Przełomowa ustawa. Eksmisja za przemoc domową

Od dziś obowiązują regulacje, które mają pomóc w skuteczniejszej walce ze sprawcami przemocy domowej i lepiej chronić jej ofiary. Chodzi o nowelizację kodeksu postępowania cywilnego i szeregu innych ustaw (Dz.U. z 2020 r. poz. 956), która po sześciomiesięcznym vacatio legis wchodzi właśnie w życie.

Nakaz wyda policjant

Jedną z najważniejszych zmian tzw. ustawy antyprzemocowej jest przyznanie funkcjonariuszom policji i Żandarmerii Wojskowej uprawnienia do wydawania wobec sprawcy nakazu opuszczenia wspólnie zajmowanego mieszkania i zakazu zbliżania się do jego bezpośredniego otoczenia. Co najważniejsze, taki nakaz lub zakaz będzie miał natychmiastową skuteczność, a stosować można je również łącznie. Funkcjonariusz ma prawo je wykorzystać zarówno w przypadku skierowania go bezpośrednio na interwencję do osoby stosującej przemoc domową, jak i w sytuacji, gdy pozyska informacje o niepokojących zdarzeniach od jej ofiary. Dodany w kodeksie wykroczeń art. 66b stanowi, że za niezastosowanie się do wydanego zakazu lub nakazu grozi nałożeniem grzywny, karą aresztu lub ograniczeniem wolności.

Co istotne, nałożony nakaz eksmisji lub zakaz zbliżania się obowiązuje przez 14 dni. Przedłużyć go może jednak sąd, do którego z wnioskiem powinien się zwrócić pokrzywdzony. Postępowanie w tej sprawie będzie przeprowadzane w trybie przyspieszonym. Orzeczenie zostanie wydane w ciągu miesiąca od złożenia wniosku.

‒ Wprowadzenie nowych rozwiązań jest bardzo jasnym i wyraźnym komunikatem: to nie ofiara przemocy ma martwić się o swoje bezpieczeństwo, uciekać z domu, poszukiwać spokoju. To sprawca ma ponosić wszelkie konsekwencje swoich czynów. To kolosalna zmiana myślenia o przemocy, o dotychczasowej pozycji pokrzywdzonych i ich sprawców ‒ komentuje Monika Horna-Cieślak, adwokat.

Lepsza ochrona dzieci

Pozytywnym aspektem nowych przepisów jest też to, że wprowadzono w nich rozwiązania dedykowane małoletnim doświadczającym przemocy domowej. Jak podkreśla mec. Horna-Cieślak, to ważne zwłaszcza w czasie pandemii koronawirusa.

‒ Wiemy, że izolacja sprzyja przemocy. Celem nowych rozwiązań prawnych jest zagwarantowanie najmłodszym bezpieczeństwa w domu, w którym obecnie praktycznie cały czas funkcjonują, bo nie chodzą do szkoły, nie spotykają się z rówieśnikami ‒ mówi prawniczka.

Według niej dla małoletnich szczególnie istotne znaczenie mają trzy zapisy ustawy. Po pierwsze, funkcjonariusz nakładający nakaz eksmisji lub zakaz zbliżania się ma ocenić ryzyko zagrożenia życia lub zdrowia odrębnie wobec dziecka i wobec osoby dorosłej. Po drugie, w sytuacji, gdy dom zamieszkuje osoba małoletnia, o zgłoszeniu przemocy powiadomiony zostanie ‒ oprócz zespołu interdyscyplinarnego ‒ właściwy miejscowo sąd opiekuńczy. Po trzecie, przesłuchanie dziecka odbywać się będzie na specjalnych zasadach i tylko w sytuacjach, gdy jest absolutnie niezbędne. Prawniczka zwraca również uwagę na duże znaczenie tego, że to sprawca przemocy będzie musiał natychmiast opuścić mieszkanie.

‒ Dziecko nie musi się pakować, nie musi zmieniać otoczenia. W ten sposób minimalizujemy traumatyczne doświadczenia napięcie, lęk, zagrożenie i niepewność. Dlatego ta ustawa ma kolosalne znaczenie także dla ochrony najmłodszych – podkreśla Monika Horna-Cieślak.

Ryzyko nadużyć

Prawnicy generalnie dobrze oceniają zmiany, choć jest kilka kwestii, które budzą ich niepokój. Mowa zwłaszcza o potencjalnym nadużywaniu nowych regulacji np. w sytuacjach, gdy rodzice walczą o prawo do opieki nad dzieckiem.

‒ Idea ustawy jest generalnie bardzo słuszna. Rozwiązania, które zostały wprowadzone, mają chronić osoby najsłabsze, w tym również dzieci. Jednak w swojej praktyce zawodowej miałam okazję zaobserwować, że w wielu sprawach rozwodowych lub o opiekę nad dziećmi bardzo często zdarzają się fałszywe zawiadomienia o znęcaniu się. Są one składane tylko po to, by mieć większą szansę na wygraną w sądzie. Istnieje więc ryzyko, że eksmitowane będą w takich sytuacjach, na podstawie policyjnego nakazu, osoby niewinne ‒ przyznaje Katarzyna Stankiewicz, adwokat. Jak jednak dodaje, to właśnie te natychmiastowo skuteczne narzędzia, które daje ustawa, pozwolą realnie pomóc prawdziwym ofiarom przemocy domowej.

‒ Dostrzegam ryzyko, że rodzice walczący o prawo do opieki nad dzieckiem mogą chcieć posłużyć się narzędziami ustawowymi w złej intencji, np. po to, by uniemożliwiać kontakt z drugim rodzicem. Dlatego kluczową rolę będą pełnić funkcjonariusze policji oraz żandarmerii i rzetelne realizowanie przez nich obowiązków. Do nich będzie należeć ocena wiarygodności zeznań i sytuacji zastanej podczas interwencji ‒ zauważa Karolina Karlińska-Markiewicz, adwokat. Zwraca również uwagę na to, że potencjalnie problemem może być przestój w sądach związany z pandemią koronawirusa.

‒ Wydłuży to niewątpliwie nawet postępowania teoretycznie rozpatrywane w trybie przyspieszonym ‒ ocenia prawniczka.

To dopiero pierwszy krok

Prawnicy są zgodni co do tego, że ustawa jest dobrym początkiem, zapewniającym lepszą ochronę ofiar przemocy domowej. Nie można jednak na nim poprzestać.

‒ W mojej ocenie rozważenia wymaga rozszerzenie zapisów ustawy także o wprowadzenie zakazu kontaktowania się osoby stosującej przemoc z jej ofiarą. Na pewno zwiększyłoby to poczucie bezpieczeństwa, pomogło w odseparowaniu się od traumatycznych doświadczeń. Myślę też, że środki ochrony dotyczące przesłuchiwania najmłodszych powinny zostać rozszerzone wobec wszystkich dzieci, bez względu na ich wiek, czyli do uzyskania przez nie pełnoletności ‒ postuluje mec. Monika Horna-Cieślak.

Przemoc (nie do opisania) w liczbach

Policja zapewnia, że monitoruje skalę zjawiska przemocy w rodzinie. – Pandemia to czas trudny dla wszystkich. Wyjątkowo dla tych, co pozostają w domach, które powinny być oazą bezpieczeństwa, a nie są – przekonuje Wioletta Szubska z biura prasowego Komendanta Głównego Policji.

Z danych KGP wynika, że formularzy Niebieska Karta (rozpoczynających procedurę mającą zapewnić bezpieczeństwo osobie, wobec której stosowana jest przemoc w rodzinie) w czasie pandemii, czyli od marca do października, wypełniono mniej niż w analogicznym okresie 2019 r. czy 2018 r. Odpowiednio: 48 166, 49 451 i 49 295. Najwięcej wypełniono ich w czerwcu – 6699, najmniej w październiku – 5382. Dla porównania w ubiegłym roku najwięcej było również w czerwcu – 6481, a najmniej we wrześniu – 5483.

– Musimy jednak pamiętać, że nie zawsze osoby, wobec których istnieje podejrzenie, że są dotknięte przemocą, szukają od razu pomocy policji. Czasem chcą tylko z kimś porozmawiać, upewnić się – dodaje Wioletta Szubska. Przypomina, że działa Policyjny Telefon Zaufania dedykowany takim sytuacjom. I tu od marca do sierpnia 2020 r. odnotowano wzrost liczby odebranych połączeń – 251 rozmów. Rok wcześniej było ich 186.

Jednak na dane policji trzeba nałożyć kilka filtrów. Po pierwsze, funkcjonariusze w dobie pandemii dostali dużo więcej zadań, jak choćby kontrolę osób na kwarantannie. Po drugie, tysiące samych policjantów są na kwarantannie lub zakażonych. Do tego dochodzą puste etaty mundurowe (według ostrożnych danych może być ich ok. 10 tys.).

W efekcie, jak słyszymy nieoficjalnie, brakuje rąk do pracy, by przyjąć zgłoszenie, pojechać do domu na interwencję. – System pomocy jest na skraju wydolności – dodaje Renata Durda, kierowniczka Pogotowia dla Ofiar Przemocy w Rodzinie „Niebieska Linia” przy Instytucie Psychologii Zdrowia PTP. Przekonuje, że osoby dyżurujące tu przy telefonach praktycznie nie odkładają słuchawki. – Dzwoniący do nas opisują często, że wcześniej na próżno szukali pomocy na policji. Tymczasem w rodzinach nasilają się problemy finansowe, szkolne kłopoty dzieci, rośnie też lęk o zdrowie. Ludzie są jak na beczce prochu, czasem wystarczy iskra.

Zdaniem Durdy wchodząca w życie ustawa antyprzemocowa jest korzystna również z perspektywy kłopotów kadrowych służb. Nadanie policji możliwości natychmiastowej izolacji sprawcy zdejmuje z funkcjonariuszy konieczność częstych odwiedzin w domu zagrożonym przemocą. – To teoretycznie najlepsze rozwiązanie, pod warunkiem że będzie stosowane – słyszymy w „Niebieskiej Linii”.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Austria: Polak chciał wysadzić mieszkanie przy eksmisji

61-letni Polak, który we wtorek (14 lipca) w Wiedniu w trakcie eksmisji z zajmowanego mieszkania usiłował spowodować w nim wybuch gazu, został aresztowany – podała policja. Gdy urzędowa ekipa sforsowała przy pomocy ślusarza drzwi mieszkania, za które Polak nie płacił czynszu od kwietnia ubiegłego roku, poczuła wewnątrz zapach gazu i szybko opuściła kamienicę. Jak się później okazało, zadłużony lokator zdążył uszkodzić łazienkową termę. W powstałym zamieszaniu udało mu się zbiec.

Według policji gdyby ślusarz użył przy odblokowywaniu zamka narzędzi wytwarzających iskry, mogłoby dojść do tragedii. „Stężenie gazu w powietrzu było bliskie wybuchowemu” – powiedział policyjny rzecznik. Zaalarmowane służby odcięły dopływ gazu z sieci i ewakuowały jedną kobietę. Pozostali mieszkańcy trzypiętrowej kamienicy byli wtedy nieobecni.
Źródło info i foto: interia.pl

Polska: Eksmisja za przemoc domową?

Mimo zakazu eksmisji w związku z koronawirusem, sprawcy przemocy domowej będą mogli być eksmitowani – stanowi jedna z poprawek, jaką w nocy z wtorku na środę poparła sejmowa Komisja Finansów Publicznych w związku z pracami nad zmianami w tarczy antykryzysowej.

Posłowie z sejmowej komisji finansów w nocy z wtorku na środę rozpatrywali propozycje zmian w tarczy antykryzysowej, które mają m.in. ułatwić firmom przetrwanie kryzysu wywołanego koronawirusem. Wiodącym projektem jest ten przygotowany przez rząd, czyli projekt o szczególnych instrumentach wsparcia w związku z rozprzestrzenianiem się wirusa SARS-CoV-2. Rząd przyjął projekt we wtorek i skierował do Sejmu.

Zmiana zaproponowana przez KO

Do tej pory posłowie poparli kilkanaście poprawek autorstwa PiS. Komisja zgodziła się też, by wprowadzić zmianę zaproponowaną przez Koalicję Obywatelską. Chodzi w niej o to, by mimo zakazu eksmisji w związku z koronawirusem wyłączyć z tego sprawców przemocy domowej.

Projekt przygotowany przez rząd ma na celu kontynuację dotychczasowych działań w obszarze realizacji tarczy antykryzysowej. Wprowadza on też kolejne kilkadziesiąt rozwiązań, mających przeciwdziałać negatywnym skutkom społeczno-gospodarczym, związanym z koronawirusem.

Propozycja rządowa przewiduje m.in. wprowadzenie 3-miesięcznych „wakacji składkowych” dla firm zatrudniających od 10 do 49 osób. Ulga ma wynieść 50 proc. składek. Zmiany zawarte w projekcie będą kosztować finanse publiczne ok. 18,5 mld zł.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Szwedzki sąd aresztował 50-letniego Bośniaka podejrzanego o zabójstwo Polki i ich trojga dzieci

Sąd rejonowy w Goeteborgu podjął dziś decyzję o zastosowaniu aresztu wobec 50-letniego Bośniaka, który jest podejrzany o zabójstwo swojej żony, Polki, oraz ich trojga dzieci w wieku 2, 4 oraz 8 lat. Mężczyzna nie przyznaje się do winy. W czwartek rano sąsiedzi zaalarmowali, że z mieszkania w Angered, dzielnicy Goeteborga, wydobywa się dym. Przybyłe na miejsce służby ratunkowe znalazły zwłoki kobiety i jednego z trojga jej dzieci. Pozostałe dwoje dzieci zmarło wkrótce po przewiezieniu do szpitala.

Według policyjnej hipotezy ofiary zostały zasztyletowane, a ogień został podłożony w celu zatarcia śladów. Podejrzany o zbrodnię 50-letni Bośniak, mąż kobiety i ojciec dzieci, został zatrzymany w pobliżu miejsca zdarzenia. Mężczyzna znajdował się pod silnym wpływem alkoholu.

Polka mieszkała w Szwecji od 2010 roku. Jak podaje dziś gazeta „Goeteborgs-Posten”, rodzina miała 140 tys. koron długu i od kilku lat nie płaciła czynszu za mieszkanie. Z tego powodu groziła im eksmisja, o czym wiedzieli pracownicy socjalni. Według policji to jedno z najtragiczniejszych zabójstw, do jakich doszło w ostatnich latach.
Źródło info i foto: onet.pl

Zwłoki dzieci w zamrażarce

W zamrażarce eksmitowanej kobiety dokonano makabrycznego odkrycia. Znajdowały się w niej zwłoki nastolatków. Ustalono, że to 11-letni syn i 14-letniej córka eksmitowanej 35-latki. W mieszkaniu oprócz niej, mieszkała jeszcze dwójka innych dzieci.

Komornik wykonujący nakaz eksmisji w domu Mitchelle Blair, dokonał makabrycznego odkrycia. W zamrażarce 35-latki znajdowały się zwłoki nastolatków. Okazało się, że to 11-letni syn i 14-letniej córka eksmitowanej 35-latki. W mieszkaniu oprócz niej, mieszkała jeszcze dwójka innych dzieci w wieku 17 i 11 lat. Zostali oni umieszczeni w placówce opiekuńczej. Policja z Detroit aresztowała już ich matkę. Kobieta przyznała się do zamordowania syna i córki. Pierwszy miał zginąć chłopiec, a 9 miesięcy później jego siostra. Nie wiadomo czy Blair mówi prawdę. Znajoma 35-latki wyjawiła, że starsze rodzeństwo miało wykorzystywać seksualnie zabitego chłopca. Informacje te nie zostały zweryfikowane przez policję.
Żródło info i foto: Fakt.pl

Znachor eksmitowany z domu

Sąd eksmitował znachora z domu przy ul. Radzieckiej w Nowym Sączu. Nie będzie już tam przyjmował schorowanych ludzi i mamił ich swoimi „cudownymi”, a niebezpiecznymi terapiami! Marek Haslik (63 l.), oskarżony o to, że swoimi poradami doprowadził do śmierci małej Madzi (?6 mies.) z Brzeznej (woj. małopolskie), nie dostanie także lokalu socjalnego.

Za nic ma innych ludzi. Marek Haslik z łatwością omotał Joannę (34 l.) i Michała (34 l.) P., rodziców 6-miesięcznej Madzi, która umarła z głodu! Szarlatan zalecił im, aby karmili córeczkę jedynie mlekiem kozim, nieprzegotowaną wodą i kaszką. Dziewczynka traciła na wadze, w chwili śmierci, w kwietniu tego roku, ważyła zaledwie 3,5 kg. Wyglądała jak szkielet obleczony skórą…

Podstępny znachor oszukiwał też własną rodzinę. Wprowadził się do domu brata Zygmunta przy ul. Radzieckiej. Tam też urządził swój znachorski gabinet. Kiedy brat zmarł, próbował przejąć nieruchomość, mimo iż stała się ona własnością dzieci Zygmunta. Marek Haslik chwytał się w tym celu różnych sztuczek, nawet oszustwa – przedstawił w sądzie rzekomy testament, w którym brat przekazał mu dom. Na szczęście sąd poznał się na krętactwach Haslika i unieważnił dokument. Mimo to znachor ani myślał opuścić posesję, dalej przyjmował tam „pacjentów”.

Synowie Zygmunta wreszcie powiedzieli dość i wnieśli sprawę o eksmisję. Nie chcieli mieć już nic wspólnego z mężczyzną, któremu przypisuje się uśmiercenie co najmniej trzech osób. Wczoraj sąd eksmitował znachora, nakazał mu opuszczenie domu. Nie przyznał mu przy tym prawa do lokalu zastępczego. Znachor przed sądem zataił bowiem, że ma mieszkanie w domu przy ul. Kolejowej. Marka Haslika nie było na ogłoszeniu wyroku.
Żródło info i foto: se.pl

Ewakuacja z powodu pogróżek w Katowicach

Blisko 30 osób zostało w nocy ewakuowanych z dwóch kamienic w Katowicach w związku z pogróżkami 33-letniego awanturnika, który chciał zdetonować butlę z gazem. Po kilku godzinach mężczyzna został zatrzymany, a lokatorzy wrócili do mieszkań. Do nocnego incydentu doszło przy ulicy Wiosny Ludów w Szopienicach – dzielnicy Katowic borykającej się z problemami społecznymi. Rodzina mężczyzny jest zagrożona eksmisją. Awanturnik domagał się wznowienia dostaw wody do mieszkania, odciętych z powodu niezapłaconych rachunków. Żródło info i foto: TVP.info

Karlsruhe: nie żyje napastnik i zakładnicy

Cztery osoby w tym sprawca nie żyją po tym, jak w niemieckim mieście Karlsruhe doszło do szturmu mieszkania, gdzie zabarykadował się mężczyzna biorąc zakładników. Do strzelaniny doszło podczas próby przeprowadzenia eksmisji. Jak poinformowała niemiecka policja sprawca zdarzenia nie żyje. Ofiarami są także trzej jego zakładnicy: komornik, ślusarz i jeden ze świadków eksmisji. Według pierwszych informacji, około godz. 9, podczas zaplanowanej eksmisji w domu wielorodzinnym padły strzały. Na miejsce wezwano jednostki specjalne policji, a teren wokół miejsca zdarzenia został zamknięty – podała agencja dpa. Policja przesłuchała świadka, który miał widzieć strzelaninę. To on przekazał informację, że mogła zginąć co najmniej jedna osoba. Twierdził też, że sprawca był agresywny i miał przy sobie granat. Żródło info i foto: tvn24.pl

Eksmisja na bruk bezprawna. Nawet jeśli dotyczy sadysty

Gminy mają obowiązek zapewnienia pomieszczenia tymczasowego osobom eksmitowanym, w tym także i tym, które znęcają się nad rodziną. Przepisy w tej sprawie są niekonstytucyjne. Eksmisji nie będzie? Trybunał Konstytucyjny orzekł, że przepisy kodeksu postępowania cywilnego regulujące te kwestie są niezgodne z konstytucją. Trybunał uznał, że brak jest precyzyjnego określenia, czym jest pomieszczenie tymczasowe. Przepisy nie precyzują też zasad przebywania w tym pomieszczeniu. Jednocześnie TK odroczył wykonanie wyroku na 12 miesięcy – gdyby przepisy przestały obowiązywać już teraz, możliwa byłaby eksmisja „na bruk”. Żródło info i foto: Dziennik.pl

Jan K. podpalił rodzinę

Udręczona rodzina ciągle wzywała policję, aż w końcu postanowiła pozbyć się z domu swego prześladowcy. Gdy do sądu trafił wniosek o jego eksmisję, Jan K. (52 l.) przygotował sobie kanister z benzyną i czekał na dogodną chwilę. Dramat rozegrał się w minioną sobotę, we wsi Stawoj pod Elblągiem ( woj.warmińsko-mazurskie). – „Wiele razy odgrażał się, że nas spali, ale braliśmy to za pijackie zwidy. Strasznie się pomyliliśmy. Takie nieszczęście nas sprowadził” – mówi załamana Irena Gębicka (50 l.). – „Nie mamy gdzie się teraz podziać, a nie mam pieniędzy na remont domu, który dopiero co udało się odnowić, a jeszcze nie był ubezpieczony”. Żródło info i foto: Fakt.pl