Janusz N. zatrzymany przez ABW. Jest decyzja o 3-miesięcznym areszcie

Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego zatrzymała pod zarzutem szpiegostwa na rzecz rosyjskiego wywiadu Janusza N. Sąd na wniosek prokuratury zdecydował o trzymiesięcznym areszcie wobec zatrzymanego – dowiedziała się w czwartek PAP. Rzecznik prasowy ministra koordynatora służb specjalnych Stanisław Żaryn i dział prasowy Prokuratury Krajowej poinformował PAP, że N. zatrzymali 31 maja funkcjonariusze prowadzącego śledztwo w tej sprawie olsztyńskiego wydziału zamiejscowego delegatury ABW w Białymstoku.

Rzecznik prasowy ministra koordynatora służb specjalnych Stanisław Żaryn i dział prasowy Prokuratury Krajowej poinformował PAP, że N. zatrzymali 31 maja funkcjonariusze prowadzącego śledztwo w tej sprawie olsztyńskiego wydziału zamiejscowego delegatury ABW w Białymstoku.

ABW w trakcie czynności przeszukała miejsca zamieszkania Janusza N. oraz siedziby związanych z nim podmiotów. „W toku działań zabezpieczono pieniądze o równowartości ponad 300 tys. zł oraz dużą liczbę nośników danych” – podała prokuratura. Żaryn zaznaczył, że część środków finansowych odnalezionych podczas przeszukań była w euro.

„Jego działalność wpisywała się w rosyjskie przedsięwzięcia”
Śledczy ustalili, że N. prowadził aktywność na rzecz Federacji Rosyjskiej, którą nasilił po tym, jak wcześniej pod zarzutem szpiegostwa zatrzymano jego współpracownika.

„Janusz N. na zlecenie osób działających na rzecz rosyjskiego wywiadu próbował nawiązać kontakt z polskimi oraz zagranicznymi politykami, w tym z pracującymi w Parlamencie Europejskim” – podał dział prasowy PK. Miał prowadzić swoją działalność na terenie Polski, Unii Europejskiej i innych krajów – ustalili śledczy.

„Jego działalność wpisywała się w rosyjskie przedsięwzięcia propagandowo-dezinformacyjne podejmowane w celu osłabienia pozycji Polski w UE i na arenie międzynarodowej” – ocenili.

Żaryn podał w rozmowie z PAP, że N. pracował na zlecenie ustalonych osób działających na rzecz rosyjskiego wywiadu.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Przeszukanie domu syna Banasia. W decyzji prokuratury „nie ma mowy o Marianie Banasiu”

„Gazeta Wyborcza” podała w piątek, że ma dowód na to, iż przeprowadzone w środę przeszukanie w domu Jakuba Banasia, syna prezesa Najwyższej Izby Kontroli Mariana Banasia, nie dotyczyło śledztwa w sprawie oświadczeń majątkowych ojca. Taką wersję przedstawił w środę rzecznik ministra koordynatora służb specjalnych Stanisław Żaryn. W postanowieniu prokuratury o przeszukaniu „nie ma mowy o Marianie Banasiu” – czytamy w „Wyborczej”.

W środę Centralne Biuro Antykorupcyjne przeszukało dom syna prezesa Najwyższej Izby Kontroli Mariana Banasia, Jakuba. Stało się dwa dni po tym, gdy dziennikarze Onetu opublikowali informacje dotyczące raportu NIK o wyborach kopertowych z 10 maja 2020 roku, które się nie odbyły. W tekście przedstawiono dokumenty pokontrolne, które „stały się kością niezgody w samym NIK, a których obawia się bardzo obóz rządzący”. Ma z nich wynikać, że NIK „ma dowody stawiające w trudnym położeniu prawnym między innymi premiera Mateusza Morawieckiego”.

Marian Banaś wydał w środę oświadczenie w sprawie przeszukania w domu jego syna. Porównał w nim dzisiejsze rządy do „czasów bolszewickich”, „stanu wojennego” i „państwa policyjnego”.

– Dzisiejsze przeszukania są realizowane przez CBA w związku z wnioskami Biura złożonymi 10 marca i 9 kwietnia. Decyzje o przeszukaniach podjęto 22 kwietnia bieżącego roku. W czynnościach wzięło udział ponad 50 funkcjonariuszy. CBA przeszukało kilkanaście miejsc w różnych lokalizacjach. Przeprowadzenie czynności wiąże się z szeregiem przygotowań i skomplikowaną logistyką. Takich działań nie podejmuje się ad hoc – oświadczył Żaryn.

Tymczasem w piątek „Gazeta Wyborcza” podała, że przeszukanie w domu Jakuba Banasia nie dotyczyło śledztwa w sprawie oświadczeń majątkowych jego ojca, a wydane 22 kwietnia postanowienie prokuratury „obejmuje wyłącznie sprawę rozliczeń skarbowo-podatkowych syna i synowej prezesa NIK”.

Według „GW” w dokumencie „nie ma mowy o Marianie Banasiu”. Jak donosi gazeta, kierująca śledztwem Prokuratura Regionalna w Białymstoku w postanowieniu o przeszukaniu wspomina o kwestiach „niewykazywania przychodów z tytułu wynajmu nieruchomości”, „uszczupleniu podatku w nieustalonej kwocie” i mogących „zawierać nieprawdę deklaracjach PIT-37 i PIT- 28”.

„Nie ma to nic wspólnego z badaniem oświadczeń majątkowych ‚składanych przez osobę publiczną’, o czym mówił rzecznik koordynatora służb specjalnych Stanisław Żaryn” – zauważa dziennik.

„Gazeta Wyborcza” zwraca jednocześnie uwagę, że Jakub Banaś nigdy nie pełnił funkcji publicznej. „Za to już raz był ofiarą odwetu władzy na ojcu” – dodaje. Chodzi o sprawę z grudnia 2019 roku. Jakub Banaś wydał wówczas oświadczenie, w którym poinformował o odejściu z Banku Pekao SA. Był tam menadżerem i pełnomocnikiem zarządu od kwietnia 2019 roku. Syn prezesa Najwyższej Izby Kontroli przekonywał, że „decyzja ma charakter w pełni suwerenny”. Jednak w mediach pojawiały się informacje, że Jakub Banaś został z banku zwolniony. Miało mieć to związek z napięciem na linii rząd – Marian Banaś po zamieszaniu z oświadczeniem majątkowym prezesa NIK.

„To przypomina mi czasy bolszewickie”

– Działania operacyjne CBA wobec mojego syna nie mogą być rozpatrywane bez kontekstu, jakim jest opublikowanie wczoraj przez media fragmentów wyników kontroli dotyczącej organizacji wyborów korespondencyjnych na urząd prezydenta RP, które miały się odbyć w maju 2020 roku – mówił w środę prezes NIK Marian Banaś.

Powiedział, że przeszukanie CBA w domu jego syna wpłynęło także na jego synową oraz wnuki. – To już kolejne przeszukanie na terenie tej samej nieruchomości. Mój syn od przeszło roku, podobnie jak ja, był stale inwigilowany i represjonowany wraz z całą rodziną. Dzieje się tak dlatego, by zmusić mnie do rezygnacji z pełnienia funkcji prezesa Najwyższej Izby Kontroli i zmiany wyników zakończonych oraz prowadzonych kontroli – przekonywał Banaś.

Prezes NIK wyjaśnił, że „czynności przeszukania” dotyczyły zarówno jego syna, jak i synowej. – Funkcjonariusze CBA zabezpieczyli jej prywatne i służbowe dane znajdujące się w dokumentach, telefonach i komputerach. Czynności przeszukania były zaplanowane tak, aby podczas przeszukania obecna była także moja żona, co ma być dodatkowym elementem nacisku na moją osobę – opisał.

– To przypomina mi czasy bolszewickie, kiedy po ogłoszeniu stanu wojennego za to, ze byłem patriotą, wiernym Polsce i Solidarności, zostałem aresztowany i skazany na cztery lata więzienia. Dzisiaj, w rzekomo wolnej i niepodległej Polsce, obecna władza robi to samo. Kto się z nią nie zgadza, może na podstawie pomówień być aresztowany i skazany – powiedział.

Jak mówił, „to w czystej postaci państwo policyjne, którym rządzą służby, a nie premier, prezydent czy parlament”. – Dzisiaj NIK to jedyna niezależna instytucja, na którą nie ma wpływu władza rządząca i żadna partia polityczna – zauważył. – Tak być powinno, bo taki był powód jej powołania. Zapewniam państwa, że do końca mojej kadencji będę bronił niezależności NIK i żadne prowokacje i fałszerstwa służb temu nie przeszkodzą – zakończył.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Sąd w Rosji nakazuje natychmiastowe wstrzymanie działalności organizacji Nawalnego

Działalność Fundacji Walki z Korupcją (FBK) Nawalnego zostaje dziś wstrzymana do czasu wydania decyzji, czy FBK jest organizacją ekstremistyczną – informuje adwokat Iwan Pawłow. To fundacja Nawalnego w styczniu tego roku opublikowała głośny materiał o „pałacu dla (prezydenta Władimira) Putina”. Willa, którą oficjalnie uważano za własność biznesmena Aleksandra Ponomarenki, w rzeczywistości ma należeć do Putina. FBK wcześniej publikowała również materiały o domniemanym majątku rosyjskiej elity rządzącej.

Z prośbą o natychmiastowe wstrzymanie działalności FBK zwrócił się do sądu przedstawiciel prokuratury, która ubiega się na drodze sądowej o uznanie FBK za organizację ekstremistyczną. Prokuratura w Moskwie chce też uznania za organizacje ekstremistyczne pozostałych projektów Nawalnego. Postępowanie sądowe zostało utajnione. Uznanie projektów Nawalnego za ekstremistyczne i zakazanie ich działalności oznaczać będzie dla niego i jego współpracowników brak możliwości legalnego zatrudnienia w Rosji:

W styczniu Kreml, odpowiadając na publikację wspominanego materiały FBK o „willi Putina”, mówił o próbach „destabilizacji sytuacji” w kraju. Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow stwierdził, że był to „atak informacyjny na Putina” i podkreślał, że władze Rosji wiedziały jeszcze przed publikacją materiału o willi, iż „przygotowywane były tak zwane materiały demaskatorskie, pseudodemaskatorskie”.
Źródło info i foto: onet.pl

Jest zażalenie prokuratury na decyzję sądu ws. zwolnienia Sławomira Nowaka z aresztu

Prokuratura Okręgowa w Warszawie złożyła pisemne zażalenie na decyzję sądu o odmowie przedłużenia aresztu Sławomirowi Nowakowi. Według prokuratorów były minister transportu może próbować uciec z kraju.

– Pismo zostało przekazane do Sądu Apelacyjnego w Warszawie za pośrednictwem Sądu Okręgowego w Warszawie – poinformowała cytowana przez PAP rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Warszawie Aleksandra Skrzyniarz.

Pisemne zażalenie prokuratury jest zgodne z wcześniejszymi zapowiedziami. „Decyzja sądu stwarza bardzo duże zagrożenie dla prawidłowego biegu postępowania przede wszystkim poprzez stworzenie podejrzanemu możliwości ucieczki z kraju, a także umożliwienie mu mataczenia” – podkreślała w komunikacie 12 kwietnia prok. Skrzyniarz. Jak dodała, „ryzyko ucieczki jest niezwykle duże z powodu bardzo wysokiego zagrożenia karą popełnionych przez niego czynów, wynoszącego nawet do 20 lat pozbawienia wolności i jego niewątpliwych kontaktów międzynarodowych, które wynikają z treści ogłoszonych mu zarzutów”. „Wyjście z aresztu umożliwi mu również wpływanie na nowych świadków, których prokuratura będzie przesłuchiwać, a także na współpodejrzanych, z którymi Sławomir N. będzie konfrontowany” – czytamy.

Tvn24.pl nieoficjalnie podawał, że według sądu nie zachodziła obawa, iż Nowak będzie mataczył w śledztwie. Ponadto stwierdził, że w postępowaniu prokuratury i CBA były uchybienia.

Sprawę Nowaka komentował w Radiu Zet Paweł Jabłoński, wiceminister spraw zagranicznych. – Moim zdaniem ze zgromadzonego materiału dowodowego wynika bardzo duże prawdopodobieństwo, że Sławomir Nowak jest winny i dopuścił się korupcji. Gdyby było inaczej, sąd nie zastosowałby aresztu i miliona złotych kaucji – powiedział.

Jabłoński przyznał, że „okres dziewięciu miesięcy powinien być wystarczający do tego, aby przedstawić zarzuty, przeprowadzić czynności dowodowe i sporządzić akt oskarżenia”. – I chciałbym, żeby tak funkcjonowała prokuratura, żeby to możliwe. Czasami to nie jest możliwe z przyczyn obiektywnych. Czy tak jest w tej sprawie – nie wiem – mówił.

Sławomir Nowak, były szef gabinetu politycznego premiera Donalda Tuska i prezes ukraińskiej państwowej agencji drogowej Ukrawtodor, został zatrzymany w lipcu w związku z podejrzeniem korupcji, kierowania zorganizowaną grupą przestępczą i praniem brudnych pieniędzy. Złożył wyjaśnienia w prokuraturze i usłyszał zarzut kierowania zorganizowaną grupą przestępczą czerpiącą korzyści z korupcji od października 2016 do września 2019 roku.

Śledztwo prowadzą jednocześnie Centralne Biuro Antykorupcyjne i Prokuratura Okręgowa w Warszawie, a także Specjalna Prokuratura Antykorupcyjna w Kijowie oraz Narodowe Antykorupcyjne Biuro Ukrainy. Postępowanie jest rozwojowe, cały czas gromadzone i analizowane są w sprawie materiały dowodowe.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

USA: Senat przeciw impeachmentowi byłego prezydenta

Senat USA zagłosował przeciw impeachmentowi byłego prezydenta Donalda Trumpa. Senat w głosowaniu zdecydował o uniewinnieniu byłego prezydenta USA od zarzutu podżegania do szturmu na Kapitol. Oznacza to, że Trump będzie mógł w przyszłości ponownie ubiegać się o prezydenturę.

Za impeachmentem Trumpa głosowało 57 senatorów, przeciwko było 43. Wymagana większość 2/3 nie została więc osiągnięta – zabrakło 10 głosów skazujących. Za głosowali wszyscy senatorowie Partii Demokratycznej i niezależni oraz siedmiu senatorów Partii Republikańskiej. Trump napisał, że finał drugiego proces w sprawie jego impeachmentu to „kolejna faza największego polowania na czarownice w historii kraju”.

„Senat nie uznał postępowania Trumpa za dopuszczalne”

Lider Republikanów w Senacie Mitch McConnell, który zagłosował w sobotę przeciw impeachmentowi Trumpa, po głosowaniu oświadczył, że potępia postępowanie byłego szefa państwa oraz że jest on „praktycznie i moralnie odpowiedzialny” za atak na Kapitol 6 stycznia.

McConnell podkreślił, że zagłosował przeciw impeachmentowi tylko dlatego, że jego zdaniem konstytucja nie przewiduje takiej procedury wobec byłego prezydenta, a Trump jest obecnie tylko osobą prywatną. Dodał, że decyzja Senatu nie oznacza, iż uznał on postępowanie Trumpa, który namawiał swych zwolenników do siłowego sprzeciwu wobec wyniku wyborów, za dopuszczalne.

Pierwsza taka sytuacja w USA

Po raz pierwszy w historii USA prezydent został dwukrotnie poddany procedurze impeachmentu i po raz pierwszy podczas głosowania w tej sprawie w Senacie siedmiu senatorów zajęło inne stanowisko niż ich partia – podkreśla Associated Press.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Sprawa Sławomira Nowaka. Są zażalenia na aresztowania dwóch biznesmenów

​Są zażalenia na decyzje prokuratury w związku z niezastosowaniem aresztów wobec dwóch biznesmenów zatrzymanych na początku stycznia w śledztwie dotyczącym Sławomira Nowaka. Do sądu trafiły zażalenia obrony, a także prokuratury. Jak informuje nasz dziennikarz Krzysztof Zasada, prawnicy Grzegorza W., który nie trafił do aresztu złożyli zażalenie na zatrzymanie biznesmena.

Jak argumentują, sąd w uzasadnieniu wskazał, że nie tylko nie było powodów do aresztowania przedsiębiorcy, ale także w ogóle prokuratura nie miała podstaw do stawiania mu zarzutów. Dlatego – według mecenasów – już samo zatrzymanie było bezzasadne. Z kolei śledczy skarżą się na niezastosowanie aresztów, o które wnosili. Wciąż utrzymują, że podejrzani mają przedstawione bardzo poważne zarzuty, a brak aresztu utrudni śledztwo.

Nowe zarzuty dla Sławomira Nowaka i trzech biznesmenów

Prokurator postawił Sławomirowi Nowakowi 7 stycznia nowe zarzuty korupcyjne: chodzi o działalność Nowaka jako szefa Państwowej Agencji Drogowej Ukrainy Ukrawtodor. Zarzuty w śledztwie przeciwko byłemu ministrowi w rządzie Platformy Obywatelskiej usłyszeli również trzej zatrzymani przez CBA przed dwoma tygodniami przedsiębiorcy.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Wraca sprawa zamku w Stobnicy. MSWiA chce odwołania wojewody

Szef MSWiA Mariusz Kamiński zwrócił się do premiera z wnioskiem o odwołanie ze stanowiska wojewody wielkopolskiego, Łukasza Mikołajczyka. Powodem jest – jak czytamy w oficjalnym komunikacie – „utrata zaufania” do wojewody w związku z wydaniem przez niego decyzji, która pozwoliła na kontynuowanie prac przy budowie ogromnego zamku w Stobnicy, na obszarze Natura 2000.

Minister Spraw Wewnętrznych i Administracji Mariusz Kamiński zwrócił się w czwartek do premiera Mateusza Morawieckiego o odwołanie Łukasza Mikołajczyka ze stanowiska wojewody wielkopolskiego. Ten uznał wcześniej ważność zgody na budowę tzw. zamku w Stobnicy, choć przeprowadzone postępowanie wykazało, że decyzja starosty obornickiego została wydana z naruszeniem prawa.

MSWiA chce dymisji wojewody wielkopolskiego. Powodem zgoda na budowę zamku na terenie Natura 200

„Powodem złożenia wniosku jest utrata zaufania do wojewody w związku z podjęciem przez niego sprzecznej z interesem publicznym i wydanej z naruszeniem przepisów prawa decyzji dotyczącej budowy tzw. zamku w Stobnicy” – napisano w komunikacie MSWiA.

Ogromny zamek w Stobnicy (wielkopolskiej wsi na granicy Puszczy Noteckiej) buduje poznańska spółka D.J.T. Obiekt, który znajduje się na obszarze Natura 2000, powstaje na sztucznie usypanej wyspie i ma mieć charakter wypoczynkowo-rekreacyjny – w dużej mierze został już ukończony, a jego projekt zakłada m.in. wybudowanie 14 pięter, a także kilkudziesięciometrowej wieży.

W lipcu tego roku policja na polecenie poznańskiej prokuratury zatrzymała siedem osób powiązanych z budową zamku w Puszczy Noteckiej. Byli wśród nich przedstawiciele inwestora, architekt i główny projektant zamku, a także urzędnicy Starostwa Powiatowego w Obornikach i pracownicy powiatowego inspektoratu nadzoru budowlanego. Śledczy zarzucili im przekroczenie uprawnień i działanie na szkodę środowiska. W 2018 r. Generalna Dyrekcja Ochrony Środowiska skontrolowała budowę i już wówczas nakazała zaprzestania prac – wskazywano, że budowa zamku w Stobnicy będzie miała negatywny wpływ na środowisko, a dodatkowo inwestorzy nie mają stosownych uprawnień środowiskowych.

Wojewoda wielkopolski, który prowadził postępowanie administracyjne w tej sprawie, w ostatnich dniach wydał decyzję pozwalającą na kontynuowanie prac przy budowie zamku. Jednocześnie Wielkopolski Urząd Wojewódzki informował, że choć okoliczności wskazują, że doszło do naruszenia prawa przez starostę obornickiego, to okoliczności, takie jak „zasada trwałości decyzji administracyjnych, ugruntowane orzecznictwo sądów administracyjnych, nowelizacja prawa budowlanego oraz nieodwracalność skutków dla środowiska przyrodniczego i upływ czasu do wydania decyzji” wskazują, że nie ma możliwości stwierdzenia nieważności inwestycji i wstrzymania prac.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Jest finał sprawy tzw. zamku w Stobnicy. Decyzja o pozwoleniu na budowę ważna

Wojewoda wielkopolski uznał ważność zgody na budowę tzw. zamku w Stobnicy, choć przeprowadzone postępowanie wykazało, że decyzja starosty obornickiego została wydana z naruszeniem prawa – poinformował w poniedziałek Wielkopolski Urząd Wojewódzki.

Tomasz Stube przekazał, że wojewoda wielkopolski przeprowadził postępowanie administracyjne ws. wydania zgody na budowę tzw. zamku w Stobnicy (pow. obornicki) w związku ze sprzeciwem Prokuratury Okręgowej w Poznaniu i wnioskiem RDOŚ w Poznaniu. „Decyzja wojewody zapadła 30 listopada” – poinformował.

Nieprzedłożona decyzja

„W toku postępowania służby wojewody potwierdziły naruszenie prawa przez starostę obornickiego w części zarzutów prokuratora. Starosta wydał decyzję, pomimo że inwestor nie przedłożył decyzji środowiskowej dla projektowanych parkingów i nie potwierdził prawa inwestora do dysponowania Kanałem Kończak na cele budowalne” – podał Stube, dodając, że wymieniony ciek wodny należy do skarbu państwa.

Stube wyjaśnił, że podczas analizy prowadzonej przez służby wojewody pod uwagę zostały wzięte takie okoliczności, jak: naczelna zasada trwałości decyzji administracyjnych, ugruntowane orzecznictwo sądów administracyjnych, nowelizacja prawa budowlanego, nieodwracalność skutków dla środowiska przyrodniczego i upływ czasu od wydania decyzji.

„Okoliczności te nie pozwalają na stwierdzenie nieważności i wstrzymanie decyzji starosty obornickiego” – poinformował Stube.

Budowa tzw. zamku w Stobnicy jest prowadzona na obszarze Natura 2000. Powstający w Puszczy Noteckiej obiekt ma liczyć 14 nadziemnych kondygnacji i mieć kilkudziesięciometrową wieżę. Inwestorem jest poznańska spółka D.J.T. O inwestycji zrobiło się głośno latem 2018 r. Wówczas CBA rozpoczęło badanie prawidłowości wydanych decyzji w związku z jej realizacją. W sierpniu 2018 r. minister środowiska polecił Generalnemu Dyrektorowi Ochrony Środowiska wszczęcie pilnej kontroli procesu wydania decyzji dotyczących budowy Sprawa została także skierowana do prokuratury.

Pod koniec kwietnia ub. roku Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska w Poznaniu poinformowała, że uchyliła decyzję z maja 2015 r. określającą warunki prowadzenia robót dla przedsięwzięcia polegającego na budowie tzw. zamku w Stobnicy i wniosła sprzeciw wobec jej realizacji. W 2015 r. RDOŚ uznała, że inwestycja nie będzie miała negatywnego wpływu na środowisko.

Powodem wznowienia postępowania i uchylenia poprzedniej decyzji oraz wniesienia sprzeciwu wobec realizacji przedsięwzięcia, było ujawnienie w trakcie realizacji inwestycji okoliczności dotyczących powierzchni przekształconej na potrzeby przedsięwzięcia, odbiegającej od deklarowanej wcześniej przez inwestora powierzchni ok. 1,7 ha. Według RDOŚ faktyczna powierzchnia inwestycji przekroczyła 2 ha.

Budowa może oddziaływać na środowisko

Regionalna Dyrekcja podkreśliła, że ma to wpływ na klasyfikację przedsięwzięcia jako „mogącego potencjalnie znacząco oddziaływać na środowisko, dla którego wymagana jest decyzja o środowiskowych uwarunkowaniach, której inwestor nie przedłożył w toku postępowania pierwotnego”. GDOŚ 31 lipca 2019 r. utrzymał w mocy decyzję RDOŚ w Poznaniu. Inwestor odwołał się w tej sprawie do sądu.

Wskutek zaskarżenia decyzji GDOŚ przez inwestora, Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie wyrokiem z 11 marca br. uchylił tę decyzję. 30 czerwca GDOŚ złożył skargę kasacyjną od wyroku WSA do Naczelnego Sądu Administracyjnego.

W połowie lipca w związku z inwestycją zatrzymano i przedstawiono zarzuty siedmiu osobom – urzędnikom i przedstawicielom firmy budującej tzw. zamek w Stobnicy. Według poznańskiej prokuratury, pozwolenie na budowę zostało wydane pomimo niezgodności projektu budowlanego z miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego, z przepisami techniczno-budowlanymi, a także pomimo braku wymaganych prawem budowlanym opinii, uzgodnień, pozwoleń i sprawdzeń.

Podejrzani w tej sprawie usłyszeli zarzuty m.in. poświadczenia nieprawdy, niedopełniania obowiązków oraz prowadzenia budowy zagrażającej środowisku i prowadzeniu jej wbrew przepisom ustawy o ochronie środowiska.

Rzecznik poznańskiej Prokuratury Okręgowej prok. Łukasz Wawrzyniak poinformował wtedy także, że „Prokurator Okręgowy złożył sprzeciw do wojewody wielkopolskiego od ostatecznej decyzji starosty obornickiego o pozwoleniu na budowę, z uwagi na to, że została ona wydana z rażącym naruszeniem prawa”.

Postępowanie administracyjne ws. inwestycji wszczęto w połowie sierpnia. Między innymi w związku z zawiadomieniem stron postępowania o możliwości zapoznania się ze zgromadzonym materiałem dowodowym i skomplikowanym charakterem sprawy w postępowanie prowadzone przez wojewodę wielkopolskiego było trzy razy przedłużane.

Od wydanej przez wojewodę decyzji stronom postępowania przysługuje prawo wniesienia odwołania do Głównego Inspektora Nadzoru Budowlanego.
Źródło info i foto: onet.pl

Decyzja Sądu Najwyższego: bez najsurowszej kary, gdy głównym dowodem zabójstwa jest przyznanie się sprawcy

Jeśli przyznanie się sprawcy do zabójstwa jest głównym dowodem, bez którego nie doszłoby do wyroku skazującego, to zazwyczaj nie powinno wymierzać się kary dożywocia lub 25 lat więzienia – ocenił Sąd Najwyższy ws. mężczyzny skazanego na 15 lat więzienia za zabójstwo żony. Tym samym SN oddalił kasację wniesioną w sprawie przez ministra sprawiedliwości-prokuratora generalnego, według którego w tej sprawie wymierzono karę „rażąco niewspółmierną”. W ocenie PG okoliczności sprawy przemawiały za orzeczeniem kary nie niższej niż 25 lat pozbawienia wolności.

Sprawa dotyczyła opisywanego w mediach zabójstwa, do którego doszło w maju 2014 r. w jednym z mieszkań w Starachowicach. Śledztwo dotyczące śmierci 30-latki początkowo umorzono. Sprawa wyglądała na samobójstwo – brakowało dowodów wskazujących na to, iż do śmierci kobiety przez powieszenie ktoś się przyczynił. Dopiero po ponad dwóch latach sprawca przyznał się i złożył wyjaśnienia.

Sąd złagodził wyrok

Sąd Okręgowy w Kielcach w marcu 2018 r. skazał go na 25 lat więzienia, ale Sąd Apelacyjny w Krakowie w październiku 2018 r. złagodził wyrok do 15 lat więzienia. Od tego prawomocnego wyroku kasację złożył szef resortu sprawiedliwości.

Jak jednak podkreślił w uzasadnieniu orzeczenia SN o oddaleniu tej kasacji sędzia Rafał Malarski będący sprawozdawcą sprawy „jeżeli przyznanie się sprawcy do popełnienia zbrodni zabójstwa i ujawnienie istotnych okoliczności czynu ma miejsce, gdy organy ścigania nie dysponują przekonywającymi dowodami, które bez samooskarżenia się sprawcy są w stanie doprowadzić do wyroku skazującego, to taka postawa winna zazwyczaj pociągać za sobą rezygnację ze stosowania wobec oskarżonego nie tylko mającej eliminacyjny charakter kary dożywotniego pozbawienia wolności, ale także wyjątkowej kary 25 lat pozbawienia wolności”.

Orzeczenie SN w tej sprawie zapadło przed miesiącem, w ostatnich dniach sąd zamieścił jego pisemne uzasadnienie.

Jak przyznano w tym uzasadnieniu sąd apelacyjny wziął pod uwagę wszystkie okoliczności mające wpływ na wymiar kary. Sąd odwoławczy, decydując się na obniżenie kary (…) nie zanegował ani stopnia winy i społecznej szkodliwości czynu, ani zamiaru bezpośredniego towarzyszącego sprawcy, ani brutalnego sposobu jego działania, ani upozorowania przez skazanego samobójstwa ofiary, ani faktu osierocenia wspólnego małoletniego dziecka ofiary i zabójcy, ani uprzedniej karalności sprawcy i jego nieprawidłowej osobowości” – przyznał SN.

Jednocześnie jednak – zdaniem SN – sąd apelacyjny „trafnie przydał przyznaniu się sprawcy i ujawnieniu wszystkich istotnych okoliczności zabójstwa doniosłą rangę”. „Otóż przez przeszło dwa lata od czasu umorzenia śledztwa (…) organy ścigania wprawdzie wykonały szereg różnych czynności zmierzających do zweryfikowania przyjętej wcześniej koncepcji, ale nie osiągnęły oczekiwanego rezultatu, gdyż nie zdołały uzyskać dowodu, który mógłby doprowadzić do przełomu w sprawie” – zaznaczył SN.

„Dopiero 13 grudnia 2016 r., po badaniach wariograficznych, którym Kamil T. poddał się dobrowolnie (…) sprawca przed funkcjonariuszem policji – przesłuchiwany jeszcze w roli świadka – opowiedział o przebiegu tragicznego zdarzenia, nie ukrywając żadnej ważnej okoliczności”- przypomniał SN. Dopiero wówczas postawiono mu zarzut zabójstwa, a T. wysłuchany jako podejrzany potwierdził obciążające go fakty w swych wyjaśnieniach.

Jak uznał SN, ponieważ same wyniki badań wariograficznych nie mogły być rozstrzygające w postępowaniu karnym „wolno stwierdzić, że w momencie pełnego przyznawania się skazanego do dokonania zabójstwa organy ścigania nie dysponowały dowodami świadczącymi o jego winie”.

„O szczerości i autentyczności żalu i skruchy po stronie sprawcy zaświadczało i to, że nie taił, w jak drastyczny i brutalny sposób pozbawił życia swoją żonę, mimo iż mógł forsować wersję zdarzenia dla siebie zdecydowanie korzystniejszą. Nie podążył jednak tą drogą, choć nic nie stało temu na przeszkodzie” – wskazał ponadto SN.

W związku z tym – jak głosi uzasadnienie oddalenia kasacji – „zważywszy przede wszystkim na fakt wystąpienia wyjątkowo doniosłej okoliczności łagodzącej w postaci szczerego samooskarżenia się T., które nie tylko przesądziło o wyniku sprawy, to jest o zapadnięciu wyroku skazującego za zabójstwo, ale wcześniej w ogóle o uruchomieniu śledztwa” SN nie uznał prawomocnej kary 15 lat więzienia za „rażąco niewspółmierną”.

Ponadto – zdaniem SN – tego typu podejście sądów może „zachęcić wahających się sprawców zbrodni do ujawnienia się i oddania dobrowolnie w ręce wymiaru sprawiedliwości, co da im szansę na łagodniejsze potraktowanie, a w szczególnie uzasadnionych wypadkach na nadzwyczajne złagodzenie kary”.

„Zmarnowałem sobie życie i swojemu dziecku”

Jak informowano Kamil T. zaraz po śmierci kobiety mówił policjantom, że nie mieszkał z żoną i nie widział się z nią w dniu, w którym zmarła. Tłumaczył, że od jakiegoś czasu nie dogadywali się, a powodem decyzji o rzekomym samobójstwie mogła być zazdrość. Według ustaleń śledztwa T., po dokonaniu zabójstwa, upozorował samobójstwo żony. Zdaniem sądów „pierwotną przyczyną tego czynu, który oskarżony popełnił, był długotrwały konflikt małżeński”.

Ojciec zamordowanej kobiety mówił dziennikarzom w 2018 r., że wymiar kary dla oskarżonego nie był istotny dla rodziny, bo przebaczyli Kamilowi T. „Będziemy mieli cały czas to cierpnie i tęsknotę za córką. Nie czekaliśmy na wymiar wyroku – przebaczyliśmy zięciowi zabójstwo córki. Jesteśmy chrześcijańską rodziną, żyjemy według woli bożej, przykazań. Nie powinno w ogóle dojść do tej zbrodni” – podkreślał mężczyzna.

W trakcie procesu T. przeprosił rodziców żony, swojego syna oraz własnych rodziców. „Zmarnowałem sobie życie i swojemu dziecku. Nie mogę cofnąć czasu. Bardzo żałuję tego, co zrobiłem” – mówił sprawca w sądzie.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Dziś sąd zdecyduje ws. aresztu Leszka Czarneckiego

W poniedziałek Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia rozpozna wniosek Prokuratury Regionalnej w Warszawie o tymczasowe aresztowanie Leszka Czarneckiego w związku z tzw. Aferą GetBack. Poniedziałkowe posiedzenie sądu, któremu przewodniczyć będzie sędzia Maria Pilśnik, zaplanowane jest na godz. 10. Sąd wniosek Prokuratury Regionalnej w Warszawie o aresztowanie biznesmena rozpoznać miał już 16 października, ale posiedzenie zostało odroczone na wniosek obrońcy Leszka Czarneckiego, mecenasa Jacka Dubois.

Kilka tysięcy tomów akt

Samodzielna Sekcja Prasowa Sądu Okręgowego w Warszawie nie udzielała wówczas szczegółowych informacji dot. argumentacji obrony Czarneckiego, przemawiającej za odroczeniem posiedzenia. Nieoficjalnie PAP dowiedziała się, że miało to związek z zatrzymaniem Romana Giertycha, głównego adwokata biznesmena, którego Centralne Biuro Antykorupcyjne zatrzymało przed gmachem Sądu Okręgowego w Warszawie 15 października w związku z postępowaniem prowadzonym przez Prokuraturę Regionalną w Poznaniu.

Prokuratura wysłała do sądu wniosek o aresztowanie Czarneckiego w sierpniu, ale akta sprawy w tzw. aferze GetBack liczą już kilka tysięcy tomów akt, z których znaczną częścią sąd musi zapoznać się przed podjęciem decyzji o ewentualnym aresztowaniu biznesmena.

Od miesięcy ma się ukrywać za granicą

Według ustaleń organów ścigania, Czarnecki ma od miesięcy ukrywać się za granicą. Zgoda na jego zatrzymanie i aresztowanie potrzebna jest po to, by prokuratura mogła wystąpić o wydanie za nim listu gończego, a następnie także Europejskiego Nakazu Aresztowania, który pozwoli ścigać Czarneckiego poza granicami państwa polskiego. Prokuratura Regionalna postawiła biznesmenowi jeden zarzut, ale „wypełnia on znamiona kilku przestępstw”. Chodzi o prowadzenie sprzedaży obligacji GetBack S.A. w sieci dystrybucji Idea Bank S.A.

„Z ustaleń śledztwa wynika, że Leszek Cz. jako Przewodniczący Rady Nadzorczej Idea Bank S.A. oraz osoba faktycznie nim zarządzająca, poprzez wyrażanie zgody umożliwił zorganizowanie i prowadzenie sprzedaży obligacji GetBack S.A. w sieci Idea Bank S.A., za pośrednictwem którego obligacje GetBack S.A. nabyło blisko 2000 osób za kwotę 731 mln zł. Klienci Idea Bank byli systemowo wprowadzani w błąd, co do bezpieczeństwa zainwestowanych środków, właściwości nabywanego instrumentu finansowego i jego ekskluzywności” – przekazała Prokuratura Regionalna. Dystrybucja obligacji za pośrednictwem Idea Banku była prowadzona bez zezwolenia Komisji Nadzoru Finansowego.

Śledztwo trwa ponad 2 lata

Portal rmf24.pl podał w październiku, że Prokuratura Regionalna dokonała zabezpieczeń na znaczną kwotę na mieniu Leszka Czarneckiego. „Prokuratorzy nie chcą jednak mówić o szczegółach. Jedyne, co usłyszeliśmy, to » kwota jest niebagatelna, robi wrażenie, jednak jest niższa niż suma szkody wyrządzonej klientom banku« ” – podał portal. Z informacji nieoficjalnych źródeł wynika, że może to być równowartość kwoty rzędu kilkudziesięciu milionów złotych, a nawet większa. W sprawie tzw. afery GetBack prokuratura zabezpieczyła w sumie od wszystkich podejrzanych kwotę 400 mln zł.

Śledztwo zostało wszczęte 24 kwietnia 2018 r. po zawiadomieniach przewodniczącego Komisji Nadzoru Finansowego. Postępowanie dotyczy wyrządzenia szkody majątkowej o wielkich rozmiarach, prowadzenia ksiąg rachunkowych wbrew przepisom i podawanie nieprawdziwych informacji. Straty szacuje się nawet na 2,6 mld zł.
Źródło info i foto: polsatnews.pl