Morderstwo 33-letniej Sary Everard. Trwa poszukiwanie dowodów w hrabstwie Kent

Policjanci w ramach śledztwa dot. morderstwa Sary Everard przeczesują tereny Sandwich w hrabstwie Kent. Śledczy w poszukiwaniu dowodów odgrodzili część miasta. Jak informuje BBC, w niedzielę policja odgrodziła taśmą The Rope Walk, część miasta Sandwich w hrabstwie Kent. Chodzi o obszar o powierzchni ok. jednej mili kwadratowej (ok. 2,5 km kw.). Wcześniej Scotland Yard informował, że tereny Londynu i hrabstwa Kent są przeszukiwane w ramach rutynowej procedury.

BBC podaje, że policjanci kontynuują także przeczesywanie wzdłuż rzeki Delf, mają ze sobą metrowe kije. Brytyjska stacja relacjonuje, że jeden z policjantów znajdujących się na obrzeżu kordonu włożył do torby na dowody biżuterię. Mieszkańców poproszono, by nie gromadzili się w miejscu działań policji.

3 marca Sarah Everard wyszła wieczorem z odwiedzin u przyjaciółki i wracała pieszo do domu w pobliskiej dzielnicy. Kamery monitoringu zarejestrowały jej ślad po raz ostatni około 21:30. 12 marca zwłoki kobiety zostały znalezione w lesie w hrabstwie Kent. W sprawie porwania i morderstwa 33-latki oskarżono policjanta, który w dzień zaginięcia kończył swoją zmianę w pobliżu miejsca zaginięcia zmarłej. Ciało zamordowanej odnaleziono w pobliżu miejsca zamieszkania funkcjonariusza. Do aresztu trafiła również żona policjanta, która została oskarżona o współudział, ale została zwolniona za kaucją. Sprawa Sary Everard wywołała manifestacje w Londynie, które w sobotę przerodziły się w protesty.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Wyciekł zapis rozmowy Kucharskiego z Robertem Lewandowskim. Ma być dowodem w śledztwie

Cezary Kucharski usłyszał zarzuty. Były menedżer Roberta Lewandowskiego miał szantażować najlepszego polskiego piłkarza i żądać od niego 20 mln euro w zamian za to, że nie ujawni informacji o jego rzekomych nieprawidłowościach podatkowych. „Businessinsider dotarł do nagrania rozmowy między oboma panami, które ma być jednym z dowodów w sprawie.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Prokuratura zbiera materiał dowodowy ws. 16-letniej nożowniczki z Zielonej Góry

Prokuratura gromadzi materiał dowodowy w sprawie 16-latki, która we wtorek zaatakowała trzy uczennice zielonogórskiego liceum. – Jeszcze dziś przekażemy materiały do sądu rodzinnego, który w ramach swoich kompetencji będzie przeprowadzał postępowanie wyjaśniające – powiedział TVN24 Zbigniew Fąfera, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Zielonej Górze.

Zamieszczała w sieci niepokojące wpisy, ostrzegała, że we wtorek w V Liceum Ogólnokształcącym „popłynie krew”. Śledczy wyjaśniają, dlaczego 16-latka z Zielonej Góry zaatakowała nożem trzy uczennice ze swojej szkoły. We wtorek dziewczyna została przewieziona na komendę, gdzie w obecności jej rodziców, przeprowadzano z nią czynności. Teraz, przyszłość dziewczyny zależy od sądu rodzinnego

– Mamy tutaj do czynienia z osobą nieletnią, która dopiero ukończyła 16 rok życia. W związku z tym, zgodnie z kodeksem karnym art. 10 oraz ustawą o nieletnich, osoba taka podlega orzecznictwu przed sądem rodzinnym i nieletnich. Z tego, co wiem materiał jest gromadzony i dzisiaj będzie dostarczony do sądu dla nieletnich, który w ramach swoich kompetencji będzie przeprowadzał postępowanie wyjaśniające. I on najprawdopodobniej będzie wymierzał karę – powiedział TVN24 Zbigniew Fąfera, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Zielonej Górze.

Sąd może się zająć sprawą 16-latki, ale może również zdecydować o tym, że powinna ona jednak odpowiadać za swoje czyny jak osoba dorosła. Wówczas sprawa trafiłaby do prokuratury, którą przeprowadziłaby swoje postępowanie.

– Może być taka sytuacja i tego nie wykluczamy. (…) Z tym, że osobiście uważam, że obecnie nie ma przesłanek, żeby tę osobę traktować jak dorosłą. Jest to osoba, która nigdy nie popadała w konflikt z prawem. Nie jest to też osoba zdemoralizowana, wręcz przeciwnie. To bardzo dobra uczennica, skryta i cicha – dodaje Fąfera.

Biegała po szkole z nożem

Pierwsze informacje o tym, że uczennica miała zaatakować nożem swoje koleżanki, otrzymaliśmy na Kontakt 24. Do zdarzenia doszło we wtorek około godziny 9 w V Liceum Ogólnokształcącym w Zielonej Górze. – 16-latka z nożami zaatakowała trzy przypadkowe uczennice, zostały lekko ranne. Dwie mają rany pleców, jedna rozcięty łuk brwiowy – mówiła TVN24 Małgorzata Barska z Komendy Miejskiej Policji w Zielonej Górze.

16-letnia dziewczyna kilka dni wcześniej w mediach społecznościowych zamieszczała wpisy, w których pisała o swoich zamiarach. „Jutro podłogę pokryje krew” – napisała uczennica.

Koledzy z jej klasy poinformowali o tych niepokojących treściach nauczycieli, a wychowawczyni przekazał te informacje rodzicom dziewczyny. Gdy we wtorek rano wychowawczyni dostała informacje od uczennic, że dziewczyna pojawiła się w szkole, wezwała ją na spotkanie u dyrektora. – Powiedziała, że to nie są żadne ważne wpisy, że tak chciała sobie napisać – mówiła Kamilla Jur, dyrektorka szkoły.

Na spotkaniu, w którym uczestniczyli dziewczyna, dyrektorka szkoły, wychowawczyni i szkolna pedagog, zdecydowano, że 16-latka nie może wrócić do sali na lekcje. – Została pod opieką psychologa, my wyszłyśmy wyjaśnić klasie całą sytuację. Ona wykorzystała sytuację, że pani pedagog uchylała okno i wybiegła z gabinetu do swojej klasy, gdzie z plecaka wyjęła noże – relacjonowała Jur.

Z dwoma nożami, które najpewniej przyniosła z domu, miała zacząć biegać po szkole. Zdążyła zranić trzy przypadkowe osoby. Potem została obezwładniona przez nauczycieli. Po kilku minutach na miejscu byli już policjanci.

We wtorek w szkole odwołano resztę lekcji. Część uczniów ze szkoły odebrali rodzice. Jak przekazywała dyrekcja, nastolatkom oraz nauczycielom zaoferowano pomoc psychologiczną.

Dziś w liceum lekcje mają się już odbywać normalnie.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Kulisy zatrzymania Sławomira Nowaka

Zarzuty, które usłyszał były minister transportu Sławomir Nowak oraz dwóch jego współpracowników, mają opierać się na materiałach z odszyfrowanych wiadomości przesyłanych za pomocą komunikatorów internetowych – wynika z informacji portalu tvn24.pl. Takie możliwości ma system Pegasus. Równocześnie z zatrzymaniem całej trójki agenci CBA rozpoczęli przeszukania w około 30 różnych miejscach, m.in. prywatnych mieszkaniach i biurach spółek.

– Przeszukania nie dostarczyły dowodów na przestępczą działalność Sławomira Nowaka. Nie znaleziono na przykład umów, na podstawie których otrzymywałby wynagrodzenie ze spółki na Cyprze lub tej założonej w Polsce – mówią źródła tvn24.pl.

Według portalu prokurator miał argumentować, że przeszukania nie przyniosły spodziewanych rezultatów i dlatego zastosowanie aresztu jest konieczne.

Polsko-ukraińskie śledztwo

Sławomira Nowaka, a także byłego dowódcę GROM pułkownika Dariusza Z. oraz księgowego i przedsiębiorcę Jacka P. rozpracowywał specjalny zespół, który jesienią 2019 roku utworzyli polscy prokuratorzy, agenci CBA oraz ukraińscy śledczy.

Z ustaleń służb z Kijowa wynikało, że Nowak od momentu objęcia funkcji szefa Ukrawtodoru (spółki zajmującej się budową dróg na Ukrainie, odpowiednika polskiej Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad), co nastąpiło jesienią 2016 roku, zaczął przygotowywać korupcyjny mechanizm. Miał on polegać na zakładaniu spółek na Cyprze i w Polsce, z których następnie były polityk miał czerpać korzyści.

Pułkownik Dariusz Z., podobnie jak Jacek P., to bliscy znajomi Sławomira Nowaka. Ten pierwszy dowodził jednostką GROM. Następnie działał w biznesie, m.in. jako wiceprezes PERN – strategicznej spółki zajmującej się gazociągami. W końcu rozpoczął działalność gospodarczą na własny rachunek, pracując m.in. dla dużej amerykańskiej korporacji zajmującej się transakcjami kartowymi.

Jacek P. to biegły księgowy, specjalizujący się w międzynarodowych rozliczeniach firm i jednocześnie przyjaciel Nowaka.

Odszyfrowane tajne wiadomości

Według informacji do których dotarł tvn24.pl, po zatrzymaniu Sławomir Nowak odpowiadał na pytania prokuratora, nie odmówił współpracy. Nie przyznał się do zarzucanych mu czynów, zdecydowanie zaprzeczył, by wiązały go jakiekolwiek umowy z zagranicznymi spółkami.

Ze źródeł tvn24.pl wynika, że całą trójkę w dużej mierze mają obciążać odkodowane wiadomości, przekazywane między nimi za pomocą aplikacji szyfrujących takich jak Signal, Telegram czy Threema. Takie techniczne możliwości ma system Pegasus, choć polskie służby nigdy nie przyznały się oficjalnie do jego posiadania.

– Działania były podjęte zgodnie z prawem, gdyż zgodę na kontrolę operacyjną wydał polski sąd – mówią rozmówcy portalu.

CBA nie komentuje tych doniesień. Minister spraw wewnętrznych (a wcześniej koordynator służb specjalnych) Mariusz Kamiński zaprzeczył, by Nowak był podsłuchiwany w czasie, gdy pracował dla sztabu wyborczego Rafała Trzaskowskiego. Według Kamińskiego kontrola operacyjna zakończyła się jeszcze w ubiegłym roku.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Były szef Amnesty International skazany za terroryzm

Sąd w Turcji skazał w piątek byłego krajowego szefa Amnesty International (AI) Tanera Kilica na ponad sześć lat więzienia za rzekomą przynależność do organizacji terrorystycznej, a trzech innych działaczy praw człowieka na 25 miesięcy więzienia za domniemane wspieranie takiej organizacji. Turecki oddział Amnesty przekazał na Twitterze, że siedmiu innych oskarżonych, którzy zostali zatrzymani trzy lata temu w ramach represji po próbie zamachu stanu w 2016 r., zostało uniewinnionych.

„To skandal. Absurdalne zarzuty. Brak dowodów. Po trzyletnim procesie Taner Kilic skazany za członkostwo w organizacji terrorystycznej” – napisał również na Twitterze przedstawiciel AI Andrew Gardner. „Nie poddamy się, dopóki wszyscy nie zostaną uniewinnieni” – dodał.

Dziesięciu oskarżonych zostało zatrzymanych podczas udziału w warsztatach na temat bezpieczeństwa cyfrowego, które odbyły się na wyspie Buyukada u wybrzeży Stambułu w lipcu 2017 roku. Prokuratura twierdzi, że było to tajne spotkanie, mające na celu zorganizowanie rebelii i wywołanie chaosu w państwie.

W akcie oskarżenia zarzucano Kilicowi, że miał w swym telefonie komórkowym aplikację szyfrującą ByLock, która służyła mu do porozumiewania się z zamieszkałym w USA islamskim kaznodzieją Fethullahem Gulenem, uważanym przez turecki rząd za inspiratora zamachu stanu z 2016 r.

Raport tureckiej policji z ubiegłego roku stwierdza jednak, że aresztowany w 2017 r. i warunkowo zwolniony po 14 miesiącach Kilic nie miał w swoim telefonie tej aplikacji. Proces pokazuje zaostrzenie się kursu władz tureckich wobec społeczeństwa obywatelskiego na tle i tak postępującej od 2016 r. erozji swobód demokratycznych – ocenia AFP.

Od czasu nieudanego zamachu stanu w Turcji trwają represje. Władze m.in. zamknęły w więzieniach około 80 tys. osób, w tym krytycznych wobec rządu dziennikarzy i działaczy społeczeństwa obywatelskiego, zwolniono z pracy i ze służby ok. 150 tys. urzędników i członków personelu wojskowego oraz zamknięto około 180 organizacji medialnych.

– Od samego początku był to proces motywowany politycznie, podobnie jak wiele spraw przeciwko innym obrońcom praw człowieka, dziennikarzom, prawnikom, pracownikom naukowym i działaczom – powiedziała Idil Eser, była dyrektor tureckiego oddziału AI i jedna ze skazanych w procesie, cytowana na stronie internetowej Amnesty.

– Te oskarżenia mają na celu uciszenie tych, którzy siedzą na ławie oskarżonych i wysłanie wiadomości do reszty społeczeństwa: walczysz o prawa człowieka to mówisz prawdę na własne ryzyko – zaznaczyła Eser. – Będziemy mieć nadzieję na najlepsze, ale przygotowujemy się na najgorsze – dodała.
Źródło info i foto: onet.pl

Prokuratura wszczęła śledztwo ws. wypadku Piotra Woźniaka-Staraka

Prokuratura Rejonowa w Giżycku wszczęła śledztwo w sprawie niedzielnego wypadku motorówki, z której wypadł do wody producent filmowy Piotr Woźniak-Starak. W środę nad ranem służby ratownicze wznowiły poszukiwania zaginionego. O śledztwie poinformował w środę rzecznik Prokuratury Okręgowej w Olsztynie Krzysztof Stodolny. Dotyczy ono spowodowania wypadku w ruchu wodnym, na skutek którego jedna osoba prawdopodobnie poniosła śmierć. Prokurator zaznaczył, że na obecnym etapie postępowania prokuratura nie informuje o szczegółach zdarzenia, nie ujawnia żadnych dowodów znajdujących się w aktach sprawy i danych osobowych przesłuchanych świadków, ani nie odnosi się do doniesień medialnych.

Czwarty dzień przeczesywania jeziora

Od niedzieli taflę, dno i brzegi jeziora przeszukują policyjni wodniacy, strażacy, ratownicy MOPR i Pomorskiego WOPR. Do akcji wykorzystują specjalistyczny sprzęt, w tym sonary, śmigłowiec, drony i robota do prac pod wodą.

W środę rano na jezioro wypłynęli wodni policjanci z Giżycka i Mikołajek oraz strażacy z Giżycka. W akcji biorą też udział żołnierze z Wojsk Obrony Terytorialnej. Niestety pogoda nie sprzyja służbom ratunkowym. Na Warmii i Mazurach pada i jest pochmurno. Choć deszcz nie ma znaczenia w tego typu akcjach, to pogarsza komfort pracy ratowników.

– Najistotniejszy jest wiatr, który może spychać łódki i powodować falowanie, ale obecnie wiatr nie powoduje zakłóceń – zauważa kapitan Mariusz Pupek, rzecznik Państwowej Straży Pożarnej w Giżycku.

Wypadli z motorówki

Pierwsze zgłoszenie o o motorówce dryfującej na jeziorze Kisajno służby dostały w niedzielę w nocy. Żeglarze alarmowali, że po jeziorze w okolicach miejscowości Fuleda pływa motorówka, która „miała zakłócać spokój”. Gdy na miejsce przyjechali funkcjonariusze, motorówka miała wyłączony silnik i była pusta. Służby ratunkowe na brzegu odnalazły 27-letnią kobietę, mieszkankę Łodzi. Podczas przesłuchania przyznała, że pływała wraz z 39-letnim mężczyzną, mieszkańcem Warszawy, i wpadli do wody. Kobieta i mężczyzna wypadli z motorówki najprawdopodobniej w trakcie nawrotu. 27-latka sama dopłynęła do brzegu. Według jej relacji, mogła przepłynąć około 100 metrów. Badanie stanu trzeźwości wykazało u niej śladowe ilości alkoholu. 27-latka była w dobrym stanie. Nie została zabrana do szpitala. Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Olsztynie poinformował w poniedziałek, że osobą poszukiwaną jest producent filmowy Piotr Woźniak-Starak.

Żoną Piotra Woźniaka-Staraka jest prezenterka TVN Agnieszka Woźniak-Starak.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Turcja: Policja w saudyjskim konsulacie. Szukają dowodów na zabójstwo dziennikarza

Turecka policja weszła do konsulatu Arabii Saudyjskiej w Stambule. Tym samym rozpoczęło się długo oczekiwane przeszukanie placówki. Turcja twierdzi, że w konsulacie zamordowano znanego saudyjskiego dziennikarza, który krytykował władze w Rijadzie. Do konsulatu Arabii Saudyjskiej w Stambule w poniedziałek wieczorem weszli tureccy eksperci: zarówno umundurowani policjanci, jak i mężczyźni w cywilnych ubraniach, prawdopodobnie prokuratorzy.

Tureckie władze wcześniej informowały, że przeszukanie ma się zacząć lada moment, a ma je prowadzić wspólny zespół ekspertów zarówno z Turcji, jak i Arabii Saudyjskiej.

Amerykańscy dziennikarze, m.in. CNN i „New York Timesa” twierdzą, że Saudyjczycy przygotowują raport ws. śmierci Dżamala Chaszodżdżiego. Mają w nim przyznać, że dziennikarz rzeczywiście zginął na terenie saudyjskiego konsulatu w Stambule w wyniku przesłuchania, które poszło nie tak.

Przeszukanie ma związek z zaginięciem przed dwoma tygodniami znanego saudyjskiego dziennikarza Dżamala Chaszodżdżiego. Mieszkający na co dzień w Stanach Zjednoczonych mężczyzna 2 października wszedł do placówki, by uzyskać niezbędne dokumenty rozwodowe i ślad po nim zaginął.

Tego samego dnia dwoma prywatnymi samolotami do Turcji przybyło 15 agentów saudyjskich. Weszli do konsulatu, kiedy przebywał tam dziennikarz. Na kamerach widać, jak później czarnymi samochodami odjeżdżają z placówki. Arabia Saudyjska do tej pory twierdzi, że Dżamal Chaszodżdżi tego samego dnia opuścił konsulat. Nie przedstawiła jednak żadnych potwierdzających dowodów.

Turcja twierdzi, że dziennikarz został zamordowany w konsulacie i że ma potwierdzające to nagrania audio, które mają pochodzić od samego Chaszodżdżiego – zdaniem tureckich mediów dziennikarz miał nagrać tortury i śmierć za pomocą smartwatcha (zegarka z funkcjami smartfona – red.). Urządzenie automatycznie utworzyło kopię zapasową plików na specjalnym koncie w internetowej chmurze. Dane wysłały się też na telefon, który miała czekająca obok konsulatu narzeczona.

Arabia Saudyjska zaprzecza zarzutom. Równocześnie saudyjski król Salman zdecydował o rozpoczęciu wewnętrznego śledztwa w tej sprawie. Król Salman rozmawiał też wczoraj o sprawie z tureckim prezydentem Recepem Tayyipem Erdoganem.

Zaginięcie dziennikarza i podejrzenie morderstwa wywołały międzynarodowe oburzenie. Poważnymi konsekwencjami zagroził Saudom nawet przychylny królestwu amerykański prezydent Donald Trump. Wysłał on właśnie do Rijadu i Ankary na rozmowy w tej sprawie sekretarza stanu Mike’a Pompeo, a sam rozmawiał telefonicznie z królem Arabii Saudyjskiej. Donald Trump poinformował, że król Salman zapewnił go, iż nie ma nic wspólnego z zabójstwem Dżamala Chaszodżdżiego. – Król stanowczo zaprzeczył jakiejkolwiek wiedzy na ten temat. Nie chcę czytać w jego myślach, ale brzmiało to jakby mordercy działali na własną rękę. Kto wie? – powiedział Donald Trump. Zapowiedział, że Stany Zjednoczone wyjaśnią sprawę do końca.

Dżamal Chaszodżdżi jest uważany za jednego z najbardziej prominentnych dziennikarzy z Arabii Saudyjskiej. Przez wiele lat pracował w kraju i był blisko związany z rodziną królewską. Po tym jak aresztowano wielu jego znajomych, on sam udał się na emigrację. Był znany ze swej krytyki wobec władz Arabii Saudyjskiej. Dziennikarz pisał między innymi do prestiżowego amerykańskiego dziennika “The Washington Post”.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Atak nożownika na przechodniów w Ravensburgu

W miejscowości Ravensburg w Badenii Wirtembergii młody mężczyzna zaatakował nożem przechodniów. Ranił kilka osób. Policja szybko ujęła nożownika. Do zdarzenia doszło w centrum Ravensburga. Młody mężczyzna z nieznanych do tej pory powodów ranił nożem kuchennym ludzi na ulicy. Troje z nich odniosło ciężkie obrażenia, jedna osoba walczy w szpitalu o życie.

Sprawca został zatrzymany zaraz po ataku.

Jak twierdzi policja, w tej chwili nie ma dowodów no to, by był to atak terrorystyczny. „Wszystko wskazuje na to, że sprawca działał samodzielnie” – powiedział szef policji w Revensburgu Armin Rau.

Policja nie ujawnia w tej chwili żadnych szczegółów zdarzenia, nie podano ani nazwiska, ani narodowości nożownika. Z pierwszych zeznań świadków wynika, że sprawca to młody mężczyzna o południowym typie urody.
Źródło info i foto: interia.pl

Niemcy: Oskarżony o zamach w Duesseldorfie w 2000 roku uniewinniony

Mężczyzna oskarżony o podłożenie bomby w Duesseldorfie na zachodzie Niemiec został uniewinniony z braku dowodów wystarczających do wydania wyroku skazującego – poinformował we wtorek tamtejszy sąd krajowy. Do zamachu doszło w 2000 roku na stacji kolejki miejskiej. Prokuratura postawiła oskarżonemu zarzut usiłowania popełnienia morderstwa motywowanego ksenofobią w 12 przypadkach i domagała się dla niego dożywotniego więzienia. Argumentowano, że winę 52-latka udowodniono ponad wszelką wątpliwość poprzez szereg poszlak.

Obrona, która żądała uniewinnienia, oceniła, że „postępowanie dowodowe nie wykazało winy” jej klienta, a na miejscu przestępstwa nie znaleziono śladów jego obecności. Ponadto obciążające zeznania pochodziły od „całkowicie niewiarygodnych świadków”, a w kilku przypadkach zostały wycofane lub złagodzone – wskazano.

Oskarżenie: To niebezpieczny prawicowy ekstremista

Oskarżony jest „gadułą i kłamcą”, ale nie niebezpiecznym prawicowym ekstremistą o cechach socjopaty, jak twierdzi oskarżenie – argumentowali adwokaci.

Podejrzany utrzymywał kontakty ze środowiskiem skrajnej prawicy i prowadził położony w pobliżu dworca sklep z militariami. Zatrzymano go wkrótce po zamachu, ale z braku dowodów zwolniono. Później został jednak aresztowany, bo chwalił się swoim czynem kompanom w więzieniu podczas odbywania kary za inne przestępstwo. W trakcie procesu twierdził, że w chwili ataku był w domu.

Większość rannych stanowili żydowscy migranci

Do zamachu doszło 27 lipca 2000 roku krótko po godz. 15. Na stacji szybkiej kolejki miejskiej (S-Bahn) Wehrhahn w Duesseldorfie eksplodowała ukryta w plastikowej torbie bomba. Wskutek wybuchu ciężkie obrażenia odniosło 10 osób, w większości żydowscy migranci z Europy Wschodniej, którzy wracali do domów z lekcji języka niemieckiego. Zginęło nienarodzone dziecko, trafione w brzuchu matki w piątym miesiącu ciąży przez jeden z metalowych odłamków.
Źródło info i foto: interia.pl

Seks skandal w Komendzie Stołecznej. Nie ma dowodów na molestowanie seksualne, śledztwo umorzone.

Nie ma dowodów, że były wiceszef stołecznej policji Andrzej Krajewski molestował seksualnie jedną z naczelniczek komendy. Jak dowiedział się reporter RMF FM, prokuratura umorzyła śledztwo w sprawie doprowadzenia funkcjonariuszki do innej czynności seksualnej przez przełożonego.

Śledztwo prowadziła Prokuratura Okręgowa w Płocku, do której wpłynęło zawiadomienie jednej z naczelniczek warszawskiej komendy. Podstawą zgłoszenia był artykuł kodeksu karnego mówiący o „doprowadzeniu pokrzywdzonej do innej czynności seksualnej, przez nadużycie stosunku zależności”.

Podczas postępowania śledczy mieli do czynienia z sytuacją „słowo przeciwko słowu”. Zeznania naczelniczki, która miała być pokrzywdzoną były sprzeczne z zeznaniami wicekomendanta.

W tym śledztwie przesłuchano 26 osób, w tym 18 funkcjonariuszek stołecznej policji. Cześć z nich, według zawiadamiającej, też miało być obiektem niewłaściwych zachować przełożonego, jednak żadna z nich – zeznając jako świadek – nie potwierdziła tego.

Jedynie pięć osób stwierdziło, że słyszały od naczelniczki o kwietniowym zajściu, które było podstawą zawiadomienia. To za mało, by uznać, że do molestowania doszło.

Naczelniczka złożyła zawiadomienie w sprawie wiceszefa policji niedługo po tym, gdy ówczesny szef MSWiA Mariusz Błaszczak ujawnił, że ten oficer jest kandydatem na nowego komendanta stołecznego. Jego kandydatura upadła. 9 dni temu Krajewski odszedł z policji.
Źródło info i foto: RMF24.pl