Gwałt na dziecku w toalecie aquaparku. Pedofil bywał tam regularnie

Pedofil, który w sobotę zgwałcił we wrocławskim aquaparku 12-letniego chłopca, był tam częstym gościem – twierdzą dziennikarze jednego z lokalnych portali ze stolicy Dolnego Śląska. Jak wynika z ich ustaleń, mężczyzna miał nawet wyrobioną imienną kartę. Przemysław K. pokazał ją przy wchodzeniu do obiektu, tuż przed potwornym przestępstwem, którego dopuścił się w toalecie. Do brutalnego ataku na dziecko w basenowej toalecie doszło wczesnym popołudniem 16 lipca na terenie aquaparku przy ul. Borowskiej. Gwałciciela nie odstraszyły nawet tłumy gości, które przebywały wtedy na terenie obiektu. Umieszczone w pobliżu wejścia do toalety kamery zarejestrowały moment, gdy mężczyzna wychodzi z niej po dokonaniu przestępstwa.

– W wyniku zdarzenia chłopiec odniósł obrażenia ciała, które spowodowały u niego uszczerbek na zdrowiu w postaci naruszenia czynności narządu ciała lub rozstroju zdrowia na czas nie dłuższy niż siedem dni – brzmi komunikat Prokuratury Okręgowej we Wrocławiu.

Organy ścigania ustaliły, że prawdopodobnym sprawcą jest Przemysław K. Mężczyznę szybko zatrzymano i skierowano do tymczasowego aresztu na trzy miesiące. Teraz grozi mu do 12 lat więzienia.

Wrocław. Gwałt na dziecku w toalecie aquaparku

– Ustalenie, kim jest ten człowiek, nie było specjalnie trudne, bo chwilę wcześniej wchodził do obiektu, pokazując swoją imienną kartę – czytamy na łamach portalu. Wynika z tego, że Przemysław K. mógł być częstym gościem wrocławskiego obiektu i korzystać ze stref, w których przebywały też dzieci.

Basenowe toalety i szatnie pod nadzorem pracowników

Śledczy zajmą się teraz ustalaniem, czy w aquaparku przy Borowskiej dochodziło już wcześniej do przypadków molestowania. Osoby zatrudnione w obiekcie są uczulane, by zwracać szczególną uwagę na przestrzeń obiektu, która nie jest monitorowana, w tym np. toalety i prysznice, a zarząd spółki dodatkowo przeprowadził z pracownikami rozmowę na temat bezpieczeństwa.

Portal tuwroclaw.com ujawnia, że podejrzany o doprowadzenie małoletniego poniżej lat 15 do obcowania płciowego został nagrany przez monitoring. To dzięki jego zapisom udało się określić, kto jest podejrzanym. Jak przekazał wrocławskiemu portalowi rzecznik aquaparku Patryk Załęczny, cały teren znajduje się pod nadzorem niemal 300 kamer, a o spokój na basenie oprócz firmy ochroniarskiej dbają również ratownicy i personel sprzątający. Mimo tego nie udało się uniknąć najczarniejszego scenariusza.
Źródło info i foto: interia.pl

8-letni Mateusz wyszedł z domu i nie wrócił. Dwaj mężczyźni skazani

Twarz 8-letniego Mateusza Domaradzkiego obiegła w 2006 r. ogólnopolskie media. Chłopiec z Rybnika nagle zaginął, a szeroko zakrojone poszukiwania nie przyniosły rezultatu. I choć ciała nie znaleziono, prokuratura i sądy doszły do wniosku, że dziecko nie żyje, a za jego śmierć odpowiada dwóch dwudziestokilkulatków. „Sprawa niewątpliwie należy do wyjątkowych” – przyznał kilka lat po zaginięciu chłopca Sąd Apelacyjny w Katowicach.

Poniedziałek, 6 lutego 2006 r. Rybnik. Trwają właśnie zimowe ferie. 8-letni Mateusz Domaradzki ok. godz. 14 wychodzi z domu i idzie na pobliską górkę, tzw. „deptę”, by pojeździć na plastikowej desce. Jest zimno, chłopiec ma na sobie dwie pary spodni, czarne kozaki, kurtkę.

Mateusz ginie bez śladu. Dosłownie zapada się pod ziemię. Po południu alarm wszczyna matka chłopca, Barbara. Zawiadamia policję.

Barbara, matka Mateusza: Jeszcze było jasno, na górce nie było żadnych dzieci. Już mnie wtedy taki lęk ogarnął. Wołałam „Mateuszek”, ale jakaś taka martwa cisza była. Jeszcze szukałam go potem na lodowisku, na świetlicy, nigdzie go nie było. Nigdy tak wcześniej nie było, żebym szukała Mateusza tak wcześnie, ale jakoś w ten dzień miałam złe przeczucia. Jakoś coraz bardziej się bałam.

Członkowie rodziny, znajomi Mateusza, funkcjonariusze rozpoczynają poszukiwania. Sprawdzane są przystanki autobusowe, nocne sklepy, recepcje hoteli, noclegownia, kawiarnie, markety.

Jeszcze przed północą do akcji wkracza pies tropiący. Temperatura -18 stopni, zmrożony śnieg. Pies nie podejmuje śladu. Matka chłopca: Wszystko żeśmy obeszli. Dzieci z nami szukały, ludzie się dołączyli. Byliśmy i na górce, i za torami, ale nigdzie Mateusza nie było. Nikt go nie widział. (…) Ja nie wiem, o której wróciłam do domu, chyba była gdzieś trzecia w nocy, jak mnie odwieźli policjanci.

Poszukiwania prowadzone są też kolejnego dnia. Dworce, restauracje typu fast-food, stacje paliw, piwnice, strychy, nabrzeże rzeki Ruda, torowisko kolejowe, łąki, tereny leśne, pustostany, szpitale. Rozmowy z dziesiątkami osób, kierowcami autobusów, kierownikami pociągów. Wciąż nic.

We wtorek o godz. 7 rano rodzice Mateusza składają na komendzie oficjalne zawiadomienie o zaginięciu syna.

Wzrost: 120 cm. Włosy krótkie, ciemny blond. Twarz podłużna, czoło niskie, oczy brązowe, mały, wąski nos, uszy średnie, przylegające, po lewej stronie górnej szczęki brak „trójki”. Blizna po zabiegu laryngologicznym na czubku nosa.

Posterunkowy w rubryce „zamiłowania, upodobania” wpisuje: „posiadał zdolności artystyczne, należał do świetlicy opiekuńczej w kole tanecznym”.

Matka Mateusza zajmuje się domem, ojciec pracuje jako operator koparki. Oprócz chłopca wychowują jeszcze trójkę dzieci. Ojciec zeznaje, że w trakcie ferii Mateusz z własnej woli wstawał o 5.30 rano i przygotowywał tacie kanapki i kawę do pracy.

Jan, ojciec Mateusza: W naszym domu panuje taki zwyczaj, że każde dziecko przed wyjściem z domu zapyta się, czy może gdzieś wyjść, powie, gdzie chce wychodzić i na jak długo. Dzieci stosują się do tych naszych pozwoleń. Barbara: Mateusz jest dzieckiem raczej spokojnym, w szkole nie ma z nim problemów wychowawczych, na początku tego roku szkolnego miał trudności z nauką, ale na półrocze była znaczna poprawa.

Wychowawczyni chłopca zeznaje, że rzeczywiście miał problemy w szkole, nie potrafił się skupić, często nie odrabiał zadań, zapomniał o szkolnych przyborach. Nigdy natomiast nie skarżył się jej na żadne problemy w domu. Według niej Mateusz miał w rodzinie oparcie.

Nigdy wcześniej nie zdarzyło się też, by Mateusz nie wrócił na noc. Tylko kilka miesięcy temu pojawił się w domu późno, ok. godz. 21, bo poszedł odwiedzić kolegów.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Niemcy: Zakończono poszukiwania chłopca. Akcja trwała 8 dni

Szczęśliwy finał poszukiwań 8-letniego chłopca w Oldenburgu w Niemczech. Został znaleziony żywy po 8 dniach od zaginięcia. Chłopiec wczołgał się do kanału kanalizacyjnego. Chłopiec, który w mediach jest nazywany „Joe”, zaginął 17 czerwca. Wtedy ruszyły poszukiwania prowadzone przez policję i straż pożarną.

Po 8 dniach jeden ze strażaków usłyszał wołanie dziecka z kanału kanalizacyjnego położonego 300 metrów od domu chłopca. Tam właśnie znalazł wystraszonego Joe. Dziecko od razu zostało przetransportowane do szpitala. 8-latek był wychłodzony, ale nie odniósł żadnych poważniejszych obrażeń.

Najważniejsze jest to, że chłopiec żyje i że jest w dobrych rękach w szpitalu. Wszyscy możemy odetchnąć z ulgą – powiedział szef lokalnej policji Johann Kuhme. Ojciec 8-latka przekazał, że dochodzi on do siebie. Okazało się, że chłopiec sam wszedł do kanału kanalizacyjnego, po czym stracił orientację i nie umiał wrócić do domu.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Półtoraroczny chłopiec spędził kilka godzin w rozgrzanym aucie. Dziecko nie żyje

Do tragicznego zdarzenia doszło w Szczecinie. Niestety mimo reanimacji nie udało się uratować życia maleńkiego chłopca, który spędził kilka godzin w zamkniętym samochodzie. Jak podaje RM FM, 38-letnia mieszkanka Szczecina zawiozła rano starsze dziecko do przedszkola. Następnie pojechała do pracy i tam zostawiła swój samochód. Przed godziną 17 udała się do żłobka, by odebrać z niego młodszego syna. Na miejscu dowiedziała się, że w tym dniu w ogóle nie przywiozła dziecka do placówki. Po powrocie do samochodu kobieta zauważyła, że na tylnym siedzeniu pasażera znajduje się jej półtoraroczne dziecko. Chłopiec przebywał więc w aucie od samego rana.

Na miejsce wezwano służby, które przeprowadziły reanimację chłopca. Niestety nie udało się uratować życia dziecka. Śledztwo w sprawie prowadzi policja pod nadzorem prokuratury. Rodzina objęta została pomocą psychologiczną.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

4-latek próbował wyjść przez balkon, żeby się pobawić. Rodzice pijani

Kobieta przechodząca w niedzielę przez jedno z tarnobrzeskich osiedli zauważyła na balkonie 4-latka. Chłopiec wołał ją, aby zabrała go na plac zabaw, ponieważ rodzice śpią pijani. Dzięki szybkiej reakcji, dziecku została udzielona pomoc. W niedzielę 15 maja kobieta przechodząca około godz. 16 obok jednego z bloków przy ul. Wyspiańskiego w Tarnobrzegu zauważyła chłopca, który bawi się sam na balkonie i wychyla się przez barierki. Mieszkanka Tarnobrzega zgłosiła sprawę policji.

Gdy policjanci pojawili się we wskazanym miejscu, zauważyli kobietę z dzieckiem na rękach. Ustalili oni, że 4-letni chłopiec, widząc kobietę, zawołał do niej: „Ciocia, weź mnie na plac zabaw, bo rodzice śpią pijani”, po czym zaczął wspinać się po barierkach balkonowych. Kobieta starała się namówić chłopca, by wrócił do mieszkania, jednak obawiając się o jego bezpieczeństwo, próbowała sama dostać się do mieszkania. Weszła do środka i zabrała 4-latka.

Gdy policjanci weszli do mieszkania, w którym przebywało dziecko, w łóżku znaleźli 29-letnią matkę chłopca oraz 54-letniego mężczyznę. Po zbadaniu ich trzeźwości okazało się, że kobieta miała 0,64 promila alkoholu we krwi, natomiast ojciec dziecka 1,24 promila. Chłopiec był głodny, więc mundurowi kupili mu jedzenie, a z uwagi na kiepski stan opiekunów, 4-latek trafił pod opiekę rodziny.

O całym zdarzeniu zostanie poinformowany sąd rodzinny, a dzielnicowi oraz Miejski Ośrodek Pomocy Rodzinie będą monitorować sytuację rodziców dziecka. Jeśli okaże się, że chłopiec był narażony przez opiekunów na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia, może im grozić do pięciu lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

16-miesięczne dziecko trafiło do szpitala ze śladami pobicia. Konkubent matki w areszcie

Do szpitala w Sosnowcu z poważnymi obrażeniami głowy trafił 16-miesięczny chłopiec. Lekarze niezwłocznie powiadomili policję, która zatrzymała konkubenta matki. 28-latek usłyszał zarzuty i trafił do tymczasowego aresztu. Kilka dni temu do szpitala dziecięcego w Sosnowcu trafił 16-miesięczny chłopiec. Dziecko przywiozła jego matka, która była zaniepokojona zachowaniem syna. Według niej dziecko miało zasinienia na głowie.

Po przeprowadzonych badaniach lekarze stwierdzili poważne obrażenia głowy. Według medyków, wobec dziecka stosowano przemoc, w związku z czym została zawiadomiona policja.

„Policjanci ustalili, że kilka dni wcześniej dziecko było pod opieką konkubenta 21-letniej kobiety, który zamieszkuje w Będzinie. Policjanci z Sosnowca błyskawicznie przekazali otrzymaną informację będzińskim stróżom prawa, którzy przystąpili do zatrzymania 28-letniego mieszkańca miasta. Policjanci zabezpieczyli telefon komórkowy mężczyzny oraz matki dziecka” – informuje st. sierż. Marcin Szopa, oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji w Będzinie.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Zapadł wyrok ws. zabójstwa miesięcznego Victora. Rodzice skazani

Przed Sądem Okręgowym w Gliwicach zapadł wyrok w procesie małżeństwa z Rudy Śląskiej, oskarżonego w sprawie zabójstwa ich miesięcznego syna Victora i znęcania się nad starszą córką Victorią. Mariusz Sz. został skazany na dożywocie, natomiast wobec jego żony Aleksandry sąd zmienił kwalifikację czynu i wymierzył jej karę łagodniejszą niż tę, której domagała się prokuratura. Wyrok jest nieprawomocny.

Proces ruszył w marcu ubiegłego roku i toczył się z wyłączeniem jawności, co sąd uzasadniał dobrem Victorii. Wniosek w tej sprawie złożyła reprezentująca dziewczynkę kuratorka. Poparły go wszystkie strony procesu. O nieprawomocnym orzeczeniu, które ogłosił gliwicki sąd, poinformowała w poniedziałek jego rzeczniczka Agata Dybek-Zdyń. – Sąd wymierzył ojcu karę łączną dożywocia, a matce – pięciu lat pozbawienia wolności. W jej przypadku doszło do zmiany opisu kwalifikacji prawnej – powiedziała sędzia.

Nie wiadomo, czy oskarżenie odwoła się od wyroku wobec matki. Karina Spruś z Prokuratury Okręgowej w Gliwicach powiedziała, że został złożony wniosek o sporządzenie pisemnego uzasadnienia wyroku, decyzja w sprawie ewentualnej apelacji jednak jeszcze nie zapadła.
Źródło info i foto: tvn24.pl

USA: Zwłoki dziecka w zamrażarce

Ciało około 4-letniego chłopca znalazła w garażowej zamrażarce policja z Las Vegas. Pomogła w tym notatka, którą siostra zmarłego przyniosła do szkoły. Matka dzieci pisała w niej, że partner przetrzymuje ją w domu wbrew jej woli. Niepokoiło ją, że od dawna nie widziała swojego syna. Matka dwójki dzieci twierdziła w liście, że od wielu dni nie widziała swojego 4-letniego synka i nie wie, co mogło się z nim stać. Była przekonana, że ktoś wyrządził krzywdę jej dziecku i że chłopiec nie żyje – relacjonował na konferencji porucznik Ray Spencer, cytowany przez CBS News. Po zawiadomieniu ze szkoły policjanci zaczęli obserwację okolicę wskazanego domu. We wtorek 22 lutego rano zauważyli, że wychodzi z niego dwoje dorosłych – matka uczennicy, która dała nauczycielom list i jej partner, zidentyfikowany później jako 35-letni Brandon Toseland. Mundurowi zatrzymali samochód pary.

– W trakcie naszej rozmowy kobieta opisała, że była maltretowana przez partnera, z którym mieszkała. Pytała, co stało się z jej synem, którego ostatni raz widziała 11 grudnia – przekazał mediom Spencer. – Mówiła też, że Toseland zabraniał jej wchodzić do niektórych części domu, w tym do garażu – dodał.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Duchowny oskarżony o molestowanie chłopca skazany

Zapadł wyrok w sprawie księdza oskarżonego o molestowanie chłopca. Został skazany na 2 lata w zawieszeniu, musi zapłacić grzywnę i zadośćuczynienie, dostał też zakaz zbliżania się do pokrzywdzonego. O wyroku poinformował w piątek PAP Instytut Ordo Iuris, który reprezentował pokrzywdzonego. Jego prawnicy wnosili o wymierzenie oskarżonemu bezwzględnej kary 5 lat pozbawienia wolności.

Zawieszony w czynnościach kapłańskich ksiądz został uznany przez sąd pierwszej instancji winnym wykorzystania małoletniego poniżej 15 lat i wymierzył mu karę 2 lat pozbawienia wolności w zawieszeniu na 5 lat – przekazali prawnicy Ordo Iuris.

Pokrzywdzonego, dziś już dorosłego mężczyznę, reprezentowali adwokaci Jerzy Kwaśniewski i Maciej Kryczka.

Nie ujawniono, w jakim sądzie zapadł wyrok, w jakiej diecezji i parafii pracował sprawca oraz skąd pochodzi pokrzywdzony. Sąd wyłączył jawność postępowania, więc musimy chronić anonimowość jego uczestników – wyjaśniono.

Do przestępstw popełnionych przez duchownego dochodziło w latach 2009-2011, a prawnicy Ordo Iuris reprezentowali mężczyznę od lipca 2020 r. Na wniosek prawników Instytutu, do postępowania przed sądem przystąpiła tzw. Państwowa Komisja ds. Pedofilii. Skazany został objęty nadzorem kuratora oraz dożywotnim zakazem prowadzenia działalności związanej z edukacją, wychowaniem i leczeniem małoletnich. Musi również zapłacić 8 tys. zł grzywny, 30 tys. zł zadośćuczynienia i ponad 3 tys. zł kosztów sądowych. Otrzymał również zakaz kontaktów z pokrzywdzonym oraz zbliżania się do niego na odległość poniżej 50 m przez okres 7 lat – przekazał Instytut.

Dodał, że w ramach tej instytucji działa zespół, którego celem jest pomoc ofiarom nadużyć seksualnych. Osoby potrzebujące reprezentacji prawnej mogą skorzystać z infolinii Ordo Iuris (tel. 690 070 150), działającej w każdy piątek od 10 do 18.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Śmiertelne potrącenie 4-latka w Gorzowie Wielkopolskim. Wzruszająca prośba rodziny

Pogrzeb 4-letniego Piotrusia odbędzie się w sobotę. Chłopiec został śmiertelnie potrącony przez pirata drogowego w Gorzowie Wielkopolskim. Rodzina skierowała wzruszającą prośbę do osób, które chcą pożegnać czterolatka. Śmierć chłopca wstrząsnęła mieszkańcami. W miejscu wypadku zapalali znicze i zostawiali maskotki, aby upamiętnić Piotrusia.

Pogrzeb 4-letniego Piotrusia odbędzie się 16 października o godz. 14 na cmentarzu przy ul. Żwirowej w Gorzowie – podał serwis gorzowianin.com. Przekazano również prośbę rodziny skierowaną do osób, które przyjdą pożegnać tragicznie zmarłego chłopca. „Rodzina chłopca prosi, aby osoby, które chcą i będą uczestniczyć w ostatniej drodze tragicznie zmarłego Piotrusia, przyniosły białe balony wypełnione helem, które zostaną następnie wypuszczone w niebo” – czytamy w poście zamieszczonym na stronie serwisu w mediach społecznościowych.

W sprawie wypadku toczy się śledztwo. Kierowca uciekł z miejsca zdarzenia, ale policja już następnego dnia aresztowała podejrzanego. To 38-letni mężczyzna. Został ujęty w jednym z gorzowskich hoteli. Mężczyzna nie stawiał oporu, został przewieziony na komisariat.

38-letni kierowca z zarzutami

We wtorek śledczy przesłuchali 38-latka w prokuraturze. Postawili mu zarzuty. Mężczyzna odpowie za spowodowanie śmiertelnego wypadku i ucieczkę z miejsca zdarzenia.

– W czasie przesłuchania mężczyzna przyznał się do tego zarzutu i złożył wyjaśnienia. Podejrzanemu grozi od dwóch do 12 lat więzienia. To jest ta zaostrzona forma, ze względu na ucieczkę z miejsca zdarzenia – przekazał w rozmowie z TVN24 Łukasz Gospodarek, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Gorzowie Wielkopolskim. Sąd zdecydował o tymczasowym trzymiesięcznym areszcie dla podejrzanego.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl