Dziennikarka Biełsatu usłyszała kolejny wyrok

Niezależna białoruska dziennikarka Kaciaryna Andrejewa została skazana przez białoruski reżim na osiem lat pozbawienia wolności – podaje Biełsat TV. Proces odbył się za zamkniętymi drzwiami. Andrejewa przebywa obecnie w kolonii karnej. Na wolność miała wyjść we wrześniu tego roku.

Kaciaryna Andrejewa razem z redakcyjną koleżanką Darią Czulcową odbywają karę dwóch lat więzienia kolonii karnej za reportaż, zrealizowany w trakcie białoruskich protestów, które wybuchły po wyborach prezydenckich w 2020 roku. Obecny wyrok 28-letnia dziennikarka skończy odbywać 5 września.

Wszystko wskazuje na to, że Andrejewa nie zostanie wypuszczona na wolność. Jak podaje Biełsat TV, w środę Sąd Rejonowy w Homlu skazał ją za „zdradę stanu” na osiem lat pozbawienia wolności. Opisano, że proces toczył się za zamkniętymi drzwiami, a sprawa została utajniona. Dziennikarze z Biełsat TV przekazali, że adwokat 28-latki został „zmuszony przez Komitet Śledczy do podpisania zobowiązania o nieujawnianiu informacji”, przez co „nie wolno mu było podawać żadnych okoliczności procesu nawet bliskim oskarżonej”. Dodano, że mąż uwięzionej dziennikarki jest przekonany o jej niewinności i że sam nie wie, na czym ma polegać rzekoma „zdrada stanu”.

„Kacia Andrejewa jest w więzieniu tylko i wyłącznie dlatego, że jest niezależną dziennikarką i wykonywała swoje dziennikarskie obowiązki. Została skazana za PRAWDĘ. Pozostaje mieć nadzieje, że reżim Łukaszenki nie potrwa długo, a wszyscy odpowiedzialni za niszczenie ludzkiego życia odpowiedzą za to. Za kratami w białoruskich więzieniach pozostają setki niewinnych ludzi skazywanych na lata kolonii karnych. Nie zapominajmy o nich!!!” – skomentowała wyrok Beata Krasicka, zastępca dyrektorki Biełsatu.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Zaginiona dziennikarka z Krymu przebywa w areszcie. Była torturowana przez Rosjan

Krymska dziennikarka i pielęgniarka Iryna Daniłowycz, która zaginęła pod koniec kwietnia, została zatrzymana przez rosyjskie służby bezpieczeństwa i była przez nie torturowana – podała w sobotę organizacja praw człowieka KrymSOS. Według ukraińskiej rzeczniczki praw człowieka Ludmyły Denisowej kobieta przebywa obecnie w areszcie śledczym w Symferopolu na Półwyspie Krymskim.

Daniłowycz była przetrzymywana w budynku zajmowanym przez FSB przez pierwsze osiem dni od zaginięcia. Funkcjonariusze przeprowadzali na niej testy przy pomocy wykrywacza kłamstw i grozili, że „wywiozą ją do lasu”, jeśli ukryje przed nimi jakąś informację. W tym czasie dostawała żywność raz dziennie. W zamian za uwolnienie kazano jej podpisać kilka czystych kartek papieru. Gdy kobieta to zrobiła, przekazano jej, że w jej torbie rzekomo odnaleziono 200 gramów materiałów wybuchowych. Daniłowycz grozi za to od sześciu do ośmiu lat więzienia oraz grzywna w wysokości do 100 tys. rubli (blisko 6,9 tys. złotych).

Takie traktowanie można uznać za torturę – podkreśla KrymSOS. Jak wyjaśnia, tortury mogą obejmować celowe zadawanie silnego bólu, wywoływanie cierpienia fizycznego lub emocjonalnego w celu uzyskania informacji lub przyznania się do winy. Przed zaginięciem Daniłowycz rozpowszechniała na Krymie prawdziwe informacje o rosyjskiej inwazji na Ukrainę. Zdaniem ukraińskiej rzeczniczki praw człowieka zaginięcia i nękanie działaczy i dziennikarzy są na półwyspie na porządku dziennym.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

To ona oblała farbą ambasadora Rosji na cmentarzu w Warszawie

Ambasador Rosji Siergiej Andriejew został oblany czerwoną farbą na cmentarzu w Warszawie. Do przeprowadzenia akcji przyznała się Iryna Zemlyana. Ukraińska aktywistka i dziennikarka zapewniła, że „atak na dyplomatę był przypadkowy”. 9 maja ambasador Rosji Siergiej Andriejew został oblany czerwoną farbą podczas składania kwiatów z okazji Dnia Zwycięstwa przed Cmentarzem Żołnierzy Radzieckich w Warszawie.

Do przeprowadzenia akcji przyznała się Iryna Zemlyana, ukraińska aktywistka i dziennikarka, która przed wybuchem wojny była związana z Instytutem Masowej Informacji w Kijowie. Zapewniała jednak, że to nie był żaden atak na dyplomatę, a farbą został on oblany przez przypadek. – To sprawa honoru dla każdego Ukraińca. Bo dziś nie ma żadnego święta. Nie ma żadnej pabiedy (zwycięstwa – red.), jak to nazywają Rosjanie. Dlatego nie mogliśmy pozwolić na to, by Rosjanie, którzy prowadzą wojnę w Ukrainie, cokolwiek świętowali czy składali kwiaty – tłumaczyła w rozmowie z Polsat News. – Właśnie dlatego oblaliśmy się czerwoną farbą, bo Rosjanie mordują Ukraińców. Oczywiście przez zupełny przypadek farba trafiła też na ambasadora – dodała.

Dziennikarka przyznała, że po incydencie otrzymała setki gróźb. Tylko za pośrednictwem Telegrama Rosjanie wysłali do niej ponad 700 wiadomości z pogróżkami. Podobne komunikaty są także wysyłane przez inne portale społecznościowe.

Ambasador Siergiej Andriejew oblany czerwoną farbą

W poniedziałek 9 maja z okazji Dnia Zwycięstwa na Cmentarzu-Mauzoleum Żołnierzy Radzieckich pojawił się ambasador Siergiej Andriejew, który złożył wieniec. W pewnym momencie w stronę dyplomaty poleciały pojemniki z czerwoną farbą. Jak relacjonował nasz dziennikarz Dariusz Grzędziński, który był na miejscu, ambasador szybko odjechał w eskorcie policji. Doszło też do szarpaniny z funkcjonariuszami. Policjanci nie zatrzymywali jednak protestujących Ukraińców, ale zwolenników rosyjskiej inwazji. Jeden z nich najprawdopodobniej miał przy sobie gaz łzawiący, którego użył przeciwko Ukraińcom. Do oblania ambasadora przyznali się ukraińscy aktywiści.
Źródło info i foto: Wprost.pl

Ukraina: Dziennikarka Wiktoria Roszczyna zatrzymana przez Rosjan

„Nasza dziennikarka Wiktoria Roszczyna jest przetrzymywana przez okupantów – przekazała ukraińska telewizja internetowa Hromadske. Od 12 marca redakcja nie może nawiązać kontaktu z kobietą. „Najpewniej dzień wcześniej Roszczyna została zatrzymana przez Federalną Służbę Bezpieczeństwa Rosji” – brzmi komunikat nadawcy.

Dziennikarka ukraińskiej telewizji internetowej Hromadske Wiktorija Roszczyna jest więziona przez Rosjan – przekazał w piątek nadawca. Reporterka relacjonowała zdarzenia z południowej i wschodniej części Ukrainy od początku wojny. Jak przekazano, redakcja redakcja nie zdołała nawiązać łączności z dziennikarką od 12 marca.

Świadkowie poinformowali, że kobieta przebywała wtedy w okupowanym przez Rosjan Berdiańsku i prawdopodobnie 15 marca została zatrzymana przez rosyjską FSB. „Obecnie nie wiemy, gdzie jest” – przekazano. 

Zaapelowano do społeczności ukraińskiej i międzynarodowej o pomoc w uwolnieniu reporterki. Piątek 18 marca to 23 dzień walk pomiędzy Rosją a Ukrainą. Jak dowodzi m.in. wywiad Wielkiej Brytanii, w przeciągu trzech tygodni Rosjanie stracili impet w natarciu.

– Nawet jeśli wyskrobią skądś jakieś rezerwy, spróbują przejść do ofensywy, to i tak wszystko zakończy się ich klęską. Po prostu o tydzień czy 10 dni będzie to dłużej trwać. Aktywna faza wojny na Ukrainie powinna zakończyć się za 2-3 tygodnie – uważa z kolei doradca prezydenta Ukrainy Ołeksij Arestowycz.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Kolejni dziennikarze nie żyją

Operator Fox News Pierre Zakrzewski został zabity podczas filmowania działań wojennych w pobliżu Kijowa – podała we wtorek ta amerykańska stacja telewizyjna. W ostrzale pod Kijowem zginęła także ukraińska dziennikarka Ołeksandra Kuwszynowa.

„Z wielkim smutkiem i ciężkim sercem przekazujemy wiadomość o śmierci naszego ukochanego operatora Pierre’a Zakrzewskiego” – napisała Suzanne Scott, dyrektor generalna Fox News, w notatce do pracowników sieci. 

„Pierre był fotografem wojennym, który podczas swojej długiej współpracy z nami sfilmował niemal każdą międzynarodową historię dla Fox News, od Iraku przez Afganistan po Syrię” – oświadczyła dyrektor kanału. „Jego pasja i talent dziennikarski nie miały sobie równych” – dodała.

„Nie wiem, co powiedzieć. Pierre był tak dobry. Bezinteresowny. Odważny. Pełen pasji. Tak mi przykro, że ci się to przytrafiło” – napisał korespondent Fox News Trey Yingst.

Wraz z Pierrem Zakrzewskim w rosyjskim ostrzale artyleryjskim zginęła ukraińska dziennikarka Ołeksandra Kuwszynowa. Tragiczną informację przekazał we wtorek doradca szefa MSW Ukrainy Anton Heraszczenko. „Stali się kolejnymi niewinnymi ofiarami agresji Putina” – napisał w serwisie Telegram doradca szefa MSW, publikując zdjęcia dziennikarzy.

Komunikat w tej sprawie wydało także Ministerstwo Obrony Ukrainy. „Celem ataku jest prawda. Rosyjskie wojsko ostrzelało ekipę telewizyjną Fox News w pobliżu Kijowa. Operator Pierre Zakrzewski i producentka Ołeksandra Kuwszynowa zostali zabici. Dziennikarz Benjamin Hall przeżył, ale stracił część nogi” — poinformował resort.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Gubernator Nowego Jorku oskarżony o molestowanie seksualne. Namawiał dziennikarkę do „zjedzenia całej kiełbaski”. Wyciekło nagranie

Pośród oskarżeń o molestowania seksualne gubernatora Nowego Jorku Andrew Cuomo, w mediach społecznościowych ukazał się filmik, na którym zachęca on w restauracji dziennikarkę do „zjedzenia całej kiełbaski”. Podchwycił to „New York Post”, cytując różne komentarze. Na nagraniu wideo z 2016 roku Cuomo siedzi w trakcie stanowych targów przy posiłku w towarzystwie córki Michaeli. Na imprezie jest też młoda dziennikarka Beth Cefalu. W pewnym momencie gubernator zwraca się do niej: Chcę zobaczyć, jak zjadasz całą kiełbaskę.

– Nie wiem, czy powinnam zjeść całą kiełbaskę przy tobie, ale na pewno ją zjem – odpowiada kobieta, która była wówczas reporterkę telewizji NewsChannel 9. Kiedy Cuomo zaprasza ją do stołu, podchodzi i robi sobie z nim zdjęcie przy użyciu telefonu komórkowego.

Molestowanie seksualne?

Pokazany obecnie filmik w kontekście oskarżeń gubernatora przez jego dwie byłe współpracowniczki o molestowanie seksualne wywołał dalszą falę krytyki pod jego adresem. Niektórzy użytkownicy mediów społecznościowych uznali zachowanie Cuomo na nagraniu za „przerażające i żenujące”.

To prawie tak, jakby molestował ją seksualnie na oczach wszystkich i po prostu nie przeszkadza im to, prawdopodobnie dlatego, że są do tego przyzwyczajeni – cytuje „New York Post” jedną z komentujących filmik osób.

Jego córka wygląda na tak zakłopotaną! – ocenił ktoś inny. Kolejna osobą skwitowała sytuację jako „niefortunną”.

Nowojorska gazeta przyznaje, że nie każdy sądzi, że gubernator zrobił coś nagannego, a klip miałby być jakoby dowodem na molestowanie seksualne. Zdaniem jednych jest to przesada, tym bardziej że był z córką, a innych, że poczuł się niezręcznie, kiedy go filmowano w trakcie jedzenia.

Stała nagrywając go nietaktownie, kiedy próbował jeść. Jest możliwe, że biernie-agresywnie dawał jej do zrozumienie, jak bardzo do bani się czuje będąc nagrywany na wideo podczas spożywania posiłku? (…) To nie było tak, że siedział i gapił się na nią, kiedy jadła lub że robił perwersyjne żarty – zauważył inny użytkownik Twittera.

Kolejny pisał: Nie lubię tego faceta tak samo jak wszyscy, ale jest nonsensem zestawianie tego z rzeczywistymi zarzutami, co rozwadnia całą sprawę.

Je hot doga i kiedy go wcina, najwyraźniej nie jest zbyt szczęśliwy będąc nagrywanym, a potem prosi ją, żeby zjadła jednego, a ona mówi tak – tweetowała kolejna osoba.

Dziennikarka broni gubernatora

„New York Post” zwraca uwagę, że w poniedziałek rano, kiedy filmik z nagraniem został szeroko rozpowszechniony, reporterka wystąpiła w obronie Cuomo. Nie znalazłam się pod presją ani nie byłam molestowana; dwie osoby spędzające miło czas podczas wydarzenia – targów NYS – co dało im trochę więcej swobody w nieformalnym zachowaniu. (…) Naprawdę smutne, że zmienia się to w coś więcej – pisała na Twitterze Cefalu.

Jak podkreśla nowojorska gazeta, nagranie ukazało się ponownie w dniu, kiedy Cuomo próbował określić zarzuty dotyczące molestowania seksualnego jako „żarty” błędnie zinterpretowane jako „niechciany flirt”.

„W pracy czasami myślę, że żartuję, jestem zabawny i opowiadam dowcipy, które uważam za śmieszne. Czasami droczę się z ludźmi w sposób, który uważam za dobroduszny” – głosi oświadczenie gubernatora.

Zarzuty byłych współpracownic

Wydał je w ślad za tym jak jego była współpracownica 25-letnia Charlotte Bennett w rozmowie z „New York Times” zarzuciła, że po serii niewłaściwych uwag Cuomo była przekonana, że „chce się z nią przespać” – przypomniał „New York Post”.

W niecały tydzień wcześniej inna była współpracownica, Lindsey Boylan, rozszerzyła zarzuty przedstawione po raz pierwszy w grudniu 2020 roku o to, że Cuomo bez zgody pocałował ją w usta.

W niedzielę przepraszał on kobiety i po raz pierwszy przyznał, że jego zachowanie mogło być niekiedy pozbawione wrażliwości lub mieć zbyt osobisty charakter. Utrzymywał zarazem, że nigdy nikogo nie dotykał w niestosowny sposób ani niczego nie proponował. Wcześniej zdecydowanie odrzucał zarzuty o molestowanie seksualne.

W obliczu narastającej krytyki gubernator ostatecznie zgodził się na żądanie, aby nadzór nad zapowiadanym śledztwem sprawowała prokurator generalny stanu Nowy Jork Letitia James. Zapowiedziała ona przeprowadzenie „rygorystycznego i niezależnego dochodzenia”.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Peter Madsen, morderca szwedzkiej dziennikarki, skazany za ucieczkę z więzienia

Duński konstruktor Peter Madsen, który odsiaduje dożywocie za zamordowanie w łodzi podwodnej szwedzkiej dziennikarki, został we wtorek skazany na rok i dziewięć miesięcy pozbawienia wolności za ucieczkę z więzienia. Wyrok utrudni mu starania o wcześniejsze zwolnienie. Sąd w Glostrup pod Kopenhagą uznał ponadto Madsena za winnego karalnych gróźb śmierci, kierowanych do funkcjonariuszy służby więziennej oraz policji.

Morderca przyznał się, że 20 października wydostał się z więzienia Herstedvester w Kopenhadze, mając własnoręcznie wykonaną atrapę broni oraz naśladujący ładunek wybuchowy pas. Przedmioty te wykonał podczas zajęć resocjalizacyjnych w stolarni. Został jednak schwytany po pięciu minutach. Jak ustaliła prokuratura, działał w pojedynkę i nikt nie został poszkodowany.

Madsen tłumaczył próbę ucieczki złymi – jego zdaniem – warunkami w więzieniu. Po tym incydencie został przeniesiony do zakładu karnego o zaostrzonym rygorze w Strostrom na wyspie Falster.

Według agencji Ritzau kolejny wyrok utrudni mordercy starania o wcześniejsze lub warunkowe zwolnienie z odbycia kary dożywocia.

Madsen w 2018 roku został skazany przez sąd w Kopenhadze na dożywocie za zamordowanie w sierpniu 2017 roku szwedzkiej dziennikarki Kim Wall.

Nie przyznał się do zabójstwa

Konstruktor łodzi podwodnych nie przyznał się do zabójstwa, a jedynie do rozczłonkowania ciała kobiety i wyrzucenia jego części za burtę swej łodzi. Sąd uznał, że jest on również winien zbezczeszczenia zwłok, jak i przestępstwa na tle seksualnym. W jego komputerze znaleziono materiały pornograficzne z przemocą.

Madsen nie odwołał się od wyroku, a jedynie domagał złagodzenia kary. Wniosek ten został jednak przez sąd wyższej instancji odrzucony. Ofiara Madsena Kim Wall, która miała doświadczenie w realizacji materiałów w Syrii, Sri Lance czy na Haiti, weszła na pokład jego łodzi, aby zrealizować o nim reportaż. Madsen był wówczas znany jako zdolny wynalazca i wizjoner, który chciał wystrzelić się w kosmos. Aby zrealizować ten cel, rywalizował z dawnymi współpracownikami, z którymi rozstał się w nieprzyjemnych okolicznościach.

Dopiero po morderstwie dziennikarki wyszło na jaw, że przejawiał on cechy psychopatyczne oraz narcystyczne. Rodzice Wall, również z zawodu dziennikarze, aby upamiętnić córkę ustanowili stypendium, które co roku w dniu jej urodzin 23 marca jest przyznawane młodym dziennikarkom.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Bezpieka zatrzymała lekarza i dziennikarkę ws. śmierci Bandarenki

W Mińsku zatrzymano Kaciarynę Barysiewicz – dziennikarkę największego białoruskiego portalu internetowego TUT.by, która opisywała historię śmierci Ramana Bandarenki. To 31-letni Białorusin, który zmarł przed tygodniem po tym, jak ze śladami pobicia został przewieziony do szpitala z komisariatu milicji. Kilka dni temu Komitet Śledczy Białorusi poinformował, że zmarły Raman Bandarenka był pijany. Jednak lekarze ze szpitala, do którego przywieziono mężczyznę, udostępnili mediom kartę przyjęcia pacjenta, z której wynikało, że w jego krwi nie było alkoholu. Historię opisał portal.

W czwartek dziennikarka Kaciaryna Barysiewicz, która napisała artykuł na ten temat, została zatrzymana przez ludzi w maskach, najpewniej milicyjny OMON.

Aresztowany został również lekarz, który prawdopodobnie udostępnił dane zmarłego. Prokuratura Generalna oświadczyła, że doktor umyślnie i bez służbowej konieczności przekazał wyniki badań. Tym samym ujawnił tajemnicę służbową, przy czym – zdaniem prokuratury – miał przekazać niedokładne dane.

Pogrzeb Ramana Bandarenki odbędzie się w piątek w Mińsku.
Źródło info i foto: TVP.info

Wynalazca Peter Madsen przyznał się do zabójstwa dziennikarki przez telefon

Peter Madsen, wynalazca z Danii, przyznał się w rozmowie z dziennikarzem do brutalnego zamordowania szwedzkiej dziennikarski. – Tylko jedna osoba jest winna, tą osobą jestem ja – powiedział. Mężczyzna odsiaduje karę dożywocia. Jak donosi BBC, powołując się na duńską prasę, Peter Madsen przyznał się do zbrodni dziennikarzowi, który potajemnie nagrał 20 godzin wspólnych rozmów telefonicznych. Pierwszy odcinek dziennikarskiego materiału „Secret recordings with Peter Madsen” ma zostać wyemitowany w środę.

Podczas rozmowy z dziennikarzem Madsen został zapytany, czy zabił Kim Wall. – Tak – odpowiedział. – Tylko jedna osoba jest winna, tą osobą jestem ja – wyznał. Choć sama rozmowa była nagrywana potajemnie, później Madsen zgodził się na opublikowanie wywiadu.

Duński wynalazca Peter Madsen został skazany w kwietniu 2018 r. na karę dożywotniego więzienia za zabójstwo szwedzkiej dziennikarki Kim Wall. Kobieta weszła w sierpniu 2017 r. na pokład jego łodzi podwodnej w zatoce Køge, a później słuch o niej zaginął. Z wody wyłowiono fragmenty jej ciała.

Zdaniem prokuratury, Madsen przed zamordowaniem kobiety torturował ją, a jej zabójstwo miało być „umotywowane seksualnie”. Wynalazca kilkukrotnie zmieniał zeznania. Przyznał się do rozczłonkowania ciała dziennikarki, ale twierdził, że do śmierci kobiety doszło w wyniku wypadku.

Petera Madsena skazano także za przestępstwo na tle seksualnym, pozbawienie wolności innej osoby oraz za dwa przestępstwa związane z naruszeniem bezpieczeństwa żeglugi.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

25-latek z zarzutami ws. śmiertelnego potrącenia dziennikarki

25-letni mężczyzna usłyszał zarzuty w związku ze sprawą śmiertelnego potrącenia rowerzystki, do którego doszło w czwartek w Wielkopolsce. W zdarzeniu zginęła dziennikarka lokalnych mediów Anna Karbowniczak. Informację przekazał w sobotę (5 września) rzecznik wielkopolskiej policji Andrzej Borowiak. W szybkim ustaleniu pojazdu, który uderzył w rowerzystkę i w namierzeniu jego właściciela pomógł monitoring, pomocne były też informacje od świadków.

Do wypadku doszło w czwartek na drodze w pobliżu miejscowości Brzekiniec (woj. wielkopolskie) między Wągrowcem a Budzyniem. Jadącą sportowym rowerem 35-letnią kobietę potrącił samochód. Zginęła na miejscu. Sprawca uciekł.

Policjanci ustalili, że w rowerzystkę uderzyło niebieskie auto, renault trafic lub opel vivaro. W piątek funkcjonariusze odnaleźli opla, którego kierowca śmiertelnie potrącił dziennikarkę. Auto było ukryte w gminie Gołańcz. W związku ze sprawą zatrzymano trzy osoby, w tym 25-letniego właściciela auta.

Prokurator w piątek przesłuchał 25-latka. Postawił mu zarzut spowodowania wypadku ze skutkiem śmiertelnym i ucieczki z miejsca zdarzenia. Sprawę bada wielkopolska policja, śledztwo prowadzi Prokuratura Okręgowa w Poznaniu. Rzecznik wielkopolskiej policji podkreślił, że sprawę udało się szybko rozwiązać w dużej mierze dzięki ciężkiej pracy policjantów z Chodzieży.

Zatrzymano kolejne osoby
Borowiak poinformował, że policjanci zatrzymali w sobotę kolejne dwie osoby.

– Funkcjonariusze zatrzymali kobietę i mężczyznę, pasażerów opla vivaro. Kierowca po potrąceniu rowerzystki uciekł wraz z naocznymi świadkami. Wszyscy ukrywali się. Mogli też zacierać ślady – podał Borowiak.

Zabezpieczono nagranie

– Wykonali gigantyczna pracę. Natychmiast po wypadku ogłoszona została obława: blokada dróg, kontrole samochodów, poszukiwania auta z widocznymi uszkodzeniami. Badający miejsce zdarzenia funkcjonariusze ustalili prawdopodobne marki pojazdu, jakim poruszał się sprawca wypadku. Tego samego dnia wypatrzyli taki pojazd na nagraniu z kamery umieszczonej na jednym z budynków w Wągrowcu – powiedział Borowiak.

Na nagraniu widać, że auto na kaliskich numerach rejestracyjnych jechało w kierunku Budzynia. W ciągu następnych godzin funkcjonariuszom udało się dotrzeć do kolejnych właścicieli auta – z Kalisza i z Ostrowa Wielkopolskiego.

– Nabywca pojazdu z Ostrowa podał nam namiary na obecnego właściciela samochodu z Wągrowca. Przez wiele godzin poszukiwany był 25-letni właściciel opla. W międzyczasie dostaliśmy informację od świadka, który widział taki pojazd z uszkodzoną przednią szybą. Z jego relacji wynikało, że samochód wyjechał z lasu i jechał w dużą prędkością w kierunku Gołańczy – podał.

Funkcjonariusze dotarli do nagrania z monitoringu z Gołańczy. Widać na nim, że pojazd, który niedługo wcześniej przejeżdżał, bez uszkodzeń, przez Wągrowiec, tym razem miał widoczne uszkodzenia i rozbitą szybę. Ostatecznie opla znaleziono w jednej z okolicznych miejscowości.

Zatrzymani to 25-letni właściciel auta, jego 27-letni brat i 35-letni członek dalszej rodziny, właściciel posesji, na której ukryto pojazd. Borowiak podał, że w sobotę prokuratorzy przesłuchują brata właściciela auta i właściciela posesji.

Anna Karbowniczak była wieloletnią dziennikarką „Chodzieżanina”, portalu Chodzież NaszeMiasto.pl i „Głosu Wielkopolskiego”.

Dziennikarce grożono

W sobotę „Głos Wielkopolski” poinformował, że dziennikarce w ostatnim czasie grożono w związku z podjętym przez nią tematem. Do jej przełożonych trafiło też sfałszowane pismo ją oczerniające. Chodziło o bulwersującą sprawę z Chodzieży, historię tragicznej śmierci dwuletniego chłopca, który – jak się okazało – był ofiarą wielomiesięcznej przemocy domowej.

W ostatnich dniach o groźbach Anna Karbowniczak powiadomiła prokuraturę. Gazeta napisała, że w piątek wszczęto śledztwo w sprawie zniesławienia i gróźb pod jej adresem. Andrzej Borowiak potwierdził, że prokuratura i policja badają odrębnie również i ten wątek.

„Głos Wielkopolski” napisał, że w czwartek, w dzień swojej śmierci, dziennikarka miała wolne. Była wielką fanką jazdy sportowym rowerem, w tym roku przejechała 16 tys. km. Regularnie jeździła w okolicach Chodzieży. Również tego dnia.
Źródło info i foto: interia.pl