Donald Trump pozywa bratanicę

Mary L. Trump złamała prawo – uważa Donald Trump i pozywa redakcję dziennika „New York Times” i swą bratanicę za ujawnienie w 2018 r. wrażliwych danych dotyczących jego podatków – podał amerykański portal informacyjny Daily Beast.

Prawnicy Donalda Trumpa domagają się zadośćuczynienia w wysokości 100 mln dolarów USA. Były prezydent utrzymuje, że 56-letnia Mary L. Trump, która w 2020 r. opublikowała książkę „Zbyt wiele i nigdy dość. Jak moja rodzina stworzyła najniebezpieczniejszego człowieka na świecie”, podpisała zobowiązanie do nieujawniania jakichkolwiek wrażliwych danych osobowych dotyczących swego stryja. – Ujawniając, pomagając w uzyskaniu redakcji „NYT” i/lub rozpowszechniając podlegające ochronie dane, Mary L. Trump złamała prawo – podkreślają prawnicy Trumpa.

W pozwie złożonym w sądzie hrabstwa Dutchess stanu Nowy Jork pojawił się zarzut, że bratanica Trumpa „uczestniczyła w podstępnej intrydze wyłudzenia wrażliwych danych”, do których miał wgląd jej adwokat i „przekazania ich prasie”.

Rzeczniczka dziennika „The New York Times” Danielle Rhoades napisała w oświadczeniu przekazanym portalowi Daily Beast, że redakcja będzie się „stanowczo bronić” w obliczu pozwu, który – jak powiedziała – stanowi „próbą zmuszania do milczenia niezależnych mediów”. – Rzetelne informowanie obywateli o sprawach dotyczących zeznań podatkowych Donalda Trumpa było podyktowane koniecznością stawiania na pierwszym miejscu nadrzędnego interesu publicznego – podkreśliła.

Sprawa zeznań podatkowych Donalda Trumpa z okresu sprzed prezydentury ciągnie się od wielu lat. Prezydent nigdy nie ujawnił tych danych, uważał bowiem, że żądania ich upublicznienia to element nagonki przeciwko niemu. Sprawa jest daleka od zakończenia, a prokurator okręgowy Manhattanu Cyrus Vance Jr. prowadzi nadal śledztwo dotyczące biznesów Donalda Trumpa przed 2017 r. W aktach sądowych prokuratura informowała o „prawdopodobnie rozległym i długotrwałym postępowaniu karnym” w sprawie Trump Organization, dotyczącym między innymi oszustw podatkowych i ubezpieczeniowych oraz fałszowania dokumentacji biznesowej. Również prokurator generalna stanu Nowy Jork Letitia James prowadzi dochodzenie mające ustalić, czy Trump Organization fałszywie podawała wartość nieruchomości, aby zabezpieczyć pożyczki oraz uzyskać korzyści ekonomiczne i podatkowe.

Informacje dostarczone przez Mary L. Trump pozwoliły dziennikarzom „NYT” Susanne Craig, Davidowi Barstow i Russellowi Buettnerowi przygotować obszerny materiał informacyjny o finansach Trumpa, opublikowany na łamach dziennika. W 2019 r. cała trójka otrzymała nagrodę Pulitzera za opublikowane teksty. Nazwiska tych dziennikarzy zostały wymienione w pozwie złożonym przez prawników Donalda Trumpa. Craig i Buettner – przypomina w tym kontekście Agencja Reutera – byli też wraz z Mikem McIntire autorami reportażu opublikowanego na siedem tygodni przed wyborami prezydenckimi w 2017 r., w którym przedstawili sprawę odliczeń podatkowych i ulg, z których przez ponad 20 lat korzystały firmy Trumpa.

Mary L. Trump: To akt desperacji

Sama Mary L. Trump, która procesowała się już ze swym stryjem po opublikowaniu książki na jego temat, oceniła skierowanie sprawy publikacji „NYT” o podatkach Trumpa do sądu, jako akt desperacji. „Jest nieudacznikiem, któremu sufit spada na głowę, więc rzuca w ściany, czym popadnie” – powiedziała w rozmowie Daily Beast.

Autorka książki atakującej Donalda Trumpa jest w konflikcie z resztą rodziny od czasu sądowego sporu o spadek. Mary L. Trump ujawniła w 2020 r., że to właśnie ona anonimowo przekazała dziennikowi „New York Times” zeznania podatkowe prezydenta. Autorka książki atakującej Donalda Trumpa jest w konflikcie z resztą rodziny od czasu sądowego sporu o spadek. Mary L. Trump ujawniła w 2020 r., że to właśnie ona anonimowo przekazała dziennikowi „New York Times” zeznania podatkowe prezydenta.
Źródło info i foto: interia.pl

FBI odtajnia dokument z 11 września 2001 roku

Na wniosek ofiar, w 20. rocznicę zamachów z 11 września FBI odtajniło pierwszy dokument dotyczący śledztwa w tej sprawie. Pojawia się w nim saudyjski trop. Odtajnienia dokumentu chciały rodziny ofiar zamachów, które wzywały prezydenta USA Joe Bidena do rezygnacji z udziału w obchodach 20. rocznicy tragicznych wydarzeń, gdyby nie spełnił tych żądań. Biden dekretem wykonawczym przychylił się do tych apeli.

Częściowo zredagowany 16-stronicowy dokument FBI nakreśla kontakty między porywaczami samolotów, które uderzyły w World Trade Center oraz Pentagon a saudyjskimi współpracownikami w USA. Nie ma jednak dowodów na to, że rząd w Rijadzie był współwinny ataków, w których zginęło 2997 osób. Arabia Saudyjska od dawna twierdzi, że nie odgrywała żadnej roli w atakach z 11 września 2001 roku.

Ambasada Arabii Saudyjskiej w Waszyngtonie nie ustosunkowała się do raportu FBI, ale w komunikacie, wydanym 8 września, oświadczyła, że rząd w Rijadzie zawsze opowiadał się za przejrzystością w śledztwie w sprawie wydarzeń z 11 września 2001 r. i z zadowoleniem przyjmuje ujawnienie przez Stany Zjednoczone tajnych dokumentów, dotyczących ataków.

„Jak ujawniły wcześniejsze dochodzenia, w tym Komisja 9/11 i opublikowanie tak zwanych ’28 stron’, nigdy nie pojawiły się żadne dowody wskazujące, że rząd saudyjski lub jego urzędnicy mieli wcześniej wiedzę o ataku terrorystycznym lub byli w jakikolwiek sposób w to zamieszani” – napisano w oświadczeniu ambasady.

Większość porywaczy to Saudyjczycy

Agencja Reuters przypomina, że 15 spośród 19 porywaczy samolotów pochodziło z Arabii Saudyjskiej. Amerykańska komisja rządowa nie znalazła jednak żadnych dowodów na to, że Rijad bezpośrednio finansował Al-Kaidę, grupę chronioną wówczas przez talibów w Afganistanie. Otwarte pozostaje zatem pytanie, czy poszczególni urzędnicy saudyjscy mogli mieć wiedzę na temat planowanych ataków.

Reuters pisze także, iż rodziny około 2500 zabitych i ponad 20 000 osób, które doznały obrażeń w wyniku zamachów, firmy i różni ubezpieczyciele, pozwali Arabię Saudyjską o odszkodowanie liczone w miliardach dolarów.

W oświadczeniu wydanym w imieniu organizacji 9/11 Families United, Terry Strada, której mąż Tom zginął 11 września, powiedziała, że dokument wydany przez FBI wyjaśnia wszelkie wątpliwości co do współudziału Arabii Saudyjskiej w atakach.

„Teraz tajemnice Saudyjczyków zostały ujawnione i nadszedł już czas, aby Królestwo przyznało się do roli swoich urzędników w mordowaniu tysięcy ludzi na amerykańskiej ziemi” – napisano w oświadczeniu.

„Aktywne, świadome wsparcie”

Jim Kreindler, jeden z prawników krewnych ofiar, oświadczył po odtajnieniu raportu, że „wnioski z dochodzenia FBI potwierdzają argumenty, które przedstawiliśmy w sporze dotyczącym odpowiedzialności rządu saudyjskiego za ataki z 11 września”.

„Ten dokument, wraz z zebranymi do tej pory dowodami, określa plan działania Al-Kaidy w Stanach Zjednoczonych przy aktywnym, świadomym wsparciu rządu saudyjskiego” – napisał w oświadczeniu Kreindler.

Jego zdaniem tezę o wsparciu zamachów przez saudyjski rząd potwierdzają ustalenia, że saudyjscy urzędnicy wymieniali telefony między sobą i działaczami Al-Kaidy, a następnie odbywali „przypadkowe spotkania” z porywaczami, zapewniając im pomoc w osiedleniu się w USA i znalezieniu szkół lotniczych.

Jako przykład podaje śledztwo FBI w sprawie porywaczy Nawafa al-Hazmiego i Chalida al-Mihdhara, którzy w lutym 2000 roku przybyli do południowej Kalifornii, a następnie spotkali się w restauracji z obywatelem Arabii Saudyjskiej, Omarem al-Baiumim, który pomógł im znaleźć i wynająć mieszkanie w San Diego. Według prawnika al-Baiumi był powiązany z rządem saudyjskim i już wcześniej zwrócił na siebie uwagę FBI.

Siedmiominutowa rozmowa

Jak podaje agencja AP, w dokumencie jest również przywołany Fahad al-Thumairy, były akredytowany dyplomata w konsulacie saudyjskim w Los Angeles, który według śledczych przewodził jednej z frakcji ekstremistów w USA. Dokument FBI mówi, że analiza komunikacji wykazała siedmiominutową rozmowę telefoniczną w 1999 roku z telefonu Thumairy’ego na telefon rodzinny dwóch braci w Arabii Saudyjskiej, którzy zostali przyszłymi więźniami więzienia Guantanamo na Kubie.

Zarówno Baiumi, jak i Thumairy opuścili USA na kilka tygodni przed atakami.
Źródło info i foto: interia.pl

Abp Wojciech Polak przekazał komisji statystyki ws. pedofilii w Kościele

Abp Wojciech Polak, delegat KEP ds. ochrony dzieci i młodzieży, przekazał 13 sierpnia br. Państwowej Komisji ds. Pedofilii wyniki analiz danych statystycznych zebranych w ramach dwóch przeprowadzonych kwerend, a także formularze sprawozdawcze, które posłużyły do zebrania tych danych.

W komunikacie wskazano, że „przekazane raporty zostały opracowane na prośbę Konferencji Episkopatu Polski przez Instytut Statystyki Kościoła Katolickiego SAC im. Witolda Zdaniewicza, który od 50 lat prowadzi empiryczne badania nad katolicyzmem w Polsce”.

ISKK stworzył metodologię oraz narzędzie do kwerendy, a następnie przeprowadził badanie, opracował bazę danych oraz dokonał jej wstępnej i pogłębionej analizy. O wynikach prowadzonych przez ISKK badań opinia publiczna była informowana w marcu 2019 r. oraz w styczniu i czerwcu br. – wyjaśniono.

Delegat KEP poinformował również, że ISKK, jako parametryzowana jednostka naukowa i niezależny ośrodek badawczy jest otwarty na współpracę z Państwową Komisją ds. Pedofilii na zasadach regulujących badania naukowe, w tym z poszanowaniem prawa autorskiego.

Zapytania do Watykanu

Delegat KEP ds. ochrony dzieci i młodzieży przypomniał także, że w sprawie próśb Państwowej Komisji ds. Pedofilii o przekazanie akt kościelnych postępowań sądowych i administracyjnych, w związku z wielokrotnie sygnalizowanymi wątpliwościami prawnymi Konferencja Episkopatu Polski podejmuje konsultacje z Sekretariatem Stanu Stolicy Apostolskiej, do którego zostały skierowane stosowne zapytania.

Odpowiedź Stolicy Apostolskiej wyznaczy kierunek dalszych działań biskupów polskich w tej sprawie.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Iwona Wieczorek zaginęła 11 lat temu

2990 osób jest aktualnie w Polsce – według danych przekazanych nam przez Komendę Główną Policji – uznawanych za zaginione. W tym gronie są osoby, które zaginęły niedawno, ale i takie których losu nie udało się ustalić po upływie roku od momentu ich zniknięcia. Przygniatającą większość spraw z kilkunastu tysięcy zaginięć notowanych rocznie w Polsce udaje się szybko rozwiązać. Są jednak i takie, które zagadkowe pozostają przez lata, a nawet dekady. W nocy z 16 na 17 lipca przypadała kolejna rocznica zaginięcia Iwony Wieczorek. To najgłośniejsza tego typu sprawa w Polsce. Wiele innych, niemniej dramatycznych, to niemal nieznane historie.

Wizerunek, imię i nazwisko oraz historia zaginięcia Iwony Wieczorek jest powszechnie znana. Nastolatka zaginęła 11 lat temu. W lipcu 2010 wracała nadmorskimi alejkami z imprezy w Sopocie do domu w Gdańsku.

I choć sprawa jej zaginięcia formalnie została zakończona umorzeniem w 2012 roku, to zarówno policja, jak i prokuratura regularnie do niej wracają. Prowadzone są też często ponadstandardowe działania, które nie zawsze wykonywane są w innych sprawach.

Historia Iwony Wieczorek wciąż budzi spore zainteresowanie mediów, a to często przekłada się także na zaangażowanie osób spoza służb, które dążą – w porozumieniu z rodziną lub bez – do rozwiązania zagadki najgłośniejszego, polskiego zaginięcia.

Myślę, że w nas – w ludziach – jest taka potrzeba sensacji, czy stymulacji takimi sprawami, które budzą nasz niepokój. Sprawiają, że troszkę się boimy, ale obserwując takie sytuacje, trochę ten strach sobie oswajamy – mówi w rozmowie z RMF FM Agata Nowacka, koordynatorka Zespołu Poszukiwań i Identyfikacji w Fundacji ITAKA, zajmującej się między innymi poszukiwaniami osób zaginionych.

Fundacja – jak przyznaje Agata Nowacka – chce z jednej strony, by historie zaginionych były jak najszerzej rozpropagowane, by jak najwięcej twarzy osób zaginionych było znanych. Bo to sprawia, że ludzie dzwonią, informują, fundacja otrzymuje sygnały.

Z drugiej jednak strony, jeżeli te zaginięcia, są na ustach wszystkich w całej Polsce, kiedy powstają różne teorie spiskowe dotyczące tych zaginięć, różne osoby z niekoniecznie szczerymi intencjami się próbują podpiąć pod działania i wypromować swoją osobę, to warto sobie zdać sprawę, gdzie w tym wszystkim jest rodzina tej osoby, gdzie w tym wszystkim jest osoba zaginiona – zaznacza Nowacka.

I wtedy sprawa zaginięcia staje się swego rodzaju widowiskiem. Przestajemy myśleć o tym, że to jest cierpienie rodziny i straszna trauma – podkreśla. Warto mieć z tyłu głowy i postrzegać te zaginięcia jako coś, co się stało strasznego rodzinie i osobie zaginionej.

Nieustanna sinusoida emocji

Agata Nowicka z Fundacji ITAKA wyjaśnia, że bliscy osób zaginionych – nawet takich, których los pozostaje nieznany przez kilka dekad – nie tracą nadziei na rozwiązanie sprawy. Oczywiście zdarzają się też wyjątki. Dla bliskiej rodziny osoby zaginionej niewiedza o losie ich krewnego często przekłada się na tak zwany proces niedomkniętej żałoby. Bliscy zaginionych często żyją także w warunkach huśtawki emocjonalnej.

Jednego dnia mają nadzieję, że ta osoba może gdzieś żyje, może niedługo wróci, może jest z nią wszystko dobrze, może po prostu straciła pamięć i się jeszcze spotkają. A następnego dnia zdarzają się wyobrażenia, że tej osobie się dzieje coś złego, że ona cierpi, albo że nie żyje, ale jej ciało jest porzucone i nie można jej pochować – wyjaśnia Agata Nowicka.

To taka nieustanna sinusoida emocji. Z jednej strony miłość, tęsknota, a z drugiej złość, poczucie winny. Mimo że obiektywnie, to nie jest ich winna, ale to jest naturalny odruch – mówi Nowacka.

Jak podkreśla, nie można zakładać najgorszego, że osoba długotrwale zaginiona pada ofiarą przestępstwa. Niektóre sprawy wyjaśniają się nawet po wielu latach. Niedawno mieliśmy wyjaśnienie takie przykre. Osoba nie odnalazła się żywa, ale okazało się, że została zamordowana przez bliską osobę – opowiada. Jednocześnie wspomina pozytywne sytuacje

Po 12 latach odzywa się do nas pani, która opuściła swój dom. Zdecydowała, że nie chce z różnych przyczyn dalej żyć w rodzinie, w której żyła. Czując jednak potrzebę wyjaśnienia tego, co się stało, za naszym pośrednictwem skontaktowała się z rodziną i jakoś odbudowują tę relację teraz – mówi Agata Nowicka.

Nigdy w fundacji nie zakładamy takich scenariuszy, bo nas życie zaskoczyło już wiele razy, bo życie pisze najmniej spodziewane, najlepsze scenariusze jakie możemy sobie wyobrazić – podkreśla Nowacka.

Nie ma ich od 40-50 lat…

Na stronie zaginieni.pl znajduje się baza osób zaginionych.

Najstarsze zaginięcia to są nawet lata sześćdziesiąte, siedemdziesiąte. Patrząc na twarze tych osób, można zobaczyć jak bardzo zróżnicowane są te sprawy. To i małe dzieci, nastolatki, osoby w średnim wieku i osoby starsze. Przekrój osób, które zaginęły bez śladu i nie ma ich od wielu lat, powyżej dziesięciu czy nawet trzydziestu, jest tak naprawdę ogromny – mówi Agata Nowacka z Fundacji ITAKA.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Apel Państwowej Komisji ds. Pedofilii. Ofiary bez wsparcia psychologicznego

Dzieci wykorzystane seksualnie przeważnie nie mają wsparcia psychologa, psychiatry czy seksuologa na etapie postępowań prokuratorskich – alarmuje Państwowa Komisja ds. Pedofilii. Z danych komisji wynika, że jedynie co około dziesiąte pokrzywdzone dziecko może liczyć na opiekę psychologiczną.

Komisja ds. pedofilii przekazała wnioski z analizy akt zakończonych postępowań sądowych. Z danych tych wynika, że wsparcie psychiatryczne lub psychologiczne w postępowaniach ma tylko od 6 proc. do 14 proc. pokrzywdzonych dzieci. Komisja podkreśliła przy tym, że objęcie ich opieką psychologa czy psychiatry na etapie postępowań prokuratorskich jest szczególnie ważne.

„Może uchronić dziecko przed powtórnym zranieniem oraz wycofaniem informacji o przestępstwie. Są to istotne czynniki mające znaczenie w trakcie składania przez osobę małoletnią zeznań” – poinformowano.

Według komisji, brakuje również odpowiedniego diagnozowania psychologicznego przestępców. Jak wskazano, sprawcy przestępstw pedofilskich w cyberprzestrzeni nie są konsultowani seksuologicznie pod kątem ryzyka ponownego popełnienia czynów. W sprawach tych brakuje zasięgania opinii biegłych seksuologów, oceniających zachowanie sprawcy gromadzącego pornografię dziecięcą. W efekcie – jak podkreśliła komisja – sąd przy wymierzaniu kary nie dysponuje informacją co do przyszłego zagrożenia ze strony sprawcy.

Rzadko zalecają terapię?

Zwrócono przy tym uwagę, że opinia seksuologa pomaga w zastosowaniu adekwatnych kar i środków resocjalizacyjnych czy terapeutycznych, które mogą zmniejszać ryzyko recydywy, a rodzaj kary w sprawach pedofilii powinien być pochodną nie tylko ciężaru przestępstwa, ale także profilu sprawcy. Komisja zauważyła też, że sądy rzadko zalecają lub zobowiązują sprawców do podjęcia terapii, w szczególności terapii uzależnienia od alkoholu. Podkreślono przy tym, że 80 proc. sprawców w badanych przez komisję sprawach popełnia czyn pod wpływem alkoholu lub jest od niego uzależnionych.

Komisja przeprowadziła badanie zjawiska pedofilii na ogólnopolskiej próbie 669 tomów akt z 262 prawomocnie zakończonych skazaniem postępowań sądowych z lat 2017-2020. Dane zostały zebrane według szczegółowych kwestionariuszy. Badania są kontynuowane. Komisja zapowiedziała opublikowanie obszernego raportu ze swoich prac pod koniec lipca.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Dane o pedofilii w Kościele. Zmiana terminu prezentacji

Zmieniono termin prezentacji najnowszych danych dotyczących wykorzystywania seksualnego małoletnich w Kościele w Polsce. Konferencja prasowa, która pierwotnie miała odbyć się 14 czerwca, została przeniesiona na poniedziałek 28 czerwca. – Trwa jeszcze analiza zebranych danych statystycznych – poinformował ks. Piotr Studnicki z Biura Delegata KEP.

Na konferencji mają zostać przestawione dane z diecezji, dotyczące zgłoszeń przypadków wykorzystywania seksualnego małoletnich w Kościele w Polsce obejmuje okres od 1 lipca 2018 do 31 grudnia 2020 r.

W prezentacji udział wezmą: abp Wojciech Polak, Delegat KEP ds. Ochrony Dzieci i Młodzieży, ks. Wojciech Sadłoń, dyrektor Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego SAC, ks. Adam Żak SJ, koordynator KEP ds. ochrony dzieci i młodzieży i dyrektor Centrum Ochrony Dziecka. Konferencję poprowadzi ks. Piotr Studnicki.

Poprzednia konferencja prasowa w tym temacie miała miejsce 14 marca 2019 r. Wówczas przedstawiono dane z lat 1990 – 2018 (do czerwca)

Jak poinformowano, od 1 stycznia 1990 r. do 30 czerwca 2018 r. zgłoszono 382 przypadki wykorzystywania seksualnego małoletnich, z czego 198 dotyczyło osób poniżej 15 lat, a 184 powyżej 15 lat. Dane pochodzą z diecezji. Oznacza to, że o wykorzystywanie seksualne małoletnich oskarżono 382 duchownych. 28 z nich (ok. 10 proc.) uniewinniono. Niemal 90 proc. zgłoszeń okazało się prawdą.
Źródło info i foto: interia.pl

Paweł Wojtunik komentuje wyciek danych funkcjonariuszy

– Jeśli w ten sposób wyciekają dane funkcjonariuszy, czyli osób, które powinny być szczególnie chronione, to jak mają się czuć pozostali obywatele? – mówi w rozmowie z money.pl były szef CBA i dyrektor CBŚ Paweł Wojtunik, komentując wyciek danych funkcjonariuszy państwowych służb.

Dane 20 tys. pracowników państwowych służb, w tym policji i CBŚP, Służby Ochrony Państwa czy Straży Granicznej wyciekły do internetu. Udostępnił je pracownik Rządowego Centrum Bezpieczeństwa.

Plik z danymi udostępniono w popularnym serwisie umożliwiającym wizualizację danych. Wyciek zauważył użytkownik tego serwisu, który szukał informacji na temat szczepień. Prawdopodobnie plik był listą osób zapisanych na szczepienia. Zawierał m.in. adresy, telefony i numery PESEL.

– To absolutny skandal – powiedział w rozmowie z money.pl były szef CBA i dyrektor CBŚ Paweł Wojtunik. – Jeśli w ten sposób wyciekają dane funkcjonariuszy, czyli osób, które powinny być szczególnie chronione, to jak mają się czuć pozostali obywatele?

Wyciek danych jest bardzo niebezpieczny, bo mając adresy, telefony czy numery PESEL oszuści mogą posłużyć przestępcom.

– Wypłynięcie numerów PESEL jest rzeczą niespotykaną i absolutnie niedopuszczalną, bo mając taki numer można wziąć kredyt – mówi Wojtunik.

Jednak w przypadku funkcjonariuszy ujawnienie takich informacji jest szczególnie groźne, bo jeśli poznają je przestępcy, mogą np. zaplanować zemstę, albo skutecznie zablokować działania policji.

– Mam nadzieję, że na tej liście nie było pracowników operacyjnych, czy funkcjonariuszy pracujących pod przykryciem – mówi Wojtunik. – Ale jeśli byli, to jest to pełna dekonspiracja i zagrożone może być nawet życie tych osób.

Zdaniem Wojtunika służby powinny teraz zrobić wszystko, żeby załatać dziury w zabezpieczeniach.

– Te dane każda ze służb powinna trzymać u siebie. Zupełnie nie rozumiem, po co w ogóle Rządowemu Centrum Bezpieczeństwa była taka lista. Czy RCB prowadzi kronikę funkcjonariuszy, którzy się szczepią? – mówi były szef CBA. – To stawia pod znakiem zapytania zabezpieczenia, jakie mają w tej chwili służby.

Politycy interweniują

Skandalem sprawę wycieku danych nazywa także poseł KO Maciej Lasek, który był gościem wtorkowego wydania programu „Newsroom” Wirtualnej Polski.

– Gdybyśmy spojrzeli na historię, to takie rzeczy się po prostu nie zdarzały. To pokazuje degrengoladę zarządzania polskimi służbami. Rząd już sobie tak naprawdę nie radzi z niczym. To skandal, który stawia nas w gronie krajów trzeciego świata – powiedział Lasek.
Źródło info i foto: Money.pl

Molestowanie seksualne w kolońskiej archidiecezji. 300 osób poszkodowanych

18 marca prawda ma wyjść na jaw. Tego dnia zostaną opublikowane nowe dane na temat liczby ofiar molestowania seksualnego w archidiecezji kolońskiej. Pierwsze podane do wiadomości publicznej szczegóły są szokujące.

W archidiecezji kolońskiej jest znacznie więcej sprawców i ofiar molestowania seksualnego niż do tej pory zakładano. Konkretnie: 300 ofiar i 200 obwinionych od 1975 roku. Tak wyglądają nowe liczby, ustalone w ciągu kilku miesięcy pracy przez kolońskiego karnistę Bjoerna Gerckego, na zlecenie kardynała Rainera Marii Woelkiego.

O znacznie większej liczbie ofiar i sprawców poinformowały rozgłośnia WDR i tygodnik „Der Spiegel” w wydaniu internetowym. Przedstawiona jesienią 2018 roku ekspertyza niemieckich biskupów w tej sprawie mówiła o 135 ofiarach przemocy seksualnej i 87 obwinionych o nią duchownych na podstawie akt z okresu od 1946 do 2015 roku.

Ekspertyza Gerckego ma zostać przedstawiona 18 marca. – Zawarte w niej liczby są znane, ponieważ informowaliśmy o nich już wcześniej z różnych okazji – oświadczył Gercke w sobotę 20 lutego. Zwraca uwagę fakt, że są one znacznie wyższe niż te podane we wcześniejszej ekspertyzie Konferencji Episkopatu Niemiec.

Zdaniem karnisty złożyło się na to kilka przyczyn: jego ekspertyza obejmuje nie tylko duchownych, a więc księży, diakonów i biskupów, ale także wyświęconych współpracowników archidiecezji kolońskiej obojga płci, jak również różnice dotyczące liczby osób podejrzanych o molestowanie i liczby faktycznych sprawców takich czynów.

Jak informuje „Der Spiegel”, ekspertyza Bjoerna Gerckego obejmuje także przypadek pewnego księdza, który w latach 80. ubiegłego wieku był oskarżony o molestowanie seksualne w internacie należącym do archidiecezji kolońskiej, a następnie pracował jako duszpasterz młodzieży. W 2002 roku zarzucono mu molestowanie nastolatki, ale dopiero w 2017 roku kardynał Woelki przeniósł go w stan spoczynku.

Przeprowadzenie takiej ekspertyzy jak ta, zlecono wcześniej także monachijskiej kancelarii adwokackiej Westpfahl Spilker Wastl (WSW). Dokument jest gotowy od marca ubiegłego roku, ale kardynał Woelki go dotychczas nie opublikował. Poinformował tylko kilkakrotnie przez swojego rzecznika prasowego, że prawnicy archidiecezji kolońskiej dokonali jej oceny i stwierdzili w niej liczne błędy dotyczące przyjętej metody badań.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Białostocka prokuratura sprawdza, czy po 22 października w szpitalu przeprowadzano aborcje

Białostocka prokuratura wystąpiła do szpitala o kopie dokumentacji medycznej i dane pacjentek. Śledczy sprawdzają, czy po ogłoszeniu wyroku Trybunału Konstytucyjnego przeprowadzano w placówce aborcje i dlaczego – informuje „Dziennik Gazeta Prawna”.

„Dziennik Gazeta Prawna” informuje, że prokuratura w Białymstoku została zawiadomiona przez jedną z organizacji społecznych (jak ustalono chodzi o Fundację Pro – Prawo do Życia) o możliwości popełnienia przestępstwa. Wskutek zgłoszenia rozpoczęła czynności sprawdzające, czy po ogłoszeniu wyroku Trybunału Konstytucyjnego w szpitalu doszło do naruszenia art. 152 Kodeksu karnego: „Kto za zgodą kobiety przerywa jej ciążę z naruszeniem przepisów ustawy, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3. Tej samej karze podlega, kto udziela kobiecie ciężarnej pomocy w przerwaniu ciąży z naruszeniem przepisów ustawy lub ją do tego nakłania”.

Przypomnijmy, 22 października TK znał, że aborcja w przypadku ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu lub jego nieuleczalnej choroby zagrażającej życiu jest niezgodna z konstytucją. Po niemal 100 dniach – 27 stycznia – wyrok ten został opublikowany w Dzienniku Ustaw.

Jak podaje „Dziennik”, prokuratura wystąpiła do szpitala o ksero dokumentacji medycznej wszystkich przypadków przerywania ciąż oraz o „dane pacjentek, u których doszło do aborcji z powodu dużego prawdopodobieństwa ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu lub choroby zagrażającej jego życiu”. Agnieszka Koprowska z białostockiej prokuratury poinformowała gazetę, że na razie placówka nie przekazała dokumentacji. Nie podjęto także decyzji, czy w sprawie zostanie wszczęte postępowanie. Szpital przekazał „Dziennikowi Gazecie Prawnej”, że analizuje dane pod kątem możliwości przekazania prokuraturze.

– Nasze zawiadomienie dotyczy aborcji wykonanych na dzieciach, podejrzanych o chorobę lub wadę genetyczną, po 22 października, czyli po wyroku TK, stwierdzającego niezgodność aborcji eugenicznej z konstytucją – powiedział w rozmowie z „DGP” Mariusz Dzierżawski z Fundacji Pro – Prawo do Życia. Powołał się przy tym na uchwałę Zgromadzenia Ogólnego Sędziów SN z 2016 roku, która podkreśla, że wyrok podlega niezwłocznej publikacji.

Innego zdania jest dr hab. Mikołaj Małecki z Uniwersytetu Jagiellońskiego. – Od tej daty [22 października – przyp. red.] aż do dnia publikacji decyzji w ustawie o planowaniu rodziny znajdowały się wszystkie trzy przesłanki aborcyjne. Przerywanie ciąż w oparciu o którąkolwiek z nich było w pełni legalne – powiedział „Dziennikowi Gazecie Prawnej”. Dodał, że podjęcie przez prokuraturę czynności sprawdzających ma sprawić, „aby lekarze czuli na karku oddech prokuratora, gdy będą decydować o tym, czy np. dana ciąża zagraża zdrowiu kobiety”.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Rozbito siatkę zajmująca się pornografią dziecięcą dzięki informacjom od Interpolu

Pakistańska Federalna Agencja Śledcza (FIA) aresztowała dwóch mężczyzn podejrzanych o powiązania z międzynarodowa siatką zajmująca się pornografią dziecięcą po otrzymaniu poufnych informacji z Włoch za pośrednictwem Interpolu – podały w sobotę pakistańskie władze. Do zatrzymań doszło w sobotę rano na obrzeżach miasta Sijalkot w prowincji Pendżab w północno-wschodnim Pakistanie – poinformował przedstawiciel FIA w tym mieście Mohammad Iqbal. Jak zaznaczył, był to pierwszy raz, kiedy Interpol przekazał Pakistanowi informacje dotyczące działań przestępczych związanych z pornografią dziecięcą w tym kraju.

Z materiału ściągniętego z komputera należącego do jednego z aresztowanych wynika, że „był on w kontakcie z międzynarodowym gangiem i umieszczał w darknecie filmy z pornografią dziecięcą” – powiedział Iqbal.

Sprecyzował, że pierwszy podejrzany został przesłuchany od razu po aresztowaniu, co doprowadziło do schwytania jego wspólnika. Ale dwóch innych podejrzanych wciąż pozostaje na wolności. Zgodnie z pakistańskim prawem obaj mężczyźni muszą zostać postawieni przed sądem w ciągu 24 godzin od aresztowania, po czym FIA prawdopodobnie zwróci się o dodatkowy czas na przeprowadzenie śledztwa, zanim wniesie przeciwko nim formalne zarzuty. Interpol to międzynarodowy organ, który skupia policje ze 194 krajów świata, a także koordynuje transgraniczne operacje policyjne. Jest finansowany przez rządy państw członkowskich. 
Źródło info i foto: polsatnews.pl