rozmowie także kuzyn Jaworka.

„Super Express” dotarł z kolei do byłej partnerki Jacka Jaworka. Kobieta stwierdziła, że 52-latek nie wyglądał na kogoś, kto może dokonać takiej zbrodni. Przyznała jednak, że mężczyzna miał „ciężki charakter”. Była partnerka Jaworka zaznaczyła, że nie wie skąd jaworek miał broń.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Policjanci zlikwidowali linię produkcyjną metamfetaminy

Wspólne działania kryminalnych z Komendy Wojewódzkiej Policji w Lublinie i Wrocławiu oraz policjantów z Lubina doprowadziły do zatrzymania trzech mężczyzn zajmujących się produkcją metamfetaminy. W jednym z lubińskich garaży zlikwidowana została pełna linia produkcyjna tego narkotyku. Ponadto w miejscach zamieszkania mężczyzn zabezpieczono 7 jednostek broni palnej, amunicję oraz materiały wybuchowe. Wobec wszystkich zatrzymanych sąd zastosował tymczasowy areszt. Za wytwarzanie znacznych ilości narkotyków grozi do 15 lat pozbawienia wolności.

Ujawnienie działającej w powiecie lubińskim (na Dolnym Śląsku) laboratorium zajmującego się produkcją metaamfetaminy to efekt operacyjnych ustaleń kryminalnych z Komendy Wojewódzkiej Policji w Lublinie zajmujących się zwalczaniem przestępczości narkotykowej. Wspólna realizacja lubelskich i wrocławskich kryminalnych oraz policjantów z Lubina doprowadziła do ujawnienia na jednej z lubińskich ulic garażu, gdzie „pełną parą” pracowała linia produkcyjna metaamfetaminy.

Pomieszczenie było specjalnie przystosowane do produkcji narkotyku. Na miejscu zabezpieczono wszystkie elementy linii produkcyjnej – działającą aparaturę, gotowy produkt w ilości ponad tysiąc porcji handlowych metaamfetaminy oraz szereg innych substancji, prekursorów i odczynników służących do produkcji narkotyków. Podczas policyjnych działań, w pogotowiu byli również strażacy, gdyż chemiczne środki stosowane przy produkcji narkotyków w każdej chwili mogły grozić wybuchem.

Do sprawy zatrzymanych zostało trzech mężczyzn: 35 – letniego mieszkańca powiatu lubińskiego, 35 – letniego mieszkańca Legnicy i 50 – letniego mieszkańca powiatu średzkiego.

Ponadto w wyniku przeszukania miejsca zamieszkania 35-latka z Legnicy, kryminalni zabezpieczyli 7 sztuk broni palnej, m.in. karabin i pistolet maszynowy, a także ponad 460 sztuk amunicji. Kolejne przeszukanie, tym razem w miejscu zamieszkania lubinianina, doprowadziły mundurowych do ujawnienia i zabezpieczenia materiałów wybuchowych w postaci lasek dynamitu.

Pracujący nad sprawą śledczy zebrali materiał dowodowy, który pozwolił na przedstawienie trzem podejrzanym zarzutów związanych z wytwarzaniem narkotyków, posiadania przyrządów służących do ich nielegalnej produkcji, a także posiadania znacznej ilości środków psychotropowych. Dodatkowo, legniczanin będzie odpowiadał za nielegalne posiadanie broni i amunicji, a jego kolega z powiatu lubińskiego odpowie przed sądem za nielegalne posiadanie materiałów wybuchowych Na wniosek prokuratury sąd zastosował wobec mężczyzn środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania na okres 3 miesięcy.

Za wytwarzanie znacznych ilości narkotyków podejrzanym grozi kara do 15 lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: Policja.pl

Strzelanina i obława w Raszynie

Policyjne strzały i obława w Raszynie niedaleko Warszawy. Według informacji RMF FM, w czasie próby zatrzymania przestępca próbował przejechać autem policjantów, a ci w odpowiedzi użyli broni. Sygnał w tej sprawie dostaliśmy na Gorącą Linię RMF FM. Z nieoficjalnych na razie ustaleń reportera RMF FM Pawła Balinowskiego wynika, że policjanci chcieli zatrzymać w Raszynie przestępcę, którego obserwowali.

Podczas akcji mężczyzna próbował przejechać funkcjonariuszy, ci zaś oddali w kierunku jego samochodu kilka strzałów. Później ruszyli za nim w pościg. Nasze doniesienia potwierdziła już komenda stołeczna.

„Policjanci z jednego z wydziałów kryminalnych oddali strzały w kierunku pojazdu, który chciał staranować funkcjonariuszy” – podała mł. asp. Marta Gierlicka z biura prasowego KSP i dodała, że kierowca już po kilku metrach porzucił samochód i dalej uciekał pieszo.

Na miejscu trwa obława. „Kierowcy szukają policjanci z garnizonu stołecznego, śmigłowiec policyjny, sprowadzono też psy tropiące” – przekazała policjantka.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Strzelaniny w amerykańskich miastach. Nie żyje 6 osób

W Stanach Zjednoczonych doszło we wtorek do dwóch strzelanin, w których zginęło co najmniej sześć osób. Cztery ofiary śmiertelne odnotowano w Chicago, a dwie – w Albertville, w stanie Alabama, gdzie także napastnik popełnił samobójstwo. W południowej części Chicago, w dzielnicy Englewood wybuchła kłótnia, a następnie – o godz. 5.42 – strzelanina. W rezultacie zmarły trzy kobiety i jeden mężczyzna. Trzech mężczyzn i jedna kobieta odnieśli obrażenia.

Według szefa policji chicagowskiej Davida Browna, którego wypowiedź przytacza CNN, na razie nie ma podejrzanych. Ranni są jedynymi świadkami, ale funkcjonariusze nie zdołali jeszcze uzyskać od nich zeznań ze względu na ich stan zdrowia. Do szpitala na obserwację przewieziono także 2-letnie dziecko, ale nie zostało ono postrzelone.

Nie było śladów włamania

Brown poinformował, że w domu, gdzie doszło do strzelaniny, znaleziono magazynek pistoletu o dużej pojemności i kilka łusek. Nie było widocznych śladów włamania.

– Musimy przyznać, że jest to tragedia, która rozerwała rodziny i spowodowała traumę u kilku osób. (…) To dowodzi, że wciąż mamy wiele do zrobienia, aby tutaj w Chicago zakończyć przemoc z użyciem broni, a w szczególności, aby ograniczyć dostęp ludzi do nielegalnej broni – powiedziała na konferencji prasowej burmistrz Chicago Lori Lightfoot, którą cytuje „USA Today”.

Jak wylicza gazeta, powołując się na miejskie statystyki, w tym roku do tej pory w Chicago 1600 osób zostało postrzelonych. Stanowi to 19-procentowy wzrost w porównaniu z tym samym okresem w zeszłym roku. Ponad 260 osób zmarło od ran postrzałowych. W porównaniu z sytuacją sprzed dwóch lat liczba strzelanin wzrosła o 56 proc.

Nie żyją pracownicy

We wtorek nad ranem doszło do strzelaniny także w Albertville. Nie żyje dwóch pracowników zakładu Mueller Co. Szef miejscowej policji Jamie Smith potwierdził lokalnej telewizji WAFF 48, że incydent miał miejsce około godz. 2.30 nad ranem. Napastnikiem był 34-letni pracownik zakładu. Niezależnie od zabitych, dwie osoby zostały ranne.

Policja powiadomiła, że po strzelaninie sprawca odjechał Jeepem z miejsca zdarzenia. W wyniku dochodzenia funkcjonariusze znaleźli ciało mężczyznę, który popełnił samobójstwo strzelając do siebie.
Źródło info i foto: interia.pl

Policjanci zlikwidowali laboratorium metamfetaminy. Było ukryte pod kojcem dla psów

Likwidacja laboratorium metamfetaminy, przejęcie urządzeń i prekursorów służących do jej produkcji oraz zatrzymanie 8 podejrzanych, w tym 2 „chemików”, to efekt ostatnich działań CBŚP i Prokuratury Krajowej. Do laboratorium prowadziło wąskie wejście znajdujące się w kojcu dla psów, tam znajdowała się linia produkcyjna narkotyku oraz system chłodzenia i wentylacji tajnego pomieszczenia. Podczas działań policjanci zabezpieczyli także narkotyki, broń, amunicję, pałki teleskopowe, noże, maczety oraz elementy wyposażenia policyjnego.

Sprawę prowadzą policjanci z Zarządu w Poznaniu Centralnego Biura Śledczego Policji, pod nadzorem Dolnośląskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej we Wrocławiu.

W wyniku działań przeprowadzonych na terenie Zgorzelca oraz pobliskich miejscowości policjanci z Zarządów w Poznaniu i Wrocławiu Centralnego Biura Śledczego Policji zatrzymali 8 osób. Wówczas to, zabezpieczono narkotyki, tj. metamfetaminę, amfetaminę oraz marihuanę. Podczas działań przejęto także jednostkę broni palnej, amunicję, pałki teleskopowe, noże, maczety i elementy wyposażenia policyjnego (kajdanki, sygnalizację świetlno-dźwiękową, pałkę typu tonfa) oraz inne przedmioty mogące służyć do popełniania przestępstw.

W jednym z pomieszczeń gospodarczych na terenie powiatu zgorzeleckiego policjanci odkryli w podłodze wejście, które znajdowało się w kojcu dla psów. Wąskie przejście prowadziło do pomieszczenia, w którym wytwarzano metamfetaminę. Zbudowano tam specjalistyczny system produkcji narkotyku oraz chłodzenia i wentylacji obiektu. Funkcjonariusze zabezpieczyli linię produkcyjną narkotyków syntetycznych, a także przejęli m.in. naczynia laboratoryjne oraz ponad 200 litrów różnych substancji chemicznych, mogących służyć do wytwarzania narkotyków.

W trakcie działań wsparcia udzielili policjanci z Komendy Powiatowej Policji w Zgorzelcu i Komendy Wojewódzkiej Policji we Wrocławiu, a także funkcjonariusze Dolnośląskiej Krajowej Administracji Skarbowej (KAS).

Prokurator Dolnośląskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej we Wrocławiu przedstawił zatrzymanym zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, produkcji narkotyków oraz wprowadzania ich do obrotu na terenie Polski. Decyzją sądu 5 podejrzanych zostało objętych środkiem zapobiegawczym w postaci tymczasowego aresztowania. Wobec pozostałych podejrzanych prokurator zastosował środki zapobiegawcze w postaci poręczeń majątkowych, dozorów Policji połączonych z zakazem kontaktu z określonymi osobami.

Realizacja jest kontynuacją śledztwa dotyczącego rozbitej zorganizowanej grupy przestępczej zajmującej się przemytem narkotyków z Holandii do Polski i innych krajów Unii Europejskiej oraz ich sprzedażą. Jak wynika z ustaleń członkowie gangu zajmowali się także wytwarzaniem narkotyków, tj.: tworzeniem laboratoriów metamfetaminy nazywanej „piko”.
Źródło info i foto: Policja.pl

USA: Zamieszki po zastrzeleniu podejrzanego w Minneapolis

Zamieszki wybuchły w czwartek wieczorem w Minneapolis po tym, jak funkcjonariusz zastrzelił podejrzanego poszukiwanego w związku z nielegalnym posiadaniem broni palnej. Amerykańskie media podają, że uczestnicy rozruchów wybijali szyby i podpalili śmietnik. Podejrzany nie wykonał zaleceń funkcjonariuszy grupy zadaniowej US Marshal Service, złożonej z przedstawicieli lokalnych organów ścigania, i wyciągnął broń podczas próby aresztowania – podała stacja FOX 9, powołując się na władze. Zginął na miejscu.

Według lokalnych mediów wśród funkcjonariuszy, którzy zastrzelili mężczyznę, nie było policjantów. Nie poinformowano, czy zabity to Afroamerykanin.

Zamieszki

Jak podała agencja Reutera, wieść o incydencie rozeszła się szybko, przyciągając tłum protestujących. Lokalni dziennikarze informowali na Twitterze, że wybuchły zamieszki. Część demonstrantów pozostała na miejscu do późnej nocy i rozbijała witryny sklepów oraz podpaliła śmietnik. Splądrowane zostały co najmniej dwa sklepy. Policja użyła gazu łzawiącego, aby rozproszyć protestujących. Kilka osób aresztowano.

Sprawa George’a Floyda

W Minneapolis 25 maja 2020 roku 46-letni George Floyd został zabity przez policjanta Dereka Chauvina w trakcie aresztowania pod zarzutem użycia w sklepie fałszywego 20-dolarowego banknotu. Śmierć Floyda rozpętała falę demonstracji i oskarżeń wobec policji o przemoc. Zrodziła także debatę o rasizmie, ponieważ funkcjonariuszom zarzucano brutalne traktowanie i zabijanie podczas interwencji zwłaszcza Afroamerykanów.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Poznań: Strzały podczas interwencji

Do szpitala trafił mężczyzna postrzelony w czwartek w Poznaniu w trakcie policyjnej interwencji. Funkcjonariusze sprawdzają okoliczności zdarzenia. W wyniku tego zdarzenia poszkodowany został też funkcjonariusz. Jak powiedział rzecznik prasowy wielkopolskiej policji Andrzej Borowiak, przed południem policjanci otrzymali zgłoszenie od mieszkańców poznańskiego Antoninka o zakrwawionym mężczyźnie przemieszczającym się ulicami.

– Na miejsce pojechał patrol policji. Mężczyzna nie reagował na polecenia policjantów. W pewnym momencie doszło do sytuacji, w której funkcjonariusze musieli użyć broni – postrzelili tego mężczyznę w nogę i w brzuch – podał Borowiak.

Na miejsce zostało wezwane pogotowie. Ratownikom udało się uratować życie postrzelonego; pacjenta w ciężkim stanie przetransportowano do szpitala. Rzecznik powiedział, że z informacji podawanych przez szpital wynika, że życiu mężczyzny nie zagraża niebezpieczeństwo. Ratownicy udzielili też pomocy medycznej poszkodowanemu w trakcie interwencji funkcjonariuszowi.

Andrzej Borowiak dodał, że trwa analiza przebiegu zdarzenia, o sprawie powiadomiony został prokurator. Na razie nieznane są bliższe okoliczności zdarzenia.
Źródło info i foto: TVP.info

Strzelanina w Żyrardowie. Nie żyje 20-latek

W nocnej strzelaninie w Żyrardowie zginął 20-letni mężczyzna – poinformowała oficer prasowa miejscowej Komendy Powiatowej Policji sierż. Monika Michalczyk. O zdarzeniu jako pierwsi dowiedzieli się nieoficjalnie dziennikarze RMF FM. Oficer prasowa potwierdziła informacje RMF FM o strzelaninie w Żyrardowie. Poinformowała, że zginęła w niej jedna osoba. Odmówiła udzielenia szczegółowych informacji. Podkreśliła, że postępowanie w tej sprawie prowadzi prokuratura.

Do strzelaniny doszło po godz. 2 w nocy. Do grupy mężczyzn podjechał samochód, w którym – według nieoficjalnych informacji – było kilka osób. Oddano strzał z pistoletu, który okazał się śmiertelny dla 20-latka.
Źródło info i foto: onet.pl