Policjanci CBŚP rozbili gang, który kradł i legalizował auta

Działania CBŚP i Prokuratury Okręgowej w Słupsku doprowadziły do rozbicia zorganizowanej grupy przestępczej składającej się z trzech odłamów. Samochody kradziono w Szwecji, Niemczech i w Polsce, następnie legalizowano je i sprzedawano. Do sprawy zatrzymano 20 osób, odzyskano 6 aut i zabezpieczono części i podzespoły samochodowe, o łącznej wartości ok. miliona zł. Zatrzymani są podejrzani m.in. o kradzieże z włamaniami, paserstwa, oszustwa czy poświadczanie nieprawdy w dokumentacji. Ostatnie działania CBŚP prowadzone były w Bytowie.

Policjanci z Zarządu w Gdańsku Centralnego Biura Śledczego Policji, pod nadzorem Prokuratury Okręgowej w Słupsku, prowadzą postępowanie dotyczące zorganizowanej grupy przestępczej, której członkowie są podejrzani o kradzieże samochodów z terenu Szwecji, Niemiec i Polski. Do przestępstw dochodziło w latach 2017-2020. Z ustaleń śledztwa wynika, że członkowie gangu wywodzili się głównie z Pomorza i były to trzy grupy współpracujące ze sobą. Śledczy ustalili, że członkowie grup mieli określone zadania, były osoby odpowiedzialne za znalezienie konkretnego modelu auta, jego kradzież, zorganizowanie przeróbek blacharskich czy mechanicznych. W kolejnym etapie do działań włączali się paserzy i tzw. słupy, na których rejestrowane były skradzione pojazdy. Po zalegalizowaniu samochody były sprzedawane w kraju, niczego nie podejrzewającym klientom.

– Wiele miesięcy zajęło policjantom sprawdzanie w kolejnych urzędach dokumentów dotyczących wytypowanych pojazdów – informuje CBŚP. – Funkcjonariusze dokładnie analizowali wszystkie informacje, sprawdzali poszczególne numery, marki, a nawet kolory zarejestrowanych samochodów. Weryfikowano także osoby występujące przy rejestracji pojazdów.

Uderzenie CBŚP w Bytowie

Policyjne działania były prowadzone na terenie województwa pomorskiego, podlaskiego i mazowieckiego od 2021 roku. Ostatnie uderzenie nastąpiło w lutym w powiecie bytowskim, kiedy to zatrzymano 2 osoby. Łącznie w sprawie występuje 20 podejrzanych, którym zarzucane są przestępstwa m.in. kradzieży z włamaniem, paserstwa, oszustwa czy poświadczanie nieprawdy w dokumentacji. 13 osób usłyszało w Prokuraturze Okręgowej w Słupsku zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, w tym 3 osobom zarzuca się kierowanie gangami.

Sprawa jest rozwojowa i funkcjonariusze nie wykluczają kolejnych zatrzymań.
Źródło info i foto: gp24.pl

Służba Bezpieczeństwa Ukrainy zatrzymała rosyjską agentkę zbierającą dane wywiadowcze do przeprowadzania ataków bombowych

Służba Bezpieczeństwa Ukrainy zatrzymała działającą na zlecenie Rosji agentkę, która zbierała dane wywiadowcze potrzebne do planowania zamachów bombowych przeciwko stacjonującym na wschodzie kraju ukraińskim funkcjonariuszom – podano we wtorek w komunikacie SBU. Według SBU agentkę w kwietniu 2021 roku zwerbował obywatel Rosji. Do jej zadań należało zbieranie informacji o budynkach administracyjnych, pojazdach, a także danych osobowych funkcjonariuszy SBU znajdujących się w obwodzie ługańskim.

SBU twierdzi, że zatrzymana osoba pracowała dla tzw. Ministerstwa Państwowego Bezpieczeństwa Ługańskiej Republiki Ludowej, kontrolowanego przez rosyjskie służby specjalne. Zatrzymaną podejrzewa się o dopuszczenie się zdrady stanu. Sąd zdecydował o jej tymczasowym areszcie.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Kongsberg w Norwegii: Napastnik strzelał z łuku. „Kilka osób nie żyje”

Co najmniej cztery osoby zginęły w ataku w norweskim mieście Kongsberg. Jak podaje policja, napastnik strzelał m.in. z łuku. Mężczyzna został zatrzymany, motywacja jego działania nie jest na razie znana.

Wszystko działo się późnym popołudniem, po zapadnięciu zmroku. Napastnik strzelał do ludzi z łuku w pobliżu jednego z supermarketów. Jak poinformował Reuters, powołując się na informacje z policji, sprawca miał działać sam. – Kilka osób zostało rannych, a kilka nie żyje – przekazali początkowo funkcjonariusze. Później pojawiły się informacje o co najmniej pięciu ofiarach śmiertelnych. Dwie kolejne odniosły rany, w tym policjant, który był w supermarkecie po służbie.

W akcji służb wzięło udział kilka zespołów policji, policyjne służby specjalne, ratownicy medyczni i pogotowie lotnicze. Rannych w ataku przyjął szpital w Drammen. W gotowości jest także szpital uniwersytecki w Oslo. Według policji jest jeszcze za mało informacji, by można było stwierdzić, że atak miał podłoże terrorystyczne.

„Nie wykluczamy, że był to zamach terrorystyczny”

– Mężczyzna został przez nas zatrzymany – mówił dziennikarzom szef miejscowej policji, Oeyvind Aas. – Działał sam, dlatego nie szukamy innych sprawców. Jest naturalne, że nie wykluczamy, że był to zamach terrorystyczny – dodał Oeyvind Aas. Mówił także, że doszło do „konfrontacji” policjantów z napastnikiem, ale nie podał szczegółów.

Zatrzymany mężczyzna został przewieziony na komisariat policji, ale nie został jeszcze przesłuchany. Motywy jego działania nie są zatem znane. Policjantom w całym kraju polecono noszenie broni z ostrą amunicją. Zazwyczaj funkcjonariusze w Norwegii nie są uzbrojeni. Władze podkreślają jednak, że nie ma sygnałów o możliwych kolejnych atakach w kraju.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Wiemy, dlaczego nie wszczęto śledztwa ws. wyborów kopertowych

Jak ustaliła Wirtualna Polska, Prokuratura Okręgowa w Warszawie, odmawiając wszczęcia śledztwa ws. wyborów kopertowych, powołała się na… decyzję premiera Mateusza Morawieckiego w tej sprawie. Tym samym śledczy nie doszukali się winy w działaniach wicepremiera Jacka Sasina i szefa MSWiA Mariusza Kamińskiego. Co ciekawe, postępowanie ws. odpowiedzialności szefa rządu nadal jest kontynuowane.

Chodzi o zawiadomienia do prokuratury o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez Pocztę Polską i PWPW złożone przez prezesa Najwyższej Izby Kontroli Mariana Banasia. Według szefa NIK nie było podstaw prawnych do tego, by szef rządu wydawał Poczcie Polskiej i PWPW jakiekolwiek polecenia związane z realizacją wyborów kopertowych w 2020 roku.

Banaś złożył zawiadomienie w tej sprawie pod koniec maja br. Od tamtej pory prokuratura prowadziła postępowanie sprawdzające. Do września.

O tym, że nie będzie śledztwa w tej sprawie, poinformował z sejmowej mównicy Marian Banaś. Zapowiedział też, że NIK złoży w tej sprawie zażalenie. Szczegółów nie ujawnił.

Wirtualna Polska zapytała Prokuraturę Okręgową w Warszawie o uzasadnienie odmownej decyzji. W odpowiedzi na nasze pytania śledczy podkreślają, że kluczowa była w tej sprawie decyzja premiera Mateusza Morawieckiego. A nie odpowiedzialność wicepremiera, ministra aktywów państwowych Jacka Sasina (nadzorującego Pocztę Polską) i ministra spraw wewnętrznych i administracji Mariusza Kamińskiego (nadzorującego Państwową Wytwórnię Papierów Wartościowych).

– Postanowieniami wydanymi w dniu 2 września 2021 r. prokuratura odmówiła wszczęcia śledztwa w dwóch sprawach zainicjowanych zawiadomieniami Najwyższej Izby Kontroli o podejrzeniu popełnienia przestępstwa na szkodę odpowiednio Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych oraz Poczty Polskiej. Decyzje te wydano wobec niestwierdzenia znamion przestępstwa w zachowaniach, o których zawiadomiła NIK – informuje WP Marek Skrzetuski, prokurator zastępujący rzecznika prasowego Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

I jak dodaje, nie było podstaw do tego, by uznać, że członkowie zarządu PWPW i Poczty Polskiej działali w zamiarze wyrządzenia szkody spółkom.

– Wedle ustaleń, podejmowali oni swoje działania w oparciu o decyzję Prezesa Rady Ministrów, a następnie zainicjowali czynności mające na celu uzyskanie – zgodnie z obowiązującymi przepisami – rekompensat z Krajowego Biura Wyborczego. W wyniku podjętych czynności obie spółki je otrzymały – mówi nam prokurator Marek Skrzetuski. Decyzja prokuratury jest nieprawomocna.

Drugie zawiadomienie? Prokuratura sprawdza

A co z drugim zawiadomieniem, które również w maju składał prezes Izby, a dotyczącym również wyborów kopertowych i możliwości popełnienia przestępstwa przez premiera Mateusza Morawieckiego i szefa jego kancelarii Michała Dworczyka? Według NIK premier nie miał podstaw prawnych, by nakazać Poczcie Polskiej i PWPW organizację wyborów prezydenckich 10 maja ubiegłego roku.

– W sprawie tej w dalszym ciągu trwają czynności sprawdzające, nie wydano dotychczas decyzji odnośnie wszczęcia lub odmowy wszczęcia postępowania – informuje nas Marek Skrzetuski, prokurator zastępujący Rzecznika Prasowego Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

Przypomnijmy, że zdaniem kontrolerów NIK decyzje w sprawie wyborów „były wydawane bardzo szybko, bez jakiejkolwiek analizy”. W związku z kosztami organizacji wyborów Poczta Polska i PWPW przesłały do Ministerstwa Finansów faktury na łączną kwotę 76 527 400 zł. Według stanu na 31 grudnia 2020 r., Krajowe Biuro Wyborcze wypłaciło obu spółkom łącznie 56 450 406, 16 zł.

– Od 16 kwietnia do 9 maja jedynym uprawnionym organem do organizacji wyborów była Państwowa Komisja Wyborcza. Organizowanie wyborów na podstawie decyzji administracyjnej było pozbawione podstaw prawnych. Nawet sytuacje nadzwyczajne, jak stan epidemii, nie mogą stanowić powodu do łamania konstytucyjnej zasady praworządności – informował prezes NIK Marian Banaś.

Kancelaria Premiera odpierała zarzuty i zapewniała, że działania premiera i szefa KPRM w związku z wyborami korespondencyjnymi były w pełni legalne.

„Wszystkie decyzje o rozpoczęciu technicznych przygotowań do głosowania korespondencyjnego w wyborach prezydenckich były zgodne z prawem – świadczy o tym wiele ekspertyz prawnych, którymi dysponuje KPRM. Premier i szef KPRM stali na straży Konstytucji RP. Wszelkie działania premiera i szefa jego kancelarii miały na celu przeprowadzenie wyborów w konstytucyjnym terminie – argumentowało Centrum Informacyjne Rządu.

Konstytucjonalista: ktoś powinien ponieść odpowiedzialność

Wybory prezydenckie w 2020 r. pierwotnie zaplanowano na 10 maja. Szybko stało się jasne, że nie da się ich przeprowadzić w warunkach pandemii. Zamiast po prostu je przełożyć, PiS dążył do zorganizowania głosowania korespondencyjnego. Mimo braku odpowiednich przepisów minister Sasin zlecił druk kart wyborczych państwowej firmie. Potem okazało się, że drukuje je prywatna drukarnia. Za dystrybucję kart odpowiadała Poczta Polska, na podstawie naprędce przeforsowanych przepisów. Cała operacja zakończyła się gigantycznym fiaskiem, bo wybory zostały przełożone.

– Ktoś musi za to odpowiedzieć, bo ktoś takie polecenie wydał i to będzie przestępstwo z artykułu 231 Kodeksu karnego, czyli niedopełnienie obowiązków lub przekroczenie uprawnień. Prokuratura musi stwierdzić najpierw, czy doszło do popełnienia przestępstwa. Zapewne doszło. Następnie powinna komuś powinna postawić zarzuty – mówił w rozmowie z money.pl prof. Marek Chmaj, prawnik i konstytucjonalista, wiceprzewodniczący Trybunału Stanu.

Komu w takim razie powinno się postawić zarzuty?

– To już zależy od prokuratury. Sprawcą jest ten, kto realnie wydaje dyspozycje, ale odpowiedzialność pomocnika jest taka sama jak sprawcy. A zatem: ktoś druk nakazał, ktoś wskazał pozabudżetowe źródło finansowania, ktoś to realizował. Budżet przecież nie przewidywał drukowania kart bez żadnej podstawy prawnej, a mówimy o bardzo dużych pieniądzach, to są środki publiczne pochodzące z naszych podatków – mówił portalowi money.pl prof. Chmaj.
Źródło info i foto: wp.pl

Wciąż trwają poszukiwania Jacka Jaworka. Dlaczego pozostaje nieuchwytny?

Poszukiwania Jacka Jaworka trwają. Policja bierze pod uwagę różne scenariusze, również taki, że mężczyzna nie żyje. – Musimy brać tę hipotezę pod uwagę. Miał broń, popełnił to, co popełnił – mówi Radiu Zet asp. szt. Adam Jachimczak ze śląskiej policji.

– Śląska policja nadal intensywnie poszukuje podejrzanego o zabójstwo trzech osób Jacka Jaworka, zakończyła jednak działania w terenie – przekazała w poniedziałek rzeczniczka śląskiej policji podinspektor Aleksandra Nowara.

Funkcjonariusze badają różne wątki w sprawie Jaworka. Jedną z nich jest to, że podejrzany o zabicie trojga krewnych mężczyzna popełnił samobójstwo. – Musimy brać tę hipotezę pod uwagę. Miał broń, popełnił to, co popełnił. Z naszego doświadczenia wiemy, że różnie takie osoby myślą w takich sytuacjach – mówi w Radiu Zet asp. szt. Adam Jachimczak z biura prasowego śląskiej policji. Brana jest również pod uwagę hipoteza, że mężczyzna uciekł za granicę, np. do Niemiec, gdzie pracował. – Śledzimy internet i weryfikujemy zgłoszenia od osób, które do nas dzwonią. Sprawdzamy także trop, który prowadzi za granicę – mówi asp. szt. Jachimczak.

Po zbrodni w Borowcach pobliskie tereny przeczesywało ponad 200 policjantów. Wykorzystywano psy tropiące, drony czy kamery termowizyjne. Podinspektor Nowara informowała, że choć te działania już zakończono, policjanci nadal są na miejscu. Patrole w okolicy mają zapewnić poczucie bezpieczeństwa mieszkańców.

Od soboty 10 lipca trwają poszukiwania Jacka Jaworka. Mężczyzna podejrzewany jest o to, że w leżących kilkadziesiąt kilometrów od Częstochowy Borowcach zamordował swojego brata, szwagierkę oraz ich 17-letniego syna. Z domu, w którym doszło do tragedii, udało się uciec tylko 13-latkowi, który schował się przed mężczyzną, a potem uciekł przez okno. Wyznaczono 20 tys. zł nagrody za informacje, które pomogą w zatrzymaniu Jaworka.

W ubiegłym tygodniu na stronie internetowej Interpolu – działającej w 194 krajach międzynarodowej organizacji policji – w związku z poszukiwaniami Jacka Jaworka opublikowano czerwoną notę. Jak informuje Interpol, czerwone noty są wystawiane „w przypadku uciekinierów poszukiwanych w celu wniesienia oskarżenia lub odbycia kary”.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Rosja wydala 20 czeskich dyplomatów. Protest przed ambasadą w Pradze

Rosja odpowiada na działania władz w Pradze. 20 czeskich dyplomatów zostało uznanych za osoby niepożądane. Muszą opuścić rosyjskie terytorium w ciągu doby. Decyzję w sprawie czeskich dyplomatów ogłosiło rosyjskie ministerstwo spraw zagranicznych. To, zapowiadana już zresztą wcześniej, reakcja na sobotnie działanie Czechów. MSZ Czech 17 kwietnia podało, że wydala z kraju 18 pracowników ambasady Rosji.

Wydaleni Rosjanie zostali uznani za oficerów służb specjalnych. Według czeskich służb, dyplomaci mieli być zaangażowani w eksplozję w składzie amunicji, do której doszło w 2014 roku. W jej wyniku zginęły dwie osoby.

– Czechy wydalą 18 pracowników ambasady rosyjskiej. Istnieje uzasadnione podejrzenie zaangażowania funkcjonariuszy rosyjskiego wywiadu GRU w eksplozje składów amunicji we Vrbeticach. Doceniam pracę naszych sił bezpieczeństwa, policji, a zwłaszcza NCOZ w ujawnianiu tego bezprecedensowego skandalu – napisał w sobotę premier Andrej Babisz na Twitterze (NCOZ to Narodowe Centrum przeciwko Przestępczości Zorganizowanej).

Moskwa oskarżyła Pragę o podejmowanie „wrogich kroków” inspirowanych przez Stany Zjednoczone. Polski MSZ poinformował, że popiera decyzję Czechów. O podobnym wsparciu zapewnili też Brytyjczycy. W niedzielę wieczorem polskiego czasu także Stany Zjednoczone poinformowały, że są po stronie Czech w ich „zdecydowanej odpowiedzi przeciwko rosyjskim działaniom wywrotowym”.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Będzie śledztwo ws. zablokowania kanału Sueskiego

Rozpoczyna się oficjalne śledztwo dotyczące zablokowania Kanału Sueskiego przez kontenerowiec Ever Given – informuje agencja Reutera. Zbadane zostaną m.in. działania kapitana statku oraz sama zdolność jednostki do żeglugi.

– W środę rozpoczynają się formalne działania mające na celu wyjaśnienie, jak doszło do tego, że Ever Given osiadł na mieliźnie – poinformował Osama Rabie, szef Zarządu Kanału Sueskiego (SCA). Kontenerowiec doprowadził do zatamowania ruchu na jednym z najważniejszych szlaków wodnych świata.

Blokada Kanału Sueskiego trwała niemal tydzień. Mierząca 400 metrów jednostka utknęła po przekątnej w południowej części kanału, odcinając resztę najkrótszej trasy wodnej pomiędzy Europą i Azją.

Wydarzenie wywołało chaos w światowym transporcie morskim – ten jednak wraca już powoli do normy. Jak poinformowała egipska agencja żeglugowa Leth, przez Kanał Sueski przeprawiły się już 163 statki. W kolejce czeka ich jeszcze 292, jednak – jak ma nadzieję zarząd kanału – morski korek uda się usunąć do końca tygodnia. W tym celu zaplanowano przyspieszone konwoje żeglugowe.
Źródło info i foto: interia.pl

Secret Service zadba o bezpieczeństwo podczas inauguracji Joe Bidena. Przygotowania zajmą tydzień

Po zamieszkach, które wybuchły na Kapitolu w ubiegłym tygodniu, Secret Service rozpocznie swoje działania na tydzień wcześniej niż planowano. Zaprzysiężenie Joe Bidena odbędzie się 20 stycznia. W poniedziałek sekretarz bezpieczeństwa wewnętrznego, Chad Wolf przekazał informacje o przygotowaniach do inauguracji, a potem tego samego dnia podał się do dymisji. Secret Service rozpocznie swoje działania zabezpieczające już 13 stycznia ze względu na ostatnie zamieszki na Kapitolu. W wyniku zamieszek życie straciło pięć osób, a wiele uczestników demonstracji zostało rannych.

Nowym sekretarzem bezpieczeństwa wewnętrznego został Pete Gaynor – donosi CNN. Chad Wolf uzasadniał swoje odejście tym, że zamieszki na Kapitolu „w coraz większym stopniu służą do odwracania uwagi i zasobów od ważnej pracy Departamentu w tym krytycznym okresie przejścia władzy”.

Chad Wolf tłumaczył, że Secret Service musi rozpocząć działanie tydzień wcześniej „w świetle wydarzeń minionego tygodnia i ewoluującego krajobrazu bezpieczeństwa przed inauguracją”. Jak donosi ABC News, „zidentyfikowana grupa zbrojna” planuje 16 stycznia przeprowadzić szturm na Waszyngton. FBI otrzymało również informacje o grupie wzywającej do „szturmu stanowych, lokalnych i federalnych sądów oraz budynków administracyjnych w przypadku usunięcia prezydenta Donalda Trumpa ze stanowiska przed dniem inauguracji”.

Na 20 stycznia do Waszyngtonu zostało oddelegowanych około 15 tys. funkcjonariuszy Gwardii Narodowej. Ponadto teren Kapitolu patroluje Secret Service. Prezydent-elekt oświadczył, że „nie boi się składania przysięgi na zewnątrz”.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Roman Giertych chce komisji śledczej. Chodzi o „nielegalne działania PiS”

Roman Giertych zadeklarował wczoraj chęć powrotu do polityki. Dziś adwokat ogłosił, że po odsunięciu od władzy partii Jarosława Kaczyńskiego chciałby zorganizować komisję śledczą, która zajęłaby się rozliczeniem „nielegalnych działań PiS w latach 2015-2021”. Wśród wstępnych zagadnień pracy komisji znalazły się m.in kwestie „nacisków na sędziów i prokuratorów”, czy „zamiany mediów publicznych w media partyjne”.

„Publicznie zapowiedziałem wczoraj, że zamierzam wrócić do polityki i startować w najbliższych wyborach (…) Ponieważ chciałbym zająć się organizowaniem pracy Komisji Śledczej ds. nielegalnych działań PiS w latach 2015-2021, to rozpoczynam dyskusję czym w pierwszej kolejności powinna się ta Komisja zająć” – napisał w mediach społecznościowych Giertych.

Wśród wstępnych zagadnień pracy komisji adwokat wymienił 10 tematów. Znajdują się wśród nich kwestie „nacisków na sędziów i prokuratorów”, „zamiany mediów publicznych w media partyjne”, czy „ukrywania przestępczości związanej z PiS.”

Zdaniem Giertycha równolegle z pracami komisji śledczej powinno toczyć się śledztwo prokuratury. „Prokurator Generalny winien jeszcze przed zakończeniem prac Komisji zawnioskować do prawidłowo powołanego Trybunału Konstytucyjnego o delegalizację PiS i o przekazanie majątku tej partii na cele społeczne” – napisał były minister edukacji.

Giertych proponuje Majdan

– „Mamy mnóstwo dowodów na to, że to ugrupowanie w ciągu ostatnich pięciu lat dopuściło się – jako organizacja, nie tylko jako poszczególne osoby – szeregu przestępstw, które zgodnie z polską konstytucją oznaczają możliwość delegalizacji tego ugrupowania i nacjonalizacji majątku na cele społeczne” – ocenił Giertych we wczorajszej rozmowie z TVN24.

Wyraził też przekonanie, że w przyszłym roku dojdzie do przyspieszonych wyborów parlamentarnych.
Źródło info i foto: onet.pl

CBŚP zatrzymało 7 osób. Wyłudzali VAT

7 osób zatrzymanych oraz jedna doprowadzona z Aresztu Śledczego, które są podejrzane o spowodowanie 34 mln zł szkód podatkowych budżetu państwa, w ramach hurtowego i częściowo fikcyjnego obrotu złotem inwestycyjnym na rynku polskim oraz europejskim, to efekt ostatnich działań CBŚP pod nadzorem Prokuratury Regionalnej w Warszawie. W procederze wykorzystywano podmioty gospodarcze pełniące rolę tzw. „znikających podatników”. W całej sprawie występuje już 14 podejrzanych, a śledczy ustalili, że straty podatkowe Skarbu Państwa w wyniku działania tej grupy wynoszą co najmniej 100 mln zł.

Policjanci CBŚP z Zarządu w Warszawie prowadzą śledztwo nadzorowane przez Prokuraturę Regionalną w Warszawie. W ostatnim czasie przeprowadzili akcję na terenie województw mazowieckiego i wielkopolskiego, w wyniku której zatrzymali 7 osób, a jedną doprowadzili z aresztu śledczego. Wykonali także szereg przeszukań zabezpieczając przy tym dokumentację.

Zatrzymane osoby są podejrzane o nieopłacanie należnych kwot podatku VAT lub wyłudzenie nienależnych jego zwrotów, w ramach hurtowego, częściowo fikcyjnego obrotu złotem inwestycyjnym na rynku polskim oraz europejskim. W ten sposób podejrzani mogli uszczuplić należności podatkowe Skarbu Państwa na kwotę ponad 34 mln zł. W całej sprawie występuje 14 podejrzanych. Według śledczych straty podatkowe Skarbu Państwa, w wyniku działania tej grupy wynoszą co najmniej 100 mln zł.

Przestępcze działania polegały na podejmowaniu przez podejrzanych czynności mających na celu pozorowanie prowadzenia transakcji handlowych złotem inwestycyjnym oraz wyrobami jubilerskimi. W tym celu tworzono dokumentację księgową, która miała wprowadzać w błąd organy podatkowe co do przebiegu zdarzeń gospodarczych, które w części pozorowano. W tym celu wystawiano dokumenty poświadczające nieprawdę co do okoliczności mających znaczenie prawne. W procederze wykorzystywano podmioty gospodarcze pełniące rolę tzw. „znikających podatników”, które nie odprowadzały do urzędu skarbowego należnego podatku VAT, a jednocześnie wystawiały faktury z naliczonym podatkiem.

Za pomocą tzw. buforowych spółek, podejrzani tworzyli dokumentację, która miała uwiarygodnić przed organami skarbowymi zdarzenia gospodarcze. W transakcjach tych brały udział także podmioty gospodarcze, które deklarowały sprzedaż towarów za granicę i występowały do urzędu skarbowego o zwrot nienależnego podatku VAT. Stworzony przez podejrzanych łańcuch podmiotów gospodarczych służył udaremnieniu i utrudnieniu stwierdzenia przestępczego pochodzenia korzyści majątkowych uzyskiwanych w związku z procederem.

Jedna ze spółek, która mogła być wykorzystywana do nielegalnej działalności, była notowana na giełdzie, wykazując roczne obroty sięgające kilkuset milionów złotych oraz była znaną marką na rynku klientów indywidualnych, pod szyldem której prowadzono między innymi salony jubilerskie w galeriach handlowych.

Podejrzanych doprowadzono do Prokuratury Regionalnej w Warszawie, gdzie usłyszeli zarzuty dot. udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, oszustw i prania pieniędzy, za co grozić im może kara do 10 lat pozbawienia wolności. Dwie osoby zostały – decyzją sądu – warunkowo, tymczasowo aresztowane.
Źródło info i foto: infosecurity24.pl