Zastrzelono izraelskie małżeństwo na oczach dzieci

Izraelskie małżeństwo podróżująca z czwórką małych dzieci zostało zastrzelona na Zachodnim Brzegu – poinformowało izraelskie wojsko. Napastnicy zaatakowali w pobliżu żydowskiego osiedla Itamar. Dzieciom, w wieku od czterech miesięcy do dziewięciu lat, nic się nie stało.

Zginęli rodzice, dzieci przeżyły

– Palestyńscy terroryści zaczęli strzelać do samochodu z izraelską rodziną, zabijając oboje rodziców – powiedział Ofir Gendelman, rzecznik premiera Benjamina Netanjahu. – Na szczęście ich czwórce dzieci, które teraz są sierotami, nie stała się krzywda – dodał. Jak pisze „Times of Israel”, samochód został zaatakowany w czasie zwalniania przed zakrętem. Napastników miało być dwóch. Służby medyczne poinformowały, że para Izraelczyków została wielokrotnie trafiona w górne części ciała. Zdaniem śledczych kobieta zginęła od razu, mężczyźnie udało się się wyjść z samochodu, otworzyć tylne drzwi i kazać dzieciom uciekać. Następnie upadł na ziemię i zmarł.

Tuż po strzelaninie okolicę w poszukiwaniu sprawców zaczęła przeczesywać izraelska armia. Atak pochwalił Hamas, który nazwał go „bohaterską operacją przeprowadzoną przez bojowników ruchu oporu na Zachodnim Brzegu”. Prezydent Reuwen Riwlin podkreślił, że Izrael będzie kontynuował „odważną i niezachwianą walkę przeciwko okrutnym i odrażającym aktom terroru”. Dodał, że to jedyna możliwość, by „zapewnić dzieciom, które straciły dzisiaj rodziców i wszystkim innym, prawo do życia w pokoju i bezpieczeństwie”.
Żródło info i foto: tvn24.pl

Opiekunki Ośrodka Pomocy Społecznej winne zaniedbań. Czwórka dzieci utonęła.

Na karę 10 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na dwa lata skazał w czwartek sąd w Pajęcznie 31-letnią Ilonę B., pracownicę Ośrodka Pomocy Społecznej. Kobieta usłyszała wyrok w sprawie utonięcia latem 2013 r. czwórki dzieci w Warcie. Drugą z oskarżanych – Beatę B., matkę dzieci – skazał na 8 miesięcy ograniczenia wolności, polegającego na pracach społecznych w zawieszeniu na dwa lata. Uzasadnienie wyroku sąd utajnił. Prokuratura Rejonowa w Wieluniu zarzuciła kobietom m.in. że dopuściły do kąpieli dzieci bez rozeznania terenu, pomimo braku zdolności pływackich i pozwoliły na przebywanie w rzece większej liczbie dzieci niż mogły dozorować. Proces toczył się za zamkniętymi drzwiami.

Dzieci utonęły na oczach opiekunki

Do tragedii doszło 6 sierpnia 2013 r. w Trębaczewie w okolicach Działoszyna. Jak ustalono, kobieta wypoczywała wraz z piątką swych dzieci i asystentką rodziny z opieki społecznej na dzikim kąpielisku nad Wartą. Nurt rzeki porwał czworo kąpiących się dzieci: dwie dziewczynki 7-letnią Hanię i 11-letnią Kasię oraz ich dwóch braci – 14-letniego Mieczysława i o rok starszego Andrzeja. Tego samego dnia wyłowiono z rzeki trójkę rodzeństwa – niestety, mimo reanimacji nie udało się ich uratować. Ciało 14-latka odnaleziono dwa dni później, niespełna pół kilometra od miejsca tragedii.

Matka dzieci była trzeźwa. Rodzina była pod opieką Ośrodka Pomocy Społecznej ze względu na trudną sytuację materialną; miała przyznaną asystentkę rodziny Ilonę B., która tragicznego dnia także była nad rzeką; zeznała, że opiekowała się na brzegu najmłodszym dzieckiem.

Matka dzieci, ze względu na stan zdrowia, została przesłuchana dopiero po kilku tygodniach od tragedii. Według śledczych kobieta zeznała wówczas, że tego dnia dzieci bardzo chciały wykąpać się w rzece. Jak mówiła, w miejscu dzikiego kąpieliska było płytko i nie zdawała sobie sprawy, że w pewnej odległości od brzegu jest znacznie głębiej. Próbowała ratować dzieci, ale sama musiała trzymać się gałęzi, bo nurt rzeki był zbyt silny. Powołany przez prokuraturę biegły z zakresu ratownictwa wodnego, bezpieczeństwa osób pływających i uprawiających sporty wodne stwierdził, że kobiety przed dopuszczeniem dzieci do kąpieli nie dokonały rozeznania terenu i warunków panujących w Warcie, chociażby poprzez rozmowę z osobami, które przebywały w pobliżu.

Bez zabezpieczeń

Biegły stwierdził także, że opiekunki nie zapewniły dzieciom indywidualnych zabezpieczeń, czyli tzw. rękawków do nauki pływania, nie sprawdziły umiejętności pływackich dzieci oraz dopuściły do przebywania w rzece jednocześnie większej liczby dzieci, niż mogły dozorować. Prokuratura oskarżyła obie kobiety o nieumyślne spowodowanie śmierci dzieci. W śledztwie nie przyznały się do winy. Biegli psychiatrzy stwierdzili, że matka ma ograniczoną poczytalność, ale – według prokuratury – nie wyłącza to jej odpowiedzialności i może odpowiadać przed sądem. Warta w miejscu utonięcia dzieci jest szeroka i dość głęboka, jednak wielu okolicznych mieszkańców od lat korzystało z tego dzikiego kąpieliska.
Żródło info i foto: TVP.info

Stanisław W. skazany na dożywocie za zabójstwo żony

Na łączną karę dożywotniego pozbawienia wolności skazał Sąd Okręgowy w Nowym Sączu 43-letniego Stanisława W. który w grudniu ub. roku w Bieczu (woj. małopolskie) zamordował żonę. Świadkami zabójstwa były ich dzieci. Jak poinformowała rzeczniczka sądu Lucyna Franczak, na Stanisławie W. ciążyły trzy zarzuty. Oprócz zabójstwa, mężczyzna był oskarżony o znęcanie się psychiczne i fizyczne nad żoną i dziećmi. 43-latek ma także wypłacić zadośćuczynienie każdemu z czwórki dzieci po 90 tys. złotych. Ze względu na dobro pokrzywdzonych dzieci, przebieg procesu był utajniony. Stanisław W. zabił swoją 35-letnią żonę w momencie, kiedy kobieta wraz z dziećmi wracała z kościoła do miejsca zamieszkania w Ośrodku Interwencyjno-Mediacyjnym dla Osób Doznających Przemocy w Bieczu. Mężczyzna zadał kobiecie kilkanaście ciosów nożem. Po zabójstwie usiłował popełnić samobójstwo. Został odnaleziony przez policję; był ranny. Żródło info i foto: PolskaLokalna.pl

Bogdan Czuja został zabity na wiejskiej dyskotece

Hania (4 l.), Kasandra (5 l.), Alan (8 l.) i Patryk (12 l.) już nigdy nie zobaczą swojego ukochanego tatusia! Okrutny los sprawił, że ich ojciec Bogdan Czuja (41 l.) został zamordowany przez trzech pijanych bandytów na wiejskiej dyskotece – podaje se.pl
Mężczyzna zginął dlatego, że pochodził z miasta!
– „Mąż chciał zobaczyć, jak wygląda wiejska dyskoteka” – mówi przez łzy pani Ilona (34 l.), żona zamordowanego, tuląc do siebie czwórkę dzieci. To miały być niezapomniane wakacje. Bogdan Czuja z Gorzowa Wielkopolskiego (woj. lubuskie) z żoną Iloną i dziećmi przyjechał do wsi Dalikowo pod Łodzią. Zatrzymał się u swojej siostry. Pierwszego dnia pobytu na wakacjach mężczyzna dowiedział się, że w miejscowej remizie organizowane są dyskoteki. „Chodź, pójdziemy na zabawę” – powiedział więc do żony. „Zobaczymy, jak się bawią na wsi”- zachęcał. Żródło info i foto: se.pl