Prokurator generalna pozwała Donalda Trumpa i jego dzieci

Donald Trump oraz trójka jego dzieci: Donald Jr, Eric, Ivanca zostali pozwani przez prokurator generalną Nowego Jorku. Zarzucono im podawanie fałszywych wycen nieruchomości i czerpanie z tego zysków. Prokuratura twierdzi, że do wielu oszustw miało dochodzić w latach 2011-2021, a więc jeszcze w czasie prezydentury Donalda Trumpa. Polegały one na tym, że fikcyjnie zawyżano majątek rodzinnej firmy o miliardy dolarów, aby pomóc jej w uzyskaniu lepszych warunków finansowych dla transakcji.

Miało to na celu także uzyskanie niższych stóp procentowych w bankach i korzystniejszego ubezpieczenia. Celem prokuratury jest odzyskanie co najmniej 250 milionów dolarów. Po opublikowaniu pozwu Donald Trump napisał, że to dalszy ciąg „polowania na czarownice”, którego stał się ofiarą.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

USA: Skandal wokół byłego funkcjonariusza FBI

Charles McGongial, były wysoki rangą funkcjonariusz FBI, który badał rzekome powiązania Donalda Trumpa z Rosja, sam znalazł się pod lupą amerykańskich służb specjalnych – informuje „Insider”. McGonigal ma być powiązany z rosyjskim oligarchą i przyjacielem Władimira Putina Olgiem Deripaską.

McGonigal jest byłym szefem kontrwywiadu w biurze terenowym FBI w Nowym Jorku. Jak informuje Insider funkcjonariusz miał współpracować z rosyjskim oligarchą Olegiem Deripaską, nie informując o tym przełożonych. Jeśli to prawda, McGonialowi grozi 5 lat więzienia i 250 tys. dolarów grzywny.

McGonigal otrzymał wezwanie sądowe w listopadzie 2021 roku. Dotyczyło ono dokumentacji związanej z agentem FBI i mroczną firmą konsultingową o nazwie Spectrum Risk Solutions. Tydzień po wydaniu nakazu sądowego urodzony w ZSRR imigrant Siergiej Szestakow zeznał, że McGonigal pomógł mu „ułatwić” zapoznanie się Spectrum z doradcą Deripaski.

Deripaska to bliski sojusznik Władimira Putina. Został objęty sankcjami przez Departament Skarbu USA za „działania wrogie demokracji”.

– Jeśli McGonial w jakikolwiek sposób był powiązany z Deripaską, to najdelikatniej mówiąc, było to niestosowne – powiedział Tim Weiner, autor książki „Wrogowie: historia FBI”.

Jak czytamy w raporcie Insidera „w dokumentach sądowych nie ma nic, co sugerowałoby, że McGonigal zachowywał się niewłaściwie podczas śledztwa FBI w sprawie kampanii Trumpa, to nasuwa się cale mnóstwo wątpliwości”. Wysoki funkcjonariusz FBI był zaangażowany w śledztwo ws. kontaktów członków sztabu Donalda Trumpa z Rosją w czasie wyborów prezydenckich w 2016 roku. McGonigal kierował wtedy wydziałem ds. cyberprzestępczości w siedzibie FBI w Waszyngtonie. Zdaniem Insidera „należał podobno do jednego z pierwszych federalnych funkcjonariuszy organów ścigania, który dowiedział się, że pracownik kampanii Trumpa 2016 chwalił się informacjami, że Rosjanie mają szkodliwe informacje na temat Hillary Clinton, co wszczęcie śledztwa »Trump-Rosja« znane jako Crossfire Hurricane”.
Źródło info i foto: TVP.info

Prokuratura: Były prezydent USA ukrywał tajne dokumenty i utrudniał śledztwo

Były prezydent USA Donald Trump ukrywał tajne dokumenty będące w jego posiadaniu, a jego prawnicy poświadczali w jego imieniu nieprawdę i utrudniali śledztwo – napisali przedstawiciele resortu sprawiedliwości w oświadczeniu dla sądu. Dołączyli też zdjęcia odnalezionych w posiadłości Trumpa dokumentów oznaczonych wielkim czerwonym napisem „ściśle tajne”.

Twierdzenia te znalazły się w pisemnej odpowiedzi prokuratury na wniosek prawników Trumpa, by wstrzymać dochodzenie w sprawie przetrzymywanych dokumentów na czas ustanowienia specjalnego urzędnika do dokonania przeglądu skonfiskowanych przedmiotów.

Prokuratura twierdzi, że wbrew twierdzeniom zespołu Trumpa o współpracy z organami przedstawiciele byłego prezydenta „prawdopodobnie ukrywali” dokumenty przed śledczymi. Prawniczka Trumpa Christina Bobb miała m.in. fałszywie oświadczyć pod przysięgą w czerwcu, że w odpowiedzi na sądowy nakaz przekazane zostały wszystkie niejawne dokumenty. Mimo to podczas późniejszej rewizji w sierpniu „w ciągu kilku godzin” agenci FBI odnaleźli dwa razy więcej aktów oznaczonych jako niejawne, niż przekazano im w czerwcu. Według FBI z posiadłości Trumpa, Mar-a-Lago, podczas rewizji zabrano 11 pudełek zawierających informacje niejawne.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Jaki dokumentów szukało FBI u Donalda Trumpa?

Wśród dokumentów, których szukali agenci FBI podczas rewizji w posiadłości Donalda Trumpa, były te związane z bronią jądrową – podał w czwartek „Washington Post”, powołując się na źródła wtajemniczone w śledztwo. Gazeta nie podała, czy agenci znaleźli poszukiwane dokumenty. Informatorzy gazety nie podali też, czy dokumenty dotyczyły broni posiadanej przez USA, czy inne państwa.

Szczegółów na temat śledztwa nie podał też wcześniej prokurator generalny Merrick Garland swoim pierwszym wystąpieniu na temat przeszukania, jednak oznajmił, że jego resort podjął nadzwyczajny krok i wniósł o upublicznienie nakazu rewizji wraz z listą przedmiotów zabranych podczas przeszukania. Garland motywował to interesem publicznym, m.in. w świetle wypowiedzi Trumpa oskarżających FBI i prokuraturę o nadużycia.

Wcześniej „New York Times” podał, że przyczyną przeszukania było podejrzenie – m.in. na podstawie zeznań świadka – że mimo kilku prób odzyskania niejawnych dokumentów przez Administrację Archiwów Narodowych, w Mar-a-Lago nadal znajdowały się wrażliwe dokumenty, w tym te mające znaczenie dla bezpieczeństwa narodowego.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

USA: Szturm na Kapitol. Dlaczego Donald Trump czekał aż trzy godziny, by powstrzymać napastników?

Śledczy, prokuratorzy i dziennikarze spędzili cały rok na rekonstrukcji koszmaru 6 stycznia 2021 r. w najdrobniejszych i precyzyjnych szczegółach. Odkryli zaskakujące wątki na temat prezydenta Donalda Trumpa, który obsesyjnie dążył do podważenia swojej wyborczej porażki, oraz na temat tłumu gotowego wykonać za wszelką cenę jego polecenia, pisze Kyle Cheney w newsletterze POLITICO Playbook Nightly.

Dowody w sprawie działań ówczesnego prezydenta są równie obszerne, co druzgocące: Donald Trump, przyklejony do telewizora, podczas gdy jego agresywni zwolennicy plądrowali Kapitol, ignorował coraz bardziej gorączkowe wysiłki swoich doradców i jego własnych dzieci, aby zadziałał, by powstrzymać atak.

Myśleli, że jego słowa coś zmienią, ale on przez wiele godzin odmawiał powiedzenia czegokolwiek. Dziesiątki policjantów zapłaciły za to krwią.

Komisja Kongresu ds. wydarzeń 6 stycznia wciąż szuka strzępów coraz bardziej druzgocących dowodów na bezczynność Trumpa, ale najbardziej wybuchowe szczegóły, których jak na razie nie ujawnia, mogą być bardzo prozaiczne. A to dlatego, że komisja, w przeciwieństwie do nas, dokładnie wie, o której godzinie wysłano kluczowe SMS-y i zignorowano pilne prośby. To, gdzie te wiadomości mieszczą się na znanej już osi czasu działań Trumpa 6 stycznia, może być jednym z najważniejszych ustaleń komisji.

Od dawna wiadomo na przykład, że o 14:24 (20:24 w Polsce) Trump wysłał tweeta atakującego wiceprezydenta Mike’a Pence’a, gdy tłum wdzierał się coraz głębiej na Kapitol: „Mike Pence nie miał odwagi zrobić tego, co należało zrobić, aby chronić nasz Kraj i naszą Konstytucję”. Trump oczekiwał, że Pence, jako jednocześnie wiceprezydent i przewodniczący Senatu, zatrzyma proces formalnego zatwierdzenia wyboru Joego Bidena.

Wiemy też, że Trump o godz. 14:26 wykonał telefon do republikańskiego senatora Tommy’ego Tuberville’a, aby zachęcić do dalszego kwestionowania wyników wyborów, co mogłoby dać mu czas na wykonanie innych elementów jego planu.

Jednak to, co wydarzyło się w bezpośrednich chwilach przed i po tej rozmowie telefonicznej, pozostaje nieprecyzyjne, przynajmniej dla opinii publicznej. Precyzja co do czasu i kolejności tych wymian zdań jest kluczowa.

Czy Donald Trump otrzymał pilne apele o powstrzymanie zamieszek, zanim zdecydował się zadzwonić do Tuberville’a i poprosić go o dalsze kwestionowanie wyborów? Czy dalej skupiał się na odwróceniu swojej porażki, nawet kiedy jego córka Ivanka próbowała przekonać go w Gabinecie Owalnym?

Do tej pory te epizody były opisywane w dużej mierze w oderwaniu i bez dokładnego związku z innymi znanymi wydarzeniami tego dnia. Komisja stara się to zmienić.

Na przykład, nie wiemy – ale komisja 6 stycznia prawdopodobnie wie – czy tweet Trumpa i telefon do Tuberville’a poprzedziły telefoniczną prośbę lidera Partii Republikańskiej Kevina McCarthy’ego do Trumpa o publiczne potępienie zamieszek.

Trump, według jednej z relacji, zbagatelizował rolę swoich zwolenników w zamieszkach i powiedział: „Cóż, Kevin, wydaje mi się, że ci ludzie są bardziej zaniepokojeni wyborami niż ty”.

McCarthy, zgodnie z relacją w książce Jonathana Karla „Betrayal” (Zdrada), odpowiedział, że słyszał strzały w pobliżu sali obrad Izby, co umiejscawia rozmowę gdzieś ok. 14:44, kiedy to funkcjonariusz policji kapitolińskiej śmiertelnie postrzelił Ashli Babbitt.
Źródło info i foto: onet.pl

Donald Trump zaniedbał obowiązki ws. szturmu na Kapitol? Kongres upublicznił SMS-y

Donald Trump jr. oraz publicyści telewizji Fox News gorączkowo apelowali do prezydenta Trumpa, by uspokoił tłum jego sympatyków atakujących Kapitol 6 stycznia – wynika z wiadomości SMS upublicznionych w poniedziałek przez komisję śledczą Kongresu ds. 6 stycznia. W poniedziałek komisja zagłosowała za zwróceniem się do prokuratury o postawienie zarzutów za odmowę złożenia zeznań byłemu szefowi personelu Białego Domu Markowi Meadowsowi. Zanim Meadows ostatecznie odmówił współpracy z komisją, przekazał jej tysiące SMS-ów i emaili, część z których odczytano podczas poniedziałkowego posiedzenia.

„On [prezydent Trump] musi jak najszybciej potępić to g…” – pisał do Meadowsa tuż po rozpoczęciu oblężenia Kapitolu syn prezydenta Trumpa, Donald jr. „Potrzebujemy przemówienia z Gabinetu Owalnego. On musi teraz przewodzić. To wszystko poszło za daleko i wymknęło się spod kontroli” – dodawał.

Podobne wiadomości słali również czołowi publicyści konserwatywnej telewizji Fox News Sean Hannity, Laura Ingraham i Brian Kilmeade.

„Mark, prezydent musi powiedzieć ludziom w Kapitolu, żeby poszli do domu. To krzywdzi nas wszystkich. On niszczy swój dorobek” – pisała Ingraham.

Komisja opublikowała też zanonimizowane SMS-y od republikańskich kongresmenów przebywających w tym czasie w obleganym Kapitolu.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Donald Trump pozywa bratanicę

Mary L. Trump złamała prawo – uważa Donald Trump i pozywa redakcję dziennika „New York Times” i swą bratanicę za ujawnienie w 2018 r. wrażliwych danych dotyczących jego podatków – podał amerykański portal informacyjny Daily Beast.

Prawnicy Donalda Trumpa domagają się zadośćuczynienia w wysokości 100 mln dolarów USA. Były prezydent utrzymuje, że 56-letnia Mary L. Trump, która w 2020 r. opublikowała książkę „Zbyt wiele i nigdy dość. Jak moja rodzina stworzyła najniebezpieczniejszego człowieka na świecie”, podpisała zobowiązanie do nieujawniania jakichkolwiek wrażliwych danych osobowych dotyczących swego stryja. – Ujawniając, pomagając w uzyskaniu redakcji „NYT” i/lub rozpowszechniając podlegające ochronie dane, Mary L. Trump złamała prawo – podkreślają prawnicy Trumpa.

W pozwie złożonym w sądzie hrabstwa Dutchess stanu Nowy Jork pojawił się zarzut, że bratanica Trumpa „uczestniczyła w podstępnej intrydze wyłudzenia wrażliwych danych”, do których miał wgląd jej adwokat i „przekazania ich prasie”.

Rzeczniczka dziennika „The New York Times” Danielle Rhoades napisała w oświadczeniu przekazanym portalowi Daily Beast, że redakcja będzie się „stanowczo bronić” w obliczu pozwu, który – jak powiedziała – stanowi „próbą zmuszania do milczenia niezależnych mediów”. – Rzetelne informowanie obywateli o sprawach dotyczących zeznań podatkowych Donalda Trumpa było podyktowane koniecznością stawiania na pierwszym miejscu nadrzędnego interesu publicznego – podkreśliła.

Sprawa zeznań podatkowych Donalda Trumpa z okresu sprzed prezydentury ciągnie się od wielu lat. Prezydent nigdy nie ujawnił tych danych, uważał bowiem, że żądania ich upublicznienia to element nagonki przeciwko niemu. Sprawa jest daleka od zakończenia, a prokurator okręgowy Manhattanu Cyrus Vance Jr. prowadzi nadal śledztwo dotyczące biznesów Donalda Trumpa przed 2017 r. W aktach sądowych prokuratura informowała o „prawdopodobnie rozległym i długotrwałym postępowaniu karnym” w sprawie Trump Organization, dotyczącym między innymi oszustw podatkowych i ubezpieczeniowych oraz fałszowania dokumentacji biznesowej. Również prokurator generalna stanu Nowy Jork Letitia James prowadzi dochodzenie mające ustalić, czy Trump Organization fałszywie podawała wartość nieruchomości, aby zabezpieczyć pożyczki oraz uzyskać korzyści ekonomiczne i podatkowe.

Informacje dostarczone przez Mary L. Trump pozwoliły dziennikarzom „NYT” Susanne Craig, Davidowi Barstow i Russellowi Buettnerowi przygotować obszerny materiał informacyjny o finansach Trumpa, opublikowany na łamach dziennika. W 2019 r. cała trójka otrzymała nagrodę Pulitzera za opublikowane teksty. Nazwiska tych dziennikarzy zostały wymienione w pozwie złożonym przez prawników Donalda Trumpa. Craig i Buettner – przypomina w tym kontekście Agencja Reutera – byli też wraz z Mikem McIntire autorami reportażu opublikowanego na siedem tygodni przed wyborami prezydenckimi w 2017 r., w którym przedstawili sprawę odliczeń podatkowych i ulg, z których przez ponad 20 lat korzystały firmy Trumpa.

Mary L. Trump: To akt desperacji

Sama Mary L. Trump, która procesowała się już ze swym stryjem po opublikowaniu książki na jego temat, oceniła skierowanie sprawy publikacji „NYT” o podatkach Trumpa do sądu, jako akt desperacji. „Jest nieudacznikiem, któremu sufit spada na głowę, więc rzuca w ściany, czym popadnie” – powiedziała w rozmowie Daily Beast.

Autorka książki atakującej Donalda Trumpa jest w konflikcie z resztą rodziny od czasu sądowego sporu o spadek. Mary L. Trump ujawniła w 2020 r., że to właśnie ona anonimowo przekazała dziennikowi „New York Times” zeznania podatkowe prezydenta. Autorka książki atakującej Donalda Trumpa jest w konflikcie z resztą rodziny od czasu sądowego sporu o spadek. Mary L. Trump ujawniła w 2020 r., że to właśnie ona anonimowo przekazała dziennikowi „New York Times” zeznania podatkowe prezydenta.
Źródło info i foto: interia.pl

Donald Trump pozwany w związku z atakiem na Kapitol

Kongresmen Eric Swalwell pozwał Donalda Trumpa, a także jego syna Donalda Trumpa Jr., prawnika Rudy’ego Giulianiego i innych ludzi z otoczenia byłego prezydenta USA. Demokrata oskarża ich o sprowokowanie ataku na Kapitol, do którego doszło 6 stycznia. To kolejny taki pozew.

Swalwell, kongresmen z Kalifornii, był jednym z tzw. menedżerów impeachmentu, którzy przedstawili akt oskarżenia Trumpa podczas procesu w Senacie. Złożony przez niego pozew sądowy przytacza zarzuty zawarte w artykule impeachmentu i dowody przedstawione podczas procesu, opiera się ponadto na ustawie, która miała zapobiegać próbom zastraszania urzędników państwowych i polityków. Jest to tzw. Ku Klux Klan Act – legislacja przyjęta w ramach walki z tą organizacją.

Na mocy tego przepisu Swalwell oskarżył byłego prezydenta i innych pozwanych o spisek w celu złamania praw obywatelskich, a ponadto o podżeganie do powstania.

Szczegóły wniosku
Wniosek, który trafił do sądu w piątek, głosi, że Trump, jego najstarszy syn Donald Trump Jr., prawnik Rudy Giuliani i inni zwolennicy byłego prezydenta wygłaszali „fałszywe i podżegające (do buntu) tezy o sfałszowaniu i kradzieży (wyborów prezydenckich)”, a atak na Kapitol, w którym zginęło pięć osób, był tego „bezpośrednią i przewidywalną konsekwencją”.

Pozew zawiera cytaty z wystąpień i tweetów prezydenta i innych pozwanych.

Reakcja rzecznika Trumpa

Rzecznik Trumpa Jason Miller powiedział, że Swalwell jest „pozbawioną wiarygodności szumowiną” i po nieudanych dwóch próbach impeachmentu próbuje on „atakować naszego największego prezydenta za pomocą kolejnego polowania na czarownice”.

To nie pierwszy raz

W lutym kongresmen z Missisipi Bennie Thompson, również demokrata, pozwał Trumpa, Giulianiego i skrajnie prawicowe ugrupowania, oskarżając ich o spisek mający na celu podżeganie do zamieszek na Kapitolu.

Thompson jest przewodniczącym komisji Izby Reprezentantów ds. bezpieczeństwa wewnętrznego. Wniesiona przez niego sprawa, tak jak pozew Swalwella, trafiła do sądu federalnego w Waszyngtonie. Oskarżone zostały też ugrupowania Proud Boys (Dumni Chłopcy) oraz Oath Keepers (Strażnicy Przysięgi).

Oczekuje się, że jeśli dojdzie do procesu w sprawie tych dwóch pozwów, mogą zostać ujawnione szczegóły i dowody, które nie wyszły na światło dzienne w trakcie procedury impeachmentu w Senacie. Trump może też zostać zmuszony do zeznawania pod przysięgą – podaje Reuters. Jak dodaje, prawnicy byłego prezydenta dotąd starali się nie dopuścić, by składał on zeznania w takiej formie, obawiając się, że zostanie następnie oskarżony o krzywoprzysięstwo.
Źródło info i foto: interia.pl

Ataki na domy prawników Donalda Trumpa

Adwokat Michael van der Veen stał się obiektem ataków po udanej obronie Donalda Trumpa w procesie impeachmentu. Nie tylko zresztą sam prawnik: w weekend w jego domu wybito okna i namalowano napis „zdrajca”. – Cała moja rodzina, moja firma, moja kancelaria są teraz w stanie oblężenia – przyznaje van der Veen.

W sobotę Senat USA uniewinnił Trumpa z zarzutów podżegania tłumu jego zwolenników do ataku na Kapitol. 57 senatorów (w tym siedmioro Republikanów) głosowało za impeachmentem, a 43 przeciwko. Zwolennikom impeachmentu byłego prezydenta nie udało się jednak uzyskać wymaganej większości 2/3 głosów.

Atak na prawników Trumpa

Po uniewinnieniu przez Senat byłego prezydenta USA, gniew przeciwników Donalda Trumpa zwrócił się przeciw jego adwokatom: dom Michaela van der Veena został zdewastowany, podobnie jak drugiego z obrońców – Bruce’a Castora. Przed domem van der Veena w Filadelfii czerwonym sprayem namalowano napis „zdrajca” i strzałkę kierującą na budynek, gdzie mieszka rodzina prawnika. W piątek w nocy wybito szyby.

– Mój dom został zaatakowany – powiedział van der Veen w Fox News. – Cała moja rodzina, moja firma, moja kancelaria są teraz w stanie oblężenia. Jednak naprawdę nie chcę w to wchodzić – dodał adwokat.

Lokalny „Philadelphia Inquirer” podaje, że także przed kancelarią prawnika manifestanci wykrzykiwali wymierzone w van der Veena hasła.

„Chcą wykonywać pracę bez obaw o własne bezpieczeństwo”

Drugi z adwokatów w procesie Donalda Trumpa, Bruce Castor, przyznaje, że także jego dom został zaatakowany.

– Mój dom był przedmiotem ataków. Ci ludzie są prawnikami i oczekują, że będą wykonywać swoją pracę bez obawy o własne bezpieczeństwo – podkreślił na antenie Fox News.

Rok temu pozywał, teraz bronił

Jak przypominają amerykańskie media, choć Michael van der Veen ostatnio bronił Donalda Trumpa, to jeszcze rok temu pozwał byłego już prezydenta i szefa amerykańskiej poczty. Powodem były wprowadzone przez nich zmiany w funkcjonowaniu firmy pocztowej, które – jak wskazywał adwokat – uniemożliwiały sprawne przeprowadzenie wyborów korespondencyjnych.
Źródło info i foto: TVP.info

USA: Senat przeciw impeachmentowi byłego prezydenta

Senat USA zagłosował przeciw impeachmentowi byłego prezydenta Donalda Trumpa. Senat w głosowaniu zdecydował o uniewinnieniu byłego prezydenta USA od zarzutu podżegania do szturmu na Kapitol. Oznacza to, że Trump będzie mógł w przyszłości ponownie ubiegać się o prezydenturę.

Za impeachmentem Trumpa głosowało 57 senatorów, przeciwko było 43. Wymagana większość 2/3 nie została więc osiągnięta – zabrakło 10 głosów skazujących. Za głosowali wszyscy senatorowie Partii Demokratycznej i niezależni oraz siedmiu senatorów Partii Republikańskiej. Trump napisał, że finał drugiego proces w sprawie jego impeachmentu to „kolejna faza największego polowania na czarownice w historii kraju”.

„Senat nie uznał postępowania Trumpa za dopuszczalne”

Lider Republikanów w Senacie Mitch McConnell, który zagłosował w sobotę przeciw impeachmentowi Trumpa, po głosowaniu oświadczył, że potępia postępowanie byłego szefa państwa oraz że jest on „praktycznie i moralnie odpowiedzialny” za atak na Kapitol 6 stycznia.

McConnell podkreślił, że zagłosował przeciw impeachmentowi tylko dlatego, że jego zdaniem konstytucja nie przewiduje takiej procedury wobec byłego prezydenta, a Trump jest obecnie tylko osobą prywatną. Dodał, że decyzja Senatu nie oznacza, iż uznał on postępowanie Trumpa, który namawiał swych zwolenników do siłowego sprzeciwu wobec wyniku wyborów, za dopuszczalne.

Pierwsza taka sytuacja w USA

Po raz pierwszy w historii USA prezydent został dwukrotnie poddany procedurze impeachmentu i po raz pierwszy podczas głosowania w tej sprawie w Senacie siedmiu senatorów zajęło inne stanowisko niż ich partia – podkreśla Associated Press.
Źródło info i foto: polsatnews.pl