Nakryli go inni policjanci? Ustalono, kto użył gazu wobec posłanki Magdaleny Biejat

To nieumundurowany funkcjonariusz pododdziału kontrterrorystycznego BOA użył gazu wobec posłanki Lewicy Magdaleny Biejat podczas listopadowej demonstracji w Warszawie. Jak dowiedział się reporter RMF FM, po blisko półrocznej kontroli udało się ustalić tożsamość tego policjanta. Wcześniej inni funkcjonariusze obecni na demonstracji twierdzili, że go nie rozpoznają.

Prowadzący postępowanie nie mają wątpliwości, że użycie miotacza gazu z bliskiej odległości w twarz kobiety, która nie stanowiła żadnego zagrożenia, a po prostu stała obok, jest złamaniem przepisów. Z ustaleń RMF FM wynika, że nie zapadła jeszcze decyzja o karze dyscyplinarnej dla funkcjonariusza, ma ona być jednak surowa. Policjant musi się też liczyć z odpowiedzialnością karną. Ma być zawiadomienie do prokuratury w jego sprawie za przekroczenie uprawnień.

Według informacji RMF FM, podczas kontroli policyjni antyterroryści, którzy byli na demonstracji, twierdzili, że nie rozpoznają człowieka z miotaczem gazu zarejestrowanego na filmie dostępnym w sieci. Mężczyzna miał na twarzy maseczkę. Ostatnio zdecydowano o uprzedzeniu funkcjonariuszy o odpowiedzialności za mówienie nieprawdy i dopiero wtedy rozpoznali swego kolegę. W tej sytuacji zasadne jest pytanie, czy i oni nie powinni mieć postępowań dyscyplinarnych za złamanie zasad etyki.

To, co trzymam na nagraniu, to jest moja legitymacja poselska, bo próbuję w tym momencie przeprowadzić interwencję poselską i wezwać policję do tego, żeby przestała używać przemocy wobec pokojowo demonstrujących osób, żeby przestała bić je pałkami i lać gazem na oślep po oczach i wylegitymowała się – mówiła posłanka Magdalena Biejat w listopadzie 2020 r., odnosząc się do nagrania dokumentującego incydent. W tym momencie, kiedy starałam się tę interwencję przeprowadzić, jeden z nieoznakowanych policjantów, policjantów w cywilu, strzelił mi gazem w oczy, po czym ukrył się za szpalerem umundurowanych już policjantów – tłumaczyła.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Warszawa: Manifestacja antycovidowców. Policja użyła granatów hukowych i gazu

Interwencją policji zakończyła się w Warszawie manfiestacja przeciwko obostrzeniom wprowadzonym przez rząd z powodu pandemii koronawirusa. Demonstrowało kilkaset osób. Kilka zostało zatrzymanych. Uczestnicy protestu, w większości bez maseczek, mieli transparenty z napisami „Stop przymusowym szczepieniom”, „Stop plandemii”, „Stop terapii genetycznej”, „Dzieci do szkoły”. Śpiewali: „Cała Polska śpiewa z nami wy… z maseczkami”. Występujący na zaaranżowanej scenie mówcy przekonywali zebranych, że nie ma pandemii, a przepisy sanitarne wprowadzone przez władze ograniczają wolność.

Kilku uczestników manifestacji zapaliło race. W stronę policji poleciało kilka kamieni. Policjanci spisywali niektórych uczestników demonstracji na Polu Mokotowskim. Doszło do szarpaniny między policją, a kilku osobami biorącymi udział w demonstracji. Tłum zaczął otaczać interweniujących funkcjonariuszy. W ich kierunku rzucono kamienie. Policja użyła granatów hukowych i gazu.

Manifestanci rozbiegli się i zatamowali ruch samochodów i tramwajów na Alei Niepodległości. Wtedy doszło do kolejnych przepychanek. Komenda stołeczna napisała w mediach społecznościowych, że w stosunku do osób lekceważących obostrzenia epidemiczne stosowane są – w pojedynczych przypadkach – środki przymusu bezpośredniego w postaci siły fizycznej, pałek i ręcznych miotaczy gazu.

Podczas manifestacji zatrzymano kilka osób.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Potrącił kobietę na proteście. „Sprawa zostanie umorzona”

– W trakcie prowadzonego postępowanie policjanci nie stwierdzili, żeby mężczyzna naruszył czyjeś prawa i popełnił przestępstwo, dlatego sprawa zostanie umorzona – poinformowała policja. Chodzi o sprawę potrącenia jednej z uczestniczek warszawskiego protestu.

W poniedziałek 26 październik na warszawskim Mokotowie odbywał się jeden z protestów związanych z orzeczeniem Trybunału Konstytucyjnego ws. aborcji. W pewnym momencie na skrzyżowaniu ulic Gagarina i Parkowej kierowca Volkswagena Golfa próbował przejechać przez tłum i potrącił jedną z uczestniczek demonstracji. – Postanowiłam otworzyć przednie drzwi jego samochodu, bo to był – jak mi się wydawało – jedyny sposób, by go zatrzymać i by nikogo nie potrącił. Ale on ruszył i potrącił mnie. Upadłam na asfalt. Sprawca z piskiem opon odjechał – mówiła w rozmowie z Onetem poszkodowana Agata Pruchniewska. Kobieta doznała urazów rąk i nogi. Sprawę zgłosiła na policję, a nagranie ze zdarzenia udostępniła na Facebooku.

Policji udało się ustalić tożsamość kierowcy. Mężczyzna został przesłuchany. Jak informuje Onet, początkowo postępowanie było prowadzone pod kątem narażenia człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowi. Ostatecznie jednak nie stwierdzono, aby kierowca naruszył czyjeś prawa. – W trakcie prowadzonego postępowanie policjanci nie stwierdzili, żeby mężczyzna naruszył czyjeś prawa i popełnił przestępstwo, dlatego sprawa zostanie umorzona. Z zabezpieczonego materiału w postaci nagrań i zeznań świadków wynikało, że nie miał on zamiaru doprowadzić do naruszenia zdrowia kogokolwiek – powiedział Onetowi podkom. Robert Koniuszy.

Portal ustalił nieoficjalnie, że mężczyzna ideologicznie zgadza się z protestującymi, ale tego dnia spieszył się, by odebrać dzieci z przedszkola. Podkreślał, że tłumaczył uczestniczkom protestu, że musi przejechać, jednak te uniemożliwiały mu to. „Jak zeznał kierowca volkswagena, kiedy zrobiło się trochę wolnego miejsca, ruszył autem „delikatnie”, z prędkością 2-4 km na godzinę. Natomiast kiedy już mógł normalnie jechać, przyspieszył i – według jego relacji – wtedy jedna z kobiet złapała za klamkę drzwi auta i się wywróciła” – pisze Onet.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Protesty w Mińsku. Milicja strzelała w powietrze gumowymi kulami

Milicja w Mińsku poinformowała, że w niedzielę strzelała w powietrze gumowymi kulami podczas akcji protestu. Według AFP zatrzymano już ponad 100 uczestników opozycyjnej demonstracji. W niedzielnym marszu bierze udział ponad 30 tys. ludzi – podał Interfax.

Tak jak w weekendy w poprzednich miesiącach, w Mińsku odbył się wielotysięczny pochód, którego uczestnicy żądali odejścia Alaksandra Łukaszenki i protestowali przeciwko przemocy milicji. Niezależne Radio Swaboda oszacowało liczbę uczestników na kilkadziesiąt tysięcy, agencja Interfax-Zapad – na 30 tys. Pochód tym razem przeszedł ulicą położoną poza centrum – prospektem Partyzantów.

Milicja oświadczyła, że strzelała w powietrze, ponieważ protestujący rzucali w funkcjonariuszy kamieniami.

„Oddano kilka ostrzegawczych strzałów w powietrze gumowymi kulami, po tym, gdy służbowy pojazd i funkcjonariusze zostali obrzuceni kamieniami z agresywnie nastawionego tłumu” – przekazała mińska milicja agencji Interfax-Zapad.

Świadkowie informują o tym, że słyszeli odgłosy podobne do wybuchów granatów hukowych. Milicja zapewniła, że nie używała w niedzielę podczas akcji takich środków.

Na godzinę przed rozpoczęciem demonstracji zamknięte zostały pobliskie stacje metra, a w okolicy pojawiły się wzmocnione siły milicji ze sprzętem wojskowym. Po południu prospektem ruszyły tysiące demonstrantów, skandujących hasła z żądaniami odejścia Łukaszenki. Kolumna doszła do miejsca, gdzie dalszy marsz udaremniła milicja z armatkami wodnymi, następnie zawróciła i ruszyła z powrotem prospektem, a potem pobliskimi ulicami.

Podczas całego pochodu jego uczestnicy nieśli flagi w biało-czerwono-białych barwach, używanych przez opozycję białoruską.

Biało-czerwono-biała flaga zawieszona została w niedzielę na Górze Zamkowej w Nowogródku, u szczytu jednej z wież, która pozostała z ruin zamku – wynika ze zdjęcia opublikowanego przez niezależny portal Tut.by.

Protesty na Białorusi – 100 osób zatrzymanych i „wysokie straty”

Centrum obrony praw człowieka Wiasna opublikowało wieczorem nazwiska 109 osób zatrzymanych, głównie – w Mińsku, a także w Witebsku, Brześciu, Homlu i mniejszych miastach. Prócz milicjantów protestujących zatrzymywali w niektórych miejscach białoruskiej stolicy ludzie bez żadnych dystynkcji, z twarzami osłoniętymi kominiarkami lub kaskami.

Prokuratura w Mińsku oszacowała, że miasto na skutek demonstracji, odbywających się bez zezwolenia władz, poniosło wysokie straty. Od 9 sierpnia do 18 października budżet miasta i służby komunalne poniosły straty rzędu 900 tys. rubli białoruskich (ok. 350 tys. USD) – podała prokuratura.

Na Białorusi od ponad dwóch miesięcy trwają protesty po wyborach prezydenckich z 9 sierpnia, w których, według oficjalnych wyników, Alaksandr Łukaszenka zdobył ponad 80 proc. głosów. Uczestnicy protestów nie uznają tych rezultatów i domagają się powtórnych wyborów.
Źródło info i foto: onet.pl

Ostre starcia „żółtych kamizelek” z policją we Francji

W sobotę zarówno w Paryżu i w Szampanii na ulice wyszły „żółte kamizelki”. W obu miastach demonstranci obrzucili funkcjonariuszy kamieniami, ci odpowiedzieli gazem łzawiącym oraz granatami dymnymi i hukowymi. Jak donosi korespondent RMF FM zamieszki w Reims są dużo większe, niż w Paryżu.

Straż pożarna musiała gasić podpalane prze demonstrantów barykady uliczne. Grupy anarchistów wzniosły te barykady, przynosząc deski oraz układając drewniane ławki i pojemniki ze śmieciami. Mołdzi demonstranci zaczęli również rozbijać witryny sklepowe i dewastować agencje bankowe. Sprawcy zostali rozpędzeni przez szturmowe oddziały policji.

Natomiast podczas demonstracji w Paryżu policja musiała kilkukrotnie użyć gazu łzawiącego.

Organizowane od sześciu miesięcy w każdą sobotę uliczne protesty skierowane są przeciwko polityce prezydenta Emmanuela Macrona, której zarzuca się lekceważenie potrzeb mniej zamożnej części francuskiego społeczeństwa.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Krwawe tłumienie demonstracji w Sudanie

Ulice stolicy Sudanu – Chartumu i sześciu innych miast po raz kolejny były widownią nowej fali trwających już od pięciu tygodni demonstracji przeciwko rządom prezydenta Omara Hasana Ahmeda el-Baszira. Podczas starć z policją zginęły co najmniej 24 osoby, w tym dziecko. Amnesty International mówi o ponad 40 ofiarach.

Przez całą noc z czwartku na piątek demonstranci obrzucali funkcjonariuszy kamieniami; ci użyli broni gładkolufowej i gumowych pocisków oraz gazu łzawiącego. Informowano też o przypadkach użycia ostrej amunicji. Setki demonstrantów zablokowały ulice stosami płonących opon samochodowych.

Antyrządowe demonstracje rozpoczęły się 19 grudnia w mieście Atbara, kiedy kilka tysięcy ludzi wyległo na ulice, protestując przeciwko podwyżkom subsydiowanych cen chleba i paliw. Falę demonstracji wywołały podwyżki cen prawie wszystkich towarów, ale szybko przekształciły się w protesty przeciwko trwającym od 30 lat rządom Baszira.

Prezydent obarczył odpowiedzialnością za demonstracje „obcych agentów” i podkreślił, że zmiana rządu nie może dokonywać się na ulicy. Wezwał opozycję do zmierzenia się z nim przy urnach wyborczych. Baszir jest ścigany przez Międzynarodowy Trybunał Karny w związku z zarzutami dokonania ludobójstwa w regionie Darfur. On sam odrzuca te zarzuty.

Sudan boryka się z ostrym kryzysem gospodarczym po utracie większości złóż ropy naftowej w rezultacie secesji Sudanu Południowego w 2011 r. Eksport ropy był jednym z głównych źródeł dochodów budżetu państwa.
Źródło info i foto: TVP.info

Francja szykuje zaostrzenie kar za nielegalne demonstracje?

Francuski rząd zamierza zaostrzyć kary za organizowanie nielegalnych demonstracji w odpowiedzi na agresywne zachowania uczestników protestów ruchu żółtych kamizelek – zapowiedział premier kraju, Edouard Philippe. To zaostrzenie rządowego stanowiska wobec ruchu – zauważa Reuters.

Premier Francji wypowiedział się po tym jak w sobotę w Paryżu uczestnicy protestu podpalili motocykle i zaczęli wznosić barykady. Do incydentu doszło na Bulwarze Saint-Germain.

– Musimy zachować prawo do demonstrowania we Francji i musimy karać tych, którzy łamią prawo – oświadczył Philippe.

– Dlatego rząd popiera nowelizację przepisów, aby karać osoby nie przestrzegające obowiązku zgłaszania demonstracji, tych, którzy biorą udział w niezgłoszonych demonstracjach i tych, którzy przychodzą na demonstracje w kominiarkach – powiedział premier Francji.

Nowelizacja ma powstać w oparciu o istniejące przepisy wymierzone w piłkarskich chuliganów. Nowe prawo może zostać przyjęte w lutym.

Premier Francji zapowiedział też, że uczestnicy demonstracji, którzy brali udział w zamieszkach będą musieli zapłacić za spowodowane przez siebie straty.

Ruch żółtych kamizelek narodził się spontanicznie w połowie listopada w związku z planowanym przez rząd podniesieniem podatku paliwowego. Rząd wycofał się ze swoich planów, ale protesty nadal trwają – teraz ich uczestnicy przedstawiają kolejne postulaty socjalne, część domaga się też referendum w sprawie odwołania prezydenta Francji, Emmanuela Macrona.
Źródło info i foto: rp.pl

Interwencja policji na demonstracjach w Chemnitz. Duża liczba rannych

W obecności znacznych sił policyjnych około 8 tys. ludzi uczestniczyło w sobotę w Chemnitz w niemieckiej Saksonii w demonstracjach, z których jedna skierowana była przeciwko rządowej polityce imigracyjnej, a druga zgromadziła oponentów prawicy. W wyniku interwencji policyjnych 9 osób zostało rannych. W Chemnitz utrzymuje się znaczne napięcie wywołane zabójstwem 35–letniego obywatela Niemiec, który zginął 26 sierpnia od zadanych mu podczas bójki ciosów nożem. Jako podejrzanych o ten czyn zatrzymano 23–letniego Syryjczyka i 22–letniego Irakijczyka. Ten ostatni miał być w maju 2016 roku wydalony do Bułgarii, ale sankcjonująca to decyzja sądu administracyjnego w Chemnitz nie została wykonana i po sześciu miesiącach straciła ważność. Ofiara zabójstwa to syn Kubańczyka, z zawodu stolarz.

Sobotnie demonstracje odbywały się pod ochroną znacznych oddziałów policji i nie dochodziło podczas nich do żadnych incydentów. Jednak gdy obydwa pochody rozproszyły się, najbardziej zdeterminowane jednostki usiłowały przedrzeć się w stronę przeciwników.

Policja poinformowała, że podczas jej interwencji, aby nie dopuścić do starć obydwu stron, rannych zostało dziewięciu demonstrantów.

Skargę złożyła lokalna telewizja publiczna MDR, gdyż została zaatakowana przez uczestników demonstracji. Członek ekipy został ranny, a jego materiał zniszczono. Z kolei na peryferiach Chemnitz 20-letni Afgańczyk został pobity w sobotę wieczorem przez czterech zamaskowanych ludzi; według policji został lekko ranny.

Od poniedziałku, kiedy to w centrum miasta pojawiło się 6 tys. demonstrantów o prawicowych sympatiach i 1,5 tys. ich politycznych przeciwników, uliczne marsze w Chemnitz nie ustają. By nie dopuścić do walk między obu grupami, lokalna policja została poważnie wzmocniona siłami z innych landów.
Źródło info i foto: TVP.info

Atak na dziennikarkę TVP. Jest reakcja Jacka Kurskiego

TVP złoży zawiadomienie do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa – zapowiedział prezes TVP Jacek Kurski. Wszystko po ataku na dziennikarkę telewizji publicznej.

Na demonstracji Obywateli RP przed Sejmem doszło do awantury, podczas której dziennikarze TVP zostali obrzuceni wyzwiskami: „Szoruj stąd!”, „śmieciarze”, „odpuść, do g… się nie przemawia”. A to jedynie te łagodniejsze sformułowania.

„Więcej mam szacunku dla k…y spod latarni, niż dla ciebie” – takie między innymi słowa usłyszała reporterka Anna Machińska, która na co dzień przygotowuje materiały do programu „W tyle wizji”. Nagranie z tej sytuacji szybko trafiło do sieci.

Wywołało to lawinę komentarzy na portalach społecznościowych.

Pojawiły się także pytania, co zamierza w tej sytuacji zrobić telewizja. Wywołany niejako do odpowiedzi, głos zabrał Jacek Kurski.

„TVP złoży zawiadomienie do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa w związku z utrudnianiem wykonywania obowiązków służbowych i atakiem na naszą dziennikarkę” – napisał na Twitterze.

Zadeklarował także pomoc dziennikarce, jeśli ta zdecyduje się wystąpić na drogę cywilną.
Źródło info i foto: wp.pl

Hamburg: Miliony euro odszkodowań po zamieszkach

Towarzystwa ubezpieczeniowe będą musiały wypłacić poszkodowanym 12 mln euro za straty powstałe w wyniku ulicznych zamieszek podczas szczytu G20 w Hamburgu – podał we wtorek „Bild” powołując się na Stowarzyszenie Ubezpieczycieli GDV.

Odszkodowania dotyczą m.in. spalonych samochodów oraz zniszczonych lokali mieszkalnych i sklepów – czytamy w „Bildzie”. GDV przypuszcza, że nie wszystkie szkody zostały dotychczas zgłoszone. Podczas zamieszek w czasie obrad przywódców G20 na początku lipca w Hamburgu sprowokowanych przez skrajnie lewicowe ugrupowania z Niemiec i wielu przyjezdnych z zagranicy, podpalono kilkadziesiąt samochodów, zdemolowano sklepy i inne lokale użyteczności publicznej.

W nocy z 7 na 8 lipca w jednej z dzielnic Hamburga doszło do walk ulicznych. W starciach obrażenia odniosło prawie 500 policjantów. W czasie demonstracji zatrzymano 186 osób, w tym 54 cudzoziemców, m.in. Polaków. Areszt prewencyjny zastosowano natomiast wobec 228 osób.
Źródło info i foto: tvn24.pl