Nalot niemieckiej policji. W centrum śledztwa dwie firmy z Polski

Niemiecka policja przeprowadziła nalot na ponad 40 firm i mieszkań prywatnych. Chodzi o nielegalnych pracowników z Polski, Ukrainy i Białorusi. Polskie firmy, które ich zatrudniały, miały posługiwać się fałszywymi dokumentami. Niemieccy policjanci chcą przesłuchać ponad 80 osób. To pracownicy niemieckiego sektora pakowania wędlin. Zatrudnione w nim osoby z Polski, Ukrainy i Białorusi miały pracować na podrobionych dokumentach.

W centrum śledztwa znajdują się dwie polskie firmy. Jak podaje Reuters, miały zatrudniać w Niemczech pracowników, posługując się fałszywymi dokumentami. Śledczy chcą także dotrzeć do 10 osób z Rosji, które także miały uczestniczyć w nielegalnym procederze.

Podczas nalotu na siedziby firm policja przejęła gotówkę i kosztowności o wartości 1,5 miliona euro (około 6,7 milionów złotych). Śledczy twierdzą, że te pieniądze firmy zarobiły nielegalnie. Miały przekazywać pracownikom tylko ułamek należnego im wynagrodzenia.

„Mamy w Niemczech płacę minimalną, ale musimy założyć, że zagraniczni pracownicy niekoniecznie o tym wiedzą” – powiedział rzecznik niemieckiej policji.

Policyjne przeszukania miały miejsce głównie w mieście Weißenfels na wschodzie Niemiec. Tam zlokalizowana jest fabryka największej niemieckiej firmy produkującej mięso Tönnies. Rzecznik mięsnego potentata nie był w stanie stwierdzić czy podejrzewane o przestępstwa firmy są podwykonawcami jego zakładu.

Przedstawiciel jednej z firm, cytowany przez Reutersa, stwierdził, że nie jest możliwe, aby firma wysłała kogoś do Niemiec z podrobionymi dokumentami. Jednocześnie odmówił dalszego komentowania sprawy. Druga z firm nie udzieliła jakiegokolwiek komentarza.

Niemiecki sektor wędliniarski znalazł się w tym roku pod ostrzałem ze względu na wykorzystywanie pracowników z Europy Wschodniej. Złe warunki pracy miały przyspieszyć rozprzestrzenianie się w kraju koronawirusa. W związku z tym rząd w Berlinie przyjął w lipcu ustawę, która nakazuje niemieckim firmom bezpośrednie zatrudnianie pracowników, bez udziału spółek pośredniczących.
Źródło info i foto: o2.pl

Gang zajmował się produkcją fałszywych dokumentów

Blisko 80 policjantów CBŚP i KGP wzięło udział w akcji rozbicia zorganizowanej grupy przestępczej, której członkowie podejrzani są o produkcję fałszywych dokumentów. Śledztwo nadzoruje Prokuratura Regionalna w Białymstoku. Według śledczych grupa mogła wyprodukować co najmniej kilkanaście tysięcy fałszywych dokumentów, które trafiały głównie do krajów Unii Europejskiej. Zatrzymani są również podejrzani o „wypranie” ponad 5 mln zł.

Policjanci z Zarządu w Radomiu Centralnego Biura Śledczego Policji, pod nadzorem Prokuratury Regionalnej w Białymstoku prowadzą śledztwo dotyczące funkcjonowania zorganizowanej grupy przestępczej zajmującej się popełnianiem przestępstw przeciwko wiarygodności dokumentów. Z zebranego materiału wynika, że grupa mogła działać od 2015 roku, aż do momentu jej rozbicia.

Według śledczych zamówienia na fałszywe dokumenty docierały nie tylko z kraju, ale także z państw Unii Europejskiej i Ameryki Północnej. Z zebranego materiału wynika, że członkowie grupy zajmowali się praniem pieniędzy oraz fałszowaniem dokumentów w postaci: dowodów osobistych i praw jazdy różnych krajów, kart pobytu cudzoziemców, świadectw kwalifikacji, zezwoleń, dokumentów określających nabycie konkretnych uprawnień oraz wszelkich innych dokumentów, na które składane były zamówienia. Swoje usługi oferowali na znanych stronach internetowych oferując wspomniane dokumenty jako tzw. „dokumenty kolekcjonerskie”.

Akcja, podczas której zatrzymano 5 osób, została przeprowadzona przez policjantów CBŚP wspólnie z funkcjonariuszami Biura do Walki z Cyberprzestepczością Komendy Głównej Policji. Podczas działań zrealizowanych w Warszawie oraz na terenie województw: podlaskiego, wielkopolskiego, dolnośląskiego, świętokrzyskiego i lubelskiego przeszukano wiele obiektów i zabezpieczono fałszywe dokumenty w postaci dowodów osobistych czy praw jazdy. Wówczas to, policjanci przejęli także sprzęt komputerowy, profesjonalne drukarki, laptopy, matryce, telefony czy karty służące do produkcji dokumentów. W trakcie akcji zabezpieczono również bazę danych osób, które mogły dokonywać zakupu dokumentów, co obecnie jest dokładnie sprawdzane.

W Prokuraturze Regionalnej w Białymstoku 3 zatrzymanym postawiono zarzuty dot. udziału w zorganizowanej grupie przestępczej oraz z artykułów przeciwko wiarygodności dokumentów. Dodatkowo jedna osoba usłyszała zarzut kierowania tą grupą. Wszystkim 5 zatrzymanym grozi odpowiedzialność za pranie pieniędzy pochodzących z przestępstwa. Dwóch podejrzanych zostało tymczasowo aresztowanych na okres trzech miesięcy.

Warto przypomnieć, że walka z fałszerstwami dokumentów, a także z wykorzystywaniem ich do popełniania przestępstw np. wyłudzania kredytów doprowadziła do nowelizacji Ustawy o Dokumentach Publicznych z dniem 12.07.2019 roku, w której usankcjonowano karnie produkcję tzw. dokumentów kolekcjonerskich. Zgodnie z tą ustawą grozić może kara pozbawiania wolności do 2 lat.
Źródło info i foto: Policja.pl

Niemcy: Zatrzymano uchodźcę, który zgwałcił i zabił 14-latkę. Uciekł do Iraku. Został przekazany Niemcom

14-letnia Susanna Feldman został zgwałcona i zamordowana przez 20-letniego imigranta z Iraku, który ubiegał się o azyl w Niemczech. Ali Bashar zbiegł, a następnie został zatrzymany przez kurdyjską policję i przekazany stronie niemieckiej. Dziś rano samolot z aresztantem wylądował we Frankfurcie nad Menem. To w Niemczech trzeci w ciągu dwóch lat przypadek, kiedy młoda kobieta została zamordowana przez uchodźcę. Dziennik „Bild” wzywa rząd, by przeprosił rodzinę zabitej 14-letniej Susanny, a przywódca prawicowej partii AfD apeluje do Angeli Merkel, by ustąpiła z urzędu.

14-letnia Susanna Feldman zaginęła 23 maja i była przez dwa tygodnie poszukiwana. Jej ciało znaleziono w środę w Wiesbaden. Było zakopane w lesie w pobliżu torów kolejowych. Sekcja zwłok wykazała, że dziewczyna została zgwałcona i uduszona.

Odnalezienie ciała 14-latki było możliwe dzięki informacji 13-latka – młodego mieszkańca ośrodka dla uchodźców – który wskazał policji Ali’ego Bashara, 20-letniego Irakijczyka mieszkającego w tym samym ośrodku, jako zabójcę nastolatki. Chłopak zeznał, że Bashar zwierzył mu się z tego, co zrobił.

20-latek zdążył jednak opuścić Niemcy i razem z rodzicami oraz pięciorgiem rodzeństwa wrócić do Iraku. Jak podaje BBC, rodzina podróżowała drogą lotniczą pod zmienionym nazwiskiem na podstawie fałszywych dokumentów.

Irakijczycy, powiadomieni przez stronę niemiecką, zatrzymali Bashara. Podczas przesłuchania przez kurdyjski oddział policji miał przyznać się do gwałtu i zbrodni. Twierdził, że znał wcześniej 14-latkę, feralnego dnia wypił z nią dużo alkoholu. Mieli też zażywać jakieś tabletki. Doszło do kłótni, w trakcie której Susanna miała mu zagrozić, że zadzwoni na policję. To miało go pchnąć od popełnienia zbrodni.

Matka 20-latka twierdzi natomiast, że syn niczego nie pamięta, bo był pijany. Utrzymuje, że o tym, iż jest poszukiwany za mord popełniony w Niemczech, dowiedziała się dopiero po powrocie do Iraku w trakcie zatrzymania.

Ali Bashar przyjechał do Niemiec w 2015 roku, rok później odmówiono mu przyznania azylu. Miał zostać wydalony, ale udało mu się zdobyć pozwolenie na pobyt tymczasowy. Przewijał się w policyjnych kartotekach jako podejrzany między innymi o napad i pobicie, miał być też zamieszany w gwałt na 11-letniej dziewczynce mieszkającej w tym samym ośrodku dla uchodźców.

Niemiecka media ostro krytykują rząd Angeli Merkel za brak kontroli nad osobami ubiegającymi się o azyl. Punktują, że to trzeci przypadek od 2016 roku, kiedy młoda kobieta została zamordowana przez uchodźcę.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Piotr K. trafi do ośrodka zamkniętego

W grudniu zeszłego roku z zamkniętego ośrodka psychiatrycznego uciekł Piotr K. Poszukiwała go polska i europejska policja. Jak na ironię losu przystało… przestępca wpadł w angielskim Bolton – miejscowości, w której inny Polak zabił swojego rodaka w lutym tego roku.

Piotr K. w grudniu zeszłego roku zbiegł z ośrodka zamkniętego dla psychicznie chorych w Międzyrzeczu. Za mężczyzną natychmiast wysłano listy gończe w kraju i za granicą. W końcu udało się go złapać… przez zbrodnię innego Polaka. W lutym tego roku polski imigrant zabił swojego kolegę w brytyjskiej miejscowości Bolton. Policja zatrzymała 6 osób jako podejrzanych w tej sprawie. Wśród nich był poszukiwany Piotr K. Policjanci wykluczyli go z kręgu podejrzeń, ale natychmiast skojarzyli, że jest ścigany.

– Posługiwał się fałszywymi danymi, przedstawiał się jako Bartosz K. Nie został aresztowany w tej sprawie, ale zostały od niego pobrane odciski palców. Przesłano je nam do sprawdzenia i okazało się, że mężczyzna jest poszukiwany dwoma europejskimi nakazami aresztowania – podała w rozmowie z „Gazetą Wyborczą” Iwona Kuc z zespołu prasowego Komendy Głównej Policji.

K. w 2009 roku trafił do więzienia za zabójstwo, rozbój i uszkodzenie mienia, których dopuścił się trzy lata wcześniej. Teraz znowu zawita w ośrodku zamkniętym.Żródło info i foto: se.pl

Wciąż trwają poszukiwania konwojenta

Konwojent, który w lipcu br. zrabował w Swarzędzu 8 milionów złotych, wciąż pozostaje nieuchwytny. Jego perfekcyjnie przygotowaną akcję można nazwać polskim skokiem stulecia. Mężczyzna zatarł ślady w taki sposób, że jego odnalezienie stało się niemal niemożliwe. Konwojent zaplanował swoją akcje w najdrobniejszych szczegółach. W rok przed zagrabieniem pieniędzy, dysponując fałszywymi dokumentami i dowodem osobistym, zatrudnił się w firmie ochroniarskiej pod zmienionym nazwiskiem. W pracy zawsze nosił rękawiczki i nie zawierał prywatnych relacji ze swoimi współpracownikami.

Mężczyźnie udało się działać tak, by nikt nie zorientował się o jego prawdziwych zamiarach. Konwojent nosił ze sobą urządzenie zagłuszające sygnał GPS. Pracowniczą szafkę i samochód, którym zrabował pieniądze, a następnie porzucił w lesie, wyczyścił roztworem chloru, dzięki czemu nie pozostawił nawet najmniejszych śladów swojej działalności. Najprawdopodobniej przestępca wygląda dziś zupełnie inaczej – charakterystyczna broda i okulary z grubymi oprawkami były elementami kamuflażu. Mimo, że policja dysponuje zdjęciem autora skoku stulecia, nikt nie potrafi go rozpoznać. Niewykluczone, że przeszedł operację plastyczną i wygląda dziś zupełnie inaczej.

Mężczyzna może obecnie przebywać za granicą lub zgodnie z zasadą „najciemniej jest pod latarnią”, pozostał w Polsce i rozpoczął nowe życie nie afiszując się swoim nielegalnie zdobytym bogactwem. Niektórzy eksperci winą za kradzież 8 mln złotych obarczają ustawę deregulacyjna wprowadzoną dzięki działaniom byłego ministra sprawiedliwości Jarosława Gowina w 2013 roku. Od tego czasu do wykonywania zawodu konwojenta nie są potrzebne dodatkowe uprawnienia i licencje, co sprawia, że pracę w tym charakterze może podjąć każda osoba, nie zawsze godna zaufania.

W trakcie poszukiwań konwojenta policja popełniła już jeden poważny błąd. W Konstantynowie Łódzkim zatrzymano mieszkającego na co dzień w Wielkiej Brytanii mężczyznę, który przyjechał ze swoimi dziećmi w odwiedziny w rodzinne strony. Przy tak małej ilości dowodów i poszlak odnalezienie prawdziwego sprawcy perfekcyjnego skoku na bank niemal graniczy z cudem.
Żródło info i foto: Fakt.pl