Setki przestępstw wobec dziennikarzy na Ukrainie

– Na Ukrainie odnotowano łącznie 243 przestępstwa wobec dziennikarzy, od zabójstw po ataki hakerskie – poinformował w piątek Państwowy Komitet Telewizji i Radia. Komitet odnotowuje zaginięcia, uprowadzenia i ostrzeliwanie dziennikarzy przez wojska rosyjskie.

„Według stanu na 27 kwietnia odnotowano 243 przestępstwa przeciwko dziennikarzom i mediom w 16 regionach Ukrainy. Najwięcej przestępstw Rosja popełniła w Kijowie i obwodzie kijowskim. Są to zabójstwa, ranienia, uprowadzenia, ostrzały dziennikarzy i wież telewizyjnych; groźby i cyberprzestępstwa” – głosi komunikat Komitetu.

Zagrożone południe Ukrainy

W dokumencie, cytowanym przez agencję Ukrinform, wskazano, że terenem przestępstw często były regiony południa Ukrainy: obwód zaporoski i chersoński. Część tych terenów wciąż jest okupowana przez wojska rosyjskie. Tam właśnie dochodzi do uprowadzeń, ostrzeliwania dziennikarzy i gróźb wobec nich, przejmowania redakcji tamtejszych mediów, blokowania nadawania w języku ukraińskim.

Od początku inwazji rosyjskiej na Ukrainę, rozpoczętej 24 lutego, siedmioro dziennikarzy zginęło podczas wykonywania obowiązków zawodowych, a dalszych 14 – jako uczestnicy działań bojowych albo na skutek ostrzałów rosyjskich. Dziewięć osób zostało rannych w ostrzałach. Ośmioro dziennikarzy uprowadzono.
Źródło info i foto: TVP.info

Dalszy ciąg afery podsłuchowej

Jak ustalili dziennikarze śledczy Radia ZET i RadioZET.pl mogło dojść do zhakowania telefonów czołowych polityków partii Zbigniewa Ziobry. Według informatorów wykradzione SMS-y i treść czatów polityków i współpracowników Solidarnej Polski „latają po mieście”. Zbigniew Ziobro pozostaje ostatnio w bardzo dobrych stosunkach z prezesem TVP Jackiem Kurskim. Jak ustaliliśmy, mogło dojść do zhakowania także telefonu szefa telewizji publicznej. Według informatorów Jacek Kurski musiał wymienić aparat. Biuro prasowe TVP zaprzeczyło, że doszło do zhakowania telefonu prezesa telewizji.

„Doszło jedynie do przypadkowego ujawnienia numeru. Dlatego od razu zmieniano zarówno numer, jak i telefon. Odpowiednie służby zostały powiadomione” – napisało centrum informacji TVP w odpowiedzi na pytania Radia ZET.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Dziennikarze Sky News zostali ostrzelani pod Kijowem

– Nasz świat wywrócił się do góry nogami – powiedział dziennikarz SKY News. Stacja telewizyjna poinformowała w piątek wieczorem, że jej ekipa została ostrzelana przez rosyjskich żołnierzy. Ranny został korespondent Stuart Ramsay.

Atak miał miejsce w poniedziałek pod Kijowem, ale stacja poinformowała o nim dopiero w piątek, gdy jej pracownicy bezpiecznie powrócili do Wielkiej Brytanii.vEkipa telewizyjna przeżyła chwile grozy podczas podróży samochodem do miasta Bucza, dokąd jechała, aby sfilmować zniszczony rosyjski konwój, który dzień wcześniej miała zaatakować ukraińska armia

Ramsey relacjonował, że w pewnym momencie doszło do eksplozji i wybuchła opona, a następnie: „Nasz świat wywrócił się do góry nogami” – powiedział dziennikarz. „Pociski przelatywały przez cały samochód. Szyby, siedzenia, kierownica i deska rozdzielcza zostały zniszczone” – relacjonował.

Gdy zdecydował się uciec z ostrzelanego auta, został postrzelony w dolną część pleców. Z kolei operator kamery Richie Mockler został dwukrotnie trafiony w kamizelkę kuloodporną. Trzem pozostałym członkom ekipy udało się uciec unikając obrażeń. Schronili się w jednym z pobliskich budynków przemysłowych i stamtąd zadzwonili do swojej stacji telewizyjnej z prośbą o pomoc. Spędzili tam noc, bojąc się, że rosyjscy żołnierze przyjdą tam, aby ich zabić. Gdy w końcu usłyszeli głosy na klatce schodowej, byli przerażeni. Odetchnęli z ulgą, gdy okazało się, że to ukraińscy policjanci, którzy przyjechali ich ewakuować.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

USA: Szturm na Kapitol. Dlaczego Donald Trump czekał aż trzy godziny, by powstrzymać napastników?

Śledczy, prokuratorzy i dziennikarze spędzili cały rok na rekonstrukcji koszmaru 6 stycznia 2021 r. w najdrobniejszych i precyzyjnych szczegółach. Odkryli zaskakujące wątki na temat prezydenta Donalda Trumpa, który obsesyjnie dążył do podważenia swojej wyborczej porażki, oraz na temat tłumu gotowego wykonać za wszelką cenę jego polecenia, pisze Kyle Cheney w newsletterze POLITICO Playbook Nightly.

Dowody w sprawie działań ówczesnego prezydenta są równie obszerne, co druzgocące: Donald Trump, przyklejony do telewizora, podczas gdy jego agresywni zwolennicy plądrowali Kapitol, ignorował coraz bardziej gorączkowe wysiłki swoich doradców i jego własnych dzieci, aby zadziałał, by powstrzymać atak.

Myśleli, że jego słowa coś zmienią, ale on przez wiele godzin odmawiał powiedzenia czegokolwiek. Dziesiątki policjantów zapłaciły za to krwią.

Komisja Kongresu ds. wydarzeń 6 stycznia wciąż szuka strzępów coraz bardziej druzgocących dowodów na bezczynność Trumpa, ale najbardziej wybuchowe szczegóły, których jak na razie nie ujawnia, mogą być bardzo prozaiczne. A to dlatego, że komisja, w przeciwieństwie do nas, dokładnie wie, o której godzinie wysłano kluczowe SMS-y i zignorowano pilne prośby. To, gdzie te wiadomości mieszczą się na znanej już osi czasu działań Trumpa 6 stycznia, może być jednym z najważniejszych ustaleń komisji.

Od dawna wiadomo na przykład, że o 14:24 (20:24 w Polsce) Trump wysłał tweeta atakującego wiceprezydenta Mike’a Pence’a, gdy tłum wdzierał się coraz głębiej na Kapitol: „Mike Pence nie miał odwagi zrobić tego, co należało zrobić, aby chronić nasz Kraj i naszą Konstytucję”. Trump oczekiwał, że Pence, jako jednocześnie wiceprezydent i przewodniczący Senatu, zatrzyma proces formalnego zatwierdzenia wyboru Joego Bidena.

Wiemy też, że Trump o godz. 14:26 wykonał telefon do republikańskiego senatora Tommy’ego Tuberville’a, aby zachęcić do dalszego kwestionowania wyników wyborów, co mogłoby dać mu czas na wykonanie innych elementów jego planu.

Jednak to, co wydarzyło się w bezpośrednich chwilach przed i po tej rozmowie telefonicznej, pozostaje nieprecyzyjne, przynajmniej dla opinii publicznej. Precyzja co do czasu i kolejności tych wymian zdań jest kluczowa.

Czy Donald Trump otrzymał pilne apele o powstrzymanie zamieszek, zanim zdecydował się zadzwonić do Tuberville’a i poprosić go o dalsze kwestionowanie wyborów? Czy dalej skupiał się na odwróceniu swojej porażki, nawet kiedy jego córka Ivanka próbowała przekonać go w Gabinecie Owalnym?

Do tej pory te epizody były opisywane w dużej mierze w oderwaniu i bez dokładnego związku z innymi znanymi wydarzeniami tego dnia. Komisja stara się to zmienić.

Na przykład, nie wiemy – ale komisja 6 stycznia prawdopodobnie wie – czy tweet Trumpa i telefon do Tuberville’a poprzedziły telefoniczną prośbę lidera Partii Republikańskiej Kevina McCarthy’ego do Trumpa o publiczne potępienie zamieszek.

Trump, według jednej z relacji, zbagatelizował rolę swoich zwolenników w zamieszkach i powiedział: „Cóż, Kevin, wydaje mi się, że ci ludzie są bardziej zaniepokojeni wyborami niż ty”.

McCarthy, zgodnie z relacją w książce Jonathana Karla „Betrayal” (Zdrada), odpowiedział, że słyszał strzały w pobliżu sali obrad Izby, co umiejscawia rozmowę gdzieś ok. 14:44, kiedy to funkcjonariusz policji kapitolińskiej śmiertelnie postrzelił Ashli Babbitt.
Źródło info i foto: onet.pl

Dziennikarze odnaleźli skazanego za onanizowanie się w parku b. rzecznika CBA. Zgadnijcie gdzie pracuje?

Tomasz Frątczak, były rzecznik Centralnego Biura Antykorupcyjnego i były inspektor Najwyższej Izby Kontroli, od 2017 r. pracuje w dziale obronności i zarządzania kryzysowego Poczty Polskiej – podaje Onet.pl. Urzędnik w 2016 r. został skazany przez warszawski sąd na pięć dni aresztu za obnażanie się i onanizowanie w jednym ze stołecznych parków. Tomasz Frątczak za czasów rządów PiS w Warszawie pełnił funkcję rzecznika dzielnicy Wilanów. Później, w 2007 r. trafił do Centralnego Biura Antykorupcyjnego, gdzie został dyrektorem gabinetu szefa CBA Mariusza Kamińskiego, a potem rzecznikiem tej instytucji.

W 2010 r. trafił do NIK. Jak informowały przed kilkoma laty media, Frątczak pod koniec 2016 r. został skazany na pięciodniowy areszt za publiczne obnażanie się i onanizowanie w jednym z parków. W kwietniu 2017 r. Tomasz Frątczak zakończył pracę w Najwyższej Izbie Kontroli.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Białoruś: Dziennikarze wypuszczeni z aresztu

Niezależni białoruscy dziennikarze: Studzińska, była wieloletnia reporterka Radia Swaboda oraz Hruzdziłowicz i Daszczyński z tej samej redakcji a także Iliasz i Halota z telewizji Biełsat zostali wypuszczeni z aresztu w Mińsku – poinformowały w poniedziałek rano niezależne media.

Inna Studzińska, Aleh Hruzdziłowicz i Aleś Daszczyński ze Swabody oraz Ihar Iliasz i jeszcze jedna dziennikarka Biełsatu Hanna Halota zostali zatrzymani 16 lipca. Tego dnia funkcjonariusze resortów siłowych Białorusi przeprowadzili co najmniej kilkanaście rewizji w mieszkaniach dziennikarzy oraz w redakcjach niekontrolowanych przez państwo mediów, w tym wielu mediów lokalnych.

Daszczyńskiego i Halotę zwolniono z aresztu w piątek.

Władze i rządowe media twierdzą, że niezależne redakcje i organizacje pozarządowe, które również stały się celem masowych rewizji, przesłuchań i zatrzymań, działały na rzecz „mocodawców z Zachodu” i uczestniczyły w „finansowaniu protestów” na Białorusi. Radio Swaboda jest finansowane przez USA, a telewizja Biełsat przez Polskę. Dziennikarze tych mediów pracujący na Białorusi są obywatelami tego kraju.
Źródło info i foto: TVP.info

Ewakuowano studio telewizyjne. Dziennikarzom grożą gangsterzy

Emisja popularnego w holenderskiej telewizji RTL4 programu musiała zostać odwołana. Widzowie nie zobaczyli RTL Boulevard z powodu „poważnego zagrożenia ze strony zorganizowanej przestępczości”. Ewakuowano budynek redakcji przy Leidseplain w Amsterdamie. Po wyjściu z tego studia postrzelony został we wtorek dziennikarz śledczy Peter R. de Vries. Stacja RTL4 podała, że „istniało poważne zagrożenie ze strony zorganizowanej przestępczości” i dlatego postanowiono odwołać emisję transmitowanego na żywo programu. Według niderlandzkich mediów informację o zagrożeniu przekazała stacji policja.

Minister sprawiedliwości Holandii Ferd Grapperhaus powiedział po rozmowie z kierownictwem RTL4, że była to „drastyczna, ale niezbędna decyzja”. Rzecznik stacji poinformował media, że trwają konsultację co do kolejnych kroków. „Bezpieczeństwo jest jednak najważniejsze” – czytamy w komunikacie rzecznika. W okolicach Leidseplain rozlokowanych jest kilkanaście radiowozów. Telewizja zamiast zapowiadanego programu na żywo wyemitowała powtórkę środowej audycji, która była poświęcona rannemu dziennikarzowi śledczemu.

Postrzelony dziennikarz śledczy stacji

Peter R. de Veries został postrzelony po wyjściu ze studia telewizji, zaraz po udziale w programie RTL Boulevard. Do De Vriesa oddano pięć strzałów – podała stacja telewizyjna NPO 1. 64-letni Peter R. de Vries był doradcą Nabila B., świadka koronnego w procesie dotyczącym narkotykowego barona Ridouana Taghiego. Proces Ridouana Taghiego i 16 współoskarżonych nazwanym jest w Holandii procesem Marengo. W sprawie tej przewijało się kilka przypadków zabójstw na ulicy i zamachów.

De Vries powiedział, że nie mógł odmówić prośbie o pomoc. Za udział w procesie trafił na mafijną listę śmierci. Był świadom zagrożenia.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Rewizja w redakcji Nasza Niwa na Białorusi. Zatrzymano dziennikarzy

Wśród zatrzymanych jest redaktor naczelny gazety Nasza Niwa, Jahor Marcinowicz. Jak podał Komitet Śledczy w czasie przesłuchania wezwano do niego pogotowie. W czwartek na Białorusi doszło do zatrzymań redaktorów niezależnej gazety Nasza Niwa oraz regionalnych dziennikarzy różnych mediów. Komitet Bezpieczeństwa Państwowego poinformował o „szerokiej operacji przeciwko ludziom nastawionym radykalnie”.

Wezwano pogotowie

Po rewizjach w redakcji białoruskojęzycznej gazety Nasza Niwa oraz w mieszkaniach jej pracowników zatrzymano na 72 godziny naczelnego Jahora Marcinowicza, a także redaktorów Andreja Dyńkę i Andreja Skurkę oraz księgową gazety Wolhę Rakowicz. Wszyscy są podejrzani w ramach sprawy karnej o „działania poważnie naruszające porządek publiczny”.

„Śledczy badają informacje o popełnieniu przez cztery osoby, w tym Jahora Marcinowicza, działań poważnie naruszających porządek publiczny” – poinformował Komitet Śledczy.

W komunikacie tej instytucji potwierdzono, że w czasie przesłuchania Marcinowicza wezwano pogotowie. „W trakcie przesłuchania poinformował on, że źle się czuje. Śledczy wezwali pogotowie. Po udzieleniu pomocy nie skarżył się on (na stan zdrowia) i czynności śledcze były kontynuowane” – podano.

Rewizje były związane także z postępowaniem z artykułu dotyczącego masowych zamieszek – podają media.

Zablokowany przez ministerstwo

Media niezależne informują również o zatrzymaniu w ramach postępowań karnych dziennikarzy spoza Mińska, w tym redaktora Ihara Kazmierczaka z Orszy, Zmiciera Łupacza z Głębokiego (śledczy przyjechali po niego do sanatorium) oraz Witala Skryla z Witebska. W ciągu dnia informowano również o rewizjach, przesłuchaniach i zatrzymaniach w różnych białoruskich miejscowościach.

Portal Naszej Niwy został w czwartek zablokowany przez ministerstwo informacji. Jak podał resort, wnioskowała o to prokuratura generalna. Komentując tę decyzję, telewizja państwowa ONT podała, że było to związane z zamieszczaniem materiałów o „charakterze prowokacyjnym, niesprawdzonych i nieprawdziwych informacji, które sprzyjały wzrostowi napięcia społecznego i stymulowały nastroje protestu”.

Komitet Bezpieczeństwa Państwowego (KGB) poinformował natomiast wieczorem w telewizji Biełaruś 1 o „zakrojonej na szeroką skalę operacji przeciwko osobom reprezentującym postawy radykalne”.
Źródło info i foto: interia.pl

Nowe informacje ws. zabójstwa 13-letniej Patrycji z Bytomia

15-latek, który przyznał się do zabójstwa 13-letniej Patrycji z Bytomia, już cztery miesiące przed zbrodnią mówił i wysyłał do znajomych wiadomości z informacją, że może zabić swoją dziewczynę, jeśli ta byłaby w ciąży – wynika z zeznań znajomych nastolatki, do których dotarli dziennikarze „Uwagi” TVN. W reportażu rodzice chłopaka ujawnili też, że bezpośrednio po zdarzeniu 15-latek zachowywał się jakby nigdy nic i „rzucał się śnieżkami z młodszym bratem”.

W reportażu „Uwagi” TVN ujawniono nowe informacje na temat śmierci 13-letniej Patrycji, której ciało znaleziono w ubiegłym tygodniu na terenie nieużytków w Piekarach Śląskich. Do morderstwa nastolatki przyznał się jej 15-letni chłopak, Kacper (w dniu zdarzenia był jeden dzień przed swoimi 15. urodzinami). Początkowo chłopak zwodził śledczych i czynnie uczestniczył w poszukiwaniach dziewczyny – przyznał się do winy, dopiero gdy jeden ze świadków podważył jego wersję zdarzeń. Jak wykazała sekcja zwłok, Patrycji zadano kilkanaście ciosów nożem w różne części ciała – jeden z nich okazał się śmiertelny. Dziewczyna była w ciąży, co – według wstępnych zeznań 15-latka i rodziców nastolatki – mogło być motywem zbrodni. Jej ciało zostało przykryte kartonami, a śledczy opisują, że 15-latek próbował zacierać po sobie ślady – zabrał z miejsca zdarzenia m.in. telefon 13-latki oraz kartę autobusową, na której były umieszczone jej dane personalne.

„Kilkanaście godzin po odnalezieniu ciała dziewczynki na jaw wyszły nowe okoliczności. Koleżanka Patrycji dostała spisane fragmenty rozmów, z których wynika, że Kacper mógł to zabójstwo planować dużo wcześniej” – słyszymy w reportażu „Uwagi” TVN. – On opisał, co planował, i to było ponad cztery miesiące temu. Mówił, że jeśli by się tak zdarzyło, że ona by z nim była w ciąży przed 16-stką, to on ją po prostu zabije. Dokładnie opisał nawet miejsce, gdzie, i to było to miejsce za Kauflandem [w pobliżu nieużytków, przy których znaleziono ciało Patrycji – red.] – powiedziała w rozmowie z dziennikarzami TVN znajoma nastolatki. Pokazała też treść wiadomości, które – jak zapewniono – przekazano policji.

W reportażu poinformowano, że bezpośrednio przed śmiercią Patrycji jej mama zapisała ją na wizytę u ginekologa. – Pojawiły się podejrzenia, że córka jest w ciąży. Zadzwoniłam i umówiłam ją do ginekologa. Kacper wiedział o tej wizycie, zapewne bał się jej wyniku – powiedziała kobieta w rozmowie z „Uwagą”.

Rodzice Kacpra wskazują, że ich syn był normalnym, kochającym nastolatkiem, który nie przejawiał żadnych problemów wychowawczych. – Zachowywał się normalnie. Nie było po nim widać rozdrażnienia. Po wszystkim [gdy Patrycja już nie żyła – red.] rzucał się z młodszym bratem śnieżkami pod domem – powiedziała matka nastolatka, dodając, że „błaga o wybaczenie”.

Rodzice 13-letniej Patrycji chcą zabiegać o to, by jej zabójca odpowiadał przed sądem jako dorosły – taka możliwość jest dopuszczalna jednak w niektórych przypadkach, i to wtedy, gdy sprawca ma skończone 15 lat. Jednak w dniu zdarzenia Kacper był na jeden dzień przed 15. urodzinami, formalnie miał więc 14 lat i – jak utrzymuje prokuratura – najprawdopodobniej nie będzie podlegał odpowiedzialności karnej. Najpoważniejszym środkiem, jaki może zastosować sąd, jest umieszczenie go w zakładzie poprawczym do 21. życia. Na razie – do czasu zbierania dowodów w sprawie – spędzi najbliższe trzy miesiące w schronisku dla nieletnich.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Tadeusz Rydzyk mówił o bp. Janiaku. Teraz tłumaczy

Media, dziennikarze, jeżeli chcą rzeczywiście służyć człowiekowi, muszą głosić prawdę – prawdę w miłości i miłość w prawdzie; prawda bez miłości jest terrorem – mówi we wtorkowej rozmowie z „Naszym Dziennikiem” dyrektor Radia Maryja o. Tadeusz Rydzyk.

O. Rydzyk w wywiadzie dla „ND” odniósł się do swoich słów wypowiedzianych w weekend podczas uroczystości 29. rocznicy powstania Radia Maryja. Redemptorysta mówiąc o byłym biskupie diecezji kaliskiej Edwardzie Janiaku, pod którego adresem wysuwane są zarzuty dot. ukrywania przestępstw seksualnych podległych mu księży, powiedział: „to jest współczesny męczennik. Media to zrobiły”. Natomiast sprawę nadużyć ze strony kapłanów skomentował: – To, że ksiądz zgrzeszył? No zgrzeszył. A kto nie ma pokus?.

Pytany o tę wypowiedź o. Rydzyk stwierdził, że „media, dziennikarze, jeżeli chcą rzeczywiście służyć człowiekowi, muszą głosić prawdę – prawdę w miłości i miłość w prawdzie”. – Prawda bez miłości jest terrorem. Miłość bez prawdy może być sentymentalizmem i naiwnością – powiedział.

 Zaznaczył, że „w takich wystąpieniach spontanicznych, można czegoś nie dopowiedzieć”. – Nie wolno wyrywać niczego z kontekstu nawet z kontekstu sytuacji, atmosfery – dodał.

„Zawsze był życzliwy dla Radia Maryja”

Pytany, czy impulsem do słów o męczeństwie ks. bp Edwarda Janiaka była wiadomość, jaką od niego otrzymał, odparł, że „ksiądz biskup napisał SMS-a, że jest z nami duchowo”. „Zawsze był życzliwy dla Radia Maryja. Wiem, że ksiądz biskup zmaga się z rakiem, tym bardziej trzeba mieć życzliwość dla człowieka w tym stanie. Żal mi każdego człowieka, który cierpi” – powiedział redemptorysta.

I dodał: „ksiądz biskup Janiak jest męczennikiem mediów”. – Zobaczyłem, co media, te filmidła z nim zrobiły. Obrazem, słowem można podnieść człowieka na duchu, ale można i zabić. Pamiętam, jak zabito ks. Mirosława Drozdka, gdy w prasie lokalnej posądzili go o współpracę z siłami komunistycznymi. Jak on to strasznie przeżył, jak szybko z tych stresów chwycił go rak. Jeżeli oszczerstwa padają w małym gronie, one bardzo bolą, a co dopiero, jeżeli to na świat. I dlatego mówiłem o męczeństwie – tłumaczył o. Rydzyk.

Jak mówił, „ludzie mediów nie są od ferowania wyroków, od wyroków są sądy, jest prawo, które musi być zgodne z prawem naturalnym, z prawem Bożym”. – Widzę, że nawet katolicy idą do mediów, wygadują na ludzi Kościoła, często widać nienawiść. To jest nieludzkie – ocenił duchowny.

„Grzech jest wszędzie”

Stwierdził też, że „trzeba widzieć grzech, błąd, ale tego, który upadł, nie zabijać”. – Trzeba go podnieść. Grzech jest wszędzie, również wśród ludzi Kościoła – przyznał.

Zdaniem o. Rydzyka „nie tylko ks. bp Edward Janiak jest męczennikiem, ale bardzo wielu biskupów, kapłanów, ludzi świeckich, ludzi zatroskanych o drugiego człowieka, o Ojczyznę”. – Jaki jest u nas dialog między partiami, między politykami? Wykorzystuje się media, zwłaszcza telewizję, internet, do szerzenia nienawiści. Nie ma merytorycznej rozmowy, suaviter in modo, fortiter in re – delikatnie w formie, stanowczo w rzeczy – mówił o. Rydzyk.

– Ma być siła argumentu, argument dobra, prawdy, a nie argument siły, przemocy: ja mam władzę, mam media, mogę cię zmiażdżyć, zrobię o tobie film, zmontuje i rzucę na świat. Tak zabija się człowieka, zabija się dobro, zabija się całe wspólnoty, zabija się ojczyznę. Tak chce się zabić Kościół – uważa redemptorysta.

„Trzeba pokazać, ile dobra czyni Kościół”

W wywiadzie z dziennikiem o. Rydzyk zaznaczył jednocześnie, że „jeśli ktoś popełni przestępstwo, musi ponieść konsekwencje, zwłaszcza jeżeli wyrządził krzywdę dziecku”. – Ale trzeba też powiedzieć, że te grzechy są nie tylko w Kościele. Jeżeli byśmy porównywali, to wśród skazanych w sądach powszechnych w Polsce za nadużycia wobec nieletnich ludzie Kościoła stanowią 0,3 proc. Ale to nie znaczy, że stosujemy wobec siebie taryfę ulgową – podkreślił.

– Te rzeczy trzeba szybko załatwić, winni muszą ponieść konsekwencje, przestępstwo jest przestępstwem. Ale równocześnie trzeba pokazać, ile dobra czyni Kościół – dodał dyrektor Radia Maryja.
Źródło info i foto: polsatnews.pl