Agenci CBA zatrzymali trzech pracowników służby zdrowia

Centralne Biuro Antykorupcyjne zatrzymało trzech pracowników placówek służby zdrowia, którzy mieli ujawnić dane z przetargów na sprzęt medyczny. To kolejni zatrzymani w śledztwie dotyczącym ok. 5 mln zł nieprawidłowości przy przetargach. Wydział komunikacji społecznej CBA podał we wtorek, że te trzy osoby zostały w ostatnich dniach zatrzymane przez funkcjonariuszy warszawskiej delegatury CBA w związku ze śledztwem dotyczącym ujawniania informacji z ogłoszonych postępowań przetargowych na sprzęt medyczny.

Śledztwo CBA prowadzone jest pod nadzorem Prokuratury Regionalnej we Wrocławiu, gdzie zatrzymanym postawiono zarzuty utrudniania prowadzonych przetargów.

Wcześniej – w styczniu 2022 r. zatrzymano sześć osób – przedstawiciela firmy, która dostarczała sprzęt medyczny oraz pięciu pracowników placówek służby zdrowia. Postępowanie obejmuje lata 2019–20 i prowadzone jest w oparciu o materiały zgromadzone przez funkcjonariuszy CBA. Według śledczych przedstawiciel znanej firmy dostarczającej sprzęt medyczny dla placówek służby zdrowia wchodził w nieformalne porozumienie z pracownikami tych jednostek odpowiedzialnymi za przygotowanie opisu przedmiotu zamówienia lub bezpośrednio biorącymi udział w pracach komisji przetargowych.

„W wyniku zakulisowych rozmów placówki publicznej służby zdrowia ogłaszały konkursy na dostawy sprzętu z wykorzystaniem kryteriów przygotowanych przez dostawcę tego typu urządzeń, który startował w przetargu. Do takich przestępstw miało dochodzić w całym kraju w publicznych szpitalach przy zamówieniach m.in. na sprzęt ratowniczy wchodzący na wyposażenie nowych karetek pogotowia m.in. urządzeń do kompresji klatki piersiowej i defibrylatorów” – podał wydział.

Łączna wartość zamówień objętych śledztwem, w których miało dojść do nieprawidłowości, to ok. 5 mln zł – wynika z ustaleń śledztwa.
Źródło info i foto: TVP.info

Hakerzy Anonymous włamali się do rosyjskiego Banku Centralnego

Hakerzy z grupy Anonymous poinformowali w czwartek na Twitterze, że włamali się do danych rosyjskiego Banku Centralnego i zagrozili ujawnieniem dziesiątek tysięcy tajnych akt. „Zespół Anonymous rozbił Bank Centralny Rosji. Ponad 35 000 plików z tajnymi danymi zostanie opublikowanych w ciągu 48 godzin” – napisał grupa na Twitterze.

W weekend Anonymous włamało się do tysięcy rosyjskich drukarek, by drukowały informacje o wojnie w Ukrainie oraz poradnik instalacji przeglądarki darknetu Tor. We wtorek w nocy hakerzy przeprowadzili udany atak na systemy Nestle, czyli międzynarodowego giganta spożywczo-kosmetycznego, które wciąż nie zdecydował się na wycofanie z działalności na rosyjskim rynku – na skutek ataku do sieci dostało się 10 GB danych na temat 50 tys. klientów firmy. W środę hakerzy użyli do walki z dezinformacją w Rosji aplikacji randkowej Tinder. 

Jak pisze agencja Ukrinform, od początku rosyjskiej inwazji na Ukrainę hakerzy Anonymous zhakowali ponad 2500 oficjalnych rosyjskich i białoruskich stron internetowych i przeprowadzili bezprecedensowe ataki na oficjalne strony rosyjskiego rządu.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Hakerzy z kolektywu Anonymous przejęli dane Rosnieftu

Hakerom z grupy Anonymous udało się w poniedziałek uzyskać dostęp do danych niemieckiego oddziału rosyjskiej spółki energetycznej Rosnieft Deutschland GmbH. Jak podkreślają hakerzy, udało im się zdobyć dane „na dużą skalę”, a część z nich zniszczyć – informuje portal rbb24. Cyberatak potwierdził rzecznik niemieckiego oddziału Rosnieftu. Burkhard Woelki, rzecznik prasowy Rosnieftu w Niemczech, poinformował, że rozmiarów szkód po ataku hakerów „nie można na razie oszacować”. Jego zdaniem, włamanie nie ma wpływu na funkcjonowanie rafinerii w Schwedt (Uckermark), gdzie nadal trwają prace i realizowane są planowane dostawy w regionie Berlina i Brandenburgii.

Federalny Urząd Bezpieczeństwa Informacji (BSI) potwierdził dodatkowo w poniedziałek doniesienia „Die Welt” i „Spiegla”, według których Rosnieft Deutschland GmbH zgłosiła w weekend incydent, związany z bezpieczeństwem IT. Hakerzy z Anonymous twierdzą, że zdobyli dostęp do 20 terabajtów danych, w tym kopii zapasowych laptopów kierownictwa firmy, a pobrane dane „będą teraz przeglądane”. Anonymous „nie planuje publikacji wszystkich danych”.

Rosnieft to największy koncern naftowy w Rosji. Szefem rady nadzorczej jest były niemiecki kanclerz Gerhard Schroeder (SPD). W Niemczech firma ma udziały w trzech rafineriach – w Schwedt, Karlsruhe i Neustadt. Niemiecki oddział Rosnieftu odpowiadał w ostatnich latach za około jedną czwartą całego importu ropy naftowej do RFN. Oznacza to, że koncern należy do obiektów tzw. infrastruktury krytycznej, które mają obowiązek m.in. zgłaszania zagrożeń związanych z cyberbezpieczeństwem.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Władimir Putin jest wściekły na FSB za ukrywanie danych

Rosyjski prezydent Władimir Putin jest wściekły z powodu niedokładnych danych wywiadowczych, które dostał przed inwazją na Ukrainę, ale otrzymał je, bo Federalna Służba Bezpieczeństwa obawiała się podania mu prawdziwych informacji – pisze brytyjski dziennik „The Times”. Zdaniem ekspertów do spraw bezpieczeństwa cytowanych przez gazetę inwazja na Ukrainę, która nie przebiega w zaplanowany sposób, uwidoczniła wiele słabości zarówno w samej FSB, jak i w podejmowaniu decyzji w Rosji.

„To nie jest kompetentna organizacja. Raporty końcowe, które (przedstawiciele FSB) sporządzili na temat sytuacji na miejscu w okresie poprzedzającym inwazję, po prostu nie były właściwe, co częściowo jest przyczyną, dla której sprawy (na Ukrainie) potoczyły się tak źle dla Rosji” – mówi „The Times” Andriej Sołdatow, rosyjski dziennikarz, współzałożyciel i redaktor portalu śledczego Agentura, który od ponad 20 lat monitoruje rosyjskie służby specjalne.

Podstawowe zadania FSB, której Putin był dyrektorem przez osiem miesięcy w latach 1998-99, mają charakter wewnętrzny i obejmują wszystko, od walki z terroryzmem po ochronę granic. Ale w ostatnich latach zakres jej kompetencji się rozszerzył i jest ona odpowiedzialna również za monitorowanie krajów byłego Związku Sowieckiego. Jak powiedział Sołdatow, od 2014 r. FSB poświęciła wiele czasu i środków na próby wzniecenia niepokojów na zachodniej Ukrainie wśród grup skrajnie prawicowych, ale próby te ostatecznie spełzły na niczym. Oceny FSB dotyczące poparcia Ukraińców dla rosyjskiej inwazji i stopnia, w jakim kraj stawiałby opór, również były „strasznie błędne”.

„Nie możemy wykluczyć, że dane wywiadowcze zebrane na miejscu były w rzeczywistości bardzo dobre. Problem polega na tym, że dla przełożonych zbyt ryzykowne jest mówienie Putinowi tego, czego nie chce usłyszeć, więc dostosowują swoje informacje. To dopasowywanie odbywa się prawdopodobnie gdzieś pomiędzy stopniem pułkownika a generała w FSB” – ocenia Sołdatow.

Powiedział też, że na podstawie jego własnych rozmów z agentami FSB, nie widzi, by mieli oni poczucie ważniej misji czy idei. „Są to ludzie o wąskich horyzontach myślowych. Nie są jak oficerowie MI6, którzy studiowali w Cambridge i są ponoć najlepsi z najlepszych. Oni opuścili szkołę i kształcą się w akademii FSB. Często idą do niej, ponieważ ich ojciec lub dziadek też był oficerem wywiadu, (praca) jest dobrze płatna i dają ci mieszkanie” – mówi.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

​Prawie 1,5 miliona uchodźców przybyło do Polski

Od 24 lutego granicę polsko-ukraińską przekroczyło 1,43 miliona osób. W tym czasie z Polski do Ukrainy funkcjonariusze SG przeprowadzili 141 tys. odpraw granicznych – poinformowała w czwartek rano na Twitterze straż graniczna. Według danych ONZ ze środy, Ukrainę (w różnych kierunkach) opuściło około 2,2 mln osób. Nawet 5 mln osób może uciec przed rosyjską agresją z Ukrainy – podało ONZ w pierwszych godzinach po rozpoczęciu rosyjskiej inwazji na Ukrainie.

W środę do Polski dotarło 117,6 tysiąca uchodźców z Ukrainy. Dzisiaj do godziny 7 do Polski przyjechało 22 tysiące osób – dodała SG. Według danych straży granicznej ze środy, najwięcej uchodźców do Polski trafia przez granicę w Medyce (282,3 tys.), Dorohusku (180,3 tys.) i Korczowej (165,7 tys.). Najmniej w Hrubieszowie (128,6 tys.) i Krościenku (69,9 tys.).
Źródło info i foto: RMF24.pl

Wyciekły dane ze szwajcarskiego banku Credit Suisse

Ujawnione informacje wskazują, że bank otwierał konta osobom z – eufemistycznie rzecz ujmując – problematyczną przeszłością. Ogromną skarbnicę danych szwajcarskiego banku Credit Suisse (dane dotyczą ponad 18 tys. kont, których właściciele posiadali łącznie ok. 100 mld dol.) ujawnił anonimowy informator niemieckiej gazecie Süddeutsche Zeitung, tłumacząc, że chciał w ten sposób pokazać „niemoralność” szwajcarskich przepisów dotyczących tajemnicy bankowej. Ujawnione dane obejmują rachunki otwarte jeszcze w latach 40. poprzedniego wieku, aż po 2010 rok.

W gronie posiadaczy kont znalazły się osoby z – mówiąc delikatnie – dość kontrowersyjną przyszłością. To m.in. handlarz ludźmi na Filipinach, szef giełdy w Hongkongu skazany za przekupstwo, miliarder, który zlecił zamordowanie swojej dziewczyny z Libanu. Nie brakuje też znanych nazwisk, by wymienić tylko króla Jordanii Abdullaha II, czy dwóch synów obalonego przed dekadą prezydenta Egiptu Hosniego Mubaraka. Inni właściciele kont to synowie szefa pakistańskiego wywiadu, gen. Achtara Abdura Rahmana Chana, który w latach 80. pomógł przelać miliardy dolarów z USA i innych krajów do mudżahedinów w Afganistanie.

Inne głośne nazwisko to były premier Ukrainy Pawło Łazarenko. Przypomnijmy, że szef ukraińskiego rządu w latach 1997-1998 został w 2006 roku skazany za defraudację ogromnych sum pieniędzy. W Credit Suisse posiadał dwa konta. Jego prawnik twierdzi, że konta te nie były dostępne przez dwie dekady i zostały zamrożone w związku z postępowaniem sądowym przeciwko byłemu premierowi. Ponadto jedno konto w szwajcarskim banku należało do Watykanu, z którego środki (350 mln euro) miały zostać wykorzystane na rzekomo oszukańczą inwestycję w londyńską nieruchomość.

Komentarz Credit Suisse

Z ujawnionych informacji wynika, że szwajcarskiemu bankowi nie przeszkadzała przestępcza działalność jego klientów. Co na to Credit Suisse? Z oświadczenia, którego treść przytacza „Guardian” wynika, że „bank odrzuca zarzuty i wnioski dotyczące rzekomych praktyk biznesowych banku”, a ujawnione dane opierają się na „wybiórczych informacjach wyrwanych z kontekstu, co skutkuje tendencyjnymi interpretacjami działalności banku”.

Bank podkreśla też, że zarzuty mają w dużej mierze charakter historyczny, a w niektórych przypadkach sięgają czasów, gdy „przepisy, praktyki i oczekiwania instytucji finansowych bardzo różniły się od ich obecnego stanu”.

„Guardian” zwraca uwagę, że wyciek danych nastąpił w najgorszym możliwym momencie dla banku, gdyż za Credit Suisse ciągnie się w ostatnim czasie pasmo skandali. W poprzednim miesiącu stanowisko prezesa stracił António Horta-Osório po tym, jak dwukrotnie złamał przepisy covidowe. Ponadto bank uwikłał się w upadek firmy finansującej łańcuch dostaw Greensill Capital i amerykańskiego funduszu hedgingowego Archegos Capital.
Źródło info i foto: Wprost.pl

Kościół w Nowej Zelandii podał dane dotyczące nadużyć seksualnych

Kościół katolicki w Nowej Zelandii przyznał, że począwszy od 1950 roku 14 proc. duchownych oskarżonych zostało o nadużycia wobec dzieci i dorosłych – poinformował we wtorek dziennik „The Guardian”. Władze kościelne podały powyższe dane na prośbę królewskiej komisji ds. nadużyć powstałej w 2018 roku na wniosek premier kraju Jacindy Ardern. Rządowy zespół bada nadużycia we wszystkich instytucjach związanych z wiarą, w tym Kościół katolicki – tłumaczyła brytyjska gazeta.

– Jestem wdzięczny za pracę włożoną w ten raport, a także za upublicznienie go – oświadczył przewodniczący nowozelandzkiej Konferencji Episkopatu kardynał John Dew. Dodał, że otrzymane dane były przerażające, a Kościół odczuwa „głęboki wstyd” z powodu przedstawionych informacji.

250 tys. ofiar

Do danych odniosło się również nowozelandzkie stowarzyszenie pokrzywdzonych przez księży (SNAP), które stwierdziło, bazując na doniesieniach członków organizacji, że prawdziwa skala nadużyć była prawdopodobnie o wiele wyższa. Z naszych informacji wynika, że „jedynie około jedna na 12 pokrzywdzonych osób zgłaszała nadużycia w Nowej Zelandii” – przekazało SNAP.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Hakerzy zaatakowali Totolotek. Mogło dojść do wycieku danych

​Totolotek zaatakowany przez hakerów. Jak poinformowała firma zajmująca się zakładami bukmacherskimi, przestępcy mogli uzyskać dostęp do „archiwalnych danych” – chodzi o loginy, adresy mailowe, numery telefonów czy adresy zamieszkania klientów. Do ataku doszło 30 września 2021 roku. Jak podaje Totolotek, w jego wyniku „doszło do zaszyfrowania części archiwalnych danych, dotyczących okresu sprzed 22 lipca 2019 roku”. Systemy zostały odłączone od sieci.

Hakerzy mogli uzyskać dostęp „do danych osobowych części klientów” Totolotka. Firma przyznaje, że chodzi o loginy, adresy email, numery telefonów, imiona, nazwiska, numery dowodów osobistych, numery PESEL, adresy zamieszkania czy numery rachunku bankowego. Totolotek zapewnił, że poinformował o tym swoich klientów, a zdarzenie „nie ma wpływu na bieżącą działalność operacyjną”.

O sprawie poinformowano policję, Urząd Ochrony Danych Osobowych oraz CERT – zespół do reagowania na zdarzenia naruszające bezpieczeństwo w internecie. Totolotek zapewnia, że podjął „niezbędne działania”, by podobne zdarzenia nie miały miejsca w przyszłości.

Niebezpiecznik.pl podaje, że Totolotek został „trafiony ransomwarem”, czyli wirusem wymuszającym okup. Portal przekonuje, że sytuacja jest poważna, gdyż ze zdobytymi danymi łatwiej można np. wyłudzić pożyczki lub skraść tożsamość.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Wyciek danych z Facebooka

Amerykańskie media opisały w sobotę nowy zestaw wewnętrznych dokumentów Facebooka, z których wynika, że zdaniem pracowników firmy portal przyczyniał się do radykalizacji i szerzenia dezinformacji na temat wyborów prezydenckich w USA i zbyt słabo reagował na sygnały od pracowników o zauważanych nieprawidłowościach.

Publikacje m.in. agencji AP, dziennik „New York Times” i stacji Fox Business Network oparte są na dokumentach firmy uzyskanych od sygnalistów z Facebooka. Część z nich to dokumenty udostępnione już wcześniej przez inną sygnalistkę, Frances Haugen, która stała za serią artykułów w „Wall Street Journal” we wrześniu. Rzucają one dodatkowe światło na działania firmy wobec szerzącej się na portalu dezinformacji.

„New York Times” opisuje eksperyment przeprowadzony przez pracowników Facebooka, w którym stworzono fałszywe konto „Carol”, fikcyjnej 41-letniej kobiety o konserwatywnych poglądach, która „polubiła” strony prawicowej telewizji Fox News i lokalnych telewizji należących do Sinclair Group. Już po tygodniu „Carol” zaczęła otrzymywać od Facebooka rekomendacje obserwowania stron związanych ze spiskową teorią QAnon, głoszącą m.in. że ówczesny prezydent USA Donald Trump stoi na czele walki z globalnym spiskiem elit wykorzystujących dzieci.

Z dokumentów wynika, że Facebook podjął działania dopiero po około roku od przeprowadzenia tego badania, kiedy teoria zyskała znacznie większą popularność.
Źródło info i foto: TVP.info

Rekordowy wzrost liczby zabójstwa w USA

Liczba zabójstw w Stanach Zjednoczonych wzrosła w ubiegłym roku o prawie 30 proc. To najwyższy roczny wzrost od lat 60. ubiegłego wieku, gdy zaczęto prowadzić statystyki – wynika z danych opublikowanych w poniedziałek przez Federalne Biuro Śledcze (FBI). Ponad trzy czwarte z tych zbrodni dokonano z użyciem broni palnej. Z danych zaprezentowanych przez FBI wynika, że choć w 2020 r. w kraju odnotowano łącznie mniej przestępstw – głównie ze względu na mniejszą liczbę aktów dotyczących mienia, liczba przestępstw z użyciem przemocy była większa.

Łącznie takich przestępstw było 1,28 mln, co oznacza wzrost o 5,2 proc. w stosunku do roku ubiegłego. Liczba zabójstw – umyślnych i przypadkowych – wzrosła o 29,2 proc. Spadły natomiast statystyki gwałtów i rabunków. Ponad 76 proc. zabójstw dokonano z użyciem broni palnej, co również stanowi wzrost o 3 pkt. proc. w stosunku do roku 2019.

„Epidemia przemocy”

Eksperci wiążą rekordowy wzrost liczby zabójstw z kilkoma czynnikami: zmianami społecznymi spowodowanymi pandemią, zmianami w sposobie działań policji w obliczu protestów po śmierci George’a Floyda oraz wzrostem sprzedaży broni – pisze „Washington Post”.
Źródło info i foto: polsatnews.pl