Prokuratura: Były prezydent USA ukrywał tajne dokumenty i utrudniał śledztwo

Były prezydent USA Donald Trump ukrywał tajne dokumenty będące w jego posiadaniu, a jego prawnicy poświadczali w jego imieniu nieprawdę i utrudniali śledztwo – napisali przedstawiciele resortu sprawiedliwości w oświadczeniu dla sądu. Dołączyli też zdjęcia odnalezionych w posiadłości Trumpa dokumentów oznaczonych wielkim czerwonym napisem „ściśle tajne”.

Twierdzenia te znalazły się w pisemnej odpowiedzi prokuratury na wniosek prawników Trumpa, by wstrzymać dochodzenie w sprawie przetrzymywanych dokumentów na czas ustanowienia specjalnego urzędnika do dokonania przeglądu skonfiskowanych przedmiotów.

Prokuratura twierdzi, że wbrew twierdzeniom zespołu Trumpa o współpracy z organami przedstawiciele byłego prezydenta „prawdopodobnie ukrywali” dokumenty przed śledczymi. Prawniczka Trumpa Christina Bobb miała m.in. fałszywie oświadczyć pod przysięgą w czerwcu, że w odpowiedzi na sądowy nakaz przekazane zostały wszystkie niejawne dokumenty. Mimo to podczas późniejszej rewizji w sierpniu „w ciągu kilku godzin” agenci FBI odnaleźli dwa razy więcej aktów oznaczonych jako niejawne, niż przekazano im w czerwcu. Według FBI z posiadłości Trumpa, Mar-a-Lago, podczas rewizji zabrano 11 pudełek zawierających informacje niejawne.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Jaki dokumentów szukało FBI u Donalda Trumpa?

Wśród dokumentów, których szukali agenci FBI podczas rewizji w posiadłości Donalda Trumpa, były te związane z bronią jądrową – podał w czwartek „Washington Post”, powołując się na źródła wtajemniczone w śledztwo. Gazeta nie podała, czy agenci znaleźli poszukiwane dokumenty. Informatorzy gazety nie podali też, czy dokumenty dotyczyły broni posiadanej przez USA, czy inne państwa.

Szczegółów na temat śledztwa nie podał też wcześniej prokurator generalny Merrick Garland swoim pierwszym wystąpieniu na temat przeszukania, jednak oznajmił, że jego resort podjął nadzwyczajny krok i wniósł o upublicznienie nakazu rewizji wraz z listą przedmiotów zabranych podczas przeszukania. Garland motywował to interesem publicznym, m.in. w świetle wypowiedzi Trumpa oskarżających FBI i prokuraturę o nadużycia.

Wcześniej „New York Times” podał, że przyczyną przeszukania było podejrzenie – m.in. na podstawie zeznań świadka – że mimo kilku prób odzyskania niejawnych dokumentów przez Administrację Archiwów Narodowych, w Mar-a-Lago nadal znajdowały się wrażliwe dokumenty, w tym te mające znaczenie dla bezpieczeństwa narodowego.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Kanclerz Niemiec i jego żona wyrzucali poufne dokumenty. Będzie śledztwo?

Po informacjach tygodnika „Spiegel” o odkryciu poufnych dokumentów w domowych śmieciach kanclerza Niemiec Olafa Scholza i jego żony Britty Ernst prokuratura w Poczdamie rozważa, czy otworzyć postępowanie w sprawie naruszenia tajemnicy służbowej – poinformowała stacja WDR. Pod koniec lipca „Spiegel” poinformował, że sąsiedzi Olafa Scholza i jego żony odpowiedzialnej we władzach landu Brandenburgia za edukację i sport, znaleźli w domowych śmieciach pary polityków – dokumenty. M.in. kartkę, na której były zdjęcia i „krótkie opisy partnerek” głów państw i rządów ze szczytu G7 na zamku Elmau w Bawarii.

„Treść dokumentu może na początku brzmieć banalnie, ale został on zakwalifikowany przez ministerstwo spraw zagranicznych jako +informacja niejawna – tylko do użytku służbowego+” – zauważa „Spiegel”. Stosowane są surowe zasady: takie informacje powinny zostać zniszczone w taki sposób, aby ich treść była nie do odcyfrowania.

To przede wszystkim Ernst wyrzucała częściowo poufne papiery służbowe, nie niszcząc ich – zauważa „Spiegel”. W domowych śmieciach pary socjaldemokratów jej sąsiedzi znaleźli m.in. wpisy do kalendarza, szkice przemówień i listy ubrań, m.in. tych, które Britta Ernst wybierała na różne okazje.

Na 26 września 2021 r., dzień wyborów do Bundestagu, żona ówczesnego kandydata SPD na kanclerza zaplanowała dwa stroje – na głosowanie w lokalu wyborczym w Poczdamie „dżinsy, niebieska koszula, cienka niebieska marynarka”, a wieczorem, na wystąpienia w siedzibie SPD, „czarny garnitur Hugo Bossa, szara koszula, naszyjnik z kamieniami, czarne buty, czarna torba Anke Runge”.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Jest raport Komisji ds. Pedofilii podsumowujący dwuletnią działalność

Większość sprawców czynów, którym przyglądała się Państwowa Komisja ds. Pedofilii, jest niespokrewniona z ofiarą, a wśród nich największą grupą byli duchowni – wynika z drugiego raportu komisji. Od zeszłego roku przeprowadziła ona 318 nowych spraw. Niestety jak mówił przewodniczący komisji Błażej Kmieciak, dostęp do dokumentów w sprawach dotyczących Kościoła katolickiego jest bardzo trudny. – Watykan – co jest zaskakujące (…) – wprowadził faktyczną tamę, barierę, jeśli chodzi o udostępnianie tego typu dokumentów – powiedział przewodniczący.

Państwowa Komisja ds. Pedofilii przedstawiła we wtorek na konferencji prasowej drugi raport z wynikami swoich prac. W obszernym dokumencie zawarto między innymi szczegółowe statystyki dotyczące prowadzonych przez komisję spraw, dane dotyczące przestępstw pedofilii wśród osób mających zawodowo kontakt z dziećmi oraz analizę kwestii przedawnień pedofilii. Pierwszy raport Komisji ds. Pedofilii opublikowano pod koniec lipca ubiegłego roku.

– Raport prezentuje kolejny rok pracy Państwowej Komisji. (…) My walcząc z przestępczością, walcząc o wyjaśnienie spraw, też przedawnionych, walczymy o nadzieję, by ona nie umarła u osób, które doświadczyły bólu i cierpienia – powiedział przewodniczący Państwowej Komisji ds. Pedofilii Błażej Kmieciak.

318 nowych spraw

Z najnowszego dokumentu wynika, że komisja prowadziła łącznie 513 spraw, w tym 318 nowych, czyli podjętych od czasu publikacji poprzedniego raportu z 25 lipca zeszłego roku. W ostatnim roku komisja przekazała do prokuratury 96 zawiadomień o prawdopodobieństwie popełnienia przestępstwa, w tym dwa zawiadomienia dotyczyły kwestii zatajenia wiedzy o pedofilii. Od początku funkcjonowania komisja zawiadomiła prokuraturę już łącznie 233 razy.

W 54 przypadkach zgłoszenia o przestępstwie pedofilii zostały wniesione przez samych pokrzywdzonych. – To jest niezwykle dla nas ważne. (…) 78 spraw to są sprawy, które zostały zgłoszone bezpośrednio przez rodziców – poinformował Kmieciak.

W sprawach, którymi zajmuje się komisja 161 osób pokrzywdzonych to dziewczynki, a 114 to chłopcy. W niektórych przypadkach, dotyczących głównie cyberprzestępczości, nie udało się ustalić płci. 82 ofiary nie ukończyły 10. roku życia, a dziewięcioro najmłodszych pokrzywdzonych pedofilią nie miało 3 lat.

Jak wynika z raportu, w 121 sprawach sprawcami była osoba niespokrewniona z ofiarą, a w 106 przypadkach spokrewnieni. Około 38 proc. spraw dotyczyło czynów popełnionych w rodzinie. W 70 zgłoszonych sprawach jako sprawcę wskazano rodzica, w czterech sprawach było to rodzeństwo, w 16 dziadkowie, a w 16 kolejnych członkowie dalszej rodziny.

Kościelna „niezrozumiała blokada”

Wśród wskazanych sprawców niespokrewnionych, ale pozostających w relacji z ofiarami największą grupę stanowili duchowni.

W tej kwestii Kmieciak zwrócił uwagę, że po tym, jak komisja wystąpiła do nuncjusza apostolskiego, nie otrzymała od niego żadnej odpowiedzi. – To, że nie otrzymaliśmy odpowiedzi, nie oznacza, że siedzimy bezradnie i płaczemy, bo Watykan nie chce nam dać dokumentów (…) Watykan – co jest zaskakujące dla nas, ale i jak (…) się okazuje, dla niektórych biskupów – wprowadził faktyczną tamę, barierę, jeśli chodzi o udostępnianie tego typu dokumentów – powiedział.

Dodał też, że nie rozumie bariery, jaka stawia Kościół katolicki w dostępie do dokumentów dotyczących pedofilii. – To niezrozumiała zupełnie bariera – podkreślił.

W raporcie wymieniono m.in.: nauczycieli, wychowawców i opiekunów (9 spraw), trenerów sportowych (6 spraw), lekarzy (2 sprawy), duchownych (57 spraw), przedstawicieli innych związków wyznaniowych (5 spraw), partnerów rodzica (17 spraw), znajomych rodziny (6 spraw) i sąsiadów (19 spraw).

Kmieciak zwrócił przy tym uwagę, że wiele organizacji w tym np. niektóre związki harcerskie lub sportowe nie odpowiadają na pytania komisji. – Dlatego my nie wiemy, ile takich spraw jest. (…) Może okazać się, że trafimy na inne instytucje i organizacje, które również, w mniej oczywisty dla nas społecznie sposób milczały – powiedział.

Jak podkreślono w raporcie, zdecydowaną większość potencjalnych sprawców pedofilii stanowią mężczyźni – 265 osób. Z kolei jako potencjalne sprawczynie wskazano 20 kobiet.

Prezentując raport, Kmieciak poinformował, że komisja w 46 przypadkach zawiadomiła prokuraturę o nieprawidłowościach w postępowaniu. Jak podał, w 20 sprawach uwzględniono wnioski Komisji. W efekcie w 13 sprawach podjęto postępowania na nowo. – To są konkretne efekty działania (Komisji – red.), ponieważ one nie pozwalają na to, żeby sprawa „umarła” – dodał Kmieciak.

Najstarsza sprawa jest sprzed pół wieku

Jak poinformował, w komisji są też obecnie 122 sprawy przedawnione. Podkreślił, że najdłuższy czas, jaki upłynął do daty przedawnienia sprawy do zawiadomienia, wynosi 49 lat. W większości sprawy były zgłaszane po co najmniej 15 latach. – My będziemy wracać do tej przeszłości. Żeby do niej wrócić, musimy mieć konkretne, mocne narzędzia, które pozwolą nam na to, żeby zrobić w sposób rzetelny – powiedział Kmieciak.

Państwowa Komisja ds. wyjaśniania przypadków czynności skierowanych przeciwko wolności seksualnej i obyczajności wobec małoletniego poniżej lat 15 została powołana przez Sejm 24 lipca 2020 r. Urząd rozpoczął funkcjonowanie 1 października 2020 r.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Alarm policji. Nie ma dnia, aby uchodźcy z Ukrainy nie zostali okradzeni czy oszukani

„Niestety zaczynamy odnotowywać przestępstwa czy wykroczenia w stosunku do uchodźców z Ukrainy. Nie są to duże liczby, ale nie ma praktycznie dnia, aby w pojedynczych przypadkach osoby te nie zostały okradzione czy oszukane” – poinformował rzecznik Komendy Głównej Policji insp. Mariusz Ciarka.

Rzecznik Komendy Głównej Policji insp. Mariusz Ciarka przekazał, że policyjne spoty pokazują, jakich sytuacji osoby z Ukrainy powinny unikać i jak postępować, by czuć się bezpiecznie w Polsce. To m.in. odpowiedź na zagrożenia, które cały czas bierzemy pod uwagę związane ze zwiększeniem przestępczości kierowanej w stosunku do uchodźców z Ukrainy – podkreślił policjant.

To takie porady, aby nie przekazywać osobom obcym paszportu i innych dokumentów, aby nie wsiadać samotnie do pojazdów kierowanych przez osoby, których nie znamy. Aby zachowywać podstawowe zasady bezpieczeństwa, aby poznać polskie numery alarmowe. To również numery infolinii, które zostały utworzone, a skierowane są do obywateli Ukrainy, gdzie można zgłaszać różnego rodzaju przestępstwa i zagrożenia, które pojawiają się na terenie Polski – tłumaczył inspektor.

Wyjaśnił, że bohaterkami spotów są dwie Ukrainki, a także obywatelka Polski biegle mówiąca po ukraińsku. W swoich wystąpieniach prezentują, jak zachować się bezpiecznie w konkretnych sytuacjach. Chodzi o to, żeby te filmy dotarły do jak największej grupy uchodźców z Ukrainy, aby mogli oni je zobaczyć i aby nie dochodziło do popełniania przestępstw czy wykroczeń na ich szkodę – zaznaczył.

Niestety takie przestępstwa czy wykroczenia zaczynamy odnotowywać. To nie są duże liczby, ale nie ma praktycznie dnia, aby w pojedynczych przypadkach osoby z Ukrainy nie zostały okradzione czy oszukane – powiedział.

Najczęstsze przestępstwa wobec Ukraińców?

Przekazał, że najczęstszymi przestępstwami na szkodę obywateli Ukrainy są kradzieże dokumentów, portfeli, torebek. Ale są to także oszustwa. Najczęściej związane z wynajęciem mieszkania. Osoby z Ukrainy odpowiadają na ogłoszenia z ofertą wynajmu mieszkań, czy domów, przelewają na konto pieniądze, po czym okazuje się, że takiego mieszkania czy domu nie ma, a pieniądze zostały przelane na konto osoby, z którą nie ma już kontaktu – podkreślił.

Na szczęście do chwili obecnej nie odnotowaliśmy żadnych przypadków handlu ludźmi. Natomiast cały czas, jako polska policja, to zagrożenie bierzemy bardzo mocno pod uwagę. Dlatego podejmujemy różnego rodzaju działania, takie, jak utworzenie specjalnej infolinii dotyczącej handlu ludźmi, rozdajemy ulotki, sprawdzamy osoby, które odbierają pojedynczo obywatelki Ukrainy z przejść granicznych, czy z innych miejsc, w których się znajdują. Chodzi o to, czy te odbierające osoby nie były wcześniej notowane za popełnienie różnych przestępstw, w tym również związanych z wykorzystaniem seksualnym – mówił.

Działania prewencyjne wobec podejrzanych osób

Zaznaczył, że zdarzały się już pojedyncze przypadki, gdzie policjanci legitymując osoby, które oferowały pomoc obywatelkom Ukrainy były notowane m.in. jako osoby związane z prowadzeniem domów publicznych czy prostytucją. Nie w Polsce, ale konkretnie w Berlinie, w Niemczech – dodał rzecznik KGP.

Takie osoby zostały natychmiast przez policjantów wyproszone, a osoby, którym oferowały pomoc poproszono, aby nie korzystały z tej pomocy. Oczywiście nie wiemy, czy te osoby chciały popełnić przestępstwo, ale działamy zapobiegawczo, prewencyjnie, aby do przestępstw nie dochodziło – podał.

Wskazał, że na ulotkach, które są m.in. przekazywane uchodźcom z Ukrainy, zostały podane zarówno numery telefonów, pod które można dzwonić, kiedy osoby te potrzebują pomocy, jak i podstawowe zasady bezpieczeństwa. „Jak należy się zachowywać, aby m.in. nie wsiadać do pojazdów kierowanych przez nieznane nam osoby, aby nie przekazywać swoich dokumentów nikomu, aby w sposób rozważny i czujny korzystać z ofert zatrudnienia czy noclegu” – wyliczył.

Działania profilaktyczne

Oprócz tego prowadzimy działania profilaktyczne na terenie całej Polski. Nasi policjanci spotykają się z obywatelami Ukrainy. Z pomocą tłumaczy mówią, jakie w Polsce obowiązują przepisy, jak należy się zachowywać, jakich zasad należy przestrzegać, tak, aby było bezpiecznie – podkreślił.

Mając na uwadze to, że są osoby, które mogą wykorzystywać trudną sytuację uchodźców, Komenda Główna Policji uruchomiła specjalne telefony dyżurne oraz kontakty drogą mailową dla obywateli Ukrainy. Przeprowadziliśmy ponad 700 rozmów za pomocą specjalnej infolinii, a na skrzynkę mailową przesłano ponad 80 wiadomości – podał.

Najczęściej kierowano do nas zapytania związane z legalizacją pobytu na terenie Polski, gdzie można szukać pomocy, jakie są możliwości zakwaterowania czy podjęcia pracy w Polsce – przekazał insp. Ciarka.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Ciężka współpraca Kościoła z komisją ds. pedofilii

Od wielu miesięcy Kościół katolicki konsekwentnie odmawia udostępnienia dokumentów dot. wykorzystywania seksualnego dzieci przez polskich duchownych. W piątek prymas Polski abp Wojciech Polak wystosował pismo do szefa komisji ds. pedofilii prof. Błażeja Kmieciaka, w którym wskazał dwa obszary możliwej współpracy. Wśród nich wymieniono badania statystyczne i działania prewencyjne.

W ubiegły piątek prymas Polski abp Wojciech Polak wystosował list do prof. Błażeja Kmieciaka, szefa państwowej komisji ds. pedofilii. To ciąg dalszy sporu o udostępnienie dokumentów ws. wykorzystania seksualnego małoletnich w Kościele katolickim. Episkopat od wielu miesięcy odmawia współpracy.

Państwowa komisja ds. pedofilii w czerwcu 2021 roku interweniowała w tej kwestii do Sekretariatu Stanu Stolicy Apostolskiej. W poniedziałkowym komunikacie polski Episkopat odniósł się do tamtej sprawy.

„Sprawy dotyczące wykorzystywania małoletnich są w Kościele katolickim zarezerwowane jurysdykcji watykańskiej Kongregacji Nauki Wiary (…). W związku z tym udostępnienie akt procesowych powinno odbywać się drogą dyplomatyczną. (…) Mamy więc w tej sprawie do czynienia z relacją między rządem Polski a władzami Stolicy Apostolskiej, a nie między państwową komisją a Kościołem w Polsce” – czytamy w oświadczeniu Biura Delegata KEP ds. Ochrony Dzieci i Młodzieży.

Jak jednak dodano, abp Wojciech Polak widzi dwie potencjalne płaszczyzny możliwej współpracy Episkopatu z komisją. Jedną z nich jest udostępnienie badań statystycznych „po wcześniejszym ustaleniu z Instytutem Statystki Kościoła Katolickiego SAC jej zasad”. Drugą natomiast „współudział ws. ochrony dzieci i młodzieży przed wykorzystaniem seksualnym”.

„Realizowane przez Centrum Ochrony Dziecka [jednostka działająca przy Akademii Ignatianum – przyp. red.] projekty dotyczące prewencji w szkołach katolickich i ośrodkach dla osób z niepełnosprawnościami mogą stać się inspiracją do podjęcia podobnej pracy, która będzie służyć ochronie małoletnich i bezbronnych w państwowych placówkach edukacyjnych i opiekuńczych” – dodano w komunikacie.

„Episkopat milknie”. Trudna współpraca komisji ds. pedofilii

O dotychczasowej współpracy z Kościołem katolickim mówił w sobotniej rozmowie z WP prof. Błażej Kmieciak. – Ten kontakt nie polepszył się. Z perspektywy czasu muszę powiedzieć, że to jest w ogóle ciekawa historia. My naprawdę widzimy, że w Kościele katolickim są takie ośrodki, które robią naprawdę dobre i mądre rzeczy. To jest np. Fundacja Świętego Józefa czy Centrum Ochrony Dziecka. Natomiast Episkopat ma taki zwyczaj, że w pewnym momencie milknie – oświadczył przewodniczący komisji.

– W lutym 2021 roku wystosowaliśmy pierwszych kilkadziesiąt pism do sądów biskupich i biskupów diecezjalnych. Tutaj rozpoczął się spór. My stoimy na stanowisku, że ustawa o państwowej komisji daje nam dostęp do dokumentów. Biskupi uważają zupełnie inaczej. (…) Efektem tego było zaproponowanie Episkopatowi, w tym prymasowi Wojciechowi Polakowi, który jest delegatem ds. ochrony dzieci i młodzieży, aby powołać grupę badawczą. Interdyscyplinarną grupę złożoną z kanonistów, psychologów i prawników. Dostaliśmy odpowiedź, że będą się nad tym zastanawiać po wizycie biskupów w Watykanie. I do tej pory jest cisza – tłumaczył prof. Kmieciak w rozmowie z WP.
Źródło info i foto: wp.pl

Jest nowy wątek ws. zabójstwa Jaroszewiczów?

„Ojciec chciał uzupełnić o dodatkowe informacje i bardzo poszerzyć swoją książkę ‚Przerywam milczenie'” – zeznał w procesie dotyczącym zabójstwa b. premiera PRL Piotra Jaroszewicza, jego młodszy syn Jan. Dodał, że po zabójstwie zapisków ojca już nie było.

Syn zamordowanego potwierdził, że w związku z pracą nad drugim wydaniem książki „Przerywam milczenie” było dużo dokumentów, zapisków i rękopisów. – Wszystkie znajdowały się w gabinecie u taty – powiedział. Jak dodał, „później tych dokumentów nie było”.

– Jedyne, co zostało z rękopisów, to rękopis pierwszej książki, który był schowany w piwnicy, w pudełku. Potem został przekazany prokuraturze – zeznał. Sprawcy zabójstwa nie weszli do piwnicy domu Jaroszewiczów.

Podczas pierwszej tegorocznej rozprawy w toczącym się przed stołecznym sądem okręgowym procesie trójki oskarżonych o zamordowanie w 1992 r. małżeństwa Jaroszewiczów składanie zeznań kontynuował w środę młodszy syn byłego premiera Jan Jaroszewicz.

Wcześniej, na kilku terminach rozpraw, zeznania składał starszy z synów Piotra Jaroszewicza – Andrzej. W swoich zeznaniach przypuszczał on m.in., że w tej sprawie być może nie doszło do napadu rabunkowego, ale mogło to być upozorowanie takiego przestępstwa w celu wyniesienia ważnych dokumentów, które posiadał były premier. – Widziałem, że pracował nad książką, był to rękopis. Po zabójstwie tego rękopisu nie było – mówił w grudniu zeszłego roku przed sądem Andrzej Jaroszewicz. Dodawał, że jego ojciec mógł narazić się gen. Czesławowi Kiszczakowi i gen. Wojciechowi Jaruzelskiemu.

– Ojciec nie lubił gen. Jaruzelskiego, to mogę powiedzieć. Co do Kiszczaka, to nie wiem – powiedział zaś w środę drugi z synów zamordowanego premiera pytany przez sąd.

Sędzia Anna Wierciszewska-Chojnowska zapytała natomiast, dlaczego Piotr Jaroszewicz „w ogóle chciał wydać drugie, poprawione wydanie, skoro pierwsze wyszło w 1991 roku?”.

– Chciał je uzupełnić o dodatkowe informacje i bardzo poszerzyć tę książkę, ale ja nie brałem udziału w rozmowach dotyczących szczegółów i trudno mi cokolwiek powiedzieć – odpowiedział młodszy syn b. premiera. Dodał, że być może jakąś wiedzę miał dziennikarz, z którym Piotr Jaroszewicz współpracował przy pisaniu pierwszego wydania.

Pierwsze wydanie „Przerywam milczenie” ukazało się w 1991 r. jako wywiad-rzeka przeprowadzony przez zmarłego przed kilku laty Bohdana Rolińskiego – w PRL m.in. dziennikarza „Trybuny Ludu” i redaktora naczelnego „Życia Warszawy”.

Proces w sprawie zabójstwa Piotra Jaroszewicza i jego żony toczy się w Sądzie Okręgowym w Warszawie od sierpnia 2020 r. Sąd ten stara się wyjaśnić jedną z najgłośniejszych zbrodni lat 90., do której doszło w nocy z 31 sierpnia na 1 września 1992 r.

Napad rabunkowy?

Według obecnego aktu oskarżenia sprawcami zbrodni byli trzej członkowie tzw. gangu karateków, który w latach 90. dokonał kilkudziesięciu napadów rabunkowych. Rabunkowy charakter miała mieć też – zdaniem śledczych – zbrodnia popełniona na Jaroszewiczach.

Prokuratura oskarża Roberta S. o uduszenie Piotra Jaroszewicza oraz zastrzelenie jego żony Alicji Solskiej-Jaroszewicz, a Dariusz S. i Marcin B. oskarżeni są o współudział w zabójstwie b. premiera. Robertowi S. zarzucono również zabójstwo małżeństwa S. w 1991 r. w Gdyni oraz usiłowanie zabójstwa mężczyzny w Izabelinie. Grozi im kara dożywotniego pozbawienia wolności.

Według prokuratury w dniu napadu oskarżeni przez wiele godzin obserwowali posesję ofiar. Po wejściu do domu Jaroszewiczów Robert S. obezwładnił Piotra Jaroszewicza uderzeniem w tył głowy znalezioną bronią palną. Oskarżeni przywiązali mężczyznę do fotela. Z kolei Alicja Solska–Jaroszewicz została skrępowana i położona na podłodze w łazience. Mężczyźni przeszukali dom, zabrali z niego – poza dwoma pistoletami – 5 tys. marek niemieckich, pięć złotych monet oraz damski zegarek.

Jak wskazuje prokuratura, prawdopodobnie w momencie opuszczania przez sprawców domu pokrzywdzonych, już wczesnym rankiem, Piotr Jaroszewicz wyswobodził się z więzów. Napastnicy znów posadzili go w fotelu. Następnie, gdy dwaj sprawcy trzymali go za ręce, Robert S. go udusił. Po zamordowaniu Piotra Jaroszewicza Robert S. zabrał z gabinetu pokrzywdzonego jego sztucer, poszedł do łazienki, w której leżała związana Alicja Solska-Jaroszewicz i miał ją zastrzelić.

Proces ma być kontynuowany 14 lutego.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Przedstawiciele Kościoła odmawiają współpracy z sądem ws. ofiar księdza pedofila Arkadiusza H. i jego przełożonego bp. Janiaka

Sąd w Kaliszu prowadzi sprawę braci, ofiar księdza pedofila Arkadiusza H., którzy domagają się odszkodowania od diecezji. By wydać wyrok, konieczne jest jednak zdobycie dokumentów z Kościoła, a jego przedstawiciele odmawiają współpracy i nie chcą przesłać teczek winnego duchownego oraz chroniącego go przez lata biskupa Edwarda Janiaka.

Bracia Jakub oraz Bartłomiej Pankowiakowie w dzieciństwie byli ofiarami księdza Arkadiusza H., który wykorzystywał ich seksualnie. W marcu tego roku sąd wydał wyrok w sprawie karnej. Duchownego skazano na trzy lata więzienia, wydano mu też zakaz wykonywania zawodów nauczyciela lub opiekuna dzieci na okres 10 lat. Mężczyzna przyznał się do zarzucanych mu czynów. Przed tygodniem Sąd Okręgowy w Kaliszu uchylił wcześniejszy wyrok, uznając, że sprawa uległa przedawnieniu.

„Sąd prosi przedstawiciela papieża o akta biskupa. Odpowiedź karcąca i arogancka” – więcej o sprawie przeczytasz w materiale kaliskiej „Gazety Wyborczej” pod TYM linkiem.

Kaliski sąd prowadzi też osobną sprawę dotyczącą odszkodowania dla ofiar księdza pedofila. Bracia Pankowiakowie domagają się miliona złotych. Sprawa skomplikowała się jednak, ponieważ ani kuria w Kaliszu, ani nuncjatura apostolska nie chcą współpracować. Sąd prosił diecezję o teczkę księdza Arkadiusza H., jednak biskup Damian Bryl odmówił jej przekazania – donosi kaliska „Gazeta Wyborcza”.

„Wezwanie do dostarczenia dokumentów wykracza poza dotychczasową praktykę kontaktów z władzami świeckimi” – napisali przedstawiciele kaliskiej kurii do sądu. Duże znaczenie w procesie mogą mieć też dokumenty zgromadzone przez Watykan przeciwko biskupowi Edwardowi Janiakowi (duchowny był przełożonym Arkadiusza H., chronił księdza pedofila i nie dopełniał swoich obowiązków). Janiak został uznany za winnego i nałożono na niego w marcu takie kary jak: zakaz przebywania w diecezji kaliskiej czy odprawiania nabożeństw. We wrześniu tego roku duchowny zmarł.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Wyciek danych z Facebooka

Amerykańskie media opisały w sobotę nowy zestaw wewnętrznych dokumentów Facebooka, z których wynika, że zdaniem pracowników firmy portal przyczyniał się do radykalizacji i szerzenia dezinformacji na temat wyborów prezydenckich w USA i zbyt słabo reagował na sygnały od pracowników o zauważanych nieprawidłowościach.

Publikacje m.in. agencji AP, dziennik „New York Times” i stacji Fox Business Network oparte są na dokumentach firmy uzyskanych od sygnalistów z Facebooka. Część z nich to dokumenty udostępnione już wcześniej przez inną sygnalistkę, Frances Haugen, która stała za serią artykułów w „Wall Street Journal” we wrześniu. Rzucają one dodatkowe światło na działania firmy wobec szerzącej się na portalu dezinformacji.

„New York Times” opisuje eksperyment przeprowadzony przez pracowników Facebooka, w którym stworzono fałszywe konto „Carol”, fikcyjnej 41-letniej kobiety o konserwatywnych poglądach, która „polubiła” strony prawicowej telewizji Fox News i lokalnych telewizji należących do Sinclair Group. Już po tygodniu „Carol” zaczęła otrzymywać od Facebooka rekomendacje obserwowania stron związanych ze spiskową teorią QAnon, głoszącą m.in. że ówczesny prezydent USA Donald Trump stoi na czele walki z globalnym spiskiem elit wykorzystujących dzieci.

Z dokumentów wynika, że Facebook podjął działania dopiero po około roku od przeprowadzenia tego badania, kiedy teoria zyskała znacznie większą popularność.
Źródło info i foto: TVP.info

Woroblin: Z rzeki wyłowiono ciało 19-letniego Syryjczyka

Nurkowie wydobyli z Bugu w pobliżu m. Woroblin (pow. bialski) ciało 19-letniego Syryjczyka, którego poszukiwano od wtorkowego poranka. Okoliczności jego śmierci bada policja i prokuratura – dowiedziała się Polska Agencja Prasowa. Policja ustaliła tożsamość młodego mężczyzny, którego zwłoki w środę tuż przed godz. 14 wydobyli z Bugu nurkowie z grupa ratownictwa wodno-nurkowego Państwowej Straży Pożarnej.

– Tożsamość potwierdził drugi z młodych mężczyzn, z którym dzień wcześniej próbował nielegalnie przeprawić się przez Bug. Przy ciele znaleziono także dokumenty. Także ponad wszelką wątpliwość jest to 19-letni obywatel Syrii – powiedział w rozmowie z Polską Agencją Prasową rzecznik Komendanta Wojewódzkiego Policji w Lublinie kom. Andrzej Fijołek.

Policjant dodał, że zaplanowano sekcję zwłok młodego mężczyzny. Okoliczności jego śmierci wyjaśni śledztwo prowadzone przez prokuraturę. O znalezieniu ciała poinformował w rozmowie z PAP rzecznik Komendanta Wojewódzkiego Państwowej Straży Pożarnej w Lublinie st. asp. Tomasz Stachyra.

„Tuż przed godz. 14 strażacy odnaleźli osobę poszkodowaną w miejscu poszukiwań. Nurkowie wydobyli ciało” – ST. ASP. TOMASZ STACHYRA, KW PSP LUBLIN

Dodał, że strażacy przekazali ciało oraz miejsce prowadzonej akcji Straży Granicznej. – Na tym nasze działania zostały zakończone – przyznał. Informację potwierdził rzecznik Nadbużańskiego Oddziału Straży Granicznej por. Dariusz Sienicki.

– Poinformowano Prokuraturę Rejonową w Białej Podlaskiej i policję, które będą prowadzić dalsze czynności w tej sprawie. Tu nasza rola się kończy – dodał Sienicki. Według wstępnych ustaleń policji dwaj obywatele Syrii usiłowali nielegalnie przeprawić się przez Bug z terytorium Białorusi. – Niestety nikt z nich nie umiał pływać – powiedział Fijołek.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl