Zamieszki podczas demonstracji w stolicy Francji

​W Paryżu podczas demonstracji 1-majowej doszło do zamieszek. Zakapturzeni manifestanci z anarchistycznego ruchu black bloc zniszczyli około 20 witryn sklepowych, agencję nieruchomości, bank oraz McDonald’s. Policja użyła gazu łzawiącego – podają media.

Paryska demonstracja ruszyła z Placu Republiki pod sztandarem „za pokój, wolności i przeciw regresji społecznej”. Manifestacja zorganizowana została przez związki zawodowe CGT-Unsa-FSU-Solidaires, do której dołączyły organizacje studenckie i licealistów Unef, VL, MNL i FIDL, z żądaniami wyższych płac, lepszych usług publicznych, ochrony socjalnej i transformacji ekologicznej kraju.

Od oficjalnej demonstracji odłączyło się kilkadziesiąt ubranych na czarno i zamaskowanych osób. Na ulicach przylegających do Bulwaru Woltera demonstranci próbowali wznieść barykadę. Policja użyła wobec nich gazu łzawiącego.

Idący na czele paryskiego pochodu sekretarz generalny centrali związkowej CGT Philippe Martinez podkreślił, że związkowcy nie zaakceptują proponowanej przez prezydenta Emmanuela Macrona reformy emerytalnej i nie zgodzą się na podwyższenie wieku emerytalnego do 65 lat z obowiązujących obecnie 62. Jesteśmy zdecydowanie przeciwni jakiejkolwiek formie podniesienia wieku emerytalnego – wtórował mu sekretarz generalny FO Yves Veyrier. We Francji rozpoczęły się negocjacje ugrupowań lewicowych dotyczące porozumienia w sprawie koalicji przed wyborami parlamentarnymi.

Ponad 116, 5 tys. osób wzięto udział w niedzielę manifestacjach 1-majowych we Francji, w tym 24 tys. w Paryżu. Zatrzymano 50 osób, a 8 policjantów i żandarmów zostało rannych – podało Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Związek zawodowy CGT poinformował, że w manifestacjach wzięło udział 210 tys. osób, w tym około 50 tys. w Paryżu. Szef MSW Gerard Darmanin potępił „niedopuszczalną przemoc” wobec policjantów i strażaków podczas manifestacji w Paryżu.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Kolejny proces przeciw obostrzeniom w Amsterdamie

Około 25 tys. osób demonstrowało w sobotę w Amsterdamie, protestując przeciwko restrykcyjnym działaniom rządu Holandii w walce z pandemią Covid-19. Do protestu przyłączyli się także rolnicy. Policja nie zanotowała większych incydentów. Uczestnicy demonstracji zebrali się w trzech miejscach stolicy: przy Stadionie Olimpijskim, w Westerpark i Oosterpark. Następnie udali się na Museumplain, gdzie dwa tygodnie temu doszło do starć protestujących z siłami bezpieczeństwa.

Świat obiegły wówczas zdjęcia bitych i gryzionych przez policyjne psy demonstrantów, a specjalny wysłannik ONZ ds. tortur oficjalnie interweniował w tej sprawie w holenderskim MSZ. Tym razem było spokojnie i demonstracja zakończyła się po godz. 17. Wcześniej dołączyli do niej rolnicy, którym nie podoba się polityka klimatyczna rządu premiera Marka Ruttego. Na placu widać było zaparkowane traktory.

Demonstranci skandowali: „Miłość, wolność, bez dyktatury”. Widać było transparenty z napisami: „Dzieci to nasza przyszłość. To nie są króliki doświadczalne”. Policja zablokowała wcześniej kontrmanifestację organizacji antyfaszystowskich. Jak podaje rozgłośnia NOS Radio 1, niedaleko Museumplain obecnych było 200 działaczy m.in. Antify. Nie doszło jednak do żadnych konfrontacji.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Kazachstan: Antyrządowe protesty. 8 tys. zatrzymanych

W ciągu tygodnia od wybuchu gwałtownych zamieszek w Kazachstanie miejscowe służby bezpieczeństwa zatrzymały prawie osiem tysięcy osób – przekazał w poniedziałek resort spraw wewnętrznych tego kraju. Media donoszą o 164 ofiarach śmiertelnych demonstracji tłumionych przez wojsko i policję. Protesty wybuchły po tym, jak władze podniosły ceny gazu.

Demonstracje w całym Kazachstanie rozpoczęły się 2 stycznia i przerodziły w gwałtowne starcia z wojskiem i policją. Manifestanci początkowo protestowali przeciwko podwyżce cen gazu LPG używanego do tankowania samochodów, później ich postulaty przeszły w żądania polityczne. Sytuacja w Kazachstanie ustabilizowała się i znajduje się pod kontrolą władz, a zagrożenie terrorystyczne zostało zneutralizowane – zakomunikował w poniedziałek Komitet Bezpieczeństwa Państwowego (KNB). MSW Kazachstanu podało w poniedziałek, że do tej pory zatrzymano 7939 osób. W niedzielę resort informował o 5135 zatrzymanych.

Władze winią za wybuch przemocy „ekstremistów” i „terrorystów”, z których część – jak twierdzą – pochodzi z zagranicy. – Myślę, że mieliśmy do czynienia z rodzajem spisku, z udziałem krajowych i zagranicznych destabilizujących sił – powiedział w poniedziałek w państwowej telewizji sekretarz stanu i bliski współpracownik prezydenta Erlan Karin.

Prezydent Kazachstanu Kasym-Żomart Tokajew ogłosił w kraju stan wyjątkowy i nakazał wojsku i policji strzelać bez ostrzeżenia do „terrorystów”. Na jego prośbę do Kazachstanu przybyli także żołnierze Rosji, Armenii, Białorusi, Tadżykistanu i Kirgistanu, działający w ramach sił pokojowych Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym (ODKB).

Tokajew zdymisjonował rząd i obniżył ceny gazu. Pod zarzutem zamachu stanu aresztowano byłego szefa KNB Kazachstanu Karyma Masymowa.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Mężczyzna zmarł po interwencji policji. Protest pod komendą w Lubinie

Przed Komendą Powiatową Policji w Lubinie pojawiła się spora grupa osób, która domaga się wyjaśnień w sprawie 34-latka, który zmarł chwile po interwencji policji. Manifestanci oskarżają funkcjonariuszy, a tłum zaczął krzyczeć „mordercy”. Krótko po rozpoczęciu protestu w stronę budynku poleciały jajka, butelki i kamienie. Funkcjonariusze odpowiedzieli gazem.

W niedzielę przed Komendą Powiatową Policji w Lubinie zgromadziło się ok. 200 osób, aby zaprotestować przeciwko zachowaniu policji podczas interwencji. Część manifestantów przyniosła znicze, które zapalono przed komendą. Pod adresem funkcjonariuszy wykrzykiwali m.in. „Zawsze i wszędzie policja j… będzie”, „Mordercy”.

Część z manifestantów przyniosła znicze, które zapalono przed komendą, ale z każdą chwilą atmosfera przed budynkiem policji staje się coraz bardziej napięta. Protestujący rzucali też jajkami, a po pewnym czasie także kamieniami w elewację budynku komendy.

W pewnym momencie tłum ok. 30 osób zaczął szturmować wejście do budynku. Policjanci użyli wobec nich gazu łzawiącego. W odpowiedzi manifestujący zaczęli rzucać w kierunku policjantów oraz budynku butelkami. Wybite zostały szyby.

Do tragicznej śmierci mężczyzny doszło w czwartek rano po interwencji policji w Lubinie przy ul. Traugutta. Funkcjonariusze dostali wezwanie do agresywnego i pobudzonego mężczyzny. Do sieci trafił drastyczny film z interwencji, na którym widać, jak trzech funkcjonariuszy obezwładnia i przyciska młodego mieszkańca Lubina do ziemi. Mężczyzna zmarł w karetce wiozącej go do szpitala.

Interwencję w tej sprawie zapowiedział Piotr Borys, poseł Koalicji Obywatelskiej. Sprawą zajmuje się także prokuratura, która wszczęła własne śledztwo. O sprawie poinformowana została także komórka kontrolna Komendy Wojewódzkiej Policji we Wrocławiu.

Do piątkowego zdarzenia odniosła się w sobotę dolnośląska policja, która poinformowała, że lubińscy funkcjonariusze ok. godz. 6 rano udali się na interwencję dotyczącą agresywnego mężczyzny, który miał rzucać kamieniami w okna zabudowań. Na numer alarmowy zadzwoniła matka mężczyzny, informując policję, że jej syn nadużywa narkotyków.

„We wskazanym miejscu policjanci zastali agresywnego mężczyznę, którego próbowali uspokoić i wylegitymować. Ten jednak nie reagował na polecenia, był bardzo agresywny i niezwykle pobudzony. Z uwagi na irracjonalne zachowanie mężczyzny użyto wobec niego chwyty obezwładniające oraz kajdanki. Mężczyzna w dalszym ciągu nie podporządkowywał się poleceniom, szarpał się i wyrywał. Mając na uwadze agresywne zachowanie, a także uzasadnione podejrzenie, że może znajdować się pod wpływem narkotyków, na miejsce wezwano dodatkowych funkcjonariuszy w celu zapobieżenia eskalacji całej sytuacji oraz pogotowie ratunkowe z ratownikami” – czytamy w oświadczeniu.

W komunikacie na stronie komendy policji czytamy, że „po około dwóch godz. od przewiezienia do szpitala, dyżurny KPP w Lubinie został powiadomiony, że mężczyzna zmarł”. Tę ostatnią informację podważa jednak poseł Piotr Borys, który na swoim Twitterze informuje, że według dyrekcji szpitala mężczyzna zmarł jeszcze w karetce.
Źródło info i foto: onet.pl

Rosja: Demonstracje w obronie Aleksieja Nawalnego w kilkudziesięciu miastach. Zatrzymano setki osób

W kilkudziesięciu miastach Rosji odbyły się demonstracje w obronie Aleksieja Nawalnego. Wieczorem na ulice Mokswy i Sankt Petersburga wyszły tysiące ludzi. Według rosyjskich mediów niezależnych, do tej pory policja w całym kraju zatrzymała ok. 500 osób i liczba ta rośnie. Aleksiej Nawalny jest przetrzymywany w kolonii karnej, gdzie od 31 marca prowadzi protest głodowy.

Demonstracje w obronie Aleksieja Nawalnego odbyły się w środę w kilkudziesięciu miejscowościach. Według rosyjskich mediów niezależnych, do tej pory policja w całym kraju zatrzymała ok. 500 osób. Najliczniejsze demonstracje zaplanowano na godziny wieczorne w Moskwie i Sankt Petersburgu. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych oszacowało, że w tych miastach na ulice wyszło wieczorem odpowiednio 6 tys. i 4,5 tys. osób. Współpracownicy Aleksieja Nawalnego uważają, że w rzeczywistości uczestników jest więcej.

Moskwianie, którzy biorą udział w demonstracji, wznoszą hasła: „wolność dla Nawalnego”, „my jesteśmy władzą”, „Rosja bez Putina” i „Putin jest zabójcą”.

Kilka tysięcy zwolenników opozycji przeszło ulicą Twerską w stronę Placu Maneżowego. Dalej, w kierunku Placu Czerwonego przejście zablokowały oddziały policji.

Demonstranci wznoszą nad głowami telefony z włączonymi latarkami. W akcji biorą udział między innymi Julia Nawalna, żona Aleksieja Nawalnego i brat opozycjonisty Oleg. Media informują, że w Sankt Petersburgu służby stosują wobec zatrzymanych paralizatory.

Pierwsze demonstracje odbyły się na rosyjskim Dalekim Wschodzie i na Syberii. Według radia Echo Moskwy jeden z najliczniejszych wieców zorganizowano w ciągu dnia w Nowosybirsku, gdzie na ulicę wyszło około 4 tysięcy osób.

Od rana policja zatrzymywała współpracowników Aleksieja Nawalnego i przeprowadzała rozmowy ostrzegawcze. Według portalu OVD-info, w Moskwie, Petersburgu, Niżnym Nowogrodzie, Piatigorsku i kilkudziesięciu innych miastach Rosji policja zapukała do drzwi działaczy opozycji i niezależnych dziennikarzy. Część osób trafiła do policyjnych aresztów.

Jak informuje portal, wśród zatrzymanych prewencyjnie są bliscy współpracownicy lidera opozycji – Kira Jarmysz i Lubow Sobol oraz opozycyjny polityk i publicysta Władimir Ryżkow.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Groźne zamieszki w Paryżu

W Paryżu i w innych francuskich miastach odbywały się w sobotę demonstracje przeciwko ustawie o „globalnym bezpieczeństwie” oraz „w obronie wolności”. Protesty przerodziły się w zamieszki. Uczestnicy atakowali policję, tłukli szyby sklepów, podpalali samochody i barykady, a także rzucali kostką brukową. Policja odpowiedziała gazem łzawiącym. Demonstranci w Paryżu, maszerujący z Porte des Lilas w kierunku pl. Republiki, nieśli transparenty o treści: „Wolność, równość, braterstwo, dla kogo!” oraz „Wszyscy nienawidzą policji”.

Doszło do przepychanek manifestujących z policją. Minister spraw wewnętrznych Gerard Darmanin poinformował, że do godz. 16.30 zatrzymano 22 osoby. Policja w Paryżu użyła gazu łzawiącego. Demonstranci podpalali samochody i kontenery na śmieci, tłukli szyby sklepów, a kilkudziesięciu ubranych na czarno i zamaskowanych protestujących budowało barykady i rzucało w policję butelkami i racami. Od trzech tygodni lewicowi demonstranci domagają się wycofania ustawy o „globalnym bezpieczeństwie”, która przewiduje kary za rozpowszechnianie nagrań, pokazujących dane osobowe lub twarze policjantów. Ustawa została przegłosowana przez Zgromadzenie Narodowe i ma trafić do senatu w styczniu.
Źródło info i foto: interia.pl

Protesty kobiet w całym kraju. Interwencje policji

Przeciwnicy zaostrzenia prawa do aborcji ponownie wyszli na ulice polskich miast. Poniedziałkowe demonstracje polegały na blokowaniu ruchu drogowego, protestujący przemieszczali się samochodami, a w niektórych miastach – w ramach tzw. masy krytycznej – również rowerami. Interweniowała policja.

Jak informował Ogólnopolski Strajk Kobiet, na poniedziałkowy wieczór zaplanowanych było ponad 30 wydarzeń w kilkudziesięciu miastach. W Krakowie odbyły się jednocześnie dwa wydarzenia – protesty samochodowe i rowerowe. „Jedziemy kulturalnie i wolno. Przepuszczamy pojazdy uprzywilejowane, nie przejeżdżamy na czerwonym świetle, nie trąbimy po 22. Plakaty naklejamy tylko na tylnych i tylnych bocznych szybach” – napisali organizatorzy w zapowiedzi krakowskiego protestu. 

Ze względu na epidemię obowiązuje zakaz zgromadzeń, dlatego policja legitymowała uczestników poniedziałkowych protestów, tak było m.in. w Krakowie i Katowicach. 
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Białoruś: Wątpliwości co do liczby ofiar śmiertelnych. Ludzie szukają swoich bliskich

Białoruski portal TUT.by wylicza, że po niedzielnych protestach zaginęło kilkadziesiąt osób. Niewykluczone, że przebywają one w aresztach, ale służby milczą na ten temat. Media informują ponadto, powołując się na obrońców praw człowieka, że liczba osób, które zginęły w demonstracjach, jest wyższa, niż podają władze.

W poniedziałek Franak Wiaczorka, białoruski aktywista i dziennikarz, poinformował na Twitterze, że po niedzielnych protestach w Mińsku zaginęło blisko sto osób. „Rodziny, krewni i przyjaciele ich szukają” – napisał.

Informację o zaginionych osobach podaje też niezależny portal TUT.by. W serwisie powstała baza osób, z którymi urwał się kontakt po protestach. W chwili publikacji artykułu na portalu lista zawierała 76 nazwisk. O zaginięciach informuje też Telewizja Biełsat, która powołuje się na portal kp.by. – Liczba ludzi skazanych na kary aresztu jest tak ogromna, że po prostu się gubimy – mówi cytowany w artykule Biełsatu Aleś Bialacki z Centrum Obrony Praw Człowieka „Wiasna”. To organizacja, która dokumentuje wszystkie przypadki stosowania przemocy przez białoruskie służby. – Rozpoczynamy dokumentowanie przypadków stosowania tortur, w tym wszelkiego rodzaju pobić, czy to w trakcie zatrzymywania i transportu, czy podczas przetrzymywania na komisariacie milicji i już później w więzieniu – powiedział Bialacki w rozmowie z Informacyjną Agencją Radiową.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

W Nowym Jorku wciąż trwają protesty przeciw brutalności policji

W Nowym Jorku nieprzerwanie trwają demonstracje przeciw brutalności policji i nierówności rasowej. Mimo zapowiedzi reform, a także wezwania gubernatora Andrew Cuomo, by przedstawić projekt dodatkowych zmian i zakończyć protesty, na ulice miasta znowu wyległy tłumy.

Manifestacje odbyły się od Harlemu, przez centrum Manhattanu, po Brooklyn. Lokalne media szacują, że we wszystkich pięciu dzielnicach miasta protesty przyciągnęły w sumie kilkadziesiąt tysięcy ludzi, najwięcej od „eksplozji gniewu” po brutalnym zabiciu 25 maja przez białego policjanta w Minneapolis czarnoskórego George’a Floyda.

Ruch niezadowolenia przebiegający m.in. pod hasłem Black Lives Matter (Życie Afroamerykanów ma znaczenie) zasilili w zorganizowany sposób Azjaci. Przybyli na Washington Square Park z planszami, na których widniały napisy solidaryzujące się z czarnoskórymi, takie jak np. „Asians4BlackLives” (Azjaci za Afroamerykanami).

Niektóre protesty zaczęły się zaraz po wschodzie słońca. Koncentrowały się na obszarach zamieszkanych głównie przez białych. Ich uczestnicy argumentowali, że Afroamerykanie są już świadomi, jak wygląda sytuacja. Wznosili okrzyki: „Nie ma sprawiedliwości, nie ma snu”. Aby zrobić coś innego, musisz się obudzić, bez sprawiedliwości, nie ma snu – tłumaczył telewizji NBC jeden z protestujących.

Na Manhattanie manifestacje odbyły się m.in. w uczęszczanych licznie miejscach, jak Union Square czy Columbus Circle. Ludzie przybyli też pod główną siedzibę nowojorskiej policji (NYPD) w południowej części dzielnicy.

Setki protestujących zgromadziło się na Grand Army Plaza w pobliżu Łuku Pamięci Żołnierzy i Marynarzy (Soldiers’ and Sailors’ Arch) na Brooklynie. Monument jest poświęcony obrońcom Unii podczas wojny secesyjnej (1861-1865). W ostatnich dniach demonstranci w różnych amerykańskich miastach podjęli akcję niszczenia pomników żołnierzy Konfederacji pragnącej utrzymania niewolnictwa.

„Wygraliście. Osiągnęliście swój cel”. Gubernator podpisuję reformę policji
Impetu sobotnich demonstrantów nie osłabiło podpisanie przez gubernatora Nowego Jorku Andrew Cuomo reformy policji. Obejmuje ona zakaz przyduszania zatrzymanych oraz uchylenie prawa uniemożliwiającego upublicznienie akt spraw dyscyplinarnych funkcjonariuszy policji, osądzonych o łamanie prawa.

Cuomo wydał także rozporządzenie wykonawcze zobowiązujące samorządy do uchwalenia własnych reform uwzględniających potrzeby danego środowiska. Gubernator, wielokrotnie podkreślając, że sympatyzuje z demonstrantami, wzywał ich do wyartykułowania żądań także na poziomie federalnym.

Jednocześnie ostrzegał przed groźbą rozprzestrzeniania się koronawirusa w trakcie protestów z udziałem tysięcy ludzi. Nie wszyscy noszą maski i nie zawsze można zachować dystans społeczny.

Gubernator podkreślał, że „demonstracja, ustawodawstwo i pojednanie” są sposobem na wprowadzenie zmian. Słyszeliśmy was (…), zgadzamy się z protestującymi (…), powiedzcie nam teraz, jak powinny wyglądać siły policyjne. Nie musicie protestować, wygraliście. Osiągnęliście swój cel – mówił w sobotę gubernator.

Nie jest jeszcze jasne, jak na protesty w Nowym Jorku wpłynie zabicie w piątek przez policjanta w Atlancie w stanie Georgia 27-letniego Afroamerykanina Raysharda Brooksa. Tamtejsi demonstranci w sobotę wybili okna w restauracji sieci Wendy’s, gdzie doszło do strzelaniny, a potem wybuchł tam pożar. Zablokowali też pobliską autostradę.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Kolejny dzień protestów w Nowym Jorku. Władze zaczynają reformować policję

Tysiące ludzi od dwóch dni protestuje w Nowym Jorku przeciwko brutalności policji. W stolicy stanu Nowy Jork – Albany legislatura stanowa zatwierdziła m.in. zakaz duszenia stosowany przez funkcjonariuszy jako środek przymusu.

W 11 dniu protestów demonstranci gromadzili się m.in. w Washington Square Park w Greenwich Village. Maszerowali wzdłuż Alei York oraz Pierwszej i Trzeciej. Cytowany przez dziennik New York Times demonstrant na reprezentacyjnej arterii Manhattanu Piątej Alei nazwał manifestacje „młodą rewolucją”.

„Są to nastolatki, ludzie po dwudziestce, 30-latkowie. Mamy energię. Wierzymy w to, co robimy i nie zamierzamy się poddawać” – zapewniał.

Jak oszacowała lokalna telewizja NY1 w pobliżu oficjalnej siedziby burmistrza Nowego Jorku Gracie Mansion zebrało się tysiące osób.

Codziennie demonstranci wyrażają tam swoje oburzenie w następstwie śmierci zabitego przez policjanta w Minneapolis Afroamerykanina George Floyda. Niektórzy demonstranci twierdzili, że chcą przekazać swoje przesłanie dotyczące reform bezpośrednio burmistrzowi Billowi de Blasio.

Gubernator stanu Nowy Jork Andrew Cuomo zachęcał kilkakrotnie uczestników manifestacji, aby domagali się reform na poziomie krajowym. Jak zauważył jeden z manifestantów, który przedstawił się jako George Junior „debatę na temat reform można by nazwać nieraz farsą, gdyby nie to, że przybiera niebezpieczny charakter”. Powołał się na ekspertkę biorącą udział w poniedziałkowej audycji nowojorskiego radia publicznego WNYC.

„Specjalistka z Uniwersytetu Columbia sugerowała, że łatwiej byłoby karać policję, gdyby była w prywatnych rękach, co się już w Ameryce w dawnych czasach zdarzało. Zapomniała tylko dodać czyich przede wszystkim interesów by broniła” – powiedział PAP.

W ferworze nasyconych nieraz emocjami protestów nie brak haseł, żeby w ogóle zaprzestać finansowania policji. Przeciwstawiał się temu w poniedziałek de Blasio.

Jak argumentował na Twitterze nowojorska policja (NYPD) wciąż wymaga funduszy zajmując się rozwiązywaniem codziennych problemów. Można dokonać natomiast przemieszczenia niektórych środków w budżecie, ponieważ stało się jasne, że funkcjonariusze nie są potrzebni do wykonywania wszystkich akcji łączących się z egzekwowaniem prawa. Krytykowany za wprowadzenie godziny policyjnej burmistrz tłumaczył podjęcie tej decyzji chęcią zapobieżenia przybyciu Gwardii Narodowej do miasta. Podkreślił, że chce uniknąć jej rozlokowania, w obawie przed przypadkowym rozpętaniem przemocy.

Tymczasem legislatura w stolicy stanu Nowy Jork, Albany, rozpoczęła głosowanie nad projektem reformy policji. W poniedziałek zatwierdziła część pakietu obejmującą przegłosowany jednogłośnie zakaz duszenia jako środka przymusu, a także profilowania rasowego. Wprowadziła też obowiązek, by departamenty policji i sądy klasyfikowały przypadki aresztowań według rasy i pochodzenia etnicznego. Ułatwi to sprawdzić czy nie dochodzi do przypadków uprzedzeń.

Krajowe radio publiczne NPR zwróciło uwagę, że „potężny” związek zawodowy policji, New York City Police Benevolent Association, określił przyjęte w Albany postanowienia jako „atak na organy ścigania”. Wielu republikańskich sojuszników NYPD głosowało wraz z większością demokratyczną w legislaturze.
Źródło info i foto: Forsal.pl