Abp. Sławoj Leszek Głódź nie straci państwowych orderów. „Jednogłośna” decyzja kapituły

Nie będzie wniosku do prezydenta Andrzeja Dudy o odebranie abp. Sławojowi Leszkowi Głódziowi państwowych odznaczeń. Tak zdecydowała Kapituła Orderu Odrodzenia Polski – informuje „Gazeta Wyborcza”.

29 marca Nuncjatura Apostolska w Polsce wydała specjalny komunikat dotyczący arcybiskupa seniora Sławoja Leszka Głódzia. Watykan zdecydował się nałożyć na duchownego nakaz zamieszkania poza terenem archidiecezji gdańskiej. Zakazał mu również uczestniczenia w jakichkolwiek publicznych celebracjach religijnych i spotkaniach świeckich na terenie archidiecezji gdańskiej oraz polecił wpłacić z osobistych funduszy odpowiedniej sumy na rzecz Fundacji św. Józefa, z przeznaczeniem na działalność prewencyjną i pomoc ofiarom nadużyć. Kary te związane są z tuszowaniem nadużyć seksualnych na terenie podległych mu diecezji.

W kwietniu Kapituła Orderu Odrodzenia Polski wystąpiła do Nuncjatury Apostolskiej o przekazanie materiałów w sprawie zarzutów o ukrywanie przez arcybiskupa przestępstw seksualnych popełnianych przez księży. Jak dowiedziała się trójmiejska „Gazeta Wyborcza”, na niejawnym posiedzeniu kapituła zdecydowała, że nie wystąpi do prezydenta o pozbawienie Głódzia państwowych odznaczeń. Nuncjusz apostolski w Polsce abp Salvatore Pennacchio – jak ustaliła „Wyborcza” – przesłał bowiem lakoniczne pismo, w którym wyraził stanowisko, że zasług, za które duchowny został wyróżniony, nie należy łączyć ze sprawami oskarżeń o tuszowanie przestępstw seksualnych.

„Kapituła Orderu Odrodzenia Polski jednogłośnie postanowiła nie występować z wnioskiem do prezydenta w trybie art. 36 ustawy o orderach i odznaczeniach o pozbawienie pana arcybiskupa Głódzia wcześniej nadanego orderu” – poinformował „Wyborczą” prof. Wiesław Johann, kanclerz kapituły.

Przypomnijmy, to prezydent może podjąć decyzję o pozbawieniu orderu lub odznaczenia. Następuje to w dwóch przypadkach: jeżeli nadanie orderu lub odznaczenia nastąpiło w wyniku wprowadzenia w błąd lub osoba odznaczona dopuściła się czynu, wskutek którego stała się niegodna wyróżnienia. Może to zrobić z własnej inicjatywy lub na wniosek kapituły. Oznacza to, że nic jeszcze nie jest przesądzone w tej sprawie, ponieważ opinia kapituły jest tylko sugestią dla głowy państwa.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Jest decyzja Europejskiego Trybunału Praw Człowieka ws. migrantów na granicy z Polską

Polska została zobowiązana do dostarczenia żywności, wody i ubrań migrantom koczującym na granicy polsko-białoruskiej. Taką decyzję podjął Europejski Trybunał Praw Człowieka.

W związku z sytuacją na granicach Polski i Łotwy Europejski Trybunał Praw Człowieka nałożył na te kraje środki tymczasowe. Polska jest zobowiązana do dostarczenia żywności, wody i ubrań koczującym na granicy polsko-białoruskiej. Ma także udzielić tym osobom tymczasowego schronienia, jeśli to możliwe, oraz zapewnić opiekę medyczną. To samo ma zrobić Łotwa.

Środek tymczasowy został nałożony na Polskę i Łotwę na trzy tygodnie – ma obowiązywać do 15 września 2021 roku włącznie. Europejski Trybunał Praw Człowieka podkreślił jednocześnie, że nie jest to nakaz wpuszczenia uchodźców na terytorium tych państw.

Sytuacja na granicy

Od kilkunastu dni na Białorusi przy granicy z Polską w okolicy miejscowości Usnarz Górny koczuje grupa migrantów. Według informacji Straży Granicznej grupa liczy obecnie 24 osoby. Jednak Fundacja Ocalenie mówi o 32 osobach. 25 osób źle się czuje, z tego 12 jest ciężko chorych. W najgorszym stanie jest 52-latka, która kilka dni temu przestała wstawać. Uchodźcy nie mają nic do jedzenia, piją wodę z brudnego strumyczka.

Polski rząd twierdzi, że migranci znajdują się na terytorium Białorusi, a cała ta sytuacja to zorganizowana akcja ze strony reżimu Alaksandra Łukaszenki. Żołnierze i strażnicy graniczni nie dopuszczają do nich osób, które chcą pomóc, m.in. przedstawicieli Fundacji Ocalenie.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Sąd zdecydował. Sławomir Nowak nie trafi do aresztu

Sąd zdecydował o uchyleniu decyzjo o areszcie tymczasowym dla Sławomira Nowaka. Utrzymane zostały w mocy tylko wolnościowe środki zapobiegawcze. Chodzi o zakaz opuszczania kraju, dozór policji i poręczenie majątkowe w kwocie 1 mln zł.

Sąd Apelacyjny w Warszawie w środę uchylił decyzję o zastosowaniu wobec Sławomira Nowaka tzw. aresztu tymczasowego. Utrzymane w mocy zostały tylko wolnościowe środki zapobiegawcze, tj. zakaz opuszczania kraju, dozór policji i poręczenie majątkowe w kwocie 1 mln zł.

– Złożyliśmy zażalenie od postanowienie Sądu Apelacyjnego w Warszawie z dnia 2 czerwca w zakresie o zastosowaniu wobec mojego klienta tymczasowego aresztowania, wnieśliśmy o jego uchylenie. Sąd uwzględnił zażalenie w całości, postanowił o zmianie poprzedniego postanowienia. Utrzymane zostały w mocy tylko wolnościowe środki zapobiegawcze – przekazała mec. Joanna Broniszewska, obrońca Sławomira Nowaka.

Mec. Broniszewska zwróciła uwagę, że poręczenie majątkowe w kwocie 1 mln złotych wpłaciła na konto Prokuratury Okręgowej w Warszawie córka Sławomira Nowaka, ale prokurator odmówił przyjęcia poręczenia do czasu rozpoznania środków odwoławczych przysługujących oskarżycielowi. Po tym, jak sąd odrzucił zażalenie prokuratury, prokurator prowadzący śledztwo przeciwko Nowakowi wydał postanowienie, w którym formalnie odmówił przyjęcia pieniędzy wpłaconych za byłego ministra transportu „wobec stwierdzenia, że środki wpłacone przez córkę podejrzanego pochodzą ze źródła zakazanego ustawą”.

– Wydanie postanowienia poprzedzone zostało analizą dokumentacji dotyczącej pochodzenia środków, przekazanej prokuraturze przez pełnomocnika osoby wpłacającej. Wynika z niej, że pochodziły z licznych pożyczek udzielonych na ten cel córce podejrzanego, czego wprost zakazuje art. 266 paragraf 1a kodeksu postępowania karnego – przekazała w środę prok. Aleksandra Skrzyniarz, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Warszawie. Przepis ten wszedł w życie 22 czerwca, a pieniądze wpłacone zostały kilka dni wcześniej.

– Poruszałam tę sprawę dziś na sali sądowej. Sąd Apelacyjny w Warszawie w ustnym uzasadnieniu odniósł się do tego wątku i stwierdził, że prokurator nie może posługiwać się przepisami, które weszły w życie później niż postanowienie o zastosowaniu poręczenia i jego wpłacenie. Sąd podkreślił również, że jedynym organem, który jest uprawniony do weryfikacji źródła kwoty poręczenia majątkowego jest organ, który taki środek stosuje. W tym przypadku byłby to sąd, a nie prokuratura – podkreśliła mec. Broniszewska.

Obrona Sławomira Nowaka i pełnomocnik córki podejrzanego mec. Wojciech Glanc złożyli zażalenia od decyzji prokuratury z 1 lipca, które zostaną rozpoznane przez Sąd Rejonowy dla Warszawy-Mokotowa. – Termin rozpoznania tych zażaleń nie jest nam jeszcze znany – przekazała adwokat Nowaka i dodała, że gdyby sąd przyznał rację prokuraturze, która odmówiła przyjęcia poręczenia majątkowego, pieniądze musiałyby zostać jego córce zwrócone.

Poręczenie majątkowe zamiast aresztu

Kwestia poręczenia majątkowego w sprawie Nowaka jest przedmiotem sporu od 12 kwietnia br. Sąd Okręgowy w Warszawie nie uwzględnił wówczas wniosku prokuratora o przedłużenie tymczasowego aresztowania wobec b. ministra i zarządził natychmiastowe zwolnienie podejrzanego z aresztu śledczego. Sąd ten zastosował wobec podejrzanego środki zapobiegawcze o wolnościowym charakterze w tym poręczenie majątkowe w kwocie 1 mln zł, wyznaczając podejrzanemu termin 14 dni na wpłacenie tej kwoty licząc od wydania postanowienia. Następnie Sąd Okręgowy uwzględniając wniosek obrońcy wstrzymał wykonanie postanowienia w zakresie orzeczonego poręczenia majątkowego do dnia rozpoznania zażalenia, które złożył prokurator.

2 czerwca sprawę rozpoznał Sąd Apelacyjny w Warszawie. Sędzia Dorota Radlińska zdecydowała uwzględnić zażalenie prokuratora i zastosować tymczasowy areszt wobec Nowaka, zaznaczając jednak, że będzie on mógł opuścić go wpłacając 1 mln zł kaucji. Sąd zdecydował, że wykonalność postanowienia zawieszona zostanie do 19 czerwca. Radlińska argumentowała to m.in. tym, że Nowak stosuje się do nałożonego na niego dozoru policji. Pieniądze wpłynęły na konto Prokuratury Okręgowej w Warszawie 16 czerwca. Wpłaciła je Natalia Nowak, jednak prokurator nie sporządził protokołu przyjęcia tej kwoty, bo w międzyczasie do sądu złożył zażalenie na decyzję z 2 czerwca.

18 czerwca Sąd Apelacyjny w Warszawie podjął decyzję o odmowie przyjęcia zażalenia prokuratury w sprawie Sławomira Nowaka. Sąd uznał, że oskarżycielowi publicznemu nie przysługuje środek odwoławczy na niekorzyść podejrzanego, ponieważ został zastosowany areszt, o który wnioskował.

Prokurator nie zgadzał się jednak z możliwością, którą sąd zostawił Nowakowi, czyli zamianą aresztu na 1 mln zł poręczenia majątkowego. Prokurator zaskarżył zarządzenie sądu. 30 czerwca zostało ono utrzymane w mocy. Tym samym uprawomocniła się decyzja umożliwiająca Nowakowi zamianę aresztu na kaucję.

W prowadzonym przez Prokuraturę Okręgową w Warszawie śledztwie Nowak usłyszał dotychczas 17 zarzutów, w tym zarzut założenia zorganizowanej grupy przestępczej działającej w Warszawie, Gdańsku i na Ukrainie oraz kierowanie tą grupą, przyjęcia kilkumilionowych korzyści majątkowych oraz płatnej protekcji w związku z pełnieniem funkcji szefa Ukravtodoru, żądanie i przyjmowanie korzyści majątkowych w latach 2012-2013 w zamian za stanowiska w spółkach Skarbu Państwa, prania brudnych pieniędzy, płatnej protekcji w związku z pełnieniem funkcji Szefa Gabinetu Politycznego Prezesa Rady Ministrów oraz Ministra Transportu, Budownictwa i Gospodarki Morskiej w rządzie Donalda Tuska. Nowak w areszcie przebywał od lipca 2020 r. do 12 kwietnia 2021 r.
Źródło info i foto: interia.pl

Zażalenie prokuratury ws. Nowaka. Sąd zdecydował

Sąd Apelacyjny w Warszawie odmówił przyjęcia zażalenia prokuratora w sprawie Sławomira Nowaka – wynika z uzyskanych w sądzie informacji. Oskarżyciel publiczny nie zgodził się z decyzją sądu o zastosowaniu wobec podejrzanego tzw. aresztu warunkowego, czyli zamiennego za kaucję w wysokości 1 mln zł.

Decyzję o odmowie przyjęcia zażalenia prokuratury w sprawie Sławomira Nowaka Sąd Apelacyjny w Warszawie podjął w piątek 18 czerwca. Z nieoficjalnych ustaleń wynika, że sąd uznał, że oskarżycielowi publicznemu nie należy się środek odwoławczy, ponieważ został zastosowany areszt, o który wnioskował.

Prokurator nie zgadza się jednak z możliwością, którą SA postanowieniem z 2 czerwca br. zostawił Nowakowi, czyli zamianą aresztu na 1 mln złotych poręczenia majątkowego. Pieniądze wpłynęły na konto Prokuratury Okręgowej w Warszawie w czwartek, wpłaciła je córka Nowaka. Prokuratura odmówiła sporządzenia protokołu przyjęcia pieniędzy z uwagi na złożone zażalenie.

Zaskarżą decyzję?

O tym, że prokuratorowi oraz podejrzanemu przysługuje zażalenie, pouczyła strony – ustnie oraz pisemne – sędzia Dorota Radlińska, która to postanowienie wydała. Innego zdania była sekcja zażaleniowo-wnioskowa SA. Zapytana o stanowisko Prokuratura Okręgowa w Warszawie zapowiedziała w sobotę, że zaskarży decyzję sądu.

– Decyzja Sądu Apelacyjnego w Warszawie jest sprzeczna z art. 426 par. 2 kodeksu postępowania karnego, który stanowi, że takie zażalenie przysługuje wszystkim stronom, a więc zarówno prokuraturze, jak i podejrzanemu – przekazała prok. Aleksandra Skrzyniarz, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Warszawie
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Kard. Henryk Gulbinowicz wciąż z Orderem Uśmiechu. Decyzja o odebraniu najwcześniej jesienią

Przez ponad pół roku nie podjęto decyzji w sprawie odebrania Orderu Uśmiechu kard. Henrykowi Gulbinowiczowi, wobec którego publicznie stawiano zarzuty dotyczące pedofilii. Najbliższe posiedzenie kapituły, na którym ta kwestia może zostać rozpatrzona, ma odbyć się jesienią tego roku lub wiosną 2022 r. W listopadzie minionego roku zarząd Międzynarodowej Kapituły Orderu Uśmiechu wszczął procedurę zmierzającą do pozbawienia kard. Henryka Gulbinowicza Orderu Uśmiechu.

Komunikat w tej sprawie wydano dzień po tym, jak nuncjatura apostolska w Polsce poinformowała o pozbawieniu hierarchy prawa używania insygniów biskupich i zakazaniu mu uczestnictwa w jakichkolwiek celebracjach lub spotkaniach publicznych. Kardynałowi nakazano też wpłacenie „pewnej sumy pieniędzy jako darowizny na działalność Fundacji św. Józefa powołanej przez Konferencję Episkopatu Polski w celu wspierania działań Kościoła na rzecz ofiar nadużyć seksualnych, pomocy psychologicznej oraz prewencji i kształcenia osób odpowiedzialnych za ochronę nieletnich”.

97-letni kard. Gulbinowicz zmarł kilka dni później. Decyzją Stolicy Apostolskiej hierarcha został pozbawiony prawa do nabożeństwa pogrzebowego w katedrze i pochówku w katedrze. Mimo że od komunikatu zarządu Międzynarodowej Kapituły Orderu Uśmiechu minęło już pół roku, kard. Gulbinowicz nadal widnieje na liście kawalerów Orderu Uśmiechu.

Sekretarz Kapituły Barbara Kolago w odpowiedzi na pytania PAP przekazała, że „od początku pandemii nie odbyło się żadne posiedzenie Międzynarodowej Kapituły Orderu Uśmiechu, stąd żadna decyzja nie mogła zostać podjęta”. „Jeśli warunki pandemiczne pozwolą, najbliższe posiedzenie odbędzie się jesienią tego roku lub wiosną roku 2022” – dodała.

Order Uśmiechu kard. Gulbinowicz otrzymał w 2001 r. na wniosek dzieci ze świdnickiego Stowarzyszenia Przyjaciół Dzieci Chorych „Serce”. W maju 2019 r. do Prokuratury Okręgowej we Wrocławiu skierowano zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez kard. Henryka Gulbinowicza. Złożył je mecenas Artur Nowak, który reprezentował Karola Chuma oskarżającego hierarchę o molestowanie seksualne.

Treścią zawiadomienia jest świadectwo pana Karola Chuma, podaliśmy w nim okoliczności, czas i miejsce popełnienia prawdopodobnego przestępstwa oraz wskazaliśmy osobę, którą można by w związku z tym przesłuchać – powiedział wówczas PAP mecenas Nowak. Z informacji uzyskanych przez PAP w Prokuraturze Okręgowej we Wrocławiu wynika, że śledztwo w tej sprawie nie zostało podjęte z uwagi na przedawnienie karalności czynu.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Sąd zdecydował ws. patostreamerów, którzy znęcali się nad niepełnosprawnym chłopakiem

Youtuber, któremu zarzuca się znęcanie się nad niepełnosprawnym chłopakiem, pozostanie w areszcie jeszcze dłużej. Sąd Rejonowy w Szczecinie przedłużył areszt dla Łukasza W., znanego jako „Kamerzysta” o kolejny miesiąc. Sąd przyznał rację prokuratorowi, który twierdził, że przebywając na wolności youtuber może mataczyć.

Nagranie na którym pokazano jak grupa młodych ludzi w upokarzający sposób traktuje niepełnosprawnego chłopaka trafiło do sieci w kwietniu 2021 roku i wstrząsnęło całą Polską. Patostreamerzy kazali mu m.in. taplać się prawie nago w błotnej kałuży, rozbijać cegły głową czy jeść kocie odchody. Łukasz W., czyli youtuber o pseudonimie „Kamerzysta” został zatrzymany i trafił do aresztu na miesiąc. Sąd Okręgowy w Szczecinie zmienił postanowienie Sądu Rejonowego i przedłużył mężczyźnie areszt o kolejny miesiąc. Łukasz W. miał pozostać za kratkami do 15 czerwca.

Prokurator złożył jednak wniosek o przedłużenie aresztu dla patostreamera, w obawie, że ten może mataczyć. Sąd przychylił się do wniosku, uznając, że mężczyzna musi pozostać w izolacji, by nie utrudniać śledztwa. Łukasz W. pozostanie więc w areszcie przez kolejny miesiąc. Orzeczenie nie jest prawomocne, co oznacza, że podejrzany może złożyć od niego zażalenie do Sądu Okręgowego w Szczecinie.

Patostreaming to niepokojące zjawisko, które pojawiło się zaledwie kilka lat temu i niestety wciąż narasta na sile. Dla sławy i pieniędzy youtuberzy często posuwają się często do obrzydliwych rzeczy, publicznie poniżając i upokarzając osoby słabsze. Główną widownią filmów publikowanych przez patostreamerów są niestety bardzo młodzi ludzie, którzy często biorą przykład ze swoich „idoli” i próbują ich naśladować w prawdziwym życiu, co może mieć fatalne skutki.
Źródło info i foto: se.pl

Janusz N. zatrzymany przez ABW. Jest decyzja o 3-miesięcznym areszcie

Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego zatrzymała pod zarzutem szpiegostwa na rzecz rosyjskiego wywiadu Janusza N. Sąd na wniosek prokuratury zdecydował o trzymiesięcznym areszcie wobec zatrzymanego – dowiedziała się w czwartek PAP. Rzecznik prasowy ministra koordynatora służb specjalnych Stanisław Żaryn i dział prasowy Prokuratury Krajowej poinformował PAP, że N. zatrzymali 31 maja funkcjonariusze prowadzącego śledztwo w tej sprawie olsztyńskiego wydziału zamiejscowego delegatury ABW w Białymstoku.

Rzecznik prasowy ministra koordynatora służb specjalnych Stanisław Żaryn i dział prasowy Prokuratury Krajowej poinformował PAP, że N. zatrzymali 31 maja funkcjonariusze prowadzącego śledztwo w tej sprawie olsztyńskiego wydziału zamiejscowego delegatury ABW w Białymstoku.

ABW w trakcie czynności przeszukała miejsca zamieszkania Janusza N. oraz siedziby związanych z nim podmiotów. „W toku działań zabezpieczono pieniądze o równowartości ponad 300 tys. zł oraz dużą liczbę nośników danych” – podała prokuratura. Żaryn zaznaczył, że część środków finansowych odnalezionych podczas przeszukań była w euro.

„Jego działalność wpisywała się w rosyjskie przedsięwzięcia”
Śledczy ustalili, że N. prowadził aktywność na rzecz Federacji Rosyjskiej, którą nasilił po tym, jak wcześniej pod zarzutem szpiegostwa zatrzymano jego współpracownika.

„Janusz N. na zlecenie osób działających na rzecz rosyjskiego wywiadu próbował nawiązać kontakt z polskimi oraz zagranicznymi politykami, w tym z pracującymi w Parlamencie Europejskim” – podał dział prasowy PK. Miał prowadzić swoją działalność na terenie Polski, Unii Europejskiej i innych krajów – ustalili śledczy.

„Jego działalność wpisywała się w rosyjskie przedsięwzięcia propagandowo-dezinformacyjne podejmowane w celu osłabienia pozycji Polski w UE i na arenie międzynarodowej” – ocenili.

Żaryn podał w rozmowie z PAP, że N. pracował na zlecenie ustalonych osób działających na rzecz rosyjskiego wywiadu.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Przeszukanie domu syna Banasia. W decyzji prokuratury „nie ma mowy o Marianie Banasiu”

„Gazeta Wyborcza” podała w piątek, że ma dowód na to, iż przeprowadzone w środę przeszukanie w domu Jakuba Banasia, syna prezesa Najwyższej Izby Kontroli Mariana Banasia, nie dotyczyło śledztwa w sprawie oświadczeń majątkowych ojca. Taką wersję przedstawił w środę rzecznik ministra koordynatora służb specjalnych Stanisław Żaryn. W postanowieniu prokuratury o przeszukaniu „nie ma mowy o Marianie Banasiu” – czytamy w „Wyborczej”.

W środę Centralne Biuro Antykorupcyjne przeszukało dom syna prezesa Najwyższej Izby Kontroli Mariana Banasia, Jakuba. Stało się dwa dni po tym, gdy dziennikarze Onetu opublikowali informacje dotyczące raportu NIK o wyborach kopertowych z 10 maja 2020 roku, które się nie odbyły. W tekście przedstawiono dokumenty pokontrolne, które „stały się kością niezgody w samym NIK, a których obawia się bardzo obóz rządzący”. Ma z nich wynikać, że NIK „ma dowody stawiające w trudnym położeniu prawnym między innymi premiera Mateusza Morawieckiego”.

Marian Banaś wydał w środę oświadczenie w sprawie przeszukania w domu jego syna. Porównał w nim dzisiejsze rządy do „czasów bolszewickich”, „stanu wojennego” i „państwa policyjnego”.

– Dzisiejsze przeszukania są realizowane przez CBA w związku z wnioskami Biura złożonymi 10 marca i 9 kwietnia. Decyzje o przeszukaniach podjęto 22 kwietnia bieżącego roku. W czynnościach wzięło udział ponad 50 funkcjonariuszy. CBA przeszukało kilkanaście miejsc w różnych lokalizacjach. Przeprowadzenie czynności wiąże się z szeregiem przygotowań i skomplikowaną logistyką. Takich działań nie podejmuje się ad hoc – oświadczył Żaryn.

Tymczasem w piątek „Gazeta Wyborcza” podała, że przeszukanie w domu Jakuba Banasia nie dotyczyło śledztwa w sprawie oświadczeń majątkowych jego ojca, a wydane 22 kwietnia postanowienie prokuratury „obejmuje wyłącznie sprawę rozliczeń skarbowo-podatkowych syna i synowej prezesa NIK”.

Według „GW” w dokumencie „nie ma mowy o Marianie Banasiu”. Jak donosi gazeta, kierująca śledztwem Prokuratura Regionalna w Białymstoku w postanowieniu o przeszukaniu wspomina o kwestiach „niewykazywania przychodów z tytułu wynajmu nieruchomości”, „uszczupleniu podatku w nieustalonej kwocie” i mogących „zawierać nieprawdę deklaracjach PIT-37 i PIT- 28”.

„Nie ma to nic wspólnego z badaniem oświadczeń majątkowych ‚składanych przez osobę publiczną’, o czym mówił rzecznik koordynatora służb specjalnych Stanisław Żaryn” – zauważa dziennik.

„Gazeta Wyborcza” zwraca jednocześnie uwagę, że Jakub Banaś nigdy nie pełnił funkcji publicznej. „Za to już raz był ofiarą odwetu władzy na ojcu” – dodaje. Chodzi o sprawę z grudnia 2019 roku. Jakub Banaś wydał wówczas oświadczenie, w którym poinformował o odejściu z Banku Pekao SA. Był tam menadżerem i pełnomocnikiem zarządu od kwietnia 2019 roku. Syn prezesa Najwyższej Izby Kontroli przekonywał, że „decyzja ma charakter w pełni suwerenny”. Jednak w mediach pojawiały się informacje, że Jakub Banaś został z banku zwolniony. Miało mieć to związek z napięciem na linii rząd – Marian Banaś po zamieszaniu z oświadczeniem majątkowym prezesa NIK.

„To przypomina mi czasy bolszewickie”

– Działania operacyjne CBA wobec mojego syna nie mogą być rozpatrywane bez kontekstu, jakim jest opublikowanie wczoraj przez media fragmentów wyników kontroli dotyczącej organizacji wyborów korespondencyjnych na urząd prezydenta RP, które miały się odbyć w maju 2020 roku – mówił w środę prezes NIK Marian Banaś.

Powiedział, że przeszukanie CBA w domu jego syna wpłynęło także na jego synową oraz wnuki. – To już kolejne przeszukanie na terenie tej samej nieruchomości. Mój syn od przeszło roku, podobnie jak ja, był stale inwigilowany i represjonowany wraz z całą rodziną. Dzieje się tak dlatego, by zmusić mnie do rezygnacji z pełnienia funkcji prezesa Najwyższej Izby Kontroli i zmiany wyników zakończonych oraz prowadzonych kontroli – przekonywał Banaś.

Prezes NIK wyjaśnił, że „czynności przeszukania” dotyczyły zarówno jego syna, jak i synowej. – Funkcjonariusze CBA zabezpieczyli jej prywatne i służbowe dane znajdujące się w dokumentach, telefonach i komputerach. Czynności przeszukania były zaplanowane tak, aby podczas przeszukania obecna była także moja żona, co ma być dodatkowym elementem nacisku na moją osobę – opisał.

– To przypomina mi czasy bolszewickie, kiedy po ogłoszeniu stanu wojennego za to, ze byłem patriotą, wiernym Polsce i Solidarności, zostałem aresztowany i skazany na cztery lata więzienia. Dzisiaj, w rzekomo wolnej i niepodległej Polsce, obecna władza robi to samo. Kto się z nią nie zgadza, może na podstawie pomówień być aresztowany i skazany – powiedział.

Jak mówił, „to w czystej postaci państwo policyjne, którym rządzą służby, a nie premier, prezydent czy parlament”. – Dzisiaj NIK to jedyna niezależna instytucja, na którą nie ma wpływu władza rządząca i żadna partia polityczna – zauważył. – Tak być powinno, bo taki był powód jej powołania. Zapewniam państwa, że do końca mojej kadencji będę bronił niezależności NIK i żadne prowokacje i fałszerstwa służb temu nie przeszkodzą – zakończył.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Sąd w Rosji nakazuje natychmiastowe wstrzymanie działalności organizacji Nawalnego

Działalność Fundacji Walki z Korupcją (FBK) Nawalnego zostaje dziś wstrzymana do czasu wydania decyzji, czy FBK jest organizacją ekstremistyczną – informuje adwokat Iwan Pawłow. To fundacja Nawalnego w styczniu tego roku opublikowała głośny materiał o „pałacu dla (prezydenta Władimira) Putina”. Willa, którą oficjalnie uważano za własność biznesmena Aleksandra Ponomarenki, w rzeczywistości ma należeć do Putina. FBK wcześniej publikowała również materiały o domniemanym majątku rosyjskiej elity rządzącej.

Z prośbą o natychmiastowe wstrzymanie działalności FBK zwrócił się do sądu przedstawiciel prokuratury, która ubiega się na drodze sądowej o uznanie FBK za organizację ekstremistyczną. Prokuratura w Moskwie chce też uznania za organizacje ekstremistyczne pozostałych projektów Nawalnego. Postępowanie sądowe zostało utajnione. Uznanie projektów Nawalnego za ekstremistyczne i zakazanie ich działalności oznaczać będzie dla niego i jego współpracowników brak możliwości legalnego zatrudnienia w Rosji:

W styczniu Kreml, odpowiadając na publikację wspominanego materiały FBK o „willi Putina”, mówił o próbach „destabilizacji sytuacji” w kraju. Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow stwierdził, że był to „atak informacyjny na Putina” i podkreślał, że władze Rosji wiedziały jeszcze przed publikacją materiału o willi, iż „przygotowywane były tak zwane materiały demaskatorskie, pseudodemaskatorskie”.
Źródło info i foto: onet.pl

Jest zażalenie prokuratury na decyzję sądu ws. zwolnienia Sławomira Nowaka z aresztu

Prokuratura Okręgowa w Warszawie złożyła pisemne zażalenie na decyzję sądu o odmowie przedłużenia aresztu Sławomirowi Nowakowi. Według prokuratorów były minister transportu może próbować uciec z kraju.

– Pismo zostało przekazane do Sądu Apelacyjnego w Warszawie za pośrednictwem Sądu Okręgowego w Warszawie – poinformowała cytowana przez PAP rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Warszawie Aleksandra Skrzyniarz.

Pisemne zażalenie prokuratury jest zgodne z wcześniejszymi zapowiedziami. „Decyzja sądu stwarza bardzo duże zagrożenie dla prawidłowego biegu postępowania przede wszystkim poprzez stworzenie podejrzanemu możliwości ucieczki z kraju, a także umożliwienie mu mataczenia” – podkreślała w komunikacie 12 kwietnia prok. Skrzyniarz. Jak dodała, „ryzyko ucieczki jest niezwykle duże z powodu bardzo wysokiego zagrożenia karą popełnionych przez niego czynów, wynoszącego nawet do 20 lat pozbawienia wolności i jego niewątpliwych kontaktów międzynarodowych, które wynikają z treści ogłoszonych mu zarzutów”. „Wyjście z aresztu umożliwi mu również wpływanie na nowych świadków, których prokuratura będzie przesłuchiwać, a także na współpodejrzanych, z którymi Sławomir N. będzie konfrontowany” – czytamy.

Tvn24.pl nieoficjalnie podawał, że według sądu nie zachodziła obawa, iż Nowak będzie mataczył w śledztwie. Ponadto stwierdził, że w postępowaniu prokuratury i CBA były uchybienia.

Sprawę Nowaka komentował w Radiu Zet Paweł Jabłoński, wiceminister spraw zagranicznych. – Moim zdaniem ze zgromadzonego materiału dowodowego wynika bardzo duże prawdopodobieństwo, że Sławomir Nowak jest winny i dopuścił się korupcji. Gdyby było inaczej, sąd nie zastosowałby aresztu i miliona złotych kaucji – powiedział.

Jabłoński przyznał, że „okres dziewięciu miesięcy powinien być wystarczający do tego, aby przedstawić zarzuty, przeprowadzić czynności dowodowe i sporządzić akt oskarżenia”. – I chciałbym, żeby tak funkcjonowała prokuratura, żeby to możliwe. Czasami to nie jest możliwe z przyczyn obiektywnych. Czy tak jest w tej sprawie – nie wiem – mówił.

Sławomir Nowak, były szef gabinetu politycznego premiera Donalda Tuska i prezes ukraińskiej państwowej agencji drogowej Ukrawtodor, został zatrzymany w lipcu w związku z podejrzeniem korupcji, kierowania zorganizowaną grupą przestępczą i praniem brudnych pieniędzy. Złożył wyjaśnienia w prokuraturze i usłyszał zarzut kierowania zorganizowaną grupą przestępczą czerpiącą korzyści z korupcji od października 2016 do września 2019 roku.

Śledztwo prowadzą jednocześnie Centralne Biuro Antykorupcyjne i Prokuratura Okręgowa w Warszawie, a także Specjalna Prokuratura Antykorupcyjna w Kijowie oraz Narodowe Antykorupcyjne Biuro Ukrainy. Postępowanie jest rozwojowe, cały czas gromadzone i analizowane są w sprawie materiały dowodowe.
Źródło info i foto: Gazeta.pl