Jest wyrok ws. Magdaleny Abramowicz

Gdański Sąd Rejonowy uniewinnił Magdalenę Adamowicz w procesie dotyczącym ukrywania dochodów i błędnego rozliczania podatków. Eurodeputowana Koalicji Obywatelskiej była oskarżona o zatajenie 400 tys. zł dochodów. Wyrok jest nieprawomocny. Magdalena Adamowicz, europosłanka, wdowa po Pawle Adamowiczu, została uniewinniona od zarzutu podania nieprawdy w zeznaniach podatkowych i uszczupleniu w ten sposób podatku. Wyrok ogłosił Sąd Rejonowy Gdańsk-Południe w Gdańsku.

Prokuratura zarzuciła Magdalenie Adamowicz błędne rozliczanie podatku za najem mieszkań oraz ukrywanie dochodów. Zdaniem śledczych, miała się tego dopuścić wraz z mężem Pawłem. Europosłanka w zeznaniach podatkowych za lata 2011-2012 miała też zataić odpowiednio prawie 300 tys. zł i 100 tys. zł dochodów.

Prokuratura zarzuciła jej też nierozliczenie dochodów z wynajmu mieszkań jako prowadzonego w warunkach pozarolniczej działalności gospodarczej. Według śledczych uszczuplenie podatku wyniosło prawie 120 tys. złotych.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Odtajniono brytyjskie dowody odnośnie zamachów na WTC. Saudyjczyk znał terrorystów, nie dostał zarzutów

Wielka Brytania odtajniła część dowodów związanych z zamachami z 11 września 2001 r. na wieżowce World Trade Center w Nowym Jorku. Zostały przejęte od Saudyjczyka, który znał się z zamachowcami z Al-Kaidy. Mężczyźnie nie przedstawiono jednak żadnych zarzutów. Rodziny ofiar chcą wyjaśnień.

Zeszłej jesieni prezydent Stanów Zjednoczonych Joe Biden wydał rozporządzenie o odtajnieniu dowodów ws. zamachów terrorystycznych na World Trade Center z 11 września 2001 r. Rodziny ofiar domagały się jednak dodatkowo dostępu do materiałów zgromadzonych przez Wielką Brytanię, która także włączyła się w śledztwo. Po trwającej wiele lat batalii sądowej rodziny dostały w końcu zgodę na wgląd w dowody zabezpieczone w mieszkaniu niejakiego Omara al-Bayoumi – poinformowała w środę telewizja CBS News.

Pochodzący z Arabii Saudyjskiej Omar al-Bayoumi został zatrzymany niecałe dwa tygodnie po atakach terrorystycznych, w swoim domu w Birmingham. Brytyjska policja skonfiskowała skrzynie z dowodami, w tym osobistymi notatkami i nagraniami wideo.

Jeden z filmików przedstawia imprezę zorganizowaną w 2000 r. w mieszkaniu w San Diego (USA). Jak podaje CBS, należało ono do Nawafa al-Hazmiego i Khalida al-Mihdhara – dwóch zamachowców, którzy 11 września kolejnego roku porwali samolot linii American Airlines i rozbili go o budynek Pentagonu. Zginęły wtedy 64 osoby na pokładzie, w tym pięciu porywaczy i sześcioro członków załogi, a także 125 osób na ziemi. Był to trzeci rozbity tego poranka samolot, trzydzieści minut po uderzeniu drugiej maszyny w World Trade Center.

Al-Bayoumiemu nie postawiono jednak żadnych zarzutów. Amerykańska komisja śledcza ds. zamachów na WTC stwierdziła trzy lata po tych wydarzeniach, że „nie znaleziono żadnych wiarygodnych dowodów na to, że był on [al-Bayoumi – red.] zwolennikiem brutalnego ekstremizmu lub świadomie wspierał grupy ekstremistów”. Po upublicznieniu filmu z imprezy, bliscy ofiar mają do tego stwierdzenia spore wątpliwości.

– Czy Departament Sprawiedliwości wyjaśni teraz rodzinom i Ameryce, dlaczego nie wniesiono oskarżenia przeciwko al-Bayoumiemu? A co najbardziej zdumiewające, dlaczego ta informacja pochodzi od rządu Wielkiej Brytanii, a nie od naszego FBI? – zapytał w rozmowie z CBS News Brett Eagleson, którego ojciec zginął w atakach na wieżowce World Trade Center w Nowym Jorku.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Przełom w sprawie zaginięcia Madeleine McCann

Prokuratura dąży do postawienia Christiana Bruecknera, głównego podejrzanego w sprawie zniknięcia Madeleine McCann, przed sądem. Detektywni jednak nie mieli wystarczającej ilości dowodów, by tak się stało. Teraz na jaw wyszło, że kobieta-świadek w sprawie, miała zeznać, że podejrzany powiedział jej, że „pociągają go dziecięce ciała”.

Madeleine McCann zaginęła 3 maja 2007 roku w ośrodku wczasowym w Algarve (Portugalia). Od tamtej pory media na całym świecie nie ustają w rozpisywaniu się na temat nowych wątków w tej sprawie. Od ponad dwóch lat uważany przez niemieckie służby za głównego podejrzanego w sprawie uprowadzenia 3-latki jest Christian Brueckner. 44-latek przebywa obecnie w więzieniu za inne przestępstwo.

Prokuratura dąży do postawienia mężczyzny przed sądem. Detektywi jednak wciąż nie dysponują wystarczająco silnymi dowodami. Chodzi o obywatelkę Niemiec, która zeznała, że przebywała z podejrzanym w okresie, gdy do Portugalii przyjechała na wakacje rodzina McCann ze znajomymi.

W noc zaginięcia Madeleine McCann Christian Brueckner miał przebywać z dala od Praia da Luz, gdzie ostatni raz była widziana 3-latka. Jednocześnie przyznała, że akurat tego jednego dnia nie widziała Bruecknera. To z kolei jest sprzeczne z tym, co ustalili śledczy.
Źródło info i foto: o2.pl

ŻW będzie prowadzić postępowanie wobec Emila Cz.

Powszechne organy ścigania przekazują Żandarmerii Wojskowej materiały postępowania przygotowawczego w sprawie Emila Cz., który 11 grudnia w Giżycku (woj. warmińsko-mazurskie) kierował pojazdem pod wpływem alkoholu i marihuany – przekazała PAP we wtorek Komenda Główna Żandarmerii Wojskowej.

Emil Cz. to żołnierz, wobec którego Żandarmeria Wojskowa wszczęła śledztwo w kierunku dezercji. Przestępstwo to jest zagrożone karą pozbawienia wolności od roku do lat 10. Z ustaleń śledczych wynika, że st. szer. Emil Cz. pełnił służbę w okolicach przejścia granicznego z Białorusią w miejscowości Narewka, ale w ostatni czwartek „opuścił wyznaczony posterunek i w celu trwałego uchylania się od pełnienia służby wojskowej uciekł za granicę Polski na terytorium Republiki Białorusi”.

Jak potwierdził PAP we wtorek szef oddziału komunikacji społecznej płk Marcin Wiącek, 11 grudnia policja (w centrum Giżycka – PAP) zatrzymała do rutynowej kontroli drogowej Emila Cz. – Kierujący znajdował się pod wpływem alkoholu i marihuany. W związku z faktem, że Emil Cz. jest żołnierzem, dalsze czynności w tej sprawie będzie prowadziła Żandarmeria Wojskowa – wskazał płk Wiącek.

Podkreślił, że aktualnie powszechne organa ściągania przekazują Żandarmerii Wojskowej materiały postępowania przygotowawczego. „Niezwłocznie po ich otrzymaniu Żandarmeria Wojskowa przejmie do prowadzenia postępowanie w kierunku art. 178 a § 1 kk – prowadzenie pojazdu w stanie nietrzeźwości lub pod wpływem środka odurzającego, za co grozi grzywna, kara ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2” – dodał płk Wiącek.

Kolejny konflikt z prawem

To kolejny konflikt z prawem żołnierza – dezertera. Emil Cz. wyrokiem Sądu Rejonowego w Bartoszycach 27 września 2021 r. został uznany za winnego znęcania się psychicznego i fizycznego nad swoją matką. Sąd skazał go za to na 6 miesięcy ograniczenia wolności oraz zobowiązał oskarżonego do powstrzymywania się od nadużywania alkoholu. Sąd orzekł wobec Emila Cz. także zakaz zbliżania się do pokrzywdzonej kobiety na odległość mniejszą niż 50 m i bezpośredniego kontaktowania się z nią na okres 1 roku od uprawomocnienia się wyroku. Oskarżony został obciążony również kosztami sądowymi. 29 grudnia Sąd Okręgowy w Olsztynie będzie rozpoznawał apelację dotyczącą tej sprawy Emila Cz. Apelację złożył obrońca oskarżonego.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Policjant, który śmiertelnie postrzelił Adama Cz. usłyszy zarzuty

Jak ustaliła Gazeta Wyborcza, Prokuratura Regionalna w Łodzi postawi zarzut policjantowi, który w Koninie śmiertelnie postrzelił 21-letniego Adama Czerniejewskiego. Dopiero po dwóch latach od tragedii śledczy uznali, że mają wszystkie dowody.

Do policyjnej interwencji, która wstrząsnęła opinią publiczną, doszło w biały dzień, przy ulicy Wyszyńskiego. Policjanci chcieli wylegitymować dwóch nastolatków i towarzyszącego im Adama Cz. Młody mężczyzna zaczął uciekać. W pościg za nim ruszył policjant Sławomir L. Funkcjonariusz strzelił bez oddania strzału ostrzegawczego. Pocisk trafił w okolice serca. Śledztwo przeniesiono z Konina do Łodzi. Prokuratura przez 2 lata gromadziła dowody. Pojawiły się sprzeczne ekspertyzy, powoływano kolejnych biegłych. Prokuratura wreszcie uznała, że ma już wszystkie dowody. Według śledczych policjant popełnił przestępstwo. „Wyborcza” ustaliła, że prokuratura chce mu postawić zarzuty 20 grudnia. Jak informuje Gazeta, policjant odebrał już wezwanie.
Źródło info i foto: lm.pl

Niemcy: Strzelanina na ulicach Hamburga

W dzielnicy Harburg w Hamburgu na północy Niemiec doszło do strzelaniny. Według informacji dziennika „Bild”, dwóch mężczyzn zostało poważnie rannych. Strzały na ulicach Hamburga, dwie osoby poważnie ranne. Na miejsce natychmiast przybyła policja, otoczyła kordonem teren wokół miejsca zbrodni i zabezpieczyła dowody.

Tło strzelaniny jest niejasne. Sprawca lub sprawcy są w trakcie ucieczki. Śledztwo w tej sprawie przejął wydział zabójstw – pisze dziennik. Na miejscu zbrodni, a także w okolicach centrum handlowego Feniks-Centrum i dworca kolejowego rozmieszczono policjantów z bronią maszynową.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Są wnioski o areszt dla policjantów ws. śmierci 30-latka z Piątku

Wnioski o areszt dla 33-letniego policjanta i 35-letniej policjantki, którym postawiono zarzuty związane ze śmiercią 30-letniego mieszkańca Piątku, skierowała do sądu Prokuratura Okręgowa w Łodzi – poinformował w piątek jej rzecznik prok. Krzysztof Kopania. Jak zaznaczył, decyzję o ewentualnym tymczasowym aresztowaniu dwojga podejrzanych na trzy miesiące sąd ma podjąć w sobotę.

– W ocenie Prokuratury Okręgowej w Łodzi zebrany materiał dowodowy dał podstawy do zarzucenia 33-letniemu funkcjonariuszowi policji przestępstwa przekroczenia uprawnień i spowodowania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, następstwem którego była śmierć pokrzywdzonego, a także bezprawnego pozbawienia wolności 30-latka oraz naruszenia nietykalności cielesnej jego brata. Grozi mu za to kara nawet dożywotniego pozbawienia wolności – podkreślił prok. Kopania.

Natomiast 35-letnia policjantka podejrzana jest o niedopełnienie obowiązków służbowych, narażenie pokrzywdzonych na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia bądź ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, a także o poświadczenie nieprawdy w notatniku służbowym i poplecznictwo.

– W jej przypadku można mówić o grożącej karze pozbawienia wolności w wymiarze do lat 5. Z uwagi na dobro postępowania nie jest możliwe przekazanie bliższych informacji, co do treści złożonych przez podejrzanych wyjaśnień – powiedział PAP rzecznik łódzkiej prokuratury.

Tragiczny skutek policyjnej interwencji

Dwoje policjantów zatrzymano w piątek do dyspozycji prokuratury w związku ze śmiercią 30-latka, którego zwłoki odnaleziono w sobotę w lesie koło tej miejscowości. Według relacji Kopani, przeprowadzona sekcja wykazała, iż prawdopodobną przyczyną jego zgonu były rozległe obrażenia wewnętrzne, które mogły zostać spowodowane działaniem innych osób.

Jak przekazał st. asp. Mariusz Kowalski z Komendy Powiatowej Policji w Łęczycy, 2 kwietnia około godz. 23 dwoje policjantów z posterunku w Piątku prowadziło interwencję w mieszkaniu, w którym 30-latek mieszkał z bratem i matką. Dotyczyła ona zgłoszenia przemocy domowej.

– Kobieta prosiła o pomoc w związku z awanturą wszczętą przez jej znajdującego się pod wpływem alkoholu 30-letniego syna. Rodzina była już wcześniej objęta procedurą niebieskiej karty. W ciągu ostatnich dwóch lat było tam kilkanaście interwencji – wyjaśnił.

Kowalski wskazał, że łęczycka policja, ustalając w początkowej fazie przyczyny zgonu 30-latka, którego ciało odnaleziono następnego dnia, powiadomiła prokuraturę o okolicznościach, które ujawniła. – Nikt wcześniej, w tym rodzina, nie składał żadnego zawiadomienia w sprawie działań funkcjonariuszy – dodał.

W związku z toczącym się postępowaniem wobec 33-letniego funkcjonariusza z 13-letnim stażem służby i 35-letniej policjantki z 9-letnim stażem służby komendant powiatowy w Łęczycy podjął decyzję o zawieszeniu w czynnościach służbowych. Wszczęte zostały także postępowania dyscyplinarne i administracyjne zmierzające do wydalenia ich ze służby.
Źródło info i foto: TVP.info

Proces ws. podżegania do zabójstwa Zbigniewa Ziobry od nowa

Proces Jana S. „Króla dopalaczy” oskarżonego m.in. o podżeganie do zabójstwa ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry, prokuratora i policjantów, którzy rozbili grupę handlującą dopalaczami, będzie toczył się od początku – ustaliła PAP.

Jan S. odpowiada przed Sądem Okręgowym w Warszawie za 14 przestępstw, w tym podżeganie do zabójstwa ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry, prokuratora i policjantów, którzy prowadzili przeciwko niemu śledztwo, a także nakłanianie do nękania funkcjonariuszy i usiłowanie wręczenia im łapówek. Proces w tej sprawie ruszył w grudniu 2020 roku, dotychczas odbyły się trzy rozprawy, a sąd przesłuchał dwóch świadków.

Proces od nowa

Jak dowiedziała się PAP, proces będzie toczył się od początku, bo przewodnicząca pięcioosobowego składu orzekającego w sprawie S. niebawem przechodzi w stan spoczynku.

„W związku ze zbliżającym się terminem przejścia w stan spoczynku sędzi Danuty Kachnowicz, Przewodnicząca XII Wydziału Karnego na podstawie par. 65 ust. 1 Regulaminu wewnętrznego urzędowania sądów zarządziła skierowanie szeregu spraw, w tym sprawy przeciwko Janowi S. do Systemu Losowego Przydziału Spraw celem wylosowania nowego sędziego referenta. Postępowanie zostało przekazane do VIII Wydziału Karnego i będzie rozpoznawane przez sędziego Annę Ptaszek” – podała Samodzielna Sekcja Prasowa Sądu Okręgowego w Warszawie.

Z ustaleń PAP wynika, że zmiana sędziego rozpoznającego sprawę, w której pokrzywdzonym jest Zbigniew Ziobro, uniemożliwiła „Królowi dopalaczy” kontakty telefoniczne i widzenia.

„Dyrekcja aresztu śledczego nie respektuje postanowień wydanych przez sędzię Danutę Kachnowicz, a przecież zmienił się jedynie referent sprawy. Organ nadzorujący jest ten sam i naszym zdaniem zgody na kontakt telefoniczny czy widzenia nie straciły na ważności. Odbieram to jako w pewnym sensie represje, bo naruszane jest podstawowe prawo oskarżonego, czyli prawo do obrony. Nie spotkałem się wcześniej z podobną sytuacją” – powiedział PAP mec. Antoni Kania-Sieniawski, obrońca Jana S.

Jan S. – „król dopalaczy”

29-letni Jan S. nazywany „królem dopalaczy” przebywa od 14 miesięcy w areszcie, obecnie w Areszcie Śledczym w Radomiu, osadzony jest jako więzień niebezpieczny. Do sądu doprowadzany jest w pomarańczowym uniformie, skuty kajdankami zespolonymi, pilnowany przez uzbrojonych w broń maszynową funkcjonariuszy.

Podczas rozprawy przed Sądem Okręgowym Warszawa-Praga, który rozpoznaje sprawę dot. handlu dopalaczami, jego adwokat podkreślał, że oskarżony obecnie „przebywa w zwierzęcych warunkach”. Jan S. dodał, że gdyby jakieś zwierzę przebywało w podobnym miejscu, „obrońcy praw zwierząt wygraliby sprawę”. Swoją celę opisał jako pomieszczenie „bez okna, bez dopływu do świeżego powietrza, z dziurą w ziemi jako latryną”.

Według śledczych, za zabójstwo ministra sprawiedliwości prokuratora generalnego Jan S. oferował 100 tys. zł. Zdaniem prokuratury, chciał w ten sposób doprowadzić do zaniechania prac nad zaostrzeniem kar za produkcję i handel dopalaczami, a samego Ziobrę oskarżał o to, że „zepsuł mu interes”. Mężczyzna prowadził bowiem w Holandii firmę zajmującą się importem i eksportem materiałów chemicznych.

Oskarżony miał planować zabójstwo ministra przy użyciu m.in. materiału wybuchowego, trucizny albo pierwiastka radioaktywnego. Do przyjęcia zlecenia nakłaniał osobę, która – jego zdaniem – potrafiła skonstruować ładunek wybuchowy.

Jan S. miał też podżegać do zabójstwa prokuratora, który prowadził przeciwko niemu postępowanie dotyczące handlu dopalaczami oraz funkcjonariuszy z wydziału narkotykowego Komendy Stołecznej Policji, którzy rozpracowywali grupę przestępczą handlującą dopalaczami. Według prokuratury, miał też nakłaniać do nękania policjantów, podszywając się pod nich na portalach internetowych. Namawiał też do tworzenia fikcyjnych zdjęć i filmów, które miały służyć zdyskredytowaniu śledczego.

Mężczyzna był poszukiwany dwoma listami gończymi, dwoma europejskimi nakazami aresztowania i tzw. czerwoną notą Interpolu. Ostatecznie został zatrzymany na początku stycznia ub.r. w Milanówku pod Warszawą. Akt oskarżenia w tej sprawie trafił do stołecznego sądu w czerwcu 2020 roku.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Morderstwo 33-letniej Sary Everard. Trwa poszukiwanie dowodów w hrabstwie Kent

Policjanci w ramach śledztwa dot. morderstwa Sary Everard przeczesują tereny Sandwich w hrabstwie Kent. Śledczy w poszukiwaniu dowodów odgrodzili część miasta. Jak informuje BBC, w niedzielę policja odgrodziła taśmą The Rope Walk, część miasta Sandwich w hrabstwie Kent. Chodzi o obszar o powierzchni ok. jednej mili kwadratowej (ok. 2,5 km kw.). Wcześniej Scotland Yard informował, że tereny Londynu i hrabstwa Kent są przeszukiwane w ramach rutynowej procedury.

BBC podaje, że policjanci kontynuują także przeczesywanie wzdłuż rzeki Delf, mają ze sobą metrowe kije. Brytyjska stacja relacjonuje, że jeden z policjantów znajdujących się na obrzeżu kordonu włożył do torby na dowody biżuterię. Mieszkańców poproszono, by nie gromadzili się w miejscu działań policji.

3 marca Sarah Everard wyszła wieczorem z odwiedzin u przyjaciółki i wracała pieszo do domu w pobliskiej dzielnicy. Kamery monitoringu zarejestrowały jej ślad po raz ostatni około 21:30. 12 marca zwłoki kobiety zostały znalezione w lesie w hrabstwie Kent. W sprawie porwania i morderstwa 33-latki oskarżono policjanta, który w dzień zaginięcia kończył swoją zmianę w pobliżu miejsca zaginięcia zmarłej. Ciało zamordowanej odnaleziono w pobliżu miejsca zamieszkania funkcjonariusza. Do aresztu trafiła również żona policjanta, która została oskarżona o współudział, ale została zwolniona za kaucją. Sprawa Sary Everard wywołała manifestacje w Londynie, które w sobotę przerodziły się w protesty.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

CBA podsłuchiwało wiceszefa Zakładów Chemicznych Police

Wiceprezes państwowych Zakładów Chemicznych Police zdradzał poufne informacje przedstawicielowi firmy biorącej udział w wielomilionowym przetargu — wynika z materiałów CBA. Chodziło o dostawę sprzętu dla polickiego giganta. Poznaliśmy druzgocący dla wiceprezesa polickich zakładów dokument prokuratury. Mimo dowodów na nieprawidłowości menedżer nie stracił pracy.

Strategiczna spółka

Zakłady Chemiczne Police to część Grupy Azoty – strategicznej spółki Skarbu Państwa. Notowana na giełdzie firma jest jednym z największych w Europie producentów nawozów. O tym, kto w niej rządzi, decydują politycy. Od 2016 r. zakładami kierują nominaci Prawa i Sprawiedliwości na czele z Wojciechem Wardackim, uznawanym za człowieka Joachima Brudzińskiego, jednego z najbliższych współpracowników Jarosława Kaczyńskiego.

Jednym z zastępców prezesa Wardackiego jest Tomasz Panas, który w 2010 i 2014 r. startował w wyborach samorządowych z list PiS. W 2018 r. Radio Szczecin informowało, że menedżer jest brany pod uwagę jako potencjalny kandydat na burmistrza Polic z ramienia Prawa i Sprawiedliwości.

Maj 2017 r. Firma rozpoczyna procedurę zakupu floty transportowej. Dla zakładów chemicznych to produkt pierwszej potrzeby, codziennie w Policach trzeba bowiem przerzucić nawet kilkaset ton nawozu, bieli czy mocznika. Czas goni, bo kończy się poprzednia umowa na leasing pojazdów, którą lata wcześniej Azoty zawarły z Toyotą. Chodzi o prawie 40 wózków widłowych, melexy, koparki, ładowarki, sztaplarki i zamiatarki.

Police powołują 17-osobową komisję, która ma wybrać dostawcę. Spływają trzy oferty: od Toyoty, firmy L. i przedsiębiorstwa E. W lipcu 2017 r. komisja wydaje rekomendację: najlepszą opcją jest zawarcie umowy z poprzednim wykonawcą, czyli Toyotą. Azoty mają zapłacić tej firmie ok. 23,5 mln zł.

Wydaje się, że sprawa jest zamknięta i pozostaje tylko podpisać umowę. Tymczasem niespodziewanie pod koniec lipca zarząd zakładów w Policach unieważnia procedurę. Pracownicy Polic zajmujący się logistyką niepokoją się. Wiedzą, że za chwilę w firmie nie będzie czym przerzucać surowca. Zastanawiają się, co stoi za decyzją zarządu.

Nie wiedzą, że w tym samym czasie Centralne Biuro Antykorupcyjne podsłuchuje już dwie osoby związane z tym przetargiem: wiceprezesa Azotów Police Tomasza Panasa (odpowiedzialnego za logistykę) oraz Adriana S., handlowca firmy L., która przegrała z Toyotą.

Adrian S. nie jest przypadkową osobą. To wspólnik syna Tomasza Panasa w innej firmie.

Gdy decydują się losy przetargu, ta trójka pozostaje z sobą w nieustannym kontakcie. Z podsłuchanych przez CBA i opisanych w dokumentach prokuratury rozmów telefonicznych wynika, że: „Tomasz Panas nie był zadowolony ze współpracy z pracownikami podległego mu pionu logistyki oraz nie był zainteresowany kontynuacją współpracy z firmą Toyota” (to dokładny cytat z pisma prokuratury).

Po skasowaniu przetargu pracownicy centrum logistyki Polic nadal próbują załatwić Azotom sprzęt. Spotykają się z kolejnymi firmami, również z L. i Toyotą. W spotkaniu z przedstawicielami japońskiego koncernu na początku bierze udział wiceprezes Panas. Szybko jednak wychodzi, trzaskając drzwiami. Jest oburzony, że skład delegacji Toyoty ma zbyt niską rangę.
Źródło info i foto: RMF24.pl