Jest wyrok za pobicie dziennikarek na Marszu Kobiet

Karę roku i siedmiu miesięcy więzienia wymierzył wrocławski sąd Robertowi G., oskarżonemu o pobicie dwóch dziennikarek „Gazety Wyborczej”, które relacjonowały Marsz Kobiet w 2020 r. we Wrocławiu. Do wydarzeń opisanych w akcie oskarżenia doszło 28 października 2020 r. podczas Marszu Kobiet, który przeszedł ulicami ścisłego centrum Wrocławia. Robert G. został oskarżony o pobicie dwóch dziennikarek wrocławskiej „Gazety Wyborczej”. Jedną z kobiet szarpał i popchnął tak, że upadła ona na jezdnię tuż przy kamiennym krawężniku. Druga dziennikarka została uderzona pięścią w brzuch.

„Wrocławski sąd uznał G. winnym zarzucanych czynów i wymierzył mu karę rok i siedmiu miesięcy więzienia” – podało biuro prasowe Sądu Okręgowego we Wrocławiu. G. ma również zapłacić nawiązki na rzecz poszkodowanych kobiet. Wyrok jest nieprawomocny.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Zaginiona dziennikarka z Krymu przebywa w areszcie. Była torturowana przez Rosjan

Krymska dziennikarka i pielęgniarka Iryna Daniłowycz, która zaginęła pod koniec kwietnia, została zatrzymana przez rosyjskie służby bezpieczeństwa i była przez nie torturowana – podała w sobotę organizacja praw człowieka KrymSOS. Według ukraińskiej rzeczniczki praw człowieka Ludmyły Denisowej kobieta przebywa obecnie w areszcie śledczym w Symferopolu na Półwyspie Krymskim.

Daniłowycz była przetrzymywana w budynku zajmowanym przez FSB przez pierwsze osiem dni od zaginięcia. Funkcjonariusze przeprowadzali na niej testy przy pomocy wykrywacza kłamstw i grozili, że „wywiozą ją do lasu”, jeśli ukryje przed nimi jakąś informację. W tym czasie dostawała żywność raz dziennie. W zamian za uwolnienie kazano jej podpisać kilka czystych kartek papieru. Gdy kobieta to zrobiła, przekazano jej, że w jej torbie rzekomo odnaleziono 200 gramów materiałów wybuchowych. Daniłowycz grozi za to od sześciu do ośmiu lat więzienia oraz grzywna w wysokości do 100 tys. rubli (blisko 6,9 tys. złotych).

Takie traktowanie można uznać za torturę – podkreśla KrymSOS. Jak wyjaśnia, tortury mogą obejmować celowe zadawanie silnego bólu, wywoływanie cierpienia fizycznego lub emocjonalnego w celu uzyskania informacji lub przyznania się do winy. Przed zaginięciem Daniłowycz rozpowszechniała na Krymie prawdziwe informacje o rosyjskiej inwazji na Ukrainę. Zdaniem ukraińskiej rzeczniczki praw człowieka zaginięcia i nękanie działaczy i dziennikarzy są na półwyspie na porządku dziennym.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Ukraina: Dziennikarka Wiktoria Roszczyna zatrzymana przez Rosjan

„Nasza dziennikarka Wiktoria Roszczyna jest przetrzymywana przez okupantów – przekazała ukraińska telewizja internetowa Hromadske. Od 12 marca redakcja nie może nawiązać kontaktu z kobietą. „Najpewniej dzień wcześniej Roszczyna została zatrzymana przez Federalną Służbę Bezpieczeństwa Rosji” – brzmi komunikat nadawcy.

Dziennikarka ukraińskiej telewizji internetowej Hromadske Wiktorija Roszczyna jest więziona przez Rosjan – przekazał w piątek nadawca. Reporterka relacjonowała zdarzenia z południowej i wschodniej części Ukrainy od początku wojny. Jak przekazano, redakcja redakcja nie zdołała nawiązać łączności z dziennikarką od 12 marca.

Świadkowie poinformowali, że kobieta przebywała wtedy w okupowanym przez Rosjan Berdiańsku i prawdopodobnie 15 marca została zatrzymana przez rosyjską FSB. „Obecnie nie wiemy, gdzie jest” – przekazano. 

Zaapelowano do społeczności ukraińskiej i międzynarodowej o pomoc w uwolnieniu reporterki. Piątek 18 marca to 23 dzień walk pomiędzy Rosją a Ukrainą. Jak dowodzi m.in. wywiad Wielkiej Brytanii, w przeciągu trzech tygodni Rosjanie stracili impet w natarciu.

– Nawet jeśli wyskrobią skądś jakieś rezerwy, spróbują przejść do ofensywy, to i tak wszystko zakończy się ich klęską. Po prostu o tydzień czy 10 dni będzie to dłużej trwać. Aktywna faza wojny na Ukrainie powinna zakończyć się za 2-3 tygodnie – uważa z kolei doradca prezydenta Ukrainy Ołeksij Arestowycz.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Zapadł wyrok w procesie dziennikarek Biełsatu

Sąd w Mińsku skazał dziennikarki Biełsatu, Kaciarynę Andrejewą i Darię Czulcowa na dwa lata pozbawienia wolności za organizowanie zamieszek. Operatorka Biełsatu Daria Czulcowa i jej koleżanka korespondentka Kaciaryna Andrejewa zostały aresztowane 15 listopada 2020 r. podczas relacjonowania strać między służbą bezpieczeństwa a protestującymi na Placu Przemian. Dziennikarkom, które oskarżono o „zorganizowanie i przygotowanie akcji mającej na celu zburzenie porządku publicznego”, grozi do trzech lat więzienia.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Peter Madsen, morderca szwedzkiej dziennikarki, skazany za ucieczkę z więzienia

Duński konstruktor Peter Madsen, który odsiaduje dożywocie za zamordowanie w łodzi podwodnej szwedzkiej dziennikarki, został we wtorek skazany na rok i dziewięć miesięcy pozbawienia wolności za ucieczkę z więzienia. Wyrok utrudni mu starania o wcześniejsze zwolnienie. Sąd w Glostrup pod Kopenhagą uznał ponadto Madsena za winnego karalnych gróźb śmierci, kierowanych do funkcjonariuszy służby więziennej oraz policji.

Morderca przyznał się, że 20 października wydostał się z więzienia Herstedvester w Kopenhadze, mając własnoręcznie wykonaną atrapę broni oraz naśladujący ładunek wybuchowy pas. Przedmioty te wykonał podczas zajęć resocjalizacyjnych w stolarni. Został jednak schwytany po pięciu minutach. Jak ustaliła prokuratura, działał w pojedynkę i nikt nie został poszkodowany.

Madsen tłumaczył próbę ucieczki złymi – jego zdaniem – warunkami w więzieniu. Po tym incydencie został przeniesiony do zakładu karnego o zaostrzonym rygorze w Strostrom na wyspie Falster.

Według agencji Ritzau kolejny wyrok utrudni mordercy starania o wcześniejsze lub warunkowe zwolnienie z odbycia kary dożywocia.

Madsen w 2018 roku został skazany przez sąd w Kopenhadze na dożywocie za zamordowanie w sierpniu 2017 roku szwedzkiej dziennikarki Kim Wall.

Nie przyznał się do zabójstwa

Konstruktor łodzi podwodnych nie przyznał się do zabójstwa, a jedynie do rozczłonkowania ciała kobiety i wyrzucenia jego części za burtę swej łodzi. Sąd uznał, że jest on również winien zbezczeszczenia zwłok, jak i przestępstwa na tle seksualnym. W jego komputerze znaleziono materiały pornograficzne z przemocą.

Madsen nie odwołał się od wyroku, a jedynie domagał złagodzenia kary. Wniosek ten został jednak przez sąd wyższej instancji odrzucony. Ofiara Madsena Kim Wall, która miała doświadczenie w realizacji materiałów w Syrii, Sri Lance czy na Haiti, weszła na pokład jego łodzi, aby zrealizować o nim reportaż. Madsen był wówczas znany jako zdolny wynalazca i wizjoner, który chciał wystrzelić się w kosmos. Aby zrealizować ten cel, rywalizował z dawnymi współpracownikami, z którymi rozstał się w nieprzyjemnych okolicznościach.

Dopiero po morderstwie dziennikarki wyszło na jaw, że przejawiał on cechy psychopatyczne oraz narcystyczne. Rodzice Wall, również z zawodu dziennikarze, aby upamiętnić córkę ustanowili stypendium, które co roku w dniu jej urodzin 23 marca jest przyznawane młodym dziennikarkom.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Wynalazca Peter Madsen przyznał się do zabójstwa dziennikarki przez telefon

Peter Madsen, wynalazca z Danii, przyznał się w rozmowie z dziennikarzem do brutalnego zamordowania szwedzkiej dziennikarski. – Tylko jedna osoba jest winna, tą osobą jestem ja – powiedział. Mężczyzna odsiaduje karę dożywocia. Jak donosi BBC, powołując się na duńską prasę, Peter Madsen przyznał się do zbrodni dziennikarzowi, który potajemnie nagrał 20 godzin wspólnych rozmów telefonicznych. Pierwszy odcinek dziennikarskiego materiału „Secret recordings with Peter Madsen” ma zostać wyemitowany w środę.

Podczas rozmowy z dziennikarzem Madsen został zapytany, czy zabił Kim Wall. – Tak – odpowiedział. – Tylko jedna osoba jest winna, tą osobą jestem ja – wyznał. Choć sama rozmowa była nagrywana potajemnie, później Madsen zgodził się na opublikowanie wywiadu.

Duński wynalazca Peter Madsen został skazany w kwietniu 2018 r. na karę dożywotniego więzienia za zabójstwo szwedzkiej dziennikarki Kim Wall. Kobieta weszła w sierpniu 2017 r. na pokład jego łodzi podwodnej w zatoce Køge, a później słuch o niej zaginął. Z wody wyłowiono fragmenty jej ciała.

Zdaniem prokuratury, Madsen przed zamordowaniem kobiety torturował ją, a jej zabójstwo miało być „umotywowane seksualnie”. Wynalazca kilkukrotnie zmieniał zeznania. Przyznał się do rozczłonkowania ciała dziennikarki, ale twierdził, że do śmierci kobiety doszło w wyniku wypadku.

Petera Madsena skazano także za przestępstwo na tle seksualnym, pozbawienie wolności innej osoby oraz za dwa przestępstwa związane z naruszeniem bezpieczeństwa żeglugi.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Dziennikarka zostanie skazana na kolonię karną? Protesty pod gmachem FSB w stolicy Rosji

15 osób zatrzymała policja w Moskwie podczas protestu przed gmachem Federalnej Służby Bezpieczeństwa (FSB). Około 100 osób prowadziło tam pikiety w obronie niezależnej dziennikarki z Pskowa Swietłany Prokopiewej, której grozi kara pozbawienia wolności.

Informację o 15 zatrzymanych podał dziennik „Kommiersant”. Są wśród nich dziennikarze, m.in.: korespondentka portalu Meduza Kristina Safonowa i komentator niezależnej „Nowej Gaziety” Ilja Azar.

Dziennikarze przyszli pod gmach FSB, by wyrazić solidarność zawodową i wsparcie dla Prokopiewej. Demonstracja miała formę jednoosobowych pikiet, niektórzy protestujący przynieśli plakaty z hasłami w obronie dziennikarki. Jednoosobowe pikiety nie wymagają zezwolenia władz, ale policjanci oświadczyli, że zgromadzenie nie zostało uzgodnione i zagrozili zatrzymaniami. Demonstranci, którzy rozwijali plakaty, byli od razu zabierani do samochodów policyjnych.

Prokopiewa jest oskarżona o usprawiedliwianie terroryzmu. Na procesie toczącym się w Pskowie prokurator zażądał dla niej kary sześciu lat kolonii karnej. Wyrok zapadnie w poniedziałek, 6 lipca.

Powodem oskarżeń wobec Prokopiewej stał się jej komentarz wygłoszony na falach rozgłośni Echo Moskwy w Pskowie 6 listopada 2018 roku. Dziennikarka mówiła o zamachu bombowym w Archangielsku, gdzie 17-latek zdetonował w samobójczym ataku ładunek wybuchowy w gmachu regionalnego oddziału FSB.

W komentarzu Prokopiewa wyraziła ocenę, że czyn zamachowca mógł być sprowokowany represyjnymi działaniami systemu politycznego; zauważyła m.in. iż „okrucieństwo rodzi okrucieństwo”. Niemniej zastrzegła, że akt terroru jest działaniem niedopuszczalnym. Regulator mediów Roskomnadzor ocenił jednak, że materiał zawierał wypowiedzi wyrażające usprawiedliwianie terroryzmu.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Valery Giscard d’Estaing, były prezydent Francji, oskarżony o molestowanie seksualne

Valery Giscard d’Estaing miał dopuścić się nękania niemieckiej dziennikarki po tym, jak udzielił jej wywiadu w grudniu 2018 roku. Jego pełnomocnik broni go przed zarzutami, twierdząc, że były prezydent „nie pamięta” tego spotkania. Jak informuje „Le Monde”, 37-letnia Ann-Kathrin Stracke, pracująca dla niemieckiej telewizji WDR, złożyła stosowny pozew już w marcu, a teraz zdecydowała się ujawnić całą sprawę.

Wywiad, który przeprowadziła z 94-letnim dziś politykiem, zorganizowano z okazji setnych urodzin byłego kanclerza RFN Helmuta Schmidta, będącego u władzy w tym samym czasie, co Giscard d’Estaing (prezydent Francji w latach 1974-1981). Kiedy po wywiadzie Stracke poprosiła go o zdjęcie, polityk miał ją objąć w talii, a drugą rękę położyć na pośladkach.

„Byłam zaskoczona i oburzona tym zachowaniem. Czułam się niekomfortowo. Próbowałam odepchnąć rękę pana d’Estainga, jednak na nic się to zdało” – napisała Stracke w swoim pozwie.

Po powrocie do miejsca pracy, szefowie telewizji poradzili jej, aby złożyła stosowny wniosek do prokuratury. Jak sama stwierdziła, „nie myślała o tym, tym bardziej, że nie miała pojęcia, jak funkcjonuje francuski wymiar sprawiedliwości”. Jednak po sukcesie ruchu #MeToo zdecydowała się działać.

Pełnomocnik byłego prezydenta Olivier Revol powiedział w rozmowie z „Le Monde”, że 94-latek „nie pamięta spotkania z panią Stracke”.

Giscard d’Estaing, jak wielu prezydentów Francji, od początku wzbudzał zainteresowanie pod kątem relacji z kobietami. W latach 80. mówiło się nawet o jego romansie z księżną Dianą, która była już żoną następcy tronu brytyjskiego, Karola.
Źródło info i foto: onet.pl

Jest policyjne śledztwo ws. dziennikarki, która miała nękać księdza

Policja w Nowym Targu prowadzi postępowanie sprawdzające ws. nękania ks. Stanisława Gulaka przez dziennikarkę „Tygodnika Podhalańskiego”. Oskarżenia duchownego związane są z materiałem gazety, w którym ujawniono, że jego praca habilitacyjna prawdopodobnie jest plagiatem.

Jak pisze Onet.pl, nowotarska policja wszczęła postępowanie wyjaśniające w sprawie nękania ks. Stanisława Gulaka, rektora Podhalańskiej Wyższej Szkoły Zawodowej w Nowym Targu. Miało ono polegać na „rozpowszechnianiu nieprawdziwych informacji poprzez publikowanie tekstów” na jego temat. Dziennikarka, która napisała artykuł pt.”Rektor kopiuj wklej”, w którym opisała pracę habilitacyjną ks. Stanisława Gulaka, wskazując, że to prawdopodobnie plagiat, miała naruszyć prywatność rektora uczelni.

– Postępowania policyjne wobec dziennikarza o uporczywe nękanie bohatera jego artykułu jest naruszeniem wolności prasy, nawet jeśli jest to postępowanie wyjaśniające. Policjanci powinni o tym wiedzieć – mówi Beata Zalot, autorka wspomnianego tekstu. Zaznacza, że ks. Stanisław Gulak po żadnym z tekstów na jego temat nie skontaktował się z redakcją ani nie żądał sprostowania.

Policja nie zdradza, że autorem zawiadomienia przeciwko dziennikarce jest ks. Stanisław Gulak. Zaznacza, że prowadzone postępowanie ma charakter sprawdzający i ma ustalić, czy doszło do popełnienia przestępstwa.

Ks. Gulak miał splagiatować m.in. prace ks. Tischnera

„Tygodnik Podhalański” pod koniec lipca opublikował artykuł, w którym ujawnił, że praca habilitacyjna ks. Stanisława Gulaka to może być plagiat. Rektor państwowej uczelni miał przepisać obszerne fragmenty prac innych naukowców, m.in. ks. Józefa Tischnera, nie podając ich w bibliografii. Jak się po latach okazało, duchowny habilitował się na katolickim uniwersytecie w Rużemberoku, gdzie stopnie naukowe można było kupić.

Sprawa została skierowana do rzecznika dyscyplinarnego przez ministra Jarosława Gowina.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Malta: Sprawa zabójstwa dziennikarki. Policja zidentyfikowała organizatorów zbrodni

Maltańska policja ustaliła tożsamość co najmniej trzech obywateli tego kraju, którzy ponad rok temu zorganizowali zabójstwo Daphne Caruany Galizii – podała w niedzielę gazeta „The Sunday Times of Malta”. Ofiara, dziennikarka, pisała o korupcji w najwyższych kręgach krajowych władz.

Gazeta nie ujawniła nazwisk domniemanych organizatorów zbrodni. Przytoczyła jedynie słowa wysokiego rangą oficera prowadzącego śledztwo, który miał powiedzieć, że dochodzenie „osiągnęło bardzo delikatny etap”. Rodzina zamordowanej dziennikarki poinformowała, że nie została „formalnie” poinformowana o postępie dochodzenia.

Źródła, na które powołuje się maltańska gazeta, nie podały, ile jeszcze czasu może trwać dochodzenie i czy doszło do nowych aresztowań, jak również z jakich kręgów – przestępczych, biznesowych czy politycznych pochodzą organizatorzy morderstwa.

Trzech podejrzanych o popełnienie morderstwa znajduje się od niemal roku w areszcie. Mieli oni podłożyć bombę w samochodzie dziennikarki i odpalić zdalnie. Twierdzą, że są niewinni.

„The Sunday Times of Malta” napisał, powód morderstwa pozostaje nieznany, a śledczy uważają, że organizatorzy kierowali się różnymi pobudkami; razem wynajęli trzech oskarżonych już siedzących w areszcie.

Aresztowani prowadzili wystawny tryb życia, chociaż byli bezrobotni. Posiadali luksusowe samochody, posyłali dzieci do prywatnych szkół i grali o duże stawki w maltańskich kasynach. Według źródeł gazety, jakiś czas temu pojawiła się nadzieja, że jeden z nich zacznie współpracować ze śledczymi. Wszyscy jednak wciąż milczą – podaje gazeta.

Dziennikarka zginęła na miejscu

16 października 2017 samochód Caruany Galizii został wysadzony w powietrze w pobliżu jej domu w północnej części Malty. Dziennikarka zginęła na miejscu.

53-letnia autorka popularnego bloga ujawniała najciemniejsze aspekty maltańskiej polityki. Koncentrowała się na przypadkach korupcji wśród miejscowych polityków. Wskazała m.in. na żonę premiera Malty Josepha Muscata. Atakowała premiera, a także szefa opozycji Adriana Delię. Pisała o maltańskich gangsterach i handlarzach narkotyków. Prowadziła też dochodzenie w sprawie Panama Papers i obnażyła powiązania między głównymi politykami i spółkami-krzakami. Opublikowała ponad 20 tys. artykułów potępiających nadużycia władzy, przypadki korupcji i niewłaściwego administrowania.

Śmierć Caruany Galizii poruszyła światową opinię publiczną.
Źródło info i foto: TVP.info