Nie żyje Emil Czeczko, dezerter, który uciekł na Białoruś

Komitet Śledczy Białorusi poinformował o śmierci Emila Czeczki, który w grudniu ubiegłego roku zdezerterował na Białoruś. Według białoruskich władz „Czeczko został znaleziony powieszony w miejscu zamieszkania”. Grupa śledczo-dochodzeniowa, jak podano w komunikacie, prowadzi czynności w celu ustalenia okoliczności śmierci Czeczki. Zaznaczono, że brane są pod uwagę wszystkie możliwe wersje, w tym udział osób trzecich.

Czeczko to polski wojskowy, który w grudniu ubiegłego roku zdezerterował na Białoruś. Według informacji strony białoruskiej został zatrzymany pod Tuszemlą na Grodzieńszczyźnie, a następnie poprosił o azyl polityczny na Białorusi.

Mężczyzna pełnił służbę w 11. Mazurskim Pułku Artylerii, wchodzącym w skład 16. Pomorskiej Dywizji Zmechanizowanej.

Na Białorusi Czeczko występował publicznie, w tym w białoruskich mediach państwowych, oskarżając polskie władze o „zbrodnie” na nielegalnych migrantach. Wystąpił również podczas konferencji prasowej zorganizowanej przez bliską władzom „organizację praw człowieka” o nazwie Systemowa Ochrona Praw Człowieka.

Mężczyzna twierdził m.in., że podczas służby na granicy był przez funkcjonariuszy Straży Granicznej „zmuszany do zabijania ludzi”. Nie wiadomo, czy jego działania były dobrowolne.

Według polskich władz Czeczko został po ucieczce na Białoruś wykorzystany w operacji informacyjnej przeciwko Polsce.

„Emil Czeczko na własne życzenie stał się zakładnikiem swojej decyzji o ucieczce na Białoruś. Należy przypuszczać, że jest pod stałą kontrolą służb białoruskich” — mówił PAP w lutym rzecznik prasowy ministra koordynatora służb specjalnych Stanisław Żaryn, dodając, że mężczyzna został wykorzystany do legitymizowania i promowania absurdalnych insynuacji pod adresem Polski.

Od wiosny do jesieni ubiegłego roku na granicach Białorusi z UE doszło do zaostrzenia kryzysu migracyjnego – tysiące migrantów, m.in. z krajów Bliskiego Wschodu, przylatywały na Białoruś, by następnie podejmować próby nielegalnego przekraczania granic z Polską, Litwą i Łotwą. Zachód oskarżył Białoruś o sztuczne tworzenie kryzysu w odwecie za sankcje nałożone na Mińsk. Władze Białorusi odrzucały te oskarżenia.

W Polsce Czeczko został oskarżony o dezercję. Według MON wcześniej miał problemy z prawem.
Źródło info i foto: businessinsider.com.pl

Fala dezercji z rosyjskiej armii. Jest komentarz SBU

Prezydent Rosji Władimir Putin nie może być pewien lojalności swoich żołnierzy walczących na Ukrainie i ucieka się do stalinowskich metod, by ich zdyscyplinować – poinformowała w sobotę w komunikatorze Telegram Służba Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU), przytaczając zeznania rosyjskiego jeńca. Z zeznań żołnierza, który poddał się Ukraińcom w obwodzie mikołajowskim wynika, że za linią frontu działają oddziały karne, których zadaniem jest rozstrzeliwanie dezerterów. Według niego, w trakcie posuwania się w głąb Ukrainy armia okupacyjna zaczyna zdawać sobie sprawę, że nie bierze udziału w misji pokojowej.

„Ale dano nam do zrozumienia, że odwrotu nie ma, bo za nami idą oddziały, które zabijają dezerterów, którzy próbują wrócić do domu” – miał powiedzieć jeniec.

Służba Bezpieczeństwa zamieściła na Facebooku zeznania jeńca. 
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Żołnierz, który uciekł na Białoruś jest ścigany listem gończym

List gończy oznacza, że każda z uprawnionych służb będzie mogła zatrzymać mężczyznę, kiedy tylko pojawi się w Polsce – mówi pułkownik Radosław Wiszenko z Prokuratury Rejonowej Białystok-Północ do spraw wojskowości. Dodaje, że w przyszłości niewykluczony jest także wniosek do białoruskich służb o ekstradycje dezertera. Jednak na tym etapie taki wniosek nie jest przygotowywany.

Emil Cz. Był zawodowym żołnierzem w 16. Pomorskiej Dywizji Zmechanizowanej. W połowie grudnia, podczas służby na granicy polsko-białoruskiej, zbiegł na Białoruś. Tam udzielił serii wywiadów, w których oskarżał polskich żołnierzy, o bezprawne działania przy ochronie granicy.

Emil Cz. był wcześniej karany za znęcanie się nad matką. Został też zatrzymany za jazdę pod wpływem alkoholu. Za dezercję grozi mu do 10 lat więzienia.
Źródło info i foto: radio.bialystok.pl

Pijanego Emila Cz. zatrzymano w okolicach jednostki. ŻW o wszystkim wiedziała

Do zatrzymania Emila Cz. pod wpływem alkoholu i marihuany doszło w pobliżu giżyckiej jednostki wojskowej – informuje Radio ZET. O zdarzeniu policja powiadomiła Żandarmerię Wojskową. Pięć dni później żołnierze został wysłany na granicę. Stamtąd uciekł na Białoruś.

Jak ustaliło Radio ZET, 11 grudnia w okolicy koszar wojskowych 15. Giżyckiej Brygady Zmechanizowanej przy ulicy Moniuszki w Giżycku patrol policji zauważył kierowcę, który mógł być pod wpływem alkoholu. Okazało się, że auto prowadziło Emil Cz. Mężczyzna został przewieziony na komisariat. Tam pobrano mu krew do badań, które wykazały, że ma on 1,5 promila alkoholu w organizmie. Zatrzymany był również pod wpływem marihuany. Rozgłośnia podkreśla, że nie chciał ujawnić, że jest zawodowym żołnierzem.

– 25-latek w trakcie interwencji wielokrotnie wprowadzał policjantów w błąd co do swojej tożsamości i zatrudnienia. Jeden z ujawnionych przy nim dokumentów wskazywał, że może on być żołnierzem w czynnej służbie. Dlatego oficer dyżurny KPP w Giżycku skontaktował się z dyżurnym Żandarmerii Wojskowej i w ten sposób potwierdził, że ten mężczyzna jest żołnierzem. W uzgodnieniu z dyżurnym Żandarmerii Wojskowej mężczyzna po wykonaniu niezbędnych czynności procesowych został zwolniony – poinformowała, jak podaje Radio ZET, Komenda Powiatowa Policji w Giżycku.

Rozgłośnia podaje też, że Żandarmeria Wojskowa miała nie zastosować się wówczas do ustawy o dyscyplinie wojskowej, która w rozdziale 3 art. 38 mówi o osadzeniu w izbie zatrzymań, żołnierza będącego w stanie nietrzeźwości lub odurzenia w rejonie obiektów wojskowych lub w miejscu publicznym.

Z informacji uzyskanych przez portal Gazeta.pl od Ministerstwa Obrony Narodowej wynika, że Prokuratura Rejonowa Olsztyn-Południe w sierpniu 2021 roku zatwierdziła i skierowała do Sądu Rejonowego w Bartoszycach akt oskarżenia przeciwko szer. Emilowi Cz. zarzucając mu popełnienie przestępstwa polegającego na psychicznym i fizycznym znęcaniu się nad matką.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

ŻW będzie prowadzić postępowanie wobec Emila Cz.

Powszechne organy ścigania przekazują Żandarmerii Wojskowej materiały postępowania przygotowawczego w sprawie Emila Cz., który 11 grudnia w Giżycku (woj. warmińsko-mazurskie) kierował pojazdem pod wpływem alkoholu i marihuany – przekazała PAP we wtorek Komenda Główna Żandarmerii Wojskowej.

Emil Cz. to żołnierz, wobec którego Żandarmeria Wojskowa wszczęła śledztwo w kierunku dezercji. Przestępstwo to jest zagrożone karą pozbawienia wolności od roku do lat 10. Z ustaleń śledczych wynika, że st. szer. Emil Cz. pełnił służbę w okolicach przejścia granicznego z Białorusią w miejscowości Narewka, ale w ostatni czwartek „opuścił wyznaczony posterunek i w celu trwałego uchylania się od pełnienia służby wojskowej uciekł za granicę Polski na terytorium Republiki Białorusi”.

Jak potwierdził PAP we wtorek szef oddziału komunikacji społecznej płk Marcin Wiącek, 11 grudnia policja (w centrum Giżycka – PAP) zatrzymała do rutynowej kontroli drogowej Emila Cz. – Kierujący znajdował się pod wpływem alkoholu i marihuany. W związku z faktem, że Emil Cz. jest żołnierzem, dalsze czynności w tej sprawie będzie prowadziła Żandarmeria Wojskowa – wskazał płk Wiącek.

Podkreślił, że aktualnie powszechne organa ściągania przekazują Żandarmerii Wojskowej materiały postępowania przygotowawczego. „Niezwłocznie po ich otrzymaniu Żandarmeria Wojskowa przejmie do prowadzenia postępowanie w kierunku art. 178 a § 1 kk – prowadzenie pojazdu w stanie nietrzeźwości lub pod wpływem środka odurzającego, za co grozi grzywna, kara ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2” – dodał płk Wiącek.

Kolejny konflikt z prawem

To kolejny konflikt z prawem żołnierza – dezertera. Emil Cz. wyrokiem Sądu Rejonowego w Bartoszycach 27 września 2021 r. został uznany za winnego znęcania się psychicznego i fizycznego nad swoją matką. Sąd skazał go za to na 6 miesięcy ograniczenia wolności oraz zobowiązał oskarżonego do powstrzymywania się od nadużywania alkoholu. Sąd orzekł wobec Emila Cz. także zakaz zbliżania się do pokrzywdzonej kobiety na odległość mniejszą niż 50 m i bezpośredniego kontaktowania się z nią na okres 1 roku od uprawomocnienia się wyroku. Oskarżony został obciążony również kosztami sądowymi. 29 grudnia Sąd Okręgowy w Olsztynie będzie rozpoznawał apelację dotyczącą tej sprawy Emila Cz. Apelację złożył obrońca oskarżonego.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Nowe informacje o żołnierzu, który zdezerterował na Białoruś

Emil Cz., który podczas służby na granicy przeszedł na stronę białoruską, od ubiegłego roku regularnie znęcał się nad swoją matką. Według „Faktu” we wrześniu tego roku został skazany na 6 miesięcy pozbawienia wolności i zakaz zbliżania się do matki. Dziennik „‚Fakt” podał, że Ceczko od 2020 r. znęcał się regularnie nad swoją matką, która samotnie wychowywała mężczyznę. – To było jakoś latem, matka z krzykiem wybiegła przed blok, potrzebowała pomocy – wspominała sąsiadka dezertera, w rozmowie z „Faktem”.

Policja i Żandarmeria Wojskowa interweniowała latem ubiegłego roku, kiedy Emil Cz. miał znęcać się nad matką. W procesie sądowym, jaki toczy się w sprawie żołnierza, ujawniono, że mężczyzna bił matkę, krzyczał na nią, zmuszał do kupowania sobie papierosów i alkoholu, a nawet zabraniał wchodzić do jedynego w mieszkaniu pokoju. 

– W dniu 7 maja 2021 r. uderzył pokrzywdzoną wielokrotnie otwartą dłonią w twarz i tył głowy, a następnie oburącz zaciskał dłonie na jej szyi, uderzył ją także zaciśniętą pięścią i głową w twarz, jak również groził jej pozbawieniem życia – mówił Olgierd Dąbrowski-Żegalski, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Olsztynie, w rozmowie z „Faktem”.

Sąsiedzi wcześniej nie słyszeli, żeby żołnierz znęcał się nad matką. Dlatego tym bardziej byli zaskoczeni eskalacją przemocy. Sąd Rejonowy w Bartoszycach we wrześniu skazał Emila Cz. na 6 miesięcy pozbawienia wolności oraz zakazał mu zbliżania się przez rok do matki na odległość mniejszą niż 50 metrów – podał „Fakt”. 

Żołnierz odwołał się od wyroku, a kolejna rozprawa w tej sprawie była planowana na 29 grudnia. Emil Cz. się na niej nie pojawi, ponieważ od 17 grudnia znajduje się na terenie Białorusi.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Żołnierz, który zdezerterował będzie świadkiem w śledztwie białoruskich służb

Polski żołnierz, który zdezerterował na Białoruś, będzie świadkiem w śledztwie prowadzonym przez tamtejsze służby przeciwko naszemu krajowi. Chodzi o postępowanie wszczęte po starciach cudzoziemców z polskimi mundurowymi na przejściu Bruzgi-Kuźnica w połowie listopada. Powodem wezwania polskiego żołnierza na świadka przez białoruskie służby jest wywiad, którego udzielił dzień po zniknięciu z Polski. Opowiadał w nim historie o przestępstwach, których na pograniczu mieli się dopuszczać polscy mundurowi. Oskarżył ich o podwójne zabójstwo.

Teraz białoruscy prokuratorzy tłumaczą, że chcą sprawdzić fakty, które podał wojskowy, dlatego będzie wezwany do komitetu śledczego.

Dyplomaci: Polski żołnierz będzie bohaterem białoruskich mediów

Emil C. będzie jeszcze długo bohaterem białoruskich mediów i udzieli wielu wywiadów – przekonują w rozmowie z RMF FM polscy dyplomaci, pracujący na Białorusi.

Nasi rozmówcy przyznają, że jego wypowiedzi są przez dużą część Białorusinów przyjmowane bezkrytycznie i szeroko dyskutowane. Pewnym jest też to, że cała sprawa bardzo zaszkodziła mieszkającym tu Polakom i stosunkom polsko-białoruskim. Emil C., polski żołnierz stacjonujący na granicy, porzucił służbę i uciekł na Białoruś. Należał do 11. Mazurskiego Pułku Artylerii 16. Pomorskiej Dywizji Zmechanizowanej.

Prokuratura Rejonowa Białystok-Północ wszczęła śledztwo w sprawie jego dezercji. Śledczy ustalają obecnie, gdzie jest mężczyzna, by móc postawić mu zarzuty. Możliwy jest wniosek do sądu o areszt tymczasowy i list gończy za żołnierzem.

Białoruski Państwowy Komitet Graniczny (GPK) podał, że polski żołnierz poprosił o azyl na Białorusi. Białoruscy pogranicznicy podali, że „w związku z brakiem zgody na politykę Polski w sprawie kryzysu migracyjnego oraz praktyki nieludzkiego traktowania uchodźców, żołnierz wystąpił o azyl polityczny w Republice Białorusi”.

Starcia na przejściu Bruzgi-Kuźnica. 12 polskich mundurowych rannych

Do starć przy przejściu granicznym Bruzgi-Kuźnica doszło 17 listopada. W stronę polskich służb rzucane były m.in. kamienie. Policja użyła armatek wodnych. Działania polskich służb wobec grup agresywnych osób na przejściu granicznym, trwały ponad dwie godziny. Policja informowała, że „w wyniku ataku osób inspirowanych przez stronę białoruską jeden z policjantów został dość poważnie ranny (…) prawdopodobnie doszło do pęknięcia kości czaszki po uderzeniu przedmiotem”. Łącznie przy przejściu granicznym w Kuźnicy rannych zostało 12 osób z polskich służb – 9 funkcjonariuszy policji, dwóch strażników granicznych i jeden żołnierz.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Dezercja polskiego żołnierza. Ekspert odpowiada

– Prawdopodobnie dostanie mieszkanie i jakąś pracę, pewnie fizyczną – stwierdził dr Michał Piekarski, pytany o polskiego żołnierza, który uciekł na Białoruś. – Będzie wykorzystywany w tępej kampanii propagandowej przez najbliższe kilka dni czy tygodni. Potem może będą go obwozić po białoruskich szkołach i zakładach pracy – dodał.

Do sprawy dezercji polskiego żołnierza odniósł się dr Michał Piekarski ekspert ds. bezpieczeństwa z Uniwersytetu Wrocławskiego w rozmowie z Piotrem Zychowiczem na kanale „Historia realna”. Jak podkreślił, Białorusi chodzi o „wykreowanie obrazu Polski jako państwa, które jest państwem niedemokratycznym, państwem totalitarnym, łamiącym prawa człowieka”. Z drugiej strony, Białoruś liczyła, że uda jeszcze bardziej spolaryzować polską opinię publiczną – stwierdził. Białoruska telewizja przeprowadziła już wywiad z polskim żołnierzem.

Dr Piekarski został zapytany o to, jak będzie teraz wyglądało życie Emila Cz. i co mu obiecał reżim Alaksandra Łukaszenki. – Prawdopodobnie dostanie mieszkanie i jakąś pracę, pewnie fizyczną. Będzie wykorzystywany w tępej kampanii propagandowej przez najbliższe kilka dni czy tygodni. Potem może będą go obwozić po białoruskich szkołach i zakładach pracy, tak jak kiedyś Andrzeja Czechowicza, żeby tłumaczył, jak jest strasznie na tym Zachodzie, jaka ta Polska jest straszna – stwierdził ekspert. Dodał, że kiedy Emil Cz. się już „zużyje” dostanie pracę i „skromną pensję”. – Pewnie będzie pod obserwacją służb, żeby przypadkiem nie uciekł na Zachód, bo prędzej czy później na Białorusi pewnie przestanie mu się podobać – zaznaczył.

Dr Michał Piekarski odniósł się także do motywacji, które mogły kierować polskim żołnierzem. Stwierdził, że podejrzewa, że Emil Cz. to człowiek, za którego najważniejsze decyzje podjęli inni. – Może będzie próbować za 10-15 lat przedrzeć się na Zachód. (…) W Polsce będzie go czekać sprawa karna. W momencie, kiedy on postawi stopę na terytorium Polski albo Unii Europejskiej, to zostanie zatrzymany i postawiony przed sądem. Za to, co zrobił należy mu się najwyższy wymiar kary za dezercję. Uważam też, że powinien tu być zarzut o szpiegostwo – dodał ekspert z Uniwersytetu Wrocławskiego.

16. Dywizja Zmechanizowana poinformowała, że w czwartek 16 grudnia po południu zaginął jeden z żołnierzy wykonujących zadania służbowe w okolicy Narewki, Siemianówki i Jeziora Siemianowskiego. Okazało się, że mężczyzna poprosił o azyl na Białorusi. Mówił, że sprzeciwia się działaniom Polski w związku z kryzysem migracyjnym i nieludzkim traktowaniem uchodźców. Mężczyzna to Emil Cz.

W sprawie dezercji śledztwo prowadzi Prokuratura Rejonowa Białystok-Północ. Zgodnie z Kodeksem karnym, żołnierz, który w czasie dezercji ucieka za granicę albo przebywając za granicą, uchyla się od powrotu do kraju, podlega karze pozbawienia wolności od roku do lat 10.

Szef MON Mariusz Błaszczak przekazał w piątek po południu, że żołnierz „miał poważne kłopoty z prawem i złożył wypowiedzenie z wojska”. „Nigdy nie powinien zostać skierowany do służby na granicę. Zażądałem wyjaśnień, kto za to odpowiada” – dodał minister. MON przekazał tego samego dnia, że po odebraniu meldunku od gen. dyw. Krzysztofa Radomskiego, dowódcy 16 Dywizji Zmechanizowanej, minister Mariusz Błaszczak odwołał ze stanowisk przełożonych żołnierza, który znalazł się na Białorusi.

„Gazeta Olsztyńska” informowała, że Emil Cz. mieszkał w Bartoszycach i służył w tamtejszej 20. brygadzie zmechanizowanej, ale w ostatnim czasie został przeniesiony do Węgorzewa. Kilka miesięcy wcześniej miał pobić swoją matkę. Żołnierz we wrześniu został skazany przez Sąd Rejonowy w Bartoszycach wyrokiem nieprawomocnym za znęcanie się nad bliską osobą, a 12 grudnia został zatrzymany przez policję za jazdę w stanie nietrzeźwości. Późniejsze testy wskazały, że był również pod wpływem marihuany.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Dezercja polskiego żołnierza. Żołnierz zachował się w sposób nikczemny

– Mamy do czynienia z dezercją ze strony obywatela polskiego, który do niedawna był żołnierzem polskich Sił Zbrojnych, człowieka, który zachował się w sposób bardzo nikczemny – powiedział gen. broni Tomasz Piotrowski, dowódca operacyjny Rodzajów Sił Zbrojnych. Chodzi o polskiego żołnierza, który zaginął, a odnalazł się na Białorusi. Szef MON poinformował o odwołaniu przełożonych dezertera.

Dowódca operacyjny Rodzajów Sił Zbrojnych gen. broni Tomasz Piotrowski powiedział: „w tej sytuacji każdemu uczciwemu Polakowi winni jesteśmy informację”.

– Mamy do czynienia z aktem dezercji ze strony obywatela polskiego, który jeszcze do niedawna był żołnierzem polskich Sił Zbrojnych, człowieka, który zachował się w sposób bardzo nikczemny w tej całej sytuacji – wyjaśnił podczas spotkania z dziennikarzami dowódca operacyjny Rodzajów Sił Zbrojnych.

Według niego do dezercji doszło „wtedy, kiedy od kilku miesięcy wysiłkiem narastającym od lipca, gdzie rozpoczęliśmy prace inżynieryjne na granicy polsko-białoruskiej, następnie w pełnym współ działaniu ze Strażą Graniczną ochraniamy granicę”.

– Przy tym narastającym wysiłku okazało się, ze jest człowiek, który w swojej nikczemności toczy podwójna grę. Otóż młody człowiek który od 2018 roku był żołnierzem Sił Zbrojnych, miał trudną sytuację rodzinną – powiedział gen. broni Tomasz Piotrowski.

– I o nas nie zaskakiwało, bo bardzo sprytnie tą swoją sytuacją rodzinną grał, pokazując, że chce służyć ojczyźnie, pokazując, że chce sobie w jakiś sposób przy pomocy innych poradzić z tą sytuacją. I przełożeni wykazywali naprawdę duże zrozumienie. Pomimo tych naprawdę bardzo złożonych sytuacji – powiedział generał.

Gen. Piotrowski: „przełożeni wyciągali rękę do tego żołnierza”
Nie podał jednak bliższych szczegółów dotyczących omawianej sytuacji zasłaniając się koniecznością ochrony danych wrażliwych żołnierza i dobro najbliższych żołnierza.

– Sytuacje te były naprawdę poważne i w tej całej sytuacji przełożeni wyciągali rękę do tego żołnierza stwarzając mu warunki do tego, żeby się rozwijał, budował swoja wiedzę, budował swoją właściwą pozycję w społeczeństwie. I przez znakomitą większość czasu udawało się temu młodemu człowiekowi pomagać – wyjaśnił dowódca operacyjny.

– W pewnym momencie, nie wiemy jeszcze kiedy, na pewno będziemy to bardzo dokładnie badać, bo służby bardzo intensywnie zajmują się tym przypadkiem, nie wiadomo, co dokładnie się stało, żołnierz postanowił zrobić coś takiego, czego dokonał w zasadzie wczorajszego popołudnia pod pretekstem oddalenia się z posterunku przekroczył granicę z Białorusią – powiedział gen. Piotrowski.

Jak stwierdził sprawą zaginionego żołnierza „zajmują się bardzo intensywnie odpowiednie służby, wojskowe i nie tylko”. Według dowódcy operacyjnego „nie wiadomo, co dokładnie się stało i w którym momencie”. Do ucieczki ze służby miało jednak dojść w czwartek po południu.

– Pod pretekstem oddalenia się z posterunku przekroczył granicę z Białorusią. Tam, jak zaczynamy się dowiadywać, udał się – nie wiemy, jeszcze czy do służb, czy miał jakiekolwiek kontakty z tamtej strony – to na razie badane wątki, bo to, co wiedzieliśmy do tej pory na to nie wskazywało. Zakładam, że błąkał się gdzieś przez te kilkanaście godzin po terenach Białorusi, dotarł do mediów i zaczynają do nas docierać różnego rodzaju fragmentaryczne obrazy – powiedział gen. Piotrowski.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Uwolniony z rąk talibów amerykański żołnierz stanie przed sądem

Historia, jak z filmów. Amerykański żołnierz pojmany przez talibów spędza w niewoli pięć lat. Po powrocie do USA zostaje oskarżony o dezercję oraz zachowanie w obecności wroga prowadzące do narażenie innych żołnierzy na niebezpieczeństwo.

Sprawa sierżanta armii USA Bowe’a Bergdahla zaczyna się w czerwcu 2009 r. 31-letni wojskowy postanawia opuścić swoją placówkę bojową w prowincji Paktika na wchodzie Afganistanu i dotrzeć do sąsiedniej bazy. Chce zgłosić tam „poważne nieprawidłowości” w swojej jednostce. Jednak nigdy tam nie dotarł.

Po około 20 minutach od opuszczenia bazy amerykański żołnierz gubi się, a kilka godzin później znajdują go talibowie. Po jego zaginięciu Amerykanie rozpoczynają akcję poszukiwawczą, w której kilku żołnierzy zostaje poważnie rannych. Jeden z wojskowych doznaje urazu nogi, który wyklucza go z dalszej służby. Inny na skutek urazu głowy do dzisiaj nie chodzi.

Talibowie przetrzymywali sierżanta Bowe’a Bergdahla do 2014 r. Wtedy Barack Obama godzi się na wymianę więźniów. Amerykanie w zamian za swojego żołnierza przekazują talibom pięciu przywódców. Decyzja ówczesnego prezydenta była szeroko krytykowana przez żołnierzy i polityków Partii Republikańskiej zarzucających Barackowi Obamie negocjacje z terrorystami. W gronie krytyków znajdował się też Donald Trump, który Bowe’a Bergdahla nazwał zdrajcą, który zasługuje na rozstrzelanie albo wyrzucenie z samolotu bez spadochronu.
Źródło info i foto: wp.pl