Inowrocław: Protestowali podczas wizyty Jarosława Kaczyńskiego, policja użyła gazu. Jest decyzja prokuratury w sprawie śledztwa

Paweł Wnuk, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Słupsku poinformował o odmowie wszczęcia śledztwa w sprawie użycia miotacza gazu podczas zabezpieczania wizyty prezesa Prawa i Sprawiedliwości Jarosława Kaczyńskiego w Inowrocławiu w czerwcu tego roku. Zdaniem prokuratorów, policjanci nie złamali przepisów. Prezydent Inowrocławia: to decyzja polityczna.

Nie będzie śledztwa w sprawie użycia gazu wobec przeciwników Prawa i Sprawiedliwości w Inowrocławiu. Według Prokuratury Okręgowej w Słupsku policjanci działali w granicach prawa w szczególności na podstawie ustawy o środkach przymusu bezpośredniego i broni palnej oraz nie popełnili przestępstwa.

– Po przeprowadzeniu czynności sprawdzających została podjęta decyzja o odmowie wszczęcia śledztwa. Prokurator nie stwierdził znamion czynu zabronionego. Funkcjonariusze działali w granicach prawa – stwierdził Paweł Wnuk z Prokuratury Okręgowej w Słupsku.

Oburzony, ale nie zaskoczony

Badany był również wątek zamknięcia przez funkcjonariuszy policji miejskiego parkingu na czas spotkania. Tu również nie stwierdzono nieprawidłowości. Decyzja nie jest prawomocna. Strony mogą złożyć zażalenie na decyzję prokuratury. Ryszard Brejza, prezydent Inowrocławia, który składał w czerwcu zawiadomienie o możliwości popełnienia przez funkcjonariuszy przestępstwa, nie ma wątpliwości, że „decyzja prokuratury była polityczna”. – Jestem oburzony, ale nie zaskoczony. Prokuratura nie jest niezależna – skomentował nam. Już zapowiedział zażalenie na tę decyzję.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Jest wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego w sprawie reprywatyzacji

Naczelny Sąd Administracyjny rozpatrywał sprawę czterech skarg kasacyjnych na wyroki Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego, który uchylił decyzje komisji weryfikacyjnej ds. reprywatyzacji. NSA uchyliła wszystkie cztery wyroki. Córka zamordowanej działaczki lokatorskiej Jolanty Brzeskiej powiedziała, że cieszy ją wyrok NSA w sprawie reprywatyzacji, i że jej nieżyjąca matka też byłaby zadowolona. Według wiceministra sprawiedliwości i członka komisji do spraw reprywatyzacji nieruchomości warszawskich Sebastiana Kalety NSA tym wyrokiem zakwestionował de facto wszystkie decyzje zwrotowe i odszkodowawcze wydane na rzecz nabywców roszczeń. Wiceminister wyjaśnił, że NSA wydał łącznie 4 wyroki o analogicznej treści. – To nie tylko ogród przy Szarej zreprywatyzowany na rzecz Macieja M., ale także kamienice na Krakowskim Przedmieściu, zrujnowane po wojnie, do których roszczenia nabyto za bezcen.

Ocenił, że „długotrwała walka Komisji Weryfikacyjnej okazała się być skuteczna!”.

Córka Jolanty Brzeskiej: Moja mama byłaby zadowolona

– Mama, gdy jeszcze żyła, bardzo to przeżywała, że ludzie tracą dach nad głową, mieszkania, w których się wychowali, na rzecz spekulantów, osób tak naprawdę nieuprawnionych, którzy tylko kupili te roszczenia – powiedziała Magda Brzeska, córka zamordowanej przed 11 laty Jolanty Brzeskiej, liderki Warszawskiego Stowarzyszenia Lokatorów.

Kobieta mieszkała w kamienicy przy ul. Nabielaka 9 w Warszawie, która stała się jednym z symboli tzw. afery reprywatyzacyjnej. Spalone ciało Brzeskiej znaleziono w marcu 2011 r. w lesie w położonym na południowym krańcu Warszawy Powsinie. Śledztwo w sprawie śmierci prowadzi Prokuratura Regionalna w Gdańsku. Nie ma jednak podejrzanych w tej sprawie.

Magda Brzeska, komentując poniedziałkowy wyrok i jego spodziewane konsekwencje, powiedziała: – Moja mama byłaby zadowolona.

„Od początku chodziło nam dokładnie o to”

Decyzje sądu skomentowała też Ewa Andruszkiewicz, działaczka Warszawskiego Stowarzyszenia Lokatorów im. Jolanty Brzeskiej. Wyrok NSA w sprawie reprywatyzacji nazwała przełomowym i rewolucyjnym. Wyraziła nadzieję, że będzie on „fundamentem do rozliczenia nieuczciwych beneficjentów tego procederu”.

– Od początku chodziło nam dokładnie o to, że osoby skupujące roszczenia nie mogą być beneficjentami reprywatyzacji. Nie może być tak, że ktoś za 1500 zł kupuje kamienicę, a potem sprzedaje pojedyncze mieszkania za miliony – powiedziała działaczka.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Zapadła decyzja ws. DPS w Jordanowie

Rada Generalna Zgromadzenia Sióstr Prezentek zgodziła się, żeby DPS w Jordanowie, w którym miało dochodzić do znęcania się nad niepełnosprawnymi podopiecznymi przez prowadzące placówkę zakonnice, był prowadzony przez powiat suski – przekazały w czwartek służby wojewody małopolskiego.

– Siostry przekazały wojewodzie informację o decyzji, którą podjęły, odnośnie tego, że przekażą prowadzenie DPS w Jordanowie na rzecz powiatu suskiego – poinformowała PAP rzeczniczka wojewody małopolskiego Joanna Paździo.

Oczekiwanie, że podmiot prowadzący tę placówkę zostanie zmieniony, wojewoda Łukasz Kmita wyraził po tym, jak media obiegły zdjęcia i filmy, ukazujące, w jaki sposób siostry z Jordanowa miały traktować swoich podopiecznych. Służby wojewody prowadzą w tym ośrodku kontrolę.

– Na linii starostwo powiatowe i zgromadzenie (zakonne) muszą zostać poczynione teraz ustalenia formalne. Chodzi o to, żeby podopieczni zostali w tym budynku oraz żeby nie zmienił się jego profil – tak, żeby dalej była to placówka dla osób z niepełnosprawnościami intelektualnymi – doprecyzowała rzeczniczka.

Władze powiatu przejmą DPS w Jordanowie

W myśl tego porozumienia powiat suski stałby się organem prowadzącym jordanowski DPS. – Powiat sam podejmie decyzję w tej sprawie, ale my sugerujemy, że najprostsza formuła organizacyjna na tym etapie byłaby taka, żeby nie był to nowy dom pomocy społecznej, tylko filia któregoś z tych istniejących już na terenie powiatu – przekazała Paździo.

Matka Anna Telus, przełożona generalna Zgromadzenia Sióstr Prezentek, w czwartkowym oświadczeniu zamieszczonym na stronie internetowej przekonywała, że decyzja o rezygnacji z prowadzenia ośrodka motywowana jest odpowiedzialnością za jego istnienie i troską o przebywających tam podopiecznych.

Ponadto przekazała, że Rada Generalna Zgromadzenia Sióstr Prezentek „podjęła też decyzję, że sam budynek, w którym zlokalizowany jest DPS, zostanie użyczony tak, aby dalej mogli w nim przebywać dotychczasowi podopieczni”. Wskazała, że warunki formalne przekazania ośrodka „w najbliższych dniach” zostaną doprecyzowane z władzami starostwa powiatowego.

– Już dziś jednocześnie Zgromadzenie otrzymało gwarancję, że pracownicy DPS-u zostaną zatrudnieni przez nowy organ prowadzący na dotychczasowych warunkach – dodała Telus. Ponadto podtrzymała swoją gotowość do „pełnej współpracy z organami państwowymi w wyjaśnieniu wszystkich zarzutów dotyczących funkcjonowania placówki”.

W sprawie szczegółowo analizowane jest także sprawozdanie z kontroli, przeprowadzonej w DPS w Jordanowie przez Sąd Rejonowy w Suchej Beskidzkiej, który sprawuje nadzór nad placówką, jak również ustalenia Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie, które odpowiada za bieżące funkcjonowanie DPS-u.
Źródło info i foto: TVP.info

Sankcje nie obejmą partnerki Władimira Putina

35th FIG Rhythmic gymnastics Rhythmische Sportgymnastik RSG World Championships in Pesaro, 30.08.2017 Alina Kabaeva (RUS) at first day of qualification; 35th FIG Rhythmic Gymnastics World Championships on 30.08.2017 at the Adriatic Arena in Pesaro (Italy). Photo: BEAUTIFUL SPORTS/Ulrich Fassbender xufax 35th FIG Rhythmic Gymnastics Rhythmic Gymnastic RSG World Championships in Pesaro 30 08 2017 Alina Kabaeva RUS AT First Day of Qualification 35th FIG Rhythmic Gymnastics World Championships ON 30 08 2017 AT The Adriatic Arena in Pesaro Italy Photo Beautiful Sports Ulrich Fa?bender

Biały Dom w ostatniej chwili zrezygnował z nałożenia sankcji na b. gimnastyczkę Alinę Kabajewą, uważaną za partnerkę Władimira Putina i matkę trójki jego dzieci – podaje „Wall Street Journal”. Według dziennika, administracja USA uznała, że taki krok mógłby być zbyt eskalacyjny i utrudnić negocjacje pokojowe.

Alina Kabajewa początkowo była na liście sankcji, przygotowanej przez resort finansów, ale tuż przed ogłoszeniem ostatniej rundy sankcji personalnych została z niej usunięta za sprawą interwencji Rady Bezpieczeństwa Narodowego w Białym Domu – pisze „Wall Street Journal”.

Według cytowanych anonimowych oficjeli, ruch ten został uznany za „wystarczająco konfrontacyjny, by dodatkowo skomplikować wysiłki na rzecz negocjacji pokojowych na Ukrainie”. Jednocześnie urzędnicy administracji mieli zapewnić, że nałożenie sankcji na skazaną za doping byłą mistrzynię olimpijską i deputowaną do Dumy Państwowej, niższej izby rosyjskiego parlamentu, pozostaje „na stole”.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Jest decyzja sądu ws. zamku w Stobnicy

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie uchylił decyzję Głównego Inspektora Nadzoru Budowlanego (GINB), który w sierpniu zeszłego roku unieważnił pozwolenie na budowę tzw. zamku w Stobnicy w powiecie obornickim w Wielkopolsce – ustaliła Polska Agencja Prasowa.

Budowa tzw. zamku w Stobnicy jest prowadzona na obszarze Natura 2000. Inwestorem jest poznańska spółka D.J.T. O inwestycji zrobiło się głośno latem 2018 r. Wówczas CBA rozpoczęło badanie prawidłowości wydanych decyzji w związku z jej realizacją. W sierpniu 2018 r. minister środowiska polecił Generalnemu Dyrektorowi Ochrony Środowiska (GDOŚ) wszczęcie pilnej kontroli procesu wydania decyzji ws. budowy. Sprawa została też skierowana do prokuratury.

W sierpniu 2021 r., po rozpatrzeniu odwołań Prokuratury Okręgowej w Poznaniu, Regionalnego Dyrektora Ochrony Środowiska w Poznaniu oraz inwestora, GINB stwierdził nieważność decyzji starosty obornickiego z 2015 r. udzielającej pozwolenia na budowę tzw. zamku w Stobnicy i uchylił zaskarżoną w tej sprawie decyzję wojewody wielkopolskiego z 2020 r.

GINB uznał, że budowa zalicza się do przedsięwzięć mogących znacząco oddziaływać na środowisko, dlatego inwestor był zobowiązany, by wraz z wnioskiem o pozwolenie na budowę przedłożyć decyzję o środowiskowych uwarunkowaniach przedsięwzięcia.

Ponieważ inwestor nie uzyskał takiego dokumentu, GINB uznał, iż jest to przesłanka do stwierdzenia nieważności zgody na budowę. Od decyzji GINB odwołała się firma prowadząca inwestycję.

Jak ustaliła Polska Agencja Prasowa, 12 stycznia na posiedzeniu niejawnym, prowadzonym w trybie uproszczonym, Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie (WSA) uchylił zaskarżoną decyzję GINB unieważniającą pozwolenie na budowę tzw. zamku w Stobnicy oraz wcześniejszą decyzję wojewody wielkopolskiego w tej sprawie.

Pod koniec listopada 2020 r. ówczesny wojewoda wielkopolski Łukasz Mikołajczyk uznał ważność zgody na budowę w Stobnicy, jednocześnie wskazując, że przeprowadzone postępowanie wykazało, iż decyzja starosty obornickiego w tej sprawie została wydana z naruszeniem prawa. Po tej decyzji zaufanie do wojewody utracił szef MSWiA; w połowie grudnia 2020 r. Mikołajczyk został odwołany z funkcji. Postępowanie wojewody zostało wszczęte po wniesionym przez prokuraturę sprzeciwie wobec wydania zgody na przeprowadzenie inwestycji.

Zastępca kierownika sekretariatu Wydziału Informacji Sądowej Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie Dominik Niewirowski przekazał PAP, że z uwagi na fakt, iż sprawa decyzji GINB była rozpoznawana przez WSA na posiedzeniu niejawnym, poznanie motywów rozstrzygnięcia będzie możliwe dopiero po sporządzeniu uzasadnienia wyroku.

„Niezależnie od powyższego informuję, iż w przypadku uprawomocnienia się ww. wyroku organ I instancji, tj. wojewoda wielkopolski będzie zobowiązany do ponownego rozpoznania sprawy w oparciu o wytyczne sądu zawarte w uzasadnieniu do wyroku” – wskazał Niewirowski.

Rzecznik prasowy GINB Joanna Niedźwiecka przekazała w poniedziałek PAP, że w świetle obowiązujących przepisów inwestor może nadal prowadzić prace budowlane w Stobnicy. „Do czasu prawomocnego wyroku w tej sprawie inwestycja może być kontynuowana” – podkreśliła.
Źródło info i foto: wp.pl

23-letni sprawca śmiertelnego wypadku z zarzutami

12 lat więzienia grozi młodemu mężczyźnie, któremu przedstawiono zarzut spowodowania wypadku drogowego. Zginęła w nim 39-letnia kobieta – poinformował w niedzielę wieczorem PAP rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Łodzi Krzysztof Kopania. W sobotę przed południem, w przydrożnym rowie w okolicach Skierniewic (Łódzkie) w miejscowości Pękoszew, znaleziono ciało 39-letniej kobiety. Zmarła mieszkała okolicy. Wiadomo, że w piątek wieczorem wyszła ze spotkania towarzyskiego.

Niewykluczone, że do jej potrącenia doszło już w piątek wieczorem. Wiele wskazuje na to, że kobieta została potrącona i zginęła w wypadku – mówił w sobotę Kopania.

W niedzielę popołudniu Kopania poinformował PAP o znalezieniu samochodu, którym mógł jechać sprawca wypadku i zatrzymaniu 23-letniego mężczyzny mogącego mieć związek ze śmiercią kobiety.

Szeroko zakrojone działania policjantów doprowadziły do odnalezienia i zabezpieczenia samochodu, który prawdopodobnie brał udział w zdarzeniu – to dostawczy Fort Transit – podał w Kopania. Zatrzymany został 23-letni mieszkaniec jednej z pobliskich miejscowości, który, jak zakładamy, mógł kierować samochodem w piątkowy wieczór, gdy doszło do potrącenia kobiety, a następnie oddalić się z miejsca wypadku – podkreślił.

23-latek został przesłuchany przez prokuratora. Usłyszał zarzut spowodowania wypadku drogowego ze skutkiem śmiertelnym i ucieczki z miejsca zdarzenia. Grozi mu kara do lat 12 więzienia – przekazał w niedzielę wieczorem Kopania.

Mężczyzna – jak wyjaśnił rzecznik Prokuratury Okręgowej w Łodzi – pozostaje zatrzymany, a w poniedziałek wobec podejrzanego podjęte zostaną dalsze decyzje, w tym, co do ewentualnego wniosku o tymczasowe aresztowanie.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Ekstradycja „Froga” odroczona

Robert N., ps. Frog, pozostanie w areszcie w Wielkiej Brytanii. Jak ogłosił w środę Westminster Magistrates’ Court w Londynie, sprawa ekstradycji znanego pirata drogowego została odroczona do 2 marca, a właściwa rozprawa, podczas której podjęta zostanie decyzja, odbędzie się 27 maja. Ostateczna decyzja w sprawie „Froga” ma zapaść 27 maja. Do tego czasu Robert N. pozostanie w areszcie, gdyż jak wyjaśnił sąd, w przypadku, gdyby podejrzany został wypuszczony za kaucją, istniałoby duże prawdopodobieństwo, że nie stawiłby się na kolejnym posiedzeniu. Sąd nie podał powodu odroczenia sprawy.

Środowe posiedzenie Westminster Magistrates’ Court, sądu, który zajmuje się wszystkimi sprawami ekstradycyjnymi z Anglii, trwało niespełna pięć minut. Podejrzany nie był fizycznie w sądzie, lecz pozostał w areszcie, a na pytania sądu — które sprowadzały się do potwierdzenia personaliów i daty urodzenia — odpowiadał poprzez łącze wideo. Następnie obecny w sali posiedzeń tłumacz poinformował go o nowych terminach rozpraw oraz o tym, że do tego czasu pozostanie w areszcie. Na tym posiedzenie się zakończyło.

Do zatrzymania „Froga” doszło 26 stycznia o godz. 6.30 w Londynie. Od tego czasu przebywa w angielskim areszcie. Robert N. poszukiwany był w związku z prawomocnym wyrokiem za prowadzenie samochodu mimo sądowego zakazu. W 2020 r. skazano go za to na 1,5 roku więzienia. Wyrok był wynikiem rutynowej kontroli przeprowadzonej we wrześniu 2018 r.
Źródło info i foto: onet.pl

Sąd zdecydował ws. 13-latka, który śmiertelnie dźgnął nożem byłego konkubenta matki

„13-letni chłopiec, który w sierpniu ubiegłego roku śmiertelnie ugodził nożem byłego konkubenta swojej matki, działał w obronie koniecznej” – postanowił w poniedziałek wałbrzyski sąd i umorzył postępowanie w tej sprawie.

Do tragicznego w skutkach zdarzenia doszło w sierpniu ubiegłego roku. W jednym z mieszkań na terenie Wałbrzycha 13-latek dźgnął nożem 29-letniego byłego konkubenta swojej matki. Mężczyzna zmarł. W chwili zdarzenia w mieszkaniu była także matka chłopca oraz dwoje dzieci. Jak wówczas mówił PAP Prokurator Rejonowy w Wałbrzychu Marcin Witkowski, 13-latek zadał mężczyźnie jeden cios nożem w okolice klatki piersiowej. Po zdarzeniu powiadomił pogotowie i policję. Zmarły był osobą karaną, m.in. za stosowanie przemocy względem matki chłopca.

W poniedziałek wałbrzyski sąd rodzinny postanowił, że chłopiec działał w warunkach obrony koniecznej i umorzył postępowanie – poinformowała PAP rzeczniczka Sądu Okręgowego w Świdnicy Marzena Rusin-Gielniewska.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Marcin O. i Wojciech O. aresztowani po antysemickim marszu w Kaliszu

We wtorek Prokuratura Okręgowa w Ostrowie Mazowieckim podjęła decyzję w sprawie trzech mężczyzn zatrzymanych w związku z antysemickimi wydarzeniami w Kaliszu. Prokurator zdecydował, że konieczne jest zastosowanie wobec nich środków zapobiegawczych. Marcin O. oraz Wojciech O. zostali tymczasowo aresztowani na trzy miesiące.

W poniedziałek usłyszeli zarzuty, a we wtorek prokurator zdecydował, że konieczne jest zastosowanie wobec nich środków zapobiegawczych – podał TVN24. Marcin O. i Wojciech O zostali tymczasowo aresztowani na trzy miesiące.

Maciej Meler, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Ostrowie Wielkopolskim, przekazał, że zdecydowano się na trzy wnioski o areszt. – Prokurator uzasadnił wniosek o zastosowanie aresztowania tymczasowego obawą matactwa procesowego ze strony podejrzanych i obawą ukrycia się w celu uniknięcia odpowiedzialności karnej – wyjaśnił Meler w rozmowie z TVN24.

Podejrzani to Wojciech O., Marcin O. i Piotr R. (znany z tego, że został skazany za spalenie kukły Żyda we Wrocławiu). W poniedziałek policjanci zatrzymali mężczyzn na terenie dwóch województw. Tego samego dnia cała trójka została przesłuchana i usłyszała zarzuty.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Decyzja prokuratury ws. Stowarzyszenia Marsz Niepodległości

Prokuratura Okręgowa w Warszawie uznała, że nie ma podstaw do skierowania do sądu wniosku o delegalizację Stowarzyszenia Marsz Niepodległości. Chcieli tego przedstawiciele Koalicji Obywatelskiej.

We wnioskach do prokuratury posłowie i senatorowie Koalicji Obywatelskiej argumentowali, że podczas Marszów Niepodległości dochodzi m.in. do propagowania przez uczestników totalitaryzmu i nawoływania do nienawiści. Przekonywali też, że dochodzi do rażących naruszeń prawa przez kierownictwo Stowarzyszenia Marsz Niepodległości.

Jak poinformowała rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Warszawie Aleksandra Skrzyniarz, prokuratura negatywnie rozpoznała wnioski o delegalizację Stowarzyszenia Marsz Niepodległości. Podkreśliła, że szczegółowa analiza wszelkich materiałów i okoliczności dotyczących tej organizacji wskazuje na brak podstaw do skierowania przez prokuraturę wniosku do sądu o delegalizację stowarzyszenia.

Prok. Skrzyniarz zauważyła, że wnioskodawcy uzasadniali swoje żądanie licznymi – ich zdaniem – przypadkami rażących naruszeń prawa przez kierownictwo Stowarzyszenia Marsz Niepodległości podczas marszów w latach 2017-2020. Według polityków KO, zachowanie uczestników marszów wyczerpywało znamiona przestępstwa publicznego propagowania totalitarnego ustroju państwa i nawoływania do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych i rasowych oraz publicznego znieważania grup ludności z powodu przynależności narodowej, etnicznej, rasowej, wyznaniowej.

Prokuratura wskazała, że w sprawach dotyczących propagowania totalitaryzmu na marszach 11 listopada w ostatnich latach postanowiono o odmowie wszczęcia postępowania lub ich umorzeniu. Skrzyniarz podkreśliła, że czyny objęte tymi postępowaniami odnoszą się wyłącznie do zachowań osób fizycznych, nie zaś stowarzyszenia.
Konstrukcja odpowiedzialności karnej przyjęta w Kodeksie karnym obejmuje wyłącznie osoby fizyczne, nie zaś osoby prawne, czy jednostki organizacyjne nie posiadające osobowości prawnej. Stowarzyszenie nie jest podmiotem, które może naruszyć prawo poprzez popełnienie czynów stypizowanych w art. 256 i art. 257 Kodeksu karnego, albowiem nie jest osobą fizyczną, która podlega odpowiedzialności karnej – uzasadniła Skrzyniarz.

„Program nie zakłada totalitarnych metod”

Według prokuratury, cele lub działalność Stowarzyszenia Marsz Niepodległości nie naruszają konstytucji. Chodzi o przepis 13 ustawy zasadniczej, zgodnie z którym zakazane jest istnienie organizacji odwołujących się w swoich programach do totalitarnych metod i praktyk działania nazizmu, faszyzmu i komunizmu, a także tych, których program lub działalność zakłada lub dopuszcza nienawiść rasową i narodowościową, stosowanie przemocy w celu zdobycia władzy lub wpływu na politykę państwa albo przewiduje utajnienie struktur lub członkostwa.

„Przeanalizowane dokumenty Stowarzyszenia m.in. statut oraz program prowadzą do przeciwnych wniosków. Program nie zakłada ani totalitarnych metod, ani praktyk właściwych dla wskazanych reżimów. Również działalności Stowarzyszenia nie cechuje nienawiść rasowa i narodowościowa. Analiza dokumentów Stowarzyszenia prowadzi do wniosku, że cele Stowarzyszenia i jego działalność polegają na promocji postaw i zachowań patriotycznych. Celem Stowarzyszenia jest m.in. promowanie obchodów Święta Niepodległości” – oceniła prokuratura.

Jak wyglądają przepisy dot. delegalizacji stowarzyszeń?

Zgodnie z Prawem o stowarzyszeniach, sąd na wniosek prokuratora lub organu nadzorującego (jest nim starosta powiatu na terenie, którego mieści się siedziba stowarzyszenia) może rozwiązać stowarzyszenie, gdy jego działalność wykazuje rażące lub uporczywe naruszanie prawa albo postanowień statutu i nie ma warunków do przywrócenia działalności zgodnej z prawem.
Źródło info i foto: RMF24.pl