Ksiądz skazany na 9 lat więzienia za molestowanie seksualne dwóch chłopców

Były rezydent jednej z parafii w Opolu Lubelskim, ksiądz Tomasz F., został po raz pierwszy skazany w kwietniu zeszłego roku. Okazało się jednak, że wyrok wydał niewłaściwy sąd. Teraz, po ponownym rozpatrzeniu sprawy, znów zapadł wyrok skazujący. Ksiądz był oskarżony o molestowanie dwóch chłopców i posiadanie pornografii dziecięcej. Wyrok nie jest prawomocny.

Sąd Okręgowy w Lublinie skazał księdza Tomasza F. na dziewięć lat pozbawienia wolności. Duchowny był oskarżony o wykorzystanie seksualne chłopców w wieku poniżej 15 lat.

Po raz pierwszy wyrok w tej sprawie zapadł w kwietniu 2021 roku, kiedy to Sąd Rejonowy w Opolu Lubelskim skazał duchownego na 10 lat pozbawienia wolności. Uznając go za winnego nie tylko molestowania, ale też posiadania treści pornograficznych z udziałem małoletnich w postaci 371 plików multimedialnych. We wrześniu zeszłego roku tamten wyrok został jednak uchylony, a sprawa trafiła do ponownego rozpoznania. Sąd odwoławczy stwierdził bowiem, że – z uwagi na charakter czynów zarzucanych oskarżonemu – sprawę już w pierwszej instancji powinien rozpatrywać sąd okręgowy, a nie rejonowy.

Kara w systemie terapeutycznym

Wyrok, który zapadł właśnie przed sądem okręgowym, zakłada – zresztą tak jak poprzednio – że ksiądz będzie odbywał karę w oddziale terapeutycznym o określonej specjalizacji.

– Na poczet kary został mu zaliczony okres przebywania w areszcie od 15 listopada 2019 do 10 marca 2022 roku – mówi Anna Stelmach z biura prasowego Sądu Okręgowego w Lublinie.

Oskarżony dostał też dożywotni zakaz zajmowania wszelkich stanowisk, wykonywania wszelkich zawodów i działalności związanych z wychowaniem, edukacją, leczeniem małoletnich lub z opieką nad nimi. Sąd orzekł też 15-letni zakaz zbliżania się do pokrzywdzonych na odległość mniejszą niż 100 metrów i kontaktowania się z nimi. Tomasz F. ma też zapłacić jednemu z chłopców 50 tys. zł, a drugiemu 30 tys. zł tytułem zadośćuczynienia za wyrządzoną krzywdę.

– Postępowanie toczyło się za zamkniętymi drzwiami. Nie ma jeszcze uzasadnienia wyroku. Wniosek o jego sporządzenie został już złożony przez jedną ze stron – zaznacza Anna Stelmach.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Bydgoszcz: Ciała dwóch niemowląt w jednym z mieszkań. Prokuratura ujawnia nowe informacje

– Z naszych ustaleń wynika, że po porodzie bliźniąt, który miał miejsce w grudniu, kobieta zapadła na depresję poporodową. Była pod opieką lekarza, zażywała leki – poinformowała Agnieszka Adamska-Okońska z Prokuratury Okręgowej w Bydgoszczy. W poniedziałek służby znalazły ciała dwóch chłopców, mimo reanimacji nie udało się ich uratować. Z kolei matka w ciężkim stanie trafiła do szpitala.

Do zgonu niemowląt doszło w poniedziałek.

– Z okoliczności, które zostały ujawnione na miejscu zdarzenia wynika, że zgon dzieci mógł nie być naturalny, dlatego przyjęto wstępną kwalifikację z art. 148 kodeksu karnego. Na razie stan 40-letniej matki dzieci, która przebywa w szpitalu, nie pozwala na jej przesłuchanie – powiedziała prokurator Adamska-Okońska.

Z ustaleń prokuratury wynika, że kobieta mieszkała razem z mężem, pięcioletnią córeczką i 2-miesięcznymi chłopczykami. Wiadomo, że kobieta cierpiała na zaburzenia związane z depresją poporodową. Z tego powodu leczyła się i zażywała leki. Opiekował się nią mąż, ale we wtorek musiał wyjść. Mężczyzna poprosił sąsiadkę, aby za jakiś czas poszła do mieszkania.

Starsza siostra bliźniaków była w przedszkolu. Gdy sąsiadka weszła do mieszkania, znalazła w łóżeczkach niemowlęta, które nie dawały oznak życia. Natychmiast wezwała pogotowie ratunkowe.

Na miejsce przyjechali ratownicy medyczni i policjanci. Prowadzona przez ratowników długotrwała reanimacja zakończyła się niepowodzeniem. Stan kobiety był na tyle zły, że została przewieziona do szpitala. Według lekarzy była ona w stanie bezpośrednio zagrażającym życiu. Na ciałach chłopców nie stwierdzono obrażeń.

Dotychczas nie udało się śledczym przesłuchać męża kobiety, który z powodu „silnych przeżyć” przebywa w szpitalu.

– Na razie jest za wcześnie mówić, jak doszło do śmierci bliźniaków, bierzemy pod uwagę różne wersje – dodała rzeczniczka prokuratury.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Ksiądz aresztowany na 3 miesiące. Usłyszał zarzuty uprawiania seksu z nieletnimi chłopcami

Zarzuty dotyczące wykorzystania seksualnego dwu chłopców w wieku poniżej 15 lat postawiła prokuratura 50-letniemu księdzu Tomaszowi F. z Opola Lubelskiego (Lubelskie). Ksiądz został aresztowany na trzy miesiące. Ze względu na dobro pokrzywdzonych dzieci prokuratura nie ujawnia szczegółów sprawy.

Rzecznik prasowy archidiecezji lubelskiej ks. Adam Jaszcz w oświadczeniu napisał, że władze archidiecezji mają pełne zaufanie do działań prokuratury. Gdy świecki wymiar sprawiedliwości zakończy swoje procedury, sprawa zostanie przekazana do Stolicy Apostolskiej. Jeśli zarzuty się potwierdzą, nie ma na nie żadnego usprawiedliwienia – podkreślił.

Ks. Jaszcz tłumaczy w oświadczeniu, że kuria nie miała żadnych niepokojących informacji na temat niewłaściwych zachowań duchownego. Procedury nakazują w takich przypadkach natychmiastowe odsunięcie od pracy z nieletnimi. Od półtora roku ze względu na problemy osobiste ksiądz nie pracował jako wikariusz, mieszkał natomiast w domu parafialnym – napisał ks. Jaszcz.

Przy rozdzielaniu obowiązków został wpisany na stronę internetową jako duszpasterz harcerzy, jednak z informacji otrzymanych od proboszcza wiem, że w żadnym ze spotkań nie wziął udziału – zapewnił ks. Jaszcz.

Jeżeli zgłoszą się do nas rodzice poszkodowanych dzieci, postaramy się otoczyć ich opieką i udzielić potrzebnej pomocy. Ich dobro staje się teraz najwyższym priorytetem – głosi oświadczenie.

Jak podał na swojej stronie internetowej lubelski „Dziennik Wschodni”, ks. Tomasz F. był w ubiegłych latach przenoszony do kolejnych parafii. W latach 1997–2001 był w Piotrawinie. Stamtąd trafił do Krzczonowa, a następnie do Łęcznej. W 2011 r. przeniesiono go do parafii w Sernikach, skąd pięć lat później trafił do Podgórza. W 2017 r. uczestniczył w szkolnych uroczystościach w miejscowości Stołpie. Nieco ponad rok później był już w Opolu Lubelskim. Tam był szpitalnym kapelanem, opiekunem Koła Przyjaciół Radia Maryja i miejscowych harcerzy.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Pedofil Mariusz Trynkiewicz uhonorowany na festiwalu w Łodzi!

3 listopada w Łodzi odbędzie się festiwal tatuażu Tattoo Days. Organizatorzy reklamują wydarzenie możliwością spotkania ponad 300 tatuatorów z Polski i Europy, pokazami mody, burleską, koncertami a także wystawą pt.: „Twórczość zza krat”. W ramach tego wydarzenia, uczestnicy będą mogli „podziwiać” obrazy autorstwa Mariusza Trynkiewicza – skazanego za zabicie i molestowanie czterech chłopców z Piotrkowa Trybunalskiego. Co ciekawe, organizator zapewnia, że Tattoo Days jest „imprezą dla całych rodzin”, także dla najmłodszych.

3 listopada do Hali Expo w Łodzi zjadą tatuażyści z całej Europy. To właśnie tam odbędzie się 11. edycja Tattoo Days. Wydarzenie będzie obfitować w wiele atrakcji: pokazy mody, burleskę, mistrzostwa w strzyżeniu bród oraz koncerty (gwiazdą będzie Quebonafide). Nas jednak zainteresowała wystawa organizowana przez Polskie Muzeum Tatuażu, na której zostaną zaprezentowane prace polskich więźniów.

W zbiorach znalazły się także dzieła Mariusza Trynkiewicza. Organizator nie precyzuje, czy chodzi o „szatana z Piotrkowa”, być może mamy do czynienia ze zbieżnością nazwisk. Przy czym sam fakt wspominania o pedofilu, który z zimną krwią zabił czterech chłopców, a ich ciała spalił w lesie, jest kiepskim pomysłem na rozreklamowanie imprezy. Tym bardziej, że jeśli wierzyć opisowi – mogą w niej uczestniczyć całe rodziny.

Warto nadmienić, że w 2014 roku pod ostrzałem opinii publicznej znalazła się Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy, która jak ustalił dziennik.pl, sprzedawała na swoich aukcjach obrazy więźniów zakładu karnego w Strzelcach Opolskich, gdzie karę odbywał Trynkiewicz. Na licytację miały trafić także obrazy jego autorstwa, które namalował podczas zajęć arteterapii (wykorzystywanej w resocjalizacji). Fundacja tłumaczyła później, że obrazy przekazane przez zakład karny są zazwyczaj anonimowe. Nie wiadomo również przez kogo zostały kupione i za ile.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Księża znakowali wykorzystanych chłopców, żeby inni wiedzieli, że mogą molestować?

Niepozorny złoty krzyżyk. Taki wisiorek na szyji chłopca był znakiem w szajce księży pedofilii. W ten sposób zboczeńcy oznaczali swoje ofiary i dawali sygnał innym, że dziecko można dalej molestować. Szajka księży pedofilii działała przez lata. Miał o niej wiedzieć nawet biskup. Historię ofiar i ich drogi do sprawiedliwości we wstrząsającym reportażu opisał „Magazyn TVN 24”.

Konferencja prasowa w Pensylwanii, na której pojawił się prokurator generalny Josh Shapiro i kilkanaście ofiar molestowania to pokłosie raportu o przemocy seksualnej w amerykańskim kościele. Opublikowany raport ma 1400 stron. Opisuje 1000 ofiar molestowania i 301 księży pedofilów. Historie ofiar są dramatyczne. Część z nich milczała, cierpiąc w samotności. Jeden z wykorzystanych przed laty chłopców opisał analny gwałt, w trakcie którego ksiądz uszkodził mu kręgosłup. – To, co zrobił mi ten ksiądz, było gorsze niż gwałt. On zabił mój potencjał i tym samym zabił człowieka, którym miałem się stać – mówi po latach wykorzystany Joey.

Inna ofiara opowiedziała, kiedy jako ministrant zaprzyjaźniła się z młodym księdzem. Kapłan miał zapraszać chłopca na obiady i wspólne przejażdżki. Kiedy ksiądz zdobył zaufanie chłopca zaprosił go na spotkanie w sąsiedniej parafii. – Przez chwilę bacznie mu się przyglądali. Polecili, aby zdjął koszulkę. Wtedy zaczęli komentować między sobą, porównując chłopaka do ukrzyżowanego Chrystusa. Kazali mu zdjąć także spodnie, żeby – jak twierdzili – wierniej przypominał obnażonego z odzienia Jezusa. Jeden z księży wyciągnął aparat i zaczął robić chłopcu zdjęcia. Pozostali wlepiali w niego wzrok. W końcu powiedzieli, by rozebrał się również z bielizny – opisuje „Magazyn TVN 24”.

Duchowni mieli jeszcze jeden makabryczny zwyczaj. Swoim ulubionym ofiarom wręczali złote łańcuszki z krzyżem. To nie był zwykły prezent. Był to znak dla innych pedofilów. Informował, że dziecko było jest wykorzystane, jest znieczulone na molestowanie i dla pozostałych zboczeńców stanowi łatwiejszą ofiarę.
Źródło info i foto: se.pl

Niemcy: Konduktor-pedofil skazany na 7,5 roku więzienia

Na siedem i pół roku więzienia skazał w poniedziałek sąd na południowym zachodzie Niemiec konduktora, który w latach 2013-2017 ponad 200 razy dopuścił się napaści seksualnych, w tym gwałtów, wobec sześciu chłopców. Oskarżony, 48-letni mężczyzna z miejscowości na południowym zachodzie kraju związkowego Badenia-Wirtembergia, złożył wyczerpujące zeznania, dzięki czemu jego ofiary nie musiały zeznawać przed sądem – przekazał rzecznik sądu we Fryburgu Bryzgowijskim.

W okresie między czerwcem 2013 roku a październikiem 2017 roku mężczyzna pracując jako konduktor pociągu zaczepiał chłopców w wieku od 12 do 17 lat, w tym – jak podaje regionalny dziennik „Badische Zeitung” – 17-letniego uchodźcę.

Według prokuratury oskarżony najpierw budował relację ze swoimi ofiarami, oferując im papierosy i alkohol, a później zapraszał je do swojego domu i żądał od nich seksu w formie „zapłaty”. Niektórym wykorzystanym przez siebie chłopcom dawał później pieniądze.

Mężczyzna był już karany za podobne przestępstwa – w 2016 roku otrzymał wyrok 10 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu. Ogłoszony w poniedziałek wyrok uwzględniał także tamtą karę.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

USA: Dwulatek postrzelił dwoje innych dzieci. Policja przesłuchuje opiekunkę

Dwulatek z amerykańskiego Dearborn na przedmieściach Detroit przypadkowo postrzelił dwoje innych dzieci – informują tamtejsze media. Nie jest jasne, w jaki sposób doszło do tragedii.

Wszystko rozegrało się w środę rano ok. godziny 10 lokalnego czasu w jednym z domów dziennej opieki nad dziećmi. Przebywało w nim wówczas od 6 do 8 maluchów. W pewnym momencie jeden z nich – dwulatek – we wciąż niewyjaśnionych okolicznościach nacisnął spust i postrzelił dwóch trzyletnich chłopców.

Obaj trafili do szpitala. – Jeden z nich został ranny w ramię. Jego stan jest stabilny i wiele wskazuje na to, że wróci do pełni zdrowia – powiedział porucznik Gary Mann z lokalnej policji. – Drugi natomiast doznał obrażeń twarzy i jest w dużo poważniejszym stanie – dodał.

Trwa śledztwo

Przesłuchano już kobietę, pod opieką której znajdowały się dzieci – także jej. Żadne z nich nie zostało jednak poszkodowane. Śledczy rozmawiali również z dziećmi, które były świadkami zdarzenia. Funkcjonariusze nie ujawniają jednak na razie informacji, w jaki sposób przechowywana była broń oraz jakim cudem trafiła ona w ręce malca. Jak dotąd nikogo nie zatrzymano, podobnie jak nikomu nie postawiono w tej sprawie żadnych zarzutów.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Ksiądz molestował dzieci na wakacjach? Został zatrzymany

Ksiądz z Gdyni usłyszał dwa zarzuty molestowania dwóch nastolatków. Policja zatrzymała 38-latka, a prokurator postawił mu zarzuty. Jest też złożony wniosek o tymczasowe aresztowanie duchownego. 38-letni duchowny miał molestować seksualnie dwóch nastolatków. Jeden z pokrzywdzonych ma mniej niż 15 lat. Miało do tego dochodzić w tym roku między innymi podczas biwaku. Ksiądz jest jednocześnie harcmistrzem i organizował wyjazdy z grupą harcerzy.

Do prokuratury zgłosiła się matka jednego z chłopców. Pokrzywdzeni zostali przesłuchani w obecności sądu i psychologa. Policja zatrzymała duchownego, a prokurator postawił mu dwa zarzuty przeciwko wolności seksualnej.

„Podejrzany został przesłuchany, złożył wyjaśnienia i przyznał się do winy. Zapadała decyzja o skierowaniu wniosku o tymczasowe aresztowanie wobec podejrzanego. Prokuratura będzie teraz czekać na decyzję sądu” – mówi trójmiejskiej „Gazecie Wyborczej” prokurator Grażyna Wawryniuk z Prokuratury Okręgowej w Gdańsku.

Za molestowanie nieletnich poniżej 15. roku życia grozi 12 lat więzienia.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Ateny: Młodzi migranci prostytuują się ulicach miasta

Prostytucja na ulicach Aten to proceder, w którym coraz częściej uczestniczą chłopcy, którzy przybyli do Europy z Bliskiego Wschodu – alarmuje CNN. Stacja przytacza historię jednego z chłopców, który oferuje swoje ciało za pieniądze. Ali (jego imię zostało zmienione) ma 17 lat, przybył do Grecji z Afganistanu. Chłopiec opowiedział stacji, że przybył do Europy w poszukiwaniu lepszego życia, z nadzieją, że w przyszłości uda mu się ściągnąć do siebie także matkę, która pozostała w Afganistanie.

CNN wskazuje, że chłopiec utrzymuje się z prostytucji, nie ma bowiem ani gdzie mieszkać, ani za co żyć. Stacja wskazuje, że w centrum Aten jest wielu młodych imigrantów, którzy podobnie jak Ali oferują usługi seksualne za pieniądze.

Jak podaje CNN, młodzi chłopcy są zachęcani przez handlarzy ludźmi do prostytucji, by w ten sposób zarobić pieniądze na opłacenie przemytników, którzy pomogą im dotrzeć do innego europejskiego kraju, w którym będą mogli ubiegać się o azyl. Stacja wskazuje, że problem prostytucji wśród młodych imigrantów jest niezauważany przez greckie władze. Według danych greckich urzędów, w Grecji przebywa ok. 1200 migrantów, oczekujących na schronienie. Jak jednak wskazuje CNN, takich osób może być znacznie więcej.
Żródło info i foto: interia.pl

Nowe informacje dotyczące brutalnego napadu na Polaków w Wielkiej Brytanii

Pięciu chłopców w wieku 15 i jeden w wieku 16 lat, podejrzanych o brutalne morderstwo Polaka w Harlow, zostało zwolnionych za kaucją do 7 października – informuje serwis ibtimes.com. Warunki zwolnienia nie zostały upublicznione.

Do ataku doszło w sobotni wieczór. Tuż przed północą dwóch Polaków pizzę na placu handlowym the Stow, gdy zostali zaatakowani przez grupę dwudziestu kilku nastolatków, chłopaków i dziewczyn. „To lokalny gang, znany dobrze mieszkańcom tej części miasta – wbrew policyjnych zapewnieniom, że to spokojna okolica” – podkreśla PAP.

Konrad Jagodziński z ambasady w Londynie powiedział, że placówka współpracuje z brytyjską policją. Ambasada wzywa też wszystkich świadków zdarzenia, aby skontaktowali się ze śledczymi.

Polski konsul spotkał się z przedstawicielami policji z hrabstwa Essex, w którym doszło do zabójstwa. – Z informacji, które uzyskał od strony brytyjskiej, wynika, że w tym momencie trwa zbieranie materiału dowodowego i formalna identyfikacja zmarłego. Policja apeluje do wszystkich, którzy byli świadkami zdarzenia, o kontakt z policją – wyjaśnił dyrektor biura prasowego MSZ Rafał Sobczak. Jak zapewnił, sprawa jest traktowana przez stronę brytyjską priorytetowo.

Pytany o motywy zabójstwa, Sobczak powiedział, że „policja brytyjska nie wyklucza, iż motywem działania osób w związku z tragicznym zdarzeniem mogły być pobudki ksenofobiczne, wciąż jednak trwa śledztwo”. – Czekamy na pełen raport strony brytyjskiej – dodał.

Jak podkreślił, w środę polski ambasador w Wielkiej Brytanii wraz z przedstawicielem brytyjskiego rządu oraz lokalnych władz złożył kwiaty w miejscu tragedii.

Rodzina otrzyma wsparcie

– Przewidziane jest również spotkanie ambasadora i konsula z rodziną zmarłego Polaka. W zależności od zgody rodziny w spotkaniu być może weźmie także udział przedstawiciel brytyjskich władz – informował Sobczak. Według niego rodzina zmarłego otrzyma wsparcie polskich władz, podczas spotkania zostaną również przekazane kondolencje.

Dyrektor biura prasowego poinformował też, że polski urząd konsularny wysłał pismo do lokalnych władz z prośbą o wsparcie w sprawie incydentów ksenofobicznych w Essex.

– Każdorazowo w przypadku tego typu zdarzeń prosimy naszych rodaków o informowanie policji, ale także apelujemy o kontaktowanie się z naszą placówką. Polskie służby dyplomatyczne i konsularne podejmują stosowne działania, weryfikują także na bieżąco doniesienia medialne o każdym zdarzeniu, które może mieć charakter ksenofobiczny – mówił Sobczak.

Według niego brytyjska policja w związku ze zdarzeniami o podłożu ksenofobicznym i z uwagi na działania podejmowane przez polskie służby konsularne podjęła kontakt z organizacjami polonijnymi w Wielkiej Brytanii.

– Największa liczba incydentów o podłożu ksenofobicznym została odnotowana w pierwszych tygodniach po ogłoszeniu wyników referendum z 23 czerwca, w którym Brytyjczycy opowiedzieli się za opuszczeniem Unii Europejskiej – informował Sobczak.

Przypomniał, że czołowi brytyjscy politycy, w tym były premier David Cameron i obecna szefowa brytyjskiego rządu Theresa May, potępili tego rodzaju wydarzenia. – Ten temat jest również podejmowany w rozmowach z naszymi brytyjskimi partnerami – dodał. Sobczak zaznaczył, że jednym z priorytetów rządu Beaty Szydło, MSZ i ministra spraw zagranicznych Witolda Waszczykowskiego jest ochrona interesów Polaków mieszkających za granicą.

Brytyjska prasa stawia pytania

Sprawa brutalnego morderstwa komentowana jest przez brytyjskie gazety. Dzienniki stawiają pytanie, czy było to morderstwo na tle narodowościowym. Piszą, że w okolicy napięta atmosfera panowała już od jakiegoś czasu.

„Zamordowany przez tłum nastolatków za to, że był Polakiem” – to tytuł na pierwszej stronie dzisiejszego tabloidu „The Sun”. Policja jest jednak ostrożniejsza i nie przesądza tej kwestii, informując tylko, że morderstwo na tle narodowościowym to jeden z tropów dochodzenia.

Historia czterdziestoletniego mężczyzny trafiła też na pierwszą stronę „Guardiana”. Gazeta cytuje słowa lokalnego nauczyciela, który uważa, że niekoniecznie uprzedzenia narodowościowe były głównym motywem zabójstwa.

– Od dawna mamy problemy z młodzieżą przesiadującą tu po zmierzchu – przekonuje rozmówca gazety.

Brytyjskie media podkreślają, że tylko w tym miesiącu policja reagowała na siedem zgłoszeń w sprawie wykroczeń określanych tu szeroko jako zachowania antyspołeczne. Chodzi na przykład o drobne kradzieże czy bójki.

Tymczasem dziennik „The Times” przypomina w tym kontekście niedawne podpalenie altanki przy polskim domu w Plymouth i sklepu z jedzeniem ze Wschodniej Europy w Norwich.

Brat ofiary: to mój dom

„Daily Mail” przytacza wypowiedź 34-letniego brata Arkadiusza J., Radosława: „Spędzał z moimi dziećmi dużo czasu. Były ze mną w szpitalu – cały czas płakały. Brat był z nimi blisko. Był bardzo rodzinny”.

Sam Arkadiusz J. nie miał dzieci. Mieszkał w Anglii od czterech lat, pracował w Harlow w fabryce, przy produkcji mięsa. Jak mówi jego bratowa, słabo mówił po angielsku. Miał być z tego powodu nieraz narażony na zaczepki.

„Arek zszedł na dół kupić pizzę – po raz pierwszy tak zrobił. Normalnie, zamówiłby ją do domu, ale z jakiegoś powodu poszedł ją kupić i wtedy to się stało” – opowiada Radosław, który mieszka w Harlow od 12 lat.

Stwierdza następnie, że młode nastolatki są agresywne i że sytuacja pogorszyła się po zagłosowaniu Brytyjczyków o wyjściu z UE. Nie rozważa jednak powrotu do Polski.

„Powiedziałem mu: Arek, przyjeżdżaj. Pomogę Ci znaleźć pracę. Chciał zostać (…) Mam dwoje dzieci, mamy brytyjskie paszporty. To mój dom” – cytuje jego wypowiedź „The Guardian”.

Matka ofiary, która również mieszka w Anglii, na wieść o tragicznym zdarzeniu miała wrócić z wakacji.

Marsz ku pamięci

Przyjaciele Arkadiusza organizują marsz, który w sobotę przejdzie ulicami Harlow. Marsz ma się rozpocząć na placu The Stow, gdzie doszło do pobicia Polaka, o godz. 16 czasu miejscowego (godz. 17 w Polsce). Wieczorem społeczność chrześcijańska planuje zorganizowanie czuwania w miejscowym kościele.

– Znałem Arka, znam jego brata i ich mamę… To był spokojny chłopak – wspomina w rozmowie z PAP Eric Hind, jeden z organizatorów sobotniego marszu. – Ten marsz organizujemy po to, aby oddać mu hołd i powiedzieć głośno o problemach, które istnieją w Harlow. To, co się stało z Arkiem, to wynik tego, że zbyt długo nikt nic nie mówił, trzymaliśmy to w sobie – podkreślił.

– Chcę, żebyśmy pokazali, że problem jest realny – i nie dotyczy tylko Polaków. Równie dobrze mogłoby chodzić o Rumunów, homoseksualistów, czarnoskórych. Rasizm, dyskryminacja nadal istnieją. Jesteśmy regularnie poniżani żartami i komentarzami – tłumaczył Hind.

Jak zaznaczył, liczy na to, że marsz odbędzie się w kompletnej ciszy. – Już słyszeliśmy pomysły o flagach, racach… Nie chcę tego – wolę, żeby to był cichy marsz, który pokaże naszą siłę i solidarność. Mieszkam tu 14 lat, mam córkę, która jest Brytyjką i nie zamierzam się stąd ruszać – powiedział stanowczo.

„Obrażali Polaków”

Jedna z mieszkanek przyznała w rozmowie z polskimi mediami, że słyszała, jak napastnicy obrażali Polaków ze względu na ich narodowość. Policja wciąż jeszcze nie potwierdza, czy to polska narodowość była główną przyczyną ataku, traktując to jako jeden z wątków śledztwa.

Przybyły na miejsce patrol policji znalazł obu mężczyzn – 40-letniego Arkadiusza J. i jego 43-letniego kolegę – nieprzytomnych, leżących na chodniku. Obaj zostali natychmiast zabrani do szpitala.

Młodszy z nich zmarł w poniedziałek wieczorem w Addenbrooke Hospital w Cambridge w wyniku odniesionych ran głowy. Starszy został wypisany po krótkiej hospitalizacji i jest w szoku – samego wydarzenia nie pamięta, bo ocknął się dopiero w szpitalu.

Brytanii. Nowe informacje
• MSZ: będzie pomoc dla rodziny Arkadiusza J.
• Sześciu podejrzanych o morderstwo nastolatków zostało zwolnionych za kaucją
• Warunki zwolnienia nie zostały upublicznione
• Polska ambasada wzywa wszystkich świadków zdarzenia, aby skontaktowali się z policją
• Sprawa morderstwa komentowana jest przez brytyjskie gazety
• Brat ofiary: spędzał z moimi dziećmi dużo czasu, był bardzo rodzinny
• Mieszkańcy Harlow składają hołd i kwiaty w miejscu tragedii
Pięciu chłopców w wieku 15 i jeden w wieku 16 lat, podejrzanych o brutalne morderstwo Polaka w Harlow, zostało zwolnionych za kaucją do 7 października – informuje serwis ibtimes.com. Warunki zwolnienia nie zostały upublicznione.

Brutalny napad na Polaków w Wielkiej Brytanii
Do ataku doszło w sobotni wieczór. Tuż przed północą dwóch Polaków pizzę na placu handlowym the Stow, gdy zostali zaatakowani przez grupę dwudziestu kilku nastolatków, chłopaków i dziewczyn. „To lokalny gang, znany dobrze mieszkańcom tej części miasta – wbrew policyjnych zapewnieniom, że to spokojna okolica” – podkreśla PAP.

Sprawdź co likwiduje haluksy
Korektor do stóp zrobiony ze specjalistycznego plastiku ortopedycznego
#
Reklama BusinessClick

Konrad Jagodziński z ambasady w Londynie powiedział, że placówka współpracuje z brytyjską policją. Ambasada wzywa też wszystkich świadków zdarzenia, aby skontaktowali się ze śledczymi.

Polski konsul spotkał się z przedstawicielami policji z hrabstwa Essex, w którym doszło do zabójstwa. – Z informacji, które uzyskał od strony brytyjskiej, wynika, że w tym momencie trwa zbieranie materiału dowodowego i formalna identyfikacja zmarłego. Policja apeluje do wszystkich, którzy byli świadkami zdarzenia, o kontakt z policją – wyjaśnił dyrektor biura prasowego MSZ Rafał Sobczak. Jak zapewnił, sprawa jest traktowana przez stronę brytyjską priorytetowo.

Pytany o motywy zabójstwa, Sobczak powiedział, że „policja brytyjska nie wyklucza, iż motywem działania osób w związku z tragicznym zdarzeniem mogły być pobudki ksenofobiczne, wciąż jednak trwa śledztwo”. – Czekamy na pełen raport strony brytyjskiej – dodał.

Jak podkreślił, w środę polski ambasador w Wielkiej Brytanii wraz z przedstawicielem brytyjskiego rządu oraz lokalnych władz złożył kwiaty w miejscu tragedii.

Rodzina otrzyma wsparcie

– Przewidziane jest również spotkanie ambasadora i konsula z rodziną zmarłego Polaka. W zależności od zgody rodziny w spotkaniu być może weźmie także udział przedstawiciel brytyjskich władz – informował Sobczak. Według niego rodzina zmarłego otrzyma wsparcie polskich władz, podczas spotkania zostaną również przekazane kondolencje.

Dyrektor biura prasowego poinformował też, że polski urząd konsularny wysłał pismo do lokalnych władz z prośbą o wsparcie w sprawie incydentów ksenofobicznych w Essex.

– Każdorazowo w przypadku tego typu zdarzeń prosimy naszych rodaków o informowanie policji, ale także apelujemy o kontaktowanie się z naszą placówką. Polskie służby dyplomatyczne i konsularne podejmują stosowne działania, weryfikują także na bieżąco doniesienia medialne o każdym zdarzeniu, które może mieć charakter ksenofobiczny – mówił Sobczak.

Według niego brytyjska policja w związku ze zdarzeniami o podłożu ksenofobicznym i z uwagi na działania podejmowane przez polskie służby konsularne podjęła kontakt z organizacjami polonijnymi w Wielkiej Brytanii.

– Największa liczba incydentów o podłożu ksenofobicznym została odnotowana w pierwszych tygodniach po ogłoszeniu wyników referendum z 23 czerwca, w którym Brytyjczycy opowiedzieli się za opuszczeniem Unii Europejskiej – informował Sobczak.

Przypomniał, że czołowi brytyjscy politycy, w tym były premier David Cameron i obecna szefowa brytyjskiego rządu Theresa May, potępili tego rodzaju wydarzenia. – Ten temat jest również podejmowany w rozmowach z naszymi brytyjskimi partnerami – dodał. Sobczak zaznaczył, że jednym z priorytetów rządu Beaty Szydło, MSZ i ministra spraw zagranicznych Witolda Waszczykowskiego jest ochrona interesów Polaków mieszkających za granicą.

Brytyjska prasa stawia pytania

Sprawa brutalnego morderstwa komentowana jest przez brytyjskie gazety. Dzienniki stawiają pytanie, czy było to morderstwo na tle narodowościowym. Piszą, że w okolicy napięta atmosfera panowała już od jakiegoś czasu.

„Zamordowany przez tłum nastolatków za to, że był Polakiem” – to tytuł na pierwszej stronie dzisiejszego tabloidu „The Sun”. Policja jest jednak ostrożniejsza i nie przesądza tej kwestii, informując tylko, że morderstwo na tle narodowościowym to jeden z tropów dochodzenia.

Historia czterdziestoletniego mężczyzny trafiła też na pierwszą stronę „Guardiana”. Gazeta cytuje słowa lokalnego nauczyciela, który uważa, że niekoniecznie uprzedzenia narodowościowe były głównym motywem zabójstwa.

– Od dawna mamy problemy z młodzieżą przesiadującą tu po zmierzchu – przekonuje rozmówca gazety.

Brytyjskie media podkreślają, że tylko w tym miesiącu policja reagowała na siedem zgłoszeń w sprawie wykroczeń określanych tu szeroko jako zachowania antyspołeczne. Chodzi na przykład o drobne kradzieże czy bójki.

Tymczasem dziennik „The Times” przypomina w tym kontekście niedawne podpalenie altanki przy polskim domu w Plymouth i sklepu z jedzeniem ze Wschodniej Europy w Norwich.

Brat ofiary: to mój dom

„Daily Mail” przytacza wypowiedź 34-letniego brata Arkadiusza J., Radosława: „Spędzał z moimi dziećmi dużo czasu. Były ze mną w szpitalu – cały czas płakały. Brat był z nimi blisko. Był bardzo rodzinny”.

Sam Arkadiusz J. nie miał dzieci. Mieszkał w Anglii od czterech lat, pracował w Harlow w fabryce, przy produkcji mięsa. Jak mówi jego bratowa, słabo mówił po angielsku. Miał być z tego powodu nieraz narażony na zaczepki.

„Arek zszedł na dół kupić pizzę – po raz pierwszy tak zrobił. Normalnie, zamówiłby ją do domu, ale z jakiegoś powodu poszedł ją kupić i wtedy to się stało” – opowiada Radosław, który mieszka w Harlow od 12 lat.

Stwierdza następnie, że młode nastolatki są agresywne i że sytuacja pogorszyła się po zagłosowaniu Brytyjczyków o wyjściu z UE. Nie rozważa jednak powrotu do Polski.

„Powiedziałem mu: Arek, przyjeżdżaj. Pomogę Ci znaleźć pracę. Chciał zostać (…) Mam dwoje dzieci, mamy brytyjskie paszporty. To mój dom” – cytuje jego wypowiedź „The Guardian”.

Matka ofiary, która również mieszka w Anglii, na wieść o tragicznym zdarzeniu miała wrócić z wakacji.

Marsz ku pamięci

Przyjaciele Arkadiusza organizują marsz, który w sobotę przejdzie ulicami Harlow. Marsz ma się rozpocząć na placu The Stow, gdzie doszło do pobicia Polaka, o godz. 16 czasu miejscowego (godz. 17 w Polsce). Wieczorem społeczność chrześcijańska planuje zorganizowanie czuwania w miejscowym kościele.

– Znałem Arka, znam jego brata i ich mamę… To był spokojny chłopak – wspomina w rozmowie z PAP Eric Hind, jeden z organizatorów sobotniego marszu. – Ten marsz organizujemy po to, aby oddać mu hołd i powiedzieć głośno o problemach, które istnieją w Harlow. To, co się stało z Arkiem, to wynik tego, że zbyt długo nikt nic nie mówił, trzymaliśmy to w sobie – podkreślił.

– Chcę, żebyśmy pokazali, że problem jest realny – i nie dotyczy tylko Polaków. Równie dobrze mogłoby chodzić o Rumunów, homoseksualistów, czarnoskórych. Rasizm, dyskryminacja nadal istnieją. Jesteśmy regularnie poniżani żartami i komentarzami – tłumaczył Hind.

Jak zaznaczył, liczy na to, że marsz odbędzie się w kompletnej ciszy. – Już słyszeliśmy pomysły o flagach, racach… Nie chcę tego – wolę, żeby to był cichy marsz, który pokaże naszą siłę i solidarność. Mieszkam tu 14 lat, mam córkę, która jest Brytyjką i nie zamierzam się stąd ruszać – powiedział stanowczo.

„Obrażali Polaków”

Jedna z mieszkanek przyznała w rozmowie z polskimi mediami, że słyszała, jak napastnicy obrażali Polaków ze względu na ich narodowość. Policja wciąż jeszcze nie potwierdza, czy to polska narodowość była główną przyczyną ataku, traktując to jako jeden z wątków śledztwa.

Przybyły na miejsce patrol policji znalazł obu mężczyzn – 40-letniego Arkadiusza J. i jego 43-letniego kolegę – nieprzytomnych, leżących na chodniku. Obaj zostali natychmiast zabrani do szpitala.

Młodszy z nich zmarł w poniedziałek wieczorem w Addenbrooke Hospital w Cambridge w wyniku odniesionych ran głowy. Starszy został wypisany po krótkiej hospitalizacji i jest w szoku – samego wydarzenia nie pamięta, bo ocknął się dopiero w szpitalu.

„Znaliśmy się dwa lata”

W poniedziałek wieczorem na the Stow spotkała się grupa Polaków, którzy znali ofiarę zabójstwa.

– Znaliśmy się dwa lata. Arek był bardzo miły, ciepły, życzliwy – wspominała łamiącym się głosem jedna z kobiet, która pracowała w tej samej firmie. – Dotychczas oglądaliśmy telewizję, coś słyszeliśmy o atakach na Polaków, ale kiedy bezpośrednio to nas dotyka, to cała perspektywa się zmienia. Ciężko będzie po tym tutaj żyć, patrzeć na siebie – dodała.

Jak relacjonowali zgromadzeni, zaatakowani Polacy przyszli na the Stow po to, by zrobić sobie krótką przerwę w malowaniu mieszkania przygotowywanego do wizyty matki jednego z nich. W ciągu kilku minut zostali skatowani.

W toku śledztwa policja zatrzymała dotychczas sześciu nastolatków w wieku 15-16 lat, z czego pięciu zostało wypuszczonych za kaucją. Szósty pozostaje w areszcie.

– Ze wstępnych ustaleń wynika, że ofiary jadły razem posiłek i rozmawiały, kiedy zostały skonfrontowane przez grupę około 15-20 nastolatków, zarówno chłopaków, jak i dziewczyn. Według naszej wiedzy nie wszystkie te osoby brały udział w ataku i wierzymy, że część z nich będzie w głębokim szoku, wiedząc, do czego to doprowadziło – powiedział starszy oficer śledczy Al Pitchen.

Z kolei superintendent Andy Mariner zapewnił, że policja wzmocniła ochronę części miasta, w której mieszkają Polacy, aby zapobiec ewentualnym dalszym atakom.

To nie pierwszy atak

Mieszkający w Harlow Polacy przyznali, że to nie pierwszy raz, kiedy stali się ofiarami ataków lub wyzwisk ze strony Brytyjczyków. Jak wspominali, do podobnego ataku doszło zaledwie kilka tygodni wcześniej, kiedy dwaj mężczyźni – również Polacy – trafili z ciężkimi obrażeniami do szpitala. – To nie jest bezpieczna okolica – podkreślali rozmówcy.

– Pracowałam tutaj u bukmachera, na rogu tego placu. Kręci się tu pełno osób, które są pijane, pod wpływem narkotyków i jak usłyszą, że nie jesteś Anglikiem, to rzucają wszelakimi wyzwiskami – mówiła Mirosława Gust-Majdzińska.

– Po Brexicie to się nasiliło. To efekt tego, że Cameron mówił, że Polacy przychodzą tu po benefity, zabierają pracę, wysyłają zasiłki dla dzieci do Polski. Wtedy ludzie zaczęli najbardziej nienawidzić Polaków – powiedziała.

Z kolei właściciel lokalnego sklepu „U Polaka” Jacek Góra zbierał wczesnym wieczorem podpisy na polskiej fladze, którą chce położyć na miejscu zdarzenia, żeby uczcić pamięć ofiary. – Ta flaga będzie symbolizowała naszą pamięć o Arku. Był moim klientem, znałem go, widziałem go codziennie. Był tutaj nawet w sobotę, krótko przed tym, jak to się zdarzyło – mówił.

– Myślę, że problem niekoniecznie wynika z rasizmu czy niechęci wobec Polaków, ale problemów z młodzieżą. To byli młodzi ludzie, 15 i 16 lat. To nie jest spokojna okolica, wszyscy wiedzą, jak tu jest, ale wiadomo, nie jesteśmy w swoim kraju, musimy na to patrzeć z dystansem – opowiadał. Jak przyznał, pomimo sobotniego ataku nie planuje powrotu do Polski.

Radni z rządzącej miastem Partii Pracy zapewniali, że władze Harlow zrobią wszystko, aby zapobiec dalszym incydentom.

„Szok dla wszystkich”

– To szok dla wszystkich. Statystycznie ta część dzielnicy ma największą liczbę obcokrajowców, pracowników z Europy Środkowej. Mamy z nimi dobre relacje, spotykamy ich często w lokalnym kościele – podkreślał Danny Purton, który przyszedł porozmawiać z lokalną społecznością o tragicznych wydarzeniach sobotniej nocy.

Inna radna, Waida Forman, przyznała, że ataki na Polaków mogą być związane z czerwcowym referendum ws. wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej.

– Dla wielu ludzi Brexit był tym, co uruchomiło ich nienawiść. Nie wiemy jeszcze, czy to był atak bezpośrednio motywowany narodowością ofiar czy nie, ale te wszystkie wypowiedzi Nigela Farage’a o migrantach… Łatwo jest po prostu mówić, że przyjeżdżają tutaj, zabierają pracę, kosztują budżet, ale to po prostu nie jest prawda – podkreślała.

Harlow to głosujące na Partię Pracy ponad 80-tysięczne miasteczko w południowo-wschodniej Anglii, które jednak opowiedziało się w referendum za wyjściem z Unii Europejskiej. Polacy, jak w wielu miejscach Wielkiej Brytanii, stanowią tu najliczniejszą mniejszość narodową. Według oficjalnych statystyk z 2013 roku mieszka ich tu ponad 1,5 tys.
Żródło info i foto: wp.pl