Ksiądz nagrywał dziewczynki w sklepowej przebieralni. 33-letni duchowny przyznał się do zarzutów

Ks. Łukasz P. (33), były już wikary parafii w Wielączy na Lubelszczyźnie latem 2017 roku wpadł w ręce policji w Chorwacji, gdzie za pomocą kamerki przyczepionej do buta podglądał dziewczynki w sklepowej przymierzalni. Jak się później okazało, w Polsce miał pokaźną „filmotekę” tego typu obrzydliwych obrazów. Zgrzeszył więc nie po raz pierwszy. Sąd w Zamościu skazał go właśnie na 1,5 roku więzienia, ma także zapłacić zadośćuczynienie skrzywdzonym przez siebie osobom. Proces toczył się za zamkniętymi drzwiami. Podglądacz w sutannie przyznał się do wszystkiego.

Proces duchownego toczył się od lipca 2019 roku za zamkniętymi drzwiami. Łukasz P. przyznał się do wszystkiego i wyraził skruchę. Kręcenie pedofilskich filmików miało pomóc mu w walce ze stresem… Wpadł zaś w mało stresującym miejscu, bo w… chorwackim Splicie. Na dalmatyńskie wakacje 2017 ksiądz Łukasz wybrał się z kolegami. Jednak ani plaże, ani pałac Dioklecjana w Splicie, nie ekscytowały go tak bardzo, jak podglądanie nieletnich dziewczynek. Wpadł w jednym z centrów handlowych, kiedy to mierząca sukienkę w przymierzalni nastolatka zauważyła wsunięty z sąsiedniej kabiny but księdza z zamocowaną na nim kamerką. Powiedziała o tym rodzicom, a ci nie patyczkowali się z podglądaczem, zrozumienia dla osobliwych żądz mężczyzny, nie mieli także wezwani na miejsce policjanci. Zwłaszcza że duchowny okazał się starym wyjadaczem-podglądaczem. W jego laptopie i telefonie znaleźli kilkadziesiąt zboczonych nagrań.

– Biegli ustalili, że znaczna część nagrywanych osób to osoby małoletnie – informował wtedy prok. Bartosz Wójcik, rzecznik prasowy zamojskiej Prokuratury Okręgowej, która prowadziła śledztwo. – W mieszkaniu wikarego na plebanii znaleziono miniaturowe kamery i komputery i dyski, na których znajdowało się siedem filmów i ponad 250 zdjęć o charakterze pornograficznym z osobami niepełnoletnimi.

Jak wyliczyli śledczy, mężczyzna nagrał około 30 osób. W Zamościu działał na terenie galerii „Twierdza”, zaspokajanie swych chorych żądz uskuteczniał także podczas wyjazdów z młodzieżą z Ruchu Światło-Życie.
Źródło info i foto: se.pl

Sławoj Leszek Głódź stracił honorowe obywatelstwo Białegostoku

Arcybiskup senior Sławoj Leszek Głódź stracił honorowe obywatelstwo miasta Białystok, nadane mu w 1995 roku – zdecydowali o tym we wtorek radni, przyjmując większością głosów stosowną uchwałę. Jest ona konsekwencją decyzji dyscyplinarnych Stolicy Apostolskiej wobec duchownego.

To drugi hierarcha Kościoła katolickiego, który stracił honorowe obywatelstwo Białegostoku. W listopadzie podobna decyzja tamtejszych radnych zapadła wobec zmarłego kard. Henryka Gulbinowicza. W obu przypadkach radni powołali się na decyzje Stolicy Apostolskiej, związane z tuszowaniem przez hierarchów nadużyć seksualnych popełnionych przez niektórych duchownych wobec osób małoletnich.

Za uchwałą o odebraniu tytułu arcybiskupowi Głódziowi, której projekt przygotował klub radnych Koalicji Obywatelskiej, zagłosowało 21 radnych różnych opcji, 7 radnych PiS wstrzymało się od głosu.

Sławoj Leszek Głódź był czwartym w kolejności honorowym obywatelem Białegostoku, wyróżniony został w ten sposób w październiku 1995 roku jako ówczesny katolicki biskup polowy WP. Tytuły przed nim otrzymali jedynie Józef Piłsudski, Lech Wałęsa i – pochodzący z Białegostoku – ostatni prezydent RP na uchodźstwie Ryszard Kaczorowski.

Niedawno uchwałę o odebraniu arcybiskupowi Głódziowi honorowego obywatelstwa miasta podjęła również Rada Warszawy.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Proboszcz Leszek S. skazany na 15 lat za pedofilię. Parafianie: Był dobrym gospodarzem, dużo budował

Sąd Okręgowy w Świdnicy w marcu 2021 roku skazał Leszka S. na 15 lat więzienia za czyny pedofilskie i przywłaszczenie 335 tys. zł. – Wstyd, że takie rzeczy im robił. Ale był dobrym gospodarzem, dużo budował – powiedzieli w rozmowie z „Gazetą Wyborczą” parafianie.

W grudniu 2019 roku proboszcz parafii pw. Zesłania Ducha Świętego został aresztowany. Mężczyznę oskarżono o przywłaszczenie 335 tys. zł oraz czyny pedofilskie wobec małoletnich dziewczynek.

Leszek S. został skazany za cztery czyny o charakterze pedofilskim, których dopuścił się wobec trzech dziewczynek w latach 2002- 2012 oraz przywłaszczenie 335 tys. zł. Duchowny wypłacił pieniądze, które parafia otrzymała tytułem odszkodowania za szkody górnicze. Wyrok w sprawie nie jest prawomocny. Mężczyzna do Gorców przeprowadził się w 2009 roku i był tam proboszczem przez dziesięć lat do czasu odwołania go przez świdnicką kurię. O tym, że ksiądz dopuszczał się czynów pedofilskich, poinformowały w 2019 roku kurię dwie kobiety wykorzystywane przez Leszka S..

W rozmowie z „Gazetą Wyborczą” mieszkańcy Gorców zapewniali, że ksiądz zrobił wiele dobrego dla parafii i nie wierzą w to, aby dopuścił się kradzieży 335 tys. złotych – On ten nasz kościół remontował, więc to nie jest tak, że te pieniądze sobie wziął – podkreślają. Jednak zgodnie potępiają dopuszczenia się przez księdza czynów pedofilskich – Ale z tymi dziećmi, że takie rzeczy robił, to wstyd – powiedzieli w rozmowie z dziennikarzami. – Wstyd, że takie rzeczy im robił. Ale był dobrym gospodarzem, dużo budował – dodawali.

Prymas Polski abp Wojciech Polak pod koniec marca na antenie Radia Puls zapewnił, że kościół będzie współpracować z państwową komisją ds. pedofilii. – Po zebraniu plenarnym księża biskupi potwierdzili wolę współpracy z komisją państwową. Trzeba pamiętać, że wiele procesów nie było prowadzonych na gruncie sądów biskupich, tylko w procesach karno-administracyjnych, więc sądy takiej dokumentacji pełnej nie mają – wyjaśnił Polak. Prymas podkreślił, że episkopat nie chce niczego ukrywać.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Dominikanin Paweł M. trafi do aresztu. Miał zgwałcić zakonnicę

Dominikanin Paweł M. trafi na trzy miesiące do aresztu – zdecydował Sąd Okręgowy w Katowicach. Duchowny usłyszał siedem zarzutów. Jeden z nich dotyczy gwałtu na zakonnicy. Na początku marca wrocławscy dominikanie opublikowali oświadczenie, w którym napisali, że w latach 1996-2000 w ramach duszpasterstwa we Wrocławiu działał intensywny mechanizm przypominający funkcjonowanie religijnej sekty. „Zwracamy się do was z ogromnym bólem i wstydem. Stajemy przed wami w prawdzie, która mimo upływu lat coraz wyraźniej odsłania swoje przerażające oblicze” – napisali, deklarując jednocześnie pełne wyjaśnienie sprawy.

Jeden z zakonników – Paweł M. – miał stosować przemoc fizyczną, psychiczną, a także seksualną wobec uczestników duszpasterstwa akademickiego.

W ubiegłym tygodniu prowincjał dominikanów poinformował, żewszczął kanoniczny proces karny w sprawie ojca Pawła M. Świecki system sprawiedliwości nie mógł zająć się sprawą z powodu przedawnienia. Okazało się jednak, że nie wszystkie domniemane przestępstwa dominikanina, uległy przedawnieniu. 2 marca, zawiadomienie do Prokuratury Regionalnej w Katowicach złożyła zakonnica, którą Paweł M. miał gwałcić w latach 2011 i 2018. Jej historię ujawnił portal czasopisma „Więź”.

Na początku marca wrocławscy dominikanie opublikowali oświadczenie, w którym napisali, że w latach 1996-2000 w ramach duszpasterstwa we Wrocławiu działał intensywny mechanizm przypominający funkcjonowanie religijnej sekty. „Zwracamy się do was z ogromnym bólem i wstydem. Stajemy przed wami w prawdzie, która mimo upływu lat coraz wyraźniej odsłania swoje przerażające oblicze” – napisali, deklarując jednocześnie pełne wyjaśnienie sprawy.

Jeden z zakonników – Paweł M. – miał stosować przemoc fizyczną, psychiczną, a także seksualną wobec uczestników duszpasterstwa akademickiego.

W ubiegłym tygodniu prowincjał dominikanów poinformował, żewszczął kanoniczny proces karny w sprawie ojca Pawła M. Świecki system sprawiedliwości nie mógł zająć się sprawą z powodu przedawnienia.

Okazało się jednak, że nie wszystkie domniemane przestępstwa dominikanina, uległy przedawnieniu. 2 marca, zawiadomienie do Prokuratury Regionalnej w Katowicach złożyła zakonnica, którą Paweł M. miał gwałcić w latach 2011 i 2018. Jej historię ujawnił portal czasopisma „Więź”.

Sytuacja Kościoła jak problem alkoholika. Terlikowski nie ma wątpliwości

Śledczy zajęli się sprawą. Kilka dni później o. Paweł M. został zatrzymany przez policję. Przedstawiono mu zarzuty. Sąd Rejonowy Katowice-Wschód w Katowicach nie zgodził się jednak na areszt zatrzymanego. Prokurator złożył zażalenie. W środę Sąd Okręgowy w Katowicach zgodził się na zastosowanie trzymiesięcznego aresztu wobec o. Pawła M.
Źródło info i foto: wp.pl

Watykan wydał decyzję ws. biskupa Edwarda Janiaka. Ma zakaz mieszkania na terenie diecezji kaliskiej

Nuncjatura Apostolska w Polsce opublikowała komunikat w sprawie biskupa Edwarda Janiaka. Duchowny ma zakaz mieszkania na terenie diecezji kaliskiej.

„Działając na podstawie przepisów Kodeksu Prawa Kanonicznego i motu proprio Papieża Franciszka Vos estis lux mundi, Stolica Apostolska – w następstwie formalnych zgłoszeń – przeprowadziła postępowanie dotyczące sygnalizowanych zaniedbań bp. Edwarda Janiaka w sprawach nadużyć seksualnych popełnionych przez niektórych duchownych wobec osób małoletnich, oraz innych kwestii związanych z zarządzaniem diecezją” – napisano w oświadczeniu.

Postępowanie wyjaśniające wobec bp. Edwarda Janiaka zostało wszczęte w połowie 2020 roku na prośbę Prymasa Polski Wojciecha Polaka. Powodem były zeznania ofiar ujawnione w filmie dokumentalnym braci Sekielskich „Zabawa w chowanego”. Z dowodów przedstawionych w materiale wynika, że biskup Janiak od 2016 roku wiedział, że podlegający mu ks. Arkadiusz Hajdasz dopuszczał się molestowania nieletnich, ale nic nie zrobił w tej sprawie.

W czerwcu 2020 roku papież Franciszek zawiesił biskupa kaliskiego w sprawowaniu obowiązków. W październiku tego samego roku Watykan przyjął rezygnację biskupa Janiaka. Tymczasowym administratorem apostolskim diecezji kaliskiej został arcybiskup Grzegorz Ryś.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Brutalnie pobity ksiądz zmarł w szpitalu

Ksiądz prałat Adam Myszkowski zmarł w środę w łódzkim szpitalu. Duchowny był hospitalizowany od początku marca. Został brutalnie pobity przez napastnika. Do ataku doszło, gdy zamykał bramę plebanii.

Proboszcz parafii w Wielkiej Woli – Paradyżu (woj. łódzkie) i dziekan dekanatu żarnowskiego zmarł w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym w Łodzi. Poinformowała o tym w środę diecezja radomska na swoim profilu w mediach społecznościowych. Na początku marca duchowny został ciężko pobity. W następstwie odniesionych ran był operowany. Przez dwa tygodnie pobytu na Oddziale Intensywnej Opieki Medycznej Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Łodzi nie odzyskał przytomności.

Zarzut usiłowania zabójstwa księdza postawiła prokuratura 47-latkowi. W rozmowie ze śledczymi, mieszkaniec gminy Paradyż, przyznał się do napaści. W chwili popełnienia przestępstwa był nietrzeźwy. Mężczyźnie grozi kara dożywotniego więzienia.

Do napaści na kustosza Sanktuarium w Paradyżu doszło na początku marca. Policjanci zostali wówczas powiadomieni o poważnych obrażeniach ciała, w tym głowy, jakich doznał 69-letni ksiądz, wieloletni proboszcz paradyskiej parafii. Duchowny został zaatakowany, kiedy zamykał bramę na plebanię

43 lata posługi

Ks. prał. Adam Myszkowski urodził się 18 grudnia 1952 roku w Radoszycach. Pochodzi z parafii św. Apostołów Piotra i Pawła w Radoszycach. Wstąpił do Wyższego Seminarium Duchownego w Sandomierzu w 1971 roku. W czasie formacji seminaryjnej odbył dwa lata obowiązkowej służby wojskowej w kompanii kleryckiej w Szczecinie-Podjuchach. Święcenia kapłańskie otrzymał 3 czerwca 1978 roku z rąk Sł. Bożego bp. Piotra Gołębiowskiego.

Jako wikariusz był duszpasterzem w Brzeźnicy (1978-1980), Jastrzębiu koło Wierzbicy (1980-1988) i w parafii pw. Matki Bożej Nieustającej Pomocy w Starachowicach (1988-1992). W 1992 roku został proboszczem parafii w Wielkiej Woli – Paradyżu, zastępując ks. prał. Izydora Papiera oraz kustoszem Sanktuarium Chrystusa Cierniem Koronowanego oraz Krwi Zbawiciela. Od roku 2000 był dziekanem dekanatu żarnowskiego. W grudniu 2002 r. został kanonikiem honorowym Kapituły Świętego Bartłomieja w Opocznie, a w 2008 r. otrzymał godność kapelana honorowego Jego Świątobliwości (tytuł prałata).
Źródło info i foto: tvn24.pl

Kolejny przypadek pedofilii w polskim Kościele. Znany radomski ksiądz latami wykorzystywał seksualnie dzieci

Znany radomski duchowny, harcerz i karateka latami wykorzystywał seksualnie dzieci – ustaliła czwartkowa „Rzeczpospolita”.

Jak pisze w czwartkowym wydaniu „Rzeczpospolita”, „ksiądz Stanisław S. jest w Radomiu, Pionkach, Suchedniowie osobą znaną”. „Działacz podziemia antykomunistycznego, organizator mszy za ojczyznę, harcerz, sportowiec – jeden z bardziej znanych w Polsce popularyzatorów karate” – wylicza gazeta. Zaznacza też, że o stawianych mu zarzutach wykorzystywania seksualnego dzieci „Rzeczpospolita” pisała w czerwcu ub. roku.

„Teraz – po trwającym blisko półtora roku śledztwie – prokuratura orzekła, że w latach 1985–1998 duchowny +wielokrotnie+ doprowadził +do obcowania płciowego+ oraz +poddania się innym czynnościom seksualnym+ siedem osób znanych prokuraturze +oraz innych nieustalonych+” – pisze „Rz”.

Najmłodsza ofiara księdza miała dziewięć lat

Gazeta podkreśla, że najmłodsza ofiara księdza miała 9 lat, najstarsza 12. „Do wykorzystywania dochodziło w mieszkaniu duchownego, a także podczas obozów harcerskich i sportowych, które organizował” – dodaje dziennik.

Nie ma wątpliwości co do tego, że czyny te zaistniały. Zeznania pokrzywdzonych uznano za w pełni wiarygodne – mówi „Rzeczpospolitej” prok. Beata Galas, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Radomiu. Wszystkie te czyny uległy jednak przedawnieniu i śledztwo zostało umorzone – dodaje.

Z postanowienia o umorzeniu śledztwa, do którego dotarła „Rzeczpospolita”, wynika, że stało się to 12 stycznia, a decyzja uprawomocniła się 15 lutego.

Zarzuty
Gazeta informuje, że ksiądz może jednak zostać ukarany z innego paragrafu. Jak ustaliła „Rzeczpospolita”, 18 lutego prokuratura okręgowa skierowała do sądu w Zwoleniu akt oskarżenia przeciwko ks. S. „Duchownemu zostały postawione dwa zarzuty: złożenia fałszywego zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa oraz składania fałszywych zeznań” – pisze gazeta.

Dziennik donosi, że wciąż istnieje również możliwość pociągnięcia go do odpowiedzialności za przestępstwa, które się przedawniły. „Radomska prokuratura musi przekazać dokumenty w sprawie do prokuratury regionalnej, a ta Państwowej Komisji ds. Pedofilii” – wyjaśnia dziennik.

Po zapoznaniu się z materiałami komisja może podjąć uchwałę o rozpoczęciu swojego postępowania wyjaśniającego – tłumaczy „Rz” prof. Błażej Kmieciak, szef komisji. Po analizie akt sprawy, wysłuchaniu pokrzywdzonych, świadków oraz osoby wskazanej jako sprawca może wydać decyzję o wpisaniu jego personaliów do Rejestru Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym – precyzuje.

„Rz” dodaje, że swoje postępowanie prowadzi także Kościół.

Z księdzem Stanisławem S. „Rz” nie udało się skontaktować.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

W programie „Czarno na białym” szczegółowo przedstawiono sprawę oskarżonego o pedofilię ks. Andrzeja Dymera. Kościół wiedział od 1996 roku

W programie „Czarno na białym” w TVN 24 szczegółowo przedstawiono historię oskarżanego o wykorzystywanie seksualne ks. Andrzeja Dymera. – Życie wygląda tak, jakby Dymer był przyklejony do mnie. Z przodu, z boku, z tyłu. Ciagle jest. Zrobił ze mnie wrak – mówi w reportażu jedna z ofiar duchownego.

Reporter „Czarno na białym” rozmawiał z ofiarami ks. Andrzeja Dymera, duchownego ze Szczecina, który w ubiegłym tygodniu stracił stanowisko szefa Instytutu Medycznego im. Jana Pawła II. W reportażu o swoich kontaktach z ks. Dymerem opowiedział m.in. o. Tarsycjusz Krasucki, który w wieku 16 lat trafił do ogniska św. Brata Alberta. – Ks. Dymer kazał mi się rozebrać od pasa w dół, by stwierdzić stan higieny, czy nie mam chorób. Obejrzał. Po tym dopiero pomyślałem, że nie jest lekarzem – opowiada w materiale o. Krasucki. Zakonnik wspomina, jak pewnego dnia poszedł na wagary, o czym dowiedzieli się opiekunowie ogniska i donieśli ks. Dymerowi. Ten wezwał chłopaka do swojego pokoju.

Sprawa ks. Andrzeja Dymera. Kościół wiedział od 1996 roku
Zaczął się zachowywać w sposób mocno podniecony, sięgając do mojego rozporka, chwytając za genitalia, moją rękę skierował na swoje. Byłem sparaliżowany, nie wiedziałem, jak zareagować. Kiedy dokonało się, kiedy on tam doszedł i przeżył orgazm, kazał szybko ubrać się i wyjść z pokoju
– opowiada w „Czarno na białym” o. Krasucki.

Wychowanek opowiedział swoim kolegom, że padł ofiarą duchownego. Później o sprawie dowiedzieli się inni wychowawcy, ale rada pedagogiczna nie uwierzyła w relację chłopaka. Nakazano mu przeprosić ojca ks. Dymera. – Kazano mi odwołać to wszystko, ale tego nie uczyniłem, nie mogłem powiedzieć, że kłamałem i wymyślałem, bo te zdarzenia miały miejsce. Tego dnia postanowiono mnie wyrzucić, wychowawcy to wzięli dosłownie i faktycznie wzięli za nogi, za ręce i wyrzucili za drzwi. Byłem bez butów, bo leżałem na łóżku. Buty i plecak wyrzucono za mną – wspomina o. Krasucki.

Początkowo wychowawcy uważali, że Krasucki kłamał. W końcu grupa pięciu wychowawców uznała, że pogłoski na temat Dymera są prawdziwe. Duchowni interweniowali w kurii i ks. Dymer przestał prowadzić ognisko dla młodzieży. Później w sprawie Dymera interweniowali zakonnicy ze Szczecina.

– Przyjął nas ojciec arcybiskup (Marian Przykucki – red.) trochę nieładnie, tak, żebyśmy długo nie siedzieli. Nie sądzę, żebyśmy byli dłużej niż 15 minut. Była kompletna obojętność – wspomina w reportażu dominikanin o. Józef Puciłowski.

Po tym spotkaniu abp Przykucki sporządził notatkę: „Otrzymałem informację, że ks. Dymer deprawuje młodzież z Ogniska św. Brata Alberta. Niedobre wieści tego typu dochodzą też z Liceum Katolickiego (…) Sprawa wymaga natychmiastowego zbadania”. Notatka powstała w 1996 roku i jest pierwszym dowodem na to, że Kościół wiedział o molestowaniu uczniów przez ks. Dymera. Choć napisano mowa w niej o „natychmiastowym zbadaniu”, proces kanoniczny ws. duchownego ruszył dopiero w 2004 roku i trwa nadal.

Ofiara: Życie wygląda tak, jakby Dymer był przyklejony do mnie

Mimo notatki abp. Przykuckiego, Dymer piastował kolejne stanowiska i pracował z dziećmi. Z reportażu „Czarno na białym” wynika, że duchowny cieszył się szacunkiem hierarchów m.in. z powodu swoich talentów biznesowych – specjalizował się m.in. w przejmowaniu nieruchomości i gruntów. – Kura, która znosi złote jaja, człowiek, dla którego nie ma rzeczy niemożliwych. Jest w stanie od państwa czy miasta pozyskać majątek, ziemie, nieruchomości – tak o ks. Dymerze mówi o. Marcin Mogielski, dominikanin, który w 2003 roku rozpoczął własne śledztwo dotyczące wykorzystywania seksualnego przez ks. Dymera.

W materiale TVN24 relacji ofiar szczecińskiego duchownego jest więcej. Jedna z nich opisuje, jak była zmuszana przez niego do seksu oralnego. – Życie wygląda tak, jakby Dymer był przyklejony do mnie. Z przodu, z boku, z tyłu. Ciągle jest. Zrobił ze mnie wrak – słyszymy w reportażu.

W 2008 roku sprawę ks. Dymera opisała „Gazeta Wyborcza”. Po tej publikacji prokuratura wszczęła śledztwo, ale wkrótce je umorzono. W tym roku sąd kościelny uznał ks. Dymera za winnego. Jak relacjonowała „Więź” duchowny się odwołał od wyroku i ostateczny werdykt wciąż nie jest znany.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Ksiądz pedofil ma na sumieniu kolejną ofiarą. Do przestępstwa miało dojść w 1992 roku

Były ksiądz z Chodzieży Krzysztof G. ma na sumieniu kolejną ofiarę. Jak podaje „Głos Wielkopolski”, zdaniem prokuratury duchowny molestował już w swojej pierwszej parafii, do której trafił w 1992 roku. Ofiarą księdza był wówczas ministrant Leszek, który w ubiegłym roku wysłał zawiadomienie w tej sprawie do prokuratury w Chodzieży, ale krótko po tym doznał ataku serca i zmarł.

Mimo śmierci zawiadamiającego śledczy zaczęli wyjaśniać sprawę. Przesłuchali bliskich mężczyzny (dzisiaj miałby 41 lat), w tym jego matkę. Okazało się, że ówczesny ministrant skarżył się rodzinie, co robi mu ksiądz, ale bliscy nic z tym nie zrobili.

„Doszło do czynów lubieżnych na jego szkodę, nie miał wtedy jeszcze ukończonych 15 lat. Chodzi o tzw. inne czynności seksualne: pocałunki i dotykanie w miejsca intymne. Ponadto padł ofiarą fizycznego i moralnego znęcania się ze strony księdza” – mówi prok. Łukasz Wawrzyniak, rzecznik poznańskiej Prokuratury Okręgowej.

Krzysztof G. nie odpowie jednak za swoje czyny, ponieważ sprawa z pierwszej połowy lat 90. uległa przedawnieniu.

Gazeta przypomina, że Krzysztof G. pracował w kilku wielkopolskich parafiach.

Przed trzema laty głośna była historia Szymona, ministranta z Chodzieży, który opowiadał, że przez kilkanaście lat był gwałcony, rozpijany i wykorzystywany przez księdza. „Poznańska kuria, w tajemnicy przed opinią publiczną, usunęła później duchownego z kapłaństwa. Sprawę księdza Krzysztofa G. zaczęła także wyjaśniać Prokuratura Rejonowa w Chodzieży. Skończyło się postawieniem mu zarzutów kilkudziesięciu gwałtów na Szymonie oraz wykorzystania stosunku zależności między nimi” – pisze „Głos Wielkopolski”.

Proces powinien rozpocząć się w najbliższych miesiącach. Były ksiądz nie przyznaje się do winy.
Źródło info i foto: interia.pl

63-letni ksiądz Kazimierz G. skazany za molestowanie dzieci

Na 10 lat więzienia skazany został 63-letni ksiądz Kazimierz G. Duchowny był oskarżony o wykorzystanie seksualne kilkunastu dzieci w wieku od 9 do 13 lat, należących do grup liturgicznych działających w parafii w Godowie k. Wodzisławia Śląskiego. Informację o nieprawomocnym wyroku przekazał Jacek Wesołowski z Sądu Okręgowego w Rybniku. Z uwagi na charakter sprawy, proces toczył się za zamkniętymi drzwiami.

W latach 2000-2006 ksiądz Kazimierz G. pełnił posługę kapłańską w parafii św. Józefa Robotnika w Godowie. Według oskarżenia, wielokrotnie wykorzystywał seksualnie dzieci z różnych służb liturgicznych funkcjonujących przy parafii.

Wśród pokrzywdzonych przez duchownego są byli ministranci, członkowie chórku dziecięcego i służby liturgicznej dziewcząt. Ksiądz – jak ustaliła prokuratura – który dysponował dużą kolekcją bajek, filmów i gier komputerowych, oraz miał dostęp do internetu. Zapraszał do siebie dzieci pod pretekstem umożliwienia im zagrania na komputerze, obejrzenia bajki lub filmu czy skorzystania z internetu.

Według ustaleń śledztwa, pokrzywdzonych przez duchownego zostało 15 dzieci poniżej 15. roku życia. Kazimierz G. został zatrzymany i aresztowany na początku lipca 2019 r. Akt oskarżenia przesłała do sądu we wrześniu 2019 r. gliwicka prokuratura.

Postępowanie zostało zainicjowane opublikowaniem przez jednego z pokrzywdzonych na profilu społecznościowym wpisu, z którego wynikało, że był on w przeszłości wykorzystywany seksualnie przez księdza Kazimierza G. Do autora wpisu zaczęły się wtedy zgłaszać inne osoby, które również ujawniły, że w przeszłości ksiądz Kazimierz G. dopuszczał się wobec nich nadużyć seksualnych.
Źródło info i foto: RMF24.pl