Prokurator generalna pozwała Donalda Trumpa i jego dzieci

Donald Trump oraz trójka jego dzieci: Donald Jr, Eric, Ivanca zostali pozwani przez prokurator generalną Nowego Jorku. Zarzucono im podawanie fałszywych wycen nieruchomości i czerpanie z tego zysków. Prokuratura twierdzi, że do wielu oszustw miało dochodzić w latach 2011-2021, a więc jeszcze w czasie prezydentury Donalda Trumpa. Polegały one na tym, że fikcyjnie zawyżano majątek rodzinnej firmy o miliardy dolarów, aby pomóc jej w uzyskaniu lepszych warunków finansowych dla transakcji.

Miało to na celu także uzyskanie niższych stóp procentowych w bankach i korzystniejszego ubezpieczenia. Celem prokuratury jest odzyskanie co najmniej 250 milionów dolarów. Po opublikowaniu pozwu Donald Trump napisał, że to dalszy ciąg „polowania na czarownice”, którego stał się ofiarą.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Zostawiła śpiące dzieci w samochodzie

Małopolscy policjanci otrzymali zgłoszenie od 20-letniej Laury, która dostrzegła, że dwoje dzieci przebywa w jednym z samochodów na parkingu w Kętach bez opieki dorosłych. Okazało się, że ich mama poszła załatwiać sprawunki, a śpiące dzieci zostawiła w pojeździe. Do zdarzenia doszło 1 września przed godziną 17 na jednym z parkingów przy ulicy Kościuszki w Kętach w województwie małopolskim. O tym, że dzieci przebywają w samochodzie bez opieki, poinformowała policję jedna z pracownic lokalu gastronomicznego. Choć dzieciom nie groziło przegrzanie, ponieważ w samochodzie były uchylone szyby, to kobieta obawiała się o bezpieczeństwo dzieci.

Małopolscy policjanci niezwłocznie udali się na parking, gdzie stał samochód. „W chwili gdy mundurowi rozmawiali ze zgłaszającą, podeszła do nich 26-letnia mieszkanka powiatu bielskiego informując, że jest właścicielką pojazdu oraz matką dwóch chłopców w wieku roku i trzech lat” – relacjonuje oświęcimska policja.

Kobieta wyjaśniła, że dzieci zasnęły, więc uznała, że zostawi je w pojeździe – przy czym zaznaczyła, że monitorowała je za pomocą kamery znajdującej się wewnątrz samochodu oraz aplikacji internetowej. Swoje słowa potwierdziła, pokazując mundurowym telefon.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Szczęśliwy finał poszukiwań turystów

Monieccy policjanci wspólnie ze strażakami odnaleźli 33-latkę i 34-latka, którzy z dwójką małych dzieci nie mogli wrócić ze szlaku w Biebrzańskim Parku Narodowym.

Monieccy policjanci ze strażakami pomogli turystom z Gdańska, którzy z dwójką małych dzieci nie mogli wrócić z Biebrzańskiego Parku Narodowego. Tuż po godzinie 19.00 dyżurny monieckiej komendy otrzymał zgłoszenie o turystach, którzy pilnie potrzebują pomocy. Zgłaszający powiedział, że po przebyciu pewnego odcinka czerwonego szlaku prowadzącego do miejscowości Gugny, stał się on praktycznie nie do przejścia. Turysta w rozmowie z policjantami powiedział, że są na mokradłach w rejonie palu szlakowego z numerem 17. Z uwagi na szybko zapadający zmrok i bardzo trudne warunki terenowe oraz brak możliwości dojechania na miejsce radiowozem, policjanci ze strażakami ruszyli pieszo na pomoc. Po przejściu kilku kilometrów bagnistym terenem 33-latka, 34-latek oraz ich małe dzieci w wieku 2 i 7 lat zostali odnalezieni. Byli zmęczeni, ale cali i zdrowi wrócili bezpiecznie do pensjonatu.
Źródło info i foto: Policja.pl

Czarnogóra: 34-latek zastrzelił 11 osób

Tragedia w Cetyni w Czarnogórze. Rodzinna awantura skończyła się rzezią na ulicy. Napastnik strzelał do przypadkowych przechodniów. Zginęło 11 osób, w tym dwoje dzieci. 6 osób zostało rannych. Władze kraju ogłosiły żałobę narodową. Mieszkańcy Czarnogóry są w szoku. Uzbrojony mężczyzna strzelał do przypadkowych przechodniów w Cetynii na południu kraju. Gdy na miejsce dotarła policja, otworzył ogień także w jej kierunku – informuje telewizja RTCG.

Tragedia – jak informuję czarnogórskie media – rozpoczęła się od rodzinnej kłótni. Nie wiadomo, co było jej przyczyną. Nie wiadomo też, co skłoniło 34-letniego mężczyznę, by po awanturze z bliskimi wyjść na ulicę ze strzelbą i strzelać do przypadkowych osób, w tym dzieci.

Napastnik zginął. Początkowo podawano, że został zastrzelony przez interweniujących policjantów. Prokurator Andrijana Nastić poinformowała jednak, że zginął z rąk cywila. 6 osób, w tym jeden z policjantów, zostało rannych. Dwie osoby przewieziono do szpitala w Cetynii, a cztery do stołecznego szpitala w Podgoricy. Stan trzech pacjentów jest bardzo poważny.

Władze Czarnogóry z powodu tragedii w Cetynii ogłosiły trzydniową żałobę narodową. W wyniku strzelaniny zginęło 11 przypadkowych osób, w tym dwoje dzieci – poinformowała prokurator Nastić.
Źródło info i foto: wp.pl

Odnaleziono zaginionego 5-latka

Czasami wystarczy tylko chwila nieuwagi, aby nasze dziecko oddaliło się lub zagubiło. Pamiętajmy, że nie wolno zostawiać dzieci bez odpowiedniego nadzoru. Nasze pociechy nie zawsze rozumieją sytuację, w której mogą się znaleźć i nie potrafią dobrze ocenić ewentualnych zagrożeń. Tak było jakiś czas temu, kiedy do funkcjonariuszy jednego z wrocławskich komisariatów, zgłosiła się mama 5-letniego chłopca i poinformowała o jego zaginięciu. Na szczęście w tej sytuacji, chłopiec cały i zdrowy został odnaleziony przez policjantki.

Każdy rodzic nad życie kocha swoje dzieci. Niestety nawet najlepszym opiekunom może zdarzyć się sytuacja, w której dziecko oddali się lub zagubi. Tak naprawdę wiele zależy od nas samych, ale jedno jest pewne — nigdy nie wolno doprowadzić do pozostawienia dziecka bez odpowiedniej opieki.

Do komisariatu przy ulicy Połbina zgłosiła się jakiś czas temu mama 5-letniego chłopca. Ze zgłoszenia wynikało, że dziecko samodzielnie opuściło mieszkanie i prawdopodobnie zaginęło. Policjanci natychmiast rozpoczęli działania poszukiwawcze i na szczęście w samą porę odnaleźli chłopca. 5-latek znajdował się w rejonie ulicy Gagarina. Cały i zdrowy został przekazany zatroskanej mamie.

Co zatem zrobić, aby zmniejszyć ryzyko wystąpienia tego typu stresujących wydarzeń? Przede wszystkim należy rozmawiać z naszymi pociechami i uświadamiać je o grożących im niebezpieczeństwach. Rodzice nie powinni natomiast ani na chwilę spuszczać oka będące pod ich opieką maluchy. Niezależnie, gdzie się znajdujemy, to zawsze może dojść do niebezpiecznej sytuacji. Bądźmy więc odpowiedzialni i ostrożni.
<a href="https://policja.pl/pol/aktualnosci/221293,Policjantki-odnalazly-5-latka-ktory-sie-zgubil.html" rel="n,cofollow">Źródło info i foto: Policja.pl

36-latek porzucił swoje dzieci w lesie. Ich płacz usłyszał policjant

​36-latek zostawił swoje dzieci w lesie i odjechał. 16-latkę i 11-latka znalazł spacerujący przy ulicy Chrzanowskiej w Libiążu policjant. Do zdarzenia doszło w powiecie chrzanowskim. 36-letni mieszkaniec gminy Kęty odebrał od byłej partnerki ich wspólne dzieci i udał się z nimi na wycieczkę. Następnie podjechał samochodem do lasu przy ulicy Chrzanowskiej w Libiążu i tam zakończył podróż. Na parkingu leśnym próbował „wyciągnąć” od swoich dzieci w wieku 16 i 11 lat prywatne informacje.

Dzieci z uwagi na złe zachowanie taty ze stresu nie potrafiły z nim rozmawiać. Po chwili mężczyzna odjechał z parkingu leśnego, zostawiając je same. Dużą odpowiedzialnością wykazała się nastolatka, która postanowiła szukać pomocy dla siebie i brata kierując się w stronę centrum miasta Libiąża.

W tym czasie funkcjonariusz Oddziału Prewencji w Krakowie spacerując w masywie leśnym, zauważył płaczące, przerażone dzieci, którymi się natychmiast zaopiekował i powiadomił służby. Rodzeństwo bezpieczne i objęte opieką, od policjantów odebrała mama. Nieodpowiedzialnym zachowaniem mieszkańca gminy Kęty wobec swoich dzieci zajmie się Sąd Rodzinny w Chrzanowie oraz Komisariat Policji w Libiążu.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Duchowny prosił nieletnich chłopców o zdjęcia stóp. Trafił do innej parafii

Watykańska Kongregacja Nauki Wiary wydała wyrok w sprawie księdza z Sępólna Krajeńskiego (woj. kujawsko-pomorskie). Duchowny wysyłał chłopcom wiadomości o treściach erotycznych. Ksiądz nie został wydalony ze stanu kapłańskiego, ale ma dożywotni zakaz pracy z dziećmi. Wikary trafił już do innej parafii, gdzie mimo kary będzie miał kontakt z ministrantami. Decyzja Watykanu zapadła 30 czerwca. Jak poinformował „Gazetę Pomorską” ks. Grzegorz Nowak, kanclerz Kurii Diecezjalnej w Bydgoszczy, kara jest wieczysta. Duchownemu nie wolno uczyć dzieci, młodzieży, ministrantów i lektorów na wszystkich poziomach edukacji.

Watykański organ zdecydował jednak, że ksiądz nie zostanie wydalony ze stanu duchownego. Już trafił do innej parafii – św. Mikołaja w Bydgoszczy. Będzie tam pełnił funkcję pomocy duszpasterskiej. Oznacza to, że będzie miał kontakt z ministrantami.

– Taka jest decyzja stolicy apostolskiej. (…) Kontakt z ludźmi będzie miał. Nie został oskarżony o cokolwiek wprost, były pewne niepokojące przesłanki w jego zachowaniu. Nie ma innych niepokojących sytuacji. Ta kara jest dotkliwa, bo ksiądz nie ma pracy. W parafii będzie pomagał tylko doraźnie w pracach duszpasterskich – komentował kanclerz kurii.

Sprawa księdza wyszła na jaw w 2019 roku. Wówczas duchowny zniknął z parafii św. Bartłomieja Apostoła w Sępólnie Krajeńskim (woj. kujawsko-pomorskie), w której pełnił posługę. Ksiądz delegat, w swoim oświadczeniu poinformował, że wikariusz został odwołany przez biskupa diecezji bydgoskiej Jana Tyrawę.

„Przyczyną takiego kroku były niestosowne wiadomości tekstowe, które kapłan wysyłał do małoletnich poniżej 18. roku życia” – zakomunikowano.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

USA: Szczątki 3-latka w zamrażarce. Matka trafiła do aresztu

Ciało trzyletniego chłopca odkryła policja w Detroit w stanie Michigan. Zwłoki znajdowały się w zamrażarce w piwnicy domu. W sprawie zatrzymano matkę chłopca. Kobieta wychowuje jeszcze pięcioro innych dzieci. Policjanci z Detroit zostali wysłani do domu 31-letniej Azuradee France celem kontroli stanu zdrowia jej dziecka. Kobieta nie chciała wpuść funkcjonariuszy do domu. 

Ciało było w znacznym stopniu rozkładu. Okazało się, że to zwłoki trzyletniego syna kobiety, który nie był widziany od stycznia. 31-latka tłumaczyła, że wyjechał do rodziny. Śmierć chłopca została zakwalifikowana jako zabójstwo. 31-latka została zatrzymana. Pod jej opieką znajdowało się jeszcze pięcioro dzieci.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Warszawa: Zostawili dzieci w zamkniętym samochodzie w pełnym słońcu

Dwaj chłopcy w wieku 3 i 5 lat zostali pozostawieni bez opieki przez rodziców w zamkniętym samochodzie zaparkowanym w pełnym słońcu na parkingu przed Dworcem Centralnym – poinformował rzecznik śródmiejskiej policji podinsp. Robert Szumiata. Dodał, że rodzice byli w tym czasie na dworcu, a dzieci jak stwierdzili, zostawili tylko „na chwilę”.

Do zdarzenia doszło kilka dni temu na warszawskim Śródmieściu. Na parkingu przed Dworcem Centralnym przypadkowe osoby zauważyły samochód, w którym bez opieki na tylnym siedzeniu byli dwaj chłopcy. Młodszy siedział zapięty w pasy w foteliku, a starszy tuż obok niego na fotelu pasażera – tłumaczył podinspektor.

Dzieci były rozpalone na twarzy, z trudem otwierały oczy i miały wyraźne problemy z oddychaniem. Reakcja policjantów w tej sytuacji mogła być tylko jedna. Policjanci wybili szybę w drzwiach, otworzyli samochód i wydostali dzieci ze śmiertelnej pułapki – podkreślił.

Wskazał, że po przeniesieniu chłopców w zacienione miejsce, policjanci podali im wodę oraz udzielili pomocy przedmedycznej. Na miejsce wezwano też pogotowie. Drugi z patroli zajął się w tym czasie analizą nagrań z kamer monitoringu i poszukiwaniem rodziców. Okazało się, że byli na dworcu i czekali na przyjazd znajomych, a dzieci jak stwierdzili, zostawili tylko na chwilę – przekazał.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Kanada: Duchowny aresztowany za napaść seksualną

Kanadyjska policja aresztowała 92-letniego emerytowanego księdza za napaść na tle seksualnym, która miała miejsce ponad 50 lat temu w jednej z kanadyjskich szkół dla rdzennych dzieci. Ofiara miała 10 lat. Sierżant Paul Manaigre z Królewskiej Kanadyjskiej Policji Konnej powiedział, że do napaści doszło między 1968 a 1970 rokiem w szkole w prowincji Manitoba. Ofiara miała wówczas 10 lat – pisze w piątek „The Guardian”. Jak czytamy na stronie cbc.ca, była to dziewczynka. Manaigre powiedział, że nie ma ograniczeń czasowych na zgłoszenie napaści na tle seksualnym. Były ksiądz ma stanąć w sądzie w przyszłym miesiącu.

Kanada. Dramat w szkołach dla rdzennych dzieci

Od XIX wieku ponad 150 000 rdzennych kanadyjskich dzieci przebywało w finansowanych przez państwo szkołach, których celem było przymusowe asymilowanie rdzennej ludności.

Placówki, finansowane z budżetu federalnego, prowadzone były przez Kościół katolicki i Kościół protestancki. Trafiały tam dzieci rdzennych mieszkańców, które siłą odbierano rodzinom. Niektóre z nich miały nawet mniej niż sześć lat. Były bite, molestowane, zaniedbywane i pozbawiane możliwości obcowania z własną rodzimą kulturą, w tym zwyczajami, ubiorem czy nawet językiem.

Pierwszy premier Kanady, sir John A. Macdonald w 1883 r. mówił w parlamencie, że rdzenni mieszkańcy są „dzikusami”, a szkoły są potrzebne, by „indiańskie dzieci (..) nabyły obyczajów i sposobu myślenia białego człowieka”.

Placówki zamknięto dopiero w latach 90. XX wieku.

Rząd kanadyjski przeprosił w parlamencie w 2008 roku i przyznał, że w szkołach szerzyła się przemoc fizyczna i seksualna. Wielu uczniów wspominało, że było bitych za mówienie w ich językach. W 2021 roku w kilku miejscach na terenie Kanady, w których kiedyś działały szkoły, odkryto masowe groby. Wśród tych miejsc są m.in. Kamloops w Kolumbii Brytyjskiej, gdzie znaleziono szczątki 215 osób, czy szkoła Marieval w Saskatchewan – tam odkryto szczątki 761 osób.

Pod koniec lipca papież Franciszek ma odwiedzić Kanadę, aby przeprosić rdzennych mieszkańców za rolę Kościoła katolickiego w dramacie, który ich spotkał.
Źródło info i foto: RMF24.pl