Śmierć pięciu nastolatek w escape roomie. Cztery osoby oskarżone

To była głośna sprawa. W pożarze escape roomu przed dwoma laty zginęło pięć 15-latek. Dziś prokuratura stawia zarzuty. To było 4 stycznia 2019 r. Tragedia, która wstrząsnęła Polską i uruchomiła kontrole w całym kraju popularnych pokoi gier typu escape room. Po godzinie 17 wybuchł pożar w „To Nie Pokój” w Koszalinie. Zginęło w nim pięć dziewczyn, które nie zdołały się wydostać z pułapki.

Nie było dróg ewakuacyjnych, a jedyne okno w pomieszczeniu od wewnątrz było zabite deskami i od zewnątrz okratowane. 15-latki zatruły się tlenkiem węgla. Po 2 latach Prokuratura Okręgowa w Koszalinie skierowała do sądu akt oskarżenia przeciwko czterem osobom.

Chodzi o organizatora escape roomu 30-letniego Miłosza S., jego babcię Małgorzatę W., która rejestrowała działalność, jego matkę Beatę W., która współprowadziła działalność oraz pracownika escape roomu 27-letniego Radosława D. Oskarżeni mają przedstawione tożsame zarzuty umyślnego stworzenia niebezpieczeństwa wybuchu pożaru w escape roomie i nieumyślnego doprowadzenia do śmierci pięciu dziewcząt. Grozi im do 8 lat więzienia.
Źródło info i foto: Money.pl

Wniosek o przedłużenie aresztu Miłosza S. W pożarze escape roomu zginęło pięć nastolatek

Prokuratura Okręgowa w Koszalinie złożyła do sądu apelacyjnego wniosek o przedłużenie tymczasowego aresztowania Miłosza S. do 25 grudnia – poinformował we wtorek rzecznik prokuratury Ryszard Gąsiorowski. Podejrzany to organizator escape roomu, w którym w 2019 r. zginęło pięć 15-latek.

Organizator koszalińskiego escape roomu, w którym 4 stycznia 2019 r. zginęło pięć 15-letnich dziewcząt świętujących urodziny jednej z nich, ma pozostać w areszcie do 10 listopada. Tak zdecydował Sąd Apelacyjny w Szczecinie 22 września 2020 r. Już wówczas sąd nie uwzględnił w całości wniosku prokuratora, który wnosił o przedłużenie aresztu do 25 grudnia 2020 r. Uznał, że blisko dwumiesięczny okres „powinien być wystarczający do zakończenia tego postępowania”.

Jak poinformował we wtorek prok. Gąsiorowski, Prokuratura Okręgowa w Koszalinie nadal chce, by Miłosz S. pozostał w areszcie do 25 grudnia. Stosowny wniosek złożyła do sądu apelacyjnego. Ten jego rozpoznaniem ma zająć się 9 listopada.

Prokurator czeka jeszcze na opinię biegłego  

29-letni Miłosz S. z Poznania zarzuty umyślnego stworzenia niebezpieczeństwa wybuchu pożaru w escape roomie w Koszalinie i nieumyślnego doprowadzenia do śmierci pięciu 15-letnich dziewcząt usłyszał 6 stycznia 2019 r. Tożsame zarzuty przedstawiono w październiku 2019 r. jeszcze trzem osobom: Małgorzacie W. – babci organizatora escape roomu, która rejestrowała działalność, Beacie W. – matce podejrzanego, która współprowadziła działalność, i Radosławowi D. – pracownikowi escape roomu. Wszystkim grozi kara do 8 lat pozbawienia wolności.

Prokuratura, jak podał prok. Gąsiorowski, nadal stoi na stanowisku, że nie ustały dwie przesłanki uzasadniające areszt Miłosza S. To zagrożenie surową karą i obawa matactwa, choćby ze względu na to, że w postępowaniu podejrzane są dwie osoby z rodziny 29-latka, wobec których stosowane są wyłącznie wolnościowe środki zapobiegawcze. Ponadto w połowie października, decyzją sądu, areszt opuścił Radosław D.

Gąsiorowski ponadto zaznaczył, że prokurator czeka jeszcze na jedną z dwóch opinii biegłych. Mają wyjaśnić, czy działanie służb ratowniczych na miejscu zdarzenia – straży pożarnej i służb ratowniczo-medycznych – było właściwe, a także czy ewentualnie są w tej sprawie jeszcze inne osoby, oprócz tych, które usłyszały już zarzuty, mogące przyczynić się do śmierci dziewcząt. Jednocześnie dodał, że prokuratura planuje śledztwo zakończyć do 31 grudnia. Do tego dnia zostało ono przedłużone postanowieniem prokuratora regionalnego w Szczecinie.

Śmierć nastolatek w escape roomie 

Do tragicznego w skutkach pożaru doszło w escape roomie „To Nie Pokój” w Koszalinie przy ul. Piłsudskiego (Zachodniopomorskie). Zginęło w nim pięć uczennic klasy III „d” Gimnazjum nr 9, obecnie SP nr 18. Według wstępnych ustaleń prokuratury, przyczyną pożaru był ulatniający się z butli gaz (butle zasilały piecyki w budynku).

Dziewczęta same mogły wydostać się z zamkniętego pokoju dopiero po rozwiązaniu ostatniej zagadki. W obiekcie nie było dróg ewakuacyjnych. Jedyne okno w pomieszczeniu od wewnątrz było zabite deskami, od zewnątrz było okratowane. Dziewczęta zatruły się tlenkiem węgla. Pogrzeb ofiar pożaru odbył się 10 stycznia 2019 r. Dziewczęta spoczęły obok siebie na koszalińskim cmentarzu komunalnym.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

28-letni Miłosz S. aresztowany w sprawie pożaru w escape roomie zajmował się także obsługą innych pokoi zagadek

28-letni Miłosz S. tymczasowo aresztowany w sprawie pożaru w koszalińskim escape roomie na zlecenie zajmował się zawodowo obsługą tego typu pokoi zagadek. Sam miał o tym poinformować prokuraturę.

Miłosz S., któremu Prokuratura Okręgowa w Koszalinie postawiła zarzut umyślnego stworzenia niebezpieczeństwa wybuchu pożaru w escape roomie i nieumyślnego doprowadzenia do śmierci pięciu osób, które w nim zginęły, odmówił składania wyjaśnień. Poinformował jednak śledczych, jakie jest jego źródło dochodu.

– Podstawą utrzymania podejrzanego jest prowadzenie obsługi escape roomów na zlecenie osób trzecich. On nie jest ich właścicielem, a jedynie jest osobą wynajmowaną, podejmująca się obsługi tego typu pokoi zagadek – powiedział rzecznik prokuratury Ryszard Gąsiorowski.

Z nieoficjalnych źródeł, zbliżonych do organów ścigania wynika, że ta obsługa miała polegać m.in. na wymyślaniu zagadek i realizacji ich w escape roomach i mogła być prowadzona w różnych miastach kraju. Miłosz S. miał zajmować się obsługą kilku escape roomów w Wielkopolsce.

Śledztwo jest w toku

Jak już wcześniej poinformowała prokuratura, escape room w Koszalinie przy ul. Piłsudskiego 88, w którym zginęło pięć 15-latek, prowadziła babcia Miłosza S. To na nią zarejestrowana została działalność gospodarcza, jednak, według ustaleń prokuratury, to podejrzany faktycznie ją wykonywał. Zajmował się obsługą i organizacją escape roomu.

Miłosz S. jest jedyną osobą, która w sprawie pożaru escape roomu w Koszalinie usłyszała zarzut i decyzją sądu została tymczasowo aresztowana na trzy miesiące. Śledztwo jest w toku.

Do tragicznych wydarzeń doszło 4 stycznia. W escape roomie w Koszalinie zginęło pięć 15-letnich dziewcząt, uczennic klasy 3d Gimnazjum nr 9, obecnie SP nr 18. Według wstępnych ustaleń prokuratury przyczyną pożaru w pomieszczeniu obok tego, w którym przebywały dziewczęta, był ulatniający się gaz z butli gazowej (butle zasilały w paliwo piecyki w budynku). Ogień miał uniemożliwić 25-letniemu pracownikowi escape roomu dotarcie do nastolatek. Mężczyzna został poparzony, nie otworzył dziewczętom drzwi. One same mogły to zrobić dopiero po rozwiązaniu ostatniej zagadki. W obiekcie nie było dróg ewakuacyjnych. Dziewczęta zatruły się tlenkiem węgla. W czwartek odbył się ich pogrzeb. Spoczęły obok siebie na cmentarzu komunalnym w Koszalinie.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Adwokat Miłosza S. o szczegółach zatrzymania swojego klienta

Obrońca Miłosza S., twórcy koszalińskiego escape roomu, w którym zginęło pięć nastolatek, w rozmowie z Fakt24 ujawnił szczegóły zatrzymania swojego klienta. – Sam udał się na policję, aby dowiedzieć się, co tak naprawdę wydarzyło się w jego lokalu – zdradza nam Wiesław Breliński.

W piątkowy wieczór w pożarze koszalińskiego escape roomu zginęło pięć nastolatek. Miłosz S., właściciel lokalu, usłyszał już zarzut umyślnego stworzenia niebezpieczeństwa wybuchu pożaru w escape roomie i nieumyślnego doprowadzenia do śmierci pięciu osób. Tymczasem jego obrońca Wiesław Breliński rzuca szersze światło na okoliczności zatrzymania mężczyzny.

Jak powiedział adwokat w rozmowie z Fakt24, mężczyzna sam zgłosił się na policję, aby dowiedzieć się, co tak naprawdę wydarzyło się w jego lokalu. – Mój klient na co dzień mieszka w Poznaniu. O tragedii w escape roomie dowiedział się z mediów – mówi nam Breliński. – Udał się na komisariat, aby dowiedzieć się, co się stało. Stamtąd, na wniosek prokuratury, został przewieziony do Koszalina – dodaje.

Adwokat Miłosza S. dodaje, że jego klient miał „krystaliczną opinię”. – Nigdy nie był karany, nawet mandatów nie miał – podkreśla.

Zapytany o to, czy obawia się, że stan swojego klienta w areszcie, przekazał nam, że złożył prośbę do administracji Aresztu Śledczego w Koszalinie o przedsięwzięcie dodatkowych środków ostrożności. Jak wytłumaczył, wynika to z przepisów wewnętrznych, bo jeśli okaże się, że jego klientowi ochrona rzeczywiście będzie potrzebna, konieczny jest formalny wniosek o jej przydzielenie. Dlatego został on zawczasu złożony.

W niedzielę Miłosz S. został przesłuchany przez koszalińską prokuraturę. 28-latek trafił na trzy miesiące do aresztu. Za zarzucany mu czyn grozi do ośmiu lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Koszalin: Jest decyzja sądu w sprawie tragedii w escape roomie. Miłosz S. trafił do aresztu

Sąd zdecydował o trzymiesięcznym areszcie dla Miłosza S. Mężczyzna miał przygotowywać wyposażenie escape roomu, w którym w piątek wybuchł pożar. Według śledczych nie zadbał o drogi ewakuacyjne, które umożliwiłyby ucieczkę z pomieszczenia. Zginęło pięć 15-latek, a 25-letni pracownik z ciężkimi poparzeniami trafił do szpitala. Posiedzenie aresztowe było niejawne.

Prokuratura postawiła Miłoszowi S. zarzut umyślnego stworzenia niebezpieczeństwa wybuchu pożaru w escape roomie i nieumyślnego doprowadzenia do śmierci osób, które zginęły w pożarze – poinformował rzecznik Prokuratury Okręgowej w Koszalinie Ryszard Gąsiorowski.

Miłoszowi S. grozi do ośmiu lat więzienia.

Mężczyzna nie przyznaje się do winy. Odmówił jednak składania wyjaśnień ze względu na zły stan psychiczny. Jak mówią Wiesław Breliński i Wojciech Janus, obrońcy podejrzanego, mężczyzna mówił przed sądem, że gdyby była taka możliwość, to oddałby swoje życie w zamian za życie dziewczynek. Z ustaleń prokuratury wynika, że podejrzany przygotowywał wyposażenie escape roomu i nie zadbał o drogi ewakuacyjne, umożliwiające opuszczenie pomieszczenia rozrywki. Zdaniem śledczych, to on był osobą faktycznie wykonującą czynności w ramach działalności gospodarczej, którą zgłosiła do ewidencji jego najbliższa krewna.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Przesłuchano pracownika escape roomu w Koszalinie. Miłosz S. odmówił składania wyjaśnień

Poparzony pracownik escape roomu w Koszalinie tuż przed wybuchem pożaru wyczuł ulatniający się gaz. To najnowsze informacje z przesłuchania 25-latka, który był w budynku, kiedy doszło do tragedii. Mężczyzna trafił do specjalistycznego szpitala w Gryfiach. W piątek w escape roomie w Koszalinie zginęło pięć nastolatek. Dziś poinformowano, że w czwartek odbędzie się pogrzeb ofiar. Uroczystości będą wspólne – powiedział prezydent miasta Piotr Jedliński.

Z informacji przekazanych przez rzecznika Prokuratury Okręgowej w Koszalinie wynika, że 25-latek, kiedy poczuł ulatniający się gaz, wiedział już, że sytuacja może być niebezpieczna. Miał też próbować zareagować, ale w tym samym momencie doszło do wybuchu pożaru.

Jak informują śledczy, ogień odciął mężczyźnie możliwość dotarcia do drzwi pokoju, w którym zamknięte były uczennice gimnazjum. 25-latek był już wtedy mocno poparzony i – jego zdaniem – nie był w stanie zrobić nic więcej. Zdaniem prokuratury, wybiegł z budynku i poprosił napotkane osoby o wezwanie pomocy.

Jego zeznania potwierdzają scenariusz, który jeszcze przed przesłuchaniem pracownika escape roomu zakładali śledczy.

Są pierwsze zarzuty po pożarze w escape roomie

Jeszcze w poniedziałek sąd ma natomiast zająć się wnioskiem o aresztowanie Miłosza S. To krewny osoby, na którą formalnie zarejestrowany był escape room. W niedzielę usłyszał zarzuty umyślnego stworzenia niebezpieczeństwa wybuchu pożaru i nieumyślnego doprowadzenia do śmierci osób, które w nim zginęły. Według wstępnych ustaleń przyczyną tragedii było rozszczelnienie butli z gazem.

Miłosz S. odmówił składania wyjaśnień.

W sposób umyślny doprowadził do tego, że stworzone zostało niebezpieczeństwo wybuchu pożaru w obiekcie, gdzie znajdował się escape room i w taki sposób, nieumyślnie już z kolei, doprowadził do śmierci osób, które zginęły w pożarze, jaki w tym budynku wybuchł w dniu 4 stycznia tego roku – powiedział w niedzielę rzecznik prokuratury w Koszalinie Ryszard Gąsiorowski.

Nasz klient jest zrozpaczony tym, co się stało. Do zarzutu nie przyznaje się. Nie złożył wyjaśnień z uwagi na to, że nie jest w stanie psychicznie znieść tego ciężaru, który na niego spadł – podkreślili w niedzielę po wyjściu z budynku prokuratury obrońcy Miłosza S. Wiesław Breliński i Wojciech Janus. Ich zdaniem, mężczyzna, „nie był w stanie odnieść się do niczego, co jest podstawą do postawionego mu zarzutu”. Dodali, że ich klient w treści protokołu złożył głębokie kondolencje dla rodzin ofiar. Powiedział jak bardzo jest mu przykro i jak bardzo nie chciał skutku, który nastąpił”.

Rzecznik prokuratury w Koszalinie podkreśla, że są podstawy, by twierdzić, „że podejrzany był osobą faktycznie wykonującą czynności w ramach działalności gospodarczej, którą zgłosiła do ewidencji jego najbliższa krewna i był osobą, która przygotowywała wyposażenie pomieszczeń w tych różnego rodzaju pokojach zagadek. I nie zwrócił uwagi na to, że nie ma tam właściwego ogrzewania tych obiektów, i że nie ma tam przede wszystkim dróg ewakuacyjnych, które w razie jakiegoś niebezpieczeństwa pozwalałaby uczestnikom opuszczać pomieszczenie rozrywki.

Zdaniem prokuratora Ryszarda Gąsiorowskiego, za popełnienie zarzucanego czynu mężczyźnie grozi do 8 lat więzienia. Prokurator pytany o kwestię ewentualnych zarzutów dla właścicielki budynku i drugiej kobiety, która wynajęła go na prowadzenie działalności gospodarczej, powiedział, że „na to jest za wcześnie”. Zaznaczył, że obie kobiety były przesłuchiwane w charakterze świadków. Nie było podstaw, by na tym etapie postępowania którejś z nich stawiać zarzuty.

W czwartek pogrzeb ofiar pożaru w escape roomie

W czwartek odbędzie się pogrzeb ofiar pożaru w escape roomie w Koszalinie. Pogrzeb będzie wspólny – zapowiedział w poniedziałek prezydent Koszalina Piotr Jedliński. Pięć 15-latek, uczyło się w jednej klasie. Według władz miasta, spoczną obok siebie na koszalińskim cmentarzu.

Karina Gajda, dyrektor szkoły podstawowej nr 18 w Koszalinie, gdzie uczyły się nastolatki, zapewniła, że uczniowie są objęci pomocą pedagogiczno-psychologiczną. Również rozważamy niesienie takiej pomocy nauczycielom – podkreśliła.

Według dyrektor, poniedziałek jest dla szkoły bardzo trudnym dniem. Nauczyciele i uczniowie po raz pierwszy zobaczą puste miejsca pięciu uczennic – dodała.

Jak zaznaczyła Karina Gajda, kolejny trudny dzień będzie w czwartek, gdy odbędą się uroczystości pogrzebowe. Tego dnia nie odbędą się zajęcia dydaktyczne, szkoła zorganizuje opiekę dla dzieci, które do niej przyjdą – poinformowała.

Tragedia w Koszalinie, zginęło 5 młodych dziewczyn
W tragicznym pożarze w escape roomie przy ul. Piłsudskiego 88, który wybuchł w piątkowe popołudnie, zginęło pięć 15-letnich dziewcząt, uczennic III klasy gimnazjum. Wizytą w pokoju zagadek świętowały urodziny jednej z nich.

W pożarze poważnie ucierpiał 25-letni pracownik obiektu.

Ze wstępnych ustaleń prokuratury wynika, że przyczyną pożaru było rozszczelnienie butli gazowej. Ogień pojawił się w poczekalni. Pracownik escape roomu został odcięty od możliwości udzielenia pomocy nastolatkom.

Bezpośrednią przyczyną śmierci nastolatek było zatrucie tlenkiem węgla.

Z informacji podanych przez straż pożarną wynika, że w budynku było „wiele niedociągnieć”. Urządzenia grzewcze najpewniej znajdowały się zbyt blisko materiałów łatwopalnych, a instalacje elektryczne były prowizoryczne. Nie było też drogi ewakuacji.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Koszalin: Podejrzany w sprawie tragedii w escape roomie jest „zrozpaczony”

– Nasz klient jest zrozpaczony tym, co się stało – powiedzieli obrońcy Miłosza S. Po tragedii w escape roomie w Koszalinie mężczyzna usłyszał zarzut umyślnego stworzenia niebezpieczeństwa i nieumyślnego spowodowania śmierci. Miłosz S. – to pierwsza osoba zatrzymana w związku z tragedią w koszalińskim escape roomie. Jak powiedział dziennikarzom „Faktu” rzecznik Prokuratury Okręgowej w Koszalinie Ryszard Gąsiorowski, podstawą zarzutu jest stwierdzenie, że to właśnie 28-latek był osobą, która faktycznie prowadziła ten escape room i przygotowywała wyposażenie pomieszczeń.

– Nie zwrócił uwagi na to, że nie ma tam właściwego ogrzewania tych obiektów, i że nie ma tam przede wszystkim dróg ewakuacyjnych – mówił Gąsiorowski.

Działalność gospodarcza była natomiast zgłoszona przez jego babcię.

Miłosz S. nie przyznaje się do postawionych mu zarzutów. Jak mówią jego obrońcy Miłosza S. Wiesław Breliński i Wojciech Janus, jest zrozpaczony tym, co się stało. – Nie złożył wyjaśnień z uwagi na to, że nie jest w stanie psychicznie znieść tego ciężaru, który na niego spadł – poinformowali Radio Zet po wyjściu z budynku prokuratury.

Obrońcy powiedzieli, że Miłosz S. „nie był w stanie odnieść się do niczego, co jest podstawą do postawionego mu zarzutu”. Dodali także, że ich klient złożył głębokie kondolencje dla rodzin ofiar. Miał także powiedzieć, że jest mu „przykro i jak bardzo nie chciał skutku, który nastąpił”.

Tragedia w Koszalinie. Zginęło pięć nastolatek

Przypomnijmy, że w pożarze escape roomu w Koszalinie zginęło pięć 15-latek i poważnie ucierpiał 25-letni pracownik obiektu. Ze wstępnych ustaleń prokuratury wynika, że przyczyną pożaru było rozszczelnienie butli gazowej. Ogień pojawił się najpierw w poczekalni, odcinając pracownika obiektu od możliwości udzielenia dziewczynom pomocy.

Nastolatki zmarły w wyniku zatrucia tlenkiem węgla.

Straż pożarna podała wcześniej, że w escape roomie w Koszalinie było „wiele zaniedbań”. Urządzenia grzewcze znajdowały się zbyt blisko materiałów łatwopalnych, a instalacje elektryczne były prowizoryczne. Nie było drogi ewakuacji.

Kim były ofiary?

Julia, Amelia, Gosia, Karolina i Wiktoria – tak nazywały się dziewczyny, które zginęły w pożarze koszalińskiego escape roomu. Miały 15-lat, chodziły do jednej klasy. Feralnego dnia jedna z nastolatek świętowała urodziny z koleżankami.

Na polecenie szefa MSWiA Joachima Brudzińskiego straż pożarna prowadzi inspekcje tego typu obiektów w całej Polsce. Do tej pory skontrolowano już 325 takich miejsc i 26 z nich zostało zamkniętych.
Źródło info i foto: wp.pl

Są zarzuty po śmierci nastolatek w koszalińskim escape roomie

Za umyślne stworzenie niebezpieczeństwa wybuchu pożaru w escape roomie i nieumyślne doprowadzenie do śmierci osób, które zginęły w pożarze odpowie mężczyzna zatrzymany po śmierci w tzw. escape roomie pięciu nastolatek z Koszalina – poinformowała prokuratura. Briefing prasowy rzecznika Prokuratury Okręgowej w Koszalinie odbył się w niedzielę wieczorem i miał związek z piątkowym pożarem. Tam w tzw. escape roomie zginęło pięć dziewcząt. Jeden mężczyzna jest ciężko poparzony.

– Zatrzymanym mężczyzną jest Miłosz S., któremu ogłaszany jest zarzut, że w sposób umyślny doprowadził do tego, że stworzone zostało niebezpieczeństwo wybuchu pożaru w obiekcie, gdzie znajdował się escape room i w taki sposób, nieumyślnie już z kolei, doprowadził do śmierci osób, które zginęły w pożarze, jaki w tym budynku wybuchł w dniu 4 stycznia tego roku – poinformował w niedzielę po godz. 19. rzecznik Prokuratury Okręgowej w Koszalinie Ryszard Gąsiorowski.

– Mamy jako podstawę tego zarzutu stwierdzenie, że pan podejrzany był osobą faktycznie wykonującą czynności w ramach działalności gospodarczej, którą zgłosiła do ewidencji jego najbliższa krewna i był osobą, która przygotowywała wyposażenie pomieszczeń w tych różnego rodzaju pokojach zagadek. Nie zwrócił uwagi na to, że nie ma tam właściwego ogrzewania tych obiektów, i że nie ma tam przede wszystkim dróg ewakuacyjnych, które w razie jakiegoś niebezpieczeństwa pozwalałaby uczestnikom opuszczać pomieszczenie rozrywki – dodał.

W niedzielę lekarze zgodzili się na przesłuchanie 25-letniego pracownika escape roomu, który został poważnie poparzony. W piątek został on wprowadzony w stan śpiączki farmakologicznej.

Zginęły w trakcie urodzin

Już w piątek przesłuchano wstępnie właścicielkę budynku, w którym znajdował się escape room oraz najemcę pomieszczeń. Policja pod nadzorem prokuratury prowadzi czynności, by ustalić również, jak dokładnie zaprószono ogień i dlaczego przebywające w escape roomie nastolatki nie mogły się z niego wydostać.

Trwają także ustalenia, która firma dostarczała gaz do obiektu, bo rozszczelnienie butli gazowej miało być przyczyną pożaru. Biegli swoje ostateczne opinie sformułują za kilka dni. W piątek utworzony został zespół śledczy, kilku prokuratorów wykonuje czynności procesowe w tej sprawie. W obiekcie znajdował się monitoring, który prokuratura także stara się odczytać. Podczas niedzielnej konferencji prasowej z premierem Mateuszem Morawieckim i ministrem spraw wewnętrznych i administracji Joachimem Brudzińskim, komendant główny policji gen. insp. Jarosław Szymczyk podkreślił, że nad sprawą będą pracować najbardziej doświadczeni funkcjonariusze pionów operacyjnych i dochodzeniowo-śledczych Komendy Wojewódzkiej Policji w Szczecinie. Wstępnie biegli ustalili, że wszystkie pięć nastolatek zmarło w wyniku zatrucia czadem.

Pożar wybuchł nagle w piątek około godz. 17 w lokalu przy ul. Piłsudskiego 88 w Koszalinie. Ogień pojawił się w pomieszczeniu obok tego, w którym odbywała się zabawa urodzinowa, w której brały udział 15-latki i szybko się rozprzestrzenił. – Z wstępnych ustaleń wynika, że przyczyną było rozszczelnienie butli gazowej – informował w sobotę prokurator Gąsiorowski.

W niedzielę w całym mieście ogłoszono żałobę.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Koszalin: Prokuratura podała przyczynę tragedii w escape roomie. Wciąż bada sprawę

Prokuratura podała wstępny scenariusz tragedii w escape roomie w Koszalinie. Bezpośrednią przyczyną powstania ognia w escape roomie w Koszalinie był gaz. Wszystkie osoby zmarły w wyniku zatrucia tlenkiem węgla.

– Śledczy wykluczyli instalacje elektryczną jako przyczynę i źródło pożaru i upatrują go raczej w urządzeniach gazowych. Urządzenia były cztery. Na pewno były w poczekalni pokoju gier i to tam najprawdopodobniej rozpoczął się pożar, który odciął pracownika, który miał czuwać nad obecnymi w obiekcie uczestnikami gry od możliwości odblokowania drzwi. Takie są tragiczne wstępne ustalenia – powiedział prokurator Ryszard Gąsiorowski. 

Więcej informacji wkrótce. 

W piątek w tzw. escape roomie w Koszalinie doszło do pożaru, w którym zginęło pięć dziewcząt, uczennic III klasy Gimnazjum nr 9, aktualnie wchodzącego w skład SP nr 18 w Koszalinie. Jeden mężczyzna jest ciężko poparzony. Po pożarze PSP na polecenie ministra spraw wewnętrznych i administracji Joachima Brudzińskiego rozpoczęła kontrole przeciwpożarowe w podobnych obiektach na terenie całego kraju.

Jak poinformowała Straż Pożarna, w pomieszczeniu, w którym znajdował się escape room, było wiele niedociągnięć. Do tragedii doszło przede wszystkim na skutek braku zapewnienia właściwej ewakuacji. Wątek złych warunków i nieodpowiedniego ogrzewania w koszalińskim escape roomie pojawił się też w niektórych komentarzach na Facebooku. O sprawie pisaliśmy w piątek na radiozet.pl.  
Źródło info i foto: Radio ZET.pl