Prokurator generalna pozwała Donalda Trumpa i jego dzieci

Donald Trump oraz trójka jego dzieci: Donald Jr, Eric, Ivanca zostali pozwani przez prokurator generalną Nowego Jorku. Zarzucono im podawanie fałszywych wycen nieruchomości i czerpanie z tego zysków. Prokuratura twierdzi, że do wielu oszustw miało dochodzić w latach 2011-2021, a więc jeszcze w czasie prezydentury Donalda Trumpa. Polegały one na tym, że fikcyjnie zawyżano majątek rodzinnej firmy o miliardy dolarów, aby pomóc jej w uzyskaniu lepszych warunków finansowych dla transakcji.

Miało to na celu także uzyskanie niższych stóp procentowych w bankach i korzystniejszego ubezpieczenia. Celem prokuratury jest odzyskanie co najmniej 250 milionów dolarów. Po opublikowaniu pozwu Donald Trump napisał, że to dalszy ciąg „polowania na czarownice”, którego stał się ofiarą.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Wilno: Seria fałszywych alarmów bombowych

Wileńska policja otrzymała list z pogróżkami dotyczącymi rzekomych planów wysadzenia w powietrze około 10 budynków użyteczności publicznej. Na liście znalazł się gmach Sejmu oraz miejsce, w którym odbywa się konferencja białoruskiej opozycji. Uczestników wydarzenia ewakuowano. Alarm okazał się fałszywy. Julija Samorokovskaja z Komisariatu Policji Okręgu Wileńskiego poinformowała, że „doniesienia się nie potwierdziły”. W sprawie pogróżek wszczęto śledztwo.

W liście z pogróżkami wskazane są m.in. gmach Sejmu, ambasada USA, Teatr Vaidila, który sąsiaduje z siedzibą Specjalnej Służby Śledczej, a także dwa hotele, centrum handlowe, Wileński Teatr Mały, centrum biznesowe Pałac Forum, Departament Policji, siedziba Głównej Komisji Wyborczej i Departament Migracji. W jednym z budynków wymienionych w liście odbywa się konferencja „Nowa Białoruś” z udziałem białoruskich opozycyjnych polityków, dziennikarzy, działaczy społecznych, analityków i przedstawicieli organizacji pozarządowych. Miejsce to nie było podawane do wiadomości publicznej z powodu możliwych prowokacji.

Portal Delfi.lt informuje, że uczestnicy konferencji zostali ewakuowani, a po sprawdzeniu budynku wrócili na salę obrad.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Wielka Brytania: Fałszywe telefony do ministrów

Oszust podający się za ukraińskiego premiera Denysa Szmyhala miał telefonować do brytyjskich ministrów. Rząd Wielkiej Brytanii zarzucił władzom Rosji, że to one za tym stoją. W miniony czwartek brytyjski minister obrony Ben Wallace ujawnił, że zadzwoniła do niego osoba podająca się za premiera Ukrainy i zdołała zadać kilka „mylących pytań”, zanim przerwał on połączenie. Jeszcze tego samego dnia minister spraw wewnętrznych Priti Patel poinformowała, że ona również otrzymała taki telefon.

Państwo rosyjskie było odpowiedzialne za fałszywe telefony wykonane do brytyjskich ministrów w zeszłym tygodniu. Jest to standardowa praktyka rosyjskich operacji informacyjnych, a dezinformacja jest taktyką zaczerpniętą z podręcznika Kremla, mającą na celu odwrócenie uwagi od ich nielegalnych działań na Ukrainie i łamania praw człowieka, które jest tam popełniane – oświadczył rzecznik brytyjskiego rządu.

Dodał, że próbowano się w ten sposób skontaktować też z minister kultury Nadine Dorries, ale bez powodzenia. Wallace informując w czwartek o tym telefonie zasugerował, że to Rosja za nim stoi, ale poniedziałkowe oświadczenie jest pierwszym, w którym brytyjski rząd wprost obwinia ten kraj.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Uwaga na fałszywe SMS-y z Wojska

12.04.2019 NOWA DEBA LAMPART 19 CWICZENIA WOJSKOWE 21 BRYGADA STRZELCOW PODHALANSKICH POLIGON NOWA DEBA PODHALANCZYCY FOT KRZYSZTOF KAPICA

Polskie wojsko ostrzega przed fałszywymi SMS-ami ws. natychmiastowych powołań. Sztab Generalny Wojska Polskiego przypomina, że w kraju nie wprowadzono mobilizacji. Zawiadomienia do rezerwistów o obowiązku stawiennictwa na ćwiczeniach są wysyłane z wyprzedzeniem pocztą. 

Wraz z wybuchem wojny w Ukrainie w Polsce skokowo wzrosła liczba prób dezinformacji. Pojawiły się m.in. doniesienia o rezerwistach otrzymujących SMS-y z natychmiastowymi powołaniami z Wojskowej Komendy Uzupełnień. „W związku z pojawianiem się SMS-ów na temat stawiennictwa w siedzibach WKU lub WSzW informujemy, że są to informacje fałszywe służące jedynie dezinformacji” – ostrzega Wojskowa Komisja Uzupełnień w Bydgoszczy, cytowana przez “Gazetę Pomorską”.  

– W przypadku otrzymania takiej wiadomości należy skontaktować się z najbliższą WKU lub Wojewódzkim Sztabem Wojskowym – zaznacza Sztab Generalny WP. I wyjaśnia, że wojsko nie kontaktuje się z rezerwistami za pomocą SMS-ów. Informacje o przydziałach mobilizacyjnych wysyłane są pocztą.

W Polsce są nadawane przydziały mobilizacyjne żołnierzom rezerwy, ale jest to rutynowa działalność wojska i “nie jest związana z aktualną sytuacją na wschodzie Europy” – podkreśla Sztab Generalny. – Siły zbrojne w celu doskonalenia swoich zasobów rezerwy muszą robić takie ćwiczenia. Prowadzą je poszczególne jednostki wojskowe – powiedział w rozmowie z “Gazetą Pomorską” mjr Bogdan Lewandowski, rzecznik prasowy Wojskowej Komendy Uzupełnień w Bydgoszczy. 
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Zatrzymani za handel lewymi certyfikatami covidowymi

Policjanci z Gdańska zatrzymali pięć kobiet, które miały brać udział w procederze organizowania certyfikatów poświadczających szczepienie przeciwko COVID-19 – informuje RMF FM. Jedna z nich jest pielęgniarką. Jak podaje RMF FM, do zatrzymania pięciu kobiet w wieku od 21 do 56 lat doszło we wtorek nad ranem. Miały on wprowadzać dane do systemu, a także być pośredniczkami, które pomagały chętnym w zakupie fałszywych certyfikatów covidowych. Jedna z kobiet jest pielęgniarką. Funkcjonariusze zabezpieczyli m.in. komputery i telefony, dokumentację oraz znaczną kwotę pieniędzy. Zgodnie z ustaleniami policji, fałszywe dokumenty miały być sprzedawane za 1,2 tys. złotych nawet od maja ubiegłego roku.

W Prokuraturze Okręgowej w Gdańsku pięciu podejrzanym przedstawiono zarzuty, m.in. dot. korupcji. Wobec trzech osób zastosowano areszt tymczasowy. RMF FM informuje, że w sprawie policjanci zatrzymali także 46-latka z powiatu sztumskiego. Mężczyzna podejrzewany jest o zakup fałszywego certyfikatu covidowego.

Fałszywy dokument, który w Polsce można kupić, nie chroni przed zakażeniem, co często wychodzi na jaw dopiero w szpitalu. Tu przykład: w połowie listopada do szpitala w Bolesławcu trafiła kobieta chora na COVID-19. Z danych widocznych w systemie wynikało, że jest osobą zaszczepioną przeciw COVID-19, dlatego medyków dziwił coraz słabszy stan pacjentki. Stan kobiety na tyle się pogorszył, że musiała zostać podłączona do respiratora. Wtedy przekazała lekarzom, że nie przyjęła szczepionki, a certyfikat covidowy, który posiada, jest sfałszowany.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

W Niemczech ujawniono 11 tys. przypadków sfałszowanych paszportów covidowych

Policja w Niemczech wykryła do tej pory ponad 11 tys. przypadków sfałszowanych paszportów szczepień przeciw Covid-19; liczba oszustw w tej dziedzinie zauważalnie wzrosła od listopada – informuje „Tageszeitung”, który zebrał dane z Państwowych Urzędów Kryminalnych (LKA) wszystkich krajów związkowych.

Według zestawienia „Tageszeitung”, tylko LKA w Bawarii od początku roku ujawnił 3070 przypadków oszustw, przy czym na początku września było ich tylko 110. W Nadrenii Północnej-Westfalii naliczono 2495 przypadków, z czego blisko połowa została wykryta w ciągu ostatniego miesiąca. W Berlinie zarejestrowano 1028 przypadków, w Hesji i Badenii-Wirtembergii są to „liczby czterocyfrowe”, w Nadrenii-Palatynacie – 727, a w Hamburgu – 720 przypadków. Nawet w słabo zaludnionym Szlezwiku-Holsztynie ujawniono 550 przypadków, z czego dwie trzecie miało miejsce w ciągu ostatnich czterech tygodni. Saksoński Państwowy Urząd Kryminalny potwierdził natomiast, że „istnieje duża liczba niezgłoszonych przypadków”.

Gazeta podaje, że raport federalnego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych zakłada, że wkrótce popyt na fałszywe paszporty szczepień „ustabilizuje się” z powodu zaostrzonych środków pandemicznych.

Za sprzedaż fałszywych certyfikatów kara do pięciu lat więzienia

„Paszporty są łatwe do podrobienia, ponieważ nie zawierają zabezpieczeń. Dodatkowo dopiero od około tygodnia apteki są w stanie za pomocą serwera sprawdzić, czy numer partii podany w świadectwie szczepienia jest zgodny z rzeczywiście wydanymi i wykonanymi szczepionkami” – dodaje „Tageszeitung”.

Policja może sprawdzać autentyczność numerów partii dzięki wewnętrznej platformie Extrapol. „Siły policyjne są specjalnie szkolone w wykrywaniu fałszerstw tego typu” – wyjaśnia bawarski LKA.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Nowy wątek ws. wypadku z udziałem Beaty Szydło w 2017 roku: „Wiedzieliśmy, że nie mamy włączonych sygnałów dźwiękowych”

– Mieliśmy włączone sygnały świetlne, było już ciemno, wjechaliśmy w miasto. Generalnie wszyscy wiedzieliśmy, że nie mamy włączonych sygnałów dźwiękowych. Dla nas to była rzecz oczywista – mówi „Gazecie Wyborczej” emerytowany funkcjonariusz SOP, który jechał w rządowej kolumnie wiozącej Beatę Szydło, gdy doszło do wypadku w Oświęcimiu.

„Gazeta Wyborcza” powraca do sprawy wypadku Beaty Szydło z 2017 roku. Dziennik rozmawiał z Piotrem Piątkiem, byłym funkcjonariuszem Służby Ochrony Państwa (dawniej BOR), który od marca tego roku jest na emeryturze. Z jego relacji wynika, że w sprawie wypadku BOR-owcy mogli składać fałszywe zeznania.

Piątek należał do grupy funkcjonariuszy, którzy jechali z premierką Szydło, gdy doszło do wypadku w Oświęcimiu w lutym 2017 roku. – Ta sprawa nie dawała mi spokoju. Są ludzie, którzy chcą, by prawda nie przedostała się do opinii publicznej. Fatalnie się z tym czuję, nie mogłem dłużej z tym żyć – powiedział chorąży Piątek w „Gazecie Wyborczej”.

Dziennik w swoim artykule skupia się na kwestii sygnałów dźwiękowych rządowej kolumny. Rozstrzygnięcie, czy sygnały dźwiękowe zostały włączone, czy nie, jest w tej sprawie kluczowe. W trakcie śledztwa inni funkcjonariusze – jak podaje „GW” – twierdzili. że kolumna jechała prawidłowo, były sygnały zarówno świetlne, jak i dźwiękowe. Sebastian Kościelnik, który prowadził seicento, twierdzi, że samochody jechały bez włączonych syren. Piątek to potwierdza.

– Mieliśmy włączone sygnały świetlne, było już ciemno, wjechaliśmy w miasto. Generalnie wszyscy wiedzieliśmy, że nie mamy włączonych sygnałów dźwiękowych. Dla nas to była rzecz oczywista – powiedział dziennikowi Piątek. – Żeby ludzie nie widzieli, że władza „się wozi i panoszy”. Za każdym razem, gdy jeździłem do domu pani premier, nie włączaliśmy syren. Jechaliśmy po cichu, żeby nie wzbudzać sensacji – dodaje.

Piątek odniósł się do zeznań funkcjonariuszy. Są one utajnione, ale „GW” za swoimi źródłami podaje, że według ich relacji kolumna miała włączone wszystkie sygnały.

– Każdy z nas był osobno przesłuchiwany, ale wcześniej wiedzieliśmy, co mamy zeznawać. Przed przesłuchaniem usłyszałem tylko: „Piotrek, wiesz jak było…”. Ja sobie zdawałem sprawę, że chcąc dalej pracować i awansować musiałem mówić to, co reszta – stwierdził. Jak dodał, odpowiednią wersję przekazywał funkcjonariuszom dowódca zmiany. – On zarządził, jak mamy jechać i jak mamy mówić… To nie było mówione wprost. Raczej „Piotrek, wiesz jak było”, „wiesz, jak będzie dobrze dla nas”, „wiesz, jak mówić” – ocenił.

– Pan Piotr Piątek zdecydował się na publiczne ujawnienie faktycznych okoliczności wypadku w Oświęcimiu. Chce żyć w prawdzie. Jego postawa jest wyrazem skruchy związanej ze złożeniem nieprawdziwych zeznań, wyrzutów sumienia spowodowanych świadomością, że oskarżona o spowodowanie wypadku została niewłaściwa osoba – mówi „GW” Ryszard Kalisz, prawnik, któremu Piątek przedstawił relację.

Mec. Władysław Pociej, obrońca Kościelnika, ocenił, że „nowe fakty mogą zdecydować, czy odpowiedzialność za spowodowanie wypadku ciąży na Sebastianie, czy na Sebastianie i kierowcy BOR, prowadzącym audi wiozące Beatę Szydło”.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Poszukiwany ENA i licznymi listami gończymi zatrzymany

Funkcjonariusz służby kryminalnej z żarskiej komendy ustalił, że 40-latek poszukiwany czterema listami gończymi oraz Europejskim Nakazem Aresztowania, ukrywa się na terenie Niemiec oraz posługuje fałszywymi dokumentami. Zdobyte informacje trafiły do niemieckich funkcjonariuszy, którzy zatrzymali poszukiwanego podczas kontroli drogowej.

Dzięki doświadczeniu, nieustępliwości, dużej wiedzy i umiejętnościom operacyjnym policjanta służby kryminalnej z żarskiej komendy, 40-latek ukrywający się za granicami kraju trafił za kratki. Mężczyzna poszukiwany był czterema listami gończymi oraz Europejskimi Nakazami Aresztowania od 2008 roku za handel środkami odurzającymi i psychotropowymi. Żarski policjant ustalił, że mężczyzna przebywa na terenie Niemiec, gdzie udaje mu się skutecznie ukrywać, ponieważ posługuje się fałszywymi dokumentami wystawionymi na inną osobę. Te wszystkie ustalenia zostały przekazane za pośrednictwem funkcjonariuszy Komendy Wojewódzkiej Policji w Gorzowie Wielkopolskim stronie niemieckiej. Na efekty pracy funkcjonariusza nie trzeba było długo czekać, gdyż 40-latek został zatrzymany podczas kontroli drogowej przez niemieckich policjantów w rejonie Frankfurtu nad Odrą. Mężczyzna został przetransportowany do Polski i w środę (25 sierpnia ) trafił do zakładu karnego na co najmniej cztery lata.
Źródło info i foto: Policja.pl

Podrabiali recepty i handlowali środkami psychotropowymi na terenie całego kraju

Piaseczyńska policja zatrzymała dwóch mężczyzn z woj. pomorskiego, którzy na podstawie fałszywych recept kupowali w aptekach leki psychoaktywne. Później nimi handlowali na terenie całej Polski. 22- i 26-latek zostali zatrzymani podczas zakupów w jednej z aptek w Piasecznie, gdzie planowali zrealizować podrobioną receptę. Jak poinformował nadkom. Jarosław Sawicki, mężczyźni podobnych transakcji dokonywali w całym kraju. Leki psychoaktywne były przez nich sprzedawane innym osobom, bez żadnej kontroli lekarskiej.

Obaj usłyszeli już zarzuty, grozi im do pięciu lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: TVP.info

Zatrzymano 7 podejrzanych o wyłudzenia odszkodowań

Mazowieccy policjanci zatrzymali siedem osób podejrzanych o wyłudzenia odszkodowań z tytułu zgłaszanych sfingowanych zdarzeń drogowych – powiedziała rzeczniczka Komendanta Wojewódzkiego Policji zs. w Radomiu podinsp. Katarzyna Kucharska. Dodała, że na tym procederze towarzystwa ubezpieczeniowe straciły około 300 tys. zł.

Jak przekazała rzeczniczka mazowieckich policjantów, w trakcie śledztwa funkcjonariusze ustalili, że w różnych miejscowościach na Mazowszu działały współpracujące ze sobą osoby, zajmujące się wyłudzaniem odszkodowań z tytułu zgłaszanych do ubezpieczycieli pozorowanych zdarzeń drogowych.

Zatrzymani wyłudzali pieniądze

– Do przestępczego procederu wykorzystywane były samochody głównie klasy premium, będące w leasingach – podkreśliła podinsp. Katarzyna Kucharska.

– Sprawcy organizowali sfingowane kolizje drogowe między sobą lub wymuszając zdarzenia z osobami postronnymi. W zgłoszeniach szkód wskazywano okoliczności zdarzenia, które nie były zgodne z prawdą – tłumaczyła policjantka.

Według dotychczasowych ustaleń śledczych z tytułu wypłat odszkodowań z polis OC i AC mogło dojść do wyłudzenia około 300 tys. zł. od towarzystw ubezpieczeniowych. – Mundurowi do sprawy zabezpieczyli dwa samochody o wartości niemal 100 tys. zł oraz zabezpieczyli gotówkę na poczet przyszłych kar – podała.

– W ostatnich dniach policjanci zatrzymali siedem osób, które usłyszały zarzuty wyłudzeń oraz usiłowania wyłudzeń odszkodowań komunikacyjnych. To mężczyźni w wieku od 25 do 51 lat – zaznaczyła. Czterech podejrzanych decyzją sądu zostało tymczasowo aresztowanych.
Źródło info i foto: TVP.info