Śmierć profesora Tadeusza Łapińskiego. „Kluczowe wyniki sekcji zwłok”

Profesor Tadeusz Łapiński nie żyje. Ciało lekarza i jego żony znaleziono na prywatnej działce we wsi Zajezierce k. Zabłudowa na Podlasiu. Przyczyna śmierci małżeństwa wciąż nie jest znana. Kluczowe będą wyniki sekcji zwłok.

Profesor Tadeusz Łapiński i jego żona nie żyją. Informację potwierdził w czwartek Uniwersytet Medyczny w Białymstoku. „Z głębokim żalem zawiadamiamy, że w dniu 2 czerwca zmarli tragicznie prof. dr hab. Tadeusz Wojciech Łapiński i jego żona dr Małgorzata Michalewicz, wieloletni pracownik Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego, przedstawicielka Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych. Pan Profesor był pracownikiem Kliniki Chorób Zakaźnych i Hepatologii, lekarzem, wieloletnim nauczycielem akademickim, absolwentem Wydziału Lekarskiego UMB w 1984 r.” – poinformowano w sieci.

Wcześniej policja podała, że w środę wieczorem znaleziono zwłoki 53-letniej kobiety i 63-letniego mężczyzny. Z nieoficjalnych informacji podawanych w mediach wynikało, że do służb zadzwonił mężczyzna, który miał udzielać pierwszej pomocy swojej żonie na prywatnej działce pod Zabłudowem. Po przyjeździe służb medycznych na miejsce okazało się, że nie żyją dwie osoby.

Profesor Łapiński i dr Michalewicz nie żyją, prokuratura czeka na wyniki sekcji zwłok

Śledztwo prowadzi Prokuratura Rejonowa w Białymstoku. Jak powiedział w piątek Polskiej Agencji Prasowej jej szef Karol Radziwonowicz, kluczowe dla kolejnych czynności są wyniki sekcji zwłok zmarłych. Wstępna opinia zakładu medycyny sądowej powinna być znana na początku przyszłego tygodnia.

Prof. Tadeusz Łapiński przez ostatni rok był zaangażowany w walkę o życie pacjentów zakażonych koronawirusem. – Był wieloletnim pracownikiem szpitala i nauczycielem akademickim wielu pokoleń lekarzy. Przez ostatnie miesiące bardzo ciężko pracował na pierwszej linii frontu w klinice, która jako pierwsza zaczęła leczyć pacjentów covidowych. Był bardzo oddany pacjentom, empatyczny z olbrzymią wiedzą praktyczną. Po ponad roku pracy z pacjentami zakażonymi koronawirusem był autorytetem. Jego śmierć to olbrzymia strata dla naszego szpitala i całego środowiska akademickiego – powiedziała w rozmowie z Radiem Białystok rzecznik Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Białymstoku Katarzyna Malinowska-Olczyk.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Samobójstwo rozszerzone w Parczewie

Tragiczne odkrycie w jednym z domów w Parczewie. Znaleziono tam zwłoki małżeństwa. Dotychczasowe ustalenia służb są przerażające. Wszystko wskazuje na to, że doszło do tzw. samobójstwa rozszerzonego. W poniedziałkowy wieczór policjanci otrzymali bardzo niepokojące zgłoszenie. Jak opisuje serwis lublin112,pl, dostali informację, że na terenie jednej z posesji przy ul. Kościelnej w Parczewie znajdują się zwłoki.

W jednorodzinnym budynku mieszkalnym znaleziono dwa ciała – kobiety i mężczyzny. Szybko okazało się, że byli małżeństwem. Makabrycznego odkrycia dokonał syn pary.

„Przez wiele godzin na miejscu prowadzone były policyjne czynności. Funkcjonariusze zabezpieczali ślady, jak też prowadzili ustalenia, co do możliwych przyczyn oraz okoliczności zdarzenia. Wszystko wykonywane było pod nadzorem prokuratury” – relacjonuje lublin112.pl.

Wstępnie ustalono, że było to tzw. samobójstwo rozszerzone. Mężczyzna najpierw zabił małżonkę, a następnie popełnił samobójstwo.

Wspomniane źródło pisze o nieoficjalnej przyczynie. Ustalono, że kobieta miała poinformować męża, iż zamierza się z nim rozstać. Mężczyzna posługiwał się nożem. Po zabiciu żony napisał do syna SMS-a, w którym poinformował o tym, co się wydarzyło. Gdy ten przybył do domu rodziców, ojciec też już nie żył.

Lublin112.pl podaje, że mężczyzna był przedsiębiorcą z branży pogrzebowej. Szczegółowe okoliczności tego makabrycznego zdarzenia są jeszcze wyjaśniane przez ekspertów.
Źródło info i foto: o2.pl

Nowe informacje ws. śmierci 2-latka z Bartoszyc

Prokurator przesłuchał w charakterze świadka matkę dwulatka i zwolnił ją do domu. Ojciec jest nadal zatrzymany i pozostaje do dyspozycji prokuratora. Trwa wyjaśnianie okoliczności śmierci dziecka.

W poniedziałek rano policja w Bartoszycach podała, że wyjaśniane są okoliczności śmierci dwuletniego dziecka. Chłopiec najpierw trafił do szpitala w Bartoszycach, a następnie przetransportowano go do Szpitala Dziecięcego w Olsztynie, gdzie zmarł. Prokurator zdecydował o zatrzymaniu rodziców. Wszczęto śledztwo w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci.

Przeprowadzona w poniedziałek po południu sekcja zwłok dziecka nie wykazała, by do śmierci przyczyniły się osoby trzecie. Chłopiec nie miał żadnych obrażeń – podał rzecznik Prokuratury Okręgowej w Olsztynie Krzysztof Stodolny. We wtorek poinformował, że matkę przesłuchano w charakterze świadka i zwolniono do domu. Ojciec dziecka natomiast jest nadal zatrzymany i pozostaje w dyspozycji prokuratora.

Jak zaznaczył prokurator, dwulatek nie miał żadnych obrażeń. Dziecko miało lekkie zadrapanie na czole sprzed kilku dni, ale nie miało ono znaczenia dla zdrowia, a tym bardziej życia – wyjaśnił. Wskazał, że tkanki zostaną wysłane do badań histopatologicznych i po sporządzeniu opinii przez biegłego będzie można powiedzieć, jaki będzie dalszy los postępowania.
Źródło info i foto: interia.pl

Salwador: Masowy grób za domem policjanta

Za domem byłego policjanta Hugo Ernesto Osorio Chávez w Chalchuapa w Salwadorze znaleziono masowy grób, a w nim szczątki 40 osób. Śledczy podejrzewają, że większość ofiar to kobiety. W maju w Salwadorze zamordowane zostały 57-letnia Mirna Cruz Lima i jej 26-letnia córka Jacquelin. Trop prowadził do byłego policjanta 51-letniego Hugo Ernesto Osorio Chávez.

Mężczyzna podczas przesłuchania przyznał się do podwójnego zabójstwa kobiet. Podczas dochodzenia przeszukano jego dom. Wtedy na podwórku natrafiano na makabryczne odkrycie – masowy grób. Wydobyto z niego szczątki 27 osób, w przeważającej większość kobiet. Śledczy obawiają się, że w grobie pochowanych zostało nawet 40 osób.

Znajdujemy coraz więcej ludzkich szczątków, ułożonych jedne na drugich – mówi technik kryminalny w lokalnej gazecie „La Prensa Grafica”.

Prace śledczych trwają, a wokół domu byłego policjanta gromadzą się ci, których bliscy w ostatnim czasie zaginęli bez śladu.

Nadzieja umiera ostatnia. Dlatego tu jestem – mówi Dora Alicia Landaverde, której syn David zaginął przed trzema laty.

„El Universal” pisze, że Hugo Ernesto Osorio Chávez został zmuszony do opuszczenia szeregów policji w 2010 roku po oskarżeniach o stosowanie przemocy oraz gwałty.

Prokurator Graciela Sagastume twierdzi, że wszystko wskazuje na to, że większość ofiar, pochowanych w masowym grobie, została wykorzystana seksualnie.

„El Universal” pisze ponadto, że wśród ofiar byłego policjant były także osoby nieletnie. Najmłodsza z ofiar miała 7 lat.

Śledczy podejrzewają, że Osorio Chávez porywał, gwałcił i zabijał kobiety i dziewczęta od dekady. Swoje ofiary poznawał w mediach społecznościowych, zwabiał obietnicami pomocy w realizacji marzeń o wyjeździe do Stanów Zjednoczonych. Prokuratura wydała nakaz aresztowania jeszcze 9 osób, które, jak podejrzewa, współdziałały z aresztowanym 51-latkiem. To także byli policjanci oraz byli żołnierze.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Wspólna akcja IPN i ABW. Ważne dokumenty w domu byłego esbeka

Archiwalne dokumenty znalezione w domu kolejnego byłego esbeka przejęli na Śląsku prokuratorzy z Instytutu Pamięci Narodowej oraz funkcjonariusze Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego – dowiedział się reporter RMF FM Krzysztof Zasada. To działania w śledztwie dotyczącym byłego wiceszefa delegatury Urzędu Ochrony Państwa w Katowicach, pułkownika Witolda Z, u którego natrafiono na pokaźne archiwum tajnych akt.

Odnaleziono kilkanaście dokumentów wytworzonych przez organy bezpieczeństwa z lat 1975-1990. Jak przekazał RMF FM Robert Janicki z IPN – to różnego rodzaju instrukcje czy rozkazy. Nie mają klauzuli tajności, jednak zgodnie z prawem musiały być przekazane do archiwów.

Przeszukania prowadzono w związku z informacjami uzyskanymi podczas śledztwa w sprawie „szafy pułkownika Z.”. Prokuratorzy i agenci zdecydowali się na przeszukanie w domu i na posesji byłego funkcjonariusza Milicji Obywatelskiej, który w przeszłości zajmował kierownicze stanowisko służbowe w Urzędzie Spraw Wewnętrznych jednego z miast województwa katowickiego. Mężczyźnie grozi 8 lat więzienia.

We wrześniu 2020 r. u pułkownika Witolda Z. zabezpieczono ponad 100 dokumentów wytworzonych w latach 1970-1990 przez jednostki organizacyjne Służby Bezpieczeństwa. W dokumentach znaleziono m.in. nieznane szyfrogramy dotyczące pacyfikacji kopalni Wujek, ale także szczegółowe informacje dotyczące działających w służbie bezpieczeństwa specgrup do zwalczania opozycji, Kościoła i związków wyznaniowych. Dokumenty obejmują dane o składach tych grup, dowódcach, plany operacji specjalnych, taktykę i sposoby działania tajnych komórek.

Wśród dokumentów z początku lat 80. są też teczki opisujące sytuację na Śląsku po wprowadzeniu stanu wojennego. Chodzi o zakłady pracy ze szczególnym uwzględnieniem strajków. Jak się dowiedzieli reporterzy RMF FM, w materiałach są również akta powstałe na podstawie notatek informatorów. Znajdują się w nich dane o szkoleniach służb specjalnych z Czechosłowacji, które przygotowywano do tłumienia rozruchów z Polsce w 1981 roku.

Pułkownik Witold Z. w czasach PRL był funkcjonariuszem SB Departamentu I MSW. Pracował w Niemczech. Po dojściu do władzy demokratycznej opozycji, wrócił do kraju. Pozytywnie przeszedł weryfikację i trafił na eksponowane stanowisko w Urzędzie Ochrony Państwa.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Odbędzie się sekcja zwłok nastolatków z Ledna

Śmierć nastolatków z Ledna na Ziemi lubuskiej, Filipa i Marka, wstrząsnęła całą Polską. Odnalezione ciała chłopców poddano sekcji zwłok. Polsat News dotarł do ustaleń prokuratury – przyczyną śmierci nastolatków było utonięcie wskutek nieszczęśliwego wypadku.

13-letni Filip z Ledna zaginął w zeszły poniedziałek, wraz z 15-letnim Markiem. Policja natychmiast wszczęła poszukiwania, ale w pierwszych dniach nie przyniosły one skutków. Ich finał okazał się tragiczny. W piątek 14 maja zwłoki młodszego z chłopców odkryto w Odrze. Rzeka zniosła ciało młodszego z chłopców wiele kilometrów od domu. 

Sekcja zwłok nastolatków z Ledna. Zmarli wskutek utonięcia

W niedzielę w innym miejscu rzeki, bliżej rodzinnego domu, odnaleziono zwłoki 15-letniego Marka. Serwis Fakt.pl dotarł do ustaleń z sekcji zwłok młodszego z chłopców. „Przyczyną śmierci chłopca było utonięcie” – powiedział „Faktowi” Zbigniew Fąfera, rzecznik zielonogórskiej prokuratury okręgowej.

W poniedziałek po południu Polsat News podał, że takie same ustalenia wynikają po sekcji zwłok 15-letniego Marka. Śledczy przekazał też, że w toku sekcji wykluczony został udział osób trzecich w zdarzeniu. Oznacza to, że do śmierci doszło wskutek nieszczęśliwego wypadku. Czy doszło do niego wskutek tego, że jeden z chłopców rzucił się na pomoc drugiemu, tonącemu? Ten wątek pozostanie już wyłącznie w sferze domniemywań.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Przeszukanie domu syna Banasia. W decyzji prokuratury „nie ma mowy o Marianie Banasiu”

„Gazeta Wyborcza” podała w piątek, że ma dowód na to, iż przeprowadzone w środę przeszukanie w domu Jakuba Banasia, syna prezesa Najwyższej Izby Kontroli Mariana Banasia, nie dotyczyło śledztwa w sprawie oświadczeń majątkowych ojca. Taką wersję przedstawił w środę rzecznik ministra koordynatora służb specjalnych Stanisław Żaryn. W postanowieniu prokuratury o przeszukaniu „nie ma mowy o Marianie Banasiu” – czytamy w „Wyborczej”.

W środę Centralne Biuro Antykorupcyjne przeszukało dom syna prezesa Najwyższej Izby Kontroli Mariana Banasia, Jakuba. Stało się dwa dni po tym, gdy dziennikarze Onetu opublikowali informacje dotyczące raportu NIK o wyborach kopertowych z 10 maja 2020 roku, które się nie odbyły. W tekście przedstawiono dokumenty pokontrolne, które „stały się kością niezgody w samym NIK, a których obawia się bardzo obóz rządzący”. Ma z nich wynikać, że NIK „ma dowody stawiające w trudnym położeniu prawnym między innymi premiera Mateusza Morawieckiego”.

Marian Banaś wydał w środę oświadczenie w sprawie przeszukania w domu jego syna. Porównał w nim dzisiejsze rządy do „czasów bolszewickich”, „stanu wojennego” i „państwa policyjnego”.

– Dzisiejsze przeszukania są realizowane przez CBA w związku z wnioskami Biura złożonymi 10 marca i 9 kwietnia. Decyzje o przeszukaniach podjęto 22 kwietnia bieżącego roku. W czynnościach wzięło udział ponad 50 funkcjonariuszy. CBA przeszukało kilkanaście miejsc w różnych lokalizacjach. Przeprowadzenie czynności wiąże się z szeregiem przygotowań i skomplikowaną logistyką. Takich działań nie podejmuje się ad hoc – oświadczył Żaryn.

Tymczasem w piątek „Gazeta Wyborcza” podała, że przeszukanie w domu Jakuba Banasia nie dotyczyło śledztwa w sprawie oświadczeń majątkowych jego ojca, a wydane 22 kwietnia postanowienie prokuratury „obejmuje wyłącznie sprawę rozliczeń skarbowo-podatkowych syna i synowej prezesa NIK”.

Według „GW” w dokumencie „nie ma mowy o Marianie Banasiu”. Jak donosi gazeta, kierująca śledztwem Prokuratura Regionalna w Białymstoku w postanowieniu o przeszukaniu wspomina o kwestiach „niewykazywania przychodów z tytułu wynajmu nieruchomości”, „uszczupleniu podatku w nieustalonej kwocie” i mogących „zawierać nieprawdę deklaracjach PIT-37 i PIT- 28”.

„Nie ma to nic wspólnego z badaniem oświadczeń majątkowych ‚składanych przez osobę publiczną’, o czym mówił rzecznik koordynatora służb specjalnych Stanisław Żaryn” – zauważa dziennik.

„Gazeta Wyborcza” zwraca jednocześnie uwagę, że Jakub Banaś nigdy nie pełnił funkcji publicznej. „Za to już raz był ofiarą odwetu władzy na ojcu” – dodaje. Chodzi o sprawę z grudnia 2019 roku. Jakub Banaś wydał wówczas oświadczenie, w którym poinformował o odejściu z Banku Pekao SA. Był tam menadżerem i pełnomocnikiem zarządu od kwietnia 2019 roku. Syn prezesa Najwyższej Izby Kontroli przekonywał, że „decyzja ma charakter w pełni suwerenny”. Jednak w mediach pojawiały się informacje, że Jakub Banaś został z banku zwolniony. Miało mieć to związek z napięciem na linii rząd – Marian Banaś po zamieszaniu z oświadczeniem majątkowym prezesa NIK.

„To przypomina mi czasy bolszewickie”

– Działania operacyjne CBA wobec mojego syna nie mogą być rozpatrywane bez kontekstu, jakim jest opublikowanie wczoraj przez media fragmentów wyników kontroli dotyczącej organizacji wyborów korespondencyjnych na urząd prezydenta RP, które miały się odbyć w maju 2020 roku – mówił w środę prezes NIK Marian Banaś.

Powiedział, że przeszukanie CBA w domu jego syna wpłynęło także na jego synową oraz wnuki. – To już kolejne przeszukanie na terenie tej samej nieruchomości. Mój syn od przeszło roku, podobnie jak ja, był stale inwigilowany i represjonowany wraz z całą rodziną. Dzieje się tak dlatego, by zmusić mnie do rezygnacji z pełnienia funkcji prezesa Najwyższej Izby Kontroli i zmiany wyników zakończonych oraz prowadzonych kontroli – przekonywał Banaś.

Prezes NIK wyjaśnił, że „czynności przeszukania” dotyczyły zarówno jego syna, jak i synowej. – Funkcjonariusze CBA zabezpieczyli jej prywatne i służbowe dane znajdujące się w dokumentach, telefonach i komputerach. Czynności przeszukania były zaplanowane tak, aby podczas przeszukania obecna była także moja żona, co ma być dodatkowym elementem nacisku na moją osobę – opisał.

– To przypomina mi czasy bolszewickie, kiedy po ogłoszeniu stanu wojennego za to, ze byłem patriotą, wiernym Polsce i Solidarności, zostałem aresztowany i skazany na cztery lata więzienia. Dzisiaj, w rzekomo wolnej i niepodległej Polsce, obecna władza robi to samo. Kto się z nią nie zgadza, może na podstawie pomówień być aresztowany i skazany – powiedział.

Jak mówił, „to w czystej postaci państwo policyjne, którym rządzą służby, a nie premier, prezydent czy parlament”. – Dzisiaj NIK to jedyna niezależna instytucja, na którą nie ma wpływu władza rządząca i żadna partia polityczna – zauważył. – Tak być powinno, bo taki był powód jej powołania. Zapewniam państwa, że do końca mojej kadencji będę bronił niezależności NIK i żadne prowokacje i fałszerstwa służb temu nie przeszkodzą – zakończył.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Agenci CBA przeszukują dom syna Mariana Banasia

W podwarszawskim domu Jakuba Banasia, syna prezesa NIK (Najwyższej Izby Kontroli), trwa przeszukanie – poinformowała Wirtualna Polska. Przeszukania dokonują agenci Centralnego Biura Antykorupcyjnego.

Więcej informacji wkrótce.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Grzegorz Cyparski został zamordowany podczas pracy w Szwecji. Jest wyrok

Grzegorz Cyparski z Polski pracował jako kierowca ciężarówki. W 2013 roku nie wrócił do domu – został znaleziony zamordowany w spalonej ciężarówce w Tjörn, na północ od Göteborga. W zeszłym roku nastąpił przełom w śledztwie, a 27-letni mężczyzna z Rumunii został zatrzymany w charakterze podejrzanego. Niedługo później usłyszał zarzut morderstwa. W piątek rano w Sądzie Okręgowym w Göteborgu zapadł wyrok, 27-latek został uniewinniony od podejrzeń o morderstwo, ale skazany na cztery i pół roku więzienia za napad z bronią w ręku.

Policja prowadziła śledztwo w sprawie morderstwa przez 8 lat, ale dopiero jesienią ubiegłego roku doszło do przełomu. Wtedy policyjna grupa Cold Fall z pomocą międzynarodową była w stanie powiązać odcisk dłoni z 27-latkiem z Rumunii.

Śledztwo policyjne wykazało, jak samochód podążał za ciężarówką Cyparskiego do Göteborga. Samochód, który przy pomocy kamer drogowych i wcześniejszych kontroli policyjnych mógłby zostać połączony z 27-latkiem. Odciski dłoni mężczyzny znaleziono również na ciężarówce i na skradzionych towarach.

Jesienią 2020 roku mężczyzna miał zostać aresztowany, ale odbywał już karę pozbawienia wolności w Rumunii za brutalne przestępstwo. W grudniu zatwierdzono, że mężczyzna zostanie poddany ekstradycji do Szwecji w związku z podejrzeniami o morderstwo i napad rabunkowy.

W piątek rano w Sądzie Rejonowym w Göteborgu zapadł wyrok przeciwko 27-latkowi. Zaprzeczył popełnieniu przestępstwa i nie ma wyjaśnienia tych okoliczności, powiedział wcześniej prokurator. Mężczyzna zostaje uniewinniony za morderstwo, ale skazany za napad rabunkowy i otrzymuje cztery i pół roku więzienia. Będzie też deportowany ze Szwecji na 20 lat.

Mężczyzna zostanie przewieziony z powrotem do Rumunii, gdzie już odbywa karę do 2027 roku, zanim będzie mógł odbyć karę w Szwecji.

Źródło info i foto: PoszukiwaniMagazyn.pl

CBA miało dostrzec więcej nieprawidłowości w oświadczeniach majątkowych Daniela Obajtka

Z informacji tvn24.pl wynika, że Maciej Wąsik nie poinformował w Sejmie o wszystkich nieprawidłowościach, które znajdowały się w oświadczeniach majątkowych Daniela Obajtka. Jako wójt Pcimia miał między innymi zaniżyć wartość jednej z nieruchomości o 291 tys. zł.

Z dokumentów CBA, na które powołuje się tvn24.pl, ma wynikać, że Daniel Obajtek zaniżył wartość domu w Stróży o powierzchni 270 metrów o co najmniej 93 700 zł. Jako wójt Pcimia Obajtek miał też zaniżyć wartość innej nieruchomości o co najmniej 291 400 zł poprzez niewykazanie czterech budynków rekreacyjnych. Chodzi o działkę w Kopalinie.

Tvn24.pl podaje także, że samorządowiec nie wykazał prawa dożywotniego bezpłatnego użytkowania, tj. posiadania nieruchomości, a także zaniżył kwotę zobowiązań o 86 763 zł. Według CBA, Obajtek miał powielać te błędy w kolejnych latach.

Dokument, na który powołuje się portal, dotyczy oświadczeń majątkowych złożonych w 2010 i 2011 r.. „Nie znamy wyników dotyczących kontrolowanych wtedy oświadczeń z lat 2006, 2007, 2008, 2009 i 2012” – czytamy na portalu.

O wynikach kontroli oświadczeń majątkowych, które przeprowadziło CBA, w środę w Sejmie mówił Maciej Wąsik, wiceszef MSWiA. – Wśród ustaleń CBA zawarło tezy mówiące, że Daniel Obajtek nie wykazał kilkutysięcznej kwoty środków pieniężnych, które miał na koncie bankowym. Raz w zawiadomieniu jest mowa o 9 tysiącach, raz o 4,5 tysiącach złotych. Daniel Obajtek zaniżył szacunkową wartość domu wykazując 400 tysięcy złotych, a biegły powołany przez CBA wycenił go nie na 400 tysięcy, a 493 tysiące 700 złotych – powiedział Wąsik. – Daniel Obajtek dopuścił się nieścisłości w deklaracjach dotyczących posiadanych nieruchomości z uwagi na błędne określenie, jaką część udziałów posiada osobiście, a także Daniel Obajtek rzekomo zawyżył kwoty posiadanych zobowiązań, czy nie wykazał prawa dożywotniego, bezpłatnego użytkowania działki – dodał.

Oświadczenia majątkowe Obajtka były sprawdzane dwukrotnie – w 2012 i 2018 roku. Po pierwszej kontroli złożono zawiadomienie w prokuraturze. Wszczęto śledztwo i umorzono w maju 2013 roku. Paweł Wojtunik, ówczesny szef CBA, nie złożył zażalenia na decyzję prokuratury. W środę zwracał na to uwagę Wąsik. – Nie składałem zażalenia, bo wówczas Kodeks postępowania karnego nie dawał takiej możliwości szefowi Centralnego Biura Antykorupcyjnego. Przepisy dające takie uprawnienia weszły w życie dopiero później – przekonywał w tvn24.pl Wojtunik.
Źródło info i foto: Gazeta.pl