Marian Banaś odpiera zarzuty. „nigdy w przeszłości aparat państwa, nie pracował tak usilnie nad usunięciem prezesa NIK”

– Dysponuje oświadczeniami osób, które nakłaniano do składania fałszywych zeznań, obciążających mnie i moją rodzinę – tłumaczył prezes NIK Marian Banaś, odnosząc się na konferencji prasowej do stawianych mu zarzutów prokuratorskich.

W siedzibie Najwyższej Izby Kontroli odbyła się dzisiaj konferencja prasowa z udziałem Mariana Banasia, poświęcona – jak podał wydział prasowy Izby – postępowaniu w sprawie, w której prokuratura złożyła wniosek o uchylenie immunitetu prezesowi NIK.

Szef NIK o „szantażu prokuratury”

– Nigdy w przeszłości aparat państwa, nie pracował tak usilnie nad usunięciem ze stanowiska prezesa NIK – mówił Banaś.

– Postanowiłem przekazać opinii publicznej szokującą informację, która w każdej zdrowej demokracji wywołałaby dymisję najważniejszych urzędników w państwie – przekazał dalej urzędnik.

– Dysponuję oświadczeniami osób, które nakłaniano do składania fałszywych zeznań, obciążających mnie i moją rodzinę. W zamian tym osobom proponowano opuszczenie aresztu tymczasowego i oczekiwanie na proces w domu – tłumaczył szef NIK.

Jak dodał Banaś, osoby te  „ponieważ nie uległy szantażowi prokuratury i służb specjalnych, spędziły w areszcie tymczasowym  prawie 2,5 roku”.

– Publicznie stawiam pytanie: ile jest jeszcze takich osób, które zetknęły się za taką propozycją i takich, które nie znalazły w sobie odwagi, aby mnie o tym powiadomić – pytał urzędnik.

„Nie pozostawiam tego bez odpowiedzi”

– To sytuacja bez precedensu od czasu upadku PRL, aby prezes Najwyższej Izby Kontroli stał się celem dla służb specjalnych i prokuratury – podkreślił szef NIK. – Nie pozostawiam tego bez odpowiedzi – dodał.

O szczegółach mówili pełnomocnicy szefa NIK. – Dysponujemy materiałami, które uzasadniają stanowisko pana Mariana Banasia i prezesa NIK o tym, że istnieje uzasadnione podejrzenie popełnienia przestępstwa polegającego na podżeganiu do złożenia fałszywych zeznań, fałszywego oskarżania i zawiadomienia o niepopełnionych przestępstwa oraz o tworzeniu fałszywych dowodów, co świadczy o przekraczaniu przez przedstawicieli polskich służb i prokuratury swoich uprawnień – powiedział mecenas Marek Małecki.

Jak wyjaśnił, to przestępstwa z art. 233, 234, 235 w zbiegu z art. 238 kodeksu karnego. – Zagrożenie maksymalne do ośmiu lat pozbawienia wolności – dodał.

Mecenas poinformował, że z prezesem NIK będą wnosili o zabezpieczenie śladów, dowodów przestępstwa przed ich utratą, oraz przesłuchanie prezesa w charakterze świadka.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Jest akt oskarżenia przeciwko Jarosławowi Ł. ps. „Masa”

Prokurator skierował do sądu akt oskarżenia przeciwko Jarosławowi Ł. ps. Masa, Zbigniewowi G. – byłemu naczelnikowi wydziału wywiadu kryminalnego jednej z komend wojewódzkich policji oraz 20 innym osobom – poinformowała w poniedziałek rzeczniczka Prokuratury Krajowej Ewa Bialik.

Jak przekazała prokurator Ewa Bialik, akt oskarżenia do Sądu Okręgowego w Łodzi skierował 22 stycznia prokurator Lubelskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej.

Korupcja, fałszywe zeznania, paserstwo

– Prokurator oskarżył Jarosława Ł. ps. Masa o popełnienie siedemnastu czynów w tym m.in. oszustwa co do mienia znacznej wartości, czynów o charakterze korupcyjnym, fałszywych zeznań, przywłaszczenia powierzonego mienia, paserstwa oraz udaremniania zaspokajania wierzycieli – wskazała prokurator. Za zarzucane czyny „Masie” może grozić do 10 lat więzienia.

Ewa Bialik dodała, że prokurator w akcie oskarżenia wysłanym do sądu oskarżył Zbigniewa G. byłego naczelnika wydziału wywiadu kryminalnego jednej z komend wojewódzkich policji o popełnienie dziesięciu czynów w tym o charakterze korupcyjnym oraz ujawnienia informacji niejawnych. Za te czyny także grozi kara do 10 lat więzienia.

Oszustwa kredytowe

– Pozostałe osoby zostały oskarżone o popełnienie szeregu czynów, w tym o charakterze korupcyjnym, oraz oszustw co do mienia znacznej wartości – poinformowała rzeczniczka Prokuratury Krajowej. Te zarzuty również zagrożone są karą 10 lat więzienia.

Jak tłumaczyła prokurator Bialik, postępowanie dotyczyło oszustw kredytowych. Przestępstwa te, zdaniem prokuratury, polegały na doprowadzeniu do niekorzystnego rozporządzenia mieniem szeregu banków, powoływania się na wpływy w instytucjach państwowych oraz udzielania korzyści majątkowych jak i wyłudzania usług budowlanych.

– Śledztwo dotyczyło również wielokrotnego udzielania korzyści majątkowych naczelnikowi wydziału wywiadu kryminalnego jednej z komend wojewódzkich policji w związku z pełnioną przez niego funkcją publiczną, wyłudzania odszkodowań komunikacyjnych, ujawniania informacji niejawnych, udzielania substancji psychotropowych, udaremniania zaspokajania wierzycieli, składania zawiadomień o przestępstwach niepopełnionych i składania fałszywych zeznań – podkreśliła prokurator.

– Ponadto postępowanie obejmowało przywłaszczenie pieniędzy, nabywanie artykułów higienicznych oraz produktów spożywczych uzyskanych w wyniku czynu zabronionego oraz przyjmowania korzyści majątkowych przez funkcjonariusza policji oraz wielu innych – dodała.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Sąd w Teksasie wstrzymał wykonanie kary śmierci. Sprawa zabójstwa do ponownego rozpatrzenia

Sąd apelacyjny w Teksasie podjął w piątek decyzję o wstrzymaniu egzekucji Rodneya Reeda, który został skazany na karę śmierci za morderstwo swojej 19-letniej kochanki w 1996 roku. Ta miała zostać wykonana w środę. Pojawiły się nowe poszlaki i dowody, które podważają jego winę.

Jak informuje agencja Reutera, sąd apelacyjny w Teksasie wstrzymał egzekucję Reeda i orzekł, że jego prawnicy spełnili wymogi prawne dotyczące ponownego rozpatrzenia przez sąd niższej instancji pod kątem tego, czy oskarżyciele przedstawili fałszywe zeznania i ukryli dowody przemawiające na korzyść mężczyzny. Reed od początku twierdzi, że jest niewinny.

51-letni Rodney Reed został skazany na karę śmierci w 1998 roku za morderstwo Stacey Stites, 19-latki, z którą utrzymywał kontakty intymne. Kobieta została znaleziona martwa na skraju drogi. Śledczy ustalili, że została zgwałcona, a później uduszona.

Mogło dojść do wielu błędów

Jak podaje Reuters, eksperci medycyny sądowej, którzy zeznawali przeciwko Reedowi, przyznali później, że popełniali błędy. Śledczy nie zbadali dokładnie, czy morderstwa nie popełnił Jimmy Fennell, miejscowy policjant i narzeczony ofiar. Przez jakiś czas był on głównym podejrzanym, jednak został kilka razy przesłuchany, przeszedł testy wykrywające kłamstwa i badania krwi i nigdy nie został oskarżony.

Wątpliwości budzi również fakt, iż czarnoskórego mężczyznę winnym zabójstwa uznała ława przysięgłych złożona z białoskórych osób. Niewykluczone, że w grę mógł wchodzić również aspekt rasowy.

Sprawa Rodneya Reeda relacjonowana jest przez media i emocjonuje opinię publiczną. Petycję o uwolnienie mężczyzny, którą zamieszczono w internecie, podpisały niemal trzy miliony osób.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Karolina K. kłamała w sprawie zaginięcia Ewy Tylman. Spędzi 10 miesięcy w więzieniu

Karolina K., która składała fałszywe zeznania w sprawie śmierci Ewy Tylman usłyszała wyrok 10 miesięcy więzienia – donosi „Głos Wielkopolski”. Jednocześnie uniewinniony został Radosław Białek, który miał namawiać kobietę do składania fałszywych zeznań. Karolina K. zgłosiła się na policję kilka dni po zaginięciu Ewy Tylman. Zeznała wówczas, że widziała mężczyznę szarpiącego się z kobietą na mieście Rocha oraz wrzucającego ją następnie do Warty. Jej zeznania szybko okazały się nieprawdziwe. Kobieta przyznała się do składania fałszywych zeznań. Według policjantów namawiać do tego miał ją współpracujący z Krzysztofem Rutkowskim Radosław Białek. Mężczyzna odpierał te zarzuty twierdząc, że był w tym czasie za granicą.

„Kara była zbyt łagodna”

W trakcie pierwszego procesu w tej sprawie w lutym 2019 r. sąd rejonowy wydał wyrok uniewinniający Radosława Białka. Jednocześnie uznał Karolinę K. za winną i skazał ją na 10 miesięcy więzienia w zawieszeniu na rok oraz grzywnę w wysokości 1000 zł. Sąd uznał wówczas, że nie zasługuje ona na bezwzględne więzienie, ponieważ była dotychczas niekarana.

Po apelacji prokuratury sprawa trafiła do Sądu Okręgowego. Wyrok wobec Białka został podtrzymany jednak wobec Tylman wydano znacząco surowszy wyrok. -Jej fałszywe zeznania mogły zaważyć na losie sprawy Adama Z. Chociaż w żadnej ze spraw nie można składać fałszywych zeznań, waga tamtego postępowania i sposób w jaki zachowywała się Karolina K. powodowały, że 10 miesięcy więzienia w zawieszeniu było zbyt łagodną karą – powiedziała we wtorek sędzia Ewa Taberska. – W związku z tym nastąpiła zmiana zaskarżonego wyroku i zostały uchylone orzeczenia, co do warunkowego zawieszenia wykonania kary – ogłosiła sędzia Taberska.

Śmierć Ewy Tylman

26-letnia Ewa Tylman zaginęła w nocy z 22 na 23 listopada 2015 roku. Kobieta razem z Adamem Z. wracała z firmowej imprezy integracyjnej. Kamery monitoringu miejskiego ostatni raz zarejestrowały ślad kobiety niedaleko ulicy Mostowej przy moście świętego Rocha w Poznaniu. Rodzina, policja oraz prywatni detektywi rozpoczęli trwające kilka miesięcy poszukiwania zaginionej.

Dopiero w lipcu 2016 roku udało się ją odnaleźć: ciało kobiety zostało wyłowione z Warty 12 kilometrów od miejsca, gdzie widziano ją po raz ostatni.

W kwietniu poznański sąd uznał, że Adam Z. nie zabił Ewy Tylman i uniewinnił go od zarzutu zabójstwa z zamiarem ewentualnym. Orzeczenie nie jest prawomocne.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Zabójstwo Pauliny D. Są wyniki badań DNA

Badania DNA potwierdziły, że ciało znalezione w Łodzi należy do zaginionej Pauliny D. Dziś ma zostać przeprowadzona sekcja zwłok kobiety, a także badania toksykologiczne. Na ich podstawie śledczy ustalą, czy nie podano jej środków odurzających. Wczoraj prokuratura otrzymała wstępne wyniki badań próbek DNA. Badanie to pomogło ustalić, że znalezione na Stawach Jana ciało należy do zaginionej Pauliny D.

W związku z postępowaniem zatrzymane zostały trzy osoby – 44-letnia Białorusinka, która usłyszała zarzuty dot. niezawiadomienia o zbrodni zabójstwa, mimo posiadania wiarygodnych informacji o niej oraz składania fałszywych zeznań a także dwóch Gruzinów: 41-letni podejrzany o niezawiadomienie o zabójstwie i 38-letni, któremu jeszcze nie postawiono zarzutów.

Morderca jednak cały czas jest na wolności. Nie wiadomo, czy przebywa jeszcze w Polsce, czy jest już za granicą. Nad sprawą pracuje kilku prokuratorów i grupa funkcjonariuszy policji, a także wielu biegłych i techników. Ze względu na dobro postępowania śledczy nie przekazują na razie bardziej szczegółowych ustaleń.

Zaginięcie 28-letniej Pauliny D. zgłoszono w minioną sobotę. Kobieta wyszła z domu w piątek, by wieczorem spotkać się ze znajomymi. Ostatni raz była widziana w towarzystwie nieznanego mężczyzny – co zapisały kamery monitoringu – na jednej z łódzkich ulic.

Dotychczasowe ustalenia prokuratury wskazują na to, że 28-latka została zamordowana w jednym z mieszkań w kamienicy przy ul. Żeromskiego w Łodzi. Na podstawie zabezpieczonych śladów i innych dowodów ustalono, że do zabójstwa doszło w godzinach przedpołudniowych w sobotę, a przed godz. 18 zwłoki – po zapakowaniu w torbę i owinięciu w folię – zostały przewiezione do lasku w okolicach Stawów Jana.
Źródło info i foto: onet.pl

Zabił 14-latkę na pasach. 26-latek już trafił do aresztu

26-letni Kamil G. w piątek wieczorem przez swoją szaleńczą jazdę potrącił 14-letnią dziewczynkę na skrzyżowaniu Targowej z Kijowską. Niestety, dziecko zginęło na miejscu. Dzień po tym nieszczęśliwym wypadku 26-latek został zatrzymany, a w niedzielę trafił za kratki.

Tym tragicznym zdarzeniem żyje cała stolica. W piątek około godziny 21 rozpędzona, czerwona honda uderzyła w 14-letnią dziewczynkę przechodzącą po pasach. Za kierownicą sportowej osobówki siedział 26-letni Kamil G. Na miejscu błyskawicznie pojawiła się policja oraz karetka pogotowia. Niestety dziewczynka zginęła na miejscu. W chwili zdarzenia pirat drogowy był trzeźwy. Jak się później okazało 26-latek jest bardzo dobrze znany stołecznym policjantom. Rok temu stracił prawo jazdy, które odzyskał na początku 2016 roku.

Dzień po tym tragicznym zdarzeniu policjanci zatrzymali Kamila G., a w niedziele prokuratura postawiła mu zarzut spowodowania śmiertelnego wypadku. Trafił tymczasowo na dwa miesiące do aresztu. Grozi mu 8 lat więzienia. Pirat drogowy już wcześniej był karany między innymi za składanie fałszywych zeznań i wyłudzenia.
Żródło info i foto: fakt.pl

Żona zamachowca z Orlando usłyszy zarzuty. Wiedziała o planach ataku

Żona zamachowcy z Orlando, Noor Salman, wiedziała, że jej mąż planuje atak na klub gejowski, raz nawet zawiozła go w to miejsce, gdy chciał się rozeznać. Kobieta nie poinformowała jednak służb i składała fałszywe zeznania. To najnowsze ustalenia w sprawie masakry w klubie Pulse w Orlando, w której zginęło 50 osób, a 53 zostało rannych. Według amerykańskich mediów, które dotarły do nowych informacji, Salman ma w środę usłyszeć zarzuty, m.in. pomocnictwa w zabójstwie. Śledczy twierdzą, że może być źródłem kolejnych, cennych informacji.

Co się stało w nocnym klubie w Orlando?

W ataku na gejowski klub w Orlando zginęło 50 osób; 53 są ranne. To najbardziej krwawa strzelanina w historii USA. Sprawcą jest pochodzący z Afganistanu 29-letni Omar Mateen. Napastnik, po tym jak wziął zakładników, został zastrzelony przez policjantów. Teraz na jaw wychodzą nowe fakty – możliwe, że Mateen miał powiązania z Państwem Islamskim. IS przyznało się do zamachu.

Kto strzelał w klubie dla gejów w Orlando?

Zamachowiec z Orlando Omar Mateen to obywatel amerykański pochodzenia afgańskiego. Mężczyzna urodził się w 1986 roku, mieszkał na Florydzie, w oddalonym o ok. 200 km od Orlando Port Saint Lucie. Nie był dotychczas notowany.
Żródło info i foto: Gazeta.pl

Radosław B. z zarzutem nakłaniania świadka do składania fałszywych zeznań

Zarzut nakłaniania świadka do składania fałszywych zeznań postawiła w sobotę poznańska prokuratura Radosławowi B., współpracownikowi kontrowersyjnego detektywa bez licencji Krzysztofa Rutkowskiego. Chodzi o utrudnienia śledztwa w sprawie zaginionej Ewy Tylman. W piątek wieczorem poznańska policja zatrzymała Krzysztofa Rutkowskiego oraz jego współpracowników Roberta Rewińskiego i Radosława B. Rutkowski sam poinformował o tym na Facebooku.

Sprawa Ewy Tylman. Krzysztof Rutkowski zatrzymany na autostradzie A2

– To było tylko zatrzymanie do kontroli – mówił w sobotę Rutkowski na konferencji prasowej w Poznaniu. Policjanci zatrzymali go na autostradzie A2, gdy wracał z Poznania do Łodzi. Rutkowski powiedział, że policja odebrała mu iPada oraz trzy telefony komórkowe, w których miał zapisane wszystkie numery do swoich klientów. – Nie mogę się z nimi skontaktować. To sparaliżowało prace naszego biura – powiedział Rutkowski. Został przesłuchany jako świadek w komendzie policji w Koninie.

Sprawa Ewy Tylman. Robert Rewiński – człowiek w kominiarce to jednocześnie szef serwisu internetowego

Również jako świadka przesłuchano Roberta Rewińskiego, redaktora naczelnego portalu Patriot24.net, który mocno angażuje się w promocję Rutkowskiego. Robert Rewiński poinformował na portalu, że policja odebrała mu telefon, komputer, aparat, nawigację GPS, notatnik oraz „całą dokumentację biura Krzysztofa Rutkowskiego”, która była w jego samochodzie.

W sobotę okazało się, że Robert Rewiński nie ogranicza się do relacjonowania sprawy jako dziennikarz. To on występował na konferencjach Rutkowskiego jako jeden z jego ludzi. Miał na twarzy kominiarkę, pokazywał dziennikarzom niewyraźne nagrania z monitoringu, doszukiwał się na nich zaginionej Ewy Tylman i jej kolegi Adama Z.

Sprawa Ewy Tylman. Radosław B. – były strażak z zarzutem od prokuratury

Radosław B., drugi człowiek Rutkowskiego, w sobotę dostał prokuratorskie zarzuty – miał nakłaniać do kłamstwa jednego ze świadków w sprawie Ewy Tylman. Chodzi o kobietę, która zgłosiła się na policję, twierdząc, że widziała na moście św. Rocha mężczyznę w niebieskiej kurtce. Miał wrzucać coś dużego do rzeki. Taką kurtkę miał na sobie Adam Z., kolega Ewy Tylman.

Policja potraktowała tę relację poważnie i w środę wieczorem z udziałem kobiety przeprowadziła eksperyment procesowy na moście św. Rocha. Kobieta miała pokazać, co widziała. Jednak, jak dowiadujemy się nieoficjalnie, pogubiła się. Wtedy przyznała też, że została przekupiona. Portal tvn24.pl podawał w piątek wieczorem, że chodzi o 10 tys. zł. Jednak z treści zarzutu, jaki postawiono człowiekowi Rutkowskiego, wynika, że chodzi jednak o tysiąc złotych.

Krzysztof Rutkowski mówił w sobotę, że Radosław B. to były strażak, współpracuje z nim od kilku miesięcy. Według Rutkowskiego jego współpracownik miał uczestniczyć jedynie w poszukiwaniach Ewy Tylman na Warcie.

– Był tu jako wolontariusz – dodała Patrycja Leśkiewicz, prawniczka Rutkowskiego i jednocześnie Radosława B.

Sprawa Ewy Tylman. Krzysztof Rutkowski: Policja w Poznaniu chce zepsuć mi opinię

Podobnie jak Rewiński Radosław B. też miał pokazywać się publicznie tylko w kominiarce. Dlaczego, skoro jest tylko byłym strażakiem i wolontariuszem? – Bo nie chce pokazywać twarzy – odparł Rutkowski.

Radosław B. nie przyznał się do winy. – Odpowiadał na pytania prokuratora i moje – powiedziała jego prawniczka. Krzysztof Rutkowski nie wierzy w winę swojego współpracownika. Uważa, że kobieta, która go obciążyła, kłamie.

Krzysztof Rutkowski sugerował w sobotę, że policja chce zepsuć mu opinię, podważa jego wiarygodność, bo wcześniej to on wprowadził ją w zakłopotanie. Rutkowski nawiązał do notatki, którą jego ludzie przekazali policji kilka dni po zaginięciu Ewy Tylman. Pisali w niej, że związek z zaginięciem dziewczyny może mieć jej kolega Adam Z., z którym wracała z imprezy. Policja od początku miała takie podejrzenia, ale skupiała się na zebraniu dowodów.

Sprawa Ewy Tylman. Krzysztof Rutkowski „wspomaga wymiar sprawiedliwości”?

– My oczywiście tego tak nie zostawimy – stwierdził Krzysztof Rutkowski. Zapowiedział złożenie skargi do prokuratora generalnego i wytoczenie pozwów mediom, które będą podawać informacje, że to on utrudnia śledztwo. Z kolei prawniczka Rutkowskiego chce zaskarżyć działania policji do sądu.

Krzysztof Rutkowski przyjechał do Poznania półtora tygodnia temu, by pomagać w poszukiwaniach zaginionej 26-latki Ewy Tylman, o co poprosiła jej rodzina. Z formalnego punktu widzenia Rutkowski nie jest detektywem, bo został pozbawiony licencji. W sobotę wyjaśnił, że umowę z rodziną Ewy Tylman podpisało jego biuro doradcze.

Patrycja Leśkiewicz, prawniczka Rutkowskiego, powiedziała, że zajmuje się on „wspomaganiem działalności wymiaru sprawiedliwości i pomocą ofiarom przestępstw”.

Ewa Tylman. Ojciec dotykał jej dowód osobisty

Już wcześniej pisaliśmy w „Wyborczej”, że policjanci mają żal do Rutkowskiego za utrudnianie śledztwa, choć oficjalnie tego nie potwierdzali. Chodziło o sprawę dowodu osobistego Ewy Tylman. Znalazła go na przystanku kobieta jadąca do pracy, włożyła do koperty i wysłała na adres rodziców Ewy.

Policja poinstruowała ojca dziewczyny, by pod żadnym pozorem nie otwierał przesyłki i nie dotykał dokumentu. Ojciec jednak otworzył kopertę i zrobił zdjęcie dowodu, które przekazał potem Rutkowskiemu. Dlaczego to tak ważne? Każdy kolejny ślad na dowodzie może utrudniać ustalenie, kto dotykał go wcześniej. A to może być kluczowe, by wyjaśnić rolę Adama Z., kolegi, z którym Ewa wracała z imprezy, gdy zaginęła.

W środę pytaliśmy o to podczas konferencji Rutkowskiego. Głos zabrał wtedy ojciec zaginionej Andrzej Tylman: – Rozciąłem kopertę, ale nie dotykałem dowodu. Chciałem zobaczyć, czy to rzeczywiście dokument mojego dziecka. Pan by tego nie zrobił?

Ewa Tylman nie żyje. Krzysztof Rutkowski gwiazdą mediów

– Jeśli ktoś mi zarzuca, że przyjechałem się lansować, to niech się walnie w łeb. Nie potrzebuję tego. Jestem na rynku 25 lat – mówił Rutkowski w środę na kolejnej konferencji w sprawie Ewy Tylman.

Rutkowski odnosił się do naszego komentarza, w którym pisaliśmy, że zamienił poszukiwania Ewy Tylman w medialną telenowelę, która ma jak najdłużej trzymać w napięciu opinię publiczną.

W czwartek Rutkowski zamieścił na swoim profilu na Facebooku informację, że Ewa mogła paść ofiarą mordu rytualnego.

Ewa Tylman nie żyje. Według prokuratury zabił ją kolega

Ewa Tylman, 26-letnia pracownica jednej z drogerii, zaginęła nad ranem w poniedziałek 23 listopada. Z kolegą Adamem Z. wracała z imprezy w klubie muzycznym. Po raz ostatni miejski monitoring nagrał ich w pobliżu mostu św. Rocha. Tam trop się urywał. Adam Z. twierdził, że nic nie pamięta, bo był pijany. Ewa Tylman nie żyje. Według prokuratury zabił ją kolega.

Tajemnicze zaginięcie młodej dziewczyny w centrum dużego miasta stało się głośne w całym kraju. I rozbudzało wyobraźnię. Internauci prześcigali się w spiskowych teoriach, takich jak uprowadzenie do sekty satanistycznej czymord rytualny.

Prokuratura uważa jednak, że wyjaśnienie jest znacznie prostsze. Ewa Tylman miała paść ofiarą kolegi, który widział ją ostatni. Postawiono mu zarzut zabójstwa z tzw. zamiarem ewentualnym. Oznacza to, że według prokuratury nie chciał zabić Ewy Tylman, ale mógł przewidzieć, że jego zachowanie doprowadzi do jej śmierci, i godził się na to.

Taki zarzut otworzył pole do domysłów, co mogło się wydarzyć nad Wartą. Jednak mimo niespotykanego zainteresowania opinii publicznej prokuratura odmawia podania szczegółów.

Podczas konferencji prasowej w nocy z czwartku na piątek rzeczniczka poznańskiej prokuratury Magdalena Mazur-Prus powiedziała jedynie, że w wyniku działań Adama Z. Ewa Tylman znalazła się w Warcie, ale „nie oznacza to, że wepchnął ją do wody”. Dodała, że o śmierci „nie zadecydowały ułamki sekund”. Prokuratura chciała, by sąd aresztował Adama Z. na trzy miesiące. W piątek przed godz. 17 sąd przychylił się do tego wniosku. Wcześniej za zamkniętymi drzwiami słuchał argumentów prokuratury i wyjaśnień podejrzanego.
Żródło info i foto: Wyborcza.pl