Warszawa: Znany kucharz zadźgał kolegę i zakopał w lesie. Nowe szczegóły zbrodni

35-letni kucharz jednej z najbardziej znanych warszawskich restauracji został przez Prokuraturę Okręgową w Warszawie oskarżony o zabójstwo, do którego najprawdopodobniej doszło w sylwestrową noc. Między mężczyznami doszło do sprzeczki „na tle obyczajowym”. W zacieraniu śladów i ukryciu ciała mężczyźnie pomagał kolega. Zwłoki ujawniono kilka tygodni po zbrodni, zakopane w lesie w Aninie.

– Prokurator oskarżył Tomasza B. o dokonanie zabójstwa w zamiarze bezpośrednim, w warunkach powrotu do przestępstwa, ponieważ oskarżony był karany sądownie za umyślne przestępstwo podobne i odbywał karę pozbawienia wolności. Pawłowi Z. prokurator zarzucił pomocnictwo w zacieraniu śladów przestępstwa i w ukryciu zwłok oraz niepowiadomienie organów ścigania o zbrodni zabójstwa. W chwili skierowania aktu oskarżenia do sądu wobec obu mężczyzn stosowany był środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania – podała prok. Aleksandra Skrzyniarz z Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

Ofiara zbrodni, 34-letni Dariusz K., był przez kilka tygodni uznawany za zaginionego.

„Nasz drogi Daro zaginął 31 grudnia. Od tego czasu nie kontaktował się z nikim, jego telefon i wszystkie komunikatory milczą” – poinformowała rodzina Dariusza. Na początku stycznia w mediach społecznościowych. Utworzono zbiórkę pieniędzy na opłacenie usług prywatnego detektywa. Ustalono, że ostatniego dnia grudnia ok. godz. 6 rano 34-letni Dariusz widziany był na ulicy Marymonckiej.

Wieczór przed zaginięciem Dariusz K. spędził w towarzystwie swojej przyjaciółki Moniki w jej mieszkaniu przy ul. Marymonckiej. W spotkaniu brał udział także 35-letni Tomasz B. i 38-letni Paweł Z. Kobieta wyprosiła gości około północy – mężczyźni skierowali się do mieszkania Pawła Z., przy tej samej ulicy i tam pili alkohol. O tym, co działo się dalej, śledczy wiedzą z relacji B. i Z., zatrzymanych w połowie lutego przez funkcjonariuszy Wydziału Terroru Kryminalnego i Zabójstw Komendy Stołecznej Policji.

Z materiałów śledztwa wynika, że nad ranem Paweł Z. zasnął. Wtedy między Dariuszem K. i Tomaszem B. doszło do sprzeczki „na tle obyczajowym”, w wyniku której Tomasz B. zaczął okładać pięściami kolegę. Z relacji B. wynika, że podczas awantury Dariusz K. miał rzucić się na niego z nożem w dłoni, jednak silniejszy od rywala B. wyrwał mu ostre narzędzie i w odwecie dźgnął go. Sekcja zwłok wykazała, że Tomasz B. musiał zadać Dariuszowi K. nie jeden, a co najmniej kilka ciosów nożem. Ofiara miała na rękach obrażenia wskazujące na to, że broniła się przed kolejnymi uderzeniami. Sprawca dźgał pokrzywdzonego głównie w twarz, ale także w ramiona i klatkę piersiową. Jednak to cios w szyję okazał się być śmiertelny. Ofiara miała także liczne złamania żeber, łopatki i kości biodrowej, uszkodzone w wyniku pobicia m.in. wątrobę i płuca.

Odgłosy awantury zbudziły gospodarza, który zastał leżące w kałuży krwi zwłoki Dariusza K. i Tomasza B. siedzącego obok. Mężczyźni – jak twierdzą – byli w szoku i dalej spożywali alkohol. Nie wiadomo dokładnie którego dnia po zabójstwie postanowili zawinąć zwłoki w dywan, który szczelnie owinęli folią malarską. Paweł Z. miał wszystko w domu, bo planował remont.

Śledczym udało się potwierdzić, że 4 stycznia 2021 roku Tomasz B. kupił samochód kombi Volvo V70. Pożyczył też od znajomego łopatę, wyjaśniając, że planuje zakopać zwłoki psa. Kupionym na potrzeby przestępstwa autem wywiózł Pawłem Z. zwłoki w okolice Międzylesia. Zakopali je w dole o głębokości około 80 cm.

Sprzedał mieszkanie i planował wyjazd

Volvo zostało natychmiast sprzedane na złom, pod pretekstem nieodwracalnych uszkodzeń. Ale tego dowodu nie pochłonął żar hutniczego pieca. Kupujący volvo uznał, że usterka została spowodowana celowo, naprawił pojazd i sprzedał. Auto zostało zabezpieczone na potrzeby prokuratorskiego śledztwa, poddano je oględzinom i pobrano próbki do badań.

O podejrzeniu, że poszukiwany od grudnia Dawid K. nie żyje, poinformował policję i prokuraturę prywatny detektyw, wynajęty przez krewnych ofiary. Śledztwo zostało wszczęte 9 lutego. Policjanci z „terroru”, których od razu zaangażowano w sprawę, ustalili, że Tomasz B. sprzedał swoje mieszkanie za 210 tys. zł i planuje wyjazd za granicę. 34-latek został zatrzymany 12 lutego, gdy wychodził od notariusza. Pieniądze, które otrzymał za sprzedaż mieszkania, zostały zabezpieczone na potrzeby śledztwa. Pawła Z. policjanci zatrzymali następnego dnia.

Miejsce ukrycia zwłok wskazał policji Tomasz B. W trakcie tzw. wizji lokalnej to samo miejsce pokazał także Paweł Z. Obok zakopanego ciała Dariusza K. był także jego plecak z rzeczami osobistymi oraz nóż, prawdopodobne narzędzie zbrodni.

Kucharz restauracji „U Fukiera” 

Mężczyźni na początku przyznali się do winy, ale w kolejnych wyjaśnieniach Tomasz B. próbował całą winę wziąć na siebie, zapewniając prokuratora, że Paweł Z. nie miał pojęcia o dokonanej w jego domu zbrodni zabójstwa. Podobne wyjaśnienia przy powtórnym przesłuchaniu złożył także drugi podejrzany, ale prokurator nie dał im wiary. Biegli, którzy badali poczytalność oskarżonych, orzekli, że obaj wiedzieli, co robią i mogą odpowiadać przed sądem.

Z materiałów śledztwa wynika, że główny oskarżony Tomasz B. jest z wykształcenia kucharzem i przed zatrzymaniem pracował w restauracji „U Fukiera” na warszawskim Starym Mieście. W 2018 roku był skazany za przez Sąd Okręgowy w Warszawie za udział w bójce, siedział w więzieniu 10 miesięcy. Wyszedł w sierpniu 2020 roku. Za zabójstwo Dariusza K. grozi mu dożywocie.

Paweł Z. również był w przeszłości karany. Za przestępstwa poplecznictwa i niezawiadomienie o popełnieniu przestępstwa, które zarzuca mu prokurator, grozi mu do 5 lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Ciało zaginionej 68-latki z Sosnowca wyłowiono z rzeki

Tragiczny finał poszukiwań pani Marii (68 l.) z Sosnowca. Kobieta zaginęła 3 lipca. Przebywała wówczas z rodziną na terenie zielonym za osiedlem Bór w Sosnowcu. Policjanci, otrzymawszy informację o jej zniknięciu, rozpoczęli poszukiwania. W akcję zaangażowani byli m.in. strażacy. Niestety, finał poszukiwań jest tragiczny. Kobieta nie żyje.

Pani Maria przebywała z bliskimi na terenach zielonych za osiedlem Bór w Sosnowcu. Kobieta nie skontaktowała się z rodziną, dlatego też rozpoczęto poszukiwania. W akcję zaangażowanych było wiele jednostek, m.in. policja z Sosnowca i Katowic, straż pożarna, żołnierze WOT, grupa ratownicza, Specjalistyczna Grupa Ratownictwa Wodno-Nurkowego z Bytomia. Niestety, finał jest tragiczny. Po kilku dniach znaleziono ciało kobiety. – Zwłoki 68-latki znajdowały się w rzece. Okoliczności śmierci kobiety wyjaśni sekcja zwłok – mówi Sonie Kepper z sosnowieckiej Komendy Miejskiej Policji. Mundurowi apelują, aby szczególnie teraz w czasie upałów zwracać uwagę na osoby starsze.
Źródło info i foto: se.pl

Poszukiwana 37-latka urodziła dziecko w lesie. Ciało noworodka odnaleziono w zaroślach

Przez kilka godzin policjanci ze Starogardu Gdańskiego poszukiwali 37-latki w zaawansowanej ciąży. W tym czasie kobieta urodziła, a noworodek zmarł w nieznanych okolicznościach. W środowy wieczór policjanci ze Starogardu Gdańskiego zaczęli szukać 37-letniej kobiety w zaawansowanej ciąży, która zaginęła. Kiedy ją odnaleźli, okazało się, że zdążyła urodzić.

Kobieta poinformowała mundurowych, gdzie jest noworodek. Okazało się jednak, że dziecko nie żyje. Jego ciało leżało w zaroślach nieopodal ulicy Władysława Jagiełły.

Sekcja zwłok dziecka

– Matka została zatrzymana, a obecnie przebywa w policyjnym areszcie – powiedziała polsatnews.pl prok. Grażyna Wawryniuk z gdańskiej Prokuratury Okręgowej.

Jak dodała, w czwartek o godz. 10:00 rozpoczęła się sekcja zwłok noworodka. – Aby poznać przyczyny jego śmierci, musimy poczekać przynajmniej na wstępne wyniki sekcji. Jeśli będzie to możliwe, biegły po jej zakończeniu opracuje wstępne wnioski – dodała Wawryniuk.
Źródło info i foto: interia.pl

Z rzeki wyłowiono ciało zaginionej 36-letniej obywatelki Ukrainy

W trakcie akcji poszukiwawczej nad rzeką Rawką w Kurzeszynie w województwie łódzkim w środę 30 czerwca odnalezione zostały zwłoki 36-letniej obywatelki Ukrainy. Jej zaginięcie zostało zgłoszone we wtorek 29 czerwca przez pracodawcę kobiety. Policjanci prowadzą postępowanie w sprawie.

„Informacja od pracodawcy o zaginięciu kobiety wpłynęła do policjantów z Rawy 29 czerwca 2021 roku. Z relacji wynikało, że 36-letnia obywatelka Ukrainy w niedzielne popołudnie wyszła nad rzekę Rawka w Kurzeszynie (województwo łódzkie). Do miejsca zamieszkania nie powróciła” – czytamy w komunikacie Komendy Powiatowej Policji w Rawie Mazowieckiej.

Jak wynika z relacji funkcjonariuszy, zaniepokojony gospodarz posesji, w której mieszkała młoda kobieta, zawiadomił policję we wtorek 29 czerwca po tym, jak nie wróciła ona do domu znad rzeki. Służby rozpoczęły akcję poszukiwawczą w środę 30 czerwca.

„30 czerwca 2021 roku policjanci wraz z funkcjonariuszami Państwowej Straży Pożarnej w Rawie Mazowieckiej, Ochotniczej Straży Pożarnej w Rawie oraz OSP w Kurzeszynie pojechali w rejon rzeki celem poszukiwań. Użyto również śmigłowca policyjnego” – relacjonowała policja.

Po kilkugodzinnych poszukiwaniach służbom udało się odnaleźć zwłoki kobiety w rzece Rawce. Przetransportowano je na brzeg, po czym funkcjonariusze ustalili, że ciało należy do 36-letniej obywatelki Ukrainy, której szukali. Na miejscu zdarzenia pojawił się również prokurator z Rawy Mazowieckiej. Pod jego nadzorem śledczy zajęli się zabezpieczeniem ciała do sekcji zwłok, a także śladów, które zostały znalezione w rejonie miejsca, w którym zlokalizowano ciało.

Policja zajmie się teraz śledztwem, które ma na celu wyjaśnienie przyczyny oraz okoliczności śmierci młodej kobiety. Policja nie wykluczyła jeszcze żadnego z możliwych scenariuszy – nie wiemy, czy do zdarzenia doszło w wyniku wypadku. Nie wyklucza się również tezy dotyczącej udziału osób trzecich.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

31-latka, która przyniosła martwe niemowlę na komisariat zostanie skazana na dożywocie?

Kara dożywotniego więzienia grozi 31-letniej mieszkance Gdańska, podejrzanej o zabójstwo swojej dwumiesięcznej córeczki. Kobieta przyniosła martwe niemowlę na komisariat policji i przyznała, że je zabiła. O postawieniu 31-latce zarzutu zabójstwa poinformowała rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Gdańsku Grażyna Wawryniuk. Przesłuchanie kobiety odbyło się w szpitalu na oddziale psychiatrycznym, gdzie podejrzana przebywa po jej zatrzymaniu.

Kobieta przyznała się do winy i złożyła wyjaśnienia. Na tym etapie śledztwa nie ujawniamy treści wyjaśnień podejrzanej – dodała Wawryniuk. Prokuratura wystąpi do sądu o areszt tymczasowy dla kobiety w warunkach szpitalnych.

Uduszenie przyczyną śmierci

Wstępna opinia sekcji zwłok 2-miesięcznej dziewczynki wskazała, że przyczyną jej śmierci było gwałtowne uduszenie. 31-letnia kobieta przyniosła martwe niemowlę w czwartek wieczorem na jeden z komisariatów policji w Gdańsku. Powiedziała funkcjonariuszom, że zabiła dziecko. Na miejscu policjanci podjęli akcję reanimacyjną, ale niemowlęcia nie udało się uratować.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Płońsk: Zwłoki noworodka zawinięte w torebki! Ktoś próbował je zakopać

Ciało noworodka znaleziono w Płońsku na cmentarzu w pobliżu parku miejskiego. Było zawinięte w torebki i zapakowane do worka na śmieci. Ktoś próbował je zakopać w starym bezimiennym grobie, którym opiekuje się jeden z mieszkańców Płońska. To on powiadomił grabarza, a ten po odgarnięciu ziemi szpadlem ujawnił ciało noworodka. Sprawą zajęły się policja i prokuratura w Płońsku.

Jak informuje Płońsk w Sieci, ciało noworodka znaleziono na cmentarzu w pobliżu parku miejskiego w Płońsku. Ktoś próbował je zakopać w starym bezimiennym grobie zlokalizowanym nieopodal bramy głównej od strony ul. Wolności. Mogiłą opiekuje się jeden z mieszkańców Płońska, który powiadomił o wszystkim grabarza.

Jak informuje Płońsk w Sieci, ciało noworodka znaleziono najprawdopodobniej w czwartek 24 czerwca. Na miejscu pracowały już policja i śledczy prokuratury w Płońsku, która nie udziela jeszcze szczegółowych informacji na temat zdarzenia.

– Ciało noworodka, chłopczyka, zabezpieczono do dalszych badań, mam na myśli głównie sekcję zwłok w celu ustalenia, czy dziecko urodziło się żywe, czy też nie. Zabezpieczono również materiał DNA do ewentualnych dalszych badań genetycznych – mówi „Kurierowi Mazowieckiemu” Iwona Śmigielska-Kowalska, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Płocku.
Źródło info i foto: se.pl

Wielka Brytania: 68-latek zamordował żonę z zazdrości

68-letni Leslie Winnister – jeden z dyrektorów komunikacyjnego giganta BT – zabił swoją żonę. Wszystko przez niefortunny SMS kobiety do znajomego fachowca. Zeznania Brytyjczyka z chwili zbrodni są przerażające. Tragiczny finał nieporozumienia w Wielkiej Brytanii. 68-letni dyrektor w brytyjskim gigancie komunikacyjnym BT Group zabił swoją żonę przez SMS wysłany do zaznajomionego fachowca.

Mężczyzna zabił żonę marmurową deską do krojenia. Bił nią kobietę po głowie tak długo, aż ta przestała się ruszać. By mieć pewność, że kobieta nie żyje, 68-latek podciął jej gardło. Następnie Leslie Winnister udał się w zakrwawionych ubraniach do pobliskiego baru. Po wypiciu sporej dawki alkoholu udał się na cmentarz. Tam namierzyli go śledczy, których przywitał słowami „miałem dziś ciężki dzień panowie”. Ciało zmarłej Suznane Winnister odnaleziono w wartym 1,5 miliona funtów domu w dzielnicy Baxley. Jak orzekli śledczy, kobieta miała straszliwe obrażenia głowy oraz okolic szyi.

Gdy mężczyzna wytrzeźwiał, przystąpiono do przesłuchania. Jak zeznał służbom Wielkiej Brytanii, pierwsze problemy w małżeństwie zaczęły się w 2019 roku, po tym, jak kobieta w wiadomości wysłała mężczyźnie znak „buziaka”, co rozsierdziło 68-letniego Leslie Winnistera.

Mężczyzna przypuszczał, że jego żona ma romans. Raz nawet skonfrontował się z majstrem, gdy ten pojawił się w ich mieszkaniu. Winnister wybił wtedy szyby, a mężczyźnie groził łomem. Policja nie zajęła się sprawą, bo fachowiec nie złożył żadnej skargi.

To jednak przelało czarę goryczy. Suzanne kazała mężowi opuścić dom i zamieszkać w hotelu. Ten, jak przyznał przed sądem, przystał na prośbę, jednak nie mieszkał tam zbyt długo. Po czasie spotkał się z żoną, która zauważyła, że mężczyzna schudł i wygląda na zaniedbanego. Pozwoliła mu wrócić do domu.

Wielka Brytania. Zabójstwo z zazdrości. Ciało znalazła rodzina
Dwa dni później Leslie Winnister pobił żonę na śmierć. Brak kontaktu z Suzanne zaniepokoił jej rodzinę, która pojechała do posiadłości małżeństwa. Tam znaleźli kobietę w kałuży krwi. Obok leżała deska do krojenia i nóż, którym Leslie podciął gardło żonie.

Brytyjska sędzia orzekła o psychicznym podłożu choroby 68-latka. Jak przyznała, takie orzeczenie wydano jednak stanowczo za późno. Leslie Winnister został skazany na bezterminową odsiadkę w specjalistycznym szpitalu pod nadzorem lekarzy. To oni mają zdecydować kiedy i czy w ogóle Winnister kiedykolwiek wyjdzie na wolność.
Źródło info i foto: wp.pl

Nowy Meksyk: Brutalne morderstwo w parku

W niedzielę w jednym z parków w Las Cruces w Nowym Meksyku (USA) odkryto ciało mężczyzny bez głowy i jednego palca. Policja szybko odnalazła sprawcę zbrodni, okazał się nim 25-letni Joel Arciniega-Saenz, który jeszcze kilka dni wcześniej mieszkał z ofiarą. Młody mężczyzna przyznał się do winy. W minioną niedzielę policjanci z Las Cruces otrzymali zgłoszenie o ludzkich zwłokach leżących przy Madrid Avenue. Na miejscu znaleziono ciało mężczyzny pozbawione głowy i środkowego palca prawej ręki. Ofiara miała wiele ran kłutych – podaje Interia. 

Według lokalnej stacji ABC 7 funkcjonariusze błyskawicznie wytypowali potencjalnego sprawcę – Joel Arciniega-Saenz odpoczywał niedaleko miejsca zbrodni. Miał plamy krwi na ubraniu, obok niego, w ziemię był wbity nóż – narzędzie zbrodni. Mężczyzna przyznał się do zbrodni.

Miał okraść parę, doszło do kłótni

Zamordowanym okazał się 51-letni James Garcia, który znał sprawcę. Arciniega-Saenz zeznał, że on, jego żona i Garcia jeszcze kilka dni przed morderstwem, mieszkali razem. W pewnym momencie 51-latek miał okraść parę. Arciniega-Saenz wytropił mężczyznę i skonfrontował się z nim w parku.

Przy Madird Avenue doszło do kłótni. W pewnym momencie 25-latek miał chwycić nóż sprężynowy należący do Garcii, zadać mu kilka ciosów, a następnie odciąć głowę. Arciniega-Saenz dodał, że ciało mężczyzny przeciągnął bliżej ulicy, a jego głowę „wykorzystał jako piłkę”. Mężczyzna miał „strzelić” w ten sposób w co najmniej kilkanaście przejeżdżających samochodów. Zatrzymany czeka na proces. Sędzia zdecydowała się na areszt bez możliwości wpłacenia kaucji.

Został oskarżony o morderstwo po raz drugi

Media zauważają, że to nie pierwszy raz, gdy Arciniega-Saenz jest oskarżony o morderstwo. Śledczy twierdzą, że po raz pierwszy zabił w 2017 r. w motelu Town House w Las Cruces. W wyniku strzelaniny zginął wówczas 21-letni Benjamin Isaac Montoya.

Lokalna stacja WHIO TV przypomina, że w sprawie było dużo niewiadomych – prokuratura oparła akt oskarżenia na zeznaniach świadków, nigdy nie znaleziono też narzędzia zbrodni. Mimo tego, że jedynymi osobami, które mogły zastrzelić Montoyę był Arciniega-Saenz i jego partnerka, to sprawa została oddalona.

– Byłam wściekła, że wypuszczono potwora. Modliłam się, żeby nikogo nie spotkało już coś tak potwornego, by nie zniszczył życia innej rodzinie. Gdy przeczytałam o ostatnim morderstwie pomyślałam sobie: „imię sprawcy brzmi bardzo znajomo” – powiedziała stacji KFOX Krystal Montoya, siostra zabitego 21-latka.

– Nie chcę by znowu wyszedł na wolność, by znowu skrzywdził kolejną rodzinę. On musi trafić za kratki. Kropka – dodała Montoya.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Chorzów: Po pożarze hali znaleziono zwłoki mężczyzny z raną postrzałową

Ciało mężczyzny znaleziono podczas akcji gaśniczej hali produkcyjnej w Chorzowie. Ogień pojawił się w poniedziałek rano. Jedna z rozpatrywanych wersji mówi o tym, że mogło tam dojść do zbrodni. Ciało mężczyzny znaleziono podczas akcji gaśniczej wczoraj wieczorem. Na miejscu pojawili się policjanci oraz prokurator. Mężczyzna miał ranę głowy. Według naszych informacji strzał miał paść z broni czarnoprochowej. Na razie jej nie odnaleziono.

Rzeczniczka śląskiej straży pożarnej mł. bryg. Aneta Gołębiowska informowała w poniedziałek, że palił się obiekt, m.in. z pomieszczeniami warsztatowymi o wymiarach 20 na 50 metrów i wysokości 4 metrów. Urząd miasta podał, że w hali składowane były też tekstylia. Na miejsce skierowano 16 zastępów straży pożarnej i jednostkę ratownictwa chemicznego, która badała jakość powietrza.

„Z informacji otrzymanych od Plutonu Chemicznego Straży Pożarnej z Katowic wynika, że zagrożenie dla mieszkańców nie występuje. Oczywiście z powodu pożaru w centrum miasta jest odczuwalny nieprzyjemny zapach” – napisano w poniedziałek na facebookowym profilu chorzowskiego urzędu miasta.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Belgia: Znaleziono ciało poszukiwanego żołnierza. Groził władzom i wirusologom

Ciało znalezione dziś w lesie koło Maaseik w Belgii to zwłoki poszukiwanego od ponad miesiąca Jürgena Coningsa. Wskazują na to wstępne ustalenia – poinformowała belgijska prokuratura. Chodzi o żołnierza, który w połowie maja zbiegł z bronią maszynową oraz wyrzutnią rakiet i groził belgijskim władzom i wirusologom.

Jürgen Conings był poszukiwany od 17 maja nie tylko przez belgijskie służby, ale także przez Interpol. 46-latek miał powiązania z ugrupowaniami skrajnie prawicowymi i rasistowskimi.

Według wstępnych wyników śledztwa, prawdopodobnie Conings zastrzelił się. „Nie zostało to jednak jeszcze potwierdzone przez dochodzenie medyczno-prawne” – zastrzega prokuratura.

Ciało znalazł burmistrz miasta Maaseik Johan Tollenaere, który wybrał się rano na przejażdżkę rowerem górskim. W lesie Dilserbos poczuł ostry zapach rozkładających się zwłok. Sam nie rozpoczął poszukiwań, ale wezwał policję. Jak twierdzi, od razu pomyślał, że może chodzić o Coningsa.

Zwłoki znajdowały się nieco pozą strefa pierwszych poszukiwań mężczyzny, w których uczestniczyło ponad pół tysiąca policjantów, żołnierzy i komandosów. Przy ciele znaleziono broń, a mężczyzna miał na sobie kamizelkę kuloodporną.
Źródło info i foto: RMF24.pl