Śmierć profesora Tadeusza Łapińskiego. „Kluczowe wyniki sekcji zwłok”

Profesor Tadeusz Łapiński nie żyje. Ciało lekarza i jego żony znaleziono na prywatnej działce we wsi Zajezierce k. Zabłudowa na Podlasiu. Przyczyna śmierci małżeństwa wciąż nie jest znana. Kluczowe będą wyniki sekcji zwłok.

Profesor Tadeusz Łapiński i jego żona nie żyją. Informację potwierdził w czwartek Uniwersytet Medyczny w Białymstoku. „Z głębokim żalem zawiadamiamy, że w dniu 2 czerwca zmarli tragicznie prof. dr hab. Tadeusz Wojciech Łapiński i jego żona dr Małgorzata Michalewicz, wieloletni pracownik Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego, przedstawicielka Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych. Pan Profesor był pracownikiem Kliniki Chorób Zakaźnych i Hepatologii, lekarzem, wieloletnim nauczycielem akademickim, absolwentem Wydziału Lekarskiego UMB w 1984 r.” – poinformowano w sieci.

Wcześniej policja podała, że w środę wieczorem znaleziono zwłoki 53-letniej kobiety i 63-letniego mężczyzny. Z nieoficjalnych informacji podawanych w mediach wynikało, że do służb zadzwonił mężczyzna, który miał udzielać pierwszej pomocy swojej żonie na prywatnej działce pod Zabłudowem. Po przyjeździe służb medycznych na miejsce okazało się, że nie żyją dwie osoby.

Profesor Łapiński i dr Michalewicz nie żyją, prokuratura czeka na wyniki sekcji zwłok

Śledztwo prowadzi Prokuratura Rejonowa w Białymstoku. Jak powiedział w piątek Polskiej Agencji Prasowej jej szef Karol Radziwonowicz, kluczowe dla kolejnych czynności są wyniki sekcji zwłok zmarłych. Wstępna opinia zakładu medycyny sądowej powinna być znana na początku przyszłego tygodnia.

Prof. Tadeusz Łapiński przez ostatni rok był zaangażowany w walkę o życie pacjentów zakażonych koronawirusem. – Był wieloletnim pracownikiem szpitala i nauczycielem akademickim wielu pokoleń lekarzy. Przez ostatnie miesiące bardzo ciężko pracował na pierwszej linii frontu w klinice, która jako pierwsza zaczęła leczyć pacjentów covidowych. Był bardzo oddany pacjentom, empatyczny z olbrzymią wiedzą praktyczną. Po ponad roku pracy z pacjentami zakażonymi koronawirusem był autorytetem. Jego śmierć to olbrzymia strata dla naszego szpitala i całego środowiska akademickiego – powiedziała w rozmowie z Radiem Białystok rzecznik Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Białymstoku Katarzyna Malinowska-Olczyk.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

CBA miało dostrzec więcej nieprawidłowości w oświadczeniach majątkowych Daniela Obajtka

Z informacji tvn24.pl wynika, że Maciej Wąsik nie poinformował w Sejmie o wszystkich nieprawidłowościach, które znajdowały się w oświadczeniach majątkowych Daniela Obajtka. Jako wójt Pcimia miał między innymi zaniżyć wartość jednej z nieruchomości o 291 tys. zł.

Z dokumentów CBA, na które powołuje się tvn24.pl, ma wynikać, że Daniel Obajtek zaniżył wartość domu w Stróży o powierzchni 270 metrów o co najmniej 93 700 zł. Jako wójt Pcimia Obajtek miał też zaniżyć wartość innej nieruchomości o co najmniej 291 400 zł poprzez niewykazanie czterech budynków rekreacyjnych. Chodzi o działkę w Kopalinie.

Tvn24.pl podaje także, że samorządowiec nie wykazał prawa dożywotniego bezpłatnego użytkowania, tj. posiadania nieruchomości, a także zaniżył kwotę zobowiązań o 86 763 zł. Według CBA, Obajtek miał powielać te błędy w kolejnych latach.

Dokument, na który powołuje się portal, dotyczy oświadczeń majątkowych złożonych w 2010 i 2011 r.. „Nie znamy wyników dotyczących kontrolowanych wtedy oświadczeń z lat 2006, 2007, 2008, 2009 i 2012” – czytamy na portalu.

O wynikach kontroli oświadczeń majątkowych, które przeprowadziło CBA, w środę w Sejmie mówił Maciej Wąsik, wiceszef MSWiA. – Wśród ustaleń CBA zawarło tezy mówiące, że Daniel Obajtek nie wykazał kilkutysięcznej kwoty środków pieniężnych, które miał na koncie bankowym. Raz w zawiadomieniu jest mowa o 9 tysiącach, raz o 4,5 tysiącach złotych. Daniel Obajtek zaniżył szacunkową wartość domu wykazując 400 tysięcy złotych, a biegły powołany przez CBA wycenił go nie na 400 tysięcy, a 493 tysiące 700 złotych – powiedział Wąsik. – Daniel Obajtek dopuścił się nieścisłości w deklaracjach dotyczących posiadanych nieruchomości z uwagi na błędne określenie, jaką część udziałów posiada osobiście, a także Daniel Obajtek rzekomo zawyżył kwoty posiadanych zobowiązań, czy nie wykazał prawa dożywotniego, bezpłatnego użytkowania działki – dodał.

Oświadczenia majątkowe Obajtka były sprawdzane dwukrotnie – w 2012 i 2018 roku. Po pierwszej kontroli złożono zawiadomienie w prokuraturze. Wszczęto śledztwo i umorzono w maju 2013 roku. Paweł Wojtunik, ówczesny szef CBA, nie złożył zażalenia na decyzję prokuratury. W środę zwracał na to uwagę Wąsik. – Nie składałem zażalenia, bo wówczas Kodeks postępowania karnego nie dawał takiej możliwości szefowi Centralnego Biura Antykorupcyjnego. Przepisy dające takie uprawnienia weszły w życie dopiero później – przekonywał w tvn24.pl Wojtunik.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Sprawa zaginięcia Madeleine McCann. Niemiecka policja przeszukała działkę w Hanowerze

Niemiecka policja przeszukała działkę w Hanowerze – podaje Sky News. Miejsce to znajduje się około 65 km od Brunszwiku, w którym ostatnio mieszkał Christian B., główny podejrzany w sprawie zaginięcia Madeleine McCann.

„Prokuratura i policja federalna potwierdziły lokalnym mediom i naszemu reporterowi w Niemczech, że ma to [przeszukiwanie działki – przyp. red.] związek ze śledztwem w sprawie zaginięcia Madeleine McCann” – powiedział korespondent Sky News Martin Brunt. Jak dodał, na razie nie jest jasne czego dokładnie szukali policjanci. Julia Meyer, rzeczniczka prokuratury w Brunszwiku, stwierdziła, że nie może podać żadnych szczegółów dotyczących przeszukania działki. Dodała jedynie, że policja „będzie potrzebowała jeszcze trochę czasu na zakończenie”.

Akcja na działce rozpoczęła się ok. 6:30, a na miejscu pracowało do 100 policjantów – podaje Sky News.

Zaginięcie Madeleine McCann

Trzyletnia Madeleine zaginęła w maju 2007 roku podczas wakacji w Portugalii. Jej rodzice poszli na kolację, a ona została sama w pokoju hotelowym. Około 22:00 matka dziewczynki weszła do niej, aby sprawdzić, czy wszystko jest w porządku. Dziecka nie było w pokoju. Po krótkich poszukiwaniach zawiadomiono policję, która natychmiast wszczęła śledztwo. Najpierw przesłuchano rodziców dziewczynki, a następnie kilku ich przyjaciół. Ostatecznie jednak nie udało się zdobyć żadnych dowodów w tej sprawie.

Na początku czerwca 2020 roku brytyjska policja przekazała, że pojawił się nowy wątek w sprawie zaginięcia Madeleine McCann. Wytypowano bowiem nowego podejrzanego – 43-letniego Niemca, który był w portugalskim Algarve, gdy doszło do zaginięcia trzylatki. Niemieccy prokuratorzy twierdzą, że mają konkretne dowody na to, że to właśnie Christian B. był zamieszany w zniknięcie Madeleine McCann. Uważają również, że zaginiona nie żyje.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Jest zawiadomienie CBA do prokuratury ws. jednej z działek Mariana Banasia

Warszawa, 27.11.2019. Prezes Najwy¿szej Izby Kontroli Marian Banaœ podczas posiedzenia Sejmowej Komisji ds. Kontroli Pañstwowej, 27 bm. w Warszawie. Komisja zajmuje siê zaopiniowaniem wniosków Prezesa NIK o powo³anie na stanowiska wiceprezesów NIK Tadeusza Dziuby i Marka Opio³y. (mm/doro) PAP/Mateusz Marek

CBA odkryło, że gminna spółka przepłaciła za działkę, którą kupiła od Mariana Banasia, niemal ćwierć miliona złotych. I zawiadomiło prokuraturę – pisze środowa „Rzeczpospolita”.

„Śledztwo dotyczące nieprawidłowości w majątku obecnego prezesa NIK rozszerzono o sprawę sprzedaży przez niego działki w Myślenicach, której pozbył się, wchodząc jako wiceminister finansów do rządu Beaty Szydło” – ustaliła nieoficjalnie „Rzeczpospolita”.

Jak pisze „Rz”, chodzi o grunt, który w grudniu 2016 r. kupiła od Mariana Banasia samorządowa spółka – Myślenicka Agencja Rozwoju Gospodarczego (MARG).

„Według CBA przepłaciła ok. 220 tys. zł. O działce w Myślenicach, którą Marian Banaś zakupił w 2006 r., reportaż jesienią ub. roku zrobił TVN. Stacja pokazała jedynie, jakie wątpliwości wzbudziła zmieniająca się powierzchnia działki w kolejnych oświadczeniach majątkowych. Początkowo Marian Banaś podawał, że ma ona 36 arów powierzchni, ale w oświadczeniu za rok 2015 napisał, że jest dziesięć razy mniejsza” – czytamy. Jak dodano, w reportażu wspomniano także o sprzedaży tej działki MARG.

Dziennik podaje, że CBA w postępowaniu kontrolnym nie mogło badać szczegółowo tego wątku, ale w śledztwie już tak. „Ustalono, że samorządowa agencja przepłaciła za działkę – operat szacunkowy, jaki zlecono w ubiegłym roku po zmianie władzy w Myślenicach dotyczący działki Banasia, określał jej wartość na zaledwie 437 tys. zł i to po rekordowym skoku cen nieruchomości w ciągu ostatnich trzech lat” – czytamy.

„Rz” wskazuje, że ówczesny wiceminister finansów i szef KAS sprzedał grunt samorządowej Agencji trzy lata wcześniej za 650 tys. zł. „Daniel Piskorski, wtedy prezes MARG, tłumaczył, że to wyjątkowa promocja i niebywała okazja” – pisze „Rz”.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Warszawa: Ciało noworodka znalezione na jednej z działek

Na warszawskim Targówku dokonano szokującego odkrycia. Na jednej z działek przy ulicy Głębockiej odnaleziona została maleńka dziewczynka. Dziecko przyszło na świat prawdopodobnie w czwartek. Noworodek był zawinięty w reklamówkę, dziewczynka nie miała na sobie ubrania – informują stołeczni policjanci. W sprawie zatrzymano 36-letnią kobietę.

W czwartek, 7 listopada, o godzinie 11:35 stołeczni policjanci otrzymali niepokojące zgłoszenie. Wynikało z niego, że na działkach przy ulicy Głębockiej na warszawskim Targówku został odnaleziony noworodek. Potworny płacz dziecka usłyszał przechodzień, który poinformował o wszystkim ochronę działek. Na miejsce wezwano policję i pogotowie ratunkowe. Niemowlę natychmiast trafiło do szpitala.

Okazało się, że znalezione maleństwo to dziewczynka. Noworodek był zawinięty w reklamówkę. – Dziewczynka najprawdopodobniej na świat przyszła w czwartek. Dziecko zostało przewiezione do szpitala, gdzie jest pod opieką lekarzy. Jej stan jest stabilny. W tym momencie dziewczynka jest „ogrzewana”. Najważniejsze, że niemowlę przeżyło – przekazała w rozmowie z Fakt24 podkom. Paulina Onyszko z Komendy Rejonowej Policji Warszawa VI.

Policja ustala, w jaki sposób dziewczynka znalazła się na terenie ogródków działkowych. Funkcjonariusze szukają też rodziców dziewczynki. W związku ze sprawą zatrzymano 36-letnią kobietę. Zdarzeniem zajmuje się prokuratura.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Akcja CBA w Poznaniu. Sprawdzają niedawną sprzedaż bazy PKS

Funkcjonariusze CBA weszli w poniedziałek do poznańskiego Urzędu Miasta, jego Biura Nadzoru Właścicielskiego, PKS-u oraz dwóch kolejnych podmiotów. Zabezpieczają dokumenty w związku ze sprzedażą dawnej bazy PKS-u w centrum Poznania. Trwające śledztwo dotyczy zbyt taniej, zdaniem CBA, sprzedaży 3-hektarowej nieruchomości. Kupiła ją spółka związana z firmą Skanska.

W lutym tego roku, po zawiadomieniu CBA, prokuratura w Zielonej Górze wszczęła śledztwo w sprawie niedopełnienia obowiązków i wyrządzenia szkody wielkich rozmiarów. Chodzi o sprzedaż dawnej bazy PKS w centrum Poznania. W poniedziałek, na polecenie prokuratury, CBA zabezpieczało dokumentację w poznańskim Urzędzie Miasta, jego Biurze Nadzoru Właścicielskiego, w PKS-ie, w kancelarii rzeczoznawców majątkowych Remin oraz w warszawskiej firmie doradczej.

Wszystkie te podmioty miały być zaangażowane w sprzedaż PKS-u. W opinii CBA, 3-hektarowa działka została sprzedana zbyt tanio. – Obowiązujący operat szacunkowy mówił o kwocie 72 mln zł. Ale działkę sprzedano ponad 9 mln taniej. Za metr kwadratowy wyszło 1,9 tys. zł, podczas gdy w tamtym czasie, w sąsiedztwie, ceny innych działek wynosiły ponad 3 tys. zł za metr kwadratowy – mówi osoba znająca szczegóły sprawy.

CBA już wcześniej kontrolowało sprzedaż. Jego funkcjonariusze doszli do wniosku, że władze Poznania oraz miejscy urzędnicy mogli nie dopełnić obowiązków podczas ubiegłorocznej sprzedaży. W sprawie miałoby też dojść do poświadczenia nieprawdy w wycenie nieruchomości. Czy tak było? Odpowiedzieć ma śledztwo prowadzone przez prokuraturę w Zielonej Górze.

– Funkcjonariusze CBA przedstawili postanowienie prokuratora zawierające żądanie wydania rzeczy. Mogą stanowić dowód w sprawie domniemania działania na szkodę PKS S.A. przez członków zarządu i rady nadzorczej tej spółki w związku ze sprzedażą nieruchomości, na terenie której znajdował się dworzec autobusowy. Urząd Miasta Poznania współpracuje z przedstawicielami delegatury CBA i na bieżąco wydaje wszelkie niezbędne dokumenty związane z tą sprawą – informuje Hanna Surma, rzecznik prezydenta Poznania. Nabywcą terenu w centrum Poznania została spółka A17 związana z firmą budowlaną Skanska. Zamierza ona zrealizować inwestycję pod nazwą „Nowy Rynek”. Na terenie dawnego dworca PKS mają stanąć biurowce i mieszkania.
Źródło info i foto: gloswielkopolski.pl

Były starosta ze Świdnika zamordowany na działce. Lokalny biznesmen usłyszał zarzuty

Ciało 70-latka znaleziono w niedzielę na działce we wsi Głębokie (woj. lubelskie). Był starosta świdnicki Wiesław Jaworski został zabity podczas imprezy, która odbywała się tam poprzedniego wieczoru. Do zabójstwa doszło w sobotę wieczorem na działce w miejscowości Głębokie, ok. 30 km od Lublina. W odbywającej się się tam wtedy imprezie brało udział czterech mężczyzn.

Po jej zakończeniu uczestnicy mieli się rozstać. Jednak w pewnym momencie doszło do bójki. Zginął 70-letni mężczyzna. W niedzielę rano policjanci z Lubartowa zostali zaalarmowani o znalezieniu zwłok na działce. Zatrzymano jej właściciela, 54-letniego mieszkańca Świdnika i właściciela działki. Mężczyzna usłyszał już zarzut zabójstwa.

Zginął pierwszy starosta świdnicki

Jak podaje portal „Dziennika Wschodniego”, ofiara to Wiesław Jaworski, pierwszy starosta świdnicki. 54-latek, który usłyszał zarzuty, to z kolei Andrzej R., biznesmen ze Świdnika. Wg gazety w sobotę świętował on narodziny wnuczki. Kolejnego dnia sam powiadomił policję o tym, że na jego działce są zwłoki.

Mężczyzna podczas przesłuchania utrzymywał, że nie pamięta dokładnie wydarzeń tamtej nocy i nie wie, jak zginął Wiesław Jaworski. Na ciele 70-latka były liczne obrażenia, świadczące o uderzeniach pięściami i/lub tępym narzędziem.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Uszkodzono 33 drzewa na posesji Jana Szyszki

Policja prowadzi dochodzenie ws. uszkodzenia 33 drzew na prywatnej działce ministra środowiska Jana Szyszki w Tucznie (Zachodniopomorskie). Z informacji policji wynika, że drzewa zostały ponacinane. W poniedziałek przed południem policja otrzymała zgłoszenie, że na jednej z prywatnych posesji w Tucznie doszło do uszkodzenia 33 drzew tj. świerka zwykłego, świerka srebrnego, tui i daglezji – powiedziała PAP oficer prasowy policji w Wałczu mł. asp. Beata Budzyń. – Drzewa zostały uszkodzone przez ponacinanie na wysokości mniej więcej 130-160 centymetrów – dodała.

Policjanci obecnie zabezpieczają ślady na posesji i przesłuchują świadków – poinformowała Budzyń. Jak dodała, trwa także szacowanie strat, po którym będzie wiadomo, jak zakwalifikować uszkodzenie drzew. Rzeczniczka wałeckiej policji powiedziała także, że zgłoszenie otrzymała od prywatnej osoby, która opiekuje się posesją.

Radio Maryja podało w poniedziałek, że „nieznani sprawcy wycieli drzewa z prywatnej działki ministra”. Jak napisała rozgłośnia, „to już druga tego typu prowokacja”.

Nie tak dawno ktoś włamał się do pracowni w Tucznie – mówił Szyszko, cytowany na stronach internetowych radia. – Wybito okna, wyciągnięto trofea myśliwskie, połamano je i zostawiono na zewnątrz. Natomiast w środku pozostawiono zakrwawioną siekierę. Tym razem mieszkańcy poinformowali mnie, że na terenie tej pracowni wycięto drzewa – dokładniej świerki. Zostały one zasadzone kilka lat temu, po to, żeby był lepszy widok, zasadzono te drzewa na uporządkowanym śmietnisku. To, co dzieje się w tej chwili, to jest wchodzenie na czyjąś własność i usuwanie komuś drzew, które zostały tam zasadzone. To jest rażące łamanie prawa – dodał minister.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

USA: Policja wciąż przeszukuje działkę seryjnego mordercy Todda Kohlheppa

Na terenie posiadłości należącej do 45-letniego Todda Kohlheppa w Woodruff (USA) policja znalazła ciała dwóch osób. Funkcjonariusze przeszukują rozległą działkę należącą do napastnika, bo w sądzie mężczyzna przyznał, że zabił w sumie siedem osób. W ubiegłym tygodniu z kontenera na terenie posesji uwolniono kobietę przykutą łańcuchem.

W czwartek śledczy na terenie posesji Kohlheppa znaleźli 30-letnią kobietę. Kala Brown znajdowała się w kontenerze magazynowym i – zgodnie z relacją szeryfa hrabstwa Spartanburg w Karolinie Południowej Chucka Wrighta – była „trzymana na łańcuchu jak pies”. Potem policjanci odnaleźli też ciało zakopane w płytkim grobie. Koroner potwierdził, że jest to ciało chłopaka 30-latki. Para była poszukiwana od sierpnia.

Drugie zwłoki

W niedzielę policja poinformowała, że na rozległym terenie znaleziono ciało drugiej ofiary. Zwłoki znajdują się w stanie daleko posuniętego rozkładu. Szeryf hrabstwa Spartanburg poinformował, że funkcjonariusze na razie nie są w stanie zidentyfikować ofiary, ani podać przyczyny jej śmierci. Szef poinformował, że miejsce pochówku wskazał śledczym sam Kohlhepp. Policjanci cały czas przeszukują teren posiadłości napastnika. Najprawdopodobniej na jej terenie zakopanych jest bowiem więcej ciał, na co wskazują zeznania mężczyzny.

Przyznał się do zabójstwa siedmiu osób

Szeryf Wright poinformował w sobotę, że Kohlhepp przyznał się do zamordowania siedmiu osób. Powiedział śledczym, że to on zastrzelił w 2003 r. cztery osoby w sklepie motocyklowym w Chesnee w hrabstwie Spratanburg. Wright poinformował, że Kohlhepp opowiedział śledczym o szczegółach, które mógł znać tylko sprawca. Wright powiedział również, że Kohlhepp wskazał dwa miejsca, gdzie pogrzebał kolejne ofiary. Śledczy podejrzewają jednak, że ciał na terenie jego posiadłości może być więcej. Brown twierdzi, że mężczyzna zamordował co najmniej cztery osoby.

Zgwałcił 14-letnią dziewczynkę

Kohlhepp ma już na swoim koncie pobyt w więzieniu. W wieku 15 lat zgwałcił 14-letnią dziewczynkę, grożąc jej bronią. Śledztwo wykazało, że Kohlhepp podkochiwał się w dziewczynce, ona jednak nie odwzajemniała jego uczucia. Po tym, jak ją zgwałcił, zaczął grozić, że zabije jej młodsze rodzeństwo, jeśli ta powiadomi policję – wynika z dokumentów sądowych opisanych przez „Guardiana”. Ze względu na jego brutalność i skłonność do agresji sędzia uznał, że Kohlhepp powinien być sądzony jak dorosły. Z dokumentów dotyczących tamtej sprawy, które opisują amerykańskie media, wynika, że sędzia zajmujący się sprawą wskazywał, iż Kohlhepp już w wieku dziewięciu lat był impulsywny, wybuchowy i zaabsorbowany treściami erotycznymi. Zwrócił uwagę, że niszczy przedmioty i krzywdzi zwierzęta „z powodu zachcianki lub kaprysu”. Kurator sądowy pisał, że mężczyzna jest zimny i bezduszny. Ocenił też, że jest mądry, pełen złości i ma poczucie, że wszystko mu się należy. „To typ człowieka, który ma niewielkie wyrzuty sumienia lub nie ma ich wcale. Stanowi najwyższe ryzyko dla społeczeństwa” – stwierdził. Nastolatek został skazany na 15 lat więzienia. Trafił do rejestru przestępców seksualnych.

Wyszedł w 2001 r., został agentem nieruchomości i odnosił sukcesy w zawodzie. Gdy starał się o licencję, tłumaczył się ze swojej przeszłości, mówiąc, że była to zwykła kłótnia z dziewczyną. Jak mówił, został tak surowo ukarany, ponieważ miał akurat przy sobie broń, a Arizona w tamtym czasie surowo podchodziła do młodocianych przestępców. Podkreślał, że całkowicie zmienił swoje życie i stara się każdego dnia spłacić dług wobec społeczeństwa.
Żródło info i foto: tvn24.pl

Marzena K. z zarzutami

Marzena K., była pracownica Ministerstwa Sprawiedliwości, usłyszała w prokuraturze cztery zarzuty, m.in. zatajenie informacji w oświadczeniach majątkowych. Dziś Centralne Biuro Antykorupcyjne zatrzymało dziś Marzenę K. Marzena K. to była urzędniczka Ministerstwa Sprawiedliwości, współwłaścicielka słynnej działki przy Pałacu Kultury. Prywatnie to siostra Roberta Nowaczyka – prawnika, który zreprywatyzował dla siebie i swoich klientów blisko 50 adresów w Warszawie.

Poniżej komunikat jaki zamieściła Prokuratura Regionalna we Wrocławiu.

W dniu 12 października 2016 r., w śledztwie prowadzonym w Prokuraturze Regionalnej we Wrocławiu pod sygnaturą akt RP I Ds. 44.2016, wydane zostało postanowienie o przedstawieniu Marzenie K. zarzutów popełnienia, w latach 2012 – 2015, czterech przestępstw z art. 14 ust. 1 ustawy z dnia 21 sierpnia 1997 r. o ograniczeniu prowadzenia działalności gospodarczej przez osoby pełniące funkcje publiczne.

Podejrzana Marzena K., jako urzędnik służby cywilnej oraz naczelnik jednego z wydziałów Ministerstwa Sprawiedliwości, będąc zobowiązana, na podstawie art. 8 ust. 1 i art. 10 ust. 1 ustawy, do złożenia oświadczenia o stanie majątkowym, podała w nich nieprawdę, zatajając:

– uzyskanie wypłat odszkodowań za nieruchomości przejęte dekretem z dnia 26 października 1945 r. o własności i użytkowaniu gruntów na obszarze m.st. Warszawy,

– uzyskanie zapłaty za sprzedaż udziału w prawie użytkowania wieczystego działki gruntu oraz współwłasności budynku,

– uzyskanie prawa użytkowania wieczystego w udziale części gruntu przy Placu Defilad w Warszawie,

– uzyskanie dochodów na podstawie zawartych z uczelniami umów o dzieło na opracowanie materiałów dydaktycznych oraz wygłoszenie wykładów autorskich, a także na przeprowadzenie zajęć z zakresu uregulowania prawnego mediacji karnych.

Łączna wartość zatajonych dochodów i przychodów wynosi nie mniej niż 29.561.674,25 zł. Przestępstwa te zagrożone są karą pozbawienia wolności do lat 5.
Żródło info i foto: m.niezalezna.pl