Ron Jeremy znów przed sądem. Grozi mu dożywocie

Ron Jeremy ponownie oskarżony. Emerytowany aktor filmów porno w ubiegłym tygodniu po raz kolejny stanął przed sądem. Teraz grozi mu dożywotni pobyt w więzieniu. Czy przyznaje się do postawionych zarzutów? Ron Jeremy to legenda filmów porno. Pracę w branży rozpoczął ponad 40 lat temu, wcześniej był nauczycielem. Ma na swoim koncie aż ponad 2 tys. wystąpień w filmowych produkcjach pornograficznych. Od kilku lat przebywa na emeryturze, ale nie jest to najłatwiejszy czas w życiu mężczyzny.

Już w czerwcu 2021 r. postawiono mu zarzuty gwałtu oraz napaści seksualnej. Jeremy nie przyznał się do wymienionych czynów. Przez następne miesiące do prokuratury wpływały kolejne oskarżenia. Tym razem zgłosiło się aż 21 kobiet i dziewcząt. Najmłodsza miała jedynie 15 lat.

Jak informuje „The Guardian”, w środę 25 sierpnia Jeremy stanął po raz kolejny przed sądem. Obecnie grozi mu dożywocie, bo aż 250 lat pozbawienia wolności. Od domniemanych ofiar usłyszał o czynach, których jak twierdzą, dopuścił się przed laty. Mowa tu o gwałtach, pobiciach, a także wykorzystywaniu na tle seksualnym osób nieprzytomnych.

Do żadnych z czynów były już aktor porno nie przyznał się. Obrońca gwiazdora podkreślił tylko, że jego klient „nie popełnił żadnego z wymienionych przestępstw”, powołując się m.in. na internetowy wpis, który Ron załączył zaraz po pierwszej rozprawie. „Znamienny” post brzmi: „Nie mogę się doczekać, aż udowodnię swoją niewinność w sądzie! Dziękuję wszystkim za wsparcie”.
Źródło info i foto: wp.pl

53-latek zaatakował siekierą brata

Policjanci z komisariatu w Skale interweniowali w sprawie rodzinnej awantury wywołanej przez 53-letniego mężczyznę. Groził on swojemu bratu pozbawieniem życia, aż w końcu uderzył go w głowę siekierą. Na szczęście cios okazał się niegroźny dla życia ofiary. 53-latek przyznał się do usiłowania zabójstwa brata. Grozi mu dożywocie.

W miniony weekend policjanci z komisariatu w Skale powstrzymali 53-letniego mężczyznę przed dokonaniem zabójstwa. Agresor groził pozbawieniem życia swojemu o dziesięć lat starszemu bratu. Realność tych gróźb była tym większa, że napastnik biegał po posesji z siekierą. W końcu między mężczyznami doszło do konfrontacji fizycznej. 53-latek uderzył swojego brata siekierą w głową. Na szczęście pokrzywdzony zdołał się obronić blokując ręce napastnika i hamując siłę uderzenia, przez co otrzymał niezagrażający życiu cios obuchem niebezpiecznego narzędzia.

Agresor został zatrzymany. Funkcjonariusze wyczuli od niego woń alkoholu, jednak mężczyzna nie zgodził się na badanie alkomatem, dlatego pobrano od niego krew do testu trzeźwości. Zatrzymany usłyszał w prokuraturze trzy zarzuty: usiłowania zabójstwa swojego brata, kierowania wobec niego gróźb karalnych pozbawienia życia oraz znęcania się psychicznego nad członkami rodziny. 53-latek przyznał się do stawianych mu zarzutów i potwierdził przy tym, że miał zamiar zabić brata. Został aresztowany na trzy miesiące. Grozi mu kara dożywotniego pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: se.pl

Atak nożownika we Włocławku. 22-latek oskarżony

Chwile grozy we Włocławku (woj. kujawsko-pomorskie). W nocy z 29 na 30 lipca ofiara została zaatakowana przez dwóch mężczyzn. Jeden z nich zadał mu cios nożem. Sprawca usłyszał zarzut usiłowania zabójstwa, za co grozi kara nawet dożywotniego pozbawienia wolności.

Do tego niepokojącego zdarzenia doszło w nocy z 29 na 30 lipca po godzinie 23. Biuro prasowe KMP we Włocławku informuje nas, że dyżurny odebrał zgłoszenie o ugodzeniu nożem do jakiego doszło w centrum miasta. Ze zgłoszenia wynikało, że 44-latek został zaatakowany przez dwóch mężczyzn, po tym jak zwrócił im uwagę, że zbyt głośno się zachowują. – Ranny włocławianin trafił do szpitala, a sprawcy uciekli z miejsca zdarzenia – przekazuje nadkom. Joanna Seligowska-Ostatek.

– „Od chwili otrzymania zgłoszenia policjanci podjęli intensywne czynności zmierzające do wykrycia sprawców tego przestępstwa i wkrótce ustalili, że mogli go dokonać 22 i 34-latek. Już następnego dnia w godzinach porannych mężczyźni zostali zatrzymani do wyjaśnienia” – informuje w komunikacie policjantka z biura prasowego KMP we Włocławku.

22-latek usłyszał zarzut usiłowania zabójstwa, zaś 34-latek odpowie za nieudzielenie pomocy poszkodowanemu. Obaj zostali doprowadzeni w sobotę (31.07.21) do prokuratury, gdzie wobec starszego z mężczyzn prokurator zastosował policyjny dozór wraz z zakazem zbliżania się i kontaktowania z pokrzywdzonym. – Z kolei młodszy podejrzany trafił przed oblicze sądu, który zadecydował, że najbliższe trzy miesiące spędzi on w areszcie tymczasowym – podsumowuje nadkom. Seligowska-Ostatek.
Źródło info i foto: se.pl

Robert Aaron Long skazany. Przeprowadził ataki na azjatyckie salony masażu

Robert Aaron Long został skazany na karę dożywotniego więzienia za przeprowadzenie ataków na azjatyckie salony masażu w Atlancie i okolicach. W ich wyniku zginęło osiem osób. Sąd hrabstwa Cherokee w amerykańskim stanie Georgia nie przewiduje możliwości warunkowego zwolnienia.

Na karę dożywotniego więzienia bez możliwości warunkowego zwolnienia skazany został we wtorek przez sąd hrabstwa Cherokee w amerykańskim stanie Georgia zabójca ośmiu osób, pracujących w azjatyckich salonach masażu w Atlancie i okolicach. Oskarżony Robert Aaron Long przyznał się do winy.

Wyrok dotyczy czterech zabójstw. Long będzie jeszcze odpowiadał w Atlancie za pozostałe cztery.

Ataki na azjatyckie salony masażu

Do zabójstw doszło w marcu. Ich sprawca najpierw zaatakował spa w centrum handlowym w Acworth w hrabstwie Cherokee, około 50 km na północ od Atlanty, gdzie od strzałów z jego broni zginęły cztery osoby. Kilka godzin później do strzelaniny doszło w Atlancie, w dwóch salonach masażu, położonych przy tej samej ulicy. Na miejscu zginęły dwie osoby, trzy ciężko ranne zostały przetransportowane do szpitala, dwie zmarły.

Niedługo potem, około 240 kilometrów na południe od Atlanty, aresztowany został 22-letni Robert Aaron Long z Woodstock, który został oskarżony o wszystkie te ataki i o zabójstwo ośmiu osób. Siedem z nich to kobiety azjatyckiego pochodzenia.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Mariusz B. z ostatecznym wyrokiem dożywocie za zabójstwo czterech osób

To już pewne, że skazany za cztery zabójstwa Mariusz B. resztę życia spędzi w więzieniu. Mężczyzna w ciągu niespełna dwóch lat zabił kolejno: męża swojej kochanki, ich wspólną córkę, partnera kochanki do tańca oraz znajomego księdza. Sąd Najwyższy odrzucił kasację obrońców, nie dając wiary zarzutom o wymuszeniu początkowych zeznań sprawcy.

Sprawa Mariusza B. ciągnęła się od kwietnia 2006 roku i była jednym z bezprecedensowych procesów ostatnich lat. Dowody były wyłącznie poszlakowe – między innymi ślady zapachowe, dane z logowania do sieci telefonów komórkowych. Wiadomo było, że są cztery osoby, po których zaginął ślad. Do dziś nie odnaleziono ich ciał. Prokuratura od początku była pewna, że oskarżony je udusił. Tę wersję potwierdził w 2017 roku warszawski sąd okręgowy, a rok później podtrzymał sąd apelacyjny.

Mariusz B. oskarżony był o zabójstwo:

– Zbigniewa D., męża swojej kochanki Małgorzaty (zginął w kwietniu 2006 roku),
– Aleksandry D. – córki Zbigniewa i Małgorzaty (zginęła w tym samym czasie, co ojciec),
– Henryka S. – partnera Małgorzaty do tańca (zabity w marcu 2007 roku),
– Piotra S. – znajomego księdza, który miał molestować go w dzieciństwie (zamordowany w grudniu 2008 roku).

Decyzja Sądu Najwyższego oznacza, że wyrok dożywotniego więzienia z możliwością ubiegania się o przedterminowe zwolnienie dopiero po 40 latach jest nadal w mocy. W tej sprawie na karę sześciu lat więzienia został również skazany Krzysztof R., oskarżony między innymi o pomoc B.

„Przyznał się do popełnienia wszystkich czterech zabójstw”

Obrońcy oskarżonych w skardze kasacyjnej wskazywali, że zeznania obu mężczyzn, gdy w 2009 roku mieli jeszcze status podejrzanych, zostały wymuszone. – W tej sprawie była podnoszona kwestia stosowania tortur wobec skazanych (…). Trzeba powiedzieć, że sąd odwoławczy w sposób rzetelny wywiązał się ze swych obowiązków i rozważył ten zarzut obrońców – mówił w uzasadnieniu orzeczenia SN sędzia Antoni Bojańczyk.

Jak dodał, kwestia rzekomego wymuszenia wyjaśnień była dokładnie analizowana przez sądy. – To były niewątpliwie najistotniejsze zarzuty obrony, bo gdyby nie te kluczowe dowody w postaci depozycji, które składali skazani, w których B. przyznał się do popełnienia wszystkich czterech zabójstw, to dowodzenie w tej sprawie byłoby znacznie utrudnione – zaznaczył sędzia.

– Gdyby funkcjonariusze wymuszali określoną treść wyjaśnień, to niewątpliwie te wyjaśnienia byłyby znacznie bardziej spójne i nie zawierałyby luk – wskazał sędzia Bojańczyk. Dodał, że przesłuchania były rejestrowane na kasecie VHS, a nagranie poddano następnie „dokładnej analizie”. Obrażeń nie potwierdziły też badania lekarskie zatrzymanych.

Sędzia zaznaczył także, że „teza o stosowaniu tortur jest o tyle fałszywa i nieuprawniona, że ten wątek pojawia się dopiero na późniejszym etapie postępowania i dopiero wtedy obaj skazani z niemal fotograficzną dokładnością przypominają sobie okoliczności”. – Wcześniej o tym nie mówili – wskazał.

Trójkąt, negatywne emocje i psychopatyczna osobowość

Mariusz B. poznał małżeństwo Małgorzatę i Zbigniewa D. w parafii, w której służył jako ministrant i jeszcze jako nastolatek zamieszkał z nimi pod jednym dachem. Sądy ustaliły, że „doszło do swoistego trójkąta”, co spowodowało, że kobieta odeszła od męża, zamieszkała z B. i urodziła mu córkę.

W kwietniu 2006 r. Mariusz B. uprowadził Zbigniewa D. i zmusił go do podpisania wartej dwa miliony złotych polisy ubezpieczeniowej na rzecz żony. Kilka dni później miał ponownie uprowadzić D. i jego 18-letnią córkę Aleksandrę, których udusił na działce w okolicach Pułtuska. Motywem zbrodni miało być „skumulowanie się negatywnych emocji B. wobec patologicznego układu” między nim a małżeństwem D. Aleksandra mogła paść ofiarą mordu, bo weszła w konflikt z matką.

Po roku B. miał uprowadzić 55-letniego Henryka S., z którym Małgorzata D. tańczyła tango w klubie tańca. Zazdrość oraz sprawy finansowe były, według sądu, powodem zbrodni. Mariusz B. chciał go zmusić do podania numerów PIN kart bankomatowych i wyłudzić od jego rodziny 50 tysięcy złotych.

Zabójstwo księdza Piotra S. nastąpiło zaś z motywacji „odwetu za wykorzystanie seksualne”. Duchowny zginął w 2008 r. w okolicach Pułtuska. Znaleziono po nim tylko pusty samochód.

„Rozsmakował się w tym, co robi”

Biegli psychologowie stwierdzili u B. osobowość psychopatyczną, tendencję do kłamania, niskie poczucie winy i skłonność do narzucania innym swej woli. Według biegłych B. cechuje „ponadprzeciętna inteligencja”.

– Oskarżony jest osobą o słabej empatii. Ma skłonność do manipulowania otoczeniem, cechuje oskarżonego brak poczucia winy i skłonność do pasożytniczego trybu życia. Narcyzm i egozim – mówił tuż po ogłoszeniu wyroku w 2017 roku sędzia Igor Tuleya. – Pan oskarżony jest osobą gotową przekraczać normy społeczne i moralne celem uzyskania własnych korzyści. Dokonanie czterech zabójstw z pełną świadomością i premedytacją, stanowi, że mamy do czynienia z osobą, która całkowicie lekceważy nie tylko obowiązujący porządek prawny, ale również nie dostrzega w ludzkim życiu żadnych wartości – podkreślał sędzia. – Żadne z zabójstw nie może być w jakikolwiek sposób usprawiedliwione. Nie ma żadnych okoliczności łagodzących. Nic nie wskazuje na to, żeby oskarżony miał wyrzuty sumienia. Nie wykazał żadnej empatii, nie wykazał żadnej skruchy.

W niektórych momentach sędzia zwracał się wprost do oskarżonego. – Fakty wskazują, że zabójstw dokonuje pan z pewną regularnością. Od kwietnia 2006 roku do grudnia 2008 roku oskarżony pozbawił życia cztery osoby. I może jest to lekką przesadą, ale nasuwa się wrażenie, jakoby pan oskarżony rozsmakował się w tym, co robi – stwierdził sędzia Tuleya.

Długa historia sądowa

Proces miał długą historię. Mariusz B. był już w 2014 r. w związku z tą sprawą skazany na dożywocie przez Sąd Okręgowy w Warszawie, ale tamten wyrok został uchylony i przekazany do ponownego rozpoznania. W pierwszym procesie doszło do naruszenia prawa do obrony, bo obaj oskarżeni korzystali z jednego obrońcy w sytuacji konfliktu między nimi: R. w śledztwie obciążał B.

Sąd Najwyższy rozpatrywanie tej sprawy rozpoczął kilka miesięcy temu. Pierwotnie orzeczenie miało zostać ogłoszone na początku marca tego roku, wówczas jednak SN zdecydował o ponownym otwarciu przewodu kasacyjnego.
Źródło info i foto: tvn24.pl

20-letni Marceli C. zabił rodziców i 7-letniego brata. Prokurator zażądał dla niego dożywotniego więzienia

Wyrok dożywotniego więzienia grozi 20-letniemu Marcelowi C., któremu prokuratura ze Świdnicy postawiła właśnie zarzut zabójstwa własnych rodziców i młodszego brata. Do zbrodni doszło w grudniu 2019 r. Całe śledztwo w sprawie trwało jednak aż do teraz.

Według ustaleń śledztwa C. zadał rodzicom i 7-letniemu bratu śmiertelne ciosy siekierą w czasie, gdy spali. – Następnie upozorował napad rabunkowy na swój dom – mówi rzecznik Prokuratury Okręgowej w Świdnicy prok. Tomasz Orepuk. – Starał się zatrzeć ślady przestępstwa, próbując spalić i ukryć ubranie, które miał na sobie podczas zdarzenia oraz siekierę. Po powrocie do domu, Marceli C. wyszedł na dach i zawiadomił policję o napadzie rabunkowym – dodaje prokurator.

Marceli C. zdaniem śledczych, kierował się motywacją zasługującą na szczególne potępienie. -Zabójstwo rodziców zostało dodatkowo zakwalifikowane jako popełnione w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, ponieważ po dokonanych czynach, Marcel C. zabrał z domu pieniądze w kwocie 8,7 tys. zł, które planował przeznaczyć na ucieczkę z kraju – dodał prokurator Orepuk.

20-latek przyznał się do zarzutów i złożył wyjaśnienia. Mężczyzna przebywa w areszcie. W toku śledztwa przeprowadzono obserwację psychiatryczną oskarżonego. Z uzyskanej opinii biegłych lekarzy psychiatrów wynika, że C. był i jest osobą w pełni poczytalną.

Biegli psycholodzy z Instytutu Ekspertyz Sądowych im. prof. J. Sehna w Krakowie stwierdzili u C. zaburzenie osobowości polegające na braku empatii i wrażliwości, zgeneralizowaną wrogość, a nawet nienawiść wobec otoczenia. Biegli stwierdzili też, że mężczyznę cechuje silny egocentryzm i obwinianie innych, w tym członków swojej rodziny za niepowodzenia.
Źródło info i foto: onet.pl

31-latka, która przyniosła martwe niemowlę na komisariat zostanie skazana na dożywocie?

Kara dożywotniego więzienia grozi 31-letniej mieszkance Gdańska, podejrzanej o zabójstwo swojej dwumiesięcznej córeczki. Kobieta przyniosła martwe niemowlę na komisariat policji i przyznała, że je zabiła. O postawieniu 31-latce zarzutu zabójstwa poinformowała rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Gdańsku Grażyna Wawryniuk. Przesłuchanie kobiety odbyło się w szpitalu na oddziale psychiatrycznym, gdzie podejrzana przebywa po jej zatrzymaniu.

Kobieta przyznała się do winy i złożyła wyjaśnienia. Na tym etapie śledztwa nie ujawniamy treści wyjaśnień podejrzanej – dodała Wawryniuk. Prokuratura wystąpi do sądu o areszt tymczasowy dla kobiety w warunkach szpitalnych.

Uduszenie przyczyną śmierci

Wstępna opinia sekcji zwłok 2-miesięcznej dziewczynki wskazała, że przyczyną jej śmierci było gwałtowne uduszenie. 31-letnia kobieta przyniosła martwe niemowlę w czwartek wieczorem na jeden z komisariatów policji w Gdańsku. Powiedziała funkcjonariuszom, że zabiła dziecko. Na miejscu policjanci podjęli akcję reanimacyjną, ale niemowlęcia nie udało się uratować.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Brytyjska „bestia” po 33 latach wychodzi na wolność

Colin Pitchfork po 33 latach więzienia warunkowo wyjdzie na wolność. Mężczyzna został skazany na dożywocie za gwałt i morderstwo na dwóch 15-latkach. Był pierwszą osobą skazaną na podstawie badań DNA. Brytyjski Organ odpowiadający za zwolnienia warunkowe, tzw. Parole Board, uznał, że mężczyzna zmienił się i jest gotów żyć na wolności. W dokumentach można przeczytać, że „Pitchfork był kimś, kto dużo myślał o seksie oraz używał przemocy, siły i seksu, aby zademonstrować władzę i kontrolę nad kobietami”.

Podczas odsiadki się zmienił

Jak twierdzą więzienni wychowawcy przez 33 lata odsiadki mężczyzna się zmienił. 61-latek nauczył się pomagać innym, rozwinął pozytywne cechy swojej osobowości, a także uczył się pomagać osobom niepełnosprawnym. Decyzja wejdzie w życie za 21 dni. Z takiego rozstrzygnięcia sprawy cieszą się adwokaci skazanego. Do sprawy odniosły się także rodziny ofiar. Uważają one, że warunkowe wyjście na wolność mordercy jest czymś skandalicznym.

– On zawsze, ale to zawsze będzie niebezpieczny dla otoczenia i żadna reedukacja tego nie zmieni – mówi Barbara Ashworth, mama zamordowanej dziewczynki. – On powinien dawno otrzymać karę śmierci, najlepiej „kulką w łeb” – emocjonalnie komentuje siostra zamordowanej.
Źródło info i foto: onet.pl

Odpowie za gwałt i zabójstwo studentki. Zatrzymano go po 25 latach od zbrodni

Sprawa sprzed ćwierć wieku wraca na wokandę. Podejrzany 56-letni Mirosław Ż. został zatrzymany po 25 latach od dokonania zabójstwa ze zgwałceniem 22-letniej studentki w Łodzi. 56-latek przez ćwierć wieku ukrywał się m.in. w Rosji, gdzie został zatrzymany. Grozi mu kara więzienia od 12 lat do dożywocia. O skierowaniu do sądu aktu oskarżenia poinformował rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Łodzi Krzysztof Kopania.

Do zbrodni doszło 18 czerwca 1995 roku przed południem na łódzkim osiedlu studenckim Lumumby. Jak wynika z dokonanych ustaleń, 22-letnia studentka Uniwersytetu Łódzkiego w nocy poprzedzającej zdarzenie wraz ze swoim znajomym bawiła się w klubie „Medyk”. Wyszli razem ok. godz. 3 i poszli do akademika, w którym kobieta mieszkała. Po pewnym czasie pojawił się tam także podejrzany, który był wówczas pracownikiem ochrony klubu studenckiego „Medyk” wraz z grupą swoich znajomych. W jednym z pokoi wspólnie pili alkohol.

Studentka ze swoim znajomym niebawem udała się do swojego pokoju, gdzie położyła się spać. Została sama. Przed godziną 6 jej znajomy, który do niej na chwilę wszedł, stwierdził, że śpi. Podejrzany – jak wynika z zebranych dowodów – ok. godz. 7 wraz ze znajomymi wyszedł z akademika.

– Wszystko jednak wskazuje na to, że mężczyzna wrócił, gdyż przed godziną 8 próbował ustalić, który pokój zajmuje 22-latka. Około godz. 12, jej znajomy po wejściu do pokoju stwierdził, że młoda kobieta nie żyje. Wyniki oględzin i przeprowadzonej sekcji zwłok nie pozostawiły wątpliwości co do tego, że została ona w bardzo brutalny sposób zamordowana i stała się ofiarą przemocy seksualnej – wyjaśnił prok. Kopania. Dodał, że na ciele ofiary stwierdzono liczne obrażenia, wygląd części z nich wskazywał na to, że próbowała się bronić.

Następnego dnia policjanci starali się dotrzeć do podejrzanego. Nie zastali go w miejscu zamieszkania. Mężczyzna przestał utrzymywać jakiekolwiek kontakty ze swoją matką i znajomymi.

Badania DNA potwierdzają

W toku śledztwa przeprowadzono badania śladów DNA. Stwierdzono, że na spodniach mężczyzny, znalezionych w jego mieszkaniu są ślady, z których wyizolowano profil zgodny z profilem ofiary. Natomiast, na bluzce piżamy 22-latki ujawniono DNA o profilu męskim zgodnym z wyizolowanym ze śladów pobranych z odzieży podejrzanego.

– Uwzględniając materiał dowodowy prokuratura śródmiejska prowadząca śledztwo w tej sprawie wydała postanowienie o przedstawieniu Mirosławowi Ż. zarzutu dokonania ze szczególnym okrucieństwem zbrodni zabójstwa i zgwałcenia 22-latki – powiedział Kopania.

Informatyk z fałszywymi papierami

Z ustaleń wynikało, że mężczyzna uciekł z Polski, najprawdopodobniej zmieniając tożsamość i wygląd. Wydano za nim Europejski Nakaz Aresztowania. Podczas prowadzonych czynności policjanci uzyskali szereg informacji o miejscu rzekomego ukrywania się poszukiwanego. Początkowo tropy prowadziły do Niemiec, później do Grecji.

– Ostatecznie stwierdzono, że przebywa w Rosji, zamieszkując w jednej z małych miejscowości w regionie Iwanowo. Szeroko zakrojone działania podejmowane przy udziale policji i biura Interpolu doprowadziły do jego zatrzymania. Ukrywał się pod fałszywymi danymi osobowymi. Jak twierdzi, był informatykiem – dodał rzecznik Prokuratury.

Nie przyznaje się do winy

W lutym 2021 r. mężczyzna został przekazany do Polski. Prokurator przesłuchał go w charakterze podejrzanego. Sąd zastosował tymczasowe aresztowanie.

W śledztwie 56-latek nie przyznał się do zarzutów, wyjaśnił, że słabo pamięta noc z 17 na 18 czerwca 1995 r. W ocenie prokuratury zebrany materiał dowodowy, zwłaszcza zeznania przesłuchanych świadków, wyniki badań genetycznych, opinia biegłych psychiatrów i psychologów uzasadnia skierowanie aktu oskarżenia. Mężczyzna nie był wcześniej karany. W opinii biegłych w chwili popełnienia zarzucanej mu zbrodni był w pełni poczytalny.
Źródło info i foto: interia.pl

Sprawca masakry w Kazaniu przyznał się do winy

19-letni Ilnaz Galawijew, który we wtorek otworzył ogień w szkole w Kazaniu w Rosji, zabijając dziewięć osób, przyznał się do winy w sądzie. Ten w środę zdecydował o umieszczeniu go w areszcie. Według Komitetu Śledczego u 19-latka zdiagnozowano chorobę mózgowia. Galawijew we wtorek stanął przed sądem, który wybierał tzw. środek zapobiegawczy. Na wniosek śledczych sąd nakazał umieszczenie sprawcy w areszcie. Przedstawiono mu zarzut zabójstwa z artykułu kodeksu karnego, mówiącego o zabójstwie dwóch i więcej osób. Maksymalny wymiar kary to dożywocie.

W sądzie 19-latek odpowiedział przecząco na pytanie, czy ma jakieś ciężkie schorzenia. Tymczasem Komitet Śledczy Federacji Rosyjskiej podał w środę, że u zabójcy zdiagnozowano w zeszłym roku „chorobę mózgowia”, a jego bliscy zauważyli, że stał się agresywny. Komitet jest organem śledczym Federacji Rosyjskiej, który podlega prezydentowi Rosji; powstał w 2011 roku z przekształcenia Komitetu Śledczego przy Prokuraturze Generalnej Federacji Rosyjskiej, decyzją Dmitrija Miedwiediewa.

Galawijew zachowuje się w sposób niezrównoważony, co „stanowi przeszkodę w prowadzeniu z nim pełnowartościowych czynności śledczych” – głosi komunikat Komitetu Śledczego.

Według dziennika „Kommiersant” u Galawijewa zdiagnozowano w zeszłym roku atrofię mózgowia – nieuleczalną chorobę, polegającą na obumieraniu komórek i zaburzeniach połączeń pomiędzy nimi. Ustaleniem, czy choroba mogła sprowokować jego czyn, zajmą się eksperci. Śledczy zalecili ponad 30 ekspertyz, w tym psychologiczną i psychiatryczną.

Galawijew nie był notowany przez policję, nie miał też kartoteki u psychiatry, dzięki czemu legalnie kupił broń.

Rano we wtorek wszedł do gimnazjum w Kazaniu, które ukończył kilka lat temu, spowodował eksplozję i otworzył ogień z broni myśliwskiej. Zginęło dziewięć osób – siedmioro dzieci i dwie nauczycielki. Ponad 20 osób jest rannych. Część przewieziono do szpitali w Moskwie.

Dzień żałoby

Jeszcze w dniu tragedii 12 maja został ogłoszony dniem żałoby w Republice Tatarstanu. Od wtorku przed szkołą w Kazaniu składane są kwiaty. Hołd ofiarom oddawali także mieszkańcy wielu innych miast rosyjskich. Świece pojawiły się m.in. w centrum Moskwy, Sankt Petersburga, Władywodstoku, Jekaterynburga, Samary.
Źródło info i foto: TVP.info